RSS
 

Siła kobiety. Siła, która zadziwia nie tylko mężczyzn.

15 lut

 

Przyszła do mnie. Odważyła się. Stałam się jej potrzebna właśnie teraz. Zobaczyłam jej umęczone oczy.

- No co tam?

- A nic. Zbyszek znów jest w psychozie …

Spotkanie przypadkowe, ale ja wiem, że nie ma przypadków. Spotkałyśmy się, bo byłyśmy sobie potrzebne – właśnie teraz, w tym momencie.

- W niedzielę odwieźli go do szpitala.

Dlaczego nie byłam zdziwiona? Wiedziałam, że tak się skończy odstawienie leków, ale wiedziałam też, że żadne tłumaczenie ani tym bardziej namawianie do zmiany ich decyzji nic nie da.

Znów podstępna i obłudna schizofrenia. Przyjaciółka z tysiącem twarzy. Jak Światowid tylko, że on miał cztery zwrócone w cztery strony świata a ona ma ich dużo więcej.

Marysia jest wspaniałą kobietą. Jest przy Zbyszku już bardzo długo. Dochowali się gromadki dzieci – dobrych, grzecznych, cichych, posłusznych i mądrych dzieciaków. Najstarszy syn już na studiach. Trójka pozostałych w domu i Zbyszek – piąte dziecko z przyjaciółką schizofrenią.

Marysia jest silna. Daje sobie radę. Ogarnia wszystko – swoje dzieci i męża – jak kwoka pisklęta. Dba o ciepło rodzinne, o atmosferę w domu, o to, aby wszyscy mieli co jeść i gdzie mieszkać. Nie skarży się. Jest pogodna, gościnna, uśmiechnięta. Siłaczka! Matka Polka! Kiedy ją poznałam nie mogłam wyjść z podziwu. Ja tu się szarpię, płaczę,mówię, że jest mi źle a tu przyjeżdża Marysia z czwórką dzieci, mężem, gitarą. Uśmiechnięci. On zaczyna grać. Razem śpiewają. Cieszą się życiem. Nie chce mi się wierzyć, że on choruje. Ona cierpliwie mi tłumaczy. Ja płaczę i opowiadam moją historię jak relację z pierwszej linii frontu. Marysia słucha. W jej oczach czasami też szklą się łzy. Mówi, że mnie rozumie i opowiada o sobie. Jej opowieść jest jednak inna – optymistyczna. Radośnie się uśmiecha. Mówi o Zbyszku, że pisze dla niej wiersze. Jest najlepszym mężem pod słońcem. Jest jej radością, światłem. Milczę i czuję się winna. Ja nie potrafię w ten sposób podejść do choroby męża. On jest inny.

Mijają lata. Dla mnie ciemne i bolesne. Dla Marysi radosne. Zbyszek bardzo kocha Marysię. Mówi do niej „kochanie”, śpiewa piosenki. Marysia też pisze wiersze dla Zbyszka. Sielanka.

Oboje są bardzo religijni. Kiedy przychodzę do ich domu Boga czuć prawie namacalnie.Działają prężnie w ruchu katolickim. Jeżdżą na rekolekcje, konferencje, zjazdy. Kiedyś nawet widziałam reportaż z ich udziałem. Marysia ze Zbyszkiem mówili o pięknie życia rodzinnego, małżeńskiego, chrześcijańskim wychowaniu dzieci. Reportaż był wyświetlany na zjeździe młodzieży, coś w klimacie Lednicy. Poczułam wtedy zazdrość, bo Marysia tak świetnie sobie radzi a ja tylko płaczę i narzekam.

Półtora roku temu Marysia i Zbyszek pojechali na rekolekcje dla małżeństw. Po powrocie byli zachwyceni, w euforii. Opowiadali o prowadzącym rekolekcje duchownym. Opowiedzieli też o spotkaniu z chrześcijańskim psychiatrą pochodzącym z Niemiec. Zbyszek dostał się na konsultacje do tego lekarza.

- Wiesz okazało się, że Zbyszek nie ma schizofrenii. To jest jakiś uraz psychiczny związany z przeżyciami z dzieciństwa. To te silne przeżycia wpłynęły tak na jego życie. Doktor powiedział, że musi wybaczyć swojemu ojcu, który jest alkoholikiem i swoim zachowaniem go skrzywdził i krzywdzi nadal. Zbysiu mu wybaczył. Pogodził się z sytuacją. I co najważniejsze doktor powiedział, że Zbyszek nie musi brać leków a nawet powinien je odstawić. Leki już nie są potrzebne. Musi tylko dużo się modlić i przystępować codziennie do Eucharystii.

- Widzisz, nie jestem chory – potwierdził zadowolony Zbyszek z błyskiem w oczach.

Byłam zaskoczona. Patrzyłam z niedowierzaniem.

- To teraz rozglądaj się za pracą. Marysia tak ciężko pracuje. Jesteś zdrowy, więc pomyśl w jaki sposób jej pomóc – odparowałam.

- Na razie będę w domu. Będę pomagał przy dzieciach.

- Ale dzieci już są duże, a w waszej sytuacji każdy grosz się przyda.

Zbyszek popatrzył na mnie a ja na niego. Pomyślałam, że uwierzę w te cudowne uzdrowienie kiedy on zacznie pracować. Łatwo można rzucać różne słowa, obietnice, które nic nie kosztują.

Często widywałam Marysię i Zbyszka w kościele. Zawsze razem. Zbyszek przystępował do Eucharystii codziennie. BYŁ ZDROWY. Nie mogłam wyjść z podziwu i z zazdrości, ale patrzyłam na to bardzo sceptycznie, bo przecież… Z tyłu głowy tliła się myśl, że jednak choroba jest. Przyczaiła się. Oni nie chcą jej widzieć. Chcą przez jakiś czas poczuć się wolni, szczęśliwi, bez piętna. Widać było to szczęście. Zwłaszcza przy przekazywaniu znaku pokoju. Zbyszek brał  wtedy Marysię za prawą dłoń i czule całował a ona uśmiechała się do niego pełna miłości. Podstępna przyjaciółka schizofrenia była jednak z nimi.

W Księdze Rodzaju można przeczytać: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.” (Rdz 2,24) Tu jest mowa o małżeństwie – jedno ciało. Jeżeli cierpi jeden organ cierpi całe ciało. Nie dziwię się Marysi, że pozwoliła sobie uwierzyć w cudowne uzdrowienie Zbyszka. Choroba  Zbyszka to choroba całego „ciała”. Brzmi strasznie, ale tak jest. Cierpi „głowa”, ale czuje całe „ciało”.

Dzisiaj Marysia cierpi w dwójnasób. Nie „dopilnowała” Zbyszka. Uwierzyła w cud. Zrezygnowali z leków. Zbyszek zapadł w ciężki stan psychotyczny. Świadkami psychozy były dzieci, które po raz pierwszy w tak drastyczny sposób zobaczyły na co choruje ich ojciec. Wcześniej dostawały „gorzką pigułkę”  w „słodkim lukrze” opowieści Marysi o chorującej duszy taty – aby mniej się bać. Teraz boją się dwa razy tyle, bo dojrzalsze widzą, jak ciężka to choroba, jak zmienia człowieka, jak zmieniła ich tatę.

Najbardziej żal mi Marysi. Dalej chce być twardą kobietą, ale poczucie winy ją zjada. Myśli co jeszcze mogła zrobić, żeby do tego nie doszło.

Przyjaciółka schizofrenia jest bardzo podstępna, jak każda choroba psychiczna. Tworzy iluzję w której chory żyje sądząc, że to świat realny. Wciąga w swój świat osoby najbliższe. Jego opowieści, uczucia, zachowania są takie prawdziwe. Rodzina nie jest specjalistami – psychiatrami i żyje tym światem czasami bardzo długo. Cieszą się wtedy ze spokoju i normalności. Razem z chorym są w euforii. Schizofrenia przeraża zdrowe osoby, paraliżuje. Kiedy zdrowy zorientuje się, że z jego najbliższym dzieje się coś złego chce uciekać, ale uciec przecież nie może. Nie pozwala mu sumienie, chrześcijańskie wychowanie, zasady moralności. Nie  wypada zostawić chorego. Trzeba się nim opiekować.

Nie jesteśmy w stanie wejść w głowę chorego i DOBRZE, bo sami wtedy stalibyśmy się chorzy. Chory ma świadomość tego, że powinien brać leki i na wszystkie sposoby od tego ucieka. Chorzy nie mają odwagi przyznać, że niektóre sytuacje są tylko wytworem ich umysłu. W przypadku Zbyszka iluzja wspaniałego życia, pełnego Boga, miłości, dobra po lekach pryska jak bańka mydlana. Realny świat jest szary, zły, rozczarowuje i przysparza tylu problemów. Który jest lepszy? Oczywiście, że ten bez leków. Więc … Boże daj siłę kobiecie, która się nim opiekuje.

 Do przeczytania ( jeszcze :-)) artykuł z Tygodnika Powszechnego „Każdy może zachorować” o lęku przed chorobą psychiczną i artykuł  w Wysokich Obcasach „Pobudzenie, agresja, psychoza. Ludzie na huśtawce” – historia bardzo podobna do opisanej przeze mnie, tylko o depresji.

Tego wpisu można posłuchać przez aplikację Audioblog

logo_audioaudioblog_small_white1

 
Komentarze (10)

Napisane przez w kategorii Audioblog, Internet, Życie

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Daria

    19 lutego 2014 o 09:43

    Niestety życie nie jest kolorowe nawet dla ludzi zdrowych. Życzę ci dużo siły i wytrwałości kochana… :*

    http://szminkapoasfalcie.pl/kategorie/historie-z-zycia-wziete/131-baby-boom

     
  2. ~Paulina Wegrzynowska

    20 lutego 2014 o 08:36

    Dla mnie schizofrenia jest efektem trudnego dziecinstwa ale przez wybaczanie to mozna sobie co najwyzej zaszkodzic. Jak wytlumaczyc fakt ze w Zachodniej Laponii w Finlandii lecza 85% pierwszego epizodu psychotycznego i nie maja nawrotow? Lecza sama psychoterapia, leki wlaczaja z koniecznosci. To jest choroba duszy a nie mozgu i tyle w temacie. A ze osoby mega religijne maja problemy ze soba to juz w ogole nie pierwszy raz slysze, religia ma w sobie tyle sprzecznosci ze probujac w to uwierzyc rzeczywiscie co slabsze jednostki nabawia sie przy tym psychozy.

     
    • Anula

      20 lutego 2014 o 17:03

      Schizofrenia to jednak „choroba mózgu” i tyle w tym temacie a leczenie tylko i wyłącznie farmakologiczne plus terapia. Innej opcji nie ma. Pozdrawiam

       
  3. ~obserwator

    20 lutego 2014 o 09:26

    Trudny temat, schizofrenia to podstępna choroba. Pozdrawiam i polecam wpis:
    http://p-w40.blog.pl/2014/02/19/choroba-psychiczna-a-wykorzytanie-seksualne/

     
  4. ~Marecki

    20 lutego 2014 o 11:47

    http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/depresja/chad-owe-zycie/65mj0

    Tu jest kolejna historia dotyczaca akurat dwubiegunowej bo tez to dolaczylas na samym koncu wppisu.

    Czy ja nie widze czy nie masz zadnego kontaktu do siebie na blogu? np email.

     
    • Anula

      20 lutego 2014 o 13:21

      Artykuł jest bardzo ciekawy. Dziękuję! Mój e-maill jest w zakładce „O mnie”

       
  5. ~Yola

    27 lutego 2014 o 00:38

    choroba to jakaś tajemnica.Nigdy nie wiemy co czeka nas za chwilę. Trzeba być silnym by chorować i mocno kochać by towarzyszyć chorej Osobie…

     
  6. ~nokielka

    6 maja 2014 o 19:33

    Wejdź na stronę http://www.poradnik-kobiety.pl/ i korzystaj z porad. Codziennie nowe kreatywne wpisy w każdej kategorii! Możesz komentować i rozmawiać z innymi. Zapraszam!

     
  7. ~mag_a

    7 lutego 2016 o 10:54

    Hej! :) Moja historia była podobna, też czwórka dzieci i to najbardziej uciążliwe – mąż alkoholik. To było straszne, ale przeszłam przez to. Dzisiaj myślę, że tak miało być i nawet jestem wdzięczna za to co przeżyłam, za to, że przeżyłam!
    To widocznie było na moją miarę.
    Potem porządki! Trzeba było posprzątać!.
    Dziś już wiem jak to jest, mam ciężko zdobyte doświadczenie?
    Czy żałuję?
    Nie, niczego!
    I niczego bym nie zmieniła.
    Winna też się nie czuję.
    Czuję się wolna.
    Idę dalej.
    Jestem zakochana, życie jest piękne!
    I dziwię się!
    Przedtem dziwiłam się, że człowiek może być taki / w sensie zły/ i starałam się zrozumieć dlaczego.
    Dziś dziwię się w drugą stronę.
    Spotkałam człowieka, a on mnie zadziwia. Coraz bardziej. To cudowne!
    Myślę, że jesteśmy dla siebie nawzajem darem i nagrodą!
    I „choć życia psiamać popołudnie, jest cudnie”, jestem zakochana! :)
    Pozdrawiam serdecznie. :)
    My

     
 

  • RSS