RSS
 

Archiwum - Luty 5th, 2014

„Otwieram drzwi, próbuję wyjść…”

05 lut

    Słuchałam piosenki Ani Dąbrowskiej. Ja też otwieram drzwi, próbuje wyjść. Układam wszystko tak, jakbym miała wcześniej wielki bałagan. Bałagan był – temu nie da się zaprzeczyć. Poszukuje wyjścia. Układam. Czasami boli, gubię się, ale mam nadzieję – a to jest ważne.

Pojechałam na kongres charyzmatyczny – wtajemniczeni wiedzą o co chodzi. Tak, jak kiedyś próbowałam odnaleźć pomoc w Kościele Domowym, tak teraz próbuję szukać pomocy w odniesieniu do Boga. Zawsze wtedy podziwiam osoby, które swoją postawą świadczą o głębokiej wierze. Są jak dzieci – otwarci na ludzi i nowe doświadczenia i wszystko potrafią wytłumaczyć prawdziwą wiarą. Ja tak nie umiem. Zawsze w takich sytuacjach mam ogromne wątpliwości. „Rozbieram ” sytuacje na części. Patrzę na nią w sposób racjonalny odsuwając uczucia. Boję się oprzeć tylko na uczuciach, bo one zawodzą. Oszukują. Wolę racjonalne wytłumaczenie, bo dla mnie jest bardziej wartościowe, wręcz namacalne materialnie. Być może dużo na tym tracę – chodzi mi o wiarę, bo zupełnie inaczej jest w sferze uczuć do ludzi. Tu jestem beztroska, naiwna, romantyczna i łatwowierna – i ciśnie się na usta powiedzenie: „No i weź tu zrozum kobietę?!”

„W spotkaniu z Bogiem Ojcem doświadczam uwolnienia z lęków, depresji, niemocy, nerwic, z niemożności podjęcia decyzji, od wszelkiego rodzaju ucieczek, uzależnień, uwolnienia ze skutków negatywnych zachowań i sytuacji z przeszłości – z tego, co powodowało, że nie ufałem Bogu, sobie i innym. A to czyni mnie na nowo zdolnym do podjęcia i wypełnienia powołania. (…). Uwolnienie to przywrócenie człowiekowi wewnętrznej wolności i godności Bożego dziecka.W historii naszego życia, przez różne sytuacje i wydarzenia, których doświadczamy, zostają niekiedy „zapisane” w nas fałszywe słowa, urazy, krzywdy czy kłamstwa o nas samych. Powodują one, że zatrzymujemy się lub nawet cofamy w podjętym działaniu. Nie jesteśmy w stanie realizować czy choćby podjąć drogi osobistego lub zawodowego powołania, blokujemy się na życie, doświadczamy lęków, które paraliżują jakikolwiek ruch. Może i jest to zaskakujące, ale najczęściej „zatrute strzały” trafiają w nasze serca od osób szczególnie nam bliskich i tych, których kochamy najmocniej. Kłamstwo, które kiedyś usłyszałem na swój temat od mamy, taty czy innej bliskiej osoby – jest najtragiczniejsze w skutkach! Mogą nim być np. słowa: „jesteś nic niewart”, „nic z ciebie nie będzie”, „żałuję, że cię urodziłam”, „nic nie potrafisz”, „zawsze wszystko psujesz”, „jesteś brzydka”, „zawsze twierdziłem, że nie można ci ufać” itp. I odwrotnie. Mogą to być słowa, które powinny były paść, a nigdy ich nie usłyszałem. Np. nigdy nie usłyszałem, że można na mnie liczyć, że komuś na mnie zależy, że jestem wartościowy, dobry, że jestem kochany itp. Syn być może nigdy nie usłyszał, że ojciec jest z niego dumny, że jest odważnym, mądrym i dzielnym chłopcem czy mężczyzną; córka – że jest piękna, dobra, wrażliwa, czuła. I żyjemy z powstałymi w ten sposób brakami emocjonalnymi, psychicznymi czy zranieniami przez wiele lat. Dobudowujemy też (często nieświadomie) do tego wszystkiego mur z własnych negatywnych myśli, uprzedzeń i wątpliwości, o który później nieustannie się rozbijamy. Aby móc pójść przynajmniej krok dalej w życiu, należy takie sytuacje oddać Bogu. Czynimy to poprzez wyrzeczenie się konkretnego kłamstwa, któremu daliśmy wiarę, i które (czasem od wielu lat) sieje w nas spustoszenie. Wyrzeczenie polega zatem na świadomym akcie woli, w którym Bożą mocą – w imię Syna Bożego, Jezusa Chrystusa – mówię, że nie chcę, aby dane kłamstwo „rządziło” dalej moim życiem. Aktem własnej woli i decyzji wyrzekam się tego kłamstwa.

 Uwolnienie przywraca mi siłę do wzięcia odpowiedzialności za życie swoje i drugiego człowieka. Powoduje też, że nie czuję się już bezwartościowy czy gorszy. Powraca poczucie własnej wartości, tożsamości i spełnienia. Uwolnienie (też i uzdrowienie) otwiera na drugiego człowieka – czuję się kochany i jednocześnie wezwany do niesienia miłości innym. Zaczynam widzieć swoje obdarowanie i cieszyć się nim. Nie skupiam się na brakach, złu i narzekaniu, ale serce zaczyna przepełniać pokój, radość, wdzięczność i prawdziwe szczęście. Bo na tym polega właśnie wolność dziecka Bożego! Doświadczenie Boga, który jest bliski, kochający, dobry, miłosierny, a czasem i doświadczenie po raz pierwszy w życiu, że MAM Ojca – daje uwolnienie. Błogosławieństwo naszego Ojca jest m.in. w tym, że słyszę, że jestem dobry, wartościowy, że komuś na mnie zależy, że jestem kochany bezwarunkowo i na zawsze. I nic nie jest w stanie tej prawdy zmienić! – nawet grzech (mój czy bliźniego). Mam uważać jednak na to, by znów nie dać wiary kłamstwu na swój temat. Pomoże mi w tym współpraca z Bogiem, którą łatwo mogę nawiązać przez regularne życie sakramentalne oraz modlitwę. ”  - fragment artykułu ze strony katlik.pl

I oczywiście już, w tym momencie, zaczęłabym kłótnie, że przecież wiara wiarą, że to mrzonki dla dzieci, że…. i tak dalej. Nie umiem zaufać Sile wyższej. Podziwiam ludzi, którzy mają wiarę dziecka – ja takiej nie mam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie