RSS
 

List do matki – z aborcją w tle.

18 kwi

Foto: demotywatory.pl

Moja córka przyniosła z kościoła mały folder – książeczkę dotycząca duchowej adopcji. Modlitwa w intencji dziecka zagrożonego aborcją.  Na ostatniej stronie wydrukowano modlitwę codzienną. Oto jej treść: „Panie Jezu, za wstawiennictwem Twojej Matki, Maryi, która urodziła Cię z miłością, oraz wstawiennictwem świętego Józefa, człowieka zawierzenia, który opiekował się Tobą po urodzeniu – proszę Cię w intencji tego nienarodzonego dziecka, które duchowo adoptowałem a które znajduje się w niebezpieczeństwie zagłady. Proszę, daj rodzicom miłość, odwagę, aby swoje dziecko pozostawili przy życiu, które Ty sam mu przeznaczyłeś. Amen”. Ja dodałabym jeszcze: Panie daj miłość rodzicom i zdolność jej okazywania temu dziecku, jeżeli przeżyje. Nie zostawiaj go w tej rodzinie bez ciepła miłości, bez uśmiechu matki, jej przytulenia. Proszę wlej w serce rodziców morze miłości, którą będą później okazywać temu właśnie dziecku.

Przeczytałam list kobiety, która przez całe swoje dziecięce życie słyszała, że jest dzieckiem, które uniknęło aborcji. Straszne. Wiem co to jest syndrom postaborcyjny i wiem, że dotyka on kobiet, które dokonały aborcji a tu pisze kobieta, która przeżyła całe to „zamieszanie” związane z aborcją i to ją dotknął syndrom, chociaż ona była dzieckiem, które przeżyło.

Foto: http://huzunkalirgeriye.tumblr.com

„Moi rodzice! (wstęp skreślony i później dopisane) Mamo!

Nie pamiętam, czy miałam napisać list do rodziców, czy list do matki, a może miałam zrobić coś innego. Piszę list. Nie wiem, czy pomoże.

Mamo i tato – nie piszę tych słów dużymi literami, bo chyba was nie kocham. Znalazłam się w waszym życiu przez przypadek. Nie byłam chciana i oczekiwana. Nie! Mieliście już duże, wychowane dzieci, kiedy zorientowałaś się, że jesteś w ciąży. Chciałaś mnie usunąć, bo miałaś 41 lat (prawie tyle samo, co ja teraz). Mówiłaś: „Jestem za stara na dzieci, nie wychowam, nie chcę!” A ja rosłam w twoim brzuchu. Wiem, że mnie nie chciałaś. Czułaś się zagrożona. Nie chcę współodczuwać twojego stanu, bo znów zacznę cię usprawiedliwiać. Wiem, że mieliście ciężko, ale trudno mi sobie wyobrazić jak bardzo mnie nie chciałaś. Nie widzę w tym wszystkim ojca – jakie było jego stanowisko. Później często mówiłaś, że następną ciążę usunęłaś. Czułaś się winna. Kiedy umierałaś na raka powiedziałaś, że to kara za to, co zrobiłaś.

Nie było mi z wami dobrze. Zawsze czułam się nie na miejscu. Nie pamiętam, czy mnie przytulałaś – kiedy sięgnę wspomnieniami wstecz nie widzę tego. Brakowało mi twoich przytulań, pocałunków, rozmów. Byłam sama. Musiałam zabiegać o twoją uwagę dobrym zachowaniem. Nigdy nie marudziłam, nie miałam zachcianek, o nic nie prosiłam. Kiedyś, kiedy odważyłam się o coś poprosić, ty zaczęłaś krzyczeć, że jestem zła, niewdzięczna, że cię nie kocham, że ty się starasz a ja jestem taka okropna. Poczułam się winna. Płakałaś a mnie serce pękało, bo cię zawiodłam i znów usłyszałam tekst o niechcianej ciąży. Przestałam marudzić. Potulnie zgadzałam się na wszystko i byłam wdzięczna, że mnie nie zabiłaś, bo ciąże po moim porodzie usunęłaś. Często mówiłaś, że to musiał być chłopiec, bo przychodził do ciebie we śnie i pytał, dlaczego go zabiłaś. Dlaczego mi to mówiłaś? Nienawidziłam tego. Czułam się u was obco. Jak u obcych ludzi. Nie pamiętam z tamtych lat ojca – pamiętam ciebie – z twoimi łzami, pretensjami, twoim wiecznym niezadowoleniem. Czułam się winna. Myślałam, że dobrym zachowaniem, cichością, brakiem własnego zdania, uległością zapewnię sobie twoje uczucie, ale ty zawsze byłaś niezadowolona. Nie chciałaś na mnie spojrzeć jak matka – byłaś obca. Miałaś swoje sprawy. Kiedy ja miałam jakieś problemy ty zawsze mówiłaś – bądź cicho, masz co jeść i w co się ubrać i jeszcze coś chcesz? Nie było między nami rozmów. Brakowało mi tego. Było między nami milczenie. Ty milczałaś, bo mnie nie akceptowałaś a ja milczałam, bo chciałam zasłużyć na twoją miłość. Chciałam się poczuć jak w domu. Chciałam, żebyś mnie przytuliła, porozmawiała jak matka z córką. Chciałam być dla ciebie ważna. Pamiętam pewną sytuację, kiedy ty płaczesz, bo ja ośmieliłam się powiedzieć, co myślę. Krzyczałaś, że jestem zła. Pamiętam te ogromne poczucie winy. Poczułam się tak, jakbyś coś we mnie zabiła. Przestałam być sobą. Stałam się dobra – cicha, spokojna, uległa, uśmiechnięta, taka, której wszystko pasuje, która ze wszystkim się zgodzi, która dostrzeże zły humor mamy i będzie się starać jeszcze bardziej. Starałam się być dla ciebie dobrą uczennicą – kiedy dostawałam dobre oceny widziałam uśmiech na twojej twarzy. Kiedyś napisałam wypracowanie z języka polskiego – charakterystykę matki. Dostałam za nie piętkę. Napisałam, że cię kocham, że jesteś najlepszą kobietą na świecie i masz takie piękne, spracowane dłonie. Takie kochane.Tyle uczuć, abyś ty zechciała mnie pokochać. Przeczytałam to wypracowanie w domu – chyba wtedy płakałaś, ale mnie nie przytuliłaś. Zawsze był między nami dystans – wszystko na odległość. Nie widzę w tym wszystkim ojca – dostrzegam tylko ciebie – twoje potrzeby, twój smutek, płacz, twoje poczucie skrzywdzenia ze strony ojca a później te sytuacje, kiedy cię bił. Właściwie to nie widziałam tych scen, kiedy on ci coś robił fizycznie, to znaczy szarpał, uderzał. Pamiętam tylko twój krzyk, łzy, strach – kiedy uciekałyśmy. Pamiętam jego szaleństwo spowodowane alkoholem, przekleństwa, agresję skierowaną do ciebie. Straszył cię. Ganiał. Razem uciekałyśmy. Pamiętam, jak ukryłam się kiedyś w ciemnym pokoju a on wbiegł pijany z krzykiem. Uciekałam z tobą. Chciałam cię bronić, chronić. Chciałam… Chciałam tym zachowaniem zapewnić sobie twoją miłość.

Zawsze byłam przy tobie.

Wybrałam ogólniak. Teraz wiem dlaczego. Myślałam, że jak będę się uczyć i mieć dobre stopnie, to mnie pokochasz. W ogólniaku miałam problemy z nauką. Ciężko mi było poradzić sobie z nowym otoczeniem. Starałam się a oceny były słabe. Chciałam się przenieść do budowlanki. Poszłaś ze mną do dyrektora po dokumenty. Dyrektor powiedział, że nie jest tak źle i nie ma sensu, abym się przenosiła. Ty nic nie mówiłaś, ale w uszach brzmiały mi twoje słowa dotyczące wyboru szkoły. Według ciebie lepiej było wybrać zawodówkę, bo po niej będę miała zawód. Zostałam w ogólniaku.

Nie czułam od ciebie wsparcia. Nie było w tobie matczynych uczuć. Traktowałaś mnie jak kogoś, kto jest, bo jest. Nigdy ze mną nie rozmawiałaś na tematy związane  z moimi obawami, przeżywanymi miłościami. Stworzyłaś – dałaś mi zimny dom. Twoje zagubienie, nieporadność, smutne chwile starałam się jakoś ukoić. Na wszystko się zgadzałam, abyś nie była smutna. Później zaczęłaś chorować. Rozwinęła się nerwica. Starałam się temu jakoś zaradzić. Spałam z tobą, aby w nocy kłaść ci rękę na sercu i sprawdzać czy bije. Sprawdzałam czy żyjesz i zamierałam, kiedy serce biło nierówno. Modliłam się wtedy do Boga, aby dał ci jeszcze pożyć. Pamiętam swoje ślubowanie – obiecałam Bogu, że kiedy wyzdrowiejesz ja pójdę do zakonu. Chorowałaś coraz bardziej. Skończyłam szkołę. Poszłam do pracy a później na studia – teologiczne – zaoczne. Ciężko pracowałam na produkcji, żeby opłacić czesne, bo od ciebie słyszałam: nie mam, nie dam. Wiem, że miałaś pieniądze, bo zawsze potrafiłaś odłożyć, ale mnie nie chciałaś pomóc. Uparłam się. Postanowiłam, że dam radę sama. Z satysfakcją pokazywałam 5 i 4 w indeksie a ty miałaś wtedy łzy w oczach a ja nadzieję w sercu, że w końcu mnie przegarniesz do siebie i powiesz, że jestem kochana, taka dobra – ale tego nie usłyszałam. Ty biegłaś do swoich zajęć. Dalej nie było między nami bliskości i miłości.

Byłam z wami a czułam się jak rzecz w przechowalni. Zawsze byłaś obojętna na to, co ja czułam, co się ze mną działo, chyba, że to w jakiś sposób zagrażało twojemu dobremu imieniu, wtedy się denerwowałaś a ja miałam poczucie winy. Czułam się winna, że ośmieliłam się żyć, że czegoś chcę, więc przestałam czegokolwiek chcieć od ciebie. To było i jest trudne – mówić i czuć, że ktoś jest ważniejszy a ja jestem nikim – rzeczą, której nie usunęłaś ze swojego brzucha a teraz ta rzecz żyje i jeszcze czegoś żąda. To boli do dziś.

Znalazłam mężczyznę, którego ty nie zaakceptowałaś. Nie zgadzałaś się na mój związek z nim. Coś tam wiedziałaś. Denerwowałaś się, krzyczałaś a ja podjęłam błyskawiczną decyzję o ślubie. Nie byłaś zadowolona. Z siostrą okazywałyście mi złość. Odbył się ślub a później zamieszkaliśmy u ciebie w domu. Pomagałaś mi przy dziecku. Opiekowałaś się wnukiem. Kiedy się od ciebie wyprowadzaliśmy mówiłaś, że nie dam rady, zginę, szybko wrócę z powrotem. Dawałam radę, chociaż w tym moim domu miałam piekło. Nie skarżyłam się. Utrzymywałam z własnej pracy rodzinę. Później zachorowałaś na raka. Właściwie to zachorowałaś, kiedy jeszcze mieszkałam u ciebie. Oddałam krew dla ciebie chociaż trzy miesiące wcześniej urodziłam dziecko i wyglądałam jak kościotrup, ale ty byłaś ważniejsza. Twój stan się nie poprawiał. Wyprowadziłam się, ale przyjeżdżałam z obiadami. Próbowałam się tobą opiekować. Ojciec krzyczał, był zły, przeklinał cię. Nie chciałam tego słuchać. Podjęłam decyzję, żeby cię przewieść do mojego domu. Twój stan był bardzo zły. Cierpiałaś i to bardzo. Opiekowałam się tobą chociaż czasami było bardzo ciężko. Nie mogłam patrzeć jak wymiotujesz, jak zwijasz się z bólu. Byłam przy tobie. Nawet wtedy nie spojrzałaś na mnie jak matka na córkę. Przepisałaś mi dom, jakbyś chciała uciszyć wyrzuty sumienia. Dać mi coś, zamiast po prostu mnie przytulić. Nie chciałam tego domu. Był mi niepotrzebny. Ja miałam gdzie mieszkać.

Umierałaś dwa razy. Pierwszy raz, kiedy czułaś, że odchodzisz chciałaś, aby był przy tobie twój mąż i twoje dzieci. Żegnałaś się z nimi. Nie pamiętam, czy pożegnałaś się ze mną. Drugi raz, kiedy umierałaś naprawdę zostałaś tylko ze mną. Bałam się tej śmierci, ale trzymałam twoją coraz zimniejszą rękę w swojej dłoni. Odmawiałam modlitwy z teściową. Włożyłam ci do ręki zapaloną gromnicę. BAŁAM SIĘ, ale czułam, że MUSZĘ być przy tobie. Strasznie krzyczałaś, przeklinałaś. Mówiłaś, że boli. Włożyłam ci do ust tabletkę przeciwbólową. Chciałam ci ulżyć. Teściowa odmawiała litanię do wszystkich świętych a kiedy skończyła ty przestałaś oddychać. Krzyczałam, że chyba nie żyjesz. Teściowa sprawdzała ci puls. Miałaś otwarte oczy. Teściowa powiedziała, żebym je zamknęła. Przesunęłam palcami po twoich powiekach. Nie chciały się zamknąć. Przestraszyłam się, że zrobię ci krzywdę. Nie chciałam ich zamykać. Zrobiła to teściowa.Później, kiedy obcy ludzie przyjechali cię ubierać i zaczęli szarpać za sztywne ręce nie mogłam na to patrzeć. Powiedziałam, że sama cię ubiorę. Poprosiłam o wskazówki, jak zakładać kolejne części garderoby. Mówiłam do ciebie łagodnie: mamusiu i powoli ubierałam. Bałam się, ale uznałam to za swój obowiązek.

Jeżdżę na twój grób – teraz trochę częściej. Przez całe moje życie brakowało mi twojej miłości, twojego ciepła, przytulenia, dobrego słowa. Byłam obok ciebie a nie z tobą. Patrzyłaś na mnie i traktowałaś mnie jak wyrzut sumienia, przykry obowiązek.Miałam przechowalnie a nie dom. Brakowało mi bliskości z tobą a zamiast tego miałam stałe poczucie winy, że nie jestem aż tak bardzo dobra, cicha, usłużna, że sprawiam kłopoty, że jestem niedobra i nic niewarta. Dlaczego mi to zrobiłaś? Dlaczego?

Dziś mi na to nie odpowiesz, ale kiedyś też byś nie odpowiedziała. Zalałabyś się łzami i zaczęła krzyczeć, że jestem niewdzięczna, bo ty dla mnie tyle zrobiłaś. Wiem – nie usunęłaś mnie. Zrezygnowałaś z aborcji, bo siostra powiedziała, że mnie wychowa.

Jestem… sama nie wiem, co czuję. Jestem drętwa w środku i lecą mi łzy po policzkach. Zawsze wolałam być drętwa w środku, niż coś czuć. Gdybym coś czuła wykrzyczałabym to tobie, pokłóciła się, zaczęła przeklinać a ciebie przecież nie mogę urazić, bo jesteś taka biedna – chora, ze złym mężem, który pije i bije – więc wolę być drętwa. Boję się siebie prawdziwej, z uczuciami, bo co ty byś powiedziała. Nie ma cię fizycznie, ale dalej tkwisz w mojej głowie i nie pozwalasz mi normalnie czuć. Jeżeli coś robię po swojemu, zaraz mam wyrzuty sumienia, że tobie się to nie spodoba. Nie żyjesz już 13 lat, ale stale jesteś obecna. Nawet teraz, kiedy piszę ten list myślę, co ty byś na to powiedziała. Pewnie, że jestem wyrodną córką i że szkoda, że mnie urodziłaś.

Nie chcę być drętwa w środku! Nie chcę czuć się winna! Nic złego nie zrobiłam! Chcę cieszyć się życiem – nie czuć depresji. Nie chcę być w takim stanie, kiedy życie boli. NIE CHCĘ!

Nie wiem, czy będę odwiedzać twój grób. Tam jest tylko trumna. Nie ma tam ciebie. Nie wstaniesz i mnie nie przytulisz. Nasz wspólny czas minął. Nasza szansa – twoja szansa. Układam sobie swój świat – teraz sama. Czasami jest bardzo trudno i mam wątpliwości, czy dam radę. Najgorsze jest to, że kiedy jest trudno słyszę w głowie twój głos. Twoje słowa: mogłam cię usunąć. Boję się śmierci. Chcę żyć. Dlaczego mi to mówiłaś. Przez ciebie uwierzyłam, że lepsza jest śmierć niż życie. Nie umiem kochać. Mylę to uczucie z poczuciem obowiązku, pomocą innym, zaskarbianiem uczuć, uwagi i dobrego słowa. Mam poczucie, że nie zasługuje na nic dobrego. Płaszczę się przed innymi a mam w zamian pogardę, lekceważenie, nieudane małżeństwo, samotność, opuszczenie, pustkę w środku, odrzucenie. Kto by to chciał mieć? Ja nie a jednak to mam. Boję się śmierci a czuję się winna, że żyje.

Twoja – chociaż wolałabym nie być twoja

córka”

Czym jest syndrom postaborcyjny w artykule A. Zięby „Syndrom postaborcyjny”

Dziś Wielki Piątek – Chrystus umiera na krzyżu. Życzyłabym tej kobiecie, żeby jej problemy też „umarły”, żeby „zmartwychwstała” – odnalazła spokój, radość życia, potrafiła cieszyć się małymi rzeczami, doceniła to, co ma i nie wracała do przeszłości, bo tam nic dobrego ją nie czeka. Czas Wielkiego Postu minął. Czas umartwienia, wyrzeczeń, płaczu, czas oczyszczenia. Wielkanoc – radość ze zmartwychwstania. Z najgorszej tragedii można się podnieść – trzeba tylko chcieć. Zamknąć przeszłość i do niej nie wracać. Żyć i cieszyć się życiem – tego jej życzę.

 
Komentarze (4)

Napisane przez w kategorii Internet, Muzyka, Życie

 

Tags: , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. aha

    19 kwietnia 2014 o 14:02

    Ciekawe wpisy – postaram się częściej tutaj zaglądać

     
    • Anula

      19 kwietnia 2014 o 20:56

      Zapraszam serdecznie. Odwiedziłam Twój blog – piszesz o miejscach mi i dzieciom bardzo bliskich – moich ukochanych górach. Ja też będę odwiedzać Twój blog. Pozdrawiam serdecznie

       
  2. ~l_ilith

    17 maja 2014 o 23:42

    Jestem takim niechcianym dzieckiem, a jednak innym.
    Mama mi opowiadała jak była przerażona kiedy odkryła, że jest w ciąży. Kolejna ciąża jedno z dzieci ciężko chore, potrzebujące stałej opieki a tu kolejne w drodze. Tato powiedział do Mamy: ty urodź, ja je wychowam. I tak o to jestem. Tatusiowa przylepa, która dostawała niewyjaśnionej gorączki kiedy Tato był w delegacji. Nie było im lekko ale jednak przyjęli mnie.
    Poznając tę historie usłyszałam również, że nigdy nie żałowali decyzji. Że kochają mnie i, że ze wszystkich dzieci ze mnie są najbardziej dumni.
    Początkowo wiedza o tym że jestem niechcianym dzieckiem, mnie bolała choć tego nie okazywałam. Teraz jestem dumna z tego, że wychowałam się w pełnej szczerości rodzinie. Jak bardzo Mama musiała mi ufać, dzieląc się ze mną ta tajemnicą. A a ja przecież otrzymałam od nich tyle samo miłości co reszta rodzeństwa.
    Dla matek które z podobnych względów co moja się wahają- Bóg cię nie skrzywdzi. Ja się urodziłam, siostra wyzdrowiała jesteśmy silną rodziną