RSS
 

Archiwum - Maj, 2014

„Wolni od niemocy” – czyli jak dokonać dobrych zmian w życiu. cz.2 – o przebaczeniu.

28 maj

Dalszy ciąg moich uwag dotyczących lektury.

Ktoś mi powiedział, że religia opiera się na myśleniu magicznym! Modlimy się wierząc, że Ktoś (Bóg) za nas rozwiąże problemy. To tylko część prawdy. Jeżeli nasza modlitwa ograniczy się do słów i biernego oczekiwania na dobry los (Bóg może wszystko ;-)), to srodze możemy się rozczarować. Religia to nasza wiara, ale też współdziałanie. Modlitwa powinna być motorem działań a nie biernym nastawieniem na otrzymywanie od Najwyższego jak największej ilości łask. Kto chce biernie wierzyć, niech nie oczekuje zmiany w swoim życiu, bo jej nie doświadczy. Osoby, które się modlą odsuwają od siebie przykre i obsesyjne myśli – czyli modlitwa może mieć znaczenie terapeutyczne. Modląc się dajemy sobie czas na odpoczynek. Zwracamy swoją uwagę ku Komuś, kto będzie dla nas ucieczką, oparciem, wytchnieniem. Owszem występuje myślenie magiczne np. podczas modlitwy prośby ( coś za coś), ale modlitwa uwielbienia czy dziękczynienia przenosi naszą uwagę w inne obszary związane z uczeniem się przeżywania negatywnych przeżyć z nadzieją, wzbudzania w sobie radości, pozytywnego nastawienia. (Sposób na dobrą modlitwę). Zamiast myśleć, że jest źle i lepiej już nie będzie, myślimy  – jest źle, ale jest nadzieja a czy nie o to chodzi. Samo myślenie nie wystarczy potrzebna jest jeszcze osoba, która będzie nas prowadziła przez nasze meandry złych nastrojów, depresji. Dla chrześcijanina może to być duchowny, tzw. kierownik duchowy, dla poszukującego i niewierzącego terapeuta. Sami ze „złych” stanów nie wyjdziemy. Ojciec Pelanowski mówi o ogromnym znaczeniu wspólnoty, która będzie wspierać.  Najważniejsze to wyjść do ludzi. Nie izolować się!

O. Pelanowski zwraca uwagę na ogromne znaczenie Biblii. Według niego ma ona moc uzdrowienia. Porównywanie swojego życia z postaciami biblijnymi pokazuje, że Bóg nawet z najgorszej sytuacji wyprowadzi ku dobru.

Podobała mi się definicja wyśmiania (oczerniania) innych. Wyśmianie jest zwątpieniem w czyjąś wartość, ale także wyrazem lęku o to, że samemu też jest się bez wartości. (s. 151)

Złość na siebie nie niszczy nikogo, tylko nas (s. 153)

Ucieczka przed bolącą przeszłością – czy ma sens? Każdy z nas ma swoje ciemne strony życia, których się boi, chciałby o nich zapomnieć, pozbyć się bolesnych wspomnień, uciec przed dręczącymi przypomnieniami. Wydaje się nam, że ucieczka i zapomnienie niektórych przeżyć, pozwoliłoby nam wypłynąć na szerokie wody… Ale tak nie jest. Nasze życie nie jest udane w wielu etapach dotyczących przeszłości a my mamy wizję udanego, szczęśliwego życia. Chwile złe staramy się zapomnieć, wyprzeć z pamięci, zataić nawet przed sobą. Robimy sobie tym krzywdę, bo usuwamy część prawdy o sobie. „Na tym nie poprzestajesz, zaczynasz udawać przed sobą i przed innymi szlachetnego, pobożnego, bezinteresownego, uczciwego, zbytnio charyzmatycznego, albo próbujesz zdobyć jak najwyższe wykształcenie, by zyskać szacunek dla siebie. Żeby ukryć upiory wspomnień… (…) W twoim życiu trzeba zgody na wszystko, co przeżyłeś. Dopóki czegoś boisz się wspominać, nie możesz nic uzyskać, nie możesz dobić do progu zbawienia. Nic ci nie wychodzi, ciągle powtarzasz te same błędy.” (s.159)

„Dopóki jakaś część przeszłości jest nieprzebaczona przez nas samych, dopóki nie obdarzyliśmy jakiejś części naszych przeżyć miłosierdziem – przyszłość jest zamknięta, nie możemy do niej dopłynąć… (…) całą sumę nieudanych przeżyć, całą przykrość twoich wspomnień. wszystkie osoby, których boisz się nawet wspominać. Im wszystkim trzeba przebaczyć (…)Należy przede wszystkim przebaczyć samemu sobie w tych wszystkich sytuacjach, których nie tylko się boisz, ale też wstydzisz.” (s.160)

Gdy próbujemy na siłę coś zapomnieć, pozbyć się części swoich przeżyć, narażamy się na to, że będziemy żyli w lęku i staniemy się nieszczęśliwi oraz napięci. Będziemy się bali wszystkiego, co przypomina przeszłość, i wszystkiego, co przypomina przyszłość, i wszystkiego, co może ją powtórzyć. Ale w ten sposób wywołujemy wilka z lasu. Ciągle lękając się tego, na wszystko będziemy tak spoglądać i w końcu stanie się to, czego najbardziej się obawialiśmy.” (s. 160)

„Przyjąć swoją przeszłość, to przyjąć do końca siebie. Nie można przyjąć przeszłości, jeśli się w trudnych przeżyciach nie dostrzeże podobieństwa do życia Jezusa. Jezus przecież wcale nie miał udanego życia, po ludzku był przegrany i to jest Jego zbawczy gest, aby uwolnić nas od lęku przed samoodrzuceniem. Ten, kto wyparł swą bolesną przeszłość i jej nie przyjął, naraża się na ciągłe powtarzanie tego, przed czym ucieka.” (s.162)

„Miej wolę dostrzegania we wszystkim, co się z tobą dzieje, opieki Boga, któremu zależy na twoim zbawieniu. Dlatego pozwala ci przeżywać to wszystko, co przeżywasz – bezsilność, bezradność” (…)

Autor poleca przyjąć swoje wewnętrzne dziecko – polega to na wyobrażeniu siebie jako małego dziecka, które stoi przed nami. To dziecko jest ucieleśnieniem tego, czego w sobie nie lubimy i czemu się sprzeciwiamy. „Jest schylone, ma spuszczoną głowę, ma smutek Jezusowego oblicza, stoi jak twoja najgorsza przeszłość przed tobą.” Oto słowa wypowiedziane do tego dziecka:

„Zgadzam się na ciebie i kocham cię. Kocham twoją słabość, twoją nieudolność, twoje klęski, twoje pomyłki… Kocham twoje upadki i twoje lęki, twoje tchórzostwo… Kocham to, że nie umiesz się obronić, i nie umiesz się usprawiedliwić, że byłeś wyśmiany, poniżany, przekreślony; że inni uczynili cię nikim, że nikt w ciebie nie wierzył, że sobie nie radzisz z uczuciami… Kocham ciebie i zgadzam się na ciebie; chcę już nigdy nie odrzucać ciebie, ani się nie wstydzić. Chcę cię takiego przedstawić Bogu i sobie”. (s. 165-167)

„Przyjąć swoją przeszłość, to przyjąć do końca siebie.” 

Fragmenty tekstu z książki Augustyna Pelanowskiego OSPPE „Wolni od niemocy”, POMOC, Częstochowa 2013.

O. Pelanowski „Panie ratuj mnie” – o lęku i jego przezwyciężeniu.

„Każdy z nas ma sytuacje z przeszłości, z którymi nie zdołaliśmy się pogodzić i zostawić ich zupełnie za sobą. To, co nas kiedyś zniszczyło – nasze błędy – może się udzielać także w teraźniejszości. Nagranie pomoże Tobie przebaczyć sobie wszystkie swoje pomyłki. Nawet jeśli istniała świadomość błędów, a więc dało się ich uniknąć czasem jest niemożliwe podjęcie innych decyzji w danym momencie. Każdy robi sobie nadzieje, liczy na to, że jednak coś się uda. Wszystkie błędne decyzje mają swoje źródło. Nagranie pomoże Tobie dotrzeć do źródła i wybaczyć sobie tym samym te pomyłki. Poczujesz spokój wewnętrzny i zostawisz za sobą przeszłość.”         PRZEBACZENIE

 Wolni od niemocy cz. 3 i Wolni od niemocy cz.1

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Książka

 

Emeli Sande – kobieta o silnym głosie.

25 maj

Każdy chce być kochany i kochać. Znalazłam piosenkę Emeli Sande – jeszcze jedna kobieta z silnym głosem – przypomina Adele. Posłuchajcie…

„Nie mogę kupić Twojej miłości, nawet nie chcę próbować.
Czasem prawda nie sprawia Ci radości, lecz nie zamierzam kłamać.
Ale nigdy nie kwestionuj tego, czy moje serce bije tylko dla ciebie, ono bije tylko dla Ciebie.

Wiem, że daleko mi do perfekcji , nie tak jak twojemu towarzystwu.
Nie mogę spełniać Twoich życzeń, nie będę obiecywać Ci gwiazd.
Ale nigdy nie kwestionuj tego, czy moje serce bije tylko dla ciebie, ono bije tylko dla Ciebie.

Bo właśnie wtedy, kiedy jesteś zrezygnowany,
Kiedy cokolwiek, co robisz nie jest wystarczająco dobre,
Kiedy zdajesz sobie sprawę, że nigdy nie myślałeś, że coś może być tak trudne,
To właśnie wtedy odczujesz moją miłość.

A kiedy krzyczysz,
Kiedy upadasz i nie możesz wstać, ponieważ jest zbyt ciężko,
Kiedy przyjaciół, których myślałeś, że masz, nie ma w pobliżu,
To właśnie wtedy poczujesz moją miłość.

Nie zobaczysz mnie na imprezach, myślę, że po prostu nie jestem przebojowa.
Nie będę włączać radia, śpiewając, „Kochanie, jesteś jedyny”.
Ale nigdy nie kwestionuj tego, czy moje serce bije tylko dla ciebie, ono bije tylko dla Ciebie.

Wiem, że czasami się złoszczę i mówię nie to co myślę,
Wiem, że chronię się tym, że nie okazuję swoich uczuć
Ale nigdy nie kwestionuj tego, czy moje serce bije tylko dla ciebie, ono bije tylko dla ciebie.

Bo właśnie wtedy, kiedy jesteś zrezygnowany,
Kiedy cokolwiek, co robisz nie jest wystarczająco dobre,
Kiedy zdajesz sobie sprawę, że nigdy nie myślałeś, że coś może być tak trudne,
To właśnie wtedy odczujesz moją miłość.

I kiedy krzyczysz,
Kiedy upadasz i nie możesz wstać, ponieważ jest zbyt ciężko,
Kiedy przyjaciół, na których polegałeś nie ma w pobliżu,
To właśnie wtedy poczujesz mój rodzaj miłości.

Bo właśnie wtedy, kiedy jesteś zrezygnowany,
Kiedy cokolwiek, co robisz nie jest wystarczająco dobre,
Kiedy zdajesz sobie sprawę, że nigdy nie myślałeś, że coś może być tak trudne,
To właśnie wtedy odczujesz moją miłość.”

Tłumaczenie piosenki www.tekstowo.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka

 

„Pewnego dnia się podniesiesz”

24 maj

1324914543_by_charmed10_600

Ogarnęły mnie znów ciemne chwile.

Wiem – Miną

Jak wiele przed i wiele po

Podzieliłam życie na etapy

Etapy o tytułach:

Mama

Małżeństwo

Dziupla na czwartym piętrze.

Każdy trudny

Żywię się nadzieją

Żywię się wiarą

Jestem 

Żyję

  Słyszę:

„Pewnego dnia się podniesiesz”

?

?

?

„Pewnego dnia się podniesiesz.

Otworzysz lodowate oczy, wstaniesz z odrętwiałych kolan i skierujesz w drugą stronę. Będziesz patrzeć. Nie pod nogi i nie do wewnątrz – tam są tylko kamienie. Będziesz patrzeć na swoje odbicie. Na tę, którą jesteś. Na tę, którą nigdy się nie staniesz. Przestaniesz pławić się w iluzorycznych perspektywach, przestaniesz spływać w dół w postaci wielkich gorących kropli. Nie będziesz więcej żałować i stygnąć.

Bolą kolana. Wszystko chciałaś inaczej. Nie powinnaś być taka. Taka, jak inni. Nie miałaś i nie będziesz miała tak samo, jak wszyscy. Tak właśnie myślałaś, gdy postanowiłaś uklęknąć. Ale wtedy już miałaś to straszne, przerażające, obrzydliwe „tak samo”.

Świadomość zawsze przychodzi znienacka – niespodziewanie, mocno, w punkt. Nie sposób się przygotować. Tak właśnie pęka struna, rozstępuje się ziemia, urywa się życie. Nie masz już czasu, by donosić w sobie swoją odpowiedź. Jest potrzebna teraz, już, w tej sekundzie. Nie wiesz jednak, co dalej. Musisz się natychmiast przestroić, urodzić nowego człowieka. Zaakceptować to co jest, ale się z tym nie pogodzić. Zmienić kierunek, nie zdradzając siebie. Nie zdążysz. Nie chcesz się spieszyć. Targujesz się o czas na płacz, na użalanie się nad sobą, na skąpanie we łzach utraconego czasu. Jesteś pewna, że masz prawo do takiej pauzy, nie rozumiejąc, że czas – jak zwykle – porzuca swoje granice.

Tracisz siebie.
Tracisz.
Starannie rozpływasz się po to, by później zbierać się przez lata.
Mokrą szmatą. Z zimnej zalanej podłogi. Do plastikowego wiaderka. Będziesz napełniać się od nowa: dławić się zgorzknieniem, żółcią urazów, gilami wspominek lepszego losu.
Ale pewnego razu się podniesiesz.
Zobaczysz tę, którą nigdy się nie staniesz.
I staniesz się tą, która nigdy”.

K.Sultanova. Przekład I.Z. jest objęty prawem autorskim.

Źródło: Po pierwsze ludzie

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet

 

„Schron” – opowieść ze stron internetowych.

23 maj

Piękna opowieść – szkoda, że nie moja. Czytając zastanawiałam się, jaka to nauka dla mnie – też mam syna, który uczestniczy w moim życiu.  Często słyszy, jakie mam zdanie o mężczyznach – a przecież on też jest mężczyzną i kiedy psioczę delikatnie zwraca mi uwagę:

- Mamo ja też jestem facetem!

- Jeszcze nie…

- Jak to – jeszcze nie – ma 15 lat!

- Ale ty jesteś inny…

- Ale jestem facetem.

- Wiem – i gryzę się za język i już nic nie mówię… tylko w myślach mam żal do płci brzydkiej, bo „znowu w życiu mi nie wyszło”, ale będzie lepiej… Docenię to, co mam i nie będę tęsknić za tym co miałam – za tym domem pod lasem, za dopieszczonym ogródkiem, przestronnymi pokojami – nie będę tęsknić? Będę.  Będę miała żal do siebie za to, że nie umiałam i nie umiem wybrać „dobrego” partnera. Uczę się. Niecierpliwię, że idzie to tak powoli. Czasami mam wrażenie, że podczas tej nauki drepczę w miejscu, albo nawet się cofam. Wtedy słyszę, że na wszystko trzeba czasu. Niełatwo…

Powoli…

Trzeba dużo cierpliwości…

Trzeba chcieć, a ja jeszcze trzymam się kurczowo starych doświadczeń…

Cholera – jestem wkurzająca :-(

10262228_778204232212571_5244281111687176542_n

Schron

Kobieta ujrzała las z daleka. Tak właśnie jej mówiono – najpierw zobaczysz las, droga się tam kończy, na końcu drogi będzie szlaban i budka wartownika, wszystko monitorowane. Kobieta zobaczyła przy szlabanie ochroniarza.
- Hej, chłopcze! To droga do Schronu? – zapytała kobieta.
- Tak, – odparł ochroniarz, – A pani do kogo?
- Do kogo trzeba  – burknęła kobieta i obeszła szlaban – nie zatrzymasz mnie nawet czołgiem.
- Niech pani poczeka – poprosił chłopak – nikogo nie zatrzymujemy i nie mamy czołgów. Wręczamy tylko instrukcję.
- Nie trzeba  – dumnie odparła kobieta. – Ja sama mogę każdego poinstruować. Powiedz dokąd mam iść i już.
- Tam  – ochroniarz machnął ręką w stronę lasu. – Proszę iść. I tak pani wróci po instrukcję. Ale to nic, jesteśmy tu przez całą dobę.
Kobieta wróciła po dwóch godzinach, nieco pomięta i podrapana.
- Nic pan nie mówił, że się tam nie da przejść! – napadła na ochroniarza z pretensjami.
- Powiedziałem przecież, że instrukcja potrzebna… – westchnął ochroniarz. – Niech pani wejdzie do budki, opatrzę pani zadrapania…
- Sama sobie poradzę! – rzuciła się kobieta, wyrywając maść z rąk ochroniarza.
W budce było czysto i przytulnie. Stół, krzesła.
- A kogo pani tam ma, w Schronie, – zapytał ochroniarz współczująco.
- Syna. Z rodziną. Z żoną i dwójką dzieci.
- Od dawna tam są?
- Już prawie dwa lata.
- A skąd pani wie o Schronie?
- Od przyjaciółki… Jej córka tam mieszkała, długo, prawie 10 lat. Ale ją znalazła i sprowadziła z powrotem. Teraz już jest dobrze.
- To dobrze, że dobrze… Co pani wie o Schronie?
- Co mam wiedzieć? Wiem, że to takie miejsce, dokąd dzieci uciekają od rodziców. Ciężko tam trafić. Ale można. I sprowadzić ich do domu też można. To wszystko, co wiem.
- Mało pani wie… Po to właśnie Schron, żeby się chować przed wszędobylskimi.
- To niby pan o mnie? Że niby ja jestem wszędobylska? Jak pan śmie??? Jestem matką!!! Ja to ścierwo w mękach rodziłam, karmiłam, poiłam, wychowywałam, niedojadałam, nie dosypiałam, a on zwiał do Schronu!
- A jakby panią ktoś poniżał?
- Zaraz poniżał! Matka jestem! Wolno mi! Tyle poświęciłam!
- Wie pani, że jeśli kobieta poniża mężczyznę, to jakby go kastrowała? Nawet jeśli to matka. A może zwłaszcza, jeśli matka…
- Co ty gadasz! To jedyny mężczyzna, jakiego kocham w życiu! Reszta to dranie, zdrajcy, psy, hołota!
- Pani syn to też przecież mężczyzna, – zauważył ochroniarz. – A pani tak o nim…
- W życiu mu tego nie powiedziałam!
- Nie musi pani mówić, to się czuje bez słów.
- Niech mi odda dług, to jego święty obowiązek!
- Jaki dług? Niech pani mówi, ja mu przekażę.
- Życie mi jest winien! Ja za niego życie oddałam, a on uciekł, zdrajca! Ale ja go dorwę!
Drzwi się otworzyły i do budki weszła druga kobieta, starsza nieco od pierwszej.
- Dzień dobry, ja do Schronu… Syna tam mam… z rodziną.
- Od kiedy?
- Od dwóch lat. Sama go tam zagoniłam. Swoją troską nadmierną. Całe życie mu poświęciłam, chuchałam-dmuchałam, lekcje odrabiałam za niego, każda wolną chwilę z nim spędzałam. A potem wydoroślał, a ja się poczułam zbędna. Ożenił się, no to postanowiłam udowodnić, że beze mnie sobie młodzi rady nie dadzą. Opiekowałam się nimi, doradzałam, gotowałam. A jak się wyprowadzili, to codziennie do nich jeździłam. Jak na urlop wyjeżdżali, to chorowałam z tęsknoty, dzwoniłam do syna, że umieram, żeby przyjechał. A on wszystko rzucał i jechał…
- Naprawdę rzucał wszystko? – spytała pierwsza kobieta z zazdrością w głosie.
- Ano rzucał, póki go żona nie rzuciła. „Wybacz, powiedziała, ale ożeniłeś się ze swoją mamą, a ja z nią w szranki stawać nie będę”. Rozwiedli się. Nie rozumiałam wtedy, że im rodzinę rozbiłam, jak klin tkwiłam tam bez przerwy. Potem syn poznał inną kobietę. Ale się ucieszyłam! Znowu zaczęłam im życie urządzać, doradzać…
- I wtedy syn odszedł do Schronu? – wtrącił ochroniarz.
- Odszedł. Wszyscy odeszli, wnuków zabrali. Sama zostałam. Najpierw się obraziłam śmiertelnie, potem zaczęłam myśleć, co ja takiego narobiłam… Dlaczego syn uciekł do Schronu?
- Domyśliła się pani? – spytał ochroniarz.
- Tak, synku, domyśliłam się… Teraz wiem, że rodzona matka może stać się okupantem, jeżeli ciągle granice przekracza. Rodzina to suwerenne państwo – wymaga szacunku.
- Ale to pani syn! – oburzyła się pierwsza kobieta. – Winien jest pani do grobowej deski!
- Nie chcę żadnych grobowych desek – ani jego, ani swoich. On ma swoje życie, ja swoje, a spotkać się możemy zawsze, jak wszyscy zechcemy. A za radość i szczęście, co mi syn dał, rachunku wystawiać nie będę. Przyszłam przeprosić, może wrócą.
- A jak syn nie zechce z panią rozmawiać? – zapytała pierwsza.
- To nic, ja jestem na to przygotowana. Może tak być. Wówczas drugi raz przyjdę. A jak nie będzie chciał, to trudno, widać tak ma być. Byleby był szczęśliwy.
- No to niech pani idzie, – ponaglił ochroniarz. – Bo późno się robi, zaraz się ściemni. – A pani też idzie? – zapytał pierwszą matkę.
- Nie, ja się jeszcze zastanowię. Za wcześnie chyba się wybrałam do tego Schronu…
Ochroniarz odprowadził wzrokiem dwie kobiety. Jedna ruszyła w stronę Schronu, a druga – w stronę wyjścia.
A w Schronie tymczasem dyżurny krzyczał:
- Hej, Jankowi przekażcie, że matka do niego idzie!
I wszyscy się cieszyli, ponieważ nawet w Schronie każdy przez cały czas potajemnie czeka, aż pewnego razu przyjdą rodzice i nareszcie można będzie normalnie porozmawiać i zrozumieć siebie nawzajem. I można będzie ich przytulić i wyszeptać długo skrywane słowa: „Mamo, tato, tak nam ciebie brakowało!”

Na motywach opowiadania I.Sieminoj. Przekład I.Z. jest objęty prawem autorskim.

Źródło: Po pierwsze ludzie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Życie

 

Chrześcijańskie wartości w nowoczesnej Europie.

20 maj

Muzycy islandzkiego zespołu wykonali hymn na podstawie poematu „Heyr himna smiður” napisanego w XIII. wieku przez Kolbeinna Tumasona.

Jego tekst brzmi następująco:

Usłysz, kowalu niebios, o co prosi Cię poeta. Niech Twa łaska przyjdzie do mnie łagodnie. Wzywam Cię, bo mnie stworzyłeś. Jestem Twym niewolnikiem, a Ty moim Panem.

Boże, wzywam Cię, byś mnie uzdrowił. Pamiętaj o mnie, łagodny. Potrzebujemy Cię najbardziej. Odpędź, o Królu słońc, Szczodry i wspaniały, każdy ludzki smutek z miasta serca.

Czuwaj nade mną, o łagodny. Prawdziwie potrzebujemy Cię w każdej chwili w świecie ludzi. Poślij nam, Synu dziewicy, dobre sprawy. Cała pomoc jest od Ciebie, w moim sercu.

 
Źródło: ChristianNews

Ze strony stacja7.pl

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet

 

Jak to z pewnym mężem było, czyli „tak kochanie, nie denerwuj się!”

14 maj

Stare-dobre-małżeństwo

Zosia jest wesołą kobietą. Wesołą w sensie ogromnego optymizmu życiowego. Nie ma dla niej sytuacji bez wyjścia, celu, którego nie da się osiągnąć, smutku, który by trwał wiecznie – tak przynajmniej było w czasach naszego studiowania, czyli było nie było, trochę czasu minęło. Spotkałam ją przed marketem :-) . Czarne włosy, brązowe, śmiejące się oczy, mocny makijaż. Jeździłam z nią na studia. Odwiedzałyśmy się, ale kiedy wyszłam za mąż nasza znajomość ograniczyła się do okazjonalnych spotkań.

Zawsze lubiłam z nią rozmawiać, właśnie z powodu ogromnego optymizmu.

Spieszyła się, ale nie tak bardzo, aby nie porozmawiać. Ucałowałyśmy się i po tradycyjnym – co u ciebie słychać – zaczęłyśmy rozmowę. Zosia wiedziała o moich problemach z mężem, więc teraz raczej dopytywała w swojej sprawie, uznając mnie za eksperta w dziedzinie chorób psychicznych :-( . Wysłuchać mogę, ale doradzać nie będę – pomyślałam. No i potoczyła się opowieść.

- Ten mój też ma coś z głową – wybuchnęłyśmy śmiechem, ale zauważyłam, że zawsze wesołe oczy Zosi dziwnie się zaszkliły.

- ?

- Mam dość! – wyszeptała – od jakiegoś czasu mam z nim problem. Wyrzucają go z każdej roboty. Nie chce mu się pracować. Obija się, więc kto chce takiego pracownika. A ja już nie mam siły. Teraz też siedzi w domu, ale żeby coś robił – nie! Od rana ogląda telewizję! Rozwali się na kanapie i wyżera wszystko z lodówki! Takiemu to dobrze! A ty pracuj jak dziki osioł – praca, dom, dzieci – wszystko na mojej głowie. A w dodatku oszukuje! Kiedy proszę go, żeby szukał pracy, albo mówię, gdzie może ją znaleźć momentalnie robi się chory. Oblewa się potem, trzęsie się, nie ma siły chodzić. Kładzie się i leży a mnie cholera bierze. Widzę, że udaje, ale żeby tak realistycznie. Może on jest chory… no wiesz… ma coś z głową? – wybuchamy śmiechem.

- Porozmawiaj z nim. Zaproponuj wizytę u psychologa, nie wiem…

- Myślisz, że nie proponowałam. Powiedział, żebym sama się leczyła. Rozmawiam, ale kiedy za bardzo naciskam on ucieka z domu.

- Jak to ucieka?

- Ucieka, albo straszy, że się powiesi.

- ?

- No właśnie! Wyobraź sobie, kiedyś przychodzi do domu i pokazuje czerwoną pręgę na szyi. Pytam, co się stało a on, że się wieszał, ale sznurek nie wytrzymał i się urwał i pokazuje porwany sznurek. Później nosił w kieszeni podwójny, bo wzmocniony się nie urwie.

- Wieszał się?

- Nie, ale straszył.

- On cię szantażuje. Wie, że masz dobre serce i wie, że kiedy cię postraszy przestaniesz mówić o tym, żeby zaczął pracować. Dasz mu święty spokój.

- Kiedy zwolnili go z zakładu nic nie powiedział, nie zdradził się słowem. Odwiozłam go jak co rano do pracy a po południu przyjechałam, żeby go odebrać. Czekałam godzinę. Nie przyszedł, więc odjechałam. Wiesz ile go nie było – cztery dni! Przestraszyłam się, że sobie coś zrobił – przecież się wieszał. Zadzwoniłam na policję, żeby zaczęli go szukać. Pomodliłam się do św. Antoniego – przecież to patron rzeczy zagubionych…

- Niezła rzecz – pomyślałam.

- Domyśliłam się, gdzie może być. Jego rodzice mają działkę, na której stoi budynek. Razem z policją pojechaliśmy w to miejsce. Policjanci poszli sami, bo ja obawiałam się najgorszego. Był tam. Przez trzy dni siedział na strychu. Nie wiem, czy coś jadł. Było zimno. Nie wiem jak wytrzymał te trzy dni. Przyprowadzili go. Brudny. Owinięty pajęczyną. Do mnie nie chciał się odzywać. Zapytałam, gdzie go znaleźli. Policjant spojrzał na mnie i skierował się do niego: Powiedz pani, gdzie siedziałeś! Milczał. Nie wiem już, co robić, jak postępować?

- Rozmawiaj z nim, ale tak konkretnie.

- A co ja niby robię? Rozmawiam, tłumaczę, proszę. Kiedy mówię o pracy on milczy, albo raptownie oblewa go pot. Trzęsie się, więc wolę już nic nie mówić. Ma fach w ręku. Mógłby przyjąć się do pobliskiego zakładu, a szuka pracy tam, gdzie jej nie ma, albo wie, że nikt go nie przyjmie. Mówiłam mu o tym zakładzie i wiesz jaka było jego reakcja – siódme poty, ból głowy i to taki, że musiał się położyć, drżenie rąk. Chory człowiek! Ja już nie mam siły…

- Może on ma depresję. Idźcie do lekarza.

- On nie chce. Rozmawiałam z nim. Powiedział – sama się lecz!. I co?

- Do lekarza nie chce, ale grać na twoich uczuciach potrafi jak nikt.

Spojrzała na mnie ze smutną miną.

- Nie wiem , co robić… Myślałam, że ten jego zły nastrój jest spowodowany śmiercią ojca. Po pogrzebie długi czas jeździł na cmentarz i godzinami przesiadywał na ławeczce przed grobem. Kupował sobie dwu litrowy napój, siedział i popijał. Niedopity stawiał pod ławeczką i po południu wracał do domu. Podpatrzyłam go. Żartem zapytałam, dlaczego zostawia otworzoną butelkę w bądź, co bądź publicznym miejscu – przecież mogą mu czegoś dosypać, albo nasikać – wybuchnęłyśmy śmiechem .

- I co?

- Nic nie powiedział. Dalej przesiadywał i popijał.

- Przeszło z tymi wizytami na cmentarzu?

- Teraz nie jeździ, ale siedzi w domu. My do pracy a on na kanapie przed telewizorem.

- W niczym nie pomaga?

- Coś ty! Na te jego zachowania znajoma podpowiedziała święconą wodę. Przyniosłam. Dolałam łyżkę do jego kubka z herbatą. Jakby coś wyczuł. Zawsze wypijał na raz a tę pił powoli, jakby mu nie smakowała. Później dopytywał jaka to herbata. Prychał, kichał, kasłał. Przestraszyłam się, że go przytrułam. Przecież dolałam stojącej wody. Może coś jest na rzeczy.

- W sensie?

- No wiesz – może to opętanie?

- Tak, opętanie lenistwem i wygodnictwem.

Nagle zadzwonił jej telefon. Pokazała mi kto dzwoni. On! Odebrała:

- Tak kochanie. Jestem w sklepie. Kupuje bułeczki. Tak. Zaraz będę. Tak, kochanie, nie denerwuj się! No cześć!

I tyle z tego biadolenia. Zadzwoniło kochanie – stan podwyższonej gotowości. Nagadała się, nagadała i co – czas wracać do manipulanta. Patrzyłam wielkimi oczami. Kobiety – siłaczki, które w imię miłości są ślepe na wszystko. Układ zamknięty – on jest z natury leniem  a ona ciągle wierzy, że go zmieni. Oboje napędzają się wzajemnie, szkoda tylko, że negatywnymi emocjami.

Och życie…

Tego wpisu można posłuchać w aplikacji Audioblog

logo_audioaudioblog_small_white1

 
Komentarze (30)

Napisane w kategorii Audioblog, Wymyślone, Życie

 

George Michael – „To nowe życie dla mnie i czuję się cudownie”.

13 maj

Ptaki, które latacie wysoko, wiecie jak się czuję
Słońce na niebie, wiesz jak się czuję
Wietrze wiejący, wiesz jak się czuję

To nowy świt
To nowy dzień
To nowe życie
Dla mnie…
I czuję się cudownie

Rybo w morzu, wiesz jak się czuję
Rzeko płynąca swobodnie, wiesz jak się czuję
Kwiecie rosnące na drzewach, wiesz jak się czuję

To nowy świt
To nowy dzień
To nowe życie
Dla mnie…
I czuję się cudownie

Ważko bez słońca, wiesz co mam na myśli, czyż nie?
Motyle mają ubaw, wiesz co mam na myśli
Spać spokojnie, kiedy dni się wypełnią to mam na myśli

I ten stary świat jest nowym światem
I zuchwałym światem
Dla mnie…

Gwiazdo, kiedy świecisz, wiesz jak się czuję
Zapachu sosny, wiesz jak się czuję

Oh… Wolność jest moja
I wiem jak się czuje

To nowy świt
To nowy dzień
To nowe życie
Dla mnie…

I czuję się cudownie…!

Uwilebiam Gorga Michaela  :-P

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka

 

„Zważę panu trochę Świadomości. Produkt zbędny, ale uspokaja…”

10 maj

„Cóż, potrzebujesz światła tylko wtedy gdy zapada mrok
Tęsknisz za słońcem tylko wtedy gdy zaczyna padać śnieg (…)
Zauważasz, że byłeś na szczycie tylko wtedy, gdy spadasz na dno
Nienawidzisz drogi tylko wtedy, gdy tęsknisz za domem (…)

Gapisz się na dno swojego kieliszka
Mając nadzieję, że marzenie spełni się pewnego dnia
Ale marzenia spełniają się powoli i trwają tak krótko”

 

Czarodziejski sklep

- Dzień dobry. Mam zamiar wyruszyć na poszukiwanie Szczęścia. Chciałbym zaopatrzyć się na drogę.
– Proszę się rozejrzeć.
– Ile kosztuje Miłość?
– Jest najcięższa, daleko pan z nią nie zajdzie. Zresztą, mając Miłość pan w ogóle nigdzie nie pójdzie… Wyrzucić też jej się nie da, bo szkoda – to jest bardzo droga Miłość.
– Dobrze, w takim razie wezmę Słowa.
– Słowa to dobry wybór… Prawie nic nie ważą, Tym bardziej, że są puste… Można w nich przechowywać różne różności.
– Doskonale… A może wezmę też kilka Słodkich Ambicji?
– Nie wiem czy pan je udźwignie. No i są piekielnie drogie.
– A to tam, takie piękne – co to jest?
– To jest Wolność. W rękach głupca waży tyle co solidny nagrobek… w rękach mistrza umożliwia latanie.
– Zajrzę po nią w drodze powrotnej…
– No to jak, zdecydował się pan?
– Tak. Chyba wezmę Nic. To chyba nic nie waży?
– Nic waży tyle, ile miłość, słowa, ambicje i wolność razem wzięte. Choć nie waży nic…
– To co mam kupić?
– Zważę panu trochę Świadomości. Produkt zbędny, ale uspokaja…

Źródło: © Po Pierwsze Ludzie

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet

 

Jestem w terapii – ciekawe artykuły, ale nie tylko…

09 maj

Kochani! Nie wiem ile osób czyta mojego bloga, w sensie ile osób z mojego małego miasteczka. Muszę, a właściwie chce o czymś powiedzieć. Od początku grudnia zaczęłam terapię. Tak, mam terapeutę i chodzę na spotkania i powiem wam: to jest lepsze, niż płakanie w czterech ścianach i narzekanie, jak mi źle. Popadanie w czarną rozpacz (depresję). Terapię załatwili mi znajomi – pewnie mieli dość moich płaczków ;-) . Dzięki terapii inaczej patrzę na to, co się ze mną dzieję, inaczej podchodzę do sytuacji, zdarzeń, ludzi. Terapeuta podsuwa mi wciąż nowe książki do przeczytania – niektórymi dzielę się na blogu. O naszych rozmowach nie będę pisać, bo po co. Dzięki tym spotkaniom staje się silniejsza, mądrzejsza, częściej się uśmiecham. Uczę się zdrowych relacji międzyludzkich a te, które mnie raniły kończę. Uczę się dystansu do życia. Żeby nie było tak słodko powiem wam, że te spotkania nie są wcale takie bezstresowe. Rozmowy ujawniają wiele negatywnych emocji, które przeżywałam, albo przeżywam i wtedy pojawiają się łzy, strach i rozpacz. Nie umiem się jeszcze denerwować. Na trudne dla mnie tematy reaguje płaczem a nie gniewem. Uczę się… a ktoś mi pomaga i jest dobrze.

Jest warto!

Do poczytania artykuły:  Jestem w terapii

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

„Sztuka mówienia nie. Jak uchronić swoje życie przed manipulacją” i czuć się z tym dobrze.

08 maj

sztuka-mowienia-nie-frontcover

Bardzo często z trudnością przychodzi nam odmawianie. Boimy się, że odmawiając komuś będziemy źle postrzegani, nielubiani, odrzuceni, niepotrzebni. „Lecimy” z pomocą a później mamy kaca moralnego, bo w tym pomaganiu zatracamy siebie, swoje potrzeby i swój cenny czas. Nic nie zyskujemy, czasami nawet nie mamy przysłowiowej satysfakcji a tracimy wiele – w tym swoją osobistą wolność. Pytamy wtedy rozgoryczeni, czy było warto?

Mamy wokół siebie wielu ludzi. Z wieloma z nich wchodzimy w relacje znajomości i przyjaźni. Mamy obok siebie naszych partnerów życiowych, współmałżonków, dzieci. Każdej z tych osób staramy się w jakiś sposób pomóc. Kiedy pomaganie jest „zdrowe”? W jaki sposób  odmówić pomagania i nie czuć się z tym źle? Kiedy mówienie „nie” jest dobre? Jak się tego nauczyć? Często zadawałam sobie takie pytania, kiedy widziałam swoją bezradność w sytuacjach, gdzie pomagałam tracąc swój czas. Zyskiwałam za to wiele nerwów, niepewności a często też zamiast podziękowań słyszałam słowa niezadowolenia czy wręcz krytyki.

Jak nauczyć się odmawiać?

Swoim sposobem sięgnęłam po książkę. I znalazłam! Książkę napisaną przez chrześcijan :-), z wieloma fragmentami zaczerpniętymi z Biblii, ale nie napisanej w sposób „nawiedzony”. Cytaty z Biblii pomagają zrozumieć, albo pokazują sposób postępowania. Autorzy wyjaśniają na ich podstawie zdrowe sposoby zachowań, to znaczy takie, które nam i innym przynoszą korzyść. Warto sięgnąć, przeczytać i zacząć stosować.

Podzielę się kilkoma spostrzeżeniami, które wynotowałam czytając „Sztukę mówienia nie”. Resztę doczytacie w książce, bo to, co napiszę to mój punkt patrzenia na problem. Wy będziecie mieli swój.

„Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawa Chrystusowe” (Ga 6,2) – werset ten wskazuje na naszą odpowiedzialność w stosunku do innych.  Często ludzie bywają obarczeni ciężarami, z którymi sobie nie radzą. Brakuje im sił, przekonania lub wiedzy, aby rozwikłać jakiś problem i potrzebują pomocy. Czy ten werset mówi o tym, że powinniśmy zapomnieć o sobie i robić za innych to, czego oni nie są w stanie zrobić? Może jest to okazywanie ofiarnej miłości Chrystusa? Chrystus uczynił to samo dla każdego z nas…

Z drugiej strony w wersecie 5 czytamy, że każdy poniesie własny ciężar. Każdy człowiek nosi jakieś brzemię, którego nikt za niego ponieść nie może. Jest to indywidualny „ładunek”, z którym codziennie trzeba się uporać. Pewnych rzeczy nikt za nas nie zrobi. To właśnie znaczy być odpowiedzialnym za siebie.

Słowo greckie użyte w wersecie 2 jako „brzemię” tłumaczy się jako „nadmierny ciężar”, albo „ciężar, który przytłacza”. Taki ciężar jest jak głaz. Potrafi zmiażdżyć człowieka. Głazów w zasadzie nie należy dźwigać samemu. Takie głazy to momenty kryzysów i tragedii życiowych.

Z kolei greckie słowo przetłumaczone jako „ciężar” (wers 5) oznacza „ładunek”, albo „ciężar codziennego trudu”. Wskazuje na nasze codzienne zadania. Własny „plecak” można a wręcz należy nieść samemu (s. 29-30).

W relacjach z innymi, które w nas w jakikolwiek sposób godzą, są przyczyną frustracji, smutku, strachu – w takich sytuacjach należy zdać sobie sprawę , że jedynym rozwiązaniem jest usunięcie się. Niczego nie zmienimy a sami siebie będziemy „męczyć”. Trudno się odsunąć, bo chcemy pomagać, ale czy nasze samopoczucie nie jest ważniejsze? Wytyczanie granic. Biblia każe nam oddalić się od tych, którzy nas ranią i znaleźć dla siebie spokojne miejsce. Nasze usunięcie może wywołać u osoby opuszczonej poczucie straty, które niekiedy owocuje zmianą postępowania (por. Kor 5, 11-13) (s. 36)

Boimy się sprzeciwić trudnym i raniącym nas relacjom, bo boimy się samotności. Nie bójmy się tego! Samotność jest oczyszczająca i otwiera nas na inne relacje. Należy otworzyć się na wsparcie ze strony innych ludzi, wtedy odkrywamy, że „krzywdziciel” nie jest jedynym źródłem miłości na świecie. Znajdując wsparcie innych zaczniemy budować zdrowe granice swojego własnego „ja”. Potrzebujemy innych także ze względu na to, co sobą reprezentują i czego możemy się od nich nauczyć. Otwórzmy się na wsparcie i pomoc INNYCH.  (s.38)

Kiedy już wyjdziemy do innych w zdrowych relacjach musimy nauczyć się wyznaczać własne granice. W wyznaczaniu własnych granic trzeba być konsekwentnym. Konsekwencje są ostrymi kolcami na drutach naszych zasieków. One to uświadamiają innym szacunek z jakim traktujemy samych siebie. Dzięki nim ludzie poznają, że wyznaczane przez nas zasady są nam drogie i zawsze jesteśmy gotowi stanąć w ich obronie. (s.39)

Księga Przysłów mówi, że ustalenie granic i uznanie swojego zakresu odpowiedzialności ocala życie ( zob. Prz 13,18-24).

Rodzice, którzy mówią dzieciom, że stawianie własnych zapór, albo odmawianie żądaniom innym jest czymś złym, sugerują tym samym, iż każdy może sobie wobec nich poczynać, jak mu się żywnie podoba. (s. 53). Często mówimy dzieciom: ustąp, podziel się, zrób coś, bo sprawiasz komuś smutek. Dziecko słucha naszych poleceń, bo jesteśmy rodzicami. Wyrządzamy mu szkodę, bo później nie będzie umiało odmówić. Będzie cierpieć, ale zrobi tak jak chciała mama, albo jak chciał tata, chociaż rodziców nie będzie, bo dziecko będzie dorosłe. Zablokowanie umiejętności mówienia NIE upośledza dziecko na całe życie. Taką postawę nazywamy uległością. Nie możemy zmienić drugiego człowieka możemy tylko na niego wpływać. Powinniśmy zmienić siebie, aby nie podlegać destrukcyjnemu wpływowi innych. (s.99)

Naszą główną troską w odniesieniu do drugiego człowieka powinno być nie to, czy postąpi tak, jak my byśmy na jego miejscu postąpili, albo czy zrobi to, co chcielibyśmy, żeby zrobił, lecz czy miał wolność wyboru sposobu działania (s.100). Kto uznaje wolność drugiego człowieka, lepiej czuje się z własną. 

Trzeba otwarcie i uczciwie mówić o tym, co nas boli w zachowaniach czy w słowach drugiego człowieka. Niech każdy z was mówi prawdę do bliźniego, bo jesteście nawzajem dla siebie członkami (Ef 4, 25) (s.105)

Fałszywe motywacje uniemożliwiają wytyczanie sensownych granic. Wytyczanie granic, czyli mówienie NIE jest dobre. Chronimy siebie i swój czas. Stajemy się osobami, które cenią siebie i tak jesteśmy postrzegani przez innych. – jako ważne, godne zaufania, które się ceni i szanuje. Warto nauczyć się mówić NIE!

Wiele problemów dotyczących granic wynika z lęków związanych bezpośrednio z daną relacją. Prześladują nas obawy przed utratą sympatii, miłości i aprobaty drugiego człowieka oraz kontaktu z nim, przed jego gniewem, odsłonięciem się przed nim, itd. Wszystkie te obawy są w istocie brakiem miłości a Bóg chce, byśmy nauczyli się prawdziwie kochać. Problemy dotyczące relacji międzyludzkich można rozwiązać w ramach tych relacji. (s.113) Osoby, które odsuną się od nas kiedy powiemy „nie” w istocie nigdy nie były nam bliskie, chciały wykorzystać naszą dobrą wolę i nasz czas. Nie kochały nas…

Autorzy wyliczają następujące mity dotyczące granic:

  • Granice to egoizm – nie – dzięki nim lepiej troszczymy się o innych (inni sami robią to co powinni a nie oglądają się na nas).
  • Granice to nieposłuszeństwo – nie – człowiek, który nie umie powiedzieć NIE, nie potrafi też naprawdę powiedzieć TAK. Brak mu autentycznej, płynącej z serca motywacji do posłuszeństwa, miłości, odpowiedzialności.
  • Granice to narażanie nas na ból i przykrość – nie- ustanawianie granic wiąże się bezpośrednio z mówieniem prawdy.
  • Granice to ranienie innych – nie- granice strzegą nas przed utratą tego, co dla nas cenne.
  • Granice to gniew – nie-  eksplozja gniewu jest charakterystyczna dla okresu uświadamiania sobie naruszeń, z których przedtem ludzie ci nie zdawali sobie sprawy. Dostrzegając u siebie gniew  odsłońmy go w relacji z osobą, której dotyczy. Wyznajmy do . Drugim krokiem jest odbudowanie zranionych obszarów duszy. Rozwój granic owocuje z czasem większym poczuciem bezpieczeństwa. Granice obniżają poziom gniewu.
  • Cudze granice nas ranią – nie- jeśli jest w naszym życiu osoba, której odmowy nie potrafimy znieść, to w gruncie rzeczy sprawuje ona kontrolę nad naszą egzystencją. Niezdolność do zaakceptowania cudzych granic może wskazywać ma problemy z odpowiedzialnością za własne sprawy.
  • Granice wywołują poczucie winy – nie – wszystko co ludzie nam ofiarują – miłość, czas, czy pieniądze – winniśmy przyjmować jako dar. W pojęciu daru nie ma miejsca dla jakichkolwiek zobowiązań. Odpowiedź na dar powinna się sprowadzać jedynie do wdzięczności. Prawdziwy dawca nie oczekuje nic w zamian. Ofiaruje powodowany miłością i pragnieniem wyświadczania komuś przysługi. Niczym więcej. Gdy dawca sprawia wrażenie obrażonego lub rozgniewanego szczerym podziękowaniem, jego dar był najprawdopodobniej tylko pożyczką. Jeśli zaś wystarczy mu okazanie wdzięczności, mamy do czynienia z prawdziwym darem, który nie powinien wywoływać żadnego poczucia winy.
  • Granice to palenie za sobą mostów – nie – jesteśmy współwłaścicielami naszych granic. Jeżeli widzimy taką potrzebę, mamy prawo je skorygować. (s. 120 – 137)

Jak komunikujemy uczucia, które czujemy w różnych sytuacjach związanych z wytyczaniem granic? Nie powinniśmy używać takich zwrotów jak: uważam, myślę, wydaje mi się. Trzeba mówić: smutno mi, przykro mi, boję się, czuję się samotny. Odsłonięcie własnej słabości i podatności na zranienia jest początkiem bliskości i troski. (s.174)

Zamiast być odpowiedzialnym za naszych najbliższych, czyli zamiast ratować ich z opresji, winniśmy sprzeciwiając się każdemu dostrzeżonemu złu, wykazywać się odpowiedzialnością w stosunku do nich. Odpowiedzialne postępowanie jest bardzo trudne, ale niezbędne. Autorzy przedstawiają ciekawą tabelę Prawa naszej mocy przed wytyczeniem granic i po wytyczeniu granic i np. co zrobi osoba, na którą ktoś krzyczy. Przed wytyczeniem granic powiemy a nawet będziemy krzyczeć: „Przestań na mnie wrzeszczeć. Zachowuj się jak człowiek” a po „Możesz krzyczeć, ale ja na ten czas zmieniam pomieszczenie” – łatwo a jak ciężko na to wpaść. Zwykle słysząc krzyczącego odpowiadamy krzykiem!

To na razie tyle. Książka jest bardzo pomocna w budowaniu własnych granic a tym samym budowaniu szacunku do samego siebie.

Warto przeczytać i znaleźć coś dla siebie.

Na podstawie książki „Sztuka mówienia nie. Jak chronić swoje życie przed manipulacją”, Henry Cloud John Townsend, VOCATIO, Warszawa 2014.

 Ciekawy artykuł: Choroby psychosomatyczne – jak im zapobiegać? i Choroby psychosomatyczne – o wpływie emocji na nasze zdrowie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka