RSS
 

Archiwum - Styczeń, 2014

Bajka o dziewczynie, pałacu i czymś jeszcze.

30 sty

zdjęcie: moblo.pl

    – Opowiem ci bajkę. Możesz zamknąć oczy – jeśli chcesz. Posłuchaj…

- W pewnym miejscu – nieważnie gdzie –  mieszkała pewna dziewczyna. Mieszkała w pięknym pałacu, który miał mnóstwo pokoi – przepięknych komnat, urządzonych z przepychem. Były tam pokoje gościnne o ścianach bogatych w  złocone ornamenty, z drogocennymi obrazami, z olbrzymimi oknami z których rozciągał się widok na urządzony ze smakiem ogród. Były pokoje przeznaczone dla gości – każdy w innym kolorze. Były sypialnie, które swoim wyglądem obiecywały spokojny i bezpieczny sen – wystarczyło wejść i człowiek czuł się bezpiecznie i sennie. Były łazienki wyłożone przecudnymi kafelkami, z ogromnymi wannami i lustrami.  Przepiękny pałac pełen światła, kolorów, drogocennych rzeczy. Dziewczyna była szczęśliwa. Każdego dnia wybierała inny pokój, każdego dnia  jadła posiłek w innej kuchni i każdej nocy spała w innej sypialni. Wiodła całkiem ciekawe życie. Pałac był taki duży…

- …

- Chmm… w jednej z sypialń był trup…

- Co?

- Był trup. Dziewczyna o tym wiedziała i czuła niepokój. Bała się, więc zapakowała trupa do szafy. Szafę zamknęła na klucz. Zaciągnęła ciemne kotary na okna. Zamknęła drzwi do sypialni na klucz. Klucz ukryła – z czasem sama zapomniała gdzie. W miejsce, gdzie były drzwi zawiesiła ogromny obraz. Drzwi zniknęły. Zniknął pokój. Został długi korytarz w jednym ze skrzydeł pałacu, a w korytarzu pojawił się ogromny obraz przedstawiający… nawet nie wiem co. Obraz też był ładny, z nieokreślonym widokiem, chyba jakiś krajobraz.

Dziewczyna żyła dalej. Cieszyła się tym, co miała. Tyle pięter i tyle pomieszczeń. Zapomniała o trupie w szafie. Co dzień w innym pokoju, ale kiedy wchodziła na piętro, gdzie w korytarzu wisiał ogromny obraz czuła niepokój. Szybko odwracała się i zbiegała po schodach wyłożonych grubym dywanem na parter, bo tam było bezpieczniej. Sama nie wiedziała dlaczego ten korytarz ją niepokoi. Niby wszystko jest dobrze, ale dlaczego czuje strach – myślała. Nie dawało jej to spokoju. Pewnego dnia usłyszała, że w okolicy przebywa pewien człowiek, który wie wszystko a niektórym zagubionym nawet pomaga odnaleźć to, czego im brakuje. Wyszła na poszukiwanie tego człowieka. Przyprowadziła go do pałacu i poprosiła o pomoc. Człowiek popatrzył na piękne pokoje, porozmawiał z dziewczyną a później krytycznie stwierdził:

- Pięknie, ale strasznie tu dużo kurzu i taki stęchły zapach. Posprzątamy najpierw, otworzymy okna, wywietrzymy… a później…

- Co później? – zapytała dziewczyna

- Później wejdziemy do tego ciemnego korytarza z ogromnym obrazem. Tam jest najwięcej kurzu, ale zauważyłem, że nie ma okna. Przydałoby się przewietrzyć, posprzątać…

Dziewczyna poczuła ogromny strach. Przypomniała sobie dlaczego nie wchodzi na to piętro, dlaczego zawiesiła obraz i co jest w pokoju. Powiedziała o tym człowiekowi. Bała się jego reakcji. Ujawniła tajemnicę i czekała na krzyk, pogardę, wstręt, odrzucenie. Bała się, że człowiek zaraz wyjdzie trzaskając drzwiami, ale on tylko się uśmiechnął, wziął dziewczynę za rękę i poprowadził przez korytarz. Razem zdjęli ogromny obraz. Odstawili go. Dziewczyna podała klucz. Człowiek ze zgrzytem otworzył zardzewiały już zamek i otworzył drzwi. Podszedł najpierw do okien, aby odsunąć zasłony. Otworzył okna wpuszczając świeże powietrze i słoneczne światło. Na końcu podszedł do szafy. Dziewczyna zadrżała. W panice ściskała dłoń człowieka a on powoli otworzył drzwi szafy. Szafa była pusta. Na dnie leżała kupka popiołu, którą wywiał wiatr, bo w pokoju zrobił się przeciąg – były przecież otwarte drzwi i okna.

- Widzisz – powiedział – nie ma się czego bać. Już posprzątane…

Opowiedziałam bajkę…

Bajkę usłyszałam od człowieka w tęczowej czapce.

Nieprawdopodobne, a jednak tak było.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Wymyślone

 

Po dzisiejszej porannej rozmowie…

29 sty

Trudna rozmowa.  Dialog a właściwie monolog. Poczucie zamknięcia, sytuacji bez wyjścia. Bezsilności. Jak długo? Dlaczego? Mój „przewodnik” ma jednak wiele cierpliwości …

 

Znów dostałam przesyłkę specjalną od K. ( a tak swoją drogą skąd ona wie, czego chciałabym w danej chwili posłuchać a zawsze trafia w dziesiątkę :-) )

 

 

„Tak trudno znaleźć drogę … (…)

Gdy nadwrażliwość jest jak bilet w jedną stronę stąd

(…) na pewno czułeś kiedyś wielki strach

że oto mija twój najlepszy czas

bezradność zniosła cię na drugi plan

czekanie sprawia,że gorzknieje cała słodycz w nas”

Muzyka z….. a

Ups chyba tak nie powinnam mówić ;-)

Obiecuję, że będę próbować …  Dziękuję K.!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka

 

„Poszukiwanie siebie” – odkryć siebie na nowo.

24 sty

zdjęcie ze str.: www.merlin.pl

Następna książka prof J. Mellibrudy „Poszukiwanie siebie”.  Poszłam za ciosem i pomyślałam:

-Dlaczego mam ograniczać się do jednej dobrej książki – zamówię następną – zobaczę, czy też tak dobrą?

O treściach ukrytych w książce nie będę pisać. Chętnych zapraszam do przeczytania. Mnie zauroczył wstęp i ten ośmielę się przytoczyć, bo jest piękny. Oto on:

„Możesz rozwijać swe umiejętności (…), odkrywać swe możliwości tworzenia nowych kształtów własnej osoby i świata, w którym żyjesz.

Ten świat i inni ludzie czekają na spotkanie z Tobą. Jesteś wartością , która może Twój świat wzbogacić. Nie zapominaj o tym w chwilach rozczarowań i zwątpienia. 

Nie jest tak, że wszystko zależy od Ciebie. Na żadnych kamiennych tablicach nie jest zapisany scenariusz Twojego życia.

Świat, w którym żyjesz, też nie jest taki całkiem gotowy.

Możesz coś z nim zrobić.

SZUKAJ:

ODKRYWAJ:

SPRAWDZAJ:

ZMIENIAJ:

SZUKAJ:

Warto żyć w taki sposób, by tworzyć wartościowe życie”. (s. 12-13)

i następny fragment:

„Dzisiaj – pierwszy dzień

całej reszty Twojego życia.

Już pora

na spotkanie z sobą!”

„Zmieniasz się wtedy, gdy stajesz się naprawdę tym, kim jesteś a nie wtedy, gdy starasz się być tym, kim nie jesteś” (s. 133)

„Jeżeli chcesz iść naprzód wspólnie

z innymi

lecz na wlasnych nogach

musisz poszukiwać,

znajdować

i bez uporczywego przywiązania się

do tego, co już znalazłeś, iść dalej”. (s. 209)

zdjęcie: http://psychebook.otwarte24.pl/

Przytoczone cytaty pochodzą z książki „Poszukiwanie siebie”, J. Mellibruda, Instytut Psychologii Zdrowia, PTS, Warszawa 2001.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka

 

Trudna sztuka wybaczania innym i sobie.

23 sty

zdjęcie: www.practest.com.pl

     Dostałam pracę domową – mam przeczytać książkę Jerzego Mellibrudy „Pułapka nie wybaczonej krzywdy”. Przyłożyłam się! Książkę przeczytała trzy razy i za każdym razem znajdowałam w niej coś nowego, coś co wywoływało zadumę, powrót do wydarzeń z przeszłości i tego, jak te wydarzenia wpłynęły na moje życie. Oj było nad czym myśleć! Nie zdawałam sobie sprawy, że to do czego wracałam w rozmowach ze swoimi dobrymi znajomymi, z jak to określiłam uporem maniaka, to sytuacje z którymi nie umiałam sobie poradzić jako dziecko a one w sposób wymierny „urządziły” tak moje dorosłe życie. Usiadłam w kuchni przy stole i zaczęłam robić „retrospekcje” mojego życia. To co najważniejsze, najbardziej bolące historie zaczęłam przelewać na papier i poczułam się tak, jakbym wypuściła potwora. Ten „potwór” był obecny przy mnie od dzieciństwa, ale po przeczytaniu książki dopiero zdałam sobie sprawę z jego istnienia. Jak zwykle w moim przypadku pojawiły się łzy i niedzielę miałam „przewaloną” – jak to później określiłam. A teraz pytanie: co zrobić z tym potworem?

    Niedawno przytoczyłam bajkę o goniącym człowieka potworze – strachu.  Trudno się spotkać z takim „czymś”, bo on niejednokrotnie nas przerasta. Tłumimy go. Oszukujemy siebie, że go nie ma i budujemy dorosłe życie z ukrytym dywersantem, który drąży, podkopuje, przywdziewa maski, kieruje naszym życiem a później budzimy się po kilkunastu albo kilkudziesięciu latach zdziwieni, że „znowu w życiu nam nie wyszło”. A jak ma wyjść? No jak? Tęsknimy za fajnym życiem a wybieramy… no właśnie… wybieramy to, co mieliśmy i znaliśmy w dzieciństwie. To, od czego chcemy uciec, ale tak naprawdę nie uciekamy tylko pakujemy się do tego samego pociągu i jeszcze jesteśmy zadowoleni, bo on stoi a nawet się cofa a my tak boimy się nowego i przyjemnego widoku z okna, kiedy pociąg będzie jechał do przodu i wiózł nas w piękne okolice. Boimy się czegoś nowego, co może być lepsze. I znów ten cholerny strach! Pan Mellibruda podpowiada w książce : „Niestety, drogi tej nie można przebyć podczas lektury. Wymaga nie tylko wysiłku intelektualnego, ale dokonania przeglądu różnych wydarzeń zapisanych w czasami opornej pamięci. Najlepiej tej drogi nie odbywać w samotności. Dobrze jest znaleźć osoby towarzyszące, które potrafią słuchać bez oceniania i ze zrozumieniem. Być może będą to ci, którzy również sami poszukują towarzyszy w swojej wędrówce” (s.122)

     Dla mnie ta książka była swoistym kluczem do oznaczania stanów i uczuć, w których obecnie jestem. Porównałam to do lekcji biologi, kiedy pani przyniosła nam „Klucze do oznaczania roślin” – małe książeczki i oznajmiła, że teraz będziemy poznawać rośliny jedno i dwuliścienne a ta książeczka pomoże nam rozpoznać te rośliny. „Pułapka (…)” też była dla mnie takim kluczem. Autor doskonale prowadzi czytelnika po meandrach jego psychiki, aby mógł rozpoznać i nazwać stan w jakim się znajduje obecnie i obudzić w nim świadomość zmiany, jaką może przeprowadzić. Zmiana jest możliwa, ale należy prosić o pomoc inne osoby, o których mówił autor książki.

Książkę szybko się czyta. Jest napisana przystępnym językiem. Można się dowiedzieć dlaczego doznajemy cierpienia i rodzącego się z nim poczucia bezsilności. Dlaczego pozwalamy na to, żeby nasze życie było zdominowane przez cierpienie i napięcie trudne do zniesienia. Skąd bierze się poczucie krzywdy, jakie są źródła krzywd i czym jest życie w opresji. Podobał mi się zwrot „blizna emocjonalna i skurcz emocjonalny” – ładnie brzmi, ale wcale nie jest takie fajne, jeżeli taki stan spotyka nas w życiu. Dowiemy się jakie ślady pozostawia w naszym życiu poczucie niemocy połączone z cierpieniem – to i wiele innych wiadomości, bardzo pomocnych dla naszego przyszłego rozwoju.

Autor mówi, że „aby pozbyć się pułapki nie wybaczonej krzywdy należy przetrawić zapas minionego doświadczenia, trzeba oswoić się z tym, co tworzy pułapkę” (s. 82). Jeżeli wydarzenia nie są przetrawione stają się swoistym polem walki, obozem warownym, który wciąż boli. Trzeba się spotykać bezpośrednio z cierpieniem, lękiem, gniewem, smutkiem oraz podjąć próbę uporządkowania tych treści, które wciągają człowieka w stare zmagania i udręki. U podstaw pułapki znajdują się utrwalone ślady cierpienia i lęk przed jego ponownym przeżywaniem.

Dalej pan Mellibruda, niczym Beatrycze Dantego, prowadzi nas po kręgach. Dante wstępował w głąb piekieł a my wychodzimy po kręgach raczej ku niebu – czyli  lepszemu życiu. Kręgów jet pięć i są to spotkania z lękiem, bólem, gniewem, smutkiem i bezsilnością. Po przejściu tych kręgów będziemy mogli budować nowy porządek. „Może to oznaczać po prostu zapytanie samego siebie: w jakim czasie jestem w tej chwili? Co dzieje się w moim życiu właśnie teraz, nie wczoraj, nie jutro, tylko dzisiaj, w ciągu tej właśnie godziny – co teraz czuję, czego teraz pragnę, o czym teraz myślę, co właśnie teraz widzę” (s.112).

Książka wspaniała, która może być furtką do lepszego życia, tylko my musimy chcieć tę furtkę otworzyć. Chcieć żyć bardziej świadomie,  lepiej, piękniej,  spokojniej.

Fragmenty tekstu z książki „Pułapka nie wybaczonej krzywdy”, Jerzy Mellibruda, wyd. Zielone Drzewo, Warszawa 1995,1999.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

Stres nie zawsze jest zły.

22 sty

 

Kelly McGonigal: Jak zaprzyjaźnić się ze stresem

 

Ciekawy film mówiący o tym, że stres nie zawsze jest dla nas sytuacją, która może nas „zabić”. Nie zawsze powinniśmy unikać stresu, bo w niektórych sytuacjach stres jest dla nas dobry. Kelly McGoniga mówi też o hormonie wydzielanym przez mózg – oksytocynie, nazywanym też „hormonem przytulania”, bo jest wydzielany właśnie podczas przytulania. Jest też neurohormonem, pod wpływem którego umacniają się nasze więzi społeczne.  Sprawia, że pragniemy fizycznego kontaktu z bliskimi i rodziną. Skłania nas do empatii i wielu innych rzeczy – dobrych zachowań. A co ma wspólnego ten hormon ze stresem – obejrzyjcie, bo warto a przy okazji znajdziecie odpowiedź.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Film

 

Oswajanie strachu – trudne, ale możliwe.

19 sty

strach

 „Dawno, dawno temu pewien człowiek spotkał przerażającego olbrzymiego potwora. Odwrócił się i zaczął uciekać w ogromnej panice. Potwór gonił go i był coraz bliżej. Człowiek biegł tak dniami i tygodniami, ale potwór nie ustawał – cały czas go ścigał. Po pewnym czasie człowiek zdał sobie sprawę, że im szybciej biegnie, tym szybciej biegnie potwór. Zwolnił i zauważył, że potwór robi to samo. Obmyślił sprytny plan przechytrzenia bestii. Po kilku minutach wolnego spacerku nagle bardzo przyspieszył i zaczął biec sprintem. Wreszcie był wolny; był pewien, że za chwilę tak bardzo oddali się od potwora, że ten go nigdy nie dogoni. Po jakimś czasie zmęczył się, zwolnił i obejrzał się przez ramię. Ku jego przerażeniu monstrum było tuż za nim. Ostatkiem sił zerwał się znowu do ucieczki. W końcu, całkowicie wyczerpany, położył się i czekał, aż potwór go zabije. Ten podbiegł do niego i rzucił się na ziemię, mówiąc: 

- Wreszcie cię dogoniłem. Chcę być twoim niewolnikiem. Czy zgodzisz się, abym ci służył, mój panie?
Dobrze wykorzystany lęk uwalnia nas od nas samych. Źle wykorzystany – czyni nas swoimi niewolnikami. Zrozumienie lęku jest ważnym krokiem w naszym rozwoju.”
Colin P. Sisson 

Tekst ze strony 
https://www.facebook.com/carebrok

Tekst  skopiowałam z FB, bo próbuje właśnie „rozgryźć”  problem strachu i lęku. Często mówię, że przed strachem nie trzeba uciekać, ale się z nim zmierzyć i go oswoić, poznać go. To jest trudne, ale kiedy uciekałam strach stawał się większy. Dziś przeczytałam to opowiadanie synowi, który reaguje paniką i strachem na widok ojca.

Będziemy oswajać strach – nasz strach.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Facebook.com, Życie

 

Blogowanie na ekranie.

18 sty

foto:www.flickr.com

    Powiedziałam mojej znajomej o prowadzonym przeze mnie blogu i poprosiłam o opinię. Zdanie tej osoby bardzo sobie cenię. Mogę nawet powiedzieć, że to kolejny dobry duch, który mnie wspiera w trudnych chwilach. Zawsze dostrzega moje smutne oczy i delikatnie pyta, w czym pomóc.

- Fajnie piszesz – powiedziała – tylko niektóre opowiadania ciężko się czyta, tak dużo w nich smutnych rzeczy.

- Wiem – odpowiedziałam.

Wiem też, jak trudno było mi je opisać. To, co jest w opowiadaniach to tylko strzępy tego, co działo się w rzeczywistości. Małe urywki, drzazgi, które bardzo bolą. Opisane bolą mniej.

Od pewnej osoby dostałam zadanie – mam przeczytać książkę Jerzego Mellibrudy „Pułapka nie wybaczonej krzywdy”. Książka już przeczytana. Uwagi i spostrzeżenia wynotowane – będzie o czym dyskutować. W czasie czytania znalazłam fragment, który wyjaśnił mi dlaczego poczułam chęć pisania a właściwie opisywania mojej sytuacji i uczuć na blogu. Oto on: „Specyficznym przykładem takich wysiłków (uporządkowania wizji świata) (…) było angażowanie się w różnorodne i amatorskie próby twórczości artystycznej. (…) Czasem treść tych kreacji pozostaje w związku z bolesnymi doświadczeniami z przeszłości. Wizje plastyczne czy literackie zawierają wtedy przejmujące elementy dramatyczne. Stanowią one specyficzną formę uwalniania się od śladów minionych cierpień. Podejmowane są próby ich oswajania przez działania twórcze” . (J. Mellibruda, Pułapka nie wybaczonej krzywdy, Instytut Psychologii, Warszawa 1999 ,s. 61)

Swojego bloga nie nazwałabym twórczością literacką a raczej opowiadaniami na różne tematy, wśród których dominują jednak te trudne, tragiczne dla mnie przeżycia i próba radzenia sobie z nimi. Dla mnie to swoista terapia, bardzo nieporadna, ale przynosząca pewną ulgę i radość, kiedy widzę liczbę wejść na wypromowane wpisy. Blog to taki „gwizdek”, przez który uchodzi ciśnienie z nagromadzonych wieloletnich trudnych doświadczeń.

Pisałam też pamiętnik w formie papierowej. Zaczęłam pisać w momencie, kiedy przestałam sobie radzić z frustracją, rozgoryczeniem, samotnością, żalem, bólem, strachem i bezsilnością w małżeństwie. Często otwieram swoje zeszyty i zagłębiam się we wspomnieniach. Płaczę, bo tam nie ma wersji light – jest trudna rzeczywistość, pułapka z której nie widziałam wyjścia.

Teraz wiem, że pisząc podświadomie chciałam oswoić wszystkie te negatywne uczucia. Chciałam przestać się bać. Chciałam dla siebie pozytywnej zmiany. Chciałam walczyć o siebie, o spokój dla dzieci. Podjęłam walkę o lepsze życie i nie zamierzam się poddać. Na mojej drodze Bóg stawia osoby, które bardzo mi pomagają. Jest ich niewiele, ale to co robią jest bezcenne i za to im dziękuję.

CHCĘ PÓJŚĆ NAPRZÓD, ZAPOMNIEĆ.

 NIEWAŻNE JAK TRUDNE BY TO BYŁO

JA CHCĘ!

Strona z  z artykułem:  J. Mellibrudy „O poczuciu krzywdy osobistej”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Konwersacja trochę nerwowa… cz. 3

16 sty

Wbiegła z impetem do mieszkania i z hukiem zamknęła drzwi. Zaniemówił z wrażenia, chociaż nieraz wpadała jak bomba, ale tak wzburzonej jeszcze jej nie widział.

- Aż boję się pytać…

- Pewnie – aż boję się pytać – powtórzyła złośliwie – jak zwykle! Właśnie myślałam, nad tym, co usłyszałam od ciebie. Co miały znaczyć te słowa: szkoda, że nie znałem cię dwadzieścia lat wcześniej?

Popatrzył na nią zdziwiony. Przecież żartował. Powiedział to nie zastanawiając się. Po prostu powiedział kilka słów  a tu taka reakcja.

- Mam się tłumaczyć?

- Nie, nie trzeba – odpowiedziała z przekąsem, spoglądając na niego z ukosa – w ogóle wpadłam tak na chwilę, żeby powiedzieć ci osobiście, co myślę i jaki jesteś ślepy.

- Nie obrażaj mnie!

- Nawet nie mam takiego zamiaru. Chcę tylko powiedzieć, że fajny z ciebie facet. Wiesz ja też chciałabym poznać ciebie dwadzieścia lat wcześniej, kiedy jeszcze byłeś młody – zaśmiała się- to znaczy pełen nadziei, planów na przyszłość. Ciebie z czasów młodości zanim uwierzyłeś, że nic nie jesteś wart, że jesteś prostakiem, któremu słoma wystaje z butów. Chciałabym spotkać ciebie wtedy. Lubię patrzeć w twoje oczy kiedy się śmiejesz, bo są wtedy takie radosne i tak błyszczą, przyciągają. Lubię, kiedy patrzysz na mnie w ten specyficzny sposób,oczy ci ciemnieją a we mnie serce zaczyna tańczyć i wydajesz mi się taki bliski. Ile jeszcze czasu trzeba, żebyś zrozumiał… – zawiesiła głos.

- Co zrozumiał?

- Czy wszyscy faceci są tacy?

- To znaczy jacy?

- Tak ciężko im się domyślić!

- Ej tylko nie zaczynaj mówić o miłości!

- A czego się boisz?

- Nie boję się!

- No! Broń się!

- Nie bądź dziecinna!

- No to kłótnia…

- Nie chcę się kłócić!

- Broń się! – powtórzyła

- Mam dość!

- Tak wiem. Często to słyszę od ciebie. Ja też mam dość tego słuchać. Denerwujesz mnie tym narzekaniem, brakiem nadziei, materialistycznym podejściem do życia. Zastanawiam się dlaczego ze mną rozmawiasz. Ty – taki życiowy i ja niepoprawna romantyczka. No, dlaczego?!

Zadarła twarz w kierunku jego twarzy. Denerwowała go, ale też było coś, co go do niej przyciągało. Podobała mu się. Lubił patrzeć w jej piękne oczy. Kiedy się uśmiechała świat wydawał się piękniejszy. Miał wrażenie, że cała jej twarz jaśnieje wtedy światłem. Lubił patrzeć, jak odgarnia opadające na czoło włosy i zadziornie patrzy w jego kierunku. Była piękna, chociaż kiedy to mówił ona szybko zaprzeczała i mówiła, że jest wariatem. Cieszył się kiedy przychodziła, ale też czuł, że nie zasługuje na kogoś takiego. Kiedy tak patrzyła chętnie by ją przytulił. Zamknął w ramionach. Wtulił twarz w rozpuszczone włosy. Tylko jak ona by na to zareagowała?

-”Tak nie można” – pomyślał – „a jeżeli ją też bym skrzywdził? Jest za dobra, za piękna… Nie mogę”

- Hej, halo tu ziemia – usłyszał nagle jej głos – wracaj!

- Mówiłaś coś?

- Tak mówiłam, chciałam cię wysłać na Marsa – zaśmiała się – jak zwykle mnie nie słuchasz. Nic tu po mnie. Lecę…

- A kawa?

- Daj spokój. Dziś nie mam na to czasu. Innym razem.

Odwróciła się na pięcie i szybko wyszła. Zamknął za nią drzwi. W korytarzu pozostał tylko zapach jej perfum.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wymyślone

 

Z cyklu – „ciężkie jest życie”.

14 sty

Kolejny ciężki dzień.

Kolejna rozprawa.

Odeszłam.

Zostawiłam.

Chciałam żyć spokojnie.

Dlaczego ludzie plują takim jadem?

Bawi ich to?

Oczyszcza?

Dowartościowuje?

Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.

Dobry Boże zlituj się nade mną

i nad nimi.

Uwielbiam Dire Straits „Your Latest Trick”   saksofon jest …. marzenie. Muzykoterapia jest jednak najlepsza – jak mówi mój znajomy ;-)

„Moje drzwi pozostały otwarte
Bezpieczeństwo zostało odłożone na bok
Ale moje serce przełamało się na pół „

Utwór  ”Smutek” Pink Floyd - piękne zdjęcia – warto popatrzeć i posłuchać.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Przychodzi taki moment, że trzeba zrezygnować, ale to nie jest łatwe.

13 sty

czasem

 

Kolejne zdjęcie z internetu,z  tzw. demotywatorów. Trzeba zapomnieć i iść na przód. Ten obrazek wisi w „mojej” kuchni. W mojej „dziupli”, domu na chwilę, do którego nie mogę się przyzwyczaić, bo i po co. Przecież to miejsce też będę musiała zostawić, iść dalej. Ile jeszcze rzeczy zostawię za sobą? Dzisiaj kolejna rozprawa. Nie byłam tam. Mogłam nie iść, więc wykorzystałam okazję i nie poszłam. Jutro dowiem się, czy dobrze zrobiłam. Czemu jest tak cholernie trudno? Czemu czuję się winna, skoro to ja byłam ofiarą? Użalam się nad sobą. Widziałam jak na mojej „klatce” jakaś kobieta wybiegła ze szlochem z mieszkania. Bardzo płakała. Inni też cierpią, może bardziej niż ja,a ja tu użalam się nad sobą.

Trzeba nauczyć się zapominać o tym, co złego się przeżyło. Trudno. Uczę się podnosić głowę. Myśleć pozytywnie. Trzeba…  Jeszcze się motam …

Kiedyś wstawiałam ten link, ale dziś też pasuje Perfekt i Patrycja Markowska „Trzeba żyć”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie