RSS
 

Przedświąteczne spotkanie

28 gru

Właśnie robiłam ostatnie przedświąteczne zakupy, gdy nagle zobaczyłam drobną, niewysoką blondynkę. Podeszła do mnie z radosnym uśmiechem na twarzy.

-  Dzień dobry pani!

- Witaj Madziu!

- Jak się cieszę, że panią widzę! Święta! Muszę kupić jeszcze parę rzeczy, prezenty dla małych i będzie można świętować.

- Co tam słychać. Zeszczuplałaś. Ślicznie wyglądasz. Małych? Czyżby twoich małych?

- Tak – odpowiedziała z dumą – dwoje. Chłopiec i dziewczynka.

- Super. To widzę małżeństwo.

- Właściwie po… Od trzech lat jesteśmy sami, to znaczy ja i dzieci. Teraz jest lepiej, ale pierwszy rok był okropny – zawiesiła głos i spojrzała w moje oczy. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Milczałam. Pierwsza odezwała się Magda.

- Ogarnęłam się. Teraz jest nieźle. Daję radę. I  pomyśleć, że ślub braliśmy z wielkiej miłości. Świata poza nim nie widziałam. Jaka ja byłam zakochana! Wszystko zaczęło się psuć, kiedy urodziła się córeczka. On zaczął się odsuwać – wie pani o co mi chodzi? Zaczęlo brakować bliskości. Coraz więcej pracował. Brał nadgodziny. Pytałam: po co? Przecież starczy dla nas i dziecka to, co zarabia bez nadgodzin.Myślałam, że drugie dziecko nas przybliży. Naprawi to, co się popsuło. Zobaczy, jak bardzo go kocham. Urodził się syn. Zamiast bliskości jeszcze większe oddalenie. Nie było go całymi dniami. Jak przyjeżdżał na weekend nic go nie iteresowało. Siedział przed telewizorem, albo szedł do matki. Nie mogłam tak dłużej. Niby z nim, ale zostałam sama. Któregoś dnia, tak na spokojnie, powiedziałam jak ja to widzę. Powiedziałm, że mi to przeszkadza. Że tak naprawdę przestał być i mężem i ojcem. Zaproponowałam, że jak mu źle, to niech się spakuje i wyprowadzi. Musimy od siebie odpocząć. I wie pani, co on zrobił? Rzeczywiście się spakował i wyszedł z domu. Nie, nie poszedł do matki. Okazało się, że kogoś miał i to co ja powiedziałam było mu na rękę, jakby na to czekał. Wyprowadził się do innej. Jak dostaliśmy rozwód natychmiast się z nią ożenił. Po odejściu męża zaczęło się. Dwoje małych dzieci i ja bez pracy. Pomyślałam – co ja zrobiłam? Przychodziła moja matka, ale nie po to, aby mi pomagać, ale żeby mówić jaką to głupią i złą jestem córką a jeszcze gorszą żoną. Jak ja tak mogłam wygonić męża?

Znalazłam pracę. Potrzebna była opieka  do dzieci. Matka się zgodziła. Niby dobrze, ale kiedy któregoś dnia przyszłam do domu córka siedziała na stołku zwrócona twarzą do ściany i nie chciała się do mnie odezwać a synek cały czas płakał. Okazało się, że babcia cały czas „kładła” im do głowy, jaka ta mama niedobra. Wygoniła tatę i was też wygoni, albo odda do domu dziecka – mówiła. Zrobiłam matce awanturę a dzieci zapisałam do przedszkola. Długo trwało zanim to, co „zostawiła” babcia można było naprawić. Córeczka nie jadła, nie mówiła, nie chciała bawić się z rówieśnikami. Siedziała w kącie milcząca i kiwała się. Wychowawczynie zwracały mi uwagę. Nie wiedziałm co mam im mówić. Zdecydowałam się na wizyty u psychologa. Zaczęliśmy chodzić na terapię – dzieci swoją a ja swoją. Długo trwało, zanim to wyprostowałam. Rodzice mi nie pomagali, wręcz przeciwnie wymyślali nowe problemy. Najgorsze było przede mną. Zdecydowali, że zabiorą mi dzieci. Byli przeświadczeni, że jestem złą matką. Przez nich musiałam się wyprowadzić z mojego mieszkania a później szukać nowej pracy. Matka zgłosiła na policję, że narkotyzuje dzieci. Wyobraża sobie pani? O szóstej rano ktoś puka do drzwi. Otworzyłam a tam policja z nakazem rewizji. Przeszukali cału dom. Musiałam z dziećmi poddać się  badaniu na obecność narkotyków. Szok! Później założyła sprawę o pozbawienie praw rodzicielskich. Nic nie wskórali.

Znalazłam drugą pracę. Jakoś zaczęłam się podnosić. Dzisiaj rozmawia ze mną tylko ojciec, matka się nie odzywa. Trochę pomaga teściowa. Dzieci od czasu do czasu są u ojca, ale kiedy wracają mówią, że nie lubią jego nowej żony i że w domu lepiej.

Poznałam kogoś, ale nie chcę się spieszyć. Lubi dzieci. Często im coś przynosi a jak przychodzi więcej czasu spędza z nimi niż ze mną. Śmieję się wtedy, że dla niego one są ważniejsze ode mnie. On chce być ze mną. Chce się wprowadzić na stałe, ale ja nie jestem jeszcze gotowa. Jeszcze nie.

- Nie spiesz się. Dużo przeszłaś. Daj sobie czas.

- Wiem. Tak samo czuję. Podniosłam się z najgorszego, a nie było łatwo. Gdyby nie terapia byłoby tragicznie. Były różne myśli. Dzisiaj mogę się śmiać i cieszyć z tego co mam. I pomyśleć, że ślub braliśmy z wielkiej miłości, że świata poza nim nie widziałam. A u pani co?

- Widzisz Madziu ja jestem na początku takiej drogi, jaką ty przeszłaś.

- Niech się pani nie poddaje. Będzie dobrze.

- Jak patrzę na ciebie, to też mam taką nadzieję.

- Będzie dobrze- powtórzyła.

Popatrzyłam na tę niewysoką, szczupłą kobietkę i w jej roześmiane oczy. -Może u mnie też się „wyprostuje” – pomyślałam.

Uśmiechnęłyśmy się do siebie i mocno uściskały.

- Wesołych świąt!

- Przede wszystkim spokojnych…

- Da pani radę!

- Dzięki Madziu!

 
Komentarze (9)

Napisane przez w kategorii Życie

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. mała-myśl

    28 grudnia 2013 o 14:31

    Chyba w dobrym momencie trafiłam na tego bloga, ten wpis dał mi do myślenia..
    Ludzie mają takie problemy, trudne sytuacje ale są w stanie ze wszystkiego jakoś wyjść. Człowiek nawet nie wie ile jest w stanie wytrzymać, znieść.
    Trudne jest to wszystko ale podobno po burzy zawsze wychodzi słońce..
    Pozdrawiam.

     
  2. kasiakowalska2426

    28 grudnia 2013 o 16:10

    Super .

     
  3. Maternity1978

    28 grudnia 2013 o 19:07

    Terapia to blog

     
  4. abrakadabra11.9

    28 grudnia 2013 o 22:30

    podbudowujace,dziekuje

     
  5. ~marcin

    2 stycznia 2014 o 11:48

    Dobrze napisane. Dodalbym tylko swoja drabine wartosci w udanym malzenstwie:
    1. Bóg
    2. Wspolmalzonek
    3. Dzieci
    4. Rodzice
    5. Praca
    6. Cala reszta
    5

     
  6. ~Mal

    2 stycznia 2014 o 16:05

    ja też jestem na początku drogi…

     
  7. ~Kasia

    2 stycznia 2014 o 17:40

    Dasz radę, ja tez potrzebowałam 3 lat, żeby dojść do siebie. Był moją wielką miłością…teraz jest już dobrze, pomogły mi dzieci, juz teraz dorosłe, wtedy nastolatki…

     
  8. ~wojt

    2 stycznia 2014 o 17:45

    mam to samo gdyby nie dziecko które kocham nad życie i nie wyobrażam sobie dnia bez tej małej istoty(…) trzym sie człowieku jeszcze nadejdą lepsze chwile!!

     
  9. ~Ewa

    2 stycznia 2014 o 17:55

    Madziu zycze powodzenia i przede wszystkim szczescia ,ja jestem na poczatku „twojej drogi” i mam nadzieje ze tak jak i tobie moje zycie nabierze kolorow (rowniez zaproponowalam eksmezowi wyprowadzke z czego skwapliwie skorzystal, bo ….. byl juz z inna),