RSS
 

„Kobiety, ktore kochają za bardzo” – czyżby o mnie?! …

27 sie

  Właśnie leży przede mną książka Robin Norwood „Kobiety, które kochają za bardzo” i patrzę na tę książkę bardzo podejrzliwie. Podejrzliwie, bo ona ma odpowiedzieć, gdzie popełniłam błąd wychodząc za takiego człowieka, jak mój mąż.

     Książkę poleciła mi pewna pani. Jest to poradnik dla kobiet zaangażowanych w destrukcyjne uczucia. Lekturę rozpoczynam jutro …

 

Czytam. Jestem na 107 stronie. Autorka pokazuje życie różnych kobiet, które wybrały złych partnerów. Wspólnym mianownikiem różnych wyborów jest powielanie sytuacji przeżytych w dzieciństwie. Podświadome wybieranie partnerów podobnych w zachowaniach do jednego z rodziców – matki, częściej ojca. Kobiety lgną do takich mężczyzn, bo chcą udowodnić sobie, że dadzą radę  i teraz  pomogą takim mężczyznom. Nie mogły nic poradzić na destrukcyjne zachowanie np. ojca, więc chcą udowodnić sobie, że teraz dadzą radę. Zaskarbią sobie miłość wybranego mężczyzny, chociaż ten będzie je niszczył. Będą cierpieć, płakać, narzekać, ale będą tkwić w takim związku, bo podobną sytuację miały w domu, bo potrafią sobie  z nią”radzić”, bo udowodnią sobie i światu, że dają radę. Będą pseudo matką Teresą i naprawią zły świat. Później nie potrafią się pozbierać. Porzucone, wykorzystane, rozbite trafiają na sesje terapeutyczne i tam uczą się żyć od nowa. Cierpią, bo są niekochane a nie potrafią zbudować zdrowych relacji z człowiekiem, który naprawdę będzie je kochał, bo taki człowiek je po prostu nudzi. One muszą mieć „stymulację”. Muszą czuć, że żyją poprzez poniżanie, wykorzystywanie, często bicie, czyli poprzez zachowania patologiczne swoich partnerów czuję się potrzebne i koło zaczyna kręcić się na nowo.

     Zastanawiam się, gdzie jest miejsce na moją osobę w tej opowieści. Pochodzę rzeczywiście z zaburzonej rodziny. Ojciec nadużywał alkoholu. Nie szanował matki. Często dochodziło do przemocy w domu. Żałowałam jej. Późno wyszłam za mąż, bo czułam się odpowiedzialna za nią. Bałam się mężczyzn, bo zawsze kojarzyli mi się z alkoholem i przemocą. Kiedy poznałam przyszłego męża uderzył mnie jego spokój, wręcz potulność. Nie pił alkoholu i bardzo przeżywał śmierć swojej babci. Starałam się go pocieszyć. Było mi go żal. Bardzo szybko zapadła decyzja o ślubie. Tak naprawdę, to nie zdążyłam go nawet dobrze poznać. Kiedy przyszedł moment ślubu czułam wielki niepokój, wręcz niechęć, ale pocieszałam się, że przecież w gruncie rzeczy to spokojny człowiek a te jego dziwne zachowania wynikają z wielkiej miłości do mnie (chociaż tylko raz usłyszałam od niego słowa „kocham cię” a mojego imienia nie wymieniał wcale, jakby się bał). Autorka tak opisała moment wyboru takiego człowieka „Czasami wieje od niego chłodem. A czasem wybujały egoizm. Bywa uparciuchem, melancholikiem, , kapryśnikiem, albo dzikusem.(…) Albo kimś, kto otwarcie oznajmia wszem i wobec, że nie potrafiłby się zakochać. W zależności od środowiska, w którym wzrastałaś, reagujesz na ten czy inny wariant nieszczęścia. Ale reagujesz bez pudła, z silnym przeświadczeniem, że ów człowiek potrzebuje twojej pomocy, pasji, mądrości, bo inaczej marny jego los” (str. 36, REBIS, Poznań 2013). Strzał w dziesiątkę!

    Przez 15 lat starałam się panować nad sytuacją i nie opanowałam jej. Ona mnie przerosła i zapanowała nade mną.

 

 Tego wpisu można posłuchać w aplikacji Audioblog

logo_audioaudioblog_small_white1

 
Komentarze (19)

Napisane przez w kategorii Audioblog, Książka, Życie

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Conscience

    29 sierpnia 2013 o 08:02

    Mam tylko nadzieję,że taki błąd popełnia się tylko raz i że jak już kobieta wyjdzie z takiego związku to nie trafi nieświadomie kolejny raz na takiego samego mężczyznę. Bo przecież świadomie to chyba żadna z nas za takiego by nie wyszła (?)

     
    • ~gejsha1

      29 sierpnia 2013 o 08:33

      nie mam pojęcia… dla mnie to jakiś kosmos. Świadomie być jakimś psychicznym niewolnikiem – prawdziwy dramat!

       
    • ~Daria

      29 sierpnia 2013 o 09:56

      Czy ja wiem… Wiele kobiet wybiera świadomie takiego a nie innego człowieka… I nawet będąc z nim wiele lat przed ślubem, wiedząc jego wady, niedoskonałości i tak decydują się na ślub. Choć z drugiej strony nie ma ludzi idealnych… Noo i wszystko rozbija się o to, co jest w twoim partnerze takiego, że nie potrafisz już dłużej wytrzymać z nim pod jednym dachem?

       
      • Anula

        29 sierpnia 2013 o 11:29

        Proszę przeczytać wpis „W kleszczach…” tam jest odpowiedź dlaczego postanowiłam żyć sama

         
    • ~mmm

      29 sierpnia 2013 o 16:25

      muszę Cię zmartwić – bez terapii zawsze będziesz wchodzić w takie związki!!! to jak forma uzależnienia!

       
  2. ~gejsha1

    29 sierpnia 2013 o 08:29

    Nie trać czasu na czytanie lektur, dzięki którym na siłę będziesz udowadniała, ze ktoś inny i świat cały postępują wobec Ciebie niewłaściwie. Z Twojego wpisu wynika dla mnie jeden wyraźny sygnał: to Ty potrzebujesz prawdziwej, długotrwałej i solidnej psychologicznej terapii. Powinnaś na nią pójść, tym bardziej jeżeli chcesz mieć dzieci. Niech nie uczą się żyć od duchowo pokiereszowanej matki.

     
    • ~kalina

      29 sierpnia 2013 o 09:13

      Znam tę książkę i nie uważam aby skłaniała ona do udowadniania, że to ktoś inny postępuje niewłaściwie wobec kobiety, która kocha za bardzo. Już z samego tytułu książki można wnioskować, że jej autorka przyczyny problemów upatruje właśnie w tych, które kochają za bardzo. Kochają kogoś ponad wszystko, a często nie akceptują siebie. Myślę że każdy, albo prawie każdy z nas potrzebuje w swoim życiu terapii psychologicznej, bo wywodzimy się z rodzin, które nie są doskonałe, bo uczą i wychowują nas niedoskonali nauczyciele, bo każdy wcześniej czy później napotyka na problemy które pozostawiają ślady w jego psychice. Każdy z nas jest w jakiś sposób „duchowo pokiereszowany”. Uzmysłowienie sobie tego jest zazwyczaj pierwszym krokiem w dobrym kierunku.

       
    • ~kaja

      29 sierpnia 2013 o 14:41

      Droga Gejszo, niewątpliwie nie powinno się nic czytać, no może prócz bajek w rodzaju kopciuszka czy śpiącej królewny. TV też nie powinno się oglądać, prócz komedii romantycznych. Ale… nie każda kobieta jest gejszą, której życie upływa na próbie dogodzenia jakiemukolwiek mężczyźnie.
      Conscience- niestety, takie wybory są dokonywane przez kobiety kochające za bardzo niejednokrotnie. Aż do momentu, kiedy zda sobie sprawę z tego, że niby zmieniając obiekt, zawsze dokonuje takiego samego wyboru.
      Anulo, polecam Ci odwiedziny na stronie fundacji Kobiece Serca.
      Pozdrawiam

       
  3. ~Aneta

    29 sierpnia 2013 o 11:53

    Wiem jedno,matka Teresa nie kocha,ona odbiera miłość,daje poczucie bezpieczeństwa.
    Dlatego nie odejdzie,nie sprzeciwi się mężowi,bo sama czuje się winna.
    Patologia społeczna to dla niej norma,którą pewnie określił ktoś wcześniej.
    Kobieta,która daje miłość i kocha za bardzo,poniżana czy gnębiona,będzie czuła niedowartościowanie związane z brakiem faceta.To on będzie jej motorem uczuciowym.Jak z niego zsiądzie,to sam nie będzie potrafiła wyrażać swoich uczuć w stosunku do innych osób(dzieci,rodzina).
    Patologia nie jest jej obca,także ze względu na gen.,na miłość do tylko jednego rodzica.
    Gdyby taka kobieta była mądra i nie kochała na tyle,aby się poświęcać,wybrałaby faceta,z którym ułoży sobie życie,ale to życie także przypominać będzie patologię,sytuację patowe,ze względu na wykorzystywanie małżonki/a.
    Nie kocham-nie daję,kocham-daję za dużo,wszystko i nie wymagam.
    Co lepsze?
    I jedno i drugie nie prowadzi do miłości,nie jest nią,i brak w takim małżeństwie szczęścia oraz poczucia bezpieczeństwa.

     
  4. ~Gaja

    29 sierpnia 2013 o 12:06

    kobiety kochają wyobrażenie o partnerze… jego zachowanie ubierają w historię, która jest ich imaginacją, wymysłem, a często pobożnym życzeniem. Stwarzają mit, ubarwiają, fantazjują i nie widzą, a później nie chcą widzieć prawdy. Tworzą wyimaginowany obraz wybranka…. wyidealizowany… a tą idealizację wizerunku mają w genach… bo nikt nie chce nienawidzić swojego ojca i mieć go za oprawcę, a w matce widzieć tylko ofiarę przemocy i nieudanego związku… dlatego dziecko idealizuje swoje otoczenie, aby móc żyć… tylko że ta skłonność pozostaje i tępi zmysły… taki ktoś nie widzi znaków ostrzegawczych, nie widzi zła, niebezpieczeństwa, bo ma włączony na full znieczulacz… imaginację i zaprzeczenie…. które działa czy się chce czy nie…. samoczynnie… to co dziecku pozwala przeżyć w trudnym środowisku niszczy go jako osobę dorosłą, będąc przyczyną złych wyborów. To taka jazda na haju… człowiek nie czuje że boli…. :) Powodzenia na odwyku…:)

     
    • ~Aza

      29 sierpnia 2013 o 16:25

      Święte słowa Gaja:)
      Ja tak sobie wyidealizowałam partnera,że póżniej nie wierzyłam że,mogłam sobie takie”coś” zakompleksione wybrać;/ Nie było ślubu i dzieci:)
      Dwa lata nie chciałam z nikim chodzić…ale,pomagali mi „wyjść z dołka” inni mężczyżni moi koledzy. Naprawdę jestem im za to wdzięczna:) A to,ile się wypłakałam na ich koszulach,aż wstyd pisać;)
      Teraz jestem szczęśliwa od dwóch lat…i twardo stąpam po ziemi,i słucham swojej intuicji…:)))

       
  5. ~Kipisz

    29 sierpnia 2013 o 14:30

    hmmm ja już pozbyłem sie mojej życiowej pomyłki. Tak jeździcie po facetach a same nie jesteście lepsze…. choc na szczeście nie wszystkie…. o czym sie cudnie przekonałem że są jednak bajkowe kobiety.

     
    • ~margo

      16 maja 2014 o 18:50

      a jaka jest ta bajkowa kobieta?

       
  6. ~NIC

    29 sierpnia 2013 o 16:22

    To że powielamy życie naszych rodziców wiadome jest nie od dziś . Kobiety mają za dużo empatii i daru nadopiekuńczości , pomijam fakt, stary stereotyp „matki Polki” na samym końcu kobieta ,wszyscy bliscy tylko nie JA . Ciekawe jest to że po wielu latach dostrzega się mankamenty związku , i pytania „dla- czego ,dla-kogo daje TYLE a dostaje wielkie NIC ” .Czytałam tonę książek jaki błąd popełniłam :) Wiem już , za bardzo kochałam innych ,TYLKO NIE SIEBIE , poświęcałam tyle uwagi innym ,a gdzie Moje potrzeby ??? gdzie w tym „grajdole” JA . Jedno co mi utkwiło w pamięć , pewnie znasz teorię ” ziemia – ziarno- zbiór plonów” , to co zasiejemy to zbieramy , takie nasze życie . Wiem tylko tyle ,żebyś przeczytała nie wiem ile mądrych ksiąg ,sama musisz dojść do wniosku że czas zmienić przede wszystkim podejście do swoich potrzeb ,do siebie i do życia :) z innymi .Pozdrawiam

     
  7. ~chwila

    29 sierpnia 2013 o 17:56

    Witam :) Ja się odniosę do ostatniego fragmentu wpisu. Moi rodzice wzięli ślub znając się bardzo krótko, praktycznie w ogóle się nie znali, do dziś nie potrafią wytłumaczyć swojej decyzji, wersja mamy brzmi tak: „Wujek przywiózł go do mnie 1 lipca, nie spodobał mi się w ogóle, ale zaprosił mnie na sobotni spacer więc z grzeczności się zgodziłam, w połowie sierpnia zaklepaliśmy ślub, a 21 października pobraliśmy się”
    Tata opowiada to tak: „Mama powiedziała, że jej kolega ma w rodzinie młodą dziewczynę, więc stwierdziłem, że mogę jechać, pogadamy, napijemy się…była dziwna, ale zaprosiłem ją z grzeczności na sobotę, w sierpniu zaklepaliśmy ślub (nie miałem nawet kursu przedmałżeńskiego, ale ksiądz mnie lubił i przemilczał to), a 21 października pobraliśmy się. Ja się pytam gdzie oświadczyny i w ogóle, oni mówią, że to jakoś tak w rozmowie wyszło aby się pobrać więc wyszli z domu i ruszyli do księdza. Są ze sobą 25 lat i jakoś leci :)
    Pozdrawiam i zapraszam

     
  8. ~Marta

    29 sierpnia 2013 o 22:47

    Czasem się tak powiela,ale ja bym nie chciała miec takiego męża jak mam ojca.I takich naprawde unikam.Ale niech sie Pani nie martwi,każdemu inaczej się układa,każdy ma inne życie i trzeba iść na przód,dawać sobie radę,nie poddawać się.Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do mnie : http://jezus-mym-zyciem.blogujaca.pl/

     
  9. ~Dolor*26

    29 sierpnia 2013 o 23:04

    Witaj.
    Jestem po przeczytaniu tej książki. Odnalazłam tam siebie, lecz niestety mimo, że wiele uświadomiła mi ta książka nie potrafię nic zmienić. Po tych ciężkich, męczących latach jestem już w takim stopniu, że jest naprawdę ciężko.
    Od przeczytania do jakichkolowiek działań niestety daleka droga…
    Ale książka naprawdę godna polecenia.
    Pozdrawiam

     
    • Anula

      30 sierpnia 2013 o 05:56

      Proszę przeczytać inne wpisy na blogu może coś Pani znajdzie dla siebie – jakąś wskazówkę, radę,podobną sytuację, cokolwiek i najważniejsze proszę nie odsuwać się od DOBRYCH ludzi – to oni są impulsami do zmian w naszym życiu

       
  10. ~edytek38

    30 sierpnia 2013 o 07:27

    Książka o której piszesz, była klamrą spinającą zakończenie etapu życia kobiety kochającej za bardzo… Mam w tej chwili 46 lat. W marcu tego roku zakończyłam prawie 3-letnią terapię dla współuzależnionych. Późno ale lepiej późno niż wcale. Nauczyłam się żyć sama ze sobą, nauczyłam się też asertywności. Świat z perspektywy „jestem najważniejsza-dla siebie” zrobił się kolorowy. W końcu:-). Nauczyłam się odmawiać, kiedy ktoś chce, żebym zrobiła coś, czego ja nie chcę, bo wiem że to jest dla mnie krzywdzące. Oczywiście zdarza się, ze robię coś wbrew sobie, ale jest to mój wybór. Robię to dlatego, że tak trzeba a nie dlatego,że nie potrafię odmówić. Wciąż się tego uczę bo po tylu latach innego życia, ciężko jest przejść na nowe tory, ale warto :-).
    A te książkę należy przeczytać jako uzupełnienie terapii. W innym przypadku nie spełni ona swojego zadania.