RSS
 

Schizofrenia – życie w lęku chorego i rodziny.

09 lut
 Foto: http://huzunkalirgeriye.tumblr.com

Foto: http://huzunkalirgeriye.tumblr.com

Długo myślałam nad umieszczeniem tego wpisu. Opisuje na blogu różne historie. W notce o sobie napisałam: uczę się żyć na nowo sama. Odeszłam. Nie napisałam, że przez 15 lat byłam przy schizofreniku. Byłam i jeszcze jestem jego żoną. Na dobre i złe. Według przysięgi: w zdrowiu i chorobie, dopóki śmierć nas nie rozdzieli, jak się okazało ponad pół roku temu mogła  to być moja śmierć. Dziś bardzo osobisty wpis. Para w „blogierski” gwizdek po piątkowych przeżyciach. Długi wpis, więc jeżeli ktoś nie ma cierpliwości nich nie czyta.

Z mediów słyszę wiele opinii dotyczących osób chorych psychicznie. Jest wiele chorób, których podłożem jest psychika człowieka – olbrzymia „paleta” od nerwic do najcięższej schizofrenii. Ta ostatnia też ma wiele „twarzy”. Wspólnym mianownikiem tych chorób jest wyłączenie chorego z normalnego – zdrowego psychicznie – życia. Mówi się o izolacji, stygmatyzacji, piętnowaniu, odtrąceniu chorych. Takie mówienie sprawia, że świat dzieli się na dwa obozy – osoby zdrowe – czytaj – bez żadnych problemów i osoby chore – biedne, pokrzywdzone i odtrącone, których nikt nie chce. Dwa obozy – czarny i biały, żadnych szarości. Otóż nie. Istnieje „strefa szarości”, czyli osoby, które decydują się na życie z osobami chorymi psychicznie a jest ich wiele. Mężowie, którzy są przy żonach i żony, które są przy chorych mężach. Słyszy się wtedy o poświęceniu, miłości, zrozumieniu, oddaniu, ale nikt nie widzi cierpienia tych osób, ich uwikłania się, współuzależnienia.

Męża poznałam kiedy miałam 26 lat – czyli byłam osobą dojrzałą. Skończyłam jedne studia, zaczęłam następny kierunek. Pracowałam. Pragnęłam mieć rodzinę, dzieci, spokojny dom – pełen miłości. Coś, czego nie miałam w domu rodzinnym. Poznałam człowieka spokojnego, bez nałogów, dobrego dla mnie. Nieważne było czy on był bogaty, czy biedny, jaką skończył szkołę. Nie niepokoiło mnie, że nie ma stałej pracy. Szybka decyzja o ślubie, szybki ślub i długa droga przez mękę. Ukryta schizofrenia. Kiedy udało mi się przyprowadzić męża na wizytę do psychiatry, po opowiedzeniu co się z nim dzieje, usłyszałam:

- Skończyła pani studia, miała psychologię i nie domyśliła się, że mąż jest chory na schizofrenię. Dziwię się …

Mówiła coś jeszcze , ale to zdanie najbardziej utkwiło mi w pamięci, najbardziej zabolało. Odebrałam to, jak stwierdzenie: – skończyłaś studia a dalej jesteś głupia.

Dzisiaj, po kolejnych sprawach w sądzie, też odnoszę podobne wrażenie. Tak, jakby dawano mi do zrozumienia, że powinnam wysłać go na leczenie a nie podczas awantury domowej dzwonić na policję i prosić o pomoc. Łatwe, a ja jestem taka „głupia”. Teraz sąd ma problem z wydaniem wyroku, bo oskarżony jest chory psychicznie – czyli nie odpowiada za to, co zrobił. Ja mam czuć się winna? Jak długo jeszcze? Nie rozumiem tego i chyba nigdy nie zrozumiem. Nie znam przepisów prawnych, które można zastosować w takich sytuacjach.

Mąż w obecności innych ludzi jest bardzo spokojny (dopóki nie mówi się o przymusie leczenia). Jest potulny, małomówny. Siedzi biedny, przelękniony. Nic tylko podejść, przytulić, popłakać nad nim…

Niestety ja widzę tą „drugą stronę medalu”. Sceny jak z horroru, który niestety wydarzyły się naprawdę i dotyczyły mnie i moich dzieci. Dotyczyły mojego życia.

Dom na odludziu. Otoczony z trzech stron lasem. Każdy przyjezdny zachwycał się urokliwym miejscem, pięknem krajobrazu, ale też padało pytanie:

- Nie boisz się tu mieszkać? Daleko do ludzi. Jakby coś się stało, to nikt nawet by ci nie pomógł.

- Nie – odpowiadałam – a co tu może się stać?

I działo się. Kolejne epizody schizofreniczne. Strach. Ból. Rozpacz.

Pierwszy, kiedy dzieci były małe. Dziwaczne zachowanie męża – chowanie jedzenia, oskarżanie o trucie, oskarżanie o zdrady a w końcu bicie i … to przemilczę, bo jest zbyt osobiste, intymne. Czułam się jak mysz, którą bawi się kot. Próbowałam udawać, że nic się nie dzieje. Czułam, że to musi być choroba, bo czym wyjaśnić takie zachowanie. Teściowej ośmieliłam się opowiedzieć. Wyśmiała mnie. Jak to, jej ukochany, jedyny syn? To niemożliwe, to ja jestem zła i chora. Pracowałam, ona przychodziła do dzieci. Wszystko było ok. Nie wytrzymałam w pracy, kiedy mąż przyszedł na rozmowę z dyrektorem. Chciał zapytać dlaczego został moim kochankiem. Na moją prośbę zadzwoniono po karetkę. Na nieszczęście w szpitalu tego dnia nie było psychiatry. Wróciliśmy do domu. Mąż wyjął wszystkie noże i zaczął je ostrzyć. Byłam przerażona. Wieczorem wzięłam dzieci do najmniejszego pokoju, bo tam drzwi otwierały się do środka. One leżały w łóżkach a ja na podłodze, z poduszką pod drzwiami. Myślałam: Jak będzie wchodził odsunie najpierw mnie. Będzie mu trudno. Jakoś dam radę. Nie spałam prawie tydzień. Napięcie. Przerażenie. Gotowość do obrony i poczucie bezsilności – brak pomocy od kogokolwiek. Wstyd, że to dzieje się u mnie. Zawód – bo moje małżeństwo miało być oazą spokoju i szczęścia. Osamotnienie – bo nikt mnie nie rozumie, nikt nie chce, albo nie może pomóc. Chęć ucieczki – tylko dokąd, z dwójką małych dzieci i marną pensją. Jak mysz w pułapce. Najgorsze jest poczucie niemocy. Tego, że jestem w tym wszystkim sama. Miałam dać sobie radę ze wszystkim i nie dałam, więc jestem do niczego.

Takich epizodów było cztery. Dwóch ostatnich nie byłam w stanie „ogarnąć” sama. Pobita, zawiadomiłam policję.

Przedostatni zimą – uciekaliśmy z dziećmi mroźną, zimową nocą. Ledwie ubrani, bo ważniejsze życie. Zaprowadziłam dzieci do babki a sama czekałam na policję i karetkę. Przyjechali. Pokazuję wypis ze szpitala psychiatrycznego i oświadczenie podpisane przez męża ze zgodą, że w takich sytuacjach dobrowolnie poddaje się leczeniu. On jest spokojny. Odpowiada na pytania bardzo racjonalnie. Zabierają go. Przyprowadzam dzieci a po godzinie karetka przywozi go z powrotem. Pytam dlaczego, co teraz mam robić, bo się boję. Oni odpowiadają – jest spokojny. Obiecał, że sam zgłosi się do lekarza. Widzę przerażenie w oczach dzieci. Pytam samą siebie – kto ma większe prawa – rodzina, którą gnębi agresywny chory, czy chory, który przy obcych staje się potulnym barankiem. Na wizytę do lekarza zawiozłam go dopiero po dwóch tygodniach. Tygodniach strachu, namawiania na branie leków, czuwania, czy nic się nie dzieje.

Ostatnie zajście. Najgorsze. W środku nocy uciekałam z domu przez okno, bo drzwi były pozamykane. Pobita, spryskana gazem pieprzowym. Skóra paliła jak przypiekana ogniem, ledwo widziałam. Gdybym się nie wyrwała i nie uciekła, dziś by mnie nie było. Uciekałam z przerażonymi dziećmi w ciemności. Stopy ślizgały się po błocie. Dobijaliśmy się do zamkniętych bram i drzwi. Za nami biegł on. Cudem udało nam się znaleźć otwarte drzwi. Wpadliśmy do obcego domu. Zamknęłam drzwi na klucz. W sieni pojawiła się zdziwiona sąsiadka. Pozwoliła nam zostać. Policja przyjechała po 20 minutach.

Zanim zabrało go pogotowie była godzina szósta rano. O siódmej dostałam wiadomość:

- Proszę uważać na siebie. Mąż uciekł z izby przyjęć.

Zadzwoniłam do szpitala. Rzeczywiście. Porozbijał szyby, wyrządził inne szkody i uciekł. Około godziny dziesiątej zadzwonił na telefon syna.

- Przyjedź po mnie. Idę do domu.

Jakby nic się nie stało, jakby nie pamiętał co zrobił. Znów przerażenie. Pojechałam na policję prosić o pomoc. Przecież przyjeżdżali na interwencję. Wiedzą, że jest niebezpieczny. Pomogą. A tu niespodzianka. Na moją informację o całym zdarzeniu dotyczącym ucieczki ze szpitala pada odpowiedź;

- Proszę pani my głupich nie będziemy ganiać!

- Jak to?! To co teraz?! Ja mam się bać? Co z nami?! Gdzie ja pójdę?! Mąż jest pobudzony, agresywny. Gdzie ja pójdę? Proszę coś zrobić! Ja się stąd nie ruszę! Wiem gdzie teraz jest mąż, proszę tam pojechać. Przecież on nam zagraża.

Policjant widząc moją desperację na odczepnego zaczął dzwonić do szpitala, z którego mąż uciekł. Po rozmowie padły słowa:

- Jest ustawa o chorych psychicznie. Jeżeli chorzy sami dobrowolnie nie poddają się leczeniu nikt nie ma prawa ich do tego zmusić. A mąż przecież nie wyraził zgody na leczenie. Prawda?

- I nie wyrazi – pomyślałam. Opadły mi ręce – więc zdrowy nie ma żadnych praw. Potulnie muszę wrócić do domu, do schizofrenicznego kata. Cierpieć i modlić się, w nadziei na przeżycie.

Policjant popatrzył na mnie i powiedział:

- Jedyne co możemy to być przy telefonie. Niech pani zadzwoni jak będzie się coś działo.

- Jak zdążę – odpowiedziałam i przed oczami stanęła mi scena przeżyta w nocy, kiedy wyjęłam telefon, żeby zadzwonić o pomoc a mąż rzucił się na mnie. Leżałam na podłodze, przygnieciona kolanami a telefon został rozbity o posadzkę. Walczyłam o życie. Wyrwałam się …

Opisałam to wszystko, bo mam dość. Dość kolejnych rozpraw, które do niczego nie prowadzą. Nie ma żadnej decyzji ani o karze ani o leczeniu. Dzieci się boją. Ja się boję, bo nie wiem, co mąż wymyśli. Panika i psychoza strachu. My wiemy, czego się boimy a obcy widzą spokojnego, potulnego człowieka, który w sądzie siedzi z nieobecnym wzrokiem. Muchy by nie skrzywdził a co dopiero nas. Po każdej sprawie jestem rozbita i trudno mi się pozbierać. Jestem pokrzywdzona a czemu czuję się winna. Winna, bo głośno powiedziałam, że dzieje się nam krzywda, że nie daje sobie rady z mężem, który nie chce się leczyć i jest dla nas niebezpieczny. Powinnam go ubezwłasnowolnić i zająć się leczeniem – słyszę wtedy. Pytałam o ubezwłasnowolnienie lekarza, który leczył męża i usłyszałam, że nie ma do tego podstaw, więc dałam spokój.

Kto jest w gorszej sytuacji – chory, który nie odpowiada za to co robi, czy zdrowy, który w takich sytuacjach jest w potrzasku, bo nic nie może, a wystarczy tylko jedna decyzja sądu.

Za miesiąc kolejna rozprawa.

 
Komentarze (61)

Napisane przez w kategorii Życie

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Gosia

    29 czerwca 2014 o 21:32

    …….

     
    • Anula

      7 sierpnia 2014 o 13:41

      Kochani, dziękuję za miłe słowa, za pocieszenie. To dla mnie bardzo dużo. W moim związku z mężczyzną wygrała choroba a ja dopiero po roku życia oddzielnie – tylko ja i dzieci – wiem czym jest spokój, możliwość powrotu do bezpiecznego domu, spokojnego zasypiania, leniuchowania z książką i filiżanką kawy. Mordowałam się z tą wredną S. tyle lat. Myślałam, że jestem silna i dam radę – ale o tym wszystkim już czytaliście. Stare nawyki jeszcze dają o sobie znać, ale nowe życie pełne spokoju i szczęścia to jest to o czym marzyłam przez 15 lat. Teraz wiem, że do wszystkiego trzeba dojrzeć i nic nie dzieje się bez przyczyny. Filozoficznie dodam, że szczęścia nie dam nam nikt, jeżeli nie znajdziemy go w sobie, ale o tym też pisałam, więc nie będę wciąż powtarzać. Pozdrawiam was serdecznie i zapraszam do mojego blogowego kącika.

       
  2. ~Mateusz

    22 lipca 2014 o 13:40

    Współczuję choroby. Jeśli znajdziesz czas- zapraszam na moją stronę poświęconą chorobom psychicznym – jest też dział poświęcony schizofrenii. Liczę na kostruktywne uwagi co do treści i życzę powrotu do pełnego zdrowia.

     
  3. ~jola

    6 sierpnia 2014 o 20:49

    Bardzo Pani współczuję tych przeżyć, tej ciągłej walki…Nie jest dla mnie zaskoczeniem, że Pani, czy teściowa nie rozpoznałyście choroby, bo mnie uczono, że to wśród bliskich osoby chorującej prawie zawsze się zdarza, to jest normą. W całym dramacie nie ma ani kawałka Pani winy, proszę nie obarczać się nią, bo nikt nie jest winien, że do zachorowania doszło. Zastanawia mnie takie zachowanie Pani męża, mam poczucie, że to nie tylko schizofrenia, ale i poważne zaburzenia osobowości. Osoba chora w opisywany przez Panią sposób nie jest w stanie kontrolować swojego zachowania aż tak, jak Pani mąż, że np. wobec pewnych osób staje się potulny, jak baranek. Takim zachorowaniom często towarzyszą zaburzenia świadomości, myślenia- nic Pani nie pisze o słowach, jakie wypowiada, wykrzykuje przed takimi atakami czy w trakcie. Uważam, że mąż powinien być leczony bez zgody w oddziale z tytułu stwarzanych zagrożeń wobec Waszego zdrowia i życia, tylko czyny te powinny mieć potwierdzenie (jakieś nagrania, zdjęcia,obdukcje, potwierdzenie interweniującego policjanta, itp)

     
  4. ~Eli

    26 października 2014 o 10:20

    Tylko osoba która przeżywa to sam co ty może to zrozumieć mój mąż też jest chory leczy się ale twierdzi w pewnych momentach gdy jest coś nie tak że on jest zdrowy to ja jestem chora nie mam wsparcia w jego rodzinie ponieważ twierdzą że to ja z niego robię chorego więc się pytam dlaczego mąż chodzi do lekarza i bierze lekarstwa czasami mam dość .

     
    • Anula

      26 października 2014 o 12:22

      Dziękuję za komentarz. Przeczytałam i chcę Ci coś powiedzieć. Nie zmienisz męża, ani jego rodziny. Oni są „hermetyczni” w swoich poglądach. Ja doszłam do takiego zdania dopiero po 15 latach. Czasami lepiej zrezygnować z „naprawiania”, niż iść w zaparte i wierzyć,że zmienimy innych. Nie mamy takiej mocy a przy okazji sami będziemy cierpieć. Pamiętaj, że masz wybór: możesz się „szarpać”, albo zrezygnować i nie chodzi mi o odejście, ale o to, że możesz swojemu mężowi towarzyszyć w chorobie, być tolerancyjną i pozwolić, aby to on decydował (pomimo choroby ma możliwość podejmowania decyzji). Inaczej jest w przypadku agresji z jego strony -jeżeli jest agresywny jedynym wyjściem jest umieszczenie go w szpitalu bez jego zgody (teoretycznie możliwe, w praktyce jest różnie), albo odejście od niego – trudne, ale możliwe.Decyzja należy do Ciebie. Pozdrawiam i życzę dużo siły.

       
  5. Anula

    27 października 2014 o 19:11

    Dodaje komentarz, bo nie mam siły robić nowego wpisu. Może kiedyś go zrobię. Nasze prawo zawiodło!!!!! Zawiodło!!!!! Chory, który miał więcej praw niż zdrowi ZABIŁ WŁASNĄ MATKĘ!!! To miałam być ja! Ja uciekłam! Ona nie zdążyła i już nie zdąży. Chory syn roztrzaskał jej głowę! Dlaczego prawo pozwala decydować chorym psychicznie o tym, czy chcą poddać się leczeniu – w tym nie ma żadnej logiki. Chory nie potrafi logicznie myśleć, ma najlepsze zdanie o sobie. Czy choremu psychicznie i agresywnemu człowiekowi można pozwolić znęcać się nad rodziną i nic z tym nie robić? W naszym kraju – tak. Później są czcze gadaniny, bo wydarzyła się kolejna tragedia, której można było zapobiec. Gdzie prawo rodziny – zdrowych do godnego, bezpiecznego życia?

     
    • ~Monikas

      9 czerwca 2015 o 21:13

      Hej moja matka cierpi na ta chorobę a nasze piekło trwa od xxxxx lat. Ja mam 29 lat i nic się nie zmienia nie chce się leczyć pije alkohol awantruruje się itd. Ja się wyproeadzilam moja siostra tez. Z nią mieszka jej mama a moja babcia boje się ze zrobi jej w końcu krzywdę…..

       
  6. ~Anka

    7 listopada 2014 o 20:44

    To czym jest życie z osobą chorą psychicznie wiedzą tylko ci, którzy tego doświadczyli. Tego doświadczenia nie można nazwać życiem, to jest jedna wielka trauma. I do tego ciągły strach, bo o chorobie psychicznej w rodzinie jest bardzo trudno mówić i ludzie po prostu tego nie rozumieją, Po raz pierwszy zetknęłam się z S w domu rodzinnym. Miałam wówczas 6 lat. Cudem udało się mnie wyrwać z rąk chorego ojca. Od tej pory moje życie było podszyte lękiem i smutkiem. W dziesięć lat po ślubie pacjentem szpitala psychiatrycznego stał się mój mąż. Myślałam sobie, że winę za ich chorobę w jakiejś mierze ponosi alkohol, bo obaj lubili wypić. Myliłam się. Największy cios od losu odebrałam w chwili, gdy zachorowało moje dwudziestoletnie dziecko. Wobec chorób psychicznych człowiek jest bezradny i bezsilny. Na skuteczną pomoc lekarską nie zawsze można liczyć. Sama zresztą okupuję moje „trudne życie” ciężką depresją. Dlaczego o tym piszę? Bo chcę Ci powiedzieć, żebyś walczyła o spokój swój i dzieci. Serdecznie pozdrawiam i życzę Ci sił i wytrwałości. Anka

     
  7. ~olka

    14 listopada 2014 o 21:31

    Wiem co przezywasz moj partner ma schizofrenie paranoidalna ciezko strasznie bije mnie mojego 10 letniego syna wyzywa i poniza przy dzieciach a mamy ich 3 . juz raz bylam z dziecmi w osrodku interwencji kryzysowej ale po 4 mieiacach wrocilam bo mialam nadzieje ….wspolne terapie iii myslalam ze bedzie dobrze . niejest . powoli umieram boje sie kazdego dnia . czuje ulge gdy on zasypia . to tak bardzo boli

     
    • Anula

      14 listopada 2014 o 21:43

      Ola… jesteś silna! Moje słowa tak mało znaczą, tak mało mogą… W Tobie jest siła do zmian – jeśli zdecydujesz odejść (nie umrzeć) nie wracaj. Zrób to dla siebie – to zdrowy egoizm. Tobie jest potrzebna fachowa pomoc. Tobie i dzieciom. Przytulam Cię mocno!

       
  8. ~ola

    23 listopada 2014 o 16:15

    Własnie nad tym myśle by uciec i nigdy nie wrocic. Dziekuje za slowa wsparcia . sama pracyje w osrodku dla kobiet pokrzywfzonych przestepstwem ale tam nikt nic niewie . maja obraz mojego partnera jako milego dobrego spokojnego faceta ktory zawsze w czyms pomoze .

     
    • ~Janina

      9 grudnia 2014 o 20:12

      Olu – Anula ma rację….. Po 10 latach choroby mego syna i zamieszkiwania razem wiem jedno – czasami boję się,że ja oszaleję.Kocham mego syna,jedno co mogłabym Ci podpowiedzieć to – uwolnij się…. Tej choroby się nie wyleczy nigdy,jedynie sukcesywne przyjmowanie leków wycisza chorobę.Jednak większość chorych jak poczuje się lepiej odrzuca,rezygnuje i kolejny,kolejny coraz silniejszy rzut……Pozdrawiam

       
  9. ~Janina

    9 grudnia 2014 o 20:04

    Jestem jedną z tych, które żyją z chorym na SP – dwubiegunowa. 10 lat nadziei,złudzeń,modlitw o zdrowie dla mojego syna.Jest po 2 próbach samobójczych,po strasznym zdarzeniu przeciw sąsiadom (na szczęście bez ofiar, szkody materialne wielkie)Nikt,nikt kto „nie chodził w moich butach” tego nie rozumie,jak dalej żyć?mieszkamy razem.W rzucie choroby jestem wrogiem nr 1 a syn co raz bardziej agresywny,wulgarny.Obecnie 3ci tydzień na leczeniu,ale co dalej,co….?już nie mam siły. Proszę nie myśleć,że uskarżam się nad sobą,nie.Szukam pomocy…. Kocham moje dziecko ale sił coraz mniej…

     
    • Anula

      10 grudnia 2014 o 08:38

      Myślę, że w takich sytuacjach potrzebne są:po 1. grupy wsparcia a po 2. terapia. Szkoda, że nie organizuje się takich w każdym mieście, bo każdy pokrzywdzony przez chorobę bliskich czuje się jak w pułapce. Pomoc jest potrzebna a pomoc takiego rodzaju jest nieodzowna. Trzeba zadbać o rodziny chorych – chorzy mają opiekę a rodzinami nikt się nie interesuje. Mam pewną myśl – pomysł – ale jeszcze chyba nie pora o tym mówić. Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za Wasze głosy

       
      • ~Janina

        13 grudnia 2014 o 18:52

        Anula – masz rację. Może jeszcze doczekam czasu,że znajdzie się KTOŚ kto będzie starał się nam pomóc.Jednak z mojej 10 letniej obserwacji ,to mam wątpliwości – lekarze,terapeuci wysłuchają,przytakną i TYLE a my zostajemy sami sobie oczywiście do czasu póki nie wydarzy się tragedia………..

         
    • ~Ela

      6 kwietnia 2017 o 11:40

      ja mam podobny problem,męczę sie z mężem ponad 20 lat,nie chce się leczyć ani dac sobie pomóc,uciekam z domu żeby nie zwariować,jest spokojny ,czasami agresywny ale zamknięty we własnym świecie,nigdzie nie mogę uzyskać pomocy jak mu pomóc,lekarze bez jego zgody nie chcą się podjąć leczenia a on uważa że nic mu nie jest,jeżeli jesteś w stanie mi cokolwiek podpowiedzieć to z góry dziękuje.

       
      • Anula

        6 kwietnia 2017 o 14:52

        Niestety, bez wywiadu lekarskiego – psychologa lub psychiatry,a nawet pierwsze rozpoznanie przez lekarza pierwszego kontaktu niczego nie można zrobić z chorym. Wywiad lekarski musi być a później musi być zgoda na leczenie samego chorego. Może sama skontaktuj się w sprawie męża z psychiatrą a on dalej pokieruje, jakie kroki przedsięwziąć. Niestety nie ma innej rady

         
  10. ~Jowita Jaskólska

    1 stycznia 2015 o 11:01

    Miałam podobnie jak Pani.. współczuję.. ja rozwodze się z mężem niedlugo 3 lata minie po ślubie, a sprawa rozwodowa od wrzesnia w toku… mamy dziecko 2 letnie.. dziekuje Bogu tylko ze mnie uwolnil od niego ze nie mieszka ze mną już od stycznia… i wszystkim innym odradzam jakiekolwiek wiazanie sie z osoba chora na schizofrenie jesli wiedza o takiej chorobie…ja nie wiedzialam ale w pore sie ogarnelam..

     
    • ~laura

      21 stycznia 2015 o 16:32

      no i jestem po takim związku , i w trakcie sprawy sadowej . Rodzina no oczywiście nabrala wody w usta :) typowe zagrania . maz był 4 razy w psychiatryku , bierze leki, od roku ze mna nie mieszka , ma zakaz zbliżania się do mnie , unieważnienie jest możliwe tylko do 3 lat potem zostaje ci rozwod , ale go nie dostaniesz jak osoba jest psycholem ..

       
    • ~Teresa

      4 lutego 2015 o 13:56

      Jowita -Jak udalo sie Pani meza wyeksmitowac z domu ?Ucieklam z 2. letnia dziewczynka z domu od meza – schizofrenika .On nie chce leczyc sie ani wyprowadzic z domu.Wsparcia, ze strony jego rodziny, nie mam zadnego.
      Zatail chorobe przed slubem.

       
      • ~Justyna

        10 marca 2015 o 15:38

        Witajcie wszystkie poranione kobiety, żony i byłe żony schizofreników. Ja jestem tą byłą…To co opisuje Anula, to czytałam jak własną historię…przez 13 lat byłam żoną człowieka którego tak naprawdę nie do końca poznałam….Dopiero gdy po kolejnej hospitalizacji w psychiatryku trzeba było załatwić sprawę renty chorobowej, znalazłam zupełnie przypadkiem dokumenty świadczące że był chory od 19 roku życia. Żyłam z nim, opiekowałam się ,bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony jego rodziny…ale zadziałał u mnie zdrowy egoizm i odeszłam a właściwie uciekłam z dwójką dzieci z pięknego domu, przerażona jak sobie dam radę sama bez niczyjej pomocy,,,,przeprowadzaliśmy się 8 razy, wynajmowałam, harowałam, toczyłam sprawy w Sądzie, ale tak naprawdę to ja czułam się winna, czułam się gorsza, on był przecież chory i tak się upokarzamy drogie przyjaciółki przed sądami gdzie schizofrenikowi można wszystko a zdrowemu nic…sama doprowadziłam się do stanu ciężkiej depresji w której tkwię już 6 lat i końca nie widać. Żyję w ciągłym lęku o swoje dzieci, o siebie czy dam radę toczyć bój o normalne życie, to takie trudne w naszych realiach…w każdym razie łączę się z WAMI KOCHANE PRZYJACIÓŁKI……..

         
        • Anula

          10 marca 2015 o 16:37

          Justyna dasz radę, a dlaczego? A co robiłaś przez te wszystkie lata? DAWAŁAŚ RADĘ!!!!!!!!!!!!!!!! Pozdrawiam wspaniała kobieto!!!

           
        • ~Teresa

          20 marca 2015 o 14:26

          Przerazajace jest to ze w wiekszosci przypadkow zostajemy same z dziecmi a rodzina schizofrenika totalnie nie pomaga , udaje ze nic sie nie dzieje albo „samo” sie rozwiaze ….i to utajanie choroby przed slubem …. a potem potworne slimaczenie sie spraw w sadzie – skad czerpac sile na to wszystko?! pozdrawiam Was serdecznie

           
  11. ~Kasia

    28 kwietnia 2015 o 18:43

    Witaj, trafilam na Twojego bloga przypadkiem, szukajac informacji o schizofrenii. Wpis na temat choroby Twojego meza bardzo mnie poruszyl. Mam w rodzinie podobna sytuacje, ktora ciagnie sie juz od kilku lat i bardzo sie boje tego, co bedzie dalej. Przerazil mnie tez jeden z Twoich komentarzy: „Chory, który miał więcej praw niż zdrowi ZABIŁ WŁASNĄ MATKĘ!!! To miałam być ja! Ja uciekłam! Ona nie zdążyła i już nie zdąży.” Czy piszesz w nim o swoim mezu? Jak uwolnilas sie z calej tej sytuacji po tylu latach? Co dzieje sie teraz z Twoim mezem? Byc moze fakt, ze wrocilas do normalnego zycia doda mi otuchy, bo kiepsko u mnie z nadzieja na lepsze jutro, a zycie w ciaglym strachu o rodzine jest nie do zniesienia.. Pozdrawiam

     
    • Anula

      28 kwietnia 2015 o 21:05

      Kasiu
      Przeczytałam Twój komentarz. Ja zrobiłam tak, jak napisałam w komentarzu – uciekłam z domu. Z chorobą męża zostałam sama. Napisałam o tym w najnowszym poście. W ogóle cały ten blog to mój sposób radzenia sobie po odejściu od męża. To nie była łatwa decyzja. Ja cudem ocalałam. Nie chcę Cię straszyć, bo schizofrenia schizofrenii nierówna i każdy chory może inaczej się zachowywać, ale jeżeli w zachowaniu chorego dominuje agresja nie ma na co czekać. On się nie zmieni. Po odejściu jest trudno, ale co jest więcej warte: życie w strachu i śmierć, czy życie bezpieczne, ale z poczuciem winy, że się odeszło. Na moje poczucie winy znalazłam wyjście – chodzę na terapię. Jest trudno, ciężko, ale jest coraz lepiej. Coraz lepiej sobie radzę. Po zabójstwie maż trafił do zakładu psychiatrycznego. Sprawa karna została umorzona, bo jest chory, pozostało tylko leczenie psychiatryczne. Jak to będzie wyglądać i jak długo tam będzie? Nie wiem. W naszych polskich realiach pewnie niezbyt długo.
      Jeżeli chcesz się więcej dowiedzieć poczytaj mojego bloga.
      Ja bardzo się bałam, że nie dam sobie rady z dwójką dzieci. Wynajmuje mieszkanie, pracuję. Czasami jest ciężko, ale radzę sobie. Najważniejszy jest spokój i bezpieczeństwo moje i moich dzieci(chociaż było różnie przez te prawie dwa lata).
      Kasiu nie zapominaj, że najważniejsza jesteś Ty i Twój spokój. Musisz sama rozważyć co robić. Nie mogę niczego doradzać, bo do decyzji trzeba dojrzeć.

      Pozdrawiam serdecznie

       
  12. ~sobietaka

    7 maja 2015 o 15:13

    Dziwie sie ,odejdz w cholere….,zostaw psychola i wyjedz.I daj sobie spoko z sadami,lekarzami,a zajmij sie soba i dziecmi z dala o takiego oprawcy.

     
    • Anula

      7 maja 2015 o 18:30

      Odeszłam i teraz zajmuję się sobą i dziećmi. Jest ok :-D

       
  13. ~Marta

    12 maja 2015 o 23:17

    Od jakiegoś czasu poszukuje informacji na temat tej choroby. Pare lat temu poznałam chłopaka w którym zakochałam sie od pierwszego wejrzenia. Mowil ze sie leczy ale nie do końca mowil na co, tłumaczył go depresja po nieudanym związku. Dużo spał co było skutkiem brania leków a ja myslalam ze depresja minie bo przecież jesteśmy razem i w końcu to przejdzie. Było coraz lepiej aż rok temu postanowił odstawić lek, wtedy tez zamieszkaliśmy razem, twierdził ze jest juz zdrowy i nie musi niczego przyjmować. Ale po około pol roku zaczął sie dziwnie zachowywać, nigdy wcześniej u niego tego nie widziałam. Zaczął sie czegoś bać, boi sie o siebie o mnie o rodzine, dużo z nim rozmawiam i tłumacze ze rzeczy o których mowi sie nie wydarza. Myli sytuacje jakie miały miejsce, łączy rożne fakty które nie maja nic ze sobą wspólnego, czyta rożne kryminalne artykuły z przeszłości i przypisuje je do ludzi z którymi jest skłócony a pózniej sie ich boi itd itd…. Nie chciał sie leczyć no twierdzi ze jest zdrowy, wtedy znalazłam w jego rzeczach leki i spośród 3 rożnych leków był lek na nerwice, depresje i schizofrenie… Ten ostatni mnie przeraził, szybko poszłyśmy do lekarza, oczywiście go do tego zmyślałam. Niestety nie pozwolił mi wiejsc do lekarza który po 5 min wyzuty przepisał nowy lek (tylko na schizofrenie) do którego brania zmusiłem partnera. Od jakiegoś czasu kiedy sie kłócimy bo nie wierze w jego historie i ogólnie jest bardzo nerwowy (myśle ze z tego powodu gdyż nikt nie wierzy i każdy każe mu brac leki) i zaczęły padać bardzo wulgarne słowa, widze ze w nerwach nie chamuje sie z tymi słowami i nie patrzy czy mnie rani. Nigdy mnie nie uderzył ale po przeczytaniu którejś z kolei historii jak twoja boje sie ze choroba sie rozwinie bądź bedzie jeszcze gorzej. Czy mozesz cos napisac, czy twój maz z biegiem czasu sie tak zmienił, czy choroba narastała??? Bardzo sie boje i jestem przerażona kiedy czytam tych historii a jestem prawie pewna ze mój partner ma objawy schchizofrenii i jak widać dostał tez leki właśnie na ta chorobę… Dziękuje

     
    • Anula

      13 maja 2015 o 07:19

      Martusia cóż Ci mogę odpowiedzieć? To Ty masz wybrać. Piszesz, że jest nerwowo – to dlatego, że on się boi i to bardzo. Na tym polega ta choroba i Ty mu nie pomożesz. Nie masz takich możliwość, zdolności i siły. Możesz mu towarzyszyć, ale w momencie kiedy on przestanie brać leki nawet to towarzyszenie będzie bardzo trudne. Oboje się boicie, tylko Ty panujesz nad swoim strachem a on tego nie umie zrobić. Spójrz na swoją sytuację realnie (to będzie trudne, bo go kochasz). Choroba będzie się rozwijać, jeżeli on nie bierze leków. Schizofrenia jest chorobą na całe życie i przez całe życie trzeba brać leki. On potrzebuje lekarza psychiatry a ty będziesz potrzebować terapeuty i grupy wsparcia, jeżeli z nim zostaniesz. Sama sobie nie poradzisz. Decyzję musisz podjąć sama

       
  14. ~Marta

    13 maja 2015 o 09:42

    To juz jest bardzo trudne i tak masz racje dlatego ze go kocham. Jego bracia sie odsunęli i nie chcą miec z nim nic wspólnego bo jest chory ( myśle ze nie rozumieją tej choroby bo mówią ze jak sie wyleczy to dopiero bedą z nim utrzymywać kontakt a ja wszędzie czytam ze ta choroba jest na całe życie…). Do tej pory byliśmy bardzo szczęśliwi, 8 miesięcy temu zarezerwowaliśmy wycieczkę na karaiby która była jak marzenie nie do spełnienia. Wiem ze kupił juz pierścionek zaręczynowy ale ja juz nawet nie chce tam lecieć, wszystko poprostu sie popsuło… Ciagle nerwy i kłótnie, wymyślone historie, które nie maja sensu ani logiki. Ze wszystkimi swoimi znajomymi juz jest skłócony a kiedy poznaje moich szuka w nich zła, cech negatywnych, cos mu nie pasuje… Jego rodzice tłumacza mi ze z taka osoba można normalnie żyć bo lekarz tak mowi ale problem jest w tym ze on nie przyjmuje do świadomości ze jest chory na schizofrenie, tłumaczy swój obecny stan rożnymi innymi rzeczami, tylko nie schizofrenia i wierzy ze sie z tego wyleczy co tez powtarzali mi jego rodzice. Dopiero ja im powiedziałam ze bedzie mógł funkcjonować normalnie na lekach ale choroba jest nieuleczalna. Rozumiem ich bo to jest ich syn i chcą dla niego jak najlepiej ale to nie oni sie męczą tylko ja… Zawsze marzyłam o cudownej rodzinie, dzieciach i mężu który da mi oparcie a boje sie ze to ja bede musiała być tym oparciem dla wszystkich i ze nie dam poprostu rady. Po ostatnich kilku miesiącach jestem juz wyczerpana, teraz czekam aż leki zaczną działać i minie ta jego obawa, strach i nerwy… Boje sie ze całe życie bede musiała go zmuszać do leczenia i ze pewnego dnia przestanie brac leki (on cały czas noe dopuszcza do siebie myśli ze jest chory a juz na pewno nie na schizofrenie) i sie zacznie…. Z twojej historii słyszę ze macie dzieci, czy dzieci sa obciążone ta horoba genetycznie? Czy wiesz cos na ten temat, wszędzie podają rożne wersje…

     
    • Anula

      13 maja 2015 o 15:11

      Marta ta sytuacja w której jesteś jest bardzo trudna, ale nie dlatego, że on jest chory, ale dlatego,że kierujesz się emocjami a nie rozumem. Choroba jest trudna i ciężka, ale od Twojego partnera zależy jak będzie wyglądać Wasze życie. Schizofrenię trudno wyjaśnić zdrowym ludziom. Chorzy nie chcą przyznać się do choroby, wypierają ją, nie chcą brać leków. Mam znajome małżeństwo, gdzie on jest chory a mimo to są razem już 25 lat. Wychowali czworo dzieci. Jeżeli chcesz z nim być to musisz poszukać dla siebie grupę wsparcia, pomyśleć o pomocy terapeuty, bo samej Ci będzie ciężko. Na rodzinę nie licz. Bo Twoja rodzina będzie „szkodować” Ciebie a jego – jego. Nic z tego dobrego nie wyjdzie.Co do dzieci, to mogą zachorować, ale to nie jest w 100% przesadzone. Zachorować może też osoba, która w rodzinie nie miała przypadków schizofrenii. Sama poznałam małżeństwo gdzie w rodzinie nie było żadnego obciążenia chorobą psychiczną a syn zachorował. Sama widzisz, że nie ma reguły w tej chorobie. Piszesz, że jesteście ze sobą już jakiś czas a dopiero teraz zaczęłaś się bać wspólnej przyszłości. Dajcie sobie czas. Nie czytaj już żadnych forów internetowych, bo raczej nie pomogą. Odpocznijcie od siebie. Małżeństwem jeszcze nie jesteście i nie musicie być. Tobie potrzeba spokoju. Teraz wiesz „na czym stoisz”. Porozmawiaj z psychologiem tak na spokojnie. Weź na rozmowę też partnera. Psycholog będzie taką neutralną osobą i pomoże podjąć decyzję. Pozdrawiam

       
  15. ~Marta

    13 maja 2015 o 11:02

    Wiem ze nie mozesz mi pomoc ale ciebie sie ze znalazłam ta stronę bo przynajmniej zrozumiałam na czym stoję. Moja mama do tej pory była zachwycona „przyszłym zięciem” a teraz przeprowadza ze mną rozmowy ze sie o mnie boi i ze mam jeszcze czas aby ułożyć sobie życie. Wiem ze wsparcia w jego rodzinie nie uzyskam bo bracia juz sie odwrócili a rodzice do mnie monetom dzwonią i rozmawiają wchodząc mi na ambicje ze wiedziałam ze sie leczył. Tylko nie wiedziałam na co a to jest różnica, ogromna różnica. Wmawiają ze jak bedzie brał te leki to ze sie wyleczy a twoja strona jest juz któraś z kolei i nikt nie pisze ze bedzie dobrze – piszą za to ze bedzie gorzej. My mieszkamy za granica i teraz jest dylemat zostawienia go samemu sobie czy bycia z nim. Kocham go bardzo i jeszcze chwilkę temu byłam najszczęśliwsza dziewczyna na świecie… A teraz walczę z rozsądkiem i uczuciami…. Dziękuje za odpowiedz, dzięki tej stronie uświadomiłam sobie powagę sytuacji i pozbyłam sie nadziei i złudzeń!

     
    • ~Marta

      13 maja 2015 o 15:44

      Wcześniej brał leki i tłumaczył ze leczy sie na depresje… Myśle ze szuka usprawiedliwienia wymyślając rożne powody swojego zachowania np depresja, nerwica itd aby tylko nie przyznać ze choruje na schizofrenie… Dziękuje za odpowiedz i dobre słowo

       
  16. ~Teresa

    19 maja 2015 o 14:41

    Ucieklam z domu z dzieckiem od meza-schizofrenika .
    Mieszkanie jest moje , wlasnosciowe , maz nie chce je opuscic.
    Czy ma ktos doswiadczenie, jak szybko eksmitowac meza .
    Droga sadowa trwa bardzo dlugo
    Dziekuje z gory za kazda podpowiedz

     
  17. ~ada

    8 października 2015 o 21:58

    Straszna jest Twoja historia :( Ja żyję ze schizofrenikiem od 10 lat. Były trudne momenty, z tą różnicą, że mój mąż nie jest agresywny. W fazie choroby był bardzo podejrzliwy, że wszyscy knują przeciwko niemu, że każdy chce zrobić z niego „debila”. Jest pod stałą opieką lekarza, leki bierze cały czas. Jak widzę tylko pierwsze niepokojące objawy, od razu reaguję. Nie czekam aż się pogorszy. Tłumaczę spokojnie, że coś się dzieje niepokojącego, że wiem, że ciężko mu w to uwierzyć, przypominam, że przecież zawsze może mi zaufać, że nigdy go nie oszukałam. Z oporami, ale jakoś udaje się go przekonać do wizyty u lekarza. W ostateczności jechałam sama do lekarza po leki. Kiedyś był czas, że dodawałam mu leki do kawy, jedzenia. Po kilku dniach sam szedł do lekarza po pomoc. Z czasem „pozwolił” mi wejść razem do gabinetu. Na szczęście od kilku lat (odpukać) nie ma epizodów. Z tym, że leki bierze regularnie, nie pije wcale alkoholu. Nie widać po nim, że choruje. Żyjemy normalnie. Mąż ma rentę, ale też stałą pracę. Trzymam cały czas rękę na pulsie. Twierdzi, że beze mnie by sobie nie poradził. Poza tym ma też wsparcie w rodzinie. Znam 2 kobiety, których mężowie chorowali na schizofrenię. Jeden jest agresywny i jego żona przechodzi piekło. Drugiej mąż zachowuje się podobnie do mojego.

     
    • ...

      8 października 2015 o 22:02

      Wspaniale! Dziękuję za bardzo pozytywny przykład. Pozdrawiam cieplutko.

       
  18. ~gabinetyrozwoju.pl

    29 grudnia 2015 o 11:24

    Bardzo ciekawy artykuł.

     
  19. ~Krystian

    4 czerwca 2016 o 18:37

    Witam. Bardzo Pani współczuję i domyślam się tylko co i jakie piekło przechodziła Pani w związku z zaistniałą sytuacją. Moim zdaniem problem tkwi jednak w tym, że choroba Pani męża została po prostu źle zdiagnozowana i sklasyfikowana jako właśnie schizofrenia. Ponieważ musi Pani wiedzieć, że Ja też jestem chory na schizofrenię i z mojego doświadczenia jako osoby dobrowolnie poddającej się leczeniu i walczącej o każdy dzień wynika, że my schizofrenicy jesteśmy raczej przelęknięci światem realnym i dlatego często wytwarzamy w swojej podświadomości inny świat. To prawda, że lęk w wielu przypadkach powoduje agresję i różne są reakcje na owe lęki, urojenia …itp. Nie sądzę jednak by tak drastyczne napady agresji były objawem schizofrenii. Bardzo Pani współczuję ale moim zdaniem padła Pani ofiarą prawdopodobnie psychopaty lub socjopaty. Nie jestem lekarzem i nie mi to oceniać ale radziłbym Pani o zasięgnięcie porady u prywatnego lekarza lub ochronę lub obserwację policyjną ze względu na bezpieczeństwo Pani i dzieci o ile to możliwe. Jeżeli nie to niech Pani po prostu odejdzie od męża z jednym dniem, ze względu właśnie na bezpieczeństwo. Może wtedy zrozumie potrzebę leczenia psychiatrycznego. Pozdrawiam i życzę przede wszystkim spokoju i tego bezpieczeństwa.

     
    • Anula

      4 czerwca 2016 o 21:07

      Wpis był umieszczony już dawno. Wiele się zmieniło – pisałam o tym też w komentarzach. Pozdrawiam serdecznie

       
  20. ~Boguss

    10 czerwca 2016 o 12:50

    Czy podczas tych epizodów, które opisałaś nie brał żadnych leków? Ja żyje z dziewczyną chorą na schizofrenie ale bierze leki i nie jest źle.

     
    • Anula

      10 czerwca 2016 o 13:38

      Epizody były wynikiem odstawienia leków.

       
      • ~Mariusz

        13 czerwca 2016 o 00:19

        Witam mam 42 lata kończę dziś moja partnerka jest 16 lat młodsza a mamy 2 super dzieciaczków chłopców 3 i 5,5r. w 2012-2013 r. u mojej dziewczyny stwierdzono schizofrenie paranoidalną. poznając ją miała 18 lat miała swoje problemy wspierałem ja i tak sie zblizyliśmy do siebie że zamieszkaliśmy razem i urodziła 2 synków . w trakcie mieszkania były różne sytuacje bała sie wychodzic z domu spanie długie , niby leczyła się a potem nie i problemy…. moje nakłaniania do konsultacji z lekarzem itp. przerywała leczenie czesto było bardzo trudno ale pokochałem ja i wspierałem…. od roku mieszka ze swojĄ mamą która nie widziała i nie widzi choroby shizofrenii ewentualnie nerwice depresje ale mną spowodowana…. byłem 2 krotnie pobity raz w drudniu przez brata jej który miał wyrok za znęcanie się nad nią i kolejne pobicie 25 maja tego riku ciężkie pobicie ze złananiami nosa i oczodołu uszkodzenie oka itp. przez niby kolegę jej brata …. nie wtrzymałem po tym jak mnie właśnie pobito i tydzień temu chciałem zabrać nasze dzieci z tej patologii udało misie zabrać młodszego synka … niestety przeżywam to strasznie starszego nie chciało mi dac przedszkole chociaz mam pełne prawa … znalazłem prawnika i chcę objąc opiekę nad dziećmi a ja skierować na przymusowe leczenie bo wiem że nie leczyła się a jak próbowała to zaraz po miesiącu przestawała to robić… boje sie o dzieci bo w warunkach w których sama się wychowywała sprowadziła dzieci i też tam przebywały nadmienię ze młodszy synek widział jak byłem zakrwawiony pobity a ona stała z boku i nic nie robiła nie wzywała policji czy pogotowia… powiedziałem dość sobie i walczę o dzieci …. rodzina nie widzi problemu że to partnerka jest chora tylko we mnie… pisze bo boje się że dzieci mogą zostać przy niej …chodzę do terapeuty chodziłem i z nią ale to nic nie dawało co do niej bo nie leczyła się… były kłamstwa i oskarżenia że ja kopałem itp. przerażony jestem co mnie czeka…nadmienię że byłem już w związku jestem po rozwodzie nie zawsze byłem ok do swojej byłej ale wyciągnołem wnioski i jak poznałem moja dziewczynę to świat się dla mnie zmienił i ja się zmieniłem ale sytuacje jakie miały miejsca doprowadzały do mojej bezsilności nigdy nie zwyzywałem czy tez nie biłem mojej dziewczyny a ona po tym jak zostałem pobity i udało sie zabrać jednego chłopca szuka winy we mnie już się boje mam 42 lata i się boje a zarazem kocham ją… i nie wiem co dalej

         
        • Anula

          13 czerwca 2016 o 08:11

          Panie Mariuszu bardzo panu współczuje trudnej sytuacji. Jedyne co mogę doradzić to terapia dla pana. Ludzi pan nie zmieni, ale może zmienić swoje podejście do tych ludzi – terapia na to pozwoli. Warto walczyć o siebie i bardzo proszę nie „walczyć” dziećmi! One cierpią 100 razy bardziej niż wy dorośli!

           
          • ~Mariusz

            13 czerwca 2016 o 19:38

            Rozumiem ale teraz zaczynam myśleć o dzieciach tylko…. bo nie mogę pozwolić by wychowywali sie w takiej patologi , młodszego mam przy sobie a prawnik już się zajął sprawą , ja też już chodziłem do psychologa a teraz do psychologa terapeuty chodzę byłem 4 raz… była i partnerka ale szkoda słów sama terapeutka wyczuła manipulację itp. więc nie mam co sie łudzić że będzie inaczej lepiej, sama pani wie jak to z nimi jest,,,, jak szpital czy policja to święci itp… a to ja jestem agresorem tym bardziej że facet,,, teraz tylko dzieci mnie interesują nie chcę by się im coś stało bo ona miała już wiele prób „S” nawet jag była w ciąży bandażowała się i sama pani rozumie…. mówi że ma siebie dość sytuacji że chce skończyć ze sobą a potem ze mnie wariata sama robi … szkoda mi dzieci żałuje że dałem się wykorzystywać manipulować i że tak mi oczy mydliła … boję się że dzieci zostaną przy niej a kiedyś ktoś mi zapuka do drzwi i powie że już ich nie ma :( … mam więc cel jak mi wskazała terapeutka i chce go zrealizować dla dobra dzieci … boje się jej reakcji

             
          • Anula

            13 czerwca 2016 o 20:31

            Najważniejsze, żeby pan się uspokoił. Ma pan mądrą terapeutkę i proszę nie rezygnować z terapii. Z tego co pan pisze to ma pan też prawnika. To dobrze. Proszę się zdać na fachową pomoc i uspokoić. Dzieci potrzebują spokojnego rodzica.

             
  21. ~Arnold

    10 sierpnia 2016 o 10:55

    Mam ten problem z moją żoną od co najmniej kilkunastu lat. Trudno mi określić to dokładnie z dwóch powodów. Po pierwsze – choroba się rozwija i przybiera stopniowo coraz ostrzejszą formę. Po drugie – uciekałem chyba podświadomie od myśli o chorobie starając się modlitwą i swoim postępowanie ratować co się da z naszego małżeństwa. To bardzo długa historia. Od ponad miesiąca wszystko się nasiliło. Jestem już na skraju wyczerpania ale wciąż wierzę w cud. Tym bardzie że jestem chrześcijaninem. Szukam jakiejś grupy wsparcie, dzielenia się doświadczeniami. Po raz pierwszy znalazłem dość podobną sytuację. Podejrzenia o zdradę, najbardziej absurdalne. Żona się nigdy nie leczyła i nie ma szans na przekonanie jej do tego – na razie. Wszyscy znajomi się odsunęli od nas, pewnie niewielu z nich ma świadomość choroby żony, raczej uciekają przed jej zachowaniem i słowną agresją. Jestem z tym praktycznie sam i ciągła modlitwa tylko trzyma mnie przy zmysłach. Żona ma ciągle nowych znajomych którzy często przyjmując jej opowieści za prawdziwe „wspierają ją” i jednocześnie utwierdzają w jej urojeniach. Ostatnio pojawiły się w jej głowie scenariusze o mojej wieloletniej zdradzie i spiskowaniu, kilometry smsów, wyprowadzanie się z domu itd. Wiele o tym czytałem w ostatnim czasie i nic mi to nie dało..
    Może znacie jakieś miejsce wsparcia złożone z ludzi o podobnych doświadczeniach?

     
    • Anula

      10 sierpnia 2016 o 16:13

      Bardzo Ci współczuję. Niestety sama modlitwa nie wystarczy. Żonę musi zdiagnozować lekarz specjalista i jeżeli jest to schizofrenia to należy wprowadzić leczenie farmakologiczne i terapię. Grup wsparcia jest bardzo mało. Najlepiej zapytać o takie w najbliższym ośrodku leczenia psychicznego. Możesz iść na wizytę rozpoznawczą do psychiatry w sprawie żony i opowiedzieć co się z nią dzieję i że niepokoi Cię jej zachowanie. Czeka Cię ciężka droga, więc życzę wytrwałości i siły. Jeżeli nie będzie się chciała leczyć rozważ odejście dla własnego bezpieczeństwa. Pozdrawiam

       
      • ~Kaj

        11 sierpnia 2016 o 09:00

        Znalezione może się przyda

        http://www.wiaraicierpienie.wordpress.com/

         
        • Anula

          11 sierpnia 2016 o 21:04

          Byłam, czytałam i nie rozumiem. Czy to są wspomnienia człowieka, który 30 lat żył z żoną chorą na schizofrenię? Jeden wpis. Mało

           
      • ~Krewny chorych

        31 sierpnia 2016 o 01:19

        Przyznaję Pani rację.

         
    • ~Krewny chorych

      31 sierpnia 2016 o 02:08

      Szanowny Panie Arnoldzie. Nie wiem na ile to będzie dla Pana pocieszeniem, ale czytałem, że są już w refundacji zastrzyki dla schizofreników. które chorzy otrzymują przepisane przez lekarza psychiatrę (prawdopodobnie) raz na kilkanaście dni.. Też mam chorą na tę chorobę żonę oraz dwóch dorosłych synów, którzy chyba w „spadku” genetycznym otrzymali ją od żony…I chyba też będę rozmawiał z lekarzem w sprawie synów, aby spróbował tej formy leczenia doprowadzając do możliwej remisji choroby..
      Niech Pan spróbuje porozmawiać z lekarzem w tej sprawie,bo być może ten sposób leczenia „naprostowałby” Wasze życie małżeńskie i uczyniłoby je bardziej znośnym i szczęśliwszym…Czego Panu z całego serca życzę. Krewny tak samo chorych…

       
  22. ~Krewny chorych

    31 sierpnia 2016 o 01:16

    CZY KTOŚ od zdrowia psychicznego na górze WRESZCIE ZROZUMIE traumatyczną sytuację rodzin, których krewni są chorzy na schizofrenię Polsce?. Tak dalej już być nie może, żeby urojenia dominowały nad rzeczywistością i doprowadzały ;ludzi zdrowych do wielkich cierpień u zdrowych bliskich? .Bo w końcu spowoduje to, że zdrowi doznający permanentnych cierpięń psychicznych i często fizycznych i udręk ze strony nie leczonych bez ich zgody schizofreników, staną się wkrótce sami takimi samymi wrakami życiowym-niezdolnymi do opieki nad swoimi chorymi krewnymi….Czy do tego chcecie doprowadzać? Pytam POWAŻNIE! Czy tego chcecie?
    Zajmijcie się wreszcie pomocą dla takich rodzin. POWTARZAM JESZCZE RAZ! ZAJMIJCIE, jeśli nie chcecie aby przybywało coraz więcej problemów na tym tle…

     
    • ~Anna

      2 września 2016 o 16:23

      Kochani dzielę się z Wami swym bólem,po 40 latach małżeństwa,od 5 lat mieszkamy razem a jednak osobno,odzywam się tak lub nie,rzeczy nazywam po imieniu,w końcu przestałam się bać i wstydzić za psychola (Złota rączka-szanowany przez wszystkich)a w domu kat i oprawca.a okazuje się 3 dzieci z czworga stoją murem za ojcem i zaczynają zachowywać się tak samo,chora zazdrość,podejrzliwość,chciwość,chora obsesja,dobro mylą ze złem.Po prostu ręce opadają.Kochani pozdrawiam Was serdecznie

       
      • ~krewny chorych

        10 września 2016 o 23:11

        Pani Anno. Czy dzieci były diagnozowane u psychologa?
        Warto to uczynić, ponieważ taka wizyta ujawni jaki jest ich obecny stan psychiczny…

         
        • Anula

          11 września 2016 o 08:59

          Były diagnozowane. Obecnie, czyli po prawie trzech latach od wydarzenia jest ok. Mocno nad tym pracuję

           
  23. ~Ania

    31 października 2016 o 08:47

    Tylko, że schizofrenia nia oznacza od razu agresję. Moja siostra mieszkała z kobietą, którą podejrzewała o trucie. Uciekła z tego domu. Czasem nie ufala ludziom, ale wtedy unikała ich. Jeste wiele facetów, którzy leją swoje żony – możliwe, że to po prostu jego „zwyczajna” cecha osobowości. Piszę to, bo nie chciałabym aby ludzie kojarzyli schizofrenię z agresją. Odnośnie lekarzy, psychiatryków- niestety podzielam zdanie. Moja siostra mimo naszych próśb, mimo wyraźnych epizodów była wypuszczana w stanie chorobowym z kliniki psychiatrycznej. MIesiać później kolejna, i znów zbyt wczesne wypuszczenie na jej żądanie i kolejna i kolejna. Aż w końcu odebrała sobie życie. Rodzina nie ma żadnych prawo, nie mogliśmy decydować, mimo, że ona potrzebowała pomocy.

     
  24. ~Ka

    9 stycznia 2017 o 21:39

    Ja od 20 lat. Nie mam dzieci, ale mam jego długi, kłopoty, też wzywanie policji, jego pobyty w szpitalu. Horror na co dzień. Też potulny, biedny, skrzywdzony, ja winna. Rzeczywiście winna, takie mam poczucie. Leków nie bierze. Nie kopnę go w tyłek, bo chory i bezradny, ale żyć tez się z nim nie udaje. Ja też z tych głupich Anula, na dodatek sama pracuję z chorymi psychicznie i dalej jestem tak samo bezradna i głupia wobec swoich spraw. Wiesz, co robię, z rozpaczy, tylko już się modlę, wyję, szukam pocieszenia u innych, komplikuję sobie jeszcze bardziej i tak w kółko.

     
    • Anula

      9 stycznia 2017 o 22:07

      Bardzo Ci współczuję. Bardzo.

       
  25. ~Martyna

    23 stycznia 2017 o 16:30

    Moja mama jest chora na schizoferemie i mam już dosyć jej zachowania …a zwłaszcza tego że gdy była już na przymusowy leczeniu i doszła do siebie miała tylko brać leki no i teraz po niespełna 2 latach od szpitala zaczyna się wszystko od nowa… a papierek o ubezwlasnowolnieniu to można sobie za przeproszeniem d*** wytrzec a lekarze mają wszystko gdzieś….masakra jakaś