RSS
 

Piątek, trzynastego – sądny dzień?

13 sty

Odwiozłam Małą na wieczór kolęd.
Śpiewa w chórze.

Wcześniej, o 14.30, spotkałam się z panią prokurator w sprawie zeznań.

Pani, bardzo miła, dopytywała o nasza przeszłość. Tę kurewską przeszłość…

Trudno było wracać.
Zapomniałam większość dat…
To wszystko się zdarzyło…
Chciałabym, żeby to była zła baśń, bez dat, bez twarzy, które można spotkać teraz…
Myślałam, że dla mnie to będzie „rybka”. Nie było :-(
Rozpytywała głównie o dzieci, a dowiedziawszy się, że R ma już osiemnaście lat, całą uwagę skupiła na małej.
Chodzi o pozbawienie praw rodzicielskich.

Oczywiście wcześniej poinformowała mnie o 8 latach więzienia, które grożą za składanie fałszywych zeznań.
Cała ta zafajdana przeszłość, do której musiałam wrócić.
Opowiedziałam o ucieczce, spotkaniu ojca z przerażoną córką, strachu syna, mojego strachu…
Wiem, to wszystko było. Było już dawno.
To prokurator przypomniała sobie kiedy on zabił matkę. Ja wyparłam to z pamięci. To był 2014 rok.

Przesłuchanie trwało godzinę.

Ona zapytała mnie o rozwód a właściwie stwierdziła: „Nie jesteście już małżeństwem”. „Jesteśmy” – odpowiedziałam. Powiedziałam o informacji od adwokata, że wcześniejsze składanie wniosku było bezzasadne, ponieważ on był niepoczytalny i nie miał zdolności do czynności prawnych. Pozew złożę, kiedy on będzie miał zasądzonego kuratora, a chyba tak nie jest, bo ani ja ani ona nie mamy o tym żadnej informacji.

Prawdopodobnie sąd będzie przesłuchiwał Małą.

Po powrocie do domu powiedziałam jej o tym. Zapytałam o list od ojca i o chęć odpisywania.  Zobaczyłam łzy w jej oczach. Nie naciskałam. Ona nie chce z nim kontaktów. Nawet kiedy pytam, ona przestaje mówić cokolwiek. Zaskorupia się. Tak też powiedziałam do prokurator.

On i R za dużo złego wiedzieli. Przeżyli okrutny horror.

Mówiłam o swojej terapii i pomocy terapeuty w dotarciu do córki. Dzięki niemu udało mi się odbudować relację z nią, ale relacja jest bardzo krucha. Wiek dorastania temu nie sprzyja. Ciężkie przeżycia też nie pomagają a próby kontaktu, jakie stosuje ojciec, niszczą to, co tak mozolnie zbudowałam.

Niech wszystkie sprawy sądowe dotyczące J, przetoczą się w końcu przez moje życie a ja później będę mogła żyć spokojnie. Na razie nawet nie mogę posprzątać tych zgliszczy, jakie pozostały po naszym małżeństwie.
Sądy robią „autopsję”.
On z powodu choroby nie posiada zdolności prawnych i jest „pod ochroną”.
Jedyne co mogę, to bronić mu dostępu do nas.
Dobrze, że znalazł się prokurator, który potraktował mnie bardzo poważnie i bardzo mi pomaga. Teraz następna pani prokurator, która podchodzi do mnie po ludzku a nie jak do „mało istotnej sprawy”, którą można zbyć.

Piątek trzynastego

Co dalej? Nie wiem. Ja tu niewiele mam do przyspieszenia spraw, mogę jedynie czekać i liczyć na przychylność prokuratorów.

W gabinecie usłyszałam, że J tak szybko nie wyjdzie. Sprawa o zabójstwo jest bardzo poważna.

Mam nadzieję.
Dla nas jego wyjście oznacza zmianę miejsca zamieszkania.

Nie przeżywałam dzisiejszego dnia jakoś traumatyczne. Lekkie nerwy a teraz gdzieś w zakamarkach piersi czai się znajomy ból. Jakby czekał na najlepszy dla siebie moment.
Podświadomie krzyczę, że nie czas dla niego.
Bardzo go nie lubię.
Zabiera mi oddech a daje strach.
Jeśli to tylko psychosomatyka, to mogę go powstrzymać… Lubie się czasami tak oszukiwać…
Kiedyś, niespodziewanie przyszedł w kościele. I pat, bo nie miałam nawet kropli wody. Brakowało powietrza, nie mogłam oddychać, klatka piersiowa bolała niemiłosiernie. W duchu uspakajałam siebie, że zaraz minie, że to tylko chwilowe i rozluźniałam szalik coraz bardziej. Minął po pięciu minutach, bardzo długich minutach.  Doszłam do wniosku, że muszę nosić ze sobą małą butelkę wody, bo kiedy mogę „zapijać” ból, nieznośna kula w piesiach jest spychana do żołądka a tam nie jest już tak uciążliwa. Taki spadek po małżeństwie… :-(

A dzisiejszy dzień nie był taki zły.

Okazało się, że jednak nie umiem być suką. Nie udupiłam żadnego ucznia. To prawda, że to gamonie do kwadratu, ale… Nie wszyscy. Tylko ci, którzy sprawiają problemy tzw. wychowawcze.

Wczoraj w naszej szkole wystąpiła para profilaktyczno-ewangelizacyjna. Wzięli do pomocy w pewnej scence 4 chłopaków. Wyłuskali ich intuicyjnie a mimo to, dobrali,  jak w korcu maku.
Prowadzący należeli kiedyś do tzw. marginesu – narkotyki, rozboje, alkohol, więzienie.
Uczniowie wybrani do scenki też maja problemy, może nie aż takie, ale nie należą do tych „najmilszych”.
Zaskoczyło mnie zachowanie jednego z wybranych uczniów. Na mojej lekcji, jeżeli jest, jest wulgarny, obcesowy, kłótliwy. Na spotkaniu, prowadzący najpierw rzucili jakiś żart, który był bardzo trafny w jego przypadku. Chłopak się zmieszał. Uczniowie zaczęli się śmiać. On strasznie zbladł. Widać było, że jest mu bardzo nieswojo, ale wziął udział w scence.  Po powrocie na widownię , szybko wyszedł, bardzo poruszony, usztywniony, rozglądał się nerwowo na boki. On, wielki władca na mojej lekcji a tam zgaszony jak cieniutki knotek. Jeszcze tak zgaszonego go nie widziałam i tak zawstydzonego.
Chłopaki z grupy ewangelizacyjnej dużo mówili o przywdziewaniu masek, o odgrywaniu „twardziela” przez chłopaków, którzy wewnętrznie są bardzo delikatni i bardzo się boją.
Tak jest… Maska na twarz i wychodzimy do świata.  Wrażliwy, najbardziej pokrzywdzony i strachliwy będzie największym prowodyrem.  Wiem o tym i może dlatego nie mam siły być dla nich suką… Życie, i beze mnie, daje im w kość :-( Może źle robię, może nie powinnam mieć skrupułów, ale nie umiem inaczej… Niestety… Nie w stosunku do nich.

Ostatnio bardzo lubię słuchać Katie Melua. Bardzo mnie uspakaja jej aksamitny głos… Tym razem o prawdziwej przyjaźni.

 

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Jeśli życie to odcinek, w którym start to moment narodzin, a meta to chwila śmierci, czy opłaca Ci się biec?

12 sty

Boże, jak pięknie za oknem. Pada śnieg!!!!

Rano musiałam odśnieżyć mojego rudego rumaka… a właściwie jeżeli audi jest rodzajem żeńskim, to moją mocno dojrzałą kasztankę. Latałam dookoła ze szczotką i zgarniałam śnieg. I przypomniał mi się mój ojciec, który szczotkował swoją siwą kobyłkę. Dlaczego? Nie wiem, ale właśnie on pojawił się w mojej pamięci.

Odwiozłam córkę do szkoły

Przyjechałam do domu. Zrobiłam sobie pyszną kawkę i zajrzałam do poczty a tam mail od Pozytywnej Egoistki, czyli od Dagmary Skalskiej. Fajna babka. Bardzo pozytywna osoba. Przeżyła wielką traumą – jej mąż zmarł na nowotwór. Ona dalej kontynuuje jego dzieło – pozytywne postrzeganie życia.

Ale przejdźmy do maila…

Bardzo pozytywnego:

***

Witaj Kochana!

Czy pamiętasz, że zaczynamy wspólnie Rok Pozytywnej Zmiany? Obiecałam Ci, że podzielę się z Tobą swoimi sposobami na to jak zbudowałam pozytywne nastawienie do wyzwań codzienności, życiowych sztormów i osiągnęłam trwałe szczęście.

W pierwszej wiadomości chcę powiedzieć ci coś istotnego…

Zmiana nastawienia jest PROCESEM. Zmiana sposobu życia jest PROCESEM. Zdobywanie mądrości jest PROCESEM. Rozluźnianie umysłu jest PROCESEM. Życie jest nieustającym PROCESEM odkrywania, próbowania, sprawdzania. Budowanie zaufania do siebie jest PROCESEM.

Oczywiście na początku, gdy brakuje nam jeszcze mądrości, gubimy się, podejmujemy decyzje, których rezultaty nas smucą lub przerażają. Jednak w miarę rozwoju, gdy przybywa nam zdolności – świadomości (wszak wiele razy zdecydowałyśmy podobnie i skutki nie uczyniły nas szczęśliwszymi) – możemy zacząć podejmować mądre decyzje. „Ale ja się boję, że uzyskam skutki, których nie chcę!” – pochlipuje nasze ego. Nie będziemy jednak szczególnie się nad nim użalać. To nie byłby przejaw mądrości, lecz głupoty – gdybyśmy go wiecznie słuchały, nie mogłybyśmy przecież niczego się nauczyć i wciąż tkwiłybyśmy w błędnym kole: głupie decyzje = cierpienie = głupie decyzje. Przecież my jesteśmy nieustraszone! (W przeciwnym razie nie zapisałabyś się do tego programu). Chcemy zdobyć mądrość i dlatego dajemy sobie prawo do popełniania błędów!

Aby rozluźnić się w tym procesie, przypomnij sobie teraz siebie, gdy miałaś roczek i uczyłaś się chodzić. Czy od razu wstałaś i przebiegłaś maraton? A może raczej był to proces ciągłych wywrotek, czołgania, pełzania lub kurczowego trzymania się spódnicy mamy? Odważę się postawić tezę, że u dziewięćdziesięciu dziewięciu procent populacji ssaków mniej więcej tak ten proces przebiega. Możesz więc odetchnąć z ulgą – nie jesteś w tych doświadczeniach osamotniona! Przecież gdybyśmy nie pozwoliły sobie na „etap przejściowy” (choć trafniej byłoby go nazwać „etapem ślizgowym”), do tej pory jeździłybyśmy w wózkach i potrzebowałybyśmy opieki. Niezbyt zachęcająca wizja, prawda? Małe dzieci są jednak niezwykle nieustraszone i mają w sobie tak silny pęd do rozwoju i dojrzewania, że nikt i nic nie może ich powstrzymać! Nawet barierki przy schodach, gumki na szufladach i zatyczki w kontaktach – wiedzą coś o tym zatroskani rodzice.

Mam propozycję nie do odrzucenia: pozbądźmy się wszystkich ograniczających przekonań, lęków oraz sztywnych koncepcji i obudźmy w sobie na powrót nieustraszoność dwulatka! Może nieco się zagalopowałam, ale kierunek jest jak najbardziej słuszny. Codziennie obserwujmy z uwagą skutki własnych decyzji i dojrzewajmy do mądrości. Przyjdzie chwila, w której odkryjemy, że większość naszych działań rodzi dobre skutki dla nas i dla innych ludzi, a wówczas odetchniemy z ulgą, wykrzykniemy: „Nareszcie! Udało się!” i zaufamy sobie w pełni. Wtedy natychmiast poczujemy, jak nasz umysł cudownie się rozluźnia, przeciąga i odpręża. Nalewa sobie szklaneczkę whisky i z nieukrywaną dumą pisze list do swojego kolegi intelektu

Czego potrzebujesz zatem aby PROCES zmiany trwał?

  1. Bądź konsekwentna - wracaj do zadań nawet gdy przez chwilę odpuścisz, zapomnisz, odsuniesz się.
  2. Bądź cierpliwa - nie oceniaj efektów od razu! Pojawią się we właściwym czasie. Gwarantuję Ci to.
  3. Otwórz swój umysł - na słowa, które do Ciebie wysyłam. Na nowe pomysły, propozycje.
  4. Nie walcz – z niczym co się pojawia. Obserwuj!
  5. Akceptuj efekty - nawet jeśli nie są zgodne z twoimi oczekiwaniami. Wdech…Wydech… Rozluźniasz się i puszczasz!
  6. Odpuść sobie - nie próbuj się rozliczać, karać za to czego nie zrobiłaś. Wszystko jest cenną lekcją – cokolwiek się pojawi. Nawet chwilowy brak zaangażowania jest cenną informacją. 

Zaufaj sobie - nie szukaj u innych potwierdzenia. W Tobie jest odpowiedź!

CYTAT NA 1 TYDZIEŃ ROKU POZYTYWNEJ ZMIANY

Wydrukuj tę myśl i przypnij na tablicy w widocznym miejscu:

Jeśli życie to odcinek, w którym start to moment narodzin, a meta to chwila śmierci, czy opłaca Ci się biec?

Niech ta myśl dźwięczy Ci w uszach, gdy będziesz traciła uważność i zaczynała biec w życiowym wyścigu. W jaki sposób to się przejawia? Zaczynasz odczuwać napięcie, stres i presję czasu. Gdy tylko zaobserwujesz takie objawy weź głęboki oddech, poczuj strumień powietrza na czubku nosa, skup uwagę na zmysłach i przeczytaj powyższą myśl ode mnie.

ZADANIE TYGODNIA

Bądź obecna w każdej sekundzie swojego życia. Choć brzmi to trudno tak naprawdę jest niezwykle proste. To ćwiczenie jest zupełnie pozbawione wysiłku polega wyłącznie na zauważaniu. Nie musisz robić nic więcej! Po prostu zauważaj.
Po prostu zauważaj swoje myśli.
Po prostu zauważaj emocje, które pojawiają się w Tobie.
Po prostu zauważaj oceny, które wypowiadasz.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz planować.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz wspominać.
Po prostu zauważaj gdy jest ci smutno.
Po prostu zauważaj gdy jesteś zła.
Po prostu zauważaj gdy pojawia się w Tobie napięcie.
Po prostu zauważaj gdy pojawia się w Tobie pragnienie.
Po prostu zauważaj gdy myślisz, że nie dasz rady.
Po prostu zauważaj gdy szukasz u innych potwierdzenia swojej decyzji.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz się martwić.
Po prostu zauważaj gdy twój oddech przyśpiesza.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz się bać.
Po prostu zauważaj gdy masz ochotę uciec.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz bronić swoich racji i walczysz.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz się kłócić z bliskimi.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz wymagać od partnera zbyt wiele.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz marudzić i narzekać.
Po prostu zauważaj gdy się śpieszysz.
Po prostu zauważaj gdy boli cię głowa.
Po prostu zauważaj gdy zaczynasz sobie szkodzić.

Po prostu zauważanie jest wyzwalającą praktyką! Wykonuj ją przez cały tydzień tak często jak potrafisz a przekonasz się jak bardzo jest to skuteczne.

Ustaw sobie w tym tygodniu przypomnienie w telefonie: „Po prostu zauważam”.

INSPIRACJA TYGODNIA

Odsłuchaj rozmowę ze mną wieczorem do snu. Poszukaj w niej wskazówek.


https://www.mixcloud.com/RadioBook/dagmara-skalska-w-radiu-zet-chilli/

Kochana widzimy się na FB i za tydzień.

Jestem  z Tobą codziennie myślami. Wysyłam Ci dobra energię w trakcie medytacji. Już włączyłam Cie do mojego pola uwagi ♥

To jest pierwszy tydzień Twojego nowego życia!

Dagmara”

***

Kiedy to przeczytałam usłyszałam echo wypowiedzi de Mello, echo filozofii wschodu, zwłaszcza metody „tu i teraz”, ale to piękne echa i warte uwagi.
Mamy tylko dzień dzisiejszy. Jutro niepewne. Wczoraj już było. Bądźmy pozytywnymi egoistkami. Uważnymi na „tu i teraz” – warto!

A tak między nami, tego też uczyłam się przez dłuższy czas na terapii :-D

Bo czy nie piękny jest sypiący z nieba śnieg?!

A kawa? Pita w zaciszu domowym, czy nie smakuje wyśmienicie?!

A muzyka, która sączy się z głośników? Czy nie jest akurat najpiękniejsza na świecie???

Po prostu uważajmy! Bądźmy otwarci na własne doznania ♥

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

Nigdy nie jest za późno, aby mieć szczęśliwe dzieciństwo!

11 sty

Mróz trzyma

- 16, dziś rano.

Rano jechałam do fryzjera.
Drzwi w aucie pozamarzane. Otwieram tylko kluczykiem i tylko jedne drzwi, które przy większym mrozie nie dają się później zamknąć. Dziś też tak, niestety, było. Drzwi od pasażera były otwarte podczas jazdy. Musiałam je przytrzymywać. A ponieważ jechałam sama musiałam coś wymyślić, żeby były zamknięte. No i wymyśliłam! Mam torbę z długimi uszami. Jedno ucho przewlokłam przez uchwyt drzwi a drugie ucho przewlokłam przez pierwsze i to drugie trzymałam w prawej ręce przez całą drogę. Nie da się??? Da się!!! Ale musiałam lewą ręką oprócz trzymania kierownicy, zmieniać też biegi. Na krzyż… Nie było łatwo, ale do fryzjera dojechałam… Taka ze mnie sprytna babka ;-)

W internecie znalazłam fajny certyfikat. Dla dorosłych, którzy mają prawo pozwolić sobie na bycie dzieckiem.

W oznaczonym miejscu trzeba wstawić swoje imię i certyfikat daje nam prawo do robienia różnych odlotowych rzeczy a jakich, przeczytajcie:

Tym certyfikatem zaświadcza się, że ……….. jest dożywotnim, pełnoprawnym członkiem Wspólnoty Dorosłych Dzieci i jest na zawsze uprawniony(a) do:
Spacerów w deszczu, skakania przez kałuże, zbierania tęcz, wąchania kwiatów, puszczania baniek mydlanych, zatrzymywania się wzdłuż drogi, budowania zamków z piasku, oglądania zachodów słońca, księżyca i gwiazd, mówienia wszystkim „cześć”, chodzenia boso, przeżywania przygód, śpiewania w łazience, bycia wesołym w głębi serca, czytania książek dla dzieci, niemądrych zachowań, kąpania się w pianie, trzymania się za ręce, tańczenia, obejmowania i całowania, śmiechu i płaczu dla zdrowia.
Wędrowania po okolicy, odczuwania lęku, smutku, złości i szczęścia, porzucenia zmartwień, poczucia winy i wstydu. Mówienia „tak”, mówienia „nie”, wypowiadania czarodziejskich słów, zadawania masy pytań, jazdy na rowerze, rysowania i malowania, widzenia inaczej, przewracania się i powstawania, rozmów ze zwierzętami, spoglądania w niebo.
Ufania światu, późnego wstawania, wspinania się na drzewa, drzemki, nic nie robienia, marzeń na jawie, posiadania zabawek, walki na poduszki, poznawania rzeczy nowych, zapału do wszystkiego, błazenady, radości z istnienia swojego ciała, słuchania muzyki, odkrywania działania rzeczy, tworzenia nowych reguł, opowiadania historyjek.
Zbawiania świata, przyjaźni z innymi dziećmi z sąsiedztwa, oraz czynienia cokolwiek jeszcze, co daje więcej: szczęścia, poczucia niezwykłości, odprężenia, kontaktów z innymi, zdrowia, radości, miłości, zdolności do bycia twórczym, przyjemności, obfitości, wysokiej samooceny, odwagi, zrównoważenia, spontaniczności, wzruszenia, piękna, spokoju i energii życiowej; zarówno wyżej wymienionemu(ej), jak też pozostałym istotom ludzkim na tej planecie.
Co więcej, wyżej wymieniony(a), jest niniejszym oficjalnie uprawniony(a) do częstego odwiedzania: wesołych miasteczek, plaż, łąk, szczytów gór, basenów, lasów, boisk, leśnych polan, wakacyjnych obozowisk, przyjęć urodzinowych, cyrków, ciastkarni, lodziarni, teatrów, akwariów, muzeów, planetariów, sklepów z zabawkami i innych miejsc, gdzie dzieci małe i duże przychodzą się bawić.
Oraz – jest usilnie proszony(a), żeby nigdy nie zapominać motta Wspólnoty Dorosłych Dzieci:
„Nigdy nie jest za późno,
aby mieć szczęśliwe dzieciństwo„

 

Po przeczytaniu doszłam do wniosku, że od jakiegoś czasu pozwalam sobie przeżywać szczęśliwe dzieciństwo, teraz. Nigdy nie jest za późno… Lepiej późno, niż wcale

 

Certyfikat ze strony:
http://ddainspiracje.pl/dda-utracone-dziecinstwo-dlatego/



 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

Styczniowe urodziny – już osiemnaste

07 sty

Dziś. Siódmy stycznia. Mroźnie ale słonecznie. Prawie – 18. W nocy było -25 stopni C.

Siódmego stycznia, 1999 roku, o godzinie 10.40 przyszedł na świat mój syn.

Nie pamiętam jaka była wtedy pogoda. Czy był śnieg i mróz? Nie pamiętam…

Pamiętam tylko, że w poniedziałek miałam bóle porodowe. Bolał mnie brzuch, więc wzięłam silną dawkę nospy. Bóle ustały. Przechodziłam termin i w środę, po KTG miałam skierowanie do szpitala.
Przyjęto mnie wieczorem.
Położono na odział. Podłączono monitorowanie.
Otoczyło mnie z sześciu lekarzy i rozpoczęto badanie.
Dziecko było duże. Termin minął. Wody płodowe mętne a bóli nie było. Lekarze czekali do szóstej rano następnego dnia. Zawieziono mnie na salę operacyjną, na chirurgię i zrobiono cesarkę.

Syn urodził się w czwartek

Ważył 4450 i mierzył 61 cm i był największym dzieckiem na sali noworodkowej :-)

Dziś to chłopisko ponad 1,80

Minęło 18 lat ♥

On jest wspaniałym, młodym człowiekiem

On i Mała – wspaniałe dary życia.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Środa z potworem w tle…

04 sty

No i po…

Dreptanie w miejscu

Dawałam sobie czas i chrzaniłam o głupotach

Nieistotnych rzeczach

O rozwiezionych w sylwestra dzieciach i samotnym, spokojnym wieczorze.

O tym, że uczniowie zamiast serduszek (tak rysowali kiedyś na samochodzie, na śniegu ) rysują coś zupełnie przeciwnego. No, tak… Zbliża się półrocze a że ja w tym roku nie jestem „wspierająca” dla nich, więc rysują penisy. Miałam duży okaz narysowany na dachu i tylnej szybie. Syn się wkurzył a ja, dziwne, ale nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Oczywiście, starałam się usunąć zamarznięty śnieg z dachu razem z rysunkiem, ale  złości nie czułam. Zrobiłam nawet ogromny wytrysk a później napisałam dużymi literami XD. Ich prawo pokazywać swoje emocje a moim prawem będzie ich udupić (czytaj: zastosować metody wychowawcze) na półrocze za ogromne lenistwo, lekceważenie przedmiotu i wulgarne zachowanie. Oni mają swoją satysfakcję a ja swoją… Ing i jang… Jest równowaga… :-D

Sesja na luzie (prawie)

Tylko kiedy się kończyła, poczułam ogromny żal, że już koniec a ja tylko wyglądam zza muru, który zbudowałam. Solidnego muru…

Ale na razie czuję ogromny strach, panikę… Czuję ogromną próżnię, pustkę, coś nieokreślonego, ale bardzo wielkiego, jak przepaść widzianą ze zbocza ogromnej góry. Nie widać nawet dna … Boję się rozpadania na kawałki i uczucia rozjeżdżania się… Przez moment zaczęło mi się kręcić w głowie. Łapałam powietrze i widziałam wręcz tę przepaść. Czarną, wciągającą próżnię. Niebyt. Cienki lód, kruszący się pod nogami a tam… Nie wiem, płytko, czy głęboko, bezpiecznie czy czarna, oblepiająca usta woda, wdzierająca się do płuc. Nie wiem… I na razie nie chcę sprawdzać. Na razie za bardzo się boję. A co jak ta otchłań mnie pochłonie???

Oczywiście były dywagacje nad tym kogo chronię przed swoją złością… Mówił, że chronię jego… Tak, ma rację… Ale też zaraz pojawiają się obrazy wściekłych, bliskich osób. Pojawia się strach, panika, przerażenie, ból… Ucieczka w nieznane…

Bardzo często słyszę to zdanie „swoim milczeniem i uśmiechem chronisz mnie”. Otwiera mi furtkę do okazania emocji, którą ja szybko i głośno zamykam. Mam być miła… To co myślę i czuję, to moja sprawa.
Ja to wszystko pomieszczę i przykryję uśmiechem.
No i co, że później nerwica, depresja, przepłakane dni i niechęć do życia. Ja to pomieszczę, uniosę, ukryję…
Łatwo się mówi i pisze o tym, co będę robić, jak się będę zachowywać, co powiem, ale w gabinecie pozostaje milczenie i uśmiech…

Pewnie, że chciałabym już skończyć terapię. Skończyć ją przez wyzwolenie od tego cholernego muru, tej zdradliwej, czarnej głębi, strefy cienia, czarnej przepaści pod cienkim lodem. Usiąść spokojnie, jak w sylwestra i zatopić się w cieple, zadowoleniu, spokoju, nicniemuszeniu.

45 minut uciekło bardzo szybko

Dwa tygodnie wolnego

Za tydzień terapii nie będzie.

Wczoraj znajoma zapytała mnie, czy chcę przyjść na koncert. Za free. Ja i córka. Nie chciało mi się. To będzie piątek. Chciałabym posiedzieć w domu. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Może moja odmowa ją urazi… Kurde… Zdobyłam się na odwagę i napisałam, że mam inne plany. Hahahahaha, inne plany! Siedzenie z ciepłą herbatą przed telewizorem… W zacisznym ciepełku. POWIEDZIAŁAM NIE! I nie było końca świata! Ona odpisała, że ok, tak tylko pomyślała, bo zaproszona osoba dobrze śpiewa… Najważniejsze, że świat się nie skończył, kiedy powiedziałam „nie”. Rozedrganą, pełną obaw siebie gdzieś zostawiam, nie powiem, że bez strachu,bo…
Trudno mi to idzie. Zwłaszcza powiedzenie „nie” bez wyjaśnień, bez przepraszania, bez uśmiechu, bez…

„Tak” zabierało mi za dużo życia, za dużo dobrego życia. Bycie cieniem kogoś nie jest przyjemne. I nie chodzi mi tu u o koleżankę, chodzi mi o moje życie, które bardzo kocham, a oddawałam je każdemu, czy tego chciał czy nie chciał.

O tak, pociąga mnie bycie suką!

 



 

No terapeuto, doktorze Frankenstein, stworzysz potwora!

 

***

15:01

No, z tą suką to pojechałam… Na całość. Na razie to jestem szczeniakiem, który nieporadnie pokazuje kiełki.

Miałam dziś lekcję z klasą, którą podejrzewałam o wczorajszy „artystyczny” wybryk.

Weszli do sali. Sprawdziłam listę. Władczym i morderczym wzrokiem potoczyłam po chłopaczyskach. Z moich ust wydobyło się pytanie tonem, który mógłby spowodować nieoczekiwane tsunami.

- No przyznać się, który ma problem, a właściwie wybujały talent do rysowania ptaszków?
Widać było jak na chwilę zamarli. Konsternacja i zaskoczenie. Patrzyli w moją stronę jakby nic nie rozumieli.
„Kurde, chyba strzeliłam kulą w płot?” – pomyślałam
- Ale o co pani chodzi? Jakie rysowanie?
- No ten, który to zrobił powinien wiedzieć o co chodzi… Jeżeli myślicie, że uzyskacie tym brak mojej uwagi na wasze wulgarne zachowanie na lekcji, na niechodzenie, albo ni nic nie robienie, to się grubo mylicie. Nawet rysowanie penisów na moim samochodzie nie powstrzyma mnie przed wpisywaniem uwag i ocenianiem waszych osiągnięć edukacyjnych. A swoją drogą to ktoś ma ogromny kompleks, skoro nadrabia to tak ogromnymi rysunkami…
- Ale to nie my…
- A i dlatego dziś nie ma pani samochodu? – domyślał się któryś
- Niech pani zamontuje kamerę – doradzał inny
- No pewnie, już to robię… – skwitowałam złośliwie.
- A może to pan dyrektor pani narysował. Nie pasował mu pani samochód na tym miejscu i chciał panią wkurzyć. Ja bym zamontował kamerę…
- Ok, dość. Zabieramy się za lekcję…
- Zaraz, zaraz a może to pani pedagog narysowała tego penisa, żeby pani zabrała samochód i ona mogła postawić swój. Dziś na pani miejscu stoi jej samochód – dywagował następny.
Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem.
Tak się rodzi spiskowa teoria dziejów…
Jedno trzeba im przyznać – po mistrzowsku potrafią wkurzać i po mistrzowsku potrafią rozśmieszać.

W tym roku nie odpuszczam tym, którzy sprawiają problemy wychowawcze. Efekt jest. Najgorsza klasa zawodowa zmieniła zachowanie. Tak jak kiedyś nie można było z nimi wytrzymać, tak teraz można poprowadzić lekcję. Oceny są gorsze, ale jak to oni mówią „wiemy, że wystawione sprawiedliwie”.

Mniej się uśmiecham, ale mam więcej spokoju.

Co będzie, kiedy przestanę się uśmiechać całkowicie???

***

21:01

Dziś dopisuje tekst w odcinkach.

Parę słów o przyszłej pani doktor psychologii, która zwróciła się do mnie z prośbą o wypełnienie ankiet.
Wypełniłam i mocno się zdziwiłam, bo…

Inaczej brzmiałyby odpowiedzi trzy lata temu, przed rozpoczęciem terapii a inaczej odpowiedziałabym teraz, dlatego swoje odpowiedzi umieściłam w tabeli. W jednej kolumnie umieściłam napis „przed terapią” a w drugiej”po trzech latach terapii”. Odpowiedzi różniły się znacznie wartościami punktowymi. Poprawiła się jakość życia. Pozostałe dwie ankiety też pokazywały wzrost pozytywny. Czyli terapia działa i ta poprawa jest mierzalna. Wiem, że studentka później będzie to przekładać na wartości liczbowe i procentowe.
W trudnych chwilach, kiedy będę miała załamania związane z wiarą w skuteczność terapii zajrzę do ankiet i w sposób namacalny będę wiedziała, że terapia działa. Wiem, że poprawa nie jest natychmiastowa, jest rozciągnięta w czasie i że ciężko trzeba na nią pracować, ale jest warto.

Dziś, w gabinecie też nie było lekko, chociaż tak wyglądało.

Malkontent mógłby powiedzieć, że każdy po trzech latach ogarnąłby się sam. Znając siebie wiem, że te trzy lata, które minęły wcale tak gładko by nie minęły a dokonane wybory byłyby zupełnie inne – bardziej raniące. Jeżeli ktoś, kto to czyta pomyślał, że to skutki doradzania terapeuty to muszę go rozczarować – on niczego mi nie doradza, niczego nie krytykuje, nie mówi, jak mam żyć. Najczęściej siedzi i słucha i niestety milczy. Niekiedy milczymy oboje… Poproszony o radę rozkłada ręce i odpowiada, że on nie jest od tego. Dziwnie, nie… Niby on nic nie robi a terapia działa… No i w tym cała tajemnica, której tylko w gabinecie można doświadczyć.

Dlaczego to piszę?

Belferskie przyzwyczajenie – uczyć kogoś. Czasami wpadam w mentorski ton…

Żeby iść na terapię trzeba przełamać wiele barier. Przede wszystkim wstyd, uprzedzenie, dumę i poczucie, że się wszystko ogarnie samemu.

 

Na dworze napadało mnóstwo śniegu a w piątek ma być -25 stopni C. Zima sobie o nas przypomniała i jak zwykle zaskoczyła drogowców. Ale co tam drogowcy – śnieg zasypał „satelitę” i telewizor śnieży ;-) No, nie śnieży. Nie ma w ogóle obrazu. W przerwach pomiędzy obowiązkami domowymi dopadam do laptopa i piszę. 

Na dziś koniec, to chyba ostatni odcinek ;-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 
 

  • RSS