RSS
 

Robin Williams mistrz sarkazmu??

26 wrz

Gdzieś na stronie internetowej wyhaczyłam film z cytatami Robbiego Williamsa.

Umieściłam go na mojej stronie Facebookowej

Make Your Life Spectacular

Uczyń swoje życie wyjątkowym, spektakularnym wydarzeniem.

I tłumaczenie:

„Gdy kończymy pewien etap w naszym życiu,
staramy się pamiętać dobre chwile,
próbujemy zapomnieć złe momenty
i zaczynamy myśleć o przyszłości.
Zaczynamy się martwić, myśląc: Co będę robić?
Gdzie będę za 10 lat?
Ale mówię do Ciebie: „Hej, popatrz na mnie!”
Proszę nie martw się za nadto,
Ponieważ w końcu, nikt z nas nie zostaje na tej Ziemi długo.
Życie jest ulotne.
I nawet jeśli jesteś zestresowany, podnieś oczy i popatrz w letnie niebo,
usiane gwiazdami w aksamitnej nocy.
Gdzie spadająca gwiazda przecina ciemność, zmieniając noc w dzień…
Pomyśl życzenie i myśl o mnie.
Uczyń swoje życie wyjątkowym,
tak jak ja to zrobiłem.”

Robin Williams

Człowiek o cholernie smutnych oczach. Który wiecznie się uśmiechał i rozśmieszał widzów. Który był maskotką innych – widzów. Uwielbiany przez miliony…

Uczynił swoje życie wyjątkowym, ale niestety go nie uniósł…

Któregoś dnia popełnił samobójstwo…

Mistrz sarkazmu???

Czy ktoś wołający o uwagę, o wysłuchanie, o obecność drugiego człowieka…

Trudno się przyjmuje do wiadomości rady osoby, która nie udźwignęła własnego życia, ale pełna była światła dla innych.

Światła i dobrych rad…

Mamy być zabawką dla innych, czy w ciszy i samotności poznać siebie prawdziwego????

Wybór jest trudny

A póki co, najpierw pozwólmy sobie dojrzeć

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet

 

Czasem potrzebujemy kuloodpornej duszy…

21 wrz

Siedzę z lampką winka

Za oknem noc

Noc i nareszcie pada deszcz

Mogłoby być trochę cieplej. Znów zaczynają się chłodne noce. 8 stopni… Tylko osiem stopni ciepła.

Wczoraj wieczór w Operze Narodowej na spektaklu „Pasażerka”. Wspaniała sztuka. Od połowy pierwszego aktu ryczałam jak bóbr… Od momentu, kiedy na scenie, w odpowiednim świetle i oprawie muzycznej zaczęły padać numery obozowe. Jak wystrzały z karabinów. Mocne, suche, niemieckie słowa. Tragedia obozowego życia. Życia,  które tliło się dzięki wierze w Boga. Słowa modlitwy były wypowiadane często. Prośby, rozmowy i w końcu krzyk w stronę Najwyższego. Marta, Polka o silnym charakterze wspierała wszystkie obozowe kobiety. Zapamiętałam słowa wypowiadane do zapłakanej dziewczyny, kiedy tuliła ją w ramionach: „Jeszcze będziesz się śmiać i kochać. Jeszcze będziesz…”
Obejrzałam film, wysłuchałam słuchowiska a teraz byłam na spektaklu – trzy „spojrzenia”. Każde niesie coś nowego, coś, co uzupełnia pozostałe.

Na koniec sztuki wszyscy aktorzy kłaniali się widzom a pośród nich krucha figurka pani Zofii Posmysz…

Krucha, delikatna kobieta a taka mocna. Ogromnie mocna dusza.
Spotkałam ją przy szatni, na dole. Nieśmiało powiedziałam „dzień dobry” i poprosiłam o wpisanie dedykacji w książce „Pasażerka”. Pani Zofia spojrzała na mnie z uśmiechem. Przysiadłyśmy na jednej ze stojących ławeczek.
- Za dużo mnie wszędzie – powiedziała bardzo delikatnie.
- Nie, pani Zofio, nie za dużo. Jest pani wspaniałą osobą.
Wspaniałą i bardzo skromną.

Tego samego dnia odebrałam listy z poczty.
Jeden bardzo gruby a drugi, normalny…
Normalny…
Listy, które powinnam odebrać w dużo wcześniej. Odezwał się sąd. Przeszłość. Bardzo mi zależało na tych listach, ale niestety nie podałam zmienionego adresu a „człowiek”, u którego wynajmowałam mieszkanie na pewno wyrzucał awiza. Sąd w sumie próbował dostarczyć cztery razy wiadomości. Gdybym nie zaczęła załatwiać ważnej formalności, listy nigdy by do mnie nie dotarły. Ciekawe czy bawiło tamtego wyrzucanie zawiadomień z poczty? Prosiłam o przekazywanie korespondencji, znał mój numer telefonu a jeszcze raz ze mnie zakpił…

Listy

Te z sądu przeczytałam dopiero dziś rano…

Opinia biegłych psychiatrów o stanie zdrowia człowieka, z którym przeżyłam 15 lat.
Suche fakty.
Jego słowa, opowieści i plany na przyszłość. Brak krytycyzmy, autystyczne zachowanie i zdawkowe odpowiedzi. Spokojny. Kontakt emocjonalny powierzchowny… Ble… Ble…Ble…

A co gdybym… Nie, przecież…
Cień wspomnień przesłonił racjonalne myślenie …
W uszach słowa z opery: „Jeszcze będziesz się śmiać i kochać. Jeszcze będziesz…”

I kolejny list. Wirtualny. Mailowy

Właśnie odczytałam kolejny list od kobiety z lustrzaną historią

Co czują takie jak ja??? Czasami pustkę, strach, znikanie, zagubienie…

Przerażenie i bezradność w związku a po odejściu… przerażenie i bezradność…

A później uczymy się nowego życia. Dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, latami…

Czasami przez chwilę przeszłość wyciąga po nas lepkie paluchy… Patrzy na nas ciemną otchłanią…

Lecimy więc do światła, do pozytywnych ludzi, do radosnych wydarzeń, do wszystkiego i wszystkich, którzy dają nadzieję, radość, spokój, bo odbudowanie własnej wartości idzie bardzo niemrawo i powoli.

Czujemy zniecierpliwienie i złość, że ktoś umiał ogarnąć się bardzo szybko i radośnie wkroczył w nowe historie swojego życia. Czy aby na pewno umiał? Czy nie jest to kolejna maska, którą zakłada, żeby mniej bolało?

Powoli, bardzo powoli, tacy jak ja, uczą się podnosić z kolan…

Życie przynosi różne sytuacje, za które nie możemy winić siebie. Wybieramy, uczymy się, coś nam się nie udaje i znów wybieramy jakieś wyjście. W danej chwili dane postępowanie wydaje nam się najlepsze, później czas weryfikuje nasze wybory. Jesteśmy coraz bogatsze w nowe doświadczenia. Ważne, żebyśmy się nie poddawały, żebyśmy wciąż szły do przodu. Tak myślę teraz… Podoba mi się powiedzenie Jacka Walkiewicza. „A co jak się przewrócę? Jak się przewrócę, to sobie poleżę! Wstanę i pójdę dalej.”
Kiedyś mówiłam, że Bóg zsyła na mnie różne próby. Dziś, w trakcie terapii wiem, że sama wchodzę w różne sytuacje i ode mnie zależy jak sobie z nimi poradzę. Terapia otworzyła mi oczy na to, co ze mną i we mnie się dzieję. Burze się pojawiają, ale potrafię sobie z nimi radzić.
Owszem, przeszłam przez piekło, trudno mi o tym mówić, ale ….

Wysłałam do niej list. Zatytułowałam go „To jest bardzo mocne.”

Napisałam w nim:

„Czytam Twoje listy jeszcze raz. Wiem, jakie to piekło i wiem, że czujesz,że cały Twój świat się skończył. A teraz będę adwokatem diabła. Postaw się w jego sytuacji. On WIE, że mu ktoś zagraża. W pracy się dziwnie patrzą i szepczą po kątach, ktoś pisze donosy na niego, dyrektor pewnie chce go wywalić z pracy i jeszcze żona zaczęła mu wmawiać chorobę i straszyć odejściem. No i co??? Jak się czujesz??? Teraz tak czuje się on. Jak zwierzątko w potrzasku. Skoro nie jest agresywny, to zostaw to.
Próbowałaś wszystkiego. Bez skutku. Nie uzdrawiaj go na siłę. Niech psychoza się rozwinie… Pozwól, żeby zabrali go w kaftanie…
Wiesz dlaczego to piszę???
Kiedy przyprowadziłam swojego na pierwszą wizytę, po tygodniu „jazdy” , tygodniu w którym byłam…”

Byłam…

Byłam…

Nie, po co rozdrapywać stare rany?

Jej, tej kobiecie, opowiedziałam, co się wtedy stało.

Tu, na blogu, też opowiedziałam tamtą historię.

Wciąż o nim myślę…

„Uczę się żyć na nowo i czerpać radość z bezpiecznego i spokojnego życia. Jestem sama z dziećmi. Moje dzieciaki są nareszcie szczęśliwe i spokojne. Wychodzę na prostą. Nie wiem, ja by to wyglądało, gdybym odeszła 12 lat temu.”

Nie wiem…

„Tak było u mnie
Nie musi być tak u Ciebie

Napisałam Ci na początku „ćwiczenie”, którego ja nie byłam w stanie przejść. Nie rozumiem chorych na schizofrenię, którzy są do tego agresywni. Boję się ich – teraz wiesz dlaczego. Mam żal do naszego systemu, że chorzy mają więcej praw a rodziny są traktowane po macoszemu. Rodziny mają związane ręce, w przypadku, kiedy chory nie chce się leczyć. Zostawisz,boisz się, że sam nie da sobie rady. Zostaniesz, boisz się, że zrobi ci krzywdę. Życie w permanentnym strachu”

Czytam jej listy

Co może radzić kobieta taka jak ja???

Że jakakolwiek decyzja jest niesamowicie trudna!

Jakiś hejter napisał do mnie w komentarzu : (…) Stałaś się tymi ludźmi, którzy wyrządzali Ci krzywdę. Stałaś się potworem. Stałaś się otchłanią i udowodniłaś to. (…) Ale ostatecznie, cóż wymagać od kogoś, kto pozbywa się chorego męża dla wygody”.

Napisał mi później, że jest chory na cyklofrenię…

Wyłuskał mnie z morza blogów i trafił na moją stronę, żeby się przyczepić i dać sobie upust.

Kto choremu psychicznie zabroni?

Nikt!!!

My mamy ich rozumieć, współczuć, chronić przed zranieniami psychicznymi, rozpinać nad nimi parasol ochronny a kto taki parasol rozepnie nad rodzinami chorych???

Po piekle, jakie przeszłam nie jestem w stanie tego zrozumieć…

Na stronie internetowej Muzeum POLIN znalazłam wiersz:

 

Bez lęku

Ludzie, co z trwogą w sercu idą poprzez życie
klepią – jak pacierz – hasło: „Nie wyzywać losu”
przemykają się cicho, cicho, jak najciszej,
żeby spało licho, nie słysząc ich kroków.

Ja idę przez życie hucznie i z muzyką,
mój żywioł – śpiew rozgłośny, śmiech gromki, oklaski,
bo jestem jak ocean – otwarta na wszystko,
nie kropla zamknięta kształtem własnej klatki.

Różni jednak bywają ludzie i ludziska…
więc, gdy łza spadnie czasem u mojego brzegu –
zagarnę kroplę falą, serdecznie uściskam,
porwę w świat i powiem – nie bój się… człowieku.

Wanda Sieradzka de Ruig (Holandia, 2003)

I niech tak będzie!!!

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Poezja, Życie

 

Zdobywanie szczytów jest przyjemne :-)

17 wrz

Foto: http://www.polin.pl/Facebook.com

Jest późny ranek (chyba), bo godzina 10:23

W uszach wciąż brzmi muzyka Weinberga – fortepian i instrumenty smyczkowe. Uczta dla uszu. Wspaniała sceneria – grupa muzyków siedząca na tle ekranów wyświetlających las.
Spokojna muzyka i drzewa…
Obok mnie dwie wspaniałe istoty, moje rodzone ♥ ♥
I to wszystko w
Muzeum POLIN w Warszawie

Z wyjazdem na koncert nie zastanawiałam się długo. W Muzeum jest mnóstwo wspaniałych wydarzeń. Ceny przystępne, atmosfera wspaniała, wnętrza pełne piękna – grzechem byłoby nie skorzystać. Więc skorzystałam. Zastanawiałam się czym dojechać do stolicy??? Autobus, czy samochód? Wiadomo samotna matka-polka musi liczyć się z kosztami. Taniej wyszło autem, ale… I tu strach zajrzał w oczy!  8-O Wiadomo nie od dziś, że mijam to miasto szerokim łukiem. Boję się jeździć po Warszawie. Paraliżuje mnie wtedy… Wolę nadrobić drogi zamiast przejechać przez zatłoczone ulice, albo wsiąść do autobusu i wygodnie przyjechać na miejsce.
Wczoraj też tak było.
Owszem nawigacja była włączona – bardzo dobrze, bo bez niej zginęłabym z kretesem, ale kierownicę trzymałam żelaznym uściskiem a serce tłukło się w mojej piersi jak oszalały ptak w klatce. 
Zewnętrznie nadrabiałam mina a nawet śmiałam się i żartowałam z Młodym, ale ufff… było grubo ;-) 

Zdobyłam swój Mount Everest!!!!

 

Pojechałam, dojechałam i to całkiem spokojnie a nawet super spokojnie. DAŁAM RADĘ!

Droga mimo remontów przebiegła nadzwyczaj gładko a jazda po ulicach Warszawy okazała się nie taka straszna. Owszem, dwa razy spanikowałam, kiedy nawigacja zawiesiła się na obrazie, którego pasa mam się trzymać – droga się rozwidla a głos z nawigacji mówi „zostań na lewym pasie” – Tylko którym lewym, bo przede mną cztery pasy??? A przecież nie stanę, żeby znów był „normalny obraz”!!! No i musiałam zawrócić na ulicy, bo jednak wjechałam na zły pas. Spoko! Dałam radę! Kto, jak nie ja!!! ;-)

Dojechaliśmy godzinę przed czasem. Bez trudu znalazłam miejsce parkingowe i weszliśmy do gmachu muzeum.

Trochę za wcześnie, więc jeszcze miałam możliwość pokazania Maleńkiej wnętrza a później terenu dookoła Muzeum. Młody już widział, więc z miną starego wyjadacza kroczył obok nas.

O 18. 45 weszliśmy ponownie. Bardzo miły pan obsługujący bramkę wejściową na moje „dzień dobry” odpowiedział z uśmiechem „No, my się już znamy”. „Więc witam ponownie” – odpowiedziałam.

Spojrzałam przed siebie i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę…

Przede mną stała starsza pani. Siwiutkie włosy uczesane w staranną fryzurę. Drobna figurka. Elegancja. Zaraz… Zaraz… – pomyślałam – przecież to… przecież to Zofia Posmysz!!! 

Kobieta, która przeszła piekło Oświęcimia. Napisała książkę, na podstawie której nakręcono film a teraz w Operze Narodowej będzie wystawiana sztuka „Pasażerka”.

W Muzeum było spotkanie z panią Zofią. Nie mogłam na nie pojechać a tu ona, we własnej osobie, stoi przede mną. Och życie… Ale niespodzianka. Zamarłam a później zrobiłam coś, co mnie samą bardzo zaskoczyło…

Podeszłam do niej z pytaniem:
– Dzień dobry. Czy mogę uścisnąć pani rękę? Dużo o pani słyszałam. Miałam być na spotkaniu z panią… Nie byłam… Bardzo żałuję. Jest pani wspaniałą kobietą…
Patrzyłam w jej oczy i paplałam wiele nieistotnych słów.
W moich oczach pojawiły się łzy.
Byłam szczęśliwa, że spotkałam właśnie ją i mogłam do niej podejść.
Ona była taka krucha. Drobna. Miała takie delikatnie dłonie. Siwe włosy… Była piękna.  Twarz z siateczką zmarszczek i te oczy… Ciemne, głębokie, mądre… Była w nich  ogromna siła.
– Jak mogła przeżyć obóz? – przemknęło mi przez głowę – Jak? Z tą swoją kruchością,  eterycznością? Wygląda tak, jakby była stworzona z kruchej porcelany.
Zachowywałam się jak pensjonarka. Paplałam i trzymałam jej drobniutką dłoń.
Czułam ciepło jej delikatnej dłoni.
– Będziemy w Operze na spektaklu „Pasażerka”.
– A którego dnia? – zapytała pani Zofia
– We wtorek.
Popatrzyła na mnie z uśmiechem
– Przepraszam, czy mogę z panią zrobić zdjęcie?
– Czekam na znajomych, ale proszę bardzo, tylko szybciutko, proszę tu stanąć…
Stanęłam obok tej kruchej kobietki a córka zrobiła nam zdjęcie.
- Bardzo pani dziękuję i przepraszam… – uścisnęłam jeszcze raz jej rękę.
Byłam intruzem, który zakłócił jej spokój, ale to co zrobiłam było silniejsze ode mnie. 
Przytrzymała moją dłoń i patrząc mi w oczy zapytała:
– Jak się pani nazywa?
Podałam swoje imię i nazwisko i powiedziałam skąd przyjechałam, dodając „To małe miasteczko. Jeszcze raz dziękuję i przepraszam”.

Nie spodziewałam się takiego spotkania.

A później był koncert – fortepian w akompaniamencie instrumentów smyczkowych.

Muzyka Weinberga – autora muzyki do przedstawienia „Pasażerka” wystawianego w Teatrze Wielkim – Opera Narodowa.
Jedziemy na spektakl we wtorek.

Kim jest Zofia Posmysz? – informacja na tej stronie <<<tu>>>

To był piękny wieczór

A dziś, z samego rana, obejrzałam film „Pasażerka” z 1963 r. w reżyserii Andrzeja Munka. Wysłuchałam słuchowiska o tym samym tytule, z udziałem Danuty Stenki.
Film uzupełnił słuchowisko.
A później jeszcze wywiady z panią Zofią Posmysz. Ciekawych tego wszystkiego odsyłam na moją Facebookową stronę - tam są umieszczone  wszystkie filmy i słuchowisko radiowe.

W jednym z wywiadów pani Zofia powiedziała: „Do tego, żeby przetrwać obóz pomogła mi modlitwa i wiara w to, że Bóg mnie jednak nie opuścił”.
Do młodych ma takie przesłanie: „Dla młodych ludzi: żeby się nie poddawali ideologiom. Żeby byli bardzo ostrożni wobec haseł wzywających do takiej czy innej opcji politycznej, żeby to sprawdzali, bo najpiękniejsza idea, najbardziej wzniosła, może być później wykorzystana do zbrodniczych celów”.

To przesłanie jest chyba do nas wszystkich, nie tylko do młodych.

I na koniec film:

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Film, Życie

 

Bardzo ważne! Jak uwolnić się od prześladowcy

12 wrz

Ja nie wiedziałam o bardzo wielu rzeczach.

Myślałam, że to co dzieje się w moich czterech ścianach było moją sprawą i moim problemem

Dopiero ostatnie zajście, przez które musiałam uciekać, skierowało mnie do pani prokurator. Złożyłam skargę i to ona, z urzędu niosła sprawę o znęcanie się nad rodziną. Ja dalej bym się wstydziła i liczyła, że sama sobie ze wszystkim poradzę.

Niestety nie złożyłam wniosku o ustanowienie mnie oskarżycielem posiłkowym, więc o ostatecznym wyniku sprawy nie byłam informowana. Niczego w mojej sprawie nie mogłam zrobić. Byłam pokrzywdzoną, co równało się z byciem sierotą, która nic nie może.

Nie złożyłam wniosku o eksmisję współmałżonka. Sama szukałam dla siebie mieszkania.

Nie złożyłam wniosku o zakaz zbliżania się do mnie a przede wszystkim do dzieci. I dzięki temu policja nie reagowała na moje telefony informujące, że małżonek kręci się blisko naszego miejsca zamieszkania, albo kontaktuje się z dziećmi a one mocno to przeżywają i bardzo się boją.

Nieznajomość prawa szkodzi i stawia nas na pozycji mocno przegranej.
Ja zdecydowałam się na odejście i daję sobie radę sama z dwójką dzieci,  ale jest wiele kobiet, które nie są w stanie utrzymać siebie i dzieci w wynajętym mieszkaniu.

Poniżej podaje rady jak uwolnić się od bycia ofiarą przemocy. (Rady ze strony polki.pl)

Wiele z nas nie chce powiadamiać o domowych ekscesach policji czy prokuratora, licząc, że brutalne zachowanie sprawcy było incydentalne, albo bojąc się jego eskalacją. To nie jest sposób na zatrzymanie przemocy. Przeciwnie – sprawca musi wiedzieć, że nie jest bezkarny.

Jak uwolnić się od prześladowcy?

1. Powiadom prokuratora

Złóż zawiadomienie o przestępstwie w prokuraturze najbliższej twojego miejsca zamieszkania. Możesz to zrobić osobiście, lub poprosić kogoś z rodziny, by zgłosił to za ciebie. Prokurator ma 6 tygodni na powiadomienie, czy wszczyna postępowanie przeciwko sprawcy. W razie odmowy, masz prawo złożyć zażalenie.

Uwaga! Jeśli sprawca ci grozi i boisz się, że zrealizuje to, o czym mówi, zgłoś ten fakt prokuratorowi. Tak zwana groźba karalna jest podstawą zastosowania wobec sprawcy aresztu tymczasowego.

Warto wiedzieć! Jeżeli osoba, która zamiast ciebie zgłosiła przestępstwo przemocy, boi się zemsty sprawcy, może, powołując się na art. 184 § 1 kodeksu postępowania karnego, poprosić prokuratora o utajnienie danych osobowych.

Gdy prokuratura skieruje sprawę do sądu, masz prawo na pierwszej rozprawie zgłosić wniosek, że chcesz być tzw. oskarżycielem posiłkowym. Jeśli nim zostaniesz, będziesz mogła zadawać pytania oskarżonemu i świadkom, zgłaszać repliki, składać wnioski dowodowe (w czasie rozprawy np. o przesłuchanie dodatkowych osób, przeglądać akta sprawy, czy zażądać uzasadnienia wyroku.

Uwaga! Jako osoba bliska sprawcy masz prawo odmówić składania zeznań.

2. Wystąp o eksmisję

Jeśli jesteś dotknięta przemocą domową, masz prawo żądać, aby sąd zobowiązał sprawcę do opuszczenia mieszkania. Koszt wniosku to 40 zł. Sąd nie musi czekać na orzeczenie rozwodowej lub zakończenie sprawy karnej. Wydaje postanowienie po przeprowadzeniu rozprawy, która powinna odbyć się w terminie miesiąca od dnia wpłynięcia wniosku. Postanowienie staje się wykonalne z chwilą ogłoszenia. W sprawie eksmisji mogą też pomóc policjanci, kierując do prokuratora wniosek o eksmisję sprawcy przemocy (zwłaszcza gdy jest on agresywny). Powinni to zrobić w ciągu 24 godzin od zatrzymania sprawcy. Nakaz opuszczenia lokalu stosuje się maksymalnie przez 3 miesiące.

Możesz też złożyć pozew o eksmisję na podstawie ustawy o ochronie lokatorów. Tytuł prawny do lokalu nie ma znaczenia. Składając pozew, musisz zapłacić wpis w wysokości 200 zł.

Uwaga! Sprawca musi z tobą mieszkać w dniu złożenia pozwu.

3. Domagaj się zakazu zbliżania

Sąd może też orzec zakaz zbliżania się do ciebie, określając, jaka odległość jest dopuszczalna. Gdy sprawca go złamie, sąd może orzec zakaz na zawsze. Za niestosowanie się niego grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.

4. Żądaj odszkodowania

Masz prawo domagać się odszkodowania i zadość uczynienia za krzywdę, jeśli w wyniku przemocy poniosłaś szkodę majątkową (np. w następstwie pobicia przebywałaś na zwolnieniu lekarskim i dostałaś niższe wynagrodzenie, albo sprawca zniszczył jakieś rzeczy). Pozew w tej sprawie (tzw. powództwo adhezyjne) można złożyć w procesie karnym najpóźniej do rozpoczęcia sprawy w pierwszej instancji. Termin ten może być nieznacznie przekroczony w uzasadnionych np. stanem zdrowia przypadkach.

Jeżeli rozprawa karna już jest w toku, pozew o odszkodowanie trzeba będzie złożyć w wydziale cywilnym sądu rejonowego (okręgowego – gdy wartość żądania przekracza 75 tys. zł). Wnosząc pozew, musisz uiścić opłatę, tzw. wpis stosunkowy, w wysokości 5 proc. kwoty, jakiej się domagasz.

Alicja Hass, autorka jest redaktorem Przyjaciółki i Pani Domu

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

Odporność psychiczna – można a nawet trzeba nad nią pracować

11 wrz

Dzięki stronie Park psychologii znalazłam mądry artykuł o odporności psychicznej.

Warto przeczytać!!!

Odporność psychiczna to klucz do sukcesu – uważa dr Aldo Civico, antropolog, mediator, wykładowca Rutgers i Columbia University. W swojej karierze spotkał on wiele osób, które osiągnęły obiektywny sukces: sportowców, biznesmenów, polityków, celebrytów. Stwierdził, że wszystkich tych ludzi sukcesu łączy jedna cecha – odporność psychiczna. By osiągnąć postawione przed sobą cele nie wystarczy inteligencja i talent. Badania pokazują, że w 80 proc. za odniesione sukcesy odpowiadają określone cechy składające się na odporność psychiczną – pisze dr Civico.

To dobra wiadomość! Bo o ile z talentem rodzimy się lub nie, o tyle odporność psychiczną możemy wytrenować. Civico wyróżnił piętnaści nawyków osób odpornych psychicznie. Zaleca on, by czytając o nich, zastanawiać się które już posiadamy, a nad którymi trzeba jeszcze popracować:

1. Pielęgnowanie samoświadomości. Ludzie, którzy doświadczają doskonałości w życiu, wykształcili emocjonalną doskonałość. To znaczy, że rozumieją swoje emocje. Kiedy doświadczają negatywnych uczuć wiedzą, że nie należy się w nich zanurzać, lecz nadać im sens i uczyć się z nich. Niektórzy, aby być świadomymi swoich stanów, prowadzą dzienniki.

2. Praca nad pewnością siebie. Osoby odporne psychicznie wiedzą co mogą kontrolować, a czego nie. Nadają znaczenie wydarzeniom. Pewność siebie daje im wiarę w to, że mogą osiągnąć zamierzony cel.

3. Przeformułowywanie negatywnych myśli. Osoby odporne psychicznie unikają zanurzania się w negatywnych myślach, wątpliwościach. Nauczyły się nadawać im nowy sens tak, by te działały motywująco. Używają ich jako przypomnienia o tym ile mają w życiu, ile już osiągnęły, jaki jest ich cel. Niektórzy zapisują motywujące myśli i zostawiają na widoku.

4. Jasny sens. Osoby odporne psychicznie nie tylko wiedzą czego chcą, ale też dlaczego mają taki, a nie inny cel. Jasno określony sens działania pomaga im i motywuje, gdy natrafiają na przeszkody i wyzwania. Sens działania jest dla nich paliwem.

5. Sprecyzowane cele. Osoby odporne psychicznie mają wyznaczone cele, do których dążą. Są one konkretne, doprecyzowane, mierzalne – długo i krótkoterminowe. Nie tyczy się to wyłącznie kariery zawodowej, ale również życia osobistego, zdrowia – wszystkich obszarów funkcjonowania. Cel działa jak magnes.

6. Dyscyplina. Poprzez dyscyplinę manifestuje się odporność psychiczna – zaobserwował dr Civico. Osoby odnoszące sukcesy nieustannie pracują nad samodyscypliną.

7. Otwartość na zmiany. To, co pomaga dotrzeć do ustalonego celu to elastyczność czyli umiejętność dostosowywania się do zmieniających się warunków. Osoby otwarte na zmiany rozumieją potrzebę ciągłego wzrostu. Cieszą się nie tylko z rezultatów swoich działań, ale też z drogi, którą pokonały.

8. Odpowiedzialność. Odporni mają zerową tolerancję dla wymówek. Nie mają w nawyku winić innych/świat/ okoliczności za swoje porażki. Biorą pełną odpowiedzialność.

9. Umiejętność odmawiania. Kiedy muszą, wiedzą jak odmówić w sposób konstruktywny i pełen szacunku. A żeby osiągnąć swoje cele odmawiają nie raz.

10. Kult empatii. Odporności psychicznej nie należy mylić z dystansowaniem się. Osoby odporne są wrażliwe na otoczenie, w którym żyją i na napotykanych ludzi. Ciekawią ich inni, odmienne spojrzenie na świat.

11. Nie ma porażek, jest tylko informacja zwrotna – oto zasada, którą kierują się odporni psychicznie. Jeśli  coś nie poszło po ich myśli to stanowi element wiedzy niezbędnej, by następnym razem się udało.

12. Otwartość na krytycyzm. Osoby odporne psychicznie nie zastanawiają się nad tym co myślą o nich inni. Skupiają się na nieustannej nauce, a krytyka jest jej formą. Mają w sobie pokorę, która każe im wierzyć, że zawsze można być lepszym. Wiedzą, że sukces wymaga ciągłego wysiłku, bo kto nie idzie do przodu, cofa się.

13. Problemy przekute w możliwości. Osoby odporne nie stawiają się w roli ofiar, starają się nie tracić energii na użalanie nad sobą. W problemach i komplikacjach widzą możliwość wzrostu i nauki.

14. Trening wdzięczności. Odporni żyją w stanie ciągłej wdzięczności za doświadczenia życiowe. Nie rozróżniają  na dobre, za które należy być wdzięcznym i złe, za które nie należy. Starają się doceniać wszystko co im się przydarza.

15. Praca nad ciałem. Odporni psychicznie żyją w harmonii. Doceniają istotę energii życiowej. Dbają nie tylko o życie osobiste i karierę, ale też o ciało i zdrowie. Regularnie ćwiczą, odżywiają się zdrowo.

Dr Aldo Civico jest antropologiem współpracującym z  Rutgers University, dyrektorem International Institute for Peace, mediatorem. Przewodniczył Center for Conflict Resolution na Columbia University. Jest ekspertem w dziedzinie budowania strategii pokojowych i rozwiązywania konfliktów. W swojej karierze działał  m.in. w organizacjach walczących z sycylijską mafią. Brał również udział w pokojowych działaniach między rządem kolumbijskim a partyzantami.

oprac. marga psychologytoday.com, aldocivico.com

Ze strony: www.charaktery.eu

 
 

Warto otaczać się poztywnymi ludźmi i muzyką ☺

10 wrz

Dzień dobry piękne słoneczko za oknem. Dzień dobry!!!!

Oj dobry!

Wczorajszy wieczór spędzony w lokalu znajomych. Tak. Powróciłam do niech a właściwie do słuchania zespołów w ich lokalu.
Wczoraj koncert super grupy. Dwóch chłopaków. Fajny klimat, super głos w akompaniamencie gitary. Światowe przeboje i ich własne utwory. Byli kiedyś w klubie. Kupiłam wtedy od nich płytę.
Grupa Riffertonepolecam z całego serca. I jeszcze coś polecam – mały, przytulny lokalik w małym mieście. Jest klimatycznie, muzycznie i i z serdeczną atmosferą. W miasteczku Ostrów Mazowiecka a lokal nazywa się „Vinyl Club”Jeżeli ktoś będzie przejeżdżał przez tę miejscowość warto „wpaść” i poczuć przyjazny klimat.

Umówiłam się ze znajomą.
Usiadłyśmy z B w boksie.
Zanim zaczęła grać muzyka mogłyśmy sobie pogadać o różnościach.
B to śliczna kobietka. Śliczna i mega mocna. Przeszła przez ciężkie lata w swoim życiu. Kiedy na nią patrzyłam, myślałam, jak taka krucha osoba to wszystko uniosła? Uniosła. Wychowała dwoje dzieci. Z uśmiechem na twarzy i miłością w oczach.

Miły wieczór. Dużo rozmów. Takie gadu, gadu, gadu a później słuchanie muzyki, czyli to co tygryski lubią najbardziej ;-)

Rozmawiałam z B o moim blogu. Tak wiele ciepłych słów nie słyszałam na temat mojego pisania już bardzo dawno. Dowiedziałam się, że ten blog daje pozytywnego kopa. Daje nadzieję…
Bardzo się cieszę, że tak jest. Bardzo

Ostatnio napisała do mnie kobieta z historią lustrzaną do mojej. Gryzłam się zanim odpisałam. Najpierw napisałam długi list z użalaniem się nad nią, z jakimiś domorosłymi radami. Zapisałam go. Pochodziłam parę godzin. Przemyślałam i napisałam króciutką wiadomość. Że jej bardzo współczuję, ale nie mogę udzielić żadnej rady, bo to byłoby tak, jakbym swoje niezałatwione sprawy chciała załatwić jej życiem. A to jej życie, jej emocje, jej niepowtarzalne sytuacje. NIE MOJE! Jedyne co mogłam, to prosić, żeby znalazła sobie radcę prawnego i dobrego terapeutę. Chodząc na terapię sama dojrzeje  do własnych decyzji związanych ze swoim życiem.
Doradzając inaczej wyrządziłabym więcej szkody niż pożytku.
Cieszy mnie jedno, że odważyła się opowiedzieć swoją historię kobiecie, której nie widziała na oczy i zna tylko z blogowych wpisów. To jakiś początek. Początek dostrzeżenia własnej wartości i przełamania strachu i wstydu. Ta kobieta dostrzegła nareszcie swoją wartość i to że warto o siebie zadbać. To dobry początek. Początek czegoś dobrego.

Przez terapię nauczyłam się, że zawód doradcy życiowego i pomocnej pielęgniarki jest nie dla mnie. Lubię słuchać ludzi. Widzieć w nich ogromną siłę, dzięki której wychodzą z najgorszych sytuacji i mówić im o tej sile. I tak jak powiedziała B w rozmowie ze mną „Czasami lepiej jak ktoś wysłucha. Tylko wysłucha. Bez komentarzy i doradzania”. Od niedawna stałam się takim słuchaczem i czuje się z tym bardzo dobrze.

I na koniec piosenka zespoły z wczorajszego koncertu.  Bardzo pozytywna piosenka z bardzo pozytywnego miejsca.

Dobrze jest mieć dookoła siebie pozytywne osoby i miejsca.

Dziękuję B za wczorajszy wieczór ♥

a Znajomym za stworzenie pozytywnego miejsca do muzycznych (i nie tylko)  przeżyć.

To był super wieczór

Może później będą zdjęcia z koncertu :-)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Zastanowienie… Mój intymny, mały świat

07 wrz

Właśnie do głowy przyszła mi taka myśl

Kiedy wszystko już ze sobą i w sobie poukładam, czy będę prowadzić tego bloga???

Wiele rzeczy przestało mnie po prostu obchodzić…

Spokój we mnie przekłada się na spokój wokół mnie

Widzą to dzieciaki a ja uparcie twierdzę, że nic się nie zmieniłam, że to świat wokół mnie jakoś dziwnie zwolnił, złagodniał, napełnił się słonecznym blaskiem, przynosi ukojenie

Tak. Odpuściłam sobie wiele rzeczy, sytuacji, osób i jeszcze żyje, co niezmiennie wprowadza mnie w stan zdziwienia. Matko, żeby tylko na pysku moim osobistym nie zagościł jakiś głupawy grymas na stałe!!!

Slow

Gdzieś tam ktoś, komuś, gdzieś, po coś, dla czegoś…

A ja tu, ze sobą, dla siebie, o sobie,

Mój intymny mały światek

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 
 

  • RSS