RSS
 

Archiwum - Marzec, 2014

Nie bój się marzyć i kochać!

31 mar


Rozmowa z miłością

„Noc. Znów bezsenna. Tydzień temu usłyszałam od niego: 
– Wybacz, ale to się nie uda. Nie chodzi o ciebie tylko o mnie. Nie gniewaj się.
Te słowa w różnych wariantach słyszałam wiele razy. A czasem po prostu znikali, bez żadnych słów. To było przykre i bolało.
Znów prześladują mnie myśli: co robię nie tak? Dlaczego mam takiego pecha? Przecież nie jestem brzydka, nie jestem głupia, nie jestem jakąś lalunią. Wszystko się sypie, bo nie ma w moim życiu Miłości. Całkiem nie ma, nie ma i już.
Chyba płakałam. W chwili totalnej rozpaczy, patrząc w sufit, zaczęłam desperacko powtarzać:
– Błagam! Tak bardzo pragnę Miłości! Nie mogę żyć bez Miłości! Niech przyjdzie do mnie Miłość! Błagam! Błagam!
– Jestem, – powiedziała Miłość. Spójrz na mnie.
Siedziała w fotelu przy oknie. Wyglądała na zmęczoną i była podobna do udręczonej gospodyni domowej. Prawdopodobnie miałam wątpliwość wypisaną na twarzy, bo Miłość uśmiechnęła się i powiedziała:
– Mogę zmieniać swoje oblicza. Mogę być taka…
W jednej chwili zmieniła się w zachwycającą, iskrzącą srebrem Królową Śniegu.
– Albo taką…
Na miejscu Królowej siedział teraz wesoły berbeć w wieku około 5 lat, z buzią utytłaną czekoladą.
– Taką też…
Czuły obrazek młodej kruchej dziewczyny grającej na skrzypcach.
– I taką…
Namiętna, płomienna, nieokiełznana Carmen.
– Jednym słowem, każdy ma własny obraz mnie, – podsumowała.
Na fotelu znów siedziała udręczona gospodyni domowa.
– Wołałaś mnie. Po co? – spytała Miłość zniecierpliwiona.
– Jak to po co? – powiedziałam niepewnie. Chcę Miłości. Chcę, żebyś była obecna w moim życiu. Zawsze. Wszyscy mają Miłość, ja też powinnam mieć.
– Nikomu nic nie jestem winna, – sprzeciwiła się Miłość. Tam, gdzie pojawia się wyraz „powinnam” ja nie mieszkam. Odchodzę. Albo umieram.
– To ty nie jesteś nieśmiertelna? – zdziwiłam się.
– Często jestem zabijana. Powstaję z popiołów, jak Feniks albo odradzam się w innym miejscu, w innym obliczu, w innej jakości. Pod tym względem jestem nieśmiertelna.
– Ale w jaki sposób można zabić Miłość?
– Zabijają mnie Pretensjami. Krzywdami, Kłamstwem. Zdradą. Zazdrością. Dążeniem do niepodzielnego posiadania. Oraz wyrazem „powinnam” – westchnęła smutno Miłość. Przez całą swoją historię ludzkość wymyśliła bardzo wiele sposobów zabijania Miłości.
– Tak, to prawda, Miłość często jest nieszczęśliwa, – powiedziałam.
– Nie, moja droga, Miłość to właśnie jest Szczęście. Jeśli Miłość jest nieszczęśliwa to nie jestem ja, pomyliłaś mnie z kimś innym.
– Ale z czym można pomylić Miłość? – zdziwiłam się jeszcze bardziej.
– Z namiętnością. Z pragnieniem, by być komuś potrzebnym. Z dążeniem, by dowieść, że nie jesteś gorsza od innych. Z chęcią korzyści. A bo to mało rzeczy, z którymi mylicie Miłość? Ludzie bez przerwy mylą jedno z drugim. Większość z was po prostu nie wie, co to jest Prawdziwa Miłość.
– Poczekaj! Przecież przeczytałam tyle książek o miłości! Każdy wie, co to jest Miłość: Romeo i Julia, Otello i Desdemona, Anna Karenina.
– Dziecinko, czy ty wiesz, co mówisz??? roześmiała się Miłość. Naprawdę myślisz, że to ja? Miłość – truję, duszę, unicestwiam, zabijam???
– Ale to przecież z Miłości?! Przez ciebie! Z twojego powodu!
– Nie, – ze smutkiem odparła Miłość.  To ze strachu. Ze strachu przed utratą. Ze strachu przed odrzuceniem, przed byciem oszukanym. Ze strachu przed samotnością. To Strach zabija Miłość, dziecinko.
Całkiem się pogubiłam. Miałam chaos w głowie. Wszystko, w co dotychczas wierzyłam, co było pewne i niepodważalne, nagle stało się płynne i efemeryczne.
– No to jaka jesteś naprawdę? – spytałam.
– Naprawdę jestem cierpliwa, nie zazdrosna, nie wyniosła, nie pasywna, nie patrzę na korzyści, nie irytuję się, nie mam złych intencji, kocham prawdę, wszystko naprawiam, we wszystko wierzę, na wszystko mam nadzieję, wszystko zniosę.
– Na wszystko masz nadzieję, wszystko zniesiesz – powtórzyłam. Ja też jestem gotowa we wszystko wierzyć i wszystko znosić i mieć nadzieję. A ciebie wciąż nie ma, nie przychodzisz. Dlaczego mnie omijasz?
– Bo ty się mnie boisz – odpowiedziała Miłość zmęczonym głosem. Przychodzę, stoję obok, ale wolisz mnie nie zauważać. Nie pozwalasz mi zamieszkać w swoim sercu.
– Ja? Boję się?? Miłości??? – zdenerwowałam się. To nieprawda!
– Boisz się bólu. Uważasz, że Miłość to nieuchronny ból.
– A czy tak nie jest?
Miłość zaczęła mnie drażnić swoimi paradoksami.
– Nie jest! – zaprzeczyła Miłość. Nie ma we mnie żadnego bólu. Ludzie to sobie wymyślili. Jestem piękna. Lekka. Wolna. Jestem jak motyl na dłoni. Trzymałaś kiedyś motyla na dłoni?
– W dzieciństwie, – przypomniałam sobie.  Stałam bez ruchu i podziwiałam, prawie przestałam oddychać.
– A gdybyś zacisnęła pięść?
– Motyl by zginął.
– Ja też ginę, kiedy ktoś próbuje mnie przytrzymać. Zacisnąć pięść. A czasem ktoś mnie w ogóle chce zasuszyć i nadziać na szpilkę, jak trofeum – wyszeptała Miłość. Co wy ze mną robicie, ludzie? I ze sobą?
Zapadła cisza. Milczałyśmy obie. Przed oczami miałam swoje życie. Ileż to razy zaciskałam pięści. Łapałam za skrzydła. A potem płakałam nad zimnym ciałkiem Miłości, nie rozumiejąc, czemu umarła. Miłość pokiwała głową, zgadując moje myśli:
– Tak, zachowywałaś się jak nierozumne dziecko. Złapać, zatrzymać, nie puścić, zniewolić. To takie ludzkie.
Spojrzałam na Miłość jakimiś innymi oczami. Oto siedzi na fotelu Motyl, którego zmienili w udręczoną gospodynię domową. Ja zmieniłam! Sama, nikt mi nie kazał. A teraz wciąż czegoś od niej wymagam. Każdy czegoś od niej wymaga, wymaga, wymaga. I zaciska coraz mocniej pięść i urywa te kruche, kolorowe skrzydełka, łamie je, gniecie. Łzy ciekły po mojej twarzy.
– Miłość, a co ja mogę dla ciebie zrobić? – spytałam łkając.
– Przyjąć mnie jak Dar. Nie ograniczać mojej wolności. Po prostu daj mi miejsce na swojej dłoni, – poprosiła Miłość. Przecież ja też tak bardzo tęsknię do ludzi.
– Nie odejdziesz więcej? – spytałam.
- W ogóle nigdzie nie odchodziłam, – powiedziała Miłość. - Zawsze jestem obok. I zawsze czekam.

Pewnie miałam dobre, jasne sny, bo obudziłam się z uśmiechem. A gdy odsłoniłam okna, zobaczyłam, że w nocy padał deszcz. Kałuże połyskiwały w słońcu. Świat był odnowiony, odświeżony i radosny. A na szybie siedział rozkoszny, nieprawdopodobnie piękny motyl”.
Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj. Przekład I.Z.
Po Pierwsze Ludzie - 
https://www.facebook.com/Po.Pierwsze.Ludzie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Tydzień poza domem.

30 mar

 

Nie było mnie tydzień. Długi tydzień – przynajmniej dla mnie. Mój organizm się zbuntował. Mówiłam „ogarniam wszystko” i chyba nie ogarniałam. Tydzień spędziłam w szpitalu.

W niedzielę poczułam się źle. Pomyślałam grypa i zaczęłam się sama leczyć. Gorączka, więc biorę coś na gorączkę. W południe dwie tabletki, wieczorem dwie tabletki a tu gorączka nie spada a do kompletu pojawiły się plamki na twarzy. Pomyślałam: „do rana przejdzie”. Budzę się rano a tu plamki już na szyi, ramionach, górnej części tułowia. Pędzę do dermatologa. Pani ogląda mnie uważnie i zapada wyrok: koklusz i proszę szybko do rodzinnego.

- Czy to bardzo zaraźliwe, bo widzi pani mam dwoje dzieci?

- Raczej. Szybko do rodzinnego.

Pędzę więc do rodzinnego. Doktor mnie przyjmuje. Ogląda uważnie.

-Nie, to nie koklusz .

Ja oddycham z ulgą a za chwilę słyszę:

- To może być albo różyczka, albo odra…

Wyciąga jakieś opasłe tomiszcze. Wertuje kartki, fuka w trakcie czytania. Spogląda na mnie uważnie.

- Czy na stopach ma pani krosty?

- Nie – ale dla pewności zdejmuję buty i sprawdzam stopy – nie mam! – wykrzykuję z ulgą.

Doktor spogląda i stwierdza:

- To mi wygląda na różyczkę, ale … – i coś tam mruczy do siebie. Wypisuje receptę.

W aptece realizuję wypisaną karteczkę i dostaję scorbolamid i jakieś tabletki na kaszel. To dopiero kuracja! Klękajta narody!

W domu kładę się do łóżka. Biorę oczywiście ów scorbolamid i czekam, żeby spadła gorączka i tu przykra niespodzianka, bo gorączka nie spada a wręcz rośnie do 39,6 . Pat, bo nie wiem co dalej robić. Plamek coraz więcej a w końcu pojawiają się też bolące guzy na karku, za uszami i pod pachami.

Na szczęście dzwoni znajoma, której mąż jest lekarzem. Przez łzy opowiadam co się dzieję. M. rozłącza się i dzwoni po 10 min.

- Szykuj się na SOR.

Powoli zwlokłam się z łóżka. Spojrzałam w lustro. Plamy na twarzy rozlały się w jednolitą, spuchniętą, czerwoną maskę.

- Jeszcze tylko pióropusz i mogę odtańczyć taniec wojenny – pomyślałam, chociaż wcale nie było mi do śmiechu. Zadzwoniłam do znajomego z prośbą o dowiezienie do szpitala. Przyjechał bardzo szybciutko i zawiózł mnie. Poszłam na SOR i tam już zostałam. Zrobiono badania. Dostałam kilka kroplówek i o godzinie pierwszej w nocy zapadła decyzja o przewiezieniu mnie do szpitala zakaźnego w sąsiednim mieście. Czułam się okropnie i jeszcze te bolące guzy. Gorączka po lekach nieznacznie spadła, ale dobrze nie było. I tak od wtorku, od pierwszej w nocy umieszczono mnie w szpitalu zakaźnym i tam przeleżałam do soboty rano. Robiono mi badania. Karmiono lekami. Powoli dochodziłam do siebie. Bałam się co z dziećmi. Często do nich dzwoniłam. Na szczęście zajęła się nimi sąsiadka – wspaniała kobieta. Mogłam być o nie spokojna. Dzwonili znajomi. Przychodziła do mnie M. Nie zostałam sama dzięki nim. DZIĘKUJĘ WAM!  Ja jednak mam szczęście do dobrych ludzi!

W piątek na obchodzie lekarz zauważył:

- Nikt z rodziny panią nie odwiedza…

- Ja…jestem sama. W domu zostało dwoje dzieci… i dlatego proszę o szybsze wypisanie. Gorączki już nie ma więc…

- Zobaczymy.

W sobotę było dobrze, to znaczy uczulenie zeszło, gorączki nie było i po obchodzie lekarz zdecydował, że mogę już iść do domu. Moja sąsiadka, która dzwoniła z pytaniami jak się czuję przez cały tydzień, zadzwoniła też i w sobotę rano.

- A. już mogę wyjść.

- To za godzinę po ciebie będę.

Tak normalnie. Jakbym była kimś z jej rodziny a przecież nie jestem. Bez zbędnych próśb, słów, tak normalnie – za godzinę będę – dlatego mówię, że to wspaniała kobieta. Też Anna – Anie są jednak najwspanialsze!!!!

W domu czekała na mnie niespodzianka. W piątek miałam urodziny i syn kupił mi piękny bukiet żółtych tulipanów. Czekał na mnie w pokoju na ławie. Najpiękniejszy bukiet od syna. Dobrze wrócić do swoich – oj, jak dobrze!

Kiedy byłam w szpitalu często dzwonili do mnie znajomi. Myślałam, że nikt nie zauważy, że mnie nie ma a tu taka niespodzianka, tyle dobrych słów, tyle wsparcia. Nie jestem sama. DZIĘKUJĘ!

A co to była za choroba? Nie wiem. Dowiem się w poniedziałek, jak pojadę po wypis. Od początku kwietnia zeszłego roku (od kiedy zaczęło źle się dziać – tzn. zaczęły się nerwy i permanentny stres) pojawiło się uczulenie tzw. egzema. Miałam ją wcześniej, ale znikała a tu można powiedzieć „zadomowiła” się na stałe. Nic nie pomagało, żadne maści a do lekarza nie miałam czasu chodzić. Egzema była i myślę, że cała ta historia jest spowodowana tym właśnie uczuleniem. Nie mogę sobie pozwolić na następne takie „wczasy” od dzieci. Myślę, że to uczulenie to odpowiedź organizmu na niedawne wydarzenia – dwie sprawy – obydwie nierozstrzygnięte i jeszcze bardzo nieprzyjemna historia z kimś, komu za bardzo zaufałam i poczułam się bardzo oszukana. Bardzo przeżywam to wszystko. Mówię: „ogarniam’, „daję radę”, lecę dalej, tłumaczę sobie a organizm wie lepiej. A. też mi powiedziała:

- Tak, ty wszystko „ogarniasz” sama. Mówisz, że „dajesz radę”. Przestań. Pozwól sobie pomóc!

Ma rację. Czasami trzeba pozwolić, żeby ktoś mógł wkroczyć w nasze życie ze zwykłą pomocą. Przez 15 lat dawałam sobie radę sama i nie umiem przyjmować cudzej pomocy. Mam sobie wtedy za złe, że jestem taka nieporadna, taka zależna. Teraz zobaczyłam, że czasami bez pomocy innych nie dałabym sobie rady sama.

W szpitalu przeczytałam do końca książkę „Sztuka mówienie NIE”. Super książka. Niedługo podzielę się z wami uwagami dotyczącymi tej lektury. Niedługo. Cierpliwości.

Dobry Boże dziękuję Ci za tych prawdziwych przyjaciół.

Za tych, którzy pomagają nawet wtedy kiedy mówię, że „daję radę”.

DZIĘKUJĘ !!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

Uzdrowić wspomnienia – pogodzić się z tym co już było.

23 mar

Ostatnio wiele słyszę o pogodzeniu się z tym co było. Sama mówię, że trzeba zapomnieć a zapomnieć się nie da. Pamięć o zdarzeniach wraca. Wspomnienia bolą.

Znalazłam w internecie modlitwę o uzdrowienie wspomnień. Modlitwa z bloga ks. Leszka. Można spróbować, a co mi szkodzi?

Panie, uzdrów moje wspomnienia.

Modlitwa o uzdrowienie  wspomnień

 

DZIEŃ l

Być może przyczyną naszych cierpień jest nasz grzech, być może jest to grzech innych. Stałem się ofiarą grzechu, który spowodował we mnie liczne rany. Pan o nich wie, On obiecuje mi triumf nad złem, które mnie dotyka. On chce obdarzyć mnie swoim zbawieniem.

Jr 30,15-17

Dlaczego krzyczysz z powodu twej rany, że ból twój nie da się uśmierzyć? Przez wielką twoją nieprawość i liczne twoje grzechy to ci uczyniłem. Wszyscy jednak, co cię chcieli pochłonąć, sami ulegną pożarciu. Wszyscy, co ciebie uciskali, pójdą w niewolę. Ci, co grabili ciebie, zostaną ograbieni. Wszystkich tych, co łupili ciebie, wydam na łup. Albowiem przywrócę ci zdrowie i z ran ciebie uleczę – wyrocznia Pana – gdyż nazywają cię „Odrzuconą”, Syjonie, „o którą nikt się nie troszczy”.

 

DZIEŃ 2

Być może nasza przeszłość nas boli. Może zostaliśmy skrzywdzeni przez naszych rodziców, rodzeństwo, przez nauczycieli, przez współmałżonka. Pan wzywa nas do tego, abyśmy te bolesne wspomnienia oddali Jemu. On czyni wszystko nowe. On pragnie uzdrowić naszą pamięć – nie znaczy to, że zapomnimy, ale że wspomnienia nie będą sprawiać nam bólu.

Iz 43,16-20

” Tak mówi Pan, który otworzył drogę przez morze i ścieżkę przez potężne wody;  który wiódł na wyprawę wozy i konie, także i potężne wojsko; upadli, już nie powstaną, zgaśli, jak knotek zostali zdmuchnięci.  Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy.  Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu.”

 

DZIEŃ 3

Nie możemy sami wyzwolić się z sideł zła, które nas spotkało. Tylko Bóg jest naszym pocieszycielem, naszym obrońcą i uzdrowicielem.

Iz 51,12-16

„Ja i tylko Ja jestem twym pocieszycielem. Kimże ty jesteś, że drżysz przed człowiekiem śmiertelnym i przed synem człowieczym, z którym się obejdą jak z trawą?  Zapomniałeś o Panu, twoim Stwórcy, który rozciągnął niebiosa i założył ziemię; a ciągle po całych dniach jesteś w obawie przed wściekłością ciemięzcy, gdy ten się uwziął, by niszczyć. Lecz gdzież jest wściekłość ciemięzcy?  Jeniec wnet zostanie uwolniony, nie umrze on w podziemnym lochu ni braku chleba nie odczuje.  Lecz Ja jestem Pan, twój Bóg, który gromi morze, tak iż się burzą jego odmęty. – Pan Zastępów – to moje imię. – ”

 

DZIEŃ 4

Obietnice Boże przewyższają nasze rozumienie, Bóg zna nasze rany, On zna wszystkie nasze potrzeby i pragnie je obficie zaspokoić. On wzywa nas do przyjęcia uzdrowienia naszych zranień, do nowego życia w wolności.

Iz 52,1-2

Przebudź się, przebudź! Przyodziej moc twą, Syjonie. Oblecz się w szaty najokazalsze, o Święte Miasto, Jeruzalem! Bo już nie wejdzie nigdy do ciebie żaden nie obrzezany ani nieczysty. Otrząśnij się z prochu, powstań, o Branko Jerozolimska! Rozwiąż sobie więzy na szyi, pojmana Córo Syjonu!

 

DZIEŃ 5

Tym, co nas uzdrawia, jest miłość Boża, nieskończona miłość, którą Bóg pragnie obdarzyć każdego z nas. Tę miłość najpełniej ofiarowuje nam w Eucharystii. Świadome uczestnictwo we Mszy świętej i „nasycanie się” Bożą miłością podczas adoracji może stać się bardzo skutecznym lekarstwem na nasze zranienia.

Iz 54,4-10

Nie lękaj się, bo już się nie zawstydzisz, nie wstydź się, bo już nie doznasz pohańbienia. Raczej zapomnisz o wstydzie twej młodości i nie wspomnisz już hańby twego wdowieństwa. Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel, któremu na imię – Pan Zastępów, Odkupicielem twoim -Święty Izraela, nazywają Go Bogiem całej ziemi. Zaiste, jak niewiastę porzuconą i zgnębioną na duchu, wezwał cię Pan. I jakby do porzuconej żony młodości mówi twój Bóg: Na krótką chwilę porzuciłem ciebie, ale z ogromną miłością cię przygarnę. W przystępie gniewu ukryłem przed tobą na krótko swe oblicze, ale w miłości wieczystej nad tobą się ulitowałem, mówi Pan, twój Odkupiciel. Dzieje się ze Mną tak, jak za dni Noego, kiedy przysiągłem, że wody Noego nie spadną już nigdy na ziemię; tak teraz przysięgam, że się nie rozjątrzę na ciebie ani cię gromić nie będę.

 

DZIEŃ 6

Miłość Boża objawiła się w Jezusie. Jezus całe swoje życie poświęcił głoszeniu Dobrej Nowiny o Bożej miłości i nigdy nie odmawiał tym, którzy prosili Go o uzdrowienie, a więc i tobie nie odmówi tej łaski.

Mt 4,23-24

obchodził Jezus cala Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu. A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których dręczyły rozmaite choroby i dolegliwości, opętanych, epileptyków i paralityków, a On ich uzdrawiał.

 

DZIEŃ 7

Nasza modlitwa winna być wytrwała nawet wtedy, gdy pozornie nie widzimy efektów. Winniśmy się modlić z wiarą i całkowitym poddaniem się woli Boga. Wewnętrzne uzdrowienie jest Jego wolnym darem, którego On udziela nam w swoim czasie. Naszą rzeczą jest się modlić.

Łk 18,1-6

Powiedział im też przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać. „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bal i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do Niego z prośbą…”Obroń mnie przed moim przeciwnikiem!”  Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: „Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę,  to jednak, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie”».
I Pan dodał: «Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi.  A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?

 

DZIEŃ 8

Nasze słabości, zranienia, krzywdy są błogosławieństwem. Właśnie w tych słabościach Jezus pragnie objawić swoją moc. On sam chce być naszym Lekarzem.

Mt 10,9-13

Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to faryzeusze mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

 

DZIEŃ 9

Naszą odpowiedzią na Boże obietnice, na Jego miłość, jest tylko ufność.

Być może Zło będzie próbowało nas zniechęcić i podważyć wiarę w to, że Pan dokonuje w nas uzdrowienia. Ratunkiem jest oddawanie Jezusowi wszystkiego w ufności. On jest wierny i na pewno dotrzyma swoich obietnic.

l J 5,14-15

Ufność, którą w Nim pokładamy, polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą. A jeśli wiemy, że wysłuchuje wszystkich naszych próśb, pewni jesteśmy również posiadania tego, o cośmy Go prosili.

 

 

Ja próbuje. Wszystko jest lepsze od tego rozpamiętywania, obwiniania się, tkwienia w miejscu i to bolesnym miejscu. Może komuś też to pomoże a może niektórych zdenerwuje, bo znów mówi się o wierze, o Bogu, a teraz to raczej drażliwy temat.

Tekst modlitwy: Blog ks. Leszka

Cytaty z Biblii Tysiąclecia

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Dwie strony medalu – czyli ona i on i coś, co było pomiędzy nimi.

22 mar

 

dwieKłamstwo

„- Moje serce zostało złamane. Okłamał mnie. Zdobył moje zaufanie, przeniknął w moje życie, zajął moją przestrzeń, dostał się do mojej duszy! Ukradł mi serce, a teraz…
Nie był mi wcale potrzebny, miałam przecież wszystko: kwiaty, wielbicieli, ciekawe życie! Nie miałam tylko stałego partnera, ale dlatego, że sama nie chciałam. Miałam za to wybór, że ho-ho! On… Nie, najpierw nawet go nie zauważyłam, specjalnie się w oczy nie rzucał. Ale tak pięknie mnie adorował! Kwiaty, prezenty, komplementy! Nie miałam głowy do żadnego związku – jestem jednostką twórczą, bardziej mnie zajmowały moje projekty, niż jego osoba. Jestem spontaniczna, robię to, na co mam ochotę, ciężko mnie nawet w domu zastać, czasu wolnego mam może ze trzy minuty… Jakoś mu się udało wstrzelić.
Z czasem odkryłam, że jest coraz częściej obok. Sympatyczny, z poczuciem humoru, taki wrażliwy… Pewnie miał jakieś wady, ale nie dostrzegłam, nie wnikałam. Zakochałam się!!! Jak jakaś pannica, chociaż swoje lata przecież mam! Teraz już chciałam, żeby był cały czas blisko. Żeby płaszczyk podał, drzwi otworzył, łzy otarł…
Sama zaproponowałam, żebyśmy zamieszkali razem. Już wiedziałam, że spotkałam swój Ideał. Pozwoliłam sobie na miłość – taką bezgraniczną, całkowitą, wszechogarniającą. Chciałam na zawsze, ciągle, tylko on i ja, żeby nigdy się nie rozstawać.
To było piękne, zachwycające, wspaniałe! Zamieszkaliśmy razem i zaczęłam urządzać nasze gniazdko. Jestem mistrzem w tworzeniu komfortu, jak mam się dla kogo starać! Gotowałam wymyślne dania, przestałam się miotać, odnalazłam sens w życiu. Troszczyłam się o Niego, podawałam wszystko pod nos, głaskałam po głowie, zasypiałam na Jego ramieniu… Modliłam się do Niego, ustawiłam Go na lśniącym piedestale, zbudowałam kapliczkę.
Ale szczęście nie trwało długo, jedynie jakichś parę lat. Bo on mnie okłamał. Zaczął uciekać. Nie wiem dokąd, chyba do swojego życia, w którym mnie nie było. Najpierw rzadko, potem coraz częściej… Mówił, że kocha i chce być ze mną, ale… Co to za miłość, od której się ucieka???
Oczywiście, próbowałam rozmawiać. Ale on ciągle wzdychał i mówił, że przesadzam, że się nakręcam. Ja tylko chciałam wyrazić swoje uczucia! Przecież mam do tego prawo! Nie, on się nigdy nie kłócił, nie obrażał… Ja się obrażałam. Zrobiłam się poirytowana i ponura i miłość zaczęła gasnąć. Pewnego dnia spojrzałam na niego i zobaczyłam przeciętnego człowieka, który nie jest wart funta kłaków. Co ja z nim robię? Po co mi on?
Zrzuciłam go z piedestału. Tak, bolało i było przykro, wylałam wiele łez, ale musiałam to zrobić, bo zaczęłam się rozsypywać.
Teraz znów jestem sama. Moje życie trwa. Mam ukochaną pracę, wspaniałych przyjaciół i kochającą duszę. Tylko jedno pytanie mnie męczy: dlaczego? Dlaczego mnie okłamał?

*********************************

- Teraz jestem sam. Liżę rany. Nie, błagam, żadnych związków, żadnych znajomości. Na razie muszę przemyśleć i zrozumieć, dlaczego ona mnie tak przebiegle okłamała?

Gdy Ją zobaczyłem – moje serce zatrzepotało. Co za kobieta! Nie jakaś siksa, młodziutka laska, a prawdziwa, dojrzała, piękna kobieta – zdecydowana, a jednocześnie czuła, delikatna, tajemnicza, z pasją. Marzenie!
Nie było łatwo Ją zdobyć – wciąż się czymś zajmowała, coś tworzyła, gdzieś biegła. Była jak motyl. Zbudziła we mnie zapomnianą czułość – chciałem Jej bronić, chronić, osłaniać, być blisko. Czasem udawało mi się zwrócić na siebie Jej uwagę, gdy bardzo się starałem. To było jak zew natury – o taką kobietę warto było zabiegać! Najbardziej podobało mi się to, że każdego dnia zaczynałem swoje starania od początku i marzyłem, by robić to przez całe życie.
Coraz częściej pozwalała się zbliżyć do siebie. Leciałem na każdą randkę jak młodzieniaszek! Zachwycała mnie – za każdym razem odkrywałem coś nowego, jak kolejny level skomplikowanej zagadki.
To Ona zaproponowała wspólne zamieszkanie. Aż mi dech zaparło! Najbardziej mi się podobała jej wewnętrzna wolność. Zwykle samotne kobiety czepiają się wolnego faceta, w oczach już im się świeci napis „i żyli długo i szczęśliwie i umarli tego samego dnia”. Ona tego nie miała. Wiedziałem, że jest Jej dobrze ze mną, ale także dobrze beze mnie. Dlatego tak bardzo się starałem i Ona to doceniła. Zamieszkaliśmy razem.
Najpierw było cudownie, jak we śnie. Dbałem o dom, czułem się Tarzanem. Ale!!! Coś się zaczęło zmieniać. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, po prostu Jej robiło się coraz więcej, a mnie – coraz mniej… Czułem to nawet fizycznie, jakby mnie wypełniała, wypierała… Potworne uczucie. Rozwalające. Miałem ochotę uciekać – natychmiast i jak najdalej.
Nie, nie mam Jej nic do zarzucenia. W domu – porządek i komfort, Ona wciąż piękna, zadbana. Karmiła mnie niesamowitymi daniami, żadnych „gotowych” posiłków, wszystko świeże, własnoręcznie zrobione… Patrzyła na mnie, jakbym nie był człowiekiem z krwi i kości, tylko posągiem jakimś Michała Anioła albo czymś w tym rodzaju… Pięknie, ale to nie ja.
Tak, przyznaję się – zacząłem się odsuwać. Nie, nie miałem innej kobiety. Po prostu starałem się zorganizować sobie życie, żeby od czasu do czasu wyrwać się do innej przestrzeni. Tam, gdzie Jej nie było i gdzie znowu mogłem być sobą. Kochałem Ją, próbowałem tłumaczyć, ale nie słuchała. Taka już Jej twórcza natura – wymyśli sobie jakiś scenariusz, a potem się dziwi, że wychodzi inaczej. Idealizowała mnie, a ja nie jestem ideałem!
W dalszym ciągu dbałem o Nią, przynosiłem prezenty, nie chciałem rozstania. Chciałem tylko oddzielić Ją od siebie, ustanowić jakieś granice. Obrażała się, próbowała się pokłócić. Mówiłem, że kocham, że się nakręca, że nasze relacje mogą być wspaniałe, jeśli tylko nieco się rozdzielimy. Że my już nawet nie „przylegamy” do siebie, tylko „się przenikamy” i zatracamy…
Pewnego razu pękło i się rozstaliśmy.
- Zrzuciłam cię z piedestału, mój bohaterze, – powiedziała. – Zburzyłam kapliczkę.
- A po co mnie tam postawiłaś? – chciałem zapytać, ale się powstrzymałem. Widocznie nie potrafiła inaczej.
- Okłamałeś mnie, – powiedziała z płaczem.
Patrzyłem na nią i myślałem: „ty też mnie okłamałaś. Pokochałem tamtą, krążącą w przestworzach kobietę, o lśniących oczach, niedościgłą pasjonatkę życia, o którą zabiegałem każdego dnia i marzyłem, by zabiegać do końca życia. Gdzie jesteś, piękny motylu?” Zobaczyłem, że jestem źródłem jej cierpienia i odszedłem.
Teraz jestem sam, liże rany. W zasadzie, wszystko w porządku. Tylko jedno pytanie mnie męczy: dlaczego? Jakim cudem tak przebiegle mnie okłamała?”

Ma motywach opowiadania I.Sieminoj. Przekład I.Z. jest objęty prawami autorskimi.

Foto i tekst ze strony: Po pierwsze ludzie.
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet

 

Wzmocnienie pewności siebie – jesteśmy wyjątkowi! Afirmacje.

20 mar

Nie krytykuj samej siebie! Pamiętaj, myśli wpływają na twoje samopoczucie. Nie wystarczy jednak mówić sobie: jestem mądra, zdolna, atrakcyjna. Należy używać słów, które naprawdę pomogą ci uwierzyć w siebie. Dlaczego afirmacje są skuteczne? Ponieważ wypowiadając określone stwierdzenia, programujemy mózg na ich realizację. Pamiętaj tylko, żeby wypowiadać je w czasie teraźniejszym. Bo mówiąc o czasie przeszłym, tworzysz wspomnienia, a o czasie przyszłym – oczekiwania. Poniżej dajemy ci program pozytywnych słów na cały dzień. Ćwicz je przez tydzień i ciesz się rezultatami.

1. Kocham cię. Tuż po wstaniu z łóżka, gdy myjesz zęby lub nakładasz krem, popatrz na siebie w lustrze. Uśmiechnij się i powiedz: “Kocham cię”. Na początku może ci to przychodzić z trudem, ale z każdym dniem będzie łatwiej. Dodaj: “Życzę ci udanego dnia”. W ten sposób wysyłasz podświadomości informację: jestem kochana. To również sygnał: troszcz się o siebie tak, jakbyś dbała o kogoś bliskiego.

2. Mocno stąpam po ziemi. Potraktuj te słowa dosłownie i zainwestuj w wygodne buty dobrej jakości. Włóż je, wychodząc do pracy lub na ważne spotkanie. Nie żałuj pieniędzy na coś, dzięki czemu poczujesz się silniejsza. Gdy budujesz dom, nie zaczynasz przecież od dachu tylko od fundamentów. Idąc ulicą lub wchodząc po schodach, powtarzaj: “Mocno stąpam po ziemi. Zawsze kroczę tak, by moje stopy miały stabilny kontakt z podłożem”.

3. To jest absolutnie urocze. Po drodze do pracy lub sklepu znajdź pięć rzeczy, które cię zachwycają. Nie zniechęcaj się ponurą pogodą. Zobacz słońce wychylające się zza chmur, zamarznięte sople, psy bawiące się w ogrodzie. Nie tylko obudzisz swoją wrażliwość, ale zyskasz poczucie, że jesteś częścią większej całości. To daje poczucie sensu oraz harmonii.

4. Dziękuję. To słowo wypowiadaj jak najczęściej. Najlepiej z uśmiechem. Okazji jest mnóstwo: w sklepie, autobusie, urzędzie. Doceniaj, co inni robią dla ciebie, nawet jeśli to ich obowiązek. Dziękując za przytrzymanie drzwi lub podanie cukru, nie tylko widzisz, że ktoś robi coś dobrego, ale ty sama czujesz się ważna i zauważona.

5. To cudownie, że… …potrafiła mi pani tak doradzić. Taka sprzedawczyni to rzadkość”, “Cudownie, kochanie, że umyłeś wannę”. Co najmniej pięć razy dziennie doceń kogoś. Staraj się, żeby komplement dotyczył konkretnego działania, a nie osoby w ogóle. Chwaląc innych, wzmacniasz swoje poczucie wpływu na własne życie i czujesz się silniejsza.

6. Zasłużyłam na nagrodę. Każdego dnia nagradzaj się za mniejsze i większe osiągnięcia. Wstałaś rano na gimnastykę? Zrobiłaś wszystko na czas? Nagroda powinna być adekwatna do osiągnięcia, ale dająca ci radość, np. ciastko lub relaksująca kąpiel. Korzyść wynika podwójna: sprawiasz, że twoje życie jest przyjemniejsze i przekonujesz siebie: jestem warta tego, by otrzymywać nagrody.

7. Jestem pewna siebie. Przed ważnym spotkaniem, stresującą rozmową, zamknij oczy i powtarzaj sobie: “Jestem kobietą pewną swojej wartości”. Unikaj takich zwrotów jak: “Chciałabym/ chcę/ mogę być kobietą pewną siebie” (bo co z tego, że chciałabyś/ chcesz/ możesz?). Wyobraź sobie, jak zachowujesz się jako osoba pewna siebie. Gdy doświadczysz tego w wyobraźni, twój mózg to zapamięta i łatwiej ci będzie stać się taką w rzeczywistości. Podobne ćwiczenie robią sportowcy, przygotowując się do zawodów i, jak twierdzą, pomagają im one w poprawianiu wyników.

8. Co tu jest dobrego dla mnie? Zadaj sobie na głos to pytanie w sytuacjach, gdy coś nie idzie po twojej myśli. Zamiast obwiniać się i zadręczać, poszukaj co najmniej pięciu korzyści z niepowodzenia. Na przykład: lepiej znam swoje możliwości, zobaczyłam, na kim naprawdę mogę polegać w trudnej chwili, uniknęłam pracy z toksyczną szefową. To nie tylko świetna metoda na uniknięcie spadku poczucia własnej wartości, ale przede wszystkim na wzmocnienie się w ciężkich momentach. A wtedy masz więcej szans, żeby znaleźć wyjście z kryzysu dobre dla siebie.

9. Osiągnęłam to, co chcę, i… Wieczorem w wannie lub przy kubku gorącej herbaty wyobrażaj sobie siebie za kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat, gdy już zrealizowałaś swoje marzenia. Zostałaś doceniona, założyłaś udaną rodzinę, masz to, na czym ci zależy. Jak wyglądasz? Jak się czujesz? Kto jest przy tobie? Potem wyobraź sobie działania, które cię tam zaprowadziły. Jaki jest pierwszy krok, który możesz uczynić jeszcze w tym tygodniu? To ćwiczenie doda ci energii i entuzjazmu. Pomoże uwierzyć, że wiele zależy od ciebie i od wysiłku, który włożysz w realizację planów. A dzięki temu staniesz się bardziej zdeterminowana i aktywna w osiąganiu celów.

10. Jestem wdzięczna za… Codziennie przed snem pomyśl i wymień rzeczy, za które jesteś sobie wdzięczna danego dnia. Jadłaś wyłącznie zdrowe posiłki, zadawałaś celne pytania na zebraniu, pięknie wyglądałaś na kolacji… To ćwiczenie wzmacnia samoocenę, bo myśląc z wdzięcznością o tym, co dobrego zrobiłaś, koncentrujesz się na pozytywnych rzeczach. Przy okazji dużo łatwiej ci zasnąć i smacznie się wyspać. A dobry sen wzmacnia, dodaje urody i sił na pokonywanie codziennych trudności.

Żródło: http://zyjswiadomie.edu.pl: Afirmacje, które wzmacniają pewność siebie.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet

 

„Trująca miłość, toksyczne związki” – kilka ciekawych artykułów.

19 mar

Miałam dziś nie dodawać żadnego wpisu, ale „wpadłam” na kilka ciekawych artykułów. Ciekawych dla mnie – z mojego punktu widzenia. Pod każdym fragmentem danego artykułu podaję aktywny link do strony. Klikajcie i czytajcie :-)

„Są osoby, dla których miłość to przede wszystkim cierpienie. Sądzą, że im bardziej cierpią, tym bardziej kochają. Znoszą poniżanie, raniącą obojętność, przemoc, awantury lub ciągnące się tygodniami ciche dni. Niekiedy same prowokują takie zachowania. I uważają, że nie zasługują na lepsze traktowanie. Są osoby, którym się wydaje, że mogą zmienić nieakceptowane cechy charakteru i zachowania partnera, że mają moc go uzdrowić. W związku są nieszczęśliwe, ale poza związkiem nie istnieją. Więc tkwią w tej patowej sytuacji. Bo wydaje im się, że nic z tym nie można zrobić, a jednocześnie, że już dłużej tak być nie może” (…)

Więcej w artykule na stronie:http://zyjswiadomie.edu.pl/: „Trująca miłość, toksyczne związki”.

„Kim jest Nałogowiec Kochania. To osoba, która poświęca nieproporcjonalnie dużo czasu, troski, uwagi partnerowi. Całe dnie spędza na planowaniu jego czasu, posiłków, wizyt u lekarza, kupuje mu ubrania, poszukuje dla niego pracy, często zapewnia mu byt, mieszkanie. Jest niesamowicie głodna pochlebstw i zainteresowania ze strony partnera. Zapatrzona w jego (wyimaginowaną) siłę i moc, wierzy, że oto on, stanie się jej wybawcą, „rycerzem na białym koniu”. Panicznie boi się porzucenia bez względu na to, czy jest ono realne czy tylko wyobrażone. Poczucie własnej wartości i zaufanie do siebie u Nałogowca Kochania jest bardzo niskie. Odbudowuje się na chwilę i to tylko przy kimś.”

Więcej w artykule: http://zwierciadlo.pl/ : „Toksyczna miłość”

„1. Wrogość. To jest stan odwrotny do odczuwania bezpieczeństwa i komfortu, kiedy brak przestrzeni, żeby pokazać siebie prawdziwą. Gdy odczuwamy w związku wrogość, doświadczamy długotrwałego napięcia i stresu.

2. Krytyka i pogarda. Jesteś krytykowana czy poniżana? Czujesz, że w żaden sposób nie możesz zadowolić partnera? Zawstydza cię publicznie? Wyśmiewa, dewaluuje twoją wartość? Jeśli tak, żyjesz w dysfunkcyjnej relacji.

3. Unikanie. Masz wrażenie, że partner cię unika. I fizycznie, wymigując się od kontaktu z tobą i emocjonalnie, mówiąc na przykład: „Oczywiście, kocham cię”, a ty tego w ogóle nie czujesz. Masz poczucie, że przez takie jego zachowania jesteś odrzucana? To brak prawdziwego kontaktu, co sprawia, że prawdziwy związek nie istnieje.

4. Sztywność. Czujesz, że twój partner żyje jakby w pancerzu, że nie można się do niego dopukać i porozumieć? Może jesteś w uzależnieniowym związku z narcyzem, który ma problem z odczuwaniem, a ty z powodu swoich psychicznych deficytów jesteś wplątana w ten związek.

5. Wyzwiska. To wyraźna oznaka toksyczności w związku. Ranienie słowami zamiast pokojowegorozwiązywania konfliktu, kiedy komunikujemy swoje uczucia, wyklucza bliskość w relacji. Świadczy natomiast o toksyczności.

6. Poczucie osamotnienia. Jeśli żyjesz w związku, a czujesz się sama. Bo nie jesteś przytulana, nie masz wsparcia, nie czujesz się obiektem głębszego zainteresowania, to oznacza, że nie jesteście tak naprawdę razem

7. Nadmierna kontrola. Kiedy jeden z partnerów zachowuje się jak surowy, krytyczny rodzic, oznacza to, że nie spotkali się mężczyzna z kobietą jako dojrzali ludzie tylko odgrywane są toksyczne schematy z dzieciństwa.

8. Obwinianie. Czujesz się przy partnerze ciągle czemuś winna i do czegoś zobowiązana, żeby tę winę jakimiś działaniami zmyć. To nie jest dobry znak.

9. Sekrety. Jeśli twój partner cały czas owiany jest jakąś mroczną tajemnicą albo ty nie jesteś w stanie ujawnić się ze swoim związkiem, oznacza to że coś tu nie jest jasne i klarowne. Brak jest otwartości i szczerości. Pewnie w tym przypadku sama czujesz, że to toksyczny klimat, chociaż boisz się do tego przyznać.”

Artykuł w:http://zwierciadlo.pl/:   ” 9 oznak toksycznego związku”

I na koniec : ”Jak zakończyć toksyczny związek?” w: http://zwierciadlo.pl/

Przyjemnego czytania i analizowania a później wdrażania w życie (tu będzie raczej bolało, jak każde tego typu zmiany – ale warto). :lol:

 

 

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Internet

 

LemOn – pozytywnie o życiu – tak trzymać!

18 mar

„(…)Przerzuć kartkę, zaryzykuj, bądź dziwakiem
Nie idź ścieżką, własną depcz, otwórz głowę
Zanim powiesz, zrozum, bądź
Nigdy nie burz, buduj, twórz
Smakuj, milcz, myśl i czuj

Zrozumiałem – by żyć musisz chwytać dzień
Wstań by biec, bo istnieć nie znaczy żyć
Weź się w garść, ten dzień jest twoim dniem
A wierzę, że będzie dla każdego z nas piękno w naszych sercach

Gdybym nie był sobą, gdybym w mojej bitwie miał kogoś -
Czy bym wtedy zwątpił i wciąż stał?
Gdyby każda strata mogła zysk dać i na mojej drodze,
Gdyby każdy kolec różę miał… (…)

Potrafimy kochać i marzyć
Dlatego wszyscy jesteśmy zwycięzcami…

Tak wiele serc, wiele słów, wiele snów jest w nas
Tak wiele łez, wiele chwil, jest w nas
Tak wiele serc, wiele słów, wiele snów jest w nas
Tak wiele ciepła jest w nas, jest w nas

Zrozumiałem – by żyć musisz chwytać dzień
Wstań by biec, bo istnieć nie znaczy żyć
Weź się w garść, ten dzień jest twoim dniem
A wierzę, że będzie dla każdego z nas piękno w naszych sercach”

Pięknie!

strona na Facebook LemOn

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Muzyka

 

Zakładniczka Miłości – opowieść z morałem.

17 mar

„Drzwi pojedynczej celi zostają otwarte, w progu stoi konwojent.
– Zakładniczka Miłości Nr 201055, z rzeczami do wyjścia!
– Znowu na przesłuchanie?! Znowu mam cierpieć?!
– Twój wyrok dobiegł końca. Wychodzisz!
– Ale ja nie chcę! Ja chcę tu zostać! Przyzwyczaiłam się!
– Musisz zwolnić celę. Myślisz, że jesteś jedyna? Więzienie mamy przepełnione! Inne Zakładniczki czekają w kolejce, a my już nie mamy miejsc! Odsiedziałaś swoje.
– Dobrze. Skoro nie mogę zostać. Dokąd mam iść?
– Za mną. Odbierzesz rzeczy osobiste, dokumenty i do widzenia.
Kobieta idzie za konwojentem do małego pomieszczenia na końcu korytarza. W pokoiku czeka strażnik:
– Historia więźnia? – pyta konwojenta.
– Artykuł Wielka Miłość, wyrok piętnaście lat o zaostrzonym rygorze.
– Jak bardzo zaostrzonym? Na czym polegał?
– Bardzo zaostrzony, – odpowiada kobieta. Zazdrosny był, bił bardzo, okrutnie, bałam się go, nigdzie nie wychodziłam z domu do pracy i z powrotem, w ciągu piętnastu lat związku rozstawaliśmy się 13 razy, ale wracaliśmy do siebie, wciąż bardzo go kocham. Potem mnie rzucił, w trudnym momencie zwolnili mnie z pracy, przestałam zarabiać, a przecież żyliśmy z mojej pensji. Bardzo się zmartwił, że teraz nie będzie pieniędzy na nic, całkiem się zamknął w sobie, strach było patrzeć. Potem się zaczęły kłótnie, awantury. Ale ja go rozumiem!
– Ale ja pani nie rozumiem. Wygląda na to, że kupiła pani tę swoją wielką miłość za pieniądze?
– Proszę o nim źle nie mówić! On mnie kochał! Kochał!
– Skąd pani wie? Z czego to wynika?
– Mówił, że kocha, że jest ze mną szczęśliwy, że jestem dla niego idealną kobietą.
– No pewnie, że idealną! Przy pani jak przy mamusi. Nakarmi, napoi, kieszonkowe podrzuci, zrozumie, wybaczy. Żyć nie umierać. Dopóki pani z pracy nie wyrzucili.
– Niech pan tak nie mówi!
– Taką mam pracę. Wypuszczam na wolność Zakładniczki Miłości. I zapobiegam recydywie. Więc rozumiem, że gdy odchodził, to właśnie tak pani powiedział, że kocha, że jest pani idealną kobietą. Proszę uczciwie odpowiedzieć.
– Uczciwie. Nie, powiedział, że jestem złą gospodynią, złą kobietą i że przez całe życie będę żałować, że go straciłam. Nie po raz pierwszy tak się zachował. Zawsze odchodził, kiedy było ciężko.
– Wychodzi na to, że miał rację. Pani jeszcze nie zdążyła wyjść na wolność, a już się pani prosi z powrotem do celi. Żałuje pani, że straciła swojego oprawcę.
– To co mam robić??? Przecież go kocham!!! A jak sobie inną znajdzie? Przecież mówił, że nigdy nie będzie sam.
– Co prawda to prawda. Przyssie się do innej Wielkiej Mamusi –  Zakładniczki Miłości. Niejedna taka chodzi po świecie. Więzienie nam pęka w szwach od tych opiekunek wiecznych syneczków. Co pani zamierza robić na wolności?
– Nie wiem. Boję się. Co mam robić? Komu jestem taka potrzebna?
– Jaka?
– Gruba, brzydka, zwyczajna! Ta miłość to był dar od losu! Dlatego go pokochałam, że mnie dostrzegł, docenił.
– Rozumiem. Faktycznie, jak pani będzie się sama tak traktować, to nikt porządny się nie zainteresuje. Spisała się pani na straty, to nie ma co się dziwić.
– To co mam robić?
– Pewnie zacząć od szacunku do siebie. Ma pani za co siebie szanować. Zniosła pani 15 lat więzienia o zaostrzonym rygorze, przeżyła pani jakoś, a to już samo w sobie jest godne szacunku.
– Pracuję, mieszkanie kupiłam. Twarda jestem. I pracy się nie boję.
– No widzi pani! Wolność po to właśnie się odzyskuje, żeby pomyśleć, przewartościować. Oddam pani teraz rzeczy z depozytu, proszę kwitować: serce rozbite – sztuk 1, zgniecione poczucie własnej wartości – sztuk 1, zasuszona samoocena – sztuk 1, połknięte urazy – 5 skrzynek, standardowe obrażenia – 1 komplet, siniaki – 4 komplety, wielka miłość, przeceniona – sztuk 1.
– Mogę tego nie odbierać?
– Oczywiście! Tylko czekam, kiedy pani z tego zrezygnuje! Pójdzie do utylizacji.
– To co mi zostanie?
– Wolność. Swoboda wyboru działań, życzeń i innych takich. Proszę sobie wybrać coś nowego, co pani chce.
– A można wybrać? Odzwyczaiłam się przez 15 lat od normalnego życia. Trochę się boję.
– To nic, to normalne. Proszę, tu ma pani zaświadczenie o odbyciu wyroku. Ma pani prawo zwrócić się o pomoc do każdego Rehabilitanta. Z reguły kierujemy tam wszystkie Zakładniczki Miłości. Na pożegnanie prezent dla pani od administracji więzienia. Pudełeczko z miłością do siebie. Działa na baterie słoneczne czyli zawsze.
– Dziękuję.
– Otworzę pani teraz bramę. Witamy w Wolnym Świecie. I żebym nigdy więcej tu pani nie widział!

Strażnik otwiera bramę i była Zakładniczka Miłości nieśmiało stawia pierwsze kroki w przestrzeni, jasnej i słonecznej. Wolny Świat nieco ją przeraża  jak ptaka, który dorastał w klatce, a teraz został wypuszczony na wolność. Będzie musiała nauczyć się szybować w tej swobodnej i radosnej rzeczywistości. Tak, jak robią to, zgodnie z prawami natury, ptaki i ludzie”.

Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj. Tłumaczenie I.Z.
Po Pierwsze Ludzie - 
https://www.facebook.com/Po.Pierwsze.Ludzie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet

 

Rola mężczyzny w życiu kobiety – poważny problem.

16 mar

 

Spotkałam wczoraj znajomą.

- Co tam u ciebie słychać?

- A nic! Dobrze! Jest zdrowie, praca. Reszta do ogarnięcia.

- A jak z nim?

- Różnie, ale daję radę.

Popatrzyła na mnie uważnie. Dopytała o parę szczegółów – widocznie było jej to potrzebne do zaspokojenia ciekawości i zawieszając głos zapytała:

- A jak sobie radzisz sama?

- Dobrze – odparłam z uśmiechem.

Popatrzyła z dezaprobatą. Widocznie nie pasowałam do jej wyobrażeń o mnie, bo po chwili dodała:

- Wiesz, u mnie też różnie bywa. Też często jestem wyzywana od różnych, ale … – i tu popłynęły różne argumenty – ale ona to wytrzymuje, ona nie odchodzi, ona się tym nie przejmuje, ona, ona, ona…

A ja nie! Nie! Bo nie ma takiej miłości w imię której ja muszę cierpieć, w imię której muszą cierpieć moje dzieci. NIE MA. Jeżeli jest, to jest to chora miłość. Jakieś utarte, widziane w dzieciństwie modele zachowań, jakieś ambicje, przepychanki, jakieś chore zachowania typu – ja będę cierpieć, niech to wszyscy widzą i niech mi współczują, niech mnie żałują – poczuję się wtedy taka ważna, dowartościowana, taka super – dam radę! Zniszczę siebie, zniszczę dzieci (jeżeli są), ale dam radę! SUPRMENKA.

Koleżanka już mnie zaszufladkowała i to negatywnie, bo ona daje radę a ja – no! Wiadomo!

Następna historia, którą usłyszałam to opowieść o pewnej kobiecie, którą psychicznie niszczy mąż. W kontaktach ze znajomymi jest czarujący, elokwentny, tzw. facet na poziomie a sam na sam z żoną przeobraża się w potwora. W trudnych dla niej sytuacjach (np. dotyczących zdrowia) potrafi wykrzyczeć:

- Gdybyś zdechła ułożyłbym sobie życie od nowa!

Takie słowa bolą. Rodzi się pytanie – dlaczego ona z nim jest? Dlaczego ona na to pozwala? Dlaczego cierpią oboje tworząc piekło na ziemi?

Tak naprawdę znamy odpowiedź na te pytania, tylko tak trudno zacząć od siebie – od zmiany siebie samego. Trudno zacząć coś nowego, co jest lepsze, ale my tego nie znamy. Łatwiej za to tkwić w starym, choćby było najbardziej bolesne. Potrzeba zmiany. Zmiany, którą trzeba zacząć od samego siebie.

W takich sytuacjach żal mi mężczyzn. Oczywiście żal też kobiet – także mnie samej. Dlaczego żal? Ano dlatego, że przez takie zachowania tworzymy dwa stereotypy. Pierwszy – mężczyzny, który na początku jest miły, wrażliwy, empatyczny, gotowy do pomocy, umiejący słuchać, potrafiący „nieba przychylić” a później, po dłuższej znajomości, lub po ślubie przeobrażający się w potwora, który gnębi, wyzywa, niszczy psychicznie i fizycznie, jest oprawcą, itd. Drugi stereotyp to obraz kobiety miłej, usłużnej, zapatrzonej w niego jak w święty obrazek, odgadującej wszystkie jego zachcianki i myśli, przemieniającej się później w bierną ofiarę jego złych zachowań. Stajemy się wtedy ludźmi w pułapce – pułapce naszych stereotypów i nawet kiedy spotkamy tego odpowiedniego partnera to miniemy go obojętnie, bo…

Przypomina mi się w tym momencie fragment książki A. de Mello „Przebudzenie”. Fragment mówiący o miłości. Nie kochamy prawdziwej osoby, kochamy swoje wyobrażenie o tej osobie. Łudzimy się iluzją na temat tej osoby. Nie widzimy jej prawdziwej – z jej wadami, brakami, niedociągnięciami. Kiedy ją jednak poznajemy – budzimy się i niestety jest to bolesne przebudzenie. Sami siebie oszukiwaliśmy, lub oszukujemy, ale żeby mniej bolało – to ktoś musi być winny.

Myślę, że nie ma złych mężczyzn, lub złych kobiet – są tylko bardzo pogubieni ludzie, którzy nie chcą wyjść ze starych torów zachowań, bo wtedy musieliby wszystko zaczynać od nowa a nowe, nieznane zawsze wzbudza niepokój. Więc po co bać się nowego, kiedy mamy stare, oswojone? Po co zmieniać siebie, łatwiej zmienić kogoś a jak się nie da to wtedy użyjemy siły. Tworzymy piekło na ziemi. Mamy „krew, pot i łzy”. Mamy nasz własny, cieplutki, czasami straszny MATRIX.

Chciałam zakończyć pozytywnie a wyszło jak zawsze.  :cry:

I jeszcze fragment tekstu mojego ulubionego autora, aby dać jednak nadzieję :-) też w klimacie „zmiany”:

„By otworzyć komuś oczy potrzeba niekiedy całego życia. By ujrzeć – wystarczy błysk chwili.

Szczęście

 - Potrzebuje pomocy – natychmiast – inaczej oszaleje! Mieszkamy w małym pokoju – moja żona, moje dzieci i moi teściowie. Jesteśmy na granicy wytrzymałości, krzyczymy i wrzeszczymy na siebie. Ten pokój  to piekło!

- Czy obiecujesz, że spełnisz wszystko, co ci polecę – powiedział Mistrz z wielka powaga.

- Przysięgam, że spełnię wszystko.

- Doskonale. Ile macie zwierząt?

- Krowę, kozę i sześć kur.

- Wprowadź je wszystkie do waszego pokoju i przyjdź do mnie za tydzień.

Uczeń przeraził sie, ale przecież obiecał być posłusznym. Wprowadził zwierzęta do pokoju.

Wrócił po tygodniu, w stanie godnym politowania, i skarżył się:

- Jestem kłębkiem nerwów. Ten brud, smród i hałas! Wkrótce chyba wszyscy postradamy zmysły!

- Wracaj do domu – powiedział Mistrz – i wyprowadź zwierzęta z pokoju.

Człowiek pobiegł szybko do domu. Następnego dnia wrócił, promieniejąc z radości.

- Jak cudowne jest życie! Wyprowadziliśmy zwierzęta. Nasz dom stał sie rajem. Co za spokój, jak czysto i ile przestrzeni mamy dla siebie!”

Anthony de Mello „Minuta mądrości”

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

Chrześcijańska terapia w książce M. R. Carothers „Moc uwielbienia”

15 mar

Odkrywam na nowo siebie.

Staje się silniejsza (jeszcze muszę dodać „chyba”, ale kiedyś przestanę to słowo dodawać).

                Przechodziłam fazę ateizmu – myśląc, że Boga nie ma. Fazę agnostycyzmu – mówiąc Bóg jest, ale nie interesuje Go co się z nami/ze mną dzieje. Szukałam dowodu na istnienie Boga. Gdzie teraz jestem? W jakiej fazie? Mój syn mówi, że Boga wymyślili sobie ludzie, aby łatwiej im się żyło, aby mogli się usprawiedliwiać i aby mieć się do kogo odnieść, kiedy jest im ciężko. W pewnym sensie ma rację.

W moim odczuciu – teraz, w tym momencie wierzę, że Bóg jest. Istnieje. Jest chociaż ja o Nim zapomniałam. Czytałam książkę „Moc uwielbienia” i trudno to wytłumaczyć w sposób racjonalny (przynajmniej przeze mnie), bo moja sytuacja życiowa przechodziła przez ogromne zmiany. Zmiany nie były „fajne” – raczej bolesne, ale potrzebne. Otworzyły mi oczy na sytuacje w których tkwiłam. Mogłam je zmienić – zamknąć. Strach jest nadal, ale nie ma chorej zależności. Poczucia, że muszę coś robić, aby ktoś pozytywnie mnie postrzegał. Śpię spokojniej. Mój „pociąg” powoli wyskakuje ze starych torów. Ktoś pomaga mi znaleźć nowy tor. Mówi, że ja nie chcę – ma rację. Nie chcę, bo mieszka we mnie strach – ten dawny- oswojony i lęk przed nowym – nieznanym.

„Bóg ma wyjątkowy plan na twoje życie” (s. 89) – ile razy to słyszałam i zawsze miałam wątpliwości – wiadomo jakie. Zawsze, gdy to słyszałam wyobrażałam sobie cudowne życie, które mnie spotka a wcale tak nie było. Były za to próby – choroby, śmierć, uwikłanie w trudne sytuacje – nic dobrego więc denerwuje mnie taki tekst.

„Nic w twoim życiu nie jest przypadkowe. Bóg z miłością dosięgnął cię i przyciągnął do siebie przez różne zaplanowane przez Niego okoliczności” (s.89)

„Bóg chce, abyśmy stali się czymś (ja bym dodała kimś). No tak wiemy o tym! Bóg chce, byśmy mieli więcej miłości, życzliwości, więcej cierpliwości, więcej wiary, pokoju, delikatności, dobroci, pokory oraz więcej dyscypliny wewnętrznej, byśmy mogli być jego świadkami gdziekolwiek będziemy. Prawda?

Jasne, ale większość z nas myśli, że musimy wprowadzić w życie religijny program samoulepszenia, samemu próbując bardziej kochać, być życzliwymi, cierpliwymi, pokornymi, delikatnymi i zdyscyplinowanymi. A im bardziej próbujemy, tym bardziej stajemy się sfrustrowani.

To Bóg ma dokonać zmian. On chce byśmy mu się powierzyli i ufali, że On nas przemieni. (…)

Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu, abyście umieli rozpoznać, jaka jest wola Boża, co jest dobre, co Bogu przyjemne i co doskonałe (Rz12,2)” (s. 90)

„Jakimi metodami Bóg nas przemienia?

‘Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorakich doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu.’ (1P1, 6-7)

Tak właśnie wzrasta nasza wiara!” (s.91)

„Pamiętaj, wiara oznacza świadome postanowienie, że będę wierzyć w coś, czego nie możemy zobaczyć, ani udowodnić”

Skoro Bóg mówi, że ze wszystkiego wyprowadza dla nas dobro, a my widzimy, jak wszystko ma się ku złemu, to nasza wiara wzrasta, gdy polegamy na słowie Boga i dziękujemy Mu za wszystko, co się dzieje” (s.92)

„Miłość znaczy dla nas więcej niż cokolwiek innego na całym świecie. Zostaliśmy stworzeni, by kochać Boga i aby kochać się wzajemnie. Gdy nie kochamy, to zaczyna panować strach. Jesteśmy ranieni, rozżaleni, boimy się siebie nawzajem, nienawidzimy się, nosimy w sobie poczucie winy.

Nasze zranione emocje, nasze obawy, frustracje, nasze mechanizmy obronne, nasze destrukcyjne zachowania – wszystko bierze się z braku miłości.” (s. 94-95)

I fragment co do którego mam jeszcze dużo wątpliwości:

„Miłość, która akceptuje, wspiera i wierzy w innych, jest cierpliwa, życzliwa, nie jest egoistyczna, nie zazdrości, nie unosi się pychą, nie szuka swego, wszystko znosi, nie unosi się gniewem. Nie pamięta złego i nie przejmuje się, gdy musi cierpieć niesłusznie. Miłość, która jest wierna, wszystkiemu wierzy i współweseli się z prawdą. Taka miłość zniesie wszystko i nie słabnie w żadnych okolicznościach.

Taką miłość ma względem nas Bóg i taką nakazuje nam, byśmy mieli względem siebie nawzajem. Taka miłość leczy rany po dawnych krzywdach, oddala strach, wymazuje urazy i zadawnione pretensje. Taka miłość scala nas i pozwala odwzajemnić kochaniem bez obawy o odrzucenie i zranienie. Taką miłość Grecy zwali agape – świadome, rozumne, duchowe oddanie.” (s. 94-95)

„Możliwe, że pracujesz w miejscu, albo jesteś w sytuacji z której Bóg planuje cię wyprowadzić. Jednak jest konieczne, byś teraz przyjął swoją obecną sytuację z radością i podziękował za nią Bogu (u mnie bardzo trudne – jeszcze nie bardzo potrafię). Kiedy dziękujemy Bogu za każdą trudność poddając się Jego woli za każdym razem, to On może wprowadzić nas na to miejsce, gdzie chce nas mieć.” (s.166)

„Twoim zadaniem obecnie jest podziękować Mu za to, gdzie jesteś w tym momencie!

Skoro Bóg przez Ducha Świętego pokazuje ci, że piętnaście lat temu poczyniłeś zły wybór (skąd ten przypadek – ja też mówię o 15 latach), gdy dobrowolnie dokonałeś go niezgodnie z wolą Bożą – tak jak ją wtedy rozumiałeś – to przyznaj się przed Nim do tego złego wyboru. Poproś Boga o wybaczenie, podziękuj mu za to i poproś, by cię poprowadził w naprawie tego, co mogłeś uczynić ze szkodą dla innych ludzi. Potem dalsze życie, począwszy od tego momentu, oddaj całkowicie w ręce Boga i zaufaj, że On jest teraz za wszystko odpowiedzialny. Teraz uwielbiaj Go i dziękuj za twoją obecną sytuację w każdym szczególe.

Możesz odkryć, że moc Boża działa, by cię wyprowadzić z obecnego stanu w krótkim czasie, albo możesz odkryć, że moc Boża przemienia cię pośrodku całej sytuacji. Cokolwiek się dzieje, to nadal mu dziękuj, bo on za to odpowiada.” (s.166-167)

Dopiero teraz dobrnęłam do końca książki a czytam ją od początku lutego. Długo, bo książka nie jest gruba. Zakończenie książki znów mnie zaskoczyło. Dlaczego? A to dlatego, że biorę udział w pięknym i dużym przedsięwzięciu – przedstawieniu wielkopostnym, które będzie wystawiane w naszym miasteczku 12 kwietnia. Przedstawienie będzie opowiadać o wydarzeniach od złożenia Jezusa do grobu do wniebowzięcia Jego Matki. W przedstawieniu gram rolę Duszy Pokutującej a później jestem kobietą z ludu – czyli ogólnie mówiąc jestem statystką – nikim ważnym. Końcówka książki to sceny, które oglądam na próbach. Przypadek – nie sądzę :-) . Te same słowa! Te same obrazy!

„My także jesteśmy jak uczniowie. Gdy próby i smutki pojawią się na naszej drodze, nasze pierwsze reakcje to: ‘o Boże, czemuś mnie opuścił?’

Lecz Jezus powiedział:

‘To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat.’ (J 16,33)” (s. 221)

„Kręcimy głowami nad stanem tego świata jakbyśmy mówili: ‘Teraz jest tak wiele dowodów, że Bóg nie czyni wiele w obecnym czasie’.

Lecz Jezus powiedział swoim uczniom, żeby spodziewali się wojen, trzęsień ziemi, gradu, rozruchów, epidemii i tak dalej – wierny obraz świata, w którym żyjemy i obietnica, że może być jeszcze gorzej.

Jezus rzekł:

A gdy to się dziać zacznie, nabierzecie ducha i podniesiecie głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie (Łk 21,28)

Kiedy sytuacja się pogarsza na tym naszym świecie, to nie jest dowód, że Bóg jest nieobecny lub obojętny.

Wręcz przeciwnie.

Wszystkie te znaki stanowią dowód, że Bóg jest bardzo blisko, że każda część Jego planu i Jego cel się wypełnia, jak to jego słowo nam obiecuje. (…)

Słowo Boże mówi nam, żebyśmy  się radowali w naszych próbach.” (s.222)

„To o czym myślicie, że jest bolesnym dowodem nieobecności Boga w naszym życiu, jest w istocie Jego wynikającym z miłości postanowieniem, by was do siebie przyciągnąć – aby wasza radość była pełna!

Spójrzcie w górę i uwielbiajcie Go!

On was kocha!” (s.223)

 Fragmenty tekstu pochodzą z ksiązki: Moc uwielbienia, Merlin R. Carothers, POMOC, Częstochowa 2013.

Mój strach

Dziękuję Ci Panie!

Za lęk przed samotnością

Dziękuję Ci Panie

Za strach przed bezdomnością

Dziękuję Ci Panie

Za 15 lat życia w strachu

Dziękuję Ci Panie

Za nadgorliwość i odgadywanie cudzych myśli

Za wyręczanie kogoś

Za bycie cieniem pełnym strachu

Dziękuję Ci Panie

Za pozbycie się siebie prawdziwej

Za podkulanie ogona kiedy słyszę krzyk

Kiedy widzę niezadowolenie

Za te wszystkie lata

Kiedy uważałam że jestem nikim

Dziękuję Ci Panie

Za poranione relacje z ludźmi

Za zagubienie dzisiaj

Dziękuję Ci Panie

Za poczucie pustki i bezsensu

Za łzy które nie chcę przestać płynąć

Dziękuję Ci Panie

Za to że nie rozumiem mojego bólu

Dziękuję Ci Panie

Za to że jestem niepokorna

Że kłócę się z Tobą

Że nieraz mówię że Cię nie ma

Dziękuję Ci Panie

Za to że jednak przy mnie jesteś

Dziękuję Ci Boże!

Tego wpisu można posłuchać w aplikacji Audioblog

logo_audioaudioblog_small_white1-300x102.png

 
Komentarze (15)

Napisane w kategorii Audioblog, Książka