RSS
 

„Uzależnione myślenie.(…)” – sztuka oszukiwania siebie.

11 lut

Dzisiaj o książce „Uzależnione myślenie. Analiza samooszukiwania” A. J. Twerskiego – znów dostałam lekturę do przeczytania. Dobrze, bo czymś się mogę zająć. Nie myśleć o tym, co mnie bardzo dołuje i czasami przerasta. Czasami jest bardzo ciężko – zwłaszcza przed nadciągającą rozprawą, lub zaraz po niej. Jestem wtedy rozbita. Pełna dołujących, obsesyjnych myśli typu: nie dam rady; jestem zła; jestem zła, bo zostawiłam chorego męża, czuję się przeraźliwie samotna; czuję, że nie zasługuje na nic dobrego i nic dobrego mnie nie spotka. Moje „ja” się wtedy nie liczy. Mnie nie ma. Jest tylko ból, jak to ktoś ładnie nazwał „ból duszy”. Nie umiem tych myśli uciszyć, płaczę. Jest ciężko. Potem cała burza mija, aż do następnej rozprawy i tak od nowa. Parę dni wyjętych z życiorysu.

Książka „rzuciła” światło, wyjaśniła dlaczego takie emocje targają moim zachowaniem i wpływają na moje życie.

Kiedyś pisałam na temat współuzależnienia. Osoba, która podsunęła mi książkę „Uzależnione myślenie” uchyliła szerzej drzwi do poznania tego mechanizmu. Współuzależnienie dotyczy nie tylko choroby alkoholowej, ale też bycia przy osobie chorej psychicznie. Bardzo podobne matryce zachowań. Choroby różne, ale…

Zacznę od natrętnych myśli przytłaczających wszystkie inne, tak zwane obsesje, wysysające z człowieka energię psychiczną. Mogą pojawić się w dowolnym momencie i wszelkie próby pozbycia się ich na ogół jedynie wzmacniają ich intensywność. „Próby odpędzenia natrętnych myśli przypominają usunięcie z drogi zwiniętej sprężyny przez ściskanie jej: z im większą siłą naciskamy na nią, tym silniej się ona rozkręca”. Takie obsesyjne myśli opanowują mnie bardzo często. Nie wiem jak sobie z nimi poradzić, ale mam nadzieję, że się nauczę.

Okazało się, że mam wszystkie cechy osoby współuzależnionej. Teraz jestem sama, nie mam się kim opiekować, więc się gubię, ale kiedy byłam w z mężem czułam się w swoim żywiole. Płakałam, cierpiałam, ale miałam swój porządek. Porządek został zburzony. Czytając książkę zakreśliłam fragment: „Osoba współuzależniona ma obsesję na punkcie chorego oraz konieczności kontrolowania go.  Natrętne myśli – irracjonalne myśli, połączone z natrętnymi zachowaniami, czynnościami”. Myślenie uzależnione cechuje się pozorną logiką, która może być kusząca i zwodnicza, a lęk przed zmianą może być tak wielki, że często ludzie wolą oszukiwać samych siebie. Oszukiwałam siebie myśląc, że dam radę towarzyszyć osobie chorej na schizofrenię, że zniosę wszystko, nawet przemoc. Byłam załamana, przestraszona, wycofana, czułam się jak w potrzasku. Dopóki brał leki mój strach malał, ale był przy mnie obecny. 15 lat w ciągłej gotowości, „na baczność”. Równocześnie trzeba było pracować, opiekować się dziećmi, robić remonty domu (najczęściej własnoręcznie – stałam się ekspertem w cięciu płytek, malowaniu ścian :-) itp.) – czyli normalnie żyć. Żyć z mężem, ale sama. Udawałam, że jest normalnie, że wszystko ogarniam. „Jak długo ktoś zaprzecza rzeczywistości, tak długo może trwać przy swoich nawykowych zachowaniach. Jeżeli człowiek uzna, że rzeczywistość jest taka, jaka jest, może to wciągnąć go w bardzo trudny dla niego proces zmian.”  Moją rzeczywistość zaczęłam zmieniać wstępując najpierw do Kościoła Domowego – ruchu katolickiego dla małżeństw. Myślałam, że mąż widząc inne – dobre – małżeństwa sam będzie chciał coś zmienić na lepsze. Nie udało się. On nie chciał. Wzbudzało to w nim agresję, więc odpuściłam. Nastąpiła długa przerwa. Przyczaiłam się ze zmianami i w 2012 roku trafiłam na rekolekcje REO. Niby z ciekawości. Zaczęłam chodzić na katechezy i poczułam klimat panujący w grupkach dzielenia, poczułam akceptację innych, którzy słuchali opowieści o moich problemach. Słyszałam świadectwa ludzi, którzy mieli problemy, niektóre podobne do moich i wyszli z nich. Nie opuściłam żadnego spotkania. To czego tam doświadczyłam spowodowało, że zaczęłam myśleć o sobie i swoich potrzebach. Latem 2012 roku odważyłam się pojechać z dziećmi na wakacje, co wcześniej było nie do pomyślenia. Było nam wspaniale. Nie chciało się wracać, bo do czego. Zaczęłam powoli odpuszczać w relacjach ja- chory mąż. Dalej go woziłam do lekarza, kontrolowałam branie leków, bo bałam się o nasze bezpieczeństwo, ale coś się zmieniło. Kiedy w kwietniu przestał brać leki zaczęłam szukać wyjścia z sytuacji. Zaczęłam przygotowania dotyczące wyprowadzenia się. Uprzedziłam pracodawcę o moich zamiarach (taką mam pracę) i zaczęłam szukać mieszkania.

Przestałam zaprzeczać rzeczywistości, oszukiwać się, że dam radę. Nareszcie trzeźwo oceniłam sytuację. Bałam się tego, co się stanie, ale nie zrezygnowałam. Znajomi nie mogli zrozumieć, dlaczego tak ciężko podjąć mi decyzję o przeprowadzce, dlaczego się zastanawiam, chociaż wszystko już gotowe, dlaczego czuję się winna, płaczę.  Dziwili się, kiedy ja zamiast cieszyć się spokojem w nowym miejscu, cały czas jestem smutna i obarczam się winą. Rozpoczęłam trudny proces zmian.

Wrócę jeszcze do czasu, kiedy z całych sił starałam się zrozumieć chorobę męża i przez to rozumienie zachowywać się tak, aby się zmienił – stał się zdrowym człowiekiem. „Osoby współuzależnione mogą na przykład usilnie szukać pomocy w przekonaniu, że specjalista powie im, co zrobić, żeby powstrzymać kogoś (…)”. Wożąc męża do specjalistów też pytałam jak się zachowywać, jak z nim rozmawiać, żeby on normalnie zaczął się zachowywać – uczestniczył w życiu domowym, był ojcem i mężem. Bardzo denerwowało mnie jedno  zdanie powtarzane przez jednego z lekarzy: „Proszę pani, jeżeli człowiek jest chory na gruźlicę to kaszle. Pani mąż jest chory na schizofrenię i zachowuje się odpowiednio do choroby”. Nie rozumiałam tego. Byłam zła, że nie dostałam wskazówek, recepty prowadzącej do przeze mnie oczekiwanych zmian. Buntowałam się, płakałam z bezsilności. Kiedy on był w szpitalu wpadałam w euforię. Mówiłam: teraz wracamy do normalności. Nie dopuszczałam do świadomości, że tej „normalności” u nas nie będzie. „Kiedy dowiadują się, że nie mogą zrobić nic, żeby zmienić zachowanie uzależnionego (tu chorego) czują się bezsilne, rozczarowane.”

Wiele cech uzależnionego myślenia wypływa z niskiej samooceny. Większość problemów emocjonalnych związana jest z niską samooceną. Odnosi się to do negatywnych uczuć, jakie człowiek żywi wobec siebie a które nie mają uzasadnienia w faktach. Osoby o niskiej samoocenie mają poczucie, że są gorsze od innych, do niczego się nie nadają i nic nie są warte.. W moim przypadku , czyli przypadku osoby ze zniekształconym postrzeganiem dotyczącym niskiej samooceny odnalazłam swoje poczucie wartości w relacji z osobą chorą psychicznie stając się dla niej kimś ważnym (w moim odczuciu), kto ją kontroluje i niestety z jej powodu cierpi.

Nadawałabym się na członka grupy Al-Anon, lub do grupy Al- …, bo do mnie można byłoby zastosować potrójną zasadę: „Nie ty to SPOWODOWAŁEŚ, nie jesteś w stanie tego KONTROLOWAĆ, i nie możesz WYLECZYĆ” . Ja niestety czułam się odpowiedzialna, kontrolowałam w przekonaniu, że mogę go uzdrowić. „Czasami odnosi się wrażenie, że osoba współuzależniona chce powiedzieć ‚Mam tak wielką władzę, że mogę (…) leczyć. To nie jest poczucie wyższości ani arogancja – wręcz przeciwnie, takie przekonania są często reakcją obronną wobec poczucia niższości”. (…) Często występuje samookłamywanie w takich formach, jak zaprzeczenie, racjonalizacja i projekcja. Mają miejsce sprzeczne przekonania, występuje zaciekły opór wobec zmiany oraz pragnienie zmiany innych.

Zaprzeczenie – tą chorobę można wyleczyć, on może być normalny, może być dobrym ojcem i mężem;

Racjonalizacja – kiedy będzie się leczył (przyjmował leki) będzie normalny, będzie tym człowiekiem, którego poznałam. Cudowny lek – cudowna przemiana.

Racjonalizacja wzmacnia zaprzeczenie. Dzięki niej osoba uważa, że nie musi przeprowadzać koniecznych zmian. Racjonalizacja może powodować ból fizyczny.

Projekcja – przekonanie, że dam ze wszystkim radę. Uzdrowię męża i będę miała szczęśliwe życie – pełne miłości, spełnienia, spokoju. NIE UDAŁO SIĘ!!!

Droga ku normalności.

1. Uświadomienie sobie własnego bogactwa – jestem osobą wartościową. „Puste komplementy, czy pochlebstwa nie mają żadnej wartości”. Mam czuć się dumna z tego, czego dokonałam a inni to dostrzegli.

2. Zmaina negatywnego obrazu siebie.

3. Nie bać się złości. Nie tłumić jej w sobie.

4. Pozwolić sobie na płacz.

5. Pozbyć się głęboko tajonych uraz. Uwolnić się od ciężaru zaległych żalów, które się w sobie nosi. Uświadomić sobie, że „żywić urazę oznacza pozwolić komuś, kogo nie lubię, żeby za darmo zamieszkał w mojej głowie.”. Dzielenie się spostrzeżeniami i uczuciami z innymi oraz spojrzenie z dystansu zmniejsza urazę i może pomóc pozbyć się jej całkowicie. Program (Dwunastu Kroków – terapia AA) powrotu do zdrowia pozwala dostrzec destrukcyjną naturę wściekłości i urazy.

Ze współuzależnienia można wyjść, ale nie zrobimy tego samotnie. Potrzebna jest druga osoba, której zaufamy. Może to być przyjaciel, ale dobrze jeżeli to będzie terapeuta. Terapeuta jest osobą neutralną, nie pozwoli na zbyt bliskie relacje, żeby nas pocieszyć. Widzi wszystko z pewnego dystansu, obiektywnie, nie podziela naszych emocji i zwodniczych reakcji. Wskazuje drogę. Podpowiada. Nie jest podatny na współuzależnione myślenie. Z jego pomocą można lepiej zrozumieć własną rzeczywistość.

Zamieszczone cytaty pochodzą z książki: A.J. Twerski „Uzależnione myślenie. Analiza samooszukiwania”, Jacek Santorski & CO Wydawnictwo, Instytut Psychologii Zdrowia, Warszawa 2001.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Książka

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz