RSS
 

O życiu i śmierci. Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

21 lip

Młody wczoraj przeczytał wiadomość o śmierci wokalisty Linkin Park. Facet miał 41 lat. Powiesił się.

Tak jak mój brat. Powiesił się w wieku 42 lat.

Może dlatego ja w chwilach załamania też o tym myślałam.

A życie jest piękne…

Znalazłam piosenkę tego zespołu

I tekst:

Nie lubię mojego umysłu teraz
Nawarstwianych problemów, które są niepotrzebne
Marzy mi się to, bym mógł spowolnić te sprawy
Chciałbym odpuścić, ale znajduję ukojenie w panice
I doprowadzam siebie do szaleństwa
Myśląc, że wszystko jest o mnie
Taa, doprowadzam siebie do szaleństwa
Bo nie mogę uciec grawitacji

Trzymam się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?
Trzymam się
Dużo więcej niż mogę udźwignąć
Nie przestaję ciągnąć tego, co mnie dołuje
Gdybym tylko odpuścił, byłbym uwolniony
Trzymać się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

Mówisz, że jestem paranoikiem
Ale jestem pewny, że świat chce mnie dopaść
To nie jest tak, że dokonuję wyboru
Aby mój umysł pozostawał w tak cholernym bezładzie
Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób
Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób

Trzymam się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?
Trzymam się
Dużo więcej niż mogę udźwignąć
Nie przestaję ciągnąć tego, co mnie dołuje
Gdybym tylko odpuścił, byłbym uwolniony
Trzymać się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób
Wiem, że nie jestem centrum wszechświata
Ale wciąż kręcisz się wokół mnie w ten sam sposób
I doprowadzam siebie do szaleństwa
Myśląc, że wszystko krąży wokół mnie

Trzymam się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?
Trzymam się
Dużo więcej niż mogę udźwignąć
Nie przestaję ciągnąć tego, co mnie dołuje
Gdybym tylko odpuścił, byłbym uwolniony
Trzymać się
Dlaczego wszystko jest takie ciężkie?

 

Tak myślałam i mówiłam przed terapią. Byłam centrum wszechświata i wszystko kręciło się wokół mnie. Byłam wszystkiemu winna i odpowiedzialna za wszystko. Nie umiałam odpuścić.
Od niedawna coś się zmienia.

Wypadłam z epicentrum.

Czuję jeszcze lekką panikę z tego powodu, ale ważniejsze jest dla mnie poczucie spokoju, które daje leniwe krążenie po orbicie. Bo jeszcze krążę. Jeszcze boję się leniwej strefy bez żadnej grawitacji. Myślę, że ten stan mnie unicestwi i spowoduje moją samotność, a przecież to co mam teraz wpakowało mnie właśnie w taką sytuację – samotność i uczucie ostracyzmu.
Właśnie to mówię B na terapii.
On milczy.
Mój umysł umieszczony w próżni nie wie, w którą stronę iść, co robić. Stare było destrukcyjne a nowe jest niewiadomym, ale dającym spokój i ukojenie.

Współczuję temu piosenkarzowi.

Jeżeli nie dotrzemy do źródła naszych lęków, życie będzie tylko pasmem udręk. Nic nie dadzą „dobre rady”, bo to droga innych a nie nasza. Każdy ma swoją drogę, którą idzie przez życie. Ja swoją ścieżkę zaczynam doceniać dzięki terapii, która jest kurewsko trudna (oczywiście terapia… a później życie, które miałam – są trudne).

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Wpis o niczym…

20 lip

Nie wiem, co mam napisać. Szczerze. Nie wiem.

Czekamy na wyjazd nad morze.

Odliczamy dni i już niedługo będziemy w przepięknym Kopalinie.

Uwielbiam morze. Mogę godzinami siedzieć nad brzegiem i słuchać szumu fal.

Coraz mniej wpisów na blogu. Niestety nie mam żyłki pisarskiej i nie stworzę przepięknej powieści.
Opisywałam moje życie w najtrudniejszym momencie. Udało mi się przejść ten etap dzięki terapii.
Odkrywam siebie.
Odrywam skorupę, w której siedzę i widzę w środku całkiem inną osobę, niż na zewnątrz. Czasami ta osoba wzbudza we mnie ogromne zdziwienie, bo dla niej ważne są zupełnie inne priorytety, niż dla tej sprzed 4 lat. Patrzę w lustro i widzę… siebie. Nie tą inną, ale siebie. I czuje ogromny spokój.
Emocje zostawiam na czas terapii. A dzieje się na niej dużo. Czasami rozpętuje straszliwy orkan, który niszczy to, co najgorsze. Zniszczył już dużo złego. To jest najlepsza i najpewniejsza praca – praca nad sobą i daje najlepsze rezultaty dla mnie i dla moich najbliższych.

Więc odpoczywam. Mam ten komfort, że mogę.

Są w końcu wakacje.

Wstawię parę zdjęć z wyjazdu.

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Samotność w sieci… Rozmowy przez e-odległość

12 lip

Ta rozmowa miała miejsce 4 lata temu.

W świecie, gdzieś pomiędzy… Pomiędzy tym, co było a między tym, co będzie. W czasie, kiedy byłam rozedrgana i nieporadna. Przerażona i niepewna. To był trudny czas. Nowy czas. Nie potrafiłam zapomnieć o tym, co było. Nie umiałam się odnaleźć w nowym a o przyszłości bałam się myśleć.

Szukałam rozmowy, ukojenia swoich lęków i nie umiałam znaleźć spokoju.

Wydaje mi się, że to było lata świetlne temu. W zupełnie innym życiu.

Rozmowa, gdzie słowa nie były wypowiadane głosem a wystukiwane na klawiaturze. Pojawiały się jako napisane wyrazy na ekranie komputera. Nawet nie pamiętam na jakiej to było stronie.

Mój rozmówca był bardzo zdziwiony, kiedy wyjawiłam mu prawdę i powiedziałam, że zapis z rozmowy pojawił się na moim blogu.

Jeżeli jeszcze go czyta, pozdrawiam go serdecznie.

 

Głęboka noc. Monitor komputera rozświetla ciemność pokoju. Klik… klik…                Połączono z nieznajomym, możesz zacząć rozmowę! – klik…

Nieznajomy: ,,!,,

Nieznajoma: Iza.

Nieznajomy: Beata.

Iza: o dziewczyna.

Nieznajomy: nie, no naprawdę chłopak, ale nie wierzę, że Ty dziewczyna.

Iza: oj! jak najbardziej dziewczyna!

Nieznajomy: wierzę :) Bartek. B  czyli prawie jak Beata.

Iza: ale prawie robi wielką różnicę.

Nieznajomy: no w tym przypadku nawet ogromną.

Iza: Bartek czemu nie śpisz?

Nieznajomy: nie mam pojęcia.

Iza: o tej godzinie trudno mieć pojęcie.

Nieznajomy: a Ty Izuniu czego nie śpisz ?

Iza: nie mogłam usnąć.

Nieznajomy: i o tak sobie usiadłaś pewnie na laptopie i chciałaś sobie poklikać – podobnie   jak ja.

Iza: nie, chciałam z kimś pogadać i przez przypadek znalazłam taką stronę.

Nieznajomy: I trafiłaś na mnie jako pierwszego ?

Iza: nie, już z kimś rozmawiałam,  ale dalej nie mogę usnąć a że z tamtą osobą fajnie się gadało więc..

Nieznajomy: to czego już z tamtą osobą nie gadasz ?

Iza: za późno było :) i poszedł spać.

Nieznajomy: taka z Ciebie rozmówczyni… dawniej na jakimś czacie potrafiłem przegadać całą noc.

Iza: a ja pierwszy raz i  jeszcze tego tak nie ogarniam.

Nieznajomy: czego ?

Iza: szybkiego pisania.

Nieznajomy: piszesz piszesz piszesz…

Iza: no i …

Nieznajomy: a tak po za tym czym się zajmujesz: :D szkoła , praca ?

Iza: o – mamy detektywa…

Nieznajomy: nie ogarniam o co chodzi?

Iza: Bartek dochodzenie robisz? pytania naprowadzające?

Nieznajomy: speszyłem się.

Iza: niepotrzebnie.

Nieznajomy: to Ty zacznij temat a ja będę pisał , bądź jak Ty nie odpowiem Ci.

Iza: no dobrze studiujesz, pracujesz?

Nieznajomy: następny zestaw pytań. Nie no incognito mamy być!

Iza: nie tak całkiem incognito, bo imiona swoje już znamy.

Nieznajomy: imiona to miło znać.To gdzie studiujesz ?

Iza: Warszawa a Ty?

Nieznajomy: południe.

Iza: byłam w lipcu na południu. Piękne okolice.

Nieznajomy: ja też kiedyś byłem w Warszawie, nawet ładna ta stolica.

Iza: okropna, szara, zatłoczona, brudna.

Nieznajomy: ale Kraków najlepszy!

Iza: Kraków piękny a te białe dorożki – zaczarowane…

Nieznajomy: ooo , ale urodzona w Warszawie ?

Iza: oj znów te pytania!

Nieznajomy: pogadałbym na prawdę ale…

Iza: to gadaj. Potrzebuje rozmowy jak pustynia wody.

Nieznajomy: to kobieto zaciekaw mnie. Jestem ciekawym rozmówcą, ale nie lubię tylko ja pisać.

Iza: a czy ja jestem Szeherezada?

Nieznajomy: a co to ? wujka google spytać ?

Iza: zapytaj.

Nieznajomy: Szeherezada – postać najprawdopodobniej fikcyjna, główna bohaterka Księgi tysiąca i jednej nocy.

Iza: brawo! To niech ta noc będzie jedna z tysiąca.

Nieznajomy: stawiam, że nie jesteś z Warszawy normalnie tylko tam studiujesz ! Mądra kobieta bo cytuje, w akademiku byś nie klikała , mieszkasz pewnie na stancji.

Iza: …. Mam taki wisielczy humor.

Nieznajomy: czemu?

Iza: nie mogę spać, bo tysiące problemów…

Nieznajomy: jakie?

Iza: głowa ich nie może pomieścić.

Nieznajomy: życie to nie bajka. No ja też mam problemy , jestem na zakręcie.

Iza: zaskoczenie a ja nie wiem jak ten zakręt pokonać.

Nieznajomy: to opowiedz o tym… przyjaciel Bartek , haha.

Iza: przyjaciel Iza.

Nieznajomy: Iza co się stało ?

Iza: Bartuś dodaj, tak jak psycholog: Czy chcesz o tym porozmawiać? Chcę, ale … nie wiem czy rozwiążesz moje problemy.

Nieznajomy: każdy jest kowalem swojego losu.

Iza: tak się mówi, tylko czasami nie możemy utrzymać w rękach młota, aby wykuwać nasze szczęście.

Nieznajomy: … smutna jesteś.

Iza: wszystko mi się usunęło spod nóg  i nie wiem czy dam radę to ogarnąć.

Nieznajomy: cytuje: :):) Twoja siła w Twojej głowie.

Iza: to wiem, tylko jak to ogarnąć.

Nieznajomy: nie no psycha najważniejsza, moim zdaniem nie wygląd itp . tylko charakter + głowa.

Iza: czasami lepiej się rozmawia z osobami, których nie znamy.

Nieznajomy: wiesz co ja traktuję, życie jak zabawę… a przynajmniej do czasu… na pewno…

Iza: do czasu?

Nieznajomy: do czasu opamiętania się, zmiany trybu życia, z powodu jakiś wydarzeń.

Iza: wszystko to u mnie już było…

Nieznajomy: „Człowiek…. jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera,tak na prawdę nie żyjąc.” – Dalajlama

Iza: pięknie!

Nieznajomy: i tak wszyscy umrzemy , jak to kumpel gada.

Iza: na pewno, tylko trzeba najpierw pożyć.

Nieznajomy: straciłaś chłopaka?

Iza: straciłam… męża.

Nieznajomy: coś więcej ? Stracić = umarł , odszedł, rozwód …?

Iza: to skomplikowane. Umarł a właściwie zginął.

Nieznajomy:taa na pewno.

Iza: na pewno.

Nieznajomy: jak zginął ?

Iza: wypadek. Cało wyszłam tylko ja.

Nieznajomy: jaki?

Iza: samochodowy i widzisz miało być na całe życie a tu niespodzianka.

Nieznajomy: to ile byliście po ślubie ?

Iza: krótko, dlatego tak trudno i dlatego nie śpię i szukam rozmówcy.

Nieznajomy:ale po co w ogóle ślub ? Ja jestem ateistą więc dla mnie to głupota. Dobrze, że życie wyzbyło mnie uczyć. Po co od razu ołtarze itp. w ogóle Boga nie ma.

Iza: bo się kocha tak mocno, że te ołtarze potrzebne a Bóg jest. Biedny jesteś z ta swoja filozofią.

Nieznajomy: nie,nie jestem biedny, ja wierzę w siebie a Ty wierzysz w to, że „Bóg” zabrał Ci męża, bo miał powód ?

Iza: nie.

Nieznajomy: dalej wierzysz ?

Iza:Wierzę.  Bóg nie miał z tym nic wspólnego ja siedziałam za kierownicą. Droga była śliska z naprzeciwka samochód i…

Nieznajomy:to jeszcze się nie pozbierałaś. Wiesz co nie wiem, czy wierzyć.

Iza: nie musisz.

Nieznajomy: i nie będę.

Iza: i tak lepiej – dla ciebie.

Nieznajomy: lipa , nie klei się.

Iza: bo Ty tak to widzisz, Bartuś.

Nieznajomy: eee tam , i na kij było to wszystko ? Trzeba się bawić.

Iza: potrzebne, było pięknie, przed wypadkiem…

Nieznajomy: pięknie może być i bez drugiej osoby.

Iza: jest do czego wracać myślami i za kim tęsknić.

Nieznajomy: ale każdy jest inny.

Iza: to prawda.

Nieznajomy: ale oczywiście, moje życie to ogrom przygód itp.

Iza: brakuje mi go.

Nieznajomy: ale to tylko od Twojej psychy zależy czy sobie poradzisz.

Iza: próbuje.

Nieznajomy: nic powodzenia. Ja uciekam.

Iza: hej…

Nieznajomy: szczerze, nie dla mnie rozmowa.

Iza: wiedziałam,  ale miło było.

Nieznajomy: ale nie dlatego, że coś tam. Nie wierzę po prostu.

Iza: i dobrze – za dużo do udźwignięcia.

Nieznajomy: kurde gadasz jak kobieta, ale nie wierzę w historię.

Iza: a ty jak facet.

Nieznajomy: kurde nie wiem co o tym myśleć. Dałaś mi rozkmine na noc.

Iza: Hej! Bartek!

Nieznajomy: co? Sprawdzam Cię.

Iza: mówię dobranoc.

Nieznajomy: a szkoda…

Iza: czego szkoda? …

Nieznajomy: …

Klik, klik. Ekran zgasł…

Głęboka noc. Monitor komputera rozświetla ciemność pokoju. Klik… klik…                Połączono z nieznajomym, możesz zacząć rozmowę! – klik…

Nieznajomy: ,,!,,

Nieznajoma: Iza.

Nieznajomy: Beata.

Iza: o dziewczyna.

Nieznajomy: nie, no naprawdę chłopak, ale nie wierzę, że Ty dziewczyna.

Iza: oj! jak najbardziej dziewczyna!

Nieznajomy: wierzę :) Bartek. B  czyli prawie jak Beata.

Iza: ale prawie robi wielką różnicę.

Nieznajomy: no w tym przypadku nawet ogromną.

Iza: Bartek czemu nie śpisz?

Nieznajomy: nie mam pojęcia.

Iza: o tej godzinie trudno mieć pojęcie.

Nieznajomy: a Ty Izuniu czego nie śpisz ?

Iza: nie mogłam usnąć.

Nieznajomy: i o tak sobie usiadłaś pewnie na laptopie i chciałaś sobie poklikać – podobnie   jak ja.

Iza: nie, chciałam z kimś pogadać i przez przypadek znalazłam taką stronę.

Nieznajomy: I trafiłaś na mnie jako pierwszego ?

Iza: nie, już z kimś rozmawiałam,  ale dalej nie mogę usnąć a że z tamtą osobą fajnie się gadało więc..

Nieznajomy: to czego już z tamtą osobą nie gadasz ?

Iza: za późno było :) i poszedł spać.

Nieznajomy: taka z Ciebie rozmówczyni… dawniej na jakimś czacie potrafiłem przegadać całą noc.

Iza: a ja pierwszy raz i  jeszcze tego tak nie ogarniam.

Nieznajomy: czego ?

Iza: szybkiego pisania.

Nieznajomy: piszesz piszesz piszesz…

Iza: no i …

Nieznajomy: a tak po za tym czym się zajmujesz: :D szkoła , praca ?

Iza: o – mamy detektywa…

Nieznajomy: nie ogarniam o co chodzi?

Iza: Bartek dochodzenie robisz? pytania naprowadzające?

Nieznajomy: speszyłem się.

Iza: niepotrzebnie.

Nieznajomy: to Ty zacznij temat a ja będę pisał , bądź jak Ty nie odpowiem Ci.

Iza: no dobrze studiujesz, pracujesz?

Nieznajomy: następny zestaw pytań. Nie no incognito mamy być!

Iza: nie tak całkiem incognito, bo imiona swoje już znamy.

Nieznajomy: imiona to miło znać.To gdzie studiujesz ?

Iza: Warszawa a Ty?

Nieznajomy: południe.

Iza: byłam w lipcu na południu. Piękne okolice.

Nieznajomy: ja też kiedyś byłem w Warszawie, nawet ładna ta stolica.

Iza: okropna, szara, zatłoczona, brudna.

Nieznajomy: ale Kraków najlepszy!

Iza: Kraków piękny a te białe dorożki – zaczarowane…

Nieznajomy: ooo , ale urodzona w Warszawie ?

Iza: oj znów te pytania!

Nieznajomy: pogadałbym na prawdę ale…

Iza: to gadaj. Potrzebuje rozmowy jak pustynia wody.

Nieznajomy: to kobieto zaciekaw mnie. Jestem ciekawym rozmówcą, ale nie lubię tylko ja pisać.

Iza: a czy ja jestem Szeherezada?

Nieznajomy: a co to ? wujka google spytać ?

Iza: zapytaj.

Nieznajomy: Szeherezada – postać najprawdopodobniej fikcyjna, główna bohaterka Księgi tysiąca i jednej nocy.

Iza: brawo! To niech ta noc będzie jedna z tysiąca.

Nieznajomy: stawiam, że nie jesteś z Warszawy normalnie tylko tam studiujesz ! Mądra kobieta bo cytuje, w akademiku byś nie klikała , mieszkasz pewnie na stancji.

Iza: …. Mam taki wisielczy humor.

Nieznajomy: czemu?

Iza: nie mogę spać, bo tysiące problemów…

Nieznajomy: jakie?

Iza: głowa ich nie może pomieścić.

Nieznajomy: życie to nie bajka. No ja też mam problemy , jestem na zakręcie.

Iza: zaskoczenie a ja nie wiem jak ten zakręt pokonać.

Nieznajomy: to opowiedz o tym… przyjaciel Bartek , haha.

Iza: przyjaciel Iza.

Nieznajomy: Iza co się stało ?

Iza: Bartuś dodaj, tak jak psycholog: Czy chcesz o tym porozmawiać? Chcę, ale … nie wiem czy rozwiążesz moje problemy.

Nieznajomy: każdy jest kowalem swojego losu.

Iza: tak się mówi, tylko czasami nie możemy utrzymać w rękach młota, aby wykuwać nasze szczęście.

Nieznajomy: … smutna jesteś.

Iza: wszystko mi się usunęło spod nóg  i nie wiem czy dam radę to ogarnąć.

Nieznajomy: cytuje: :):) Twoja siła w Twojej głowie.

Iza: to wiem, tylko jak to ogarnąć.

Nieznajomy: nie no psycha najważniejsza, moim zdaniem nie wygląd itp . tylko charakter + głowa.

Iza: czasami lepiej się rozmawia z osobami, których nie znamy.

Nieznajomy: wiesz co ja traktuję, życie jak zabawę… a przynajmniej do czasu… na pewno…

Iza: do czasu?

Nieznajomy: do czasu opamiętania się, zmiany trybu życia, z powodu jakiś wydarzeń.

Iza: wszystko to u mnie już było…

Nieznajomy: „Człowiek…. jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera,tak na prawdę nie żyjąc.” – Dalajlama

Iza: pięknie!

Nieznajomy: i tak wszyscy umrzemy , jak to kumpel gada.

Iza: na pewno, tylko trzeba najpierw pożyć.

Nieznajomy: straciłaś chłopaka?

Iza: straciłam… męża.

Nieznajomy: coś więcej ? Stracić = umarł , odszedł, rozwód …?

Iza: to skomplikowane. Umarł a właściwie zginął.

Nieznajomy:taa na pewno.

Iza: na pewno.

Nieznajomy: jak zginął ?

Iza: wypadek. Cało wyszłam tylko ja.

Nieznajomy: jaki?

Iza: samochodowy i widzisz miało być na całe życie a tu niespodzianka.

Nieznajomy: to ile byliście po ślubie ?

Iza: krótko, dlatego tak trudno i dlatego nie śpię i szukam rozmówcy.

Nieznajomy:ale po co w ogóle ślub ? Ja jestem ateistą więc dla mnie to głupota. Dobrze, że życie wyzbyło mnie uczyć. Po co od razu ołtarze itp. w ogóle Boga nie ma.

Iza: bo się kocha tak mocno, że te ołtarze potrzebne a Bóg jest. Biedny jesteś z ta swoja filozofią.

Nieznajomy: nie,nie jestem biedny, ja wierzę w siebie a Ty wierzysz w to, że „Bóg” zabrał Ci męża, bo miał powód ?

Iza: nie.

Nieznajomy: dalej wierzysz ?

Iza:Wierzę.  Bóg nie miał z tym nic wspólnego ja siedziałam za kierownicą. Droga była śliska z naprzeciwka samochód i…

Nieznajomy:to jeszcze się nie pozbierałaś. Wiesz co nie wiem, czy wierzyć.

Iza: nie musisz.

Nieznajomy: i nie będę.

Iza: i tak lepiej – dla ciebie.

Nieznajomy: lipa , nie klei się.

Iza: bo Ty tak to widzisz, Bartuś.

Nieznajomy: eee tam , i na kij było to wszystko ? Trzeba się bawić.

Iza: potrzebne, było pięknie, przed wypadkiem…

Nieznajomy: pięknie może być i bez drugiej osoby.

Iza: jest do czego wracać myślami i za kim tęsknić.

Nieznajomy: ale każdy jest inny.

Iza: to prawda.

Nieznajomy: ale oczywiście, moje życie to ogrom przygód itp.

Iza: brakuje mi go.

Nieznajomy: ale to tylko od Twojej psychy zależy czy sobie poradzisz.

Iza: próbuje.

Nieznajomy: nic powodzenia. Ja uciekam.

Iza: hej…

Nieznajomy: szczerze, nie dla mnie rozmowa.

Iza: wiedziałam,  ale miło było.

Nieznajomy: ale nie dlatego, że coś tam. Nie wierzę po prostu.

Iza: i dobrze – za dużo do udźwignięcia.

Nieznajomy: kurde gadasz jak kobieta, ale nie wierzę w historię.

Iza: a ty jak facet.

Nieznajomy: kurde nie wiem co o tym myśleć. Dałaś mi rozkmine na noc.

Iza: Hej! Bartek!

Nieznajomy: co? Sprawdzam Cię.

Iza: mówię dobranoc.

Nieznajomy: a szkoda…

Iza: czego szkoda? …

Nieznajomy: …

Klik, klik. Ekran zgasł…

 

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

O miłości bez znieczulenia, a może bardziej o samotności

09 lip

Nie mogłam się powstrzymać i skopiowałam… mądry artykuł. Inne mądre teksty na stronie www.deon.pl

O miłości bez znieczulenia

Chęć bycia z drugim człowiekiem i budowanie z nim głębokiej więzi nie może się opierać na lęku przed samotnością, przed cierpieniem. Motywacja powinna być zupełnie inna: marzę o tym, by dać komuś poczucie bezpieczeństwa, by stworzyć dom.

Katarzyna Kolska: Dlaczego niektórzy ludzie są sami, chociaż bardzo tego nie chcą?

Ks. Mirosław Maliński: To efekt długotrwałego procesu wychowania antyrodzinnego. Więzi międzyludzkie nie jawią się nam jako coś najważniejszego. Rodzice nie są zainteresowani tym, jakich przyjaciół ma ich syn czy córka, jak im się układa z rówieśnikami w szkole czy w domu z rodzeństwem.  Dziecko od najmłodszych lat ciągle słyszy, że ma się uczyć. Jest jakaś ślepa wiara w to, że dobre wykształcenie oznacza dobrą pracę. A dobra praca gwarantuje dobre zarobki. I jeśli już ktoś będzie miał pieniądze, to nie będzie miał żadnych problemów. Kiedy nastoletni syn mówi rodzicom, że ma dziewczynę, a córka, że ma chłopaka, to rodzice niejednokrotnie zamiast się ucieszyć, mówią: Nie zajmuj się głupotami! Masz się uczyć!

No bo myślą, że na dziewczynę i chłopaka przyjdzie jeszcze czas.

A ja się pytam, kiedy ten czas ma przyjść, jeśli nie wtedy? Dlaczego rodzic nie usiądzie ze swoim dzieckiem i nie powie: Opowiedz mi o niej, o nim. Kim on, ona jest? Co czujesz?
Obecnie towarzyszę kilku małżeństwom, które się rozpadają. Schemat jest podobny. Dziewczyny są lekarkami, walczą o specjalizacje. Ich mężowie to przystojni, wykształceni, dobrze zarabiający mężczyźni, zajmujący się domem i dziećmi. Zawożą dzieci do przedszkola czy szkoły, sprzątają, gotują, piorą, prasują. A dziewczyny mówią, że one potrzebują czegoś więcej. Że ci mężczyźni są mało atrakcyjni, że nie są dla nich wyzwaniem.
W ewangelii czytamy: tam skarb twój, gdzie serce twoje.

I dla nich skarbem stała się kariera?

Tak. One mówią wprost: ja nie poświęcę się rodzinie, nie zmarnuję tych wszystkich lat nauki, tego wysiłku. Ja chcę się rozwijać.

Świat trochę zaprzecza temu, co ksiądz mówi. Wystarczy spojrzeć na portale społecznościowe, które powstają jak grzyby po deszczu. Młodzi ludzie siedzą na Facebookach, Gadu-gadu, trudno im oderwać się od komputera czy telefonu komórkowego. Chcą być ciągle w kontakcie, ciągle na bieżąco.

 

Ale dlaczego wirtualnie? Bo brakuje im tych kontaktów. To pokazuje, jak bardzo niezaspokojona jest potrzeba więzi i jak trudno ją zaspokoić w realu. Wszelkie badania socjologiczne wykazują, że dla 60-80 proc. ludzi najważniejszą wartością w życiu jest rodzina. Tylko co z tego, skoro myśmy się nie nauczyli spotykać ze sobą. Rodzice nie rozmawiają z małymi dziećmi o tym, jak ważne jest budowanie więzi z drugim człowiekiem, jak ważna jest w życiu przyjaźń, jak ją kształtować, jak przejść przez kryzys przyjaźni. Żyjemy w rodzinach, które są klaustrofobiczne. Nie ma w nich miejsca na babcię czy dziadka.

Trochę o to walczyliśmy – żeby młode małżeństwa mogły funkcjonować samodzielnie, bez teściowej, bez teścia, na własny rachunek.

Ja wychowałem się w domu, w którym była babcia, niezwykle mądra i dobra kobieta. Ile ja się rzeczy od niej dowiedziałem, ile ona ze mną rozmawiała! A my się dziś bronimy przed mądrością starych ludzi, rodziny wielopokoleniowe umarły. Babcia jest w domu takim wentylem bezpieczeństwa – dziecko pokłóci się z rodzicami i jest trzecia osoba, która wysłucha i pomoże zrozumieć tę sytuację. Ten dom trzeba w ogóle wyczarować, stworzyć. Usiąść razem przy stole, zjeść wspólnie posiłek, znaleźć czas na zwyczajną, swobodną rozmowę. Rzadko dajemy dzieciom okazję, by mogły powiedzieć, co czują, co myślą, czym żyją. One są przez nas nieustannie oceniane. A na dodatek jeszcze chronimy je przed bólem, cierpieniem – mamy szampony, które nie szczypią w oczy, mamy znieczulenia przed zastrzykiem…  Pozwólmy dziecku przeżyć stratę – kupmy świnkę morską, która zdechnie, pozwólmy na ból – niech ten szampon dostanie się do oczu i niech poszczypie chwilę, niech ten zastrzyk zaboli, niech to kolano się stłucze…

Żeby się dziecko zahartowało?

Żeby się dowiedziało, że ból jest nieunikniony, i oswoiło z tym, że bliski związek z drugim człowiekiem może rodzić cierpienie.

Miłość raczej nie kojarzy nam się z bólem.

Bo idealizujemy. Bo miłość źle pojmujemy.

Częściej ksiądz spotyka samotne, nieszczęśliwe dziewczyny, czy samotnych chłopaków?

Zdecydowanie samotne dziewczyny. Jest w nich ogromna potrzeba bycia blisko kogoś, spełnienia się w macierzyństwie. Są pod presją.

Zegar biologiczny im tyka…

To pewnie też. Do tego dochodzi jeszcze potrzeba sklejenia się z chłopakiem, ogromnej bliskości, takiej, żeby on stał się drugim ja. Żeby ciągle był z nią i przy niej. Żeby nie jeździł na rolkach, nie spotykał się z kolegami, nie miał swoich znajomych. Tylko ją. W takim sklejeniu, w nieustannej bliskości nie jesteśmy w stanie dobrze się sobie przyjrzeć. Żeby miłość mogła zaistnieć, potrzebny jest dystans – ale tego nigdzie nas nie uczą, nikt nie zajmuje się nauką obcowania z drugim człowiekiem. A jeśli uczą, to pod kątem pracy w korporacji, bo tam te umiejętności się przydadzą.

No i trzydziestka na karku, on samotny, ona samotna. On nieszczęśliwy, ona nieszczęśliwa. Przychodzą do księdza i?

Nie wiem, co im powiedzieć. Sam patrzę i się dziwię. Codziennie w naszym duszpasterstwie jemy razem obiad. Przy stole siedzi 30 osób, w tym trzy samotne dziewczyny i czterech samotnych facetów. Każde z nich bardzo pragnie być z kimś. I nic.

Nic nie iskrzy?

No nie iskrzy.

Ksiądz nie może im jakoś pomóc?

A co mam zrobić? Dać im jakąś katolicką viagrę? Próbuję z nimi rozmawiać, zrozumieć, w czym tkwi problem. Oni się boją nieprzewidywalności sytuacji, a wejście w życie rodzinne to ryzyko. Do tego wszystkiego świat im jeszcze podpowiada: najpierw dobra praca, samochód, mieszkanie, dopiero potem małżeństwo. A taka droga jest powodem ogromnych problemów małżeńskich. On ma swoje mieszkanie, ona swoje, on ma swój samochód, ona swój, a każde z nich mnóstwo przyzwyczajeń i nawyków. I jak to nagle razem skleić? Oni nie będą mieli naturalnie wypracowanej wspólnoty dóbr, nie przejdą razem przez trud zdobywania czegoś, walczenia o coś. Ci, którzy mają 22, 23 lata, mieszkają w akademiku albo na stancji – jak ich ta wspólna walka łączy. Razem zawalczyć o życie, dojść do czegoś od zera, to jest coś! Obawiam się, że błędem rodziców jest zabranianie wczesnego małżeństwa.

A może te późne małżeństwa to efekt tego, co młodzi ludzie widzą dookoła siebie: to małżeństwo się rozpadło, tamto się rozpadło, ci są w poważnym kryzysie, ci się zdradzają. Więc myślą sobie: ja tak nie chcę.

To prawda, ludzie bardzo się boją o swoje małżeństwo, ale za tym stoi też katecheza głoszona przez świat, że do małżeństwa trzeba być tak dojrzałym i tak odpowiedzialnym, że właściwie nigdy się nie można ożenić. A przecież dojrzałym i odpowiedzialnym człowiek staje się w boju. Założenie rodziny to czyste szaleństwo. Powiedzenie drugiemu człowiekowi: będę z tobą do końca życia, to jakieś wariactwo. Bez tej nuty szaleństwa, bez zakochania, bez różowych okularów nie da się tego zrobić. Posiadanie dzieci to też ogromne ryzyko – jakie będą, czy zdrowe, czy grzeczne, czy w ogóle się urodzą? No i ci młodzi ludzie boją się ryzyka – nie chcą problemów, nie chcą cierpienia, nie chcą tej niepewności. Nie są oswojeni z bólem, z szamponem, który szczypie w oczy. Potrafią zarządzać wielkim korporacjami czy przedsiębiorstwami, zajmują ważne stanowiska, kierują dużymi zespołami ludzi, gdyż znają sposoby eliminowania ryzyka, a nie mają odwagi zadecydować o własnym życiu. Bo się boją, że ich to przerośnie, że nie dadzą rady, że będą cierpieć.

Ale przyjdzie taki moment, że powroty do pustego mieszkania zaczną przeszkadzać. Nikt w tym domu nie czeka, nie ma z kim zamienić kilku zdań, nie ma z kim podzielić się radościami, życie w pojedynkę coraz bardziej zaczyna doskwierać. A przyjaciele już mają swoje rodziny.

To jest trochę egoistyczne myślenie: mnie kogoś brakuje, na mnie nikt nie czeka, ja nie mam z kim porozmawiać. To chyba za mało, by założyć rodzinę. Nie można drugiego człowieka wykorzystywać jako plaster na swoją ranę. Chęć bycia z drugim człowiekiem i budowanie z nim głębokiej więzi nie może opierać się na lęku przed samotnością, przed cierpieniem. Motywacja powinna być zupełnie inna: marzę o tym, by dać komuś poczucie bezpieczeństwa, by stworzyć dom, w którym pojawią się dzieci, w którym wspólnie będziemy żyli. Jeśli marzę tylko o sobie, to znaczy, że jestem zaplątany w swoim egoizmie. I może właśnie tu tkwi przyczyna samotności. Słyszymy nieustannie od domorosłych psychologów: jesteś najważniejszy, pomyśl o sobie, zadbaj o siebie. To jest oszustwo, w które każą nam wierzyć. Tymczasem nasze życie ma sens wtedy, jeśli żyjemy dla kogoś.

I pewnie stąd taką popularnością cieszą się portale matrymonialne. Ludzie nie chcą być samotni…

Nigdy tam nie zaglądałem. Ale spośród uczestników ostatniego kursu przedmałżeńskiego, który prowadziłem, ponad połowa poznała się przez internet. Nie widzę w tym nic dziwnego. Dla młodych świat wirtualny jest przestrzenią tak oczywistą, że im już nawet nie przyjdzie do głowy, że można sprawdzić coś w książce.

I potrafiłby ksiądz samotnej, nieszczęśliwej dziewczynie powiedzieć: załóż sobie profil na jakimś portalu w internecie?

Jeśli ona przychodzi do mnie, to z pewnością już dawno taki profil w internecie sobie zrobiła. Ogłoszenia czy biura matrymonialne istnieją od najdawniejszych czasów, kiedyś taką rolę pełniły swatki. I to wcale nie było takie głupie – trzecia osoba widzi nas inaczej.

Czy nasza wiara może nam podpowiadać, że samotność to plan Boży względem tego konkretnego człowieka? Czy Pan Bóg może w ogóle chcieć, żeby ktoś był samotny?

Chrystus mówi o trzech grupach ludzi niezdolnych do małżeństwa: jedni – bo tacy się urodzili, drudzy – bo ludzie ich takimi uczynili, trzeci – ze względu na królestwo Boże. Jeśli chodzi o dwie pierwsze grupy, to najczęściej myślimy o osobach homoseksualnych, a tymczasem niezdolni do małżeństwa są także ludzie wychowani na egoistów, egocentryków lub skrajnie niezaradni. Często są to niezdolności, które pod wpływem pracy nad sobą, nad własnym charakterem mogą ustąpić.

A co z tymi, którzy są niezdolni do małżeństwa ze względu na królestwo Boże?

Myślę, że Jezusowi nie chodzi tylko o formalnych celibatariuszy w Kościele, że ta przestrzeń jest szersza i nie do końca zagospo darowana. Spotykam czasami osoby, które, jak mniemam, są powołane do życia samotnego. Znam taką kobietę. Jest nauczycielką. Bardzo się spełnia, żyjąc świadomie samotnie. Ten rodzaj samotności musi być jednak „dla”, musi być nakierowany na dobro innych ludzi. Chodzi tu o samotność ze względu na królestwo Boże, czyli dla wyższej idei. Jest to rodzaj powołania, a nie sposób oswojenia niechcianej i nieakceptowanej samotności.

W niechcianej samotności trzeba się jeszcze uporać z tym, że skoro nikt mnie nie chce, to pewnie coś ze mną jest nie tak, mam jakiś brak.

To „nikt mnie nie chce” wynika z bardzo różnych powodów. Owszem, zdarzają się jakieś braki, kompleksy, niezałatwione problemy z przeszłości, które wymagałyby nawet terapii. Ale bardzo często to „nikt mnie nie chce” oznacza raczej „ja nikogo nie chcę”. Nikt nie jest wystarczająco dobry dla mnie. Ludzie stawiają sobie bardzo wysokie wymagania. I drugi człowiek to czuje.

Wśród tych samotnych są kobiety ładne, zadbane, wykształcone, inteligentne. I trudno zrozumieć, dlaczego one są same, dlaczego nie udało im się założyć rodziny, dlaczego nikt się nimi nie zainteresował?

Bo te kobiety, o których pani mówi, są często tak zaradne, tak samowystarczalne, tak samodzielne, że mężczyzna czuje się przy nich niepotrzebny. On chciałby się kobietą zaopiekować, dać jej poczucie bezpieczeństwa, obronić ją. A skoro ona jest taka doskonała, to co on jej może zaoferować? Mężczyzna myśli sobie, patrząc na taką doskonałą kobietę: żeby ona miała chociaż jakąś słabość, jakiś maleńki brak, żeby czegoś potrzebowała, ale ona jest silniejsza ode mnie.

Niektóre kobiety zostały tak wychowane: masz być samodzielna, niezależna, samowystarczalna, masz liczyć tylko na siebie.

To niejednokrotnie owoc wychowania przez samotne matki, które – ze względu na to, że im się w życiu nie powiodło, mówią swoim córkom: na mężczyźnie nie możesz polegać. Musisz liczyć tylko na siebie.

Co zrobić, żeby tę samotność sensownie przeżyć, żeby nadać jej sens?

Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czemu chcę się poświęcić? Nie po to, żeby samemu poczuć się lepiej, ale żeby ktoś ze mną poczuł się lepiej.
Wystarczy zacząć od rzeczy najprostszych: od bezinteresownych spotkań, odwiedzenia człowieka, który mieszka obok. Zawsze na to uczulam naszych studentów, żeby poszli i przedstawili się swoim sąsiadom, zostawili swój numer telefonu. Nie po to, żeby im się dobrze mieszkało, ale żeby innym dobrze mieszkało się z nimi. Trzeba w sobie zrobić taki przewrót kopernikański, jeśli cały układ gwiezdny będzie krążył wokół mnie, czeka mnie zła, smutna samotność. Jeśli ja zacznę krążyć wokół drugiego człowieka, jeśli uznam, że życie drugiego człowieka jest równie ważne, a nawet ważniejsze od mojego, to wtedy otwiera się przestrzeń spotkania.

Jednak kiedy się doświadcza niechcianej samotności, takiej niewysłuchanej latami modlitwy, to w końcu można się obrazić na świat, na ludzi, na Pana Boga.

Pewnie, że można się obrazić i skupić się wyłącznie na tym, jak bardzo jesteśmy nieszczęśliwi, jak nam źle, jak jesteśmy beznadziejni. Ale to nie jest sposób na rozwiązanie naszych problemów.
Powtarzającym się refrenem naszych modlitw są słowa: „Ciebie prosimy, wysłuchaj nas Panie”. Mamy w sobie intuicję, że Bóg nas słucha, że jesteśmy ludźmi wysłuchanymi przez Boga. Skoro Bóg mnie słucha, to kim ja jestem, że On chce mnie słuchać? Jaką ja mam wartość w sobie? Jeśli mamy stary rozklekotany rower, to nawet go nie będziemy przypinać na ulicy – kto go ukradnie, skoro on nie ma żadnej wartości? Ale jeśli posiadamy wypasiony, porządny rower, to nie dosyć, że go przypniemy grubym łańcuchem do słupa, to jeszcze co chwilę będziemy nerwowo sprawdzali, czy on tam stoi. Każdemu z nas Bóg dał prywatną ochronę w postaci Anioła Stróża. Jaką ja mam wartość, że dla Boga jestem tak cenny? Życie z drugim człowiekiem może mi pomóc w odkryciu tej tajemnicy, ale czasami drogą do jej odkrycia jest samotność.

Mirosław Maliński - ur. 1965, diecezjalny duszpasterz akademicki i rektor kościoła pw. św. Macieja we Wrocławiu, od kilkunastu lat prowadzi tam duszpasterstwo akademickie „Maciejówka”, przed wstąpieniem do seminarium ukończył geodezję na Akademii Rolniczej we Wrocławiu, przez cztery lata przebywał we wspólnocie ekumenicznej w Taizé, jest założycielem i redaktorem naczelnym portalu 2ryby.pl oraz autorem książek Jonasz, Oswojone, Widokówki.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czasopisma, Internet

 

Obserwacja życia w cytatach

08 lip
a8„Co jest najśmieszniejsze w ludziach: Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.”
- Paulo Coelho (z książki Być jak płynąca rzeka)

„…życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć.”
- Éric-Emmanuel Schmitt (z książki Oskar i pani Róża)

„Lepiej kochać, a potem płakać. Następna bzdura. Wierzcie mi, wcale nie lepiej. Nie pokazujcie mi raju, żeby potem go spalić.”a6
- Harlan Coben (z książki Nie mów nikomu)

„Pluń na wszystko, co minęło: na własną boleść i na cudzą nikczemność… Wybierz sobie jakiś cel, jakikolwiek i zacznij nowe życie.”
- Bolesław Prus (z książki Lalka)
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Książka

 

„Last minute 24 h chrześcijaństwa na świecie” – kalejdoskop Szymona Hołowni

05 lip

i-last-minute-24-h-chrzescijanstwa-na-swieciePrzeczytałam książkę Szymona Hołowni „Last minute 24 h chrześcijaństwa na świecie”. Książkę podsunęła mi kuzynka.

- Weź. Przeczytaj. To nie jest tak dobre, jak „Bóg życie i twórczość”, ale warta przeczytania.

Szymona Hołownię widziałam w telewizji i raczej z tym miejscem go kojarzyłam. Oglądałam program (niestety jeden) „Życie na walizkach” w  telewizji Religia TV i oczywiście w „Mam talent” w TVN. Obu programów nie oglądam regularnie – może dlatego, że nie mam na to czasu. Szymona Hołownie zapamiętałam – może ze względu na wygląd :-) – ma radosne oczy i ładny uśmiech.

Książkę „Last minute (…)”  czyta się szybko i z przyjemnością. Jest to swoisty kalejdoskop współczesnych  osobowości chrześcijaństwa na świecie. Autor zagląda w miejsca, gdzie „diabeł mówi dobranoc” a są tam osoby, które swoją postawą i słowami świadczą o głębokiej wierze w Boga. Swoją postawą pokazują, że współczesne chrześcijaństwo to nie tylko skostniałe, wręcz fundamentalistyczne zakony, ale postawa pełna otwartości, poświęcenia, radości. Wśród tych przykładów są nie tylko zakonnicy, księża, czy biskupi ale też świeccy wolontariusze mieszkający na wyspach, gdzie po pomoc medyczną płynie się dzień i wcale nie będzie pewności, że tę pomoc się otrzyma.

Czytając podróżowałam z Hołownią przez cały świat (bez przesady) – do Filipin przez Australię, Hongkong po Francję, Wielką Brytanię i USA. Wszędzie spotykałam barwne postacie chrześcijan. Każda osoba charakterystyczna, nietuzinkowa, pełna wiary w to, co robi i wiary w Boga. Na nowo można odkryć blaski wiary i to nie tej kościelnej (mszalnej), ale wiary żywej, pełnej uczuć, obok której nie można przejść obojętnie.

Swoim zwyczajem przytoczę fragmenty, które zapadły mi w pamięć.

Fragmenty wypowiedzi Mariam – mistyczki, muzułmanki, która przeszła na chrześcijaństwo i uciekła z własnego kraju, bo groziła jej za to kara śmierci.

„Nie chcę zmienić się w żonę Lota, która nie jest w stanie ruszyć się z miejsca, bo wciąż patrzy na to, co zostawia, co kocha. Chce patrzeć na życie, które wybrałam. Wiem, że Bóg mnie nie zdradzi” (s.40)

„Trzeba pamiętać, że siła pochodzi od Boga, nie od wspólnoty (…) każdy ma w życiu skarb, rzecz w tym, by go szukać (…). Bóg cię poprowadzi, czasem bardzo niepozornymi znakami. Gdy usłyszysz, że puka do drzwi musisz tylko otworzyć, bo klamka jest od wewnątrz, a on nie ma natury włamywacza”. (s. 41-41)

Guam, Tim Rohr tak mówi o chrześcijaństwie i jego szerzeniu:

„Nie chodzi o to, byś stosował przemoc, ale o to, żebyś był zdecydowanym obrońcą Prawdy. Nie można dać sobą pomiatać. Niestety nasza apologetyka (konstruowanie argumentów dowodzących wiarygodności kościelnego nauczania) zepchnęła Kościół do roli popychadła, nie możesz wejść z ludźmi w prawdziwą dyskusję, bo nie chcesz nikogo zdenerwować, chcesz być miły, chcesz się „dogadać”. A chrześcijaństwo wymaga angażowania się na śmierć i życie. Jezus oczywiście uzdrawiał trędowatych, ale mówił wprost „Idź i nie grzesz więcej”

Rohr jest wielkim krytykiem Obamy a dlaczego – przeczytajcie i dowiecie się. Dowiecie się też dlaczego porównał go do Hitlera.

Podobało mi się podejście do bogactwa Tima Rohra: „Musimy przywrócić prawidłowe podejście do dóbr materialnych w tym pokoleniu. Ludzie muszą zobaczyć, że one (pieniądze) są niezbędne, muszą zobaczyć przedsiębiorczość jako powołanie (…). Kościół ciągle tylko potępia materializm, dobrobyt a jednocześnie przynoszą ci koszyczek na ofiarę na każdej mszy (…). Zarobek to złe słowo w Kościele a przecież bardziej zniewolonym przez pieniądze jest się, kiedy się ich nie ma” (s.83)

„Chrześcijaństwo to nie jest moralność, ideologia, tylko spotkanie Chrystusa. Reszta to komentarze” – wypowiedź kardynała Oscara Andresa Rodriquez Maradiega. (s. 120)

Wypowiedź kapelana wojskowego na wyspie Guam – bazie USA: „Wierzę, że jeśli jesteś katolikiem, to zawsze nim będziesz, nie możesz sobie doszczętnie wyprać mózgu, nasza wiara jest tak piękna, tak głęboka i prawdziwa, że gdy ją odstawisz, pustki po niej nie da się niczym zapełnić” (s. 193)

Wypowiedź Tima  z Ukarumpy (Papua- Nowa Gwinea) – jest to miejsce, gdzie wiara w Jezusa miesza się z miejscowymi wierzeniami: „Ważne jest to, żeby dać tym ludziom Biblię, pokazać im historię relacji Boga z ludźmi, otworzyć na nową jakość myślenia o doświadczeniu religijnym, przenieść je z płaszczyzny magii czy handlu na płaszczyznę miłości. (…). Chrześcijaństwo to nie recepta na osiągnięcie bogactwa czy sukcesu. Bóg nigdy nie mówi, że obroni nas od wszelkiego nieszczęścia, tylko, że będzie z nami we wszystkich zmartwieniach, jakie nas dopadną na drodze (…) cudem będzie pokój, który będziesz miał w sercu, bo Bóg tak zmieni twoje życie.” (s. 287).

We Francji spotykamy zakonnika – ojca Borysa przebywającego w prawosławnym monastyrze. Ojciec Borys mówi: „Między człowiekiem a Bogiem zdarza się rodzaj gry: szukasz Boga, wołasz Go ze swojej pustki, z samotności, On do ciebie przychodzi, ty odchodzisz. On zaczyna cię szukać. Gra zmienia się w relację, gdy powiesz Bogu, że niezależnie od tego, co będzie się działo, chcesz być mu wiernym. Uznajesz, że On jest i że ty jesteś w Nim. Gdy wykonasz ten ruch Bóg będzie odpowiadał ci zawsze. Czasem nie natychmiast, by dać ci czas, abyś sam się przekonał, czy rzeczywiście chcesz tego, o co prosisz, ale zawsze da ci swoje błogosławieństwo, światło, pomoc, pocieszenie” (s. 369)

To tyle. Dużo a nawet bardzo dużo. Książka warta przeczytania. Ja akurat zwróciłam uwagę na te fragmenty, bo pasują do sytuacji dziejącej się w moim życiu – też poszukuję odpowiedzi na wiele pytań związanych z  moją wiarą, sytuacją w jakiej się znajduję, ale ktoś inny znajdzie tam też coś dla siebie – wiem to. W książce są też zabawne historie. Rozśmieszyła mnie sytuacja, w której pewien pan „dostał z liścia” – jaka to sytuacja – przeczytajcie a się dowiecie :-) .

Zamieszczone cytaty pochodzą z książki  „Last minute 24 h chrześcijaństwa na świecie”, Sz. Hołownia, Znak, Kraków 2012.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka

 

Wakacyjne porządki

04 lip

Robię porządki … na blogu

Mam też nowy adres bloga na którym mam możliwość wstawiania większej ilości zdjęć. Na razie wstawiam tam wspomnienia z minionych lat. Z wyjazdów w góry.

Warto wyjeżdżać, zmieniać miejsce, choćby tylko na parę dni. Odwiedzać nowe miejsca, zachwycać się nowymi widokami i chłonąć je całą sobą. Dopóki nie wyjeżdżałam, taka czynność wydawała mi się niepotrzebnym wariactwem, a teraz specjalnie odkładam pieniądze od września, żeby jechać gdzieś na wakacje.

Nowy adres bloga jest bardzo podobny do starego:

 


http://anulazet.blogspot.com

 

Zapraszam!

 

Ostatnio wstawiam mniej osobistych wpisów.
Dlaczego? Stałam się „jakaś inna” 8-O Nie.
Dalej wkurzają mnie takie same rzeczy, co kiedyś, tylko nie pozwalam, aby złość gościła zbyt długo. Dalej zadziwiają mnie „przyjaciele”, których tak naprawdę powinnam nazwać „znajomymi” i nie przywiązywać się do relacji, jaka rodziła się między nami i później szybko ginęła. 

Stałam się bardziej samodzielna i bardziej świadoma.

Terapia wciąż trwa…

Nareszcie zdecydowałam się uporządkować sprawy formalne związane z małżeństwem.
Kiedy na terapii powiedziałam, że powinnam zrobić porządek zaraz po ucieczce a nie czekać do teraz, usłyszałam, że postąpiłam bardzo dojrzale. Tak, wtedy byłam kłębkiem nerwów a teraz mam siłę stawać na kolejnych rozprawach i bronić siebie. I przyznam szczerze, ta kobieta, którą się stałam, bardzo mi się podoba.

Jestem samodzielna, niezależna i patrzę na świat realnie. Nareszcie jestem podporą dla moich dzieci i jestem dumna z siebie samej!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Podejrzane na innej stronie (internetowej oczywiście :-))

01 lip

Zobaczyłam poradnik jak żyć, w punktach. Nie wszystkie można wcielić w życie, ale jest z czego wybierać. Oto on:

Mały duży poradnik życia

H. Jackson Brown


    1. Powiedz coś miłego trzem osobom dziennie.
    2. Miej psa.
    3. Przynajmniej raz w roku oglądaj wschód słońca.
    4. Pamiętaj o urodzinach innych ludzi.
    5. Patrz ludziom prosto w oczy.
    6. Mów jak najczęściej „dziękuję”.
    7. Mów jak najczęściej „proszę”.
    8. Naucz się grać na jakimś instrumencie.
    9. Śpiewaj pod prysznicem.
    10. Używaj dobrych sreber.
    11. Naucz się przyrządzać znakomite chili.
    12. Sadź kwiaty każdej wiosny.
    13. Miej doskonałe stereo.
    14. Mów pierwszy „dzień dobry”.
    15. Żyj poniżej swoich możliwości.
    16. Możesz jeździć tanim samochodem, ale miej dom na jaki cię stać.
    17. Kupuj znakomite książki, nawet gdybyś miał ich nie czytać.
    18. Bądź wyrozumiały dla siebie i dla innych.
    19. Naucz się trzech przyzwoitych dowcipów.
    20. Miej zawsze czyste buty.
    21. Pij szampana bez szczególnego powodu.
    22. Zwracaj  to, co pożyczałeś.
    23. Ucz czegoś.
    24. Ucz się czegoś.
    25. Traktuj każdego człowieka tak, jak sam chciałbyś być traktowany.
    26. Naucz się odróżniać muzykę Chopina, Mozarta i Beethovena.
    27. Zasadź drzewo w dniu urodzin.
    28. Dwa razy w roku oddawaj honorowo krew.
    29. Zawieraj nowe przyjaźnie, ale ceń sobie stare.
    30. Dochowuj tajemnicy.
    31. Rób dużo zdjęć.
    32. Nie odmawiaj sobie radości.
    33. Nie zwlekaj z wysłaniem kartek z podziękowaniami.
    34. Nie spisuj nikogo na straty. Cuda zdarzają się co dzień.
    35. Nie trać czasu na uczenie się „tajemnic” zawodu. Ucz się zawodu.
    36. Trzymaj nerwy na wodzy.
    37. Kupuj warzywa prosto od rolników, którzy reklamują swój towar odręcznymi napisami.
    38. Zakręcaj tubkę z pastą  do zębów.
    39. Wynoś śmieci nie czekając, aż Cię poproszą.
    40. Głosuj.
    41. Zaskakuj tych, których kochasz, drobnymi niespodziewanymi prezentami.
    42. Przestań mieć pretensje do innych. Bierz odpowiedzialność za każdy swój krok.
    43. Nigdy nie mów, że jesteś na diecie.
    44. Wykorzystaj nawet najgorsze sytuacje.
    45. Zawsze przyjmuj wyciągniętą dłoń.
    46. Przyznawaj się do błędów.
    47. Używaj dowcipu, żeby bawić, nie ranić.
    48. Pamiętaj, że wszystkie informacje są stronnicze.
    49. Żądaj wysokiej jakości i bądź gotów za nią zapłacić.
    50. Bądź odważny. A jeżeli nie jesteś, udawaj, że jesteś. Nikt nie zauważy różnicy.
    51. Przytulaj dzieci po tym, jak je ukarzesz.
    52. Naucz się robić piękne przedmioty własnymi rękami.
    53. Oddawaj biednym wszystkie ubrania, których nie miałeś na sobie przez ostatnie trzy lata.
    54. Nigdy nie zapominaj o swojej rocznicy ślubu.
    55. Jedz suszone śliwki.
    56. Jeździj na rowerze.
    57. Wybierz jakąś instytucję dobroczynną i wspomagaj ją szczodrze pieniędzmi i czasem.
    58. Nie sądź, że zdrowie jest Ci dane raz na zawsze.
    59. Kiedy ktoś proponuje Ci pracę, nawet jeżeli nie jesteś nią zainteresowany, porozmawiaj. Nigdy nie mów „nie”, dopóki nie wysłuchasz propozycji osobiście.
    60. Trzymaj się z daleka od narkotyków i ludzi, którzy mają z nimi do czynienia.
    61. Tańcz także powoli.
    62. Unikaj złośliwych uwag.
    63. Unikaj restauracji, do których zachodzą uliczni muzykanci.
    64. Pamiętaj, że w interesach i stosunkach rodzinnych najważniejszą rzeczą jest zaufanie.
    65. Nie pal.
    66. Zwracaj makulaturę, butelki i puszki.
    67. Nie dopuść, żeby ktoś widział Cię pijanego.
    68. Nigdy nie inwestuj na giełdzie więcej, niż możesz stracić bez większego uszczerbku.
    69. Niech się stanie Twoim przyzwyczajeniem oddawanie przysług ludziom, którzy się nigdy o tym nie dowiedzą.
    70. Bierz udział w zjazdach koleżeńskich.
    71. Pożyczaj ludziom tylko te książki, z którymi bez żalu możesz się rozstać.
    72. Zawsze miej przed oczami coś pięknego, nawet jeżeli to będzie stokrotka w szklance.
    73. Naucz się pisać na maszynie.
    74. Myśl o sprawach wielkich, ale nie lekceważ drobnych przyjemności.
    75. Naucz się czytać sprawozdania finansowe.
    76. Codziennie rób żwawym krokiem półgodzinny spacer.
    77. Zafunduj sobie na urodziny masaż.
    78. Nigdy nie oszukuj.
    79. Uśmiechaj się jak najczęściej.
    80. Nigdy nie przeklinaj.
    81. Naucz się rozpoznawać miejscowe ptaki i drzewa.
    82. Zatrzymuj się i czytaj przydrożne tablice historyczne.
    83. Naucz się słuchać, okazja czasami puka bardzo cicho.
    84. Naucz się wiązać muszkę.
    85. Noś śmiałą bieliznę pod najbardziej konserwatywnym ubraniem.
    86. Pamiętaj nazwiska ludzi.
    87. Naucz się stolic państw.
    88. Kiedy ktoś opowiada o ważnym wydarzeniu ze swojego życia, nie staraj się zaćmić go swoją opowieścią. Daj mu chwilę w światłach rampy
    89. Nastaw swój zegarek tak, aby śpieszył się o 5 minut.
    90. Nigdy nie pozbawiaj nikogo nadziei, może to wszystko co mu zostało.
    91. Zawrzyj znajomość z dobrym prawnikiem, księgowym i hydraulikiem.
    92. Mniejsza o perfekcję, bądź po prostu bardzo dobry.
    93. Módl się nie o rzeczy, ale o mądrość i odwagę.
    94. Utrzymuj porządek na biurku.
    95. Bądź punktualny i wymagaj tego od innych.
    96. Nie trać czasu na polemiki z tymi, którzy cię krytykują.
    97. Unikaj ludzi, którym nic się nie podoba.
    98. Powstzymuj się od mówienia ludziom jak trzeba coś zrobić. Mów tylko, co zrobić, a nieraz zaskoczą cię twórczymi rozwiązaniami.
    99. Bądź oryginalny.
    100. Bądź schludny.

Inne:

 

    1. Zużywaj się, nie rdzewiej.
    2. Rozluźnij się. Spokojnie. Z wyjątkiem spraw życia i śmierci nic nie jest tak ważne, jak się początkowo wydaje.
    3. Niech twoje życie będzie wykrzyknikiem, nie znakiem zapytania.
    4. Pamiętaj, że kiedy matka mówi ci : „Będziesz tego żałował”, to z pewnością tak będzie.
    5. Każdy człowiek, którego poznajesz wie to, czego ty nie wiesz. Ucz się od ludzi.
    6. Wspieraj każdego, kto stara się osiągnąć wyższy poziom umyslowy, fizyczny lub duchowy.
    7. Nie myl głupoty z odwagą. Nie myl dobroci ze słabością.
    8. Podchodź do miłości i do gotowania z bezgranicznym oddaniem.
    9. Bądź ostrożny w pożyczaniu pieniędzy przyjaciołom. Możesz stracić i pieniądze i przyjaciół.
    10. Okazuj szczególny szacunek ludziom, których praca sprawia, że mają brud za paznokciami.
    11. Nie pracuj z myślą o zdobyciu uznania, pracuj w sposób zasługujący na uznanie.
    12. Szukaj swojej szansy, nie bezpieczeństwa. Okręt w porcie jest bezpieczny, ale jego dno z czasem przerdzewieje.
    13. Nie pozwól aby twoje marzenia zarosły chwastami.
    14. Pamiętaj, że nie osiągając czasami tego, co chciałeś osiągnąć masz czasami szczęście.
    15. Charakter dziecka jest jak dobra zupa. Jedno i drugie robi się w domu.
    16. Zadaj sobie pytanie, czy to co robisz dzisiaj przybliża cię do tego, co chcesz robić jutro.
    17. Dziękuj Bogu, że nie spełnia wszystkich twoich próśb.
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Bartłomiej Dobroczyński – myśl mniej a lepiej na tym wyjdziesz.

29 cze

Na FB, na stronie Laboratorium Psychoedukacji przeczytałam ciekawy artykuł – wywiad z Bartłomiejem Dobroczyńskim.

Rozmowę przeprowadziła Katarzyna Bielas. Całość zamieszczona w Gazecie Wyborczej a tytuł wywiadu: „Pamiętaj o ciemnej stronie”

Bartłomiej Dobroczyński – ciekawa postać – dla mnie z tego względu, że trochę przypomina mnie z tej strony poszukiwawczej – poszukiwania najlepszego rozwiązania na życie, dywagacji między wiarą a nauką. Chciałabym przeczytać jego książki, takie jak:”Kłopoty z duchowością. Szkice z pogranicza psychologii”, „Listy profana. Między psychologią a religią”. Poszukam. Może znajdę… A wtedy na pewno przeczytam.

Na potwierdzenie moich osobistych spostrzeżeń odkryłam inny artykuł – wywiad z panem Dobroczyńskiem: ”Płonę i się uśmiecham” - ten facet mnie intryguje! Jedno fajne zdanie z tego wywiadu: „W naszym obszarze kulturowym, w polskim katolicyzmie, religia to jest przede wszystkim zestaw twierdzeń i mniemań. Wierzę w jedynego Boga wszechmogącego, stworzyciela nieba i ziemi. Walczy się więc o poglądy i słowa. A moim skromnym zdaniem religia to jest przede wszystkim zestaw praktyk i umiejętności.” , albo następne:”Marks mówił, że religia to opium dla ludu. Freud – że to powszechna nerwica prześladowcza, której ludzkość powinna się jak najprędzej pozbyć. Comte – że to dziecięcy etap rozwoju człowieka. Nietzsche – że chrześcijaństwo jest czymś z gruntu chorym, bo rozprzestrzenia resentyment i niewolniczą mentalność. ” – tyle kontrowersji. Reszta do przeczytania   :-D . Z Bartłomiejem Dobroczyńskim rozmawia Tomasz Kwaśniewski: To, czego potrzebujesz, to żeby rzeczywistość wzięła cię między cycki, przytuliła i powiedziała: będzie dobrze. Nie bój się.

I artykuł pani Katarzyny Bielas:

Co byś powiedział sobie młodemu? - Młodość jest uciążliwym stanem ducha i umysłu, a także ciała, bo buzują w nim popędy, z którymi nie zawsze wiadomo, co zrobić.Świat się zmienił od czasów mojej młodości, ale gdybym miał coś radzić w kontekście egzystencjalnym, jako człowiek, który wielu rzeczy spróbował i zaznał, ale też jako psycholog, powiedziałbym: „Myśl mniej!”.To radzi nauczyciel akademicki?- Nie uważam, że myślenie samo w sobie jest złe, ale że powinno być narzędziem do rozwiązywania określonych problemów, tymczasem w naszej kulturze używamy go bez przerwy i do wszystkiego. To pochłania energię, działa jak włączone w smartfonie wi-fi, coraz bardziej poszerza swój zakres wpływów.Co w tym złego? Młodym ludziom często zarzuca się, że nie myślą.

- Jeśli w młodości za dużo się myśli, a za mało żyje, podkopuje to radość życia. Mam wrażenie, że w wyniku rozbuchanego myślenia tracimy dostęp do samych siebie. To godzi w nas jako zwierzęta, dzieci, jednostki otwarte i kreatywne, instynktowne, które od małego mają dostęp do tego, co im się podoba lub nie. Badania nad sportowcami pokazują, że dobrzy tym się różnią od złych, że myślą mało i dobrze, a źli – dużo i źle.

W młodości często rezygnowałem z różnych okazji, myśląc, że mam czas, albo że nie można mieć wszystkiego od razu. Daniel Gilbert w książce „Na tropie szczęścia” pisał o ludziach, którzy zbliżają się do końca swojej drogi na ziemi. Na ogół nie żałują swoich uczynków, ale tego, czego w życiu nie zrobili, czyli inaczej, niż sugerują różne doktryny religijne czy potoczne wyobrażenia.
Ty jak spędzałeś młodość?

- Przed studiami w Krakowie mieszkałem w Jarosławiu, ładnym miasteczku, nie cechującym się jednak w owym czasie zbytnią aktywnością intelektualną mieszkańców, choć miało fajne szkoły. Dla mnie świętem była wizyta w księgarni – trwał boom literatury iberoamerykańskiej – Sábato, Donoso, Cortázar… Czytałem też Witkacego i Schulza, któremu pozostałem wierny do dziś. Ważne było też kino Westerplatte, w którym widziałem pierwsze wielkie i ważne dla mnie filmy takie jak „Andriej Rublow” Tarkowskiego czy Kurosawa. Chodziłem do szkoły muzycznej, do dziś gram na fortepianie, choć teraz bardziej bluesowo, rockandrollowo, nie klasycznie jak wtedy.

Poszukiwałem sam, ale miałem też nauczycieli, autorytety, w tym zakonników, bo byłem kiedyś blisko Kościoła. Ci, których spotykałem, i ci, których – lub o których – czytałem, artyści, pisarze, rozbudzali moje marzenia, ale nie mówili o bardzo ważnej rzeczy – że życie ma też ciemną stronę.

Można to traktować jako przewinienie?

- Jeśli mówi się młodemu człowiekowi, jak wielkie i ważne rzeczy wiążą się z pięknem, prawdą i dobrem, zachęca do służenia tym wartościom, warto powiedzieć również, jakie są skutki uboczne tej służby. W tej domenie jest bardzo dużo wielkich słów, tymczasem realne, niezależne od ciebie mechanizmy są twarde, brutalne, panuje hipokryzja. A więc spodziewaj się raczej, że będziesz dostawał w dupę, niż że będziesz triumfował. To, czy twoja książka, obraz, praca naukowa, poświęcenie, współpraca czy chęć kompromisu przyniosą ci satysfakcję, powodzenie, uznanie czy nie, nie zależy tylko od twoich wysiłków, od realnego kształtu tego, co zrobisz. Przygotuj się na to. Gdyby chcieć się odwołać do Biblii, powiedziałbym: czytaj mniej Nowego Testamentu, a więcej Starego, głównie Księgę Koheleta. To Kohelet najlepiej oddaje to, jak wygląda świat, że wszystko to marność nad marnościami i pogoń za wiatrem, to on mówi: „najlepszy biegacz nie zwycięża w wyścigach” i „patrzcie, ten człowiek uratował wieś, ale pod wieczór już nikt tego nie pamięta”.

Ta wiedza ma uchronić przed rozczarowaniem, frustracją?

- Te koszty trzeba brać pod uwagę. Wszystko, co jest wiele warte, intensywne, budzące marzenia, pragnienia, chęć zaangażowania się, ma swoją ciemną stronę. Powiedziałbym, że im większe światło, tym większy cień i prawdopodobieństwo, że można zagubić się, zwariować, zapić na śmierć, przegrać życie.

Chcesz być pisarzem, pamiętaj, że to cię naraża na ogromny stres, wielu pisarzy zostaje alkoholikami, 5/7 pisarzy amerykańskich – Poe, Fitzgerald, Steinbeck, Faulkner… to byli alkoholicy. Chcesz być malarzem, pamiętaj, że możesz za życia ponieść porażkę jak van Gogh czy Modigliani, który chodził pijany i oszołomiony haszyszem, próbował sprzedawać swoje obrazy za jednego franka i nikt nie chciał ich kupić.

Chcesz być naukowcem? Pamiętaj w takim razie, że 80 proc. uczonych przez całe życie testuje błędne hipotezy. Większość nie osiągnie sławy, dużych pieniędzy.
Im większe światło, tym większy cień i prawdopodobieństwo, że można zagubić się, zwariować, zapić na śmierć, przegrać życie.

Nie chodzi tylko o koszty tak spektakularne jak uzależnienia, ale i takie, że trudno zarobić na życie czy utrzymać związki. Traci się bezpośredni kontakt z otoczeniem, bo człowiek, który jest w amoku twórczym dzień w dzień, nie jest w stanie porozmawiać uważnie ze swoimi bliskimi. Oni mają wrażenie, że jest nieobecny, nie wspiera ich.

To co robić? Na wstępie zrezygnować?
Warto robić rzeczy, które cię pociągają, ale zbyt wiele nie oczekiwać, raczej cieszyć się procesem. Jeśli kochasz muzykę, to graj, ale nie spodziewaj się, że inni będą twoją muzykę kochać albo że z tego tytułu czekają cię jakieś ulgi czy wyróżnienia. Wręcz przeciwnie, jeśli będziesz kochał sztukę, to uwrażliwisz swoją duszę i w pewnych sytuacjach emocjonalnie będzie ci bardzo ciężko.
Ale może jest też tak, że młodzi ludzie świadomie pchają się w niebezpieczeństwa, bo taki obraz artysty im imponuje? - Tak, przychodzi do mnie wielu młodych ludzi i mówi, że chce spróbować LSD, ayahuaski, rytualnego indiańskiego napoju o silnych właściwościach psychodelicznych, czy czegoś innego, na coś się otworzyć. Mówię: „To są środki, które poszerzają twoje możliwości umysłowe, zwiększają nagle zakres tego, czym dysponujesz. Żeby wyobrazić sobie, co się stanie, zróbmy eksperyment myślowy. Masz puste wiadro na metrowym sznurku i zaczynasz nim kręcić nad głową. A teraz wyobraź sobie, że jest ono dwa razy większe, w środku jest zastygły beton, masz dziesięciometrowy sznur i masz kręcić. Co się stanie?”. Większość mówi: „Przypuszczalnie się wywrócę. Musiałbym się przymocować do ziemi”.No właśnie: im odleglejszych galaktyk intelektualnych, artystycznych, duchowych chcesz doświadczyć, im bardziej chcesz wychylić się przez okno Wszechświata, tym mocniej musisz być przytwierdzony do ziemi, żeby z tego okna nie wypaść i się nie zabić.Jest jeszcze coś ważnego, co chciałbym doradzić. Powiedział mi to w latach 80. pewien starszy, schorowany człowiek, którym się opiekowałem.Miałeś wtedy dwadzieścia kilka lat, czyli to coś, do czego mogłeś się zastosować.- Niestety, nie zawsze potrafiłem za tym pójść.

Ten człowiek był kiedyś strażnikiem Panoramy Racławickiej we Lwowie, zakonnikiem. Był homoseksualistą, przed wojną bliskim znajomym Mirona Białoszewskiego. Na jego prośbę czytałem mu na głos literaturę ‚gejowską’, wszystko co było, „Śmierc w Wenecji”, Wilde’a, Gide’a.

Tuż przed śmiercią powiedział: „Jeśli będzie pan miał kiedykolwiek w życiu do wyboru dwie drogi, łatwą i trudną, niech pan wybierze trudną, bo ja zawsze wybierałem łatwą i przegrałem swoje życie”. Pamiętam, że to mną wstrząsnęło.

Miał rację?

- Miał, tak samo jak Leonardo da Vinci, kiedy mówił, że dyscyplina jest matką wolności.

Człowiek zyskuje, kiedy zmusza się do większego wysiłku, kiedy narzuca sobie dyscyplinę, ramy, stawia sobie wymagania większe, niż wymaga tego nawet aktualna sytuacja, bo to późnej procentuje.

Jeśli ktoś, obojętnie, czy ma wenę, pomysł, czy nie, będzie codziennie dwie godziny pisał czy pracował nad tekstem naukowym, a ktoś inny będzie czekał na natchnienie, to ten drugi przypuszczalnie, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, niczego nie osiągnie, a ten pierwszy przynajmniej dobije się warsztatu. Nauczy się różnych rzeczy i będzie na lepszej drodze, żeby coś napisać, niż ten, kto tylko snuje marzenia. Oczywiście nie chodzi o to, żeby odbierać sobie wszystkie przyjemności i cierpieć od rana do wieczora, tylko o to, że przez dyscyplinę człowiek kształtuje odporność, panowanie nad sobą, które daje potem więcej możliwości. Dotyczy to też np. nauki języków.

Ja sam za dużo odpuszczałem, nie wiedziałem, jak to jest ważne i że tak trzeba.

Wykładasz, piszesz książki… Gdzie – mówiąc w skrócie – na braku tej całej wiedzy się przejechałeś?

- Mówiąc w skrócie, jestem alkoholikiem. Nie piję już od 19 lat, ale miałem dużo w plecy z tego powodu. Dopiero kilka lat temu zapanowałem nad różnymi problemami psychicznymi, lękami, nad moim życiem. Szkoda, że gdy byłem młodszy, nie wiedziałem tego, co teraz mówię.

                 Gazeta wyborcza.

Inne ciekawy artykuły- wywiady z  Bartłomiejem Dobroczyńskim w miesięczniku:  Znak

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

„Krucha jak lód” – czy pieniądze dają szczęście?

22 cze

Chciałam napisać o kolejnej książce Jodi Picoult „Krucha jak lód”.

Książka warta przeczytania.

Picoult ma szablon, według którego pisze. Powtarza go w większości swoich książek. Wiem, bo przeczytałam już 10 jej książek i 8 było zgodnych z tym właśnie szablonem. Najpierw przedstawia głównych bohaterów. Nie jest to zwykłe przedstawienie. Wcielamy się w kolejnych bohaterów. Poznajemy ich myśli, charter, sposoby postępowania, temperament. Później poznajemy główny problem i zaczyna się właściwa akcja, która prowadzi nas na salę sądową i tam ma się rozegrać sytuacja związana z rozwiązaniem dylematu moralnego – wyborem dobra lub zła, albo napiętnowaniem zła i… na koniec powieści mamy niespodziankę. Wpada niespodziewany „granat” i książka kończy się zupełnie inaczej niż byśmy się spodziewali.
Z ta książką było tak samo. Kiedy cieszyłam się z pozytywnego zakończenia, nagle wydarzyło się coś, co doprowadziło mnie do szoku i płaczu. I zapytałam „I gdzie ta sprawiedliwość??”

„Krucha jak lód” to opowieść o dziewczynce chorej na wrodzoną łamliwość kości – ang. osteogenesis imperfecta, OI, ale też o jej matce, która postanawia pozwać swoją najlepszą przyjaciółkę, lekarza położnika, o  „złe urodzenie” swojej córeczki.
Termin „złe urodzenie” oznacza błąd w sztuce lekarskiej lekarza położnika, który podczas badań prenatalnych nie rozpoznał wady płodu i nie poformował o tym rodziców, w związku z czym urodziło się upośledzone dziecko. Gdyby matka wiedziała odpowiednio wcześnie o chorobie dziecka, mogłaby dokonać aborcji.

Cała książka składa się z takich właśnie dywagacji. Co by było gdyby… Gdyby matka miała wybór: urodzić czy nie; czy można poświęcić wspaniałą przyjaźń dla pieniędzy; czy matką jest kobieta, która urodziła, czy ta, która wychowała; czy kobieta, która została zgwałcona w wieku 16 lat może oddać swoje dziecko do adopcji i może nie chcieć mieć z nim nic wspólnego i nawet, kiedy to dziecko odnajduje ją po latach, aby się z nią skonfrontować, też ma parowo odmówić jakiegokolwiek kontaktu; czy można jednocześnie kochać swoją córkę i wytaczać proces o złe urodzenie, informując tym wszystkich, że najlepiej gdyby ona się nie urodziła?

Jest też historia nastolatki, która czuje się niewidzialna i niepotrzebna w rodzinie i zapada na bulimię „wzbogaconą” epizodami samookaleczenia się.

Picoult jak zawsze nie idzie na skróty i potrafi zaskoczyć.

W niektórych momentach czułam się tak, jakbym czytała o sobie. Niechciane dziecko, tematy aborcji, rozpad przyjaźni. Poczucie odrzucenia, osamotnienia i pytania, dlaczego nikt mnie nie chce…

Mały fragment z początku książki:

„A czy dostałeś od tego życia
To ostatecznie, czego chciałeś?
Dostałem
A czego chciałeś?
Wiedzieć, że jestem kochany, czuć, że ktoś
Na tej ziemi mnie kocha”
Raymond Carver „Urywek późnego dzieła”

 

Tak, każdy chce czuć się kochany, oczekiwany, upragniony, na swoim miejscu. Takim miejscem ma być rodzina. Ma być kolebką, gniazdem, oazą, do której możemy wrócić, jak do bezpiecznego portu. Żyjąc w świecie tworzymy też relację z obcymi ludźmi a niektóre z nich są tak mocne, że nazywamy je przyjaźnią a nawet miłością. I zdarza się, że wszystkie te relacje, nawet najlepsze mogą lec w gruzach przez wybory, jakich dokonujemy w życiu.

W życiu osiągamy wciąż jakieś cele. Czasami wybieramy środki, które nie są etyczne.Czy w takim razie cel uświęca środki i czy te środki mogą być tak ostateczne, że staną się powodem nienawiści, choroby i śmierci?

I zdanie, które podkreśliłam:
„Może rzeczywiście dopiero po ciężkim kryzysie człowiek poznaje się naprawdę; może trzeba dostać w kość, żeby zrozumieć, czego właściwie chce się od życia”

Jeżeli nie wiemy, czego tak naprawdę chcemy od życia, kryzys staję się cenną wskazówką, ale ta  wskazówka okupiona bywa łzami, strachem, załamaniem i poczuciem osamotnienia a nawet ostracyzmu.

W książce matka wygrywa sprawę i dostaje milionowe odszkodowanie, tylko czy te pieniądze zapewnią jej szczęśliwe życie z chorobą córki? Co straciła przez wytoczenie sprawy a co zyskała? Odpowiedź na kartach „Kruchej jak lód”.

Warto sięgnąć po tę książkę, chociaż nie da ona ostatecznej odpowiedzi na trudne pytania. Nie da właściwie żadnych odpowiedzi a zostawi nas z goryczą niedopowiedzeń i dywagacji „co by było gdyby…”

 

 

Krew, która popłynie, gdy stal i ciało staną się jednością
Zastygnie w kolorze wieczornego Słońca
Jutrzejszy deszcz zmyje ślady
Ale w naszych umysłach pozostanie ślad
Być może ten ostateczny czyn miał na celu
Zbicie odwiecznego argumentu
Że nic nie rodzi się z przemocy i nigdy by nie mogło
Dla wszystkich tych urodzonych pod gniewną gwiazdą
Żebyśmy nie zapomnieli jak krusi jesteśmy

Wciąż i wciąż deszcz będzie padać
Jak łzy z gwiazdy
Wciąż i wciąż deszcz będzie powtarzać
Jak krusi jesteśmy

Sting

Fragmenty tekstu pochodzą z książki Jodi Picoult „Krucha jak lód”, Pruszyński i S-ka, Warszawa 2009.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Muzyka