RSS
 

Zasłyszane w świecie… O szczęściu

04 gru

Czym jest szczęście?

Dlaczego jest dobrem deficytowym?

Gdzie je znaleźć?

Dlaczego wciąż za nim gonimy?

I dlaczego wciąż nam ucieka?

Nie, to nie będzie opowieść opowiedziana przez Antonego de Mello.

I to nie będzie dykteryjka ułożona przez mądrych psychologów

Nie

Był kiedyś człowiek, który swoje życie oddał za drugiego

W okropnych, nieludzkich warunkach obozu w Oświęcimiu

Historia o szczęściu

a właściwie o tym, gdzie ono jest…

Oto ona:

 

Wszyscy szczęścia pragną i za nim gonią, ale niewielu je znajduje, bo nie szukają tam, gdzie ono jest.

 

Wyjdźmy na ulicę. Szerokim chodnikiem gorączkowo spieszą ludzie różnego wieku i stanu, a każdy dąży do jakiegoś celu, który ma być cząstką jego szczęścia. Środkiem przesuwają się powozy i samochody, a ci, co w nich siedzą, marzą o – szczęściu. W wystawowych oknach najrozmaitsze towary ofiarowują się przechodniom, by właścicielom swym i kupcom przybliżyć – szczęście. Gdzie spojrzysz, wszędzie zobaczysz spragnionych – szczęścia. Lecz czyż ci wszyscy są pewni, że u kresu swych zabiegów obejmą skarb tak pożądany?

 

Jeden z nich wytknął sobie za cel nagromadzenie dóbr materialnych, pieniędzy. Jeszcze do kresu swych życzeń nie doszedł – więc goni dalej. Czy jednak dojdzie?… Czym więcej dóbr gromadzi, tym bardziej się do nich zapala, tym więcej pragnie. I choćby cały świat posiadł, jeszcze zazdrośnie na księżyc spoglądnie. Pragnie więcej i więcej, coraz szybciej nabywać i coraz trwalej dzierżyć. Ileż pracy, zabiegów, poświęcenia, zdrowia kosztowało go to, co posiadł i ileż jeszcze trudów go czeka! A jeżeli choroba nawiedzi, fortuna nie dopisze, złodziej okradnie? Wreszcie – przecie w końcu przyjdzie i śmierć. A wtedy?… Trzeba będzie opuścić wszystko i iść samemu do wieczności… Sama myśl o tym zatruwa mu chwile krótkiego zadowolenia z odniesionych korzyści. Nie posiadł więc szczęścia!

 

Idźmy dalej. Przy drzwiach plakat: „Zabawa taneczna” i wielu się tam ciśnie. Używają świata, póki służą lata! Czyż ci są szczęśliwi? Czyż nie zapragną większego, pełniejszego i słodszego kielicha rozkoszy? Szukają coraz to nowszych przyjemności, a w końcu wpadają w przesyt, odczuwają – granicę. A przecież pragnęliby szczęścia bez granic i bez końca…

 

Więc i ci go nie znajdą.

 

A może sława zadowoli człowieka? Spojrzyjmy na rzesze ludzi poważanych, zajmujących wysokie stanowiska, cieszących się szerokim rozgłosem. Czy może ci posiadają talizman szczęścia? Zapytajmy, czy nie życzyliby sobie, aby sława ich szersze zatoczyła koła, aby na innych zajaśniała polach? Bez wątpienia każdy z nich chętnie by to przyjął i może nieraz przemyśliwa, jakby jeszcze więcej zabłysnąć. Tymczasem może inni go zaćmiewają, tylu nie docenia jego zasług, iluż mniej godnych postawiono wyżej niego; wreszcie – i sława, to kryształ bardzo kruchy: wielu niedawno jeszcze sławionych znajduje się teraz w cieniu zapomnienia. A w końcu i jego odwiedzi – śmierć… A po niej?… Cóż pomogą pochwały ludzkie i pomniki, jeżeli wieczność będzie nieszczęśliwa?…

 

I w tym więc szczęścia nie ma.

 

Lecz bogactwo, rozkosze życia i sława są raczej udziałem wyjątków, gdy tymczasem szczęścia pragnie każdy…

 

* * *

 

Za wielkie jest serce człowieka, by je można było zapełnić pieniądzem, zmysłowością lub zwodniczym, choć odurzającym, dymem sławy. Ono pragnie dobra wyższego, bez granic i wiecznie trwającego. A takim dobrem to tylko – Bóg.

 

O. MAKSYMILIAN MARIA KOLBE OFMCONV.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Gwiazdy na niebie to ludzkie marzenia i życzenia…

03 gru

Marzenia

Marzenia

Czy każdy je ma?

Czy każdy ma odwagę marzyć?

Mam nadzieję, że każdy…

Pamiętam, jak pewnego dnia znajomy nieoczekiwanie zapytał mnie o moje marzenia.
- Ja… Ja… nie wiem… nie mam marzeń… Nie mam odwagi marzyć… Zresztą o czym?
I spojrzałam na jego zdziwioną twarz

Dziś znalazłam opowieść

Można ją potraktować jako opowieść terapeutyczną – lubię takie opowieści.

Można ją potraktować jak bajkę

Nie znam niestety autora

Opowieść w klimacie nadciągających wielkimi krokami świąt…

Z nieba, grubymi płatami, padał dziś wieczorem śnieg.

Świątecznie…

„Dreeeeam, dream, dream, dream”.

     Muzyka brzmiała z daleka jak małe srebrne dzwoneczki. Ogromne białe płatki śniegu tańczyły w powietrzu – wirując z wdziękiem jak baletnice z najlepszego musicalu. Zatrzymując się na moment w świetle ulicznych lamp jak modelki w świetle fleszy fotografów, całując nosy i policzki przechodniów, zmęczone, miękko opadały w dół. Ciepłe światła dekoracji Bożonarodzeniowych migotały w wystawach sklepowych. Stare miasto wyglądało jak kartonowy teatr! Och, jak cudownie, wdychałam całą sobą tę unikatową atmosferę świąt.

     Wieczorem przed snem pomyślałam, że jednak cieszę się, że biuro, w którym pracuję, przeniesiono w okolice Starego Miasta. Przypomniało mi się, że marzyłam kiedyś o tym, żeby pracować na Starym Mieście, otoczona starymi murami, pomiędzy kościołami, które przeżyły już tak wiele. Takie małe, dziecinne, zapomniane, marzenie. O którym oczywiście zapomniałam i nie szukałam pracy szczególnie w tym miejscu.

     A teraz zdumienie. Pan Bóg pamiętał o takim małym marzeniu? Zdumienie, że jednak to prawda: my śpimy, a w trakcie naszego snu, Pan Bóg spełnia nasze marzenia. Nawet te najmniejsze. Kimże jestem, że o nich pamięta?

     Myślałam o tym, kładąc się spać….

     Nagle poczułam, że ktoś mnie budzi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Anioła siedzącego obok mnie.

     - Przyszedłem aby odpowiedzieć na twoje pytania – powiedział.

     Wziął mnie za rękę i zaprowadził do okna:

     - Spójrz w górę.

     Spojrzałam… a w górze było czarne niebo pełne świetlistych gwiazd.

     - Widzisz gwiazdy? – kontynuował – to właśnie ludzkie marzenia i życzenia. Ludzie marzą, mają głowy pełne snów. Kładą się spać, a te marzenia są w nich, krążą nad ich głowami. A wtedy my, Anioły, w samym środku nocy przychodzimy do ludzi, aby zebrać te marzenia. I umieszczamy je na niebie!!. To jest cała tajemnica!! Zbieramy wszystkie marzenia, nawet te najmniejsze. Pan Bóg powtarza nam: „ludzkie marzenia to bardzo cenny wymiar ludzkiego życia. Dlatego uważajcie i bądźcie bardzo ostrożni. Nie pozwólcie, aby jakiekolwiek marzenie zostało upuszczone”.

     Przerwał i spojrzał na mnie. Wpatrywałam się w niego, a on uśmiechnął się.

     - Ale. Musisz pamiętać. Jest jeden warunek. Jeden bardzo ważny warunek. Tylko jeśli ten warunek jest spełniony, jesteśmy w stanie zebrać marzenia. Jest to możliwe…

     Usiadł na parapecie i patrzył na mnie uważnie.

     -…. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy marzenie zostało powierzone Panu Bogu.

     - Co to znaczy? – zdziwiłam się.

     - To jest proste. Wystarczy, że przed snem powiesz Panu, że oddajesz Jemu swoje marzenia i poprosisz, aby On się nimi zaopiekował.

     - To rzeczywiście proste! – znowu byłam zdziwiona, tym razem, że to takie proste.

     - Wydaje się to rzeczywiście proste – powiedział Anioł, ale wyglądał trochę smutno – Ale w praktyce… nie zawsze jest to takie łatwe. Są ludzie, którzy nie wierzą w Boga, nawet o Nim nie myślą, więc nie ma szans, aby oddali Bogu swoje marzenia. Inni znowu nie chcą oddać Panu Bogu swoich marzeń. Boją się, że je stracą na zawsze. Trzymają je w sobie i nie wiedzą, że przez to nie mogą być one spełnione. Inni znowu zupełnie przestali marzyć, gdy dorośli. I to wszystko jest dla nas, Aniołów, bardzo smutne.

     Westchnął. Chciałam go objąć i pocieszyć, ale bałam się ruszyć, żeby nie zniknął. Na szczęście za moment znowu się uśmiechał.

     - Jednak mamy również powody do radości. Wiele, wiele ludzi marzy i powierza Bogu swoje marzenia. A my zbieramy te powierzone Bogu marzenia i wieszamy na nieboskłonie. I w tym momencie marzenia staja się częścią świata – od tej pory nigdy już nie zginą.

     A Pan Bóg… On nigdy nie zapomina o waszych marzeniach i wie dokładnie, które gwiazdy są czyje.

     Uwielbia przechadzać się po niebie pomiędzy nimi. Ogląda je i cieszy się każdą gwiazdą, nawet jeśli jest bardzo mała i niezdarna, i świeci bardzo niepewnie. Cieszy się, bo każda gwiazda jest wyrazem zaufania człowieka do Boga.

- No, dobrze – przerwałam – ale czy Pan Bóg spełni każde marzenie? Znam ludzi, którzy marzyli i ich marzenia nie spełniły się. No tak, mówiłeś, że mogły być marzenia nie powierzone Bogu. Ale jeśli są powierzone, czy zawsze są spełniane?

- Masz rację. Ludzie mają też czasem marzenia, które nie zawsze są dobre dla nich. Oni sami nie zawsze to wiedzą, bo tylko Bóg jest Tym, Który Wie Wszystko. Ale ludzie, którzy ufają Bogu, wiedzą też, że On zweryfikuje ich marzenia, używając swojej Mądrości, Dobroci i Miłości. I to On decyduje, które marzenia mają zostać na zawsze na niebie – i świecić Blaskiem Gwiazd Zaufania (a cieszy się nimi, jak wszystkimi innymi), a które mają zostać spełnione i kiedy jest Czas ich spełnienia. Które gwiazdy mają zostać połączone, a które rozdzielone. Które muszą być ociosane, które muszą nauczyć się większej pokory, a którym trzeba dodać odwagi. Tutaj my Anioły mamy dużo pracy. To nasza rola przekonać Nieśmiałego Marzyciela, że bez jego działania, Bóg sam nie może wiele zdziałać. Bóg z każdego snu wyciąga tę dobrą cząstkę, łączy ją z inną i w tym sensie każde marzenie, nawet jeśli jest bardzo niedobre w filozofii Bożej, zostaje przemienione w Dobro w momencie, gdy zostanie powierzone Panu Bogu.

     Rozumiesz więc, co znaczy, że możesz spać, a marzenia się spełniają? Tylko trzeba je mieć. I mieć je w Panu. Każdy może ich mieć tyle, ile tylko zapragnie. Pan Bóg raczej smuci się ich brakiem, niż nadmiarem. I wiesz co, powiem tylko tobie, że twój zbiór gwiazd jest ostatnio bardzo mały. Pan Bóg nie za bardzo ma z czego wybierać. Czy coś się stało?

- Ach, muszę lecieć. – zerwał się nagle, nie czekając na moją odpowiedź. – Wiesz, za parę dni obchodzimy Urodziny Naszego Pana i z tej okazji przygotowujemy Program Niespodzianek dla Ziemi i na nasze przyjęcie w niebie. Mamy skrzydła pełne roboty!! Pomyśl o tym co powiedziałem, a ja wrócę pewnej nocy, by odpowiedzieć na twoje dalsze pytania.

     Wstał i ….zniknął. Po minucie zobaczyłam go za oknem, wiszącego w powietrzu. Zapukał w okno i powiedział (nie wiem, jak to się stało, że słyszałam jego łagodny cichy głos, ale słyszałam).

- Zapomniałem powiedzieć!. To okres Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Bardzo ważny czas dla ludzi, w którym to czasie pojawia się szczególnie dużo marzeń i życzeń. Pamiętaj! Gdy w czasie świąt będziecie składać sobie nawzajem życzenia, wieszajcie te marzenia od razu na niebie! To bardzo pomoże nam w pracy!

     Pomachał mi i odleciał.

     A mi nasunęło się jeszcze jedno pytanie…. a może niedowierzanie….

     Czy my, dorośli, mamy rzeczywiście tak beztrosko marzyć jak dzieci?

     Ale jego już nie było, aby odpowiedzieć na moje pytanie.

     Zostałam tak z oczami utkwionymi w niebo, myśląc o gwiazdozbiorze własnych marzeń.

     Po długiej chwili…. położyłam się dalej spać. Postanowiłam mieć wiele marzeń i ogarnęło mnie silne nieodparte przeczucie, że coś pozytywnego wydarzy s wkrótce.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

Nadzieja, czuła matka naszych dni

24 lis

Nadzieja pozwala zerwać kartki z kalendarza, te niby dobre i najlepsze, cisnąć je bezmyślnie w kosz , bo i tak przed nami jest jutro…

Nadzieja pozwala z odwagą ująć klamkę drzwi jeszcze nie otwartych…

Nadzieja posyła w przyszłość bez obawy o to, co trudne,  za wielkie, bolesne…

Nadzieja otwiera oczy, które chętnie przymykamy, aby tuż pod powiekami utrwalić najukochańsze pejzaże, twarze, sytuacje…

Nadzieja wyrzuca ręce w przód i rozpychając ławice mgły dobija się do nowych krajobrazów, do promieni słońca, do początków naszego świata…

Nadzieja pozwala wierzyć i miłować.

Nadzieja obejmuje umysł człowieka spokojnymi rękami i całuje jego serce.

Jest czułą matką naszych dni… Nadzieja…!

 

Andrzej Zwoliński, Bajki nie bajki

 

***

 

W święto dziękczynienia…
dziękuję za to wszystko,
czego nie mam
za to, że nie mam wielkiego
domu
byłoby za dużo sprzątania i przestrzeni
wolę przytulne gniazdka
dziękuję za to, że nie mam skrzydeł
odleciałabym w niewłaściwe raniona
dziękuję za to, że nikt
mnie nie kocha
mogę dzięki temu wierzyć
że wszystko przede mną
dziękuję za to, że nie mam już
złudzeń ani wymagań
zbyt wielkich do świata
dziękuję za to, że nie mam zmywarki
jej brak pokazał mi pedanterię
i jej brak u moich dzieci :)
dobrze, że nie mam nałogów
nie chciałabym być niczego niewolnicą – dziękuje za wolność
bardzo trudno dziękować za brak pieniędzy
i nie potrafię znaleźć w tym nic dobrego
wolałabym jednak je mieć ;)
trudno też dziękować za braki na przykład
w czuciu, rozumieniu, współczuciu, miłości
uzębieniu, dziękuję więc
za to, że ich nie mam.
(…)
I za wszystko, co mam, i czego nie mam.
za kapliczki przy drodze i chociaż tak nie wierzę, to jednak lubię ich magię,
bo każda z nich stoi ukryta wśród trzech lip.

dziękuję za (…) psy, koty, przyjaciół i odwagę
bo dzisiaj dokonałam niemożliwego.
dziękuję za zupę wczorajszą – nie musiałam dziś gotować :)
(…)
za moje słabości i moją siłę
(…)
za pasję, za pustkę, za chorobę, za siłę, za bezsilność, za lęk, porzucenie, żal
i za to, że nikt mi w domu papierosów nie pali (…)

za to, że w tym wszystkim trudnym potrafię się śmiać i wierzyć
w cuda i piękno tego świata…

wróżka drzew
P.C-Szept

Cały wiersz do przeczytania na stronie:       Drzewo Życia na Facebooku

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Internet, Książka

 

Tak króciutko…

21 lis

Jest odpowiedź z biura prokuratora.

Odebrałam dziś maila, właściwie bez tekstu, tylko z załącznikiem

Trochę bałam się otwierać załącznik – tyle teraz wiadomości o atakujących wirusach.

Tytuł „W odpowiedzi na pismo z 13 listopada”

Zaraz, zaraz, jakie pismo – pomyślałam gorączkowo – już wiem…

W otwartym załączniku przeczytałam, że w mojej sprawie zrobiono dużo.

J został częściowo ubezwłasnowolniony.

Prokurator zainicjował postępowanie w sprawie uregulowania kontaktów J z dziećmi. Jest też wzmianka o zwrócenie szczególnej uwagi, aby wszelkie pisma do J nie zawierały naszych adresów mailowych.

Po co to piszę?

Może czyta to jakaś kobieta w podobnej sytuacji do mojej, która zastanawia się co robić, która się boi podjąć zdecydowane kroki sądowe w celu ochrony siebie i dzieci.
Policja nie zawsze chce nas bronić.
W moim przypadku nawet prokurator z mojej miejscowości mnie zbywał.
Wysłuchał mnie prokurator z sądu okręgowego i do niego kieruje wszelkie pilne sprawy dotyczące J. Jak widać warto!

Warto przełamać strach i wstyd i zawalczyć o rodzinę.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Bezt tytułu… ale z ryczącym, wróć radosnym zakończeniem.

20 lis

Niedziela

Kilka razy robiłam podejścia do napisania nowego posta

Ale tak jakoś…

Brak…

Brak…

Tak jakoś…

W tygodniu się działo…

W środę pojechaliśmy na wycieczkę z młodzieżą (wśród młodzieży mój syn)

Muzeum POLIN i spotkanie z panem, który przeżył Holokaust

Pan po osiemdziesiątce. Opowiadał o czasach wojny, wyławiając z nich dobre chwile. Podczas opowieści siedział, jak mały chłopiec na za dużym krześle. Wiercił się, przebierał nogami i śmiał się jak małe dziecko. Nie epatował tragizmem, chociaż życie miał trudne. Nie przerażał. Jasna, łagodna twarz.
Opowieści okraszane żartami…
Pan miał cztery żony. Pierwszą, kiedy krył się w wypalonym mieszkaniu, w Warszawie, podczas wojny. W wieku 15 lat… Na wielkie zdziwienie na tę wiadomość, odpowiedział: „To była wojna, człowiek wtedy szybciej dorastał, szybciej stawał się dojrzały”. Z pierwszego małżeństwa miał syna. „Więcej nie odważyłem się mieć dzieci. Dzieci to wielka odpowiedzialność… ” – powiedział. Z pierwszą żoną rozwiódł się, bo „miała trudny charakter”. Później były następne małżeństwa.
W 1968 r, podczas pogromu żydowskiego, kiedy musiał wyjechać z Polski, bo dla Żydów nie było tu miejsca, wyjechał do Szwecji. Nie brał pod uwagę wyjazdu do Izraela, bo nie znał języka a poza tym, jest niewierzący, więc jak znalazłby się w obcym miejscu, obcej kulturze… Wybrał Szwecję i tam był do lat dziewięćdziesiątych. Po 1996 roku wrócił do Polski. Mieszka w Warszawie ze swoją czwartą żoną, młodszą o dwadzieścia lat.
Ma dwa psy. Mówi, że kocha zwierzęta bardziej niż ludzi.
Na pytanie jak odnajduje się w obecnej sytuacji politycznej, odpowiedział, że nie zwraca na nią uwagi. Ma królewską (szwedzką) emeryturę. Nie ogląda telewizji, chyba że programy przyrodnicze. Do wypowiedzi polityków podchodzi z wielkim dystansem i ignorancją. Na wielkie zdziwienie jakie wywarły te słowa, odpowiedział, że nie mógłby inaczej postąpić, bo zmiany polityczne dla niego znaczyły też zmiany życia – wojna, czasy komunistyczne i czasy obecne. Od polityki trzyma się więc z daleka.
Jest ateistą. Zapamiętałam słowa dotyczące wiary chrześcijańskiej i żydowskiej -  obie mają z sobą wiele wspólnego – Chrystus i jego matka byli Żydami. Gdyby nie Żydzi nie byłoby chrześcijaństwa a ludzie tak zaskorupiają się w swojej nienawiści do siebie i próbują udowodnić, która wiara jest najlepsza i dlaczego. Rozkręcają spiralę nienawiści, jakby nie wiedzieli, że w obliczu zagrożenia śmiercią nie będzie ważne do jakiego boga należą. W takich sytuacjach zawsze zostaną sami.
Wyjeżdżając do Szwecji nie martwił się, że musi wszystko zostawić, ale martwił się, kto mu poda śniadanie…
Ukrywając się w ruinach Warszawy bał się… sąsiadów. Tak, nie Niemców ale sąsiadów. To oni denuncjowali „podejrzane” osoby hitlerowcom.
Cała jego rodzina – ojciec,matka i dwóch braci,  zginęli podczas wojny.
Syn z pierwszego małżeństwa nie utrzymuje z nim kontaktu. Ma mu za złe, że ojciec związał się z kobietą 20 lat młodszą.
Na spotkaniu, na sali, siedział jego przyjaciel, obecny przy nim od czasów wojny. Piękna przyjaźń…
Obaj panowie stanęli do zdjęcia z naszą grupą.
Była jeszcze zabawna wymiana zdań dotycząca braku włosów u pana Jana. Mężczyzna roześmiał się i stwierdził, że to proces naturalny. „Mając cztery żony włosy musiały wyjść od głaskania. Każda przez jakiś czas przecież musiała głaskać po głowie i efekty są widoczne”.

O panu Janie Karpińskim możecie przeczytać <<<tu>>>>

Można również obejrzeć film p.t. „Szczęście i przypadki”. Na stronie, w opisie filmu napisano „Jan Karpiński, uciekinier z krakowskiego, a następnie lwowskiego getta, jest nie tylko Żydem ocalałym z Holocaustu, ale też jednym z nielicznych żyjących robinsonów warszawskich. Chłopcom pochodzenia żydowskiego było o wiele trudniej przetrwać okupację hitlerowską niż żydowskim dziewczynkom. Łatwiej było zweryfikować ich tożsamość.” – a pan Jan to taka skromna, niepozorna postać. Dziecięce zachowanie, dziecięcy śmiech, iskierki w oczach i pogodna, spokojna twarz.

Film można też obejrzeć na stronie <<<<tu>>>>

A później była wizyta w kinie

Film, który mocno przeżyłam

Po powrocie do domu napisałam:

(sorry za niecenzuralne słowa)

„Obejrzałam „Wołyń”

……………………………………………………………………………………………………………………………..

……………………………………………………………………………………………………………………………..

W pewnym momencie nie miałam siły „unosić” scen filmowych

PRZEMOC

ZEZWIERZĘCENIE

OKRUCIEŃSTWO

POTWORNOŚĆ

LUDZIE BYLI POTWORAMI

Kurwa, dlaczego świat musi się dzielić na lepszych i gorszych, Żydów, Ukraińców, Polaków??? Dlaczego?????

Boli mnie głowa. Wyniosłam z tego kina obezwładniający lęk. Wiem, że to tylko sceny kinowe…
Chciałam wyjść, kiedy zaczęła się eskalacja okrucieństwa. Nie mogłam patrzeć na rozrywane ciała, zrąbywanych siekierami ludzi, nie mogłam patrzeć na ich przerażenie. Nie unosiłam tego…

Postać żyda zatłuczonego łopatą w lesie… Tak bardzo realna… Żyd żywcem wyjęty ze starych rysunków, z pejsami, brodą i haczykowatym nosem… Tak bardzo przerażony, kiedy ukrywał się z żoną i dzieckiem w chlewie…

Znakomita gra aktorska…

Przerażający realizm…

Młoda Polka z dzieckiem…

Kurwa, nie mogę…

Watki nacjonalistyczne

Wątki religijne

Zaślepienie ideologią

Ślepe oddanie przywódcom

Okrucieństwo

Trupy zmasakrowanych ludzi…

I ten paraliżujący strach

Pułapka bez wyjścia, bo najgorsi wrogowie to najbliżsi sąsiedzi. Życie stające się niebezpieczną pułapką…

Nie możesz żyć, bo jesteś Żydem…

Nie możesz żyć, bo jesteś Polakiem…

A śmierć nie może być łagodna, musi być jak najbardziej okrutna…

Zwierzęta nie są tak okrutne, jak ludzie. Zwierzęta nie zabijają dla przyjemności

Matko, chyba dziś nie usnę………………………………………………………….”

I rzeczywiście, nie mogłam usnąć do 2 nad ranem

Źle spałam

Źle się czułam w czwartek

W głowie wciąż siedziała postać głównej bohaterki. Pięknej, młodej blondynki z dzieckiem. Tragiczna postać. Dziejące się niezależnie od niej wydarzenia uwięziły ją w niechcianym małżeństwie a później w tragicznym i okrutnym miejscu i czasie.

Film mocno psychologiczny. Aktorzy w mistrzowski sposób „wciągają” widza w swoje przeżycia: na początku radość (wesele Polki i Ukraińca), później zaskoczenie (ślub młodej Zosi z dużo od niej starszym mężczyzną) i kulminacja – rzeź Polaków i Żydów przez prymitywnych Ukraińców – strach, przerażenie, osamotnienie. BARDZO DUŻO OKRUCIEŃSTWA.

Zaskoczyła mnie gra aktorska, na przykład, Arkadiusza Jakubika. Aktora widziałam w scenach komediowych a w filmie jest bardzo tragiczną postacią.
Podobnie Tomasz Sapryk -grał rolę Żyda prowadzącego karczmę. Tragicznie zginął w lesie.

I mistrzowska rola młodej Zosi, zagrana przez Michalinę Łabacz.

Ten film na długo zostanie w mojej pamięci. Na długo…

Nie uniosłam emocji. Po wyjściu z kina rozryczałam się… Pobiegłam do toalety, żeby obmyć twarz zimna wodą i żeby uczniowie nie widzieli szlochającej nauczycielki.

No i napisałam, opisałam to co siedziało we mnie od środy.

A później, w piątek, dostałam wiadomość od Moniki z bloga „Singiel mama” o nowym wpisie/audycji w aplikacji Audio-Blog. Nowym, moim wpisie, pięknie przeczytanym przez Monikę.

Monika ma piękny, zdecydowany głos. Lubię  go słuchać. I na końcu słowa, że jest ze mnie dumna…

Na Facebooku napisałam” Mój wpis w aplikacji AudioBlog pięknie przeczytany przez Monikę Autorkę bloga Singiel Mama
Co czułam kiedy odsłuchałam podcast?
Kiedy byś mnie spotkał/a nigdy byś nie zgadł/a, że moja przeszłość była taka. Nie, nie jestem duszą towarzystwa, raczej unikam ludzi. Nawet teraz, kiedy jest dobrze, najlepiej mi w zaciszu domowym. Mój blog daje wiele nadziei tym ,którzy go czytają i mnie samej. W połowie „napisany” przez mojego terapeutę (chociaż on o tym nie wie).
Jestem zwykłą kobietą. Nie lubię określenia „ofiara”, bo ono bardzo stygmatyzuje.
Co czułam po odsłuchaniu audycji??? Rozczulenie, że ktoś jest ze mnie dumny i wstyd, że przeszłam taką drogę. Jeszcze wstyd… Duma została gdzieś głęboko ukryta…”

Tak, duma z tego, że daję radę normalnie żyć i wychowywać dzieci, że mam siłę chodzić na kolejne sesje terapeutyczne, które są mega trudne, jest głęboko ukryta. Jest wstydliwie skrywana i zamykana na kilka spustów.

Wpadam na bloga i pisze pozytywne słowa, ale wiadomo, że życie jest życiem i nie oszczędza mnie od trudnych chwil. Ludzie widzą mnie często zamyśloną i poważną, ze wzrokiem utkwionym w okno, siedzącą, ale nieobecną. Podobno częściej się złoszczę i mówię, że coś mi się nie podoba a tu, na blogowej stronie jest tyle uśmiechu i pozytywnych opowieści. Nie, to nie jest objaw „schizofrenii” ;-) Blog jest moją niszą spokoju a poza tym, słowa muszą przeczytać wszyscy a mojego głosu, tej „nieobecnej” Anki słucha niewielu. Nie narzucam się ze swoją obecnością, nie staję w pierwszym rzędzie i nie krzyczę, wolę miejsca z tyłu i bycie cieniem… W końcu nauki z dzieciństwa nie idą w las…

Hmmm

Monika naprawdę pięknie przeczytała mój wpis.

Dzięki Monisiu :-D

Chciałam ten wpis zatytułować „Rycząca czterdziestka” – bo też w tym tygodniu dużo „ryczałam”. Łzy były częstymi gośćmi na mojej twarzy, ale podobno płacz jest oczyszczający.
A dziś spokojna niedziela i nawet słoneczko wyjrzało zza chmur…
Razem z córką oglądamy jakąś komedię i śmiejemy się z całego serca…

Dla takich chwil warto żyć ♥

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Audioblog, Życie

 

I love my life – super piosenka ;-)

14 lis

Nowy tydzień

Nowy, piękny, słoneczny dzień

Wczoraj wieczorem wysłałam wiadomość mailową do biura prokuratora, który prowadzi sprawę J, o próbie kontaktu ze mną i córką. Dodałam załączniki – screeny wiadomości. Napisałam, że wzbudziło to niepokój a wręcz panikę u córki i syna. Na przesłanych screenach jest imię i nazwisko faceta, który udostępnił mu konto. Co zrobi z tym prokurator, jego sprawa, ale niech wiedzą, że ten „autystyczny” pacjent wcale taki nie jest.

W wiadomościach od J jest prośba o kontakt, wiadomość, jest troska i nasze imiona. Ja wiem, że to początek do czegoś złego.

W noc, kiedy uciekliśmy z domu, on też przyszedł do mojego łóżka, usiadł na jego brzegu i mówiąc „Aniu” zapewniał mnie, że będzie się mną opiekował. A później wpadł w szał…
Nie pasuje mu miejsce, w którym jest. Brakuje mu kontaktu z bliskimi. I dobrze!!! W końcu dotrze do niego, co zrobił… Wie, że gdyby mógł wrócić do domu, znów przestałby brać leki i znów sytuacja by się powtórzyła.
Starczy ofiar.
15 lat przerabiałam ten sam scenariusz…
On musi się nauczyć dbać sam o siebie. Nie będzie wsparcia z mojej strony, ani ze strony dzieci.

Zobaczymy co dalej…

Ok, koniec ze wspomnieniami

Za oknem wstał wspaniały dzień…

Może dziś będę miała czas polecieć na kije…

Do pracy na 11.30

***

22:10

Samochód już odebrany

600 zł ulotniło się z szybkością błyskawicy

UUUUUUU ła

Byłam „na kijach”

Ponad 8 kilometrów

Piechotą przez jesień ;-)

Fajne są słowa piosenki wstawionej przeze mnie

” (…)Kocham swoje życie
Jestem silna
Jestem piękna
jestem wolna
Kocham swoje życie
Jestem cudowna
Jestem magiczna
jestem sobą
Kocham swoje życie

Znajdź innych
z sercem jak Twoje
Biegnij daleko
Biegnij wolna
Jestem z Tobą

 

I w końcu,
Jestem tam gdzie chcę być”

TAK!!!

Wiem!!! :-D

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Co wspólnego ma siostra Anastazja i popsuty samochód???

13 lis

Niedziela

Wczoraj zaszalałam ;-)

A dziś mogę siedzieć nad kawką i pysznym serniczkiem :-)

Tak, zaszalałam w kuchni. Nienawidzę gotować, ale kiedy to robię, gotuję bardzo smacznie. Taki myk…

Krokiety z kapustą w lodówce a pyszny serniczek w połowie już zjedzony. Gorący smakuje najlepiej. Taki nietypowy sernik. Ser przełożony ciemnym, czekoladowym ciastem i upieczony. Przepis siostry Anastazji.

W mieszkaniu cieplutko

Niedziela

I muzyczka Michaela Buble

Slow

Czego chcieć więcej????

W środę terapii nie będzie

Jadę za to z dzieciakami (uczniami) do Muzeum POLIN na spotkanie z ludźmi ze stowarzyszenia Dzieci Holokaustu…

Dobrze, że nie będę musiała jechać w środę rano na terapię, bo jestem uziemiona – samochód odmówił posłuszeństwa. Jest w naprawie

Wczoraj ledwie przeżyłam holowanie. Samochód bez wspomagania zamienia się w toporną kłodę. Kierownica jest nie do ruszenia a pedał hamulca można wcisnąć jedynie, kiedy się wstanie z fotela i naciśnie z całej siły, stojąc. Uffff, przeżyłam… Ale ręce zdrętwiały mi od strachu. To było ekstremalne przeżycie. Musiałam uważać, żeby nie „wpasować się” w tył samochodu, który mnie holował. Było mnóstwo zakrętów i ulic z dużym ruchem i samochód brata przede mną i niemożność hamowania… Ufff… Oczywiście brat po przyjeździe nie mógł się powstrzymać od krytyki, na co ja odpowiedziałam:
– Robiłam co mogłam… Dobrze, że przeżyłam… Tak się bałam… Zdrętwiały mi ręce… Chcę do domu!!!!
Odwiózł mnie a ja niewiele myśląc wyleciałam w pola. Musiałam odreagować nerwy. Prawie 12 km biegiem… Pobiłam swój rekord…

Wieczorem wpadłam w wir gotowania i pieczenia…

A dziś luzik i ciasteczko i kawusia ♥

 

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 
 

  • RSS