RSS
 

Rola mężczyzny w życiu kobiety – poważny problem.

16 mar

 

Spotkałam wczoraj znajomą.

- Co tam u ciebie słychać?

- A nic! Dobrze! Jest zdrowie, praca. Reszta do ogarnięcia.

- A jak z nim?

- Różnie, ale daję radę.

Popatrzyła na mnie uważnie. Dopytała o parę szczegółów – widocznie było jej to potrzebne do zaspokojenia ciekawości i zawieszając głos zapytała:

- A jak sobie radzisz sama?

- Dobrze – odparłam z uśmiechem.

Popatrzyła z dezaprobatą. Widocznie nie pasowałam do jej wyobrażeń o mnie, bo po chwili dodała:

- Wiesz, u mnie też różnie bywa. Też często jestem wyzywana od różnych, ale … – i tu popłynęły różne argumenty – ale ona to wytrzymuje, ona nie odchodzi, ona się tym nie przejmuje, ona, ona, ona…

A ja nie! Nie! Bo nie ma takiej miłości w imię której ja muszę cierpieć, w imię której muszą cierpieć moje dzieci. NIE MA. Jeżeli jest, to jest to chora miłość. Jakieś utarte, widziane w dzieciństwie modele zachowań, jakieś ambicje, przepychanki, jakieś chore zachowania typu – ja będę cierpieć, niech to wszyscy widzą i niech mi współczują, niech mnie żałują – poczuję się wtedy taka ważna, dowartościowana, taka super – dam radę! Zniszczę siebie, zniszczę dzieci (jeżeli są), ale dam radę! SUPRMENKA.

Koleżanka już mnie zaszufladkowała i to negatywnie, bo ona daje radę a ja – no! Wiadomo!

Następna historia, którą usłyszałam to opowieść o pewnej kobiecie, którą psychicznie niszczy mąż. W kontaktach ze znajomymi jest czarujący, elokwentny, tzw. facet na poziomie a sam na sam z żoną przeobraża się w potwora. W trudnych dla niej sytuacjach (np. dotyczących zdrowia) potrafi wykrzyczeć:

- Gdybyś zdechła ułożyłbym sobie życie od nowa!

Takie słowa bolą. Rodzi się pytanie – dlaczego ona z nim jest? Dlaczego ona na to pozwala? Dlaczego cierpią oboje tworząc piekło na ziemi?

Tak naprawdę znamy odpowiedź na te pytania, tylko tak trudno zacząć od siebie – od zmiany siebie samego. Trudno zacząć coś nowego, co jest lepsze, ale my tego nie znamy. Łatwiej za to tkwić w starym, choćby było najbardziej bolesne. Potrzeba zmiany. Zmiany, którą trzeba zacząć od samego siebie.

W takich sytuacjach żal mi mężczyzn. Oczywiście żal też kobiet – także mnie samej. Dlaczego żal? Ano dlatego, że przez takie zachowania tworzymy dwa stereotypy. Pierwszy – mężczyzny, który na początku jest miły, wrażliwy, empatyczny, gotowy do pomocy, umiejący słuchać, potrafiący „nieba przychylić” a później, po dłuższej znajomości, lub po ślubie przeobrażający się w potwora, który gnębi, wyzywa, niszczy psychicznie i fizycznie, jest oprawcą, itd. Drugi stereotyp to obraz kobiety miłej, usłużnej, zapatrzonej w niego jak w święty obrazek, odgadującej wszystkie jego zachcianki i myśli, przemieniającej się później w bierną ofiarę jego złych zachowań. Stajemy się wtedy ludźmi w pułapce – pułapce naszych stereotypów i nawet kiedy spotkamy tego odpowiedniego partnera to miniemy go obojętnie, bo…

Przypomina mi się w tym momencie fragment książki A. de Mello „Przebudzenie”. Fragment mówiący o miłości. Nie kochamy prawdziwej osoby, kochamy swoje wyobrażenie o tej osobie. Łudzimy się iluzją na temat tej osoby. Nie widzimy jej prawdziwej – z jej wadami, brakami, niedociągnięciami. Kiedy ją jednak poznajemy – budzimy się i niestety jest to bolesne przebudzenie. Sami siebie oszukiwaliśmy, lub oszukujemy, ale żeby mniej bolało – to ktoś musi być winny.

Myślę, że nie ma złych mężczyzn, lub złych kobiet – są tylko bardzo pogubieni ludzie, którzy nie chcą wyjść ze starych torów zachowań, bo wtedy musieliby wszystko zaczynać od nowa a nowe, nieznane zawsze wzbudza niepokój. Więc po co bać się nowego, kiedy mamy stare, oswojone? Po co zmieniać siebie, łatwiej zmienić kogoś a jak się nie da to wtedy użyjemy siły. Tworzymy piekło na ziemi. Mamy „krew, pot i łzy”. Mamy nasz własny, cieplutki, czasami straszny MATRIX.

Chciałam zakończyć pozytywnie a wyszło jak zawsze.  :cry:

I jeszcze fragment tekstu mojego ulubionego autora, aby dać jednak nadzieję :-) też w klimacie „zmiany”:

„By otworzyć komuś oczy potrzeba niekiedy całego życia. By ujrzeć – wystarczy błysk chwili.

Szczęście

 - Potrzebuje pomocy – natychmiast – inaczej oszaleje! Mieszkamy w małym pokoju – moja żona, moje dzieci i moi teściowie. Jesteśmy na granicy wytrzymałości, krzyczymy i wrzeszczymy na siebie. Ten pokój  to piekło!

- Czy obiecujesz, że spełnisz wszystko, co ci polecę – powiedział Mistrz z wielka powaga.

- Przysięgam, że spełnię wszystko.

- Doskonale. Ile macie zwierząt?

- Krowę, kozę i sześć kur.

- Wprowadź je wszystkie do waszego pokoju i przyjdź do mnie za tydzień.

Uczeń przeraził sie, ale przecież obiecał być posłusznym. Wprowadził zwierzęta do pokoju.

Wrócił po tygodniu, w stanie godnym politowania, i skarżył się:

- Jestem kłębkiem nerwów. Ten brud, smród i hałas! Wkrótce chyba wszyscy postradamy zmysły!

- Wracaj do domu – powiedział Mistrz – i wyprowadź zwierzęta z pokoju.

Człowiek pobiegł szybko do domu. Następnego dnia wrócił, promieniejąc z radości.

- Jak cudowne jest życie! Wyprowadziliśmy zwierzęta. Nasz dom stał sie rajem. Co za spokój, jak czysto i ile przestrzeni mamy dla siebie!”

Anthony de Mello „Minuta mądrości”

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii Książka, Życie

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~agnieszka

    16 marca 2014 o 13:50

    Uwielbiamy te przypowieści, mądrości mówiące, że nie wiemy co tak właściwie nas uszczęśliwia i co jest nam potrzebne. Finał jest zaskakujący zawsze…
    Jak w przypowieści człowieka idącego przez życie, po śmierci widzi swój ślad a obok ślad Jezusa, który mu towarzyszył. Jednak były chwile kiedy ślad był pojedynczy i te chwile to były najtrudniejsze momenty jego życia. Pyta dlatego z pretensją Jezusa: dlaczego mnie wtedy zostawiałeś, dlaczego szedłem sam. Jezus mu odpowiedział : nie byłeś sam, ślad jest pojedynczy bo niosłem cię wtedy na swoich ramionach…

     
  2. ~Maja

    4 września 2014 o 11:57

    Tak myślę sobie…naturalnie rzecz biorąc nie ma nic stałego w życiu poza zmianą. A my ludzie tak bardzo tych zmian się boimy. Tworzymy blokady mentalne, blokady w naszych umysłach….schematy. Szczególnie My Polacy. Podziwiam Cię za to, że MASZ ODWAGĘ myśleć samodzielnie i IŚĆ pod PRĄD…Wszystko możemy zmienić w swoim wnętrzu….wszystko przetransformować, przepracować, przeanalizaować i wyciągnąć WNISOKI UZDRAWIAJĄCE nasze życie, które popchną nas do ZMIAN I DZIAŁAŃ., nic nie tłumaczy relacji toksycznych…NIC ich nie usprawiedliwia. To doszczętne zniszczenie psychiki i poczucia własnej wartości, godności….I to nie prawda, że scheamty z dzieciństwa muszą się powtarzać….Ja pochodzę z domu, gdzie przemoc psychiczna w stosunku do kobiet była na porządku dziennym…poniżenie, złe słowa, agresywne zachowania łącznie z rękoczynami, nienawiść wrogość, niechęć – mój ojciec był tyranem, despotą i osobą znęcającą się psychicznie nad rodziną…Mój mąż jest PRZECIWIEŃSWEM takiego typu mężczyzny. Jest moim najlepszym przyjaicelem. Człowiekiem, który nigdy mnie nie zawiódł. Jest dla mnie wzorem męskości….
    „Przepracowanie” relacji z tatą zajęło mi około 8 lat. Skończyło się wybaczeniem, przy jednoczesnym odsunięciu się na dystans. Nie czuję ŻADNEGO poczucia winy. I dodam jeszcze, że jestem osobą wierzącą. Chrystus jest dla mnie autorytetem. Wierzę, że Bóg nas KOCHA i pragnie naszego szczęścia. Naszego rozwoju…tego byśmy żyli w harmonii, spokoju serca, miłości….Bo Bóg jest TAKI….jest źródłem miłości, spokoju, harmonii, szczęścia….nie bądźmy masochistami tłumaczącymi się hipokryzją religijną….można nieść swój krzyż, ale nie można dać się zniszczyć psychicznie. Chrystus także WYMAGAŁ ZMIANY – od grzeszników wymagał nawrócenia….Czy wyobrażasz sobie Go jak mówi sadyście, osobie znęcającej się nad własną żoną, dziećmi:” żyj tak nadal, nie zmieniaj się”….

     
    • Anula

      4 września 2014 o 12:49

      Pięknie! Dziękuję

       
    • ~Marta

      11 marca 2015 o 17:05

      Maju…gdzie znalazłaś takiego mezczyznę??To co napisałaś pozwala mi wierzyć w to, że są jeszcze normalni faceci. Wlasnie próbuję zakonczyć toksyczna znajomosć z panem „na pokaz”, który zniszczył mnie psychicznie itd.
      Bardzo chcę odejść, nawet nie wiesz jak. Jeszcze nie przestałam wierzyc w to, ze mi się uda, jeszcze się nie poddałam.Bardzo cięzko jest to zrobić…

       
  3. mag_a

    7 lutego 2016 o 10:31

    Hej! :)
    Zawsze mówiłam, że droga do nieba prowadzi przez piekło :)
    Ono nie jest fajne, ale jak się już przez nie przejdzie, wtedy wszystko cieszy! :) I potrafi człowiek to wszystko docenić! A sobą jak się wtedy cieszymy nawzajem. Dziękujemy sobie za każdą chwilę! :) Szczęśliwy czas!
    Mam takie przekonanie, że nasza druga połowa jest na naszą miarę. I to od naszej miary zależy to, jaka ona jest. Czasem bierzemy pierwszą lepszą, bo tak naprawdę nie znamy siebie, swojej miary, nie wiemy co do nas pasuje.
    No i wtedy się męczymy! Szczęśliwi, którzy potrafią czekać. Pozdrawiam serdecznie! :)