RSS
 

Archiwum - Luty 25th, 2014

„Słowa jak węże do ucha (…)” – czyli o kłamstwie.

25 lut

„A kiedy będziesz szeptać jej do ucha

Te wszystkie kłamstwa, które znam
To nie zapomnij, ona słucha
Bo nie zna Ciebie, tak jak znam Cię ja

I będzie ufnie chłonąć wszystkie słowa
Naiwnie wierzyć w każdy gest
I nie zrozumie nic,
Bo ona jest tylko plastrem na samotny dzień

Słowa, jak węże do ucha
Słowa, jak opium i miód
Ona, tak chętnie ich słucha
Słowa, poznałam je już”

Kiedy można kłamać? Czy w ogóle można? Kiedy kłamstwo jest usprawiedliwione?

Chrześcijańska etyka moralna wskazuje, że w postępowaniu moralnie dobrym muszą być użyte moralnie dobre środki. Cel jest ważny, ale też ważne są środki użyte do osiągnięcia celu. Jeżeli środki są złe, to nie może z nich wyniknąć dobry cel, chociaż intencje są dobre i osiągnięty efekt też jest dobry, ale sposób osiągnięcia celu jest zły,np. nie można kraść, aby mieć za co utrzymać rodzinę. Dobrze, ale nie o tym chciałam pisać! Moje dywagacje są właśnie spowodowane pewną historią, której reżyserem było życie. Historia o kobiecie i mężczyźnie :-) .  Obserwowałam tę historię z ciekawością. Zastanawiałam się, kiedy ta kobieta „przejrzy” na oczy, kiedy otrząśnie się z zauroczenia pewnym mężczyzną, który w stosunku do niej był delikatnie mówiąc, bardzo nieszczery.

Kasia a właściwie Katarzyna, bo to już kobieta dorosła, poznała przypadkiem Pawła. Od lat mieszkają w jednym mieście, ale ich drogi skrzyżowały się ponad rok temu. Katarzynę i Pawła połączyła trudna historia życia – bardzo ciężkie, wręcz traumatyczne przeżycia małżeńskie. Jakie? Nie będę pisać, bo nie w tym rzecz – miałam przecież pisać o kłamstwie. On samotnie wychowywał syna a ona dwie córki. Zaczęło się od niezbyt zobowiązujących rozmów, od przypadkowego uśmiechu, uścisku ręki, spojrzenia w oczy. Niby nic, a jednak. Rozmowy były coraz częstsze. Kasia bardzo długo potrafiła siedzieć ze słuchawką  telefonu przy uchu i słuchać a że była kobietą pełną empatii więc coś tam zaczęło kiełkować w jej samotnym sercu. Według niej Paweł był taki „biedny”. Wychowywanie małego dziecka, ogromny smutek po stracie żony, walka z „depresją”, samotność. Nareszcie znalazł pokrewną duszę. Żalił się przez telefon do Kasi a ona słuchała, słuchała, słuchała… A że była kobietą energiczną rozpoczęła akcję RATUJEMY PAWŁA. Matka Teresa,  Matka Polka, siostra miłosierdzia w jednym. Nareszcie poczuła się potrzebna. W jej życiu znów pojawił się cel. Do tej pory załamana (przecież jest kobietą samotną z dwójką dzieci) zaczęła tryskać optymizmem i energią. Jej „dziełem” były kolejne akcje typu – sprzątam dom u Pawła, robię piknik dla dzieci, gotuję obiad dla Pawła a nawet wyjazd z trójką dzieci na wakacje. Jedna wielka akcja POMOC DLA PAWŁA.  A Paweł oczywiście dziękował, był zauroczony, podziwiał, chwalił, patrzył w oczy Kasi mówiąc jej, że jest najlepszą i najpiękniejszą kobietą na świecie, że ma szczęście, że ją spotkał i oczywiście w dalszym ciągu żalił się nad swoim losem. Katarzyna dwoiła się i troiła. Było jej ciężko, ale nie narzekała a wręcz przeciwnie była szczęśliwa. Jej były mąż nigdy nie zachwycał się nią w taki sposób. Nie mówił takich miłych słów. Akcja POMOC trwała.

Pewnego dnia Kasia usłyszała, że ktoś widział Pawła w kawiarni z brunetką (Kasia była blondynką). Ktoś inny widział Pawła w kinie – chyba z tą samą brunetką. U Kasi zapaliło się czerwone światełko – blado czerwone – bo nie chciała wierzyć ludzkiemu gadaniu.

- Ja jestem dla niego najważniejsza – sam mi to mówi. Przecież on nie ma nikogo. Miał, owszem, ale to już przeszłość. Sam mi to mówił – powtórzyła, jakby chciała samą siebie przekonać. Niepewność a z nią niepokój zostały jednak zasiane, ale… akcja POMOC trwała dalej. Kasia się „wkręcała” . On oczywiście żadnych deklaracji miłosnych jej nie składał, ale… Ona bez słów wiedziała, że ją kocha.

- Przecież tak się mną zachwyca – mówiła, kiedy ktoś ją ostrzegał.

- On musi mnie kochać, przecież tak patrzy w moje oczy, a kiedy mnie przytula świat przestaje istnieć – pełna romantycznych uniesień wyznawała przyjaciółce.

- Oj Kaśka, ty lepiej uważaj!  - ostrzegała przyjaciółka.

Ale jak uważać? Po co? Świat znów dla Kasi wydawał się wspaniały. Promieniowała szczęściem a przyjaciółka jest po prostu wredna i zazdrosna – myślała Kasia.

Pewnego wieczoru Katarzyna ze znajomymi wybrała się do kina. Nowa komedia nomen omen „Wkręceni”.

- Fajna obsada. Chodź, rozerwiesz się! – zachęcali znajomi.

- Dobra i tak nie mam żadnych planów- przyznała Kasia i pomyślała jeszcze – racja, przecież Paweł nigdzie mnie nie zabiera, ani do kina, ani do kawiarni, nie przedstawia mnie rodzinie ani znajomym. Dziwne, ale…

Seans był wieczorem. Kasia z grupą znajomych, rozgadana i roześmiana szła w kierunku budynku kina. Weszli do środka i stanęli w kolejce po bilety.  Katarzyna coś z przejęciem opowiadała znajomym kiedy jej wzrok padł na fotele pod ścianą. Siedział tam Paweł a obok niego TA właśnie brunetka. Rozmawiali ze sobą. On patrzył w jej oczy i trzymał ją za rękę. Ona wpatrzona w niego, jak w tęczę, zasłuchana. Sielanka. Katarzyna stała z opuszczonymi rękami, blada jak ściana.

- Więc jak to?! Przecież to miało być skończone. Przecież mówił. On mi to mówił, zapewniał… Więc…

Koleżanka zobaczyła, co się dzieje i taktownie wyprowadziła bladą i roztrzęsioną Kasię na zewnątrz, na świeże powietrze.

Nie było scen typu – jak mogłeś, dlaczego kłamałeś. Nie było krzyku. Z oczu Kasi kapały rzęsiste łzy.Ramiona drgały wstrząsane szlochem. Koleżanka podała chusteczkę i mocno przytuliła roztrzęsioną kobietę.

Przecież nic się nie stało. On jej nic nie obiecywał ani tym bardziej nie wyznawał miłości, więc skąd te łzy?

Ech życie…

Tego wpisu można posłuchać w aplikacji Audioblog

logo_audioaudioblog_small_white1.png

 
Komentarze (21)

Napisane w kategorii Audioblog, Muzyka, Życie