RSS
 

Trudna sztuka wybaczania innym i sobie.

23 sty

zdjęcie: www.practest.com.pl

     Dostałam pracę domową – mam przeczytać książkę Jerzego Mellibrudy „Pułapka nie wybaczonej krzywdy”. Przyłożyłam się! Książkę przeczytała trzy razy i za każdym razem znajdowałam w niej coś nowego, coś co wywoływało zadumę, powrót do wydarzeń z przeszłości i tego, jak te wydarzenia wpłynęły na moje życie. Oj było nad czym myśleć! Nie zdawałam sobie sprawy, że to do czego wracałam w rozmowach ze swoimi dobrymi znajomymi, z jak to określiłam uporem maniaka, to sytuacje z którymi nie umiałam sobie poradzić jako dziecko a one w sposób wymierny „urządziły” tak moje dorosłe życie. Usiadłam w kuchni przy stole i zaczęłam robić „retrospekcje” mojego życia. To co najważniejsze, najbardziej bolące historie zaczęłam przelewać na papier i poczułam się tak, jakbym wypuściła potwora. Ten „potwór” był obecny przy mnie od dzieciństwa, ale po przeczytaniu książki dopiero zdałam sobie sprawę z jego istnienia. Jak zwykle w moim przypadku pojawiły się łzy i niedzielę miałam „przewaloną” – jak to później określiłam. A teraz pytanie: co zrobić z tym potworem?

    Niedawno przytoczyłam bajkę o goniącym człowieka potworze – strachu.  Trudno się spotkać z takim „czymś”, bo on niejednokrotnie nas przerasta. Tłumimy go. Oszukujemy siebie, że go nie ma i budujemy dorosłe życie z ukrytym dywersantem, który drąży, podkopuje, przywdziewa maski, kieruje naszym życiem a później budzimy się po kilkunastu albo kilkudziesięciu latach zdziwieni, że „znowu w życiu nam nie wyszło”. A jak ma wyjść? No jak? Tęsknimy za fajnym życiem a wybieramy… no właśnie… wybieramy to, co mieliśmy i znaliśmy w dzieciństwie. To, od czego chcemy uciec, ale tak naprawdę nie uciekamy tylko pakujemy się do tego samego pociągu i jeszcze jesteśmy zadowoleni, bo on stoi a nawet się cofa a my tak boimy się nowego i przyjemnego widoku z okna, kiedy pociąg będzie jechał do przodu i wiózł nas w piękne okolice. Boimy się czegoś nowego, co może być lepsze. I znów ten cholerny strach! Pan Mellibruda podpowiada w książce : „Niestety, drogi tej nie można przebyć podczas lektury. Wymaga nie tylko wysiłku intelektualnego, ale dokonania przeglądu różnych wydarzeń zapisanych w czasami opornej pamięci. Najlepiej tej drogi nie odbywać w samotności. Dobrze jest znaleźć osoby towarzyszące, które potrafią słuchać bez oceniania i ze zrozumieniem. Być może będą to ci, którzy również sami poszukują towarzyszy w swojej wędrówce” (s.122)

     Dla mnie ta książka była swoistym kluczem do oznaczania stanów i uczuć, w których obecnie jestem. Porównałam to do lekcji biologi, kiedy pani przyniosła nam „Klucze do oznaczania roślin” – małe książeczki i oznajmiła, że teraz będziemy poznawać rośliny jedno i dwuliścienne a ta książeczka pomoże nam rozpoznać te rośliny. „Pułapka (…)” też była dla mnie takim kluczem. Autor doskonale prowadzi czytelnika po meandrach jego psychiki, aby mógł rozpoznać i nazwać stan w jakim się znajduje obecnie i obudzić w nim świadomość zmiany, jaką może przeprowadzić. Zmiana jest możliwa, ale należy prosić o pomoc inne osoby, o których mówił autor książki.

Książkę szybko się czyta. Jest napisana przystępnym językiem. Można się dowiedzieć dlaczego doznajemy cierpienia i rodzącego się z nim poczucia bezsilności. Dlaczego pozwalamy na to, żeby nasze życie było zdominowane przez cierpienie i napięcie trudne do zniesienia. Skąd bierze się poczucie krzywdy, jakie są źródła krzywd i czym jest życie w opresji. Podobał mi się zwrot „blizna emocjonalna i skurcz emocjonalny” – ładnie brzmi, ale wcale nie jest takie fajne, jeżeli taki stan spotyka nas w życiu. Dowiemy się jakie ślady pozostawia w naszym życiu poczucie niemocy połączone z cierpieniem – to i wiele innych wiadomości, bardzo pomocnych dla naszego przyszłego rozwoju.

Autor mówi, że „aby pozbyć się pułapki nie wybaczonej krzywdy należy przetrawić zapas minionego doświadczenia, trzeba oswoić się z tym, co tworzy pułapkę” (s. 82). Jeżeli wydarzenia nie są przetrawione stają się swoistym polem walki, obozem warownym, który wciąż boli. Trzeba się spotykać bezpośrednio z cierpieniem, lękiem, gniewem, smutkiem oraz podjąć próbę uporządkowania tych treści, które wciągają człowieka w stare zmagania i udręki. U podstaw pułapki znajdują się utrwalone ślady cierpienia i lęk przed jego ponownym przeżywaniem.

Dalej pan Mellibruda, niczym Beatrycze Dantego, prowadzi nas po kręgach. Dante wstępował w głąb piekieł a my wychodzimy po kręgach raczej ku niebu – czyli  lepszemu życiu. Kręgów jet pięć i są to spotkania z lękiem, bólem, gniewem, smutkiem i bezsilnością. Po przejściu tych kręgów będziemy mogli budować nowy porządek. „Może to oznaczać po prostu zapytanie samego siebie: w jakim czasie jestem w tej chwili? Co dzieje się w moim życiu właśnie teraz, nie wczoraj, nie jutro, tylko dzisiaj, w ciągu tej właśnie godziny – co teraz czuję, czego teraz pragnę, o czym teraz myślę, co właśnie teraz widzę” (s.112).

Książka wspaniała, która może być furtką do lepszego życia, tylko my musimy chcieć tę furtkę otworzyć. Chcieć żyć bardziej świadomie,  lepiej, piękniej,  spokojniej.

Fragmenty tekstu z książki „Pułapka nie wybaczonej krzywdy”, Jerzy Mellibruda, wyd. Zielone Drzewo, Warszawa 1995,1999.

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Książka, Życie

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Magda

    26 stycznia 2014 o 09:44

    Gdzie można dostać tę książkę i w jakiej cenie?

     
 

  • RSS