RSS
 

Jak to z pewnym mężem było, czyli „tak kochanie, nie denerwuj się!”

14 maj

Stare-dobre-małżeństwo

Zosia jest wesołą kobietą. Wesołą w sensie ogromnego optymizmu życiowego. Nie ma dla niej sytuacji bez wyjścia, celu, którego nie da się osiągnąć, smutku, który by trwał wiecznie – tak przynajmniej było w czasach naszego studiowania, czyli było nie było, trochę czasu minęło. Spotkałam ją przed marketem :-) . Czarne włosy, brązowe, śmiejące się oczy, mocny makijaż. Jeździłam z nią na studia. Odwiedzałyśmy się, ale kiedy wyszłam za mąż nasza znajomość ograniczyła się do okazjonalnych spotkań.

Zawsze lubiłam z nią rozmawiać, właśnie z powodu ogromnego optymizmu.

Spieszyła się, ale nie tak bardzo, aby nie porozmawiać. Ucałowałyśmy się i po tradycyjnym – co u ciebie słychać – zaczęłyśmy rozmowę. Zosia wiedziała o moich problemach z mężem, więc teraz raczej dopytywała w swojej sprawie, uznając mnie za eksperta w dziedzinie chorób psychicznych :-( . Wysłuchać mogę, ale doradzać nie będę – pomyślałam. No i potoczyła się opowieść.

- Ten mój też ma coś z głową – wybuchnęłyśmy śmiechem, ale zauważyłam, że zawsze wesołe oczy Zosi dziwnie się zaszkliły.

- ?

- Mam dość! – wyszeptała – od jakiegoś czasu mam z nim problem. Wyrzucają go z każdej roboty. Nie chce mu się pracować. Obija się, więc kto chce takiego pracownika. A ja już nie mam siły. Teraz też siedzi w domu, ale żeby coś robił – nie! Od rana ogląda telewizję! Rozwali się na kanapie i wyżera wszystko z lodówki! Takiemu to dobrze! A ty pracuj jak dziki osioł – praca, dom, dzieci – wszystko na mojej głowie. A w dodatku oszukuje! Kiedy proszę go, żeby szukał pracy, albo mówię, gdzie może ją znaleźć momentalnie robi się chory. Oblewa się potem, trzęsie się, nie ma siły chodzić. Kładzie się i leży a mnie cholera bierze. Widzę, że udaje, ale żeby tak realistycznie. Może on jest chory… no wiesz… ma coś z głową? – wybuchamy śmiechem.

- Porozmawiaj z nim. Zaproponuj wizytę u psychologa, nie wiem…

- Myślisz, że nie proponowałam. Powiedział, żebym sama się leczyła. Rozmawiam, ale kiedy za bardzo naciskam on ucieka z domu.

- Jak to ucieka?

- Ucieka, albo straszy, że się powiesi.

- ?

- No właśnie! Wyobraź sobie, kiedyś przychodzi do domu i pokazuje czerwoną pręgę na szyi. Pytam, co się stało a on, że się wieszał, ale sznurek nie wytrzymał i się urwał i pokazuje porwany sznurek. Później nosił w kieszeni podwójny, bo wzmocniony się nie urwie.

- Wieszał się?

- Nie, ale straszył.

- On cię szantażuje. Wie, że masz dobre serce i wie, że kiedy cię postraszy przestaniesz mówić o tym, żeby zaczął pracować. Dasz mu święty spokój.

- Kiedy zwolnili go z zakładu nic nie powiedział, nie zdradził się słowem. Odwiozłam go jak co rano do pracy a po południu przyjechałam, żeby go odebrać. Czekałam godzinę. Nie przyszedł, więc odjechałam. Wiesz ile go nie było – cztery dni! Przestraszyłam się, że sobie coś zrobił – przecież się wieszał. Zadzwoniłam na policję, żeby zaczęli go szukać. Pomodliłam się do św. Antoniego – przecież to patron rzeczy zagubionych…

- Niezła rzecz – pomyślałam.

- Domyśliłam się, gdzie może być. Jego rodzice mają działkę, na której stoi budynek. Razem z policją pojechaliśmy w to miejsce. Policjanci poszli sami, bo ja obawiałam się najgorszego. Był tam. Przez trzy dni siedział na strychu. Nie wiem, czy coś jadł. Było zimno. Nie wiem jak wytrzymał te trzy dni. Przyprowadzili go. Brudny. Owinięty pajęczyną. Do mnie nie chciał się odzywać. Zapytałam, gdzie go znaleźli. Policjant spojrzał na mnie i skierował się do niego: Powiedz pani, gdzie siedziałeś! Milczał. Nie wiem już, co robić, jak postępować?

- Rozmawiaj z nim, ale tak konkretnie.

- A co ja niby robię? Rozmawiam, tłumaczę, proszę. Kiedy mówię o pracy on milczy, albo raptownie oblewa go pot. Trzęsie się, więc wolę już nic nie mówić. Ma fach w ręku. Mógłby przyjąć się do pobliskiego zakładu, a szuka pracy tam, gdzie jej nie ma, albo wie, że nikt go nie przyjmie. Mówiłam mu o tym zakładzie i wiesz jaka było jego reakcja – siódme poty, ból głowy i to taki, że musiał się położyć, drżenie rąk. Chory człowiek! Ja już nie mam siły…

- Może on ma depresję. Idźcie do lekarza.

- On nie chce. Rozmawiałam z nim. Powiedział – sama się lecz!. I co?

- Do lekarza nie chce, ale grać na twoich uczuciach potrafi jak nikt.

Spojrzała na mnie ze smutną miną.

- Nie wiem , co robić… Myślałam, że ten jego zły nastrój jest spowodowany śmiercią ojca. Po pogrzebie długi czas jeździł na cmentarz i godzinami przesiadywał na ławeczce przed grobem. Kupował sobie dwu litrowy napój, siedział i popijał. Niedopity stawiał pod ławeczką i po południu wracał do domu. Podpatrzyłam go. Żartem zapytałam, dlaczego zostawia otworzoną butelkę w bądź, co bądź publicznym miejscu – przecież mogą mu czegoś dosypać, albo nasikać – wybuchnęłyśmy śmiechem .

- I co?

- Nic nie powiedział. Dalej przesiadywał i popijał.

- Przeszło z tymi wizytami na cmentarzu?

- Teraz nie jeździ, ale siedzi w domu. My do pracy a on na kanapie przed telewizorem.

- W niczym nie pomaga?

- Coś ty! Na te jego zachowania znajoma podpowiedziała święconą wodę. Przyniosłam. Dolałam łyżkę do jego kubka z herbatą. Jakby coś wyczuł. Zawsze wypijał na raz a tę pił powoli, jakby mu nie smakowała. Później dopytywał jaka to herbata. Prychał, kichał, kasłał. Przestraszyłam się, że go przytrułam. Przecież dolałam stojącej wody. Może coś jest na rzeczy.

- W sensie?

- No wiesz – może to opętanie?

- Tak, opętanie lenistwem i wygodnictwem.

Nagle zadzwonił jej telefon. Pokazała mi kto dzwoni. On! Odebrała:

- Tak kochanie. Jestem w sklepie. Kupuje bułeczki. Tak. Zaraz będę. Tak, kochanie, nie denerwuj się! No cześć!

I tyle z tego biadolenia. Zadzwoniło kochanie – stan podwyższonej gotowości. Nagadała się, nagadała i co – czas wracać do manipulanta. Patrzyłam wielkimi oczami. Kobiety – siłaczki, które w imię miłości są ślepe na wszystko. Układ zamknięty – on jest z natury leniem  a ona ciągle wierzy, że go zmieni. Oboje napędzają się wzajemnie, szkoda tylko, że negatywnymi emocjami.

Och życie…

Tego wpisu można posłuchać w aplikacji Audioblog

logo_audioaudioblog_small_white1

 
Komentarze (30)

Napisane przez w kategorii Audioblog, Wymyślone, Życie

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ML

    15 maja 2014 o 07:42

    to chyba jednak wygląda na depresję… obawiam się, że bez fachowej pomocy się nie obędzie. a koleżanka… no cóż, biedna matka polka…

     
  2. ~a.

    16 maja 2014 o 15:19

    jeżeli grozi, że popełni samobójstwo, bądź podejmuje takie próby należy zadzwonić po Pogotowie Ratunkowe, które zawiezie go do szpitala psychiatrycznego, do którego w powyższych okolicznościach będzie przyjęty bez zgody, jeżeli oczywiście takowej sam nie wyrazi (zgodnie z art. 23 lub art.24 Ustawy o Ochronie Zdrowia Psychicznego).

     
  3. ~bsia

    16 maja 2014 o 16:13

    Twój mąż jest chory. Mam to samo z moim mężem, zachowywał się dokładnie tak samo. Po latach męczarni depresja osiągnęła takie stadium że wreszcie pozwolił zaprowadzić się do psychiatry. Początkowo z leczeniem też były problemy bo nie chciał zażywać lekarstw. Teraz bierze leki jest lepiej SPOKOJNIEJ ale dobrze nie będzie już nigdy. Leki do końca życia. Musisz być mocna. Trzymaj się !!!

     
  4. ~logika

    16 maja 2014 o 17:10

    Nie wiem czy facet jest z natury leniem ,ale jedno jest pewne dla faceta utrata pracy to jak dla kobiety strata dziecka- jakby stracił sens zycia. Każdy kto nie pracuje czuje się wyrzutkiem i pasożytem, jedni oswajają się z nową sytuacją szybko a inni zupełnie sobie nie radzą. To się nazywa DEPRESJA a nie lenistwo, jesli dotąd normalny człowiek miał plany czegoś chciał, a aktualnie siedzi i nie podejmuje żadnych czynności. Przechodzę to co jakiś czas, z łóżka z trudem się zwlekam a każda najmniejsza czynność wymaga wysiłku niczym wejście na Giewont. Po utracie pracy 3 lata się męczyłam.

     
    • ~Max

      16 maja 2014 o 18:54

      Święte słowa. Jak to wygodnie znaleźć najprostsze wytłumaczenie. Facet wola o pomoc, wręcz wrzeszczy, ale najłatwiej nazwać go leniem. Z tego lenistwa trzy dni siedzial na działce. Kiedyś ta znajoma go znajdzie za późno.

       
    • ~Andrzej

      16 maja 2014 o 23:59

      Popieram komentarz „logiki”. Jestem facetem (34 lata), to nie jest normalne. Zgadzam się, że dla faceta utrata pracy czy ciągłe niepowodzenia w jej znalezieniu jest sytuacją mówiąc, delikatnie krępującą (myślę, że porównanie logiki jest w dużej mierze trafne).
      Sam zaraz po studiach szukałem dość długo pracy. Nie jest to łatwa sytuacja. Z doświadczenia wiem, że kobiety takie sytuacje lepiej znoszą (może brzmi to dość absurdalnie, ale tak jest). Niestety na ogół uwagi ze strony kobiet nie polepszają sprawy. Ja wiem, że chcą dobrze, ale starczy tylko zmienić zdanie, że próbują jeszcze człowieka dobić (a proszę uwierzyć, sporo facetów tak myśli). Nie tak trudno wówczas stracić sens istnienia.
      Facet chce się wykazać, że jest do czegoś przydatny.
      Jedyne rozwiązanie to prawdopodobnie lekarz (te próby samobójcze – mam nadzieję że tylko w teorii, moim zdaniem bezwzględnie kwalifikują Pani męża do leczenia).
      Ciężko coś poradzić poza wizytą u specjalisty, ale moim zdaniem na pewno nie można takiej osobie robić uwag. Jedyne rozwiązanie moim zdaniem to próba chwalenia każdej rzeczy którą dana osoba wykonuje dobrze, drobne naprawy w domu itp. Nie można robić zadymy z niepowodzeń, ale zawsze je lekko bagatelizować i jakoś podsumować w sposób taki, że nie było źle i że się dziękuje za to co ktoś zrobił. Każda uwaga to cios, próba wyręczenia podsuwają gotowe rozwiązania to jak powiedzenie – nie jesteś do niczego zdolny – to trochę tak jak bym Pani dał medal złoty za bieg na 100m na olimpiadzie, ale przecież Pani tam nie biegła – jaka z tego satysfakcja ? (nie wiem czy kobiety tak reagują, może by się z tego medalu ucieszyły, dla normalnego faceta taki podarunek nie ma znaczenia).
      Nie czytałem całego bloga, jedynie ten jeden post nie mam wglądu w całą sytuację, piszę tylko to co myślę na bazie swoich doświadczeń. Uważam, że sytuację mógłby spróbować naprostować jakiś dobry kumpel Pani męża. Drobne prace wykonywane razem – naprawa samochodu, nie wiem ćwiczenia na siłowni (nic tak nie poprawia samopoczucia jak dodatkowe kg więcej na sztandze). Kumpel musiał by być mądry bo jak zacznie rywalizować to tylko pogorszy sprawę i znów tym zachowaniem przekaże – jesteś jednostką bezwartościową co tylko spowoduje gorszy efekt od oczekiwanego. Z własnego doświadczenia wiem, że jakoś tak jest, że jak jest masa niepowodzeń to człowiek się jakoś tak zapętla, że naprawdę ciężko z tego wyjść. Nie wiem czemu, ale właśnie robi wówczas wszystko aby tylko potwierdzić, że jest do niczego nieprzydatny.
      Potrzebny jest wówczas ktoś, kto powie jest ok. i że to chwilowe niepowodzenia (nie może dobijać), trzeba się też zebrać w sobie i zacząć coś robić najlepiej niezwiązanego z tymi niepowodzeniami, ale coś co przynosi satysfakcję (np. bieganie – to polecam podnosi poziom hormonu szczęścia, postępy przychodzą dość szybko i łatwo się podbudować). Po dojściu do siebie można się zabrać za te najtrudniejsze sprawy.
      Mam nadzieję, że choć trochę nakreśliłem Pani sposób postrzegania tych problemów przez faceta. Powyższe nie dotyczy gości którzy mają wszystko gdzieś, pracują ale po to aby mieć więcej, a nie po to aby zapewnić jakieś godziwe warunki rodzinie, żona to tylko zdobycz, podobnie jak inne kobiety. Tacy ludzie raczej nie popadają w depresję. Sugeruję jednak wizytę u specjalisty, przynajmniej powinna Pani porozmawiać z lekarzem jak wygląda sytuacja i zapytać jak reagować. Dowie się Pani przynajmniej co należy robić, a czego bezwzględnie nie należy robić.
      Na pocieszenie dodam, że znam kilku notorycznych leni facetów co przesiadywali z piwkiem przed TV popołudniami, a jak ich żona zachorowała poważnie na chorobę nowotworową zebrali się w sobie i to są teraz zupełnie inni ludzie i zupełnie inne związki. Poczucie, że są w stanie coś zrobić dla drugiej osoby oraz bardzo silny bodziec do działania zmienił całkowicie ich życie. W takich sytuacjach ludzie sobie za każde drobne rzeczy dziękują, myślę że to jest klucz do szczęścia i do tego aby wytrwać w tych chorych czasach.
      Oba przypadki (bo znam dwa takie) zakończyły się szczęśliwie aż miło się teraz patrzy na te małżeństwa.
      Życzę wytrwałości i powiedzenia.

       
      • Anula

        17 maja 2014 o 07:20

        Bardzo dziękuję za mądre męskie podejście. Pozdrawiam

         
  5. ~anna

    16 maja 2014 o 19:14

    mam to samo…. juz prawie rok jak chlopak nie ma pracy, nawet jej nie szuka…zawalil kilka waznych spraw,między innymi studia, a za kazdym razem jak go proszę, zeby czegos poszukal Twierdzi ze jestem materialistką i to nie moja sprawa.Potrafi calymi dniami siedziec przed TV albo komputerem. ewentualnie z kolegami sie gdzies włóczy. Dlugo myslalam ze to lenistwo, ale zaczynam sie zastanawiac czy przypadkiem to nie ma podłoża psychicznego…dodam ze ma prawie 30lat więc nie jest małolatem, który chce sie wyszalec.

     
  6. ~mewka

    16 maja 2014 o 21:06

    Nie wiem czy to ciąg jakiejś dłuższej historii, czy epizodyczna opowieść, ale mimo to zapytam… Na jakiej podstawie stwierdzasz, że mąż tej kobiety to manipulant?
    Pozdrawiam.

     
    • Anula

      17 maja 2014 o 07:36

      To „epizodyczna” a raczej hipotetyczna opowieść, jedna z wielu na tym blogu. Niektóre stwierdzenia są po to, aby pojawiła się dyskusja i osiągnęłam swój cel – dyskusja trwa. Nie wszystko musi mieć swoje uzasadnienie – jak w życiu.Wszelkie podobieństwa do osób i zdarzeń są przypadkowe ;-). Pozdrawiam

       
  7. ~Yacek

    16 maja 2014 o 21:08

    Facet ma zwykłą alergię na pracę. Trudno to wyleczyć :). TAk na marginesie to jestem teraz z panią, która pomogła mi w trudnej sytuacji życiowej. Cóż z czasem role się odwróciły i ona znalazła się w trudnej sytuacji. Niestety nie potrafiła przyjąć żadnej pomocy. Jak zapchana rura z jednej strony tylko z niej wypływa, ale nic nie wchodzi do środka. Zmusiła mnie w ten do nauki sztuki dawania iście chrześcijańskiego. Niech nie wie lewica co robi prawica… Heh, są takie kobiety.

     
  8. ~bapmek

    16 maja 2014 o 21:39

    Szalenie zabawna ewentualność z tym moczem w butelce napoju przy grobie ojca, boki zrywać przy samych pachach.

    Jak facet nie pracuje, GODZINAMI siedzi z płytą garnitową i prawie zamarza siedząc na działce bez ogrzewania to ani chybi leń z niego patentowany. Ręce opadają.

     
    • ~PRZEDiPO

      17 maja 2014 o 07:53

      Ręce opadają z powodu twojej ignorancji.

       
      • ~bapmek

        17 maja 2014 o 11:37

        Słowo klucz – sarkazm.

         
  9. ~Edyta

    16 maja 2014 o 21:39

    To jest ewidentna DEPRESJA.Wiem coś na ten temat bo moja Mama ją ma od 30 lat.Za każdym razem gdy ma depresje to „grozi”że się zabije, bo nie ma po co żyć, bez niej będzie łatwiej itp.Niestety za każdym razem spełnia swoje „groźby”.Zażywa dużą ilość tabletek nasennych i ląduje na toksykologi.Wiem,nie chodzi o faceta,ale to co on robi a co robi moja Mama jest podobne.Więc czas najwyższy aby odwiedził Psychiatre bo w przeciwnym razie dojdzie do tragedi

     
    • ~PRZEDiPO

      17 maja 2014 o 07:52

      Mój eks uważa, że nie ma czasu iść do lekarza, bo ma dużo pracy. Dodatkowo jest i zawsze był pracoholikiem.

       
  10. ~Karminal

    16 maja 2014 o 21:43

    Facet, który zamiast się ogarnąć życiowo – szantażował mnie przez ostatnie 3 lata. Za każdym razem kiedy zwracałam uwagę, że może trzeba bardzie intensywniej szukać tej pracy , bo sama nie dotrze do wylegującego się do południa, palacza… będącego na moim utrzymaniu – miałam zarzuty o znęcanie psychiczne, o brak wsparcia, o niezrozumienie. Miłość ślepa, więc i jak klapy na oczach i jadę za dwóch… a ten kanapa, cola i „zlecenia po nocach”. Wszyscy wiedzieli i widzieli tylko nie ja, dowiedziałam się rok temu, o jego WSPARCIU.. od prawie 3 lat.. dzis to „wsparcie” ma ledwie 18 lat (!), on 42… wiem jedno – nie da się zmusić do kochania.. za miesiąc liczę na rozwód.

     
  11. ~Rafał

    16 maja 2014 o 23:35

    Ktoś kto nigdy nie zetknął się z chorobą psychiczną, nie jest w stanie zrozumieć tego. Gdyby Panie miały depresje, nie byłoby by im tak łatwo się mądrzyć, jacy to źli są faceci. To jest poważna choroba, nieleczona może prowadzić do śmierci. Dla kogoś postronnego to lenistwo, dla tej osoby to bezdenna bolesna pustka w duszy. Okropne uczucie, które powoduję, że nie chce Ci się wstać rano z łóżka, nic Cię nie cieszy, nie masz żadnej wiary i nadziei na to że będzie lepiej. To zimna, bezwzględna ciemność bez jednego promyka światła. Dla osób postronnych lenistwo, dla osoby dotkniętej beznadzieja.

     
    • ~PRZEDiPO

      17 maja 2014 o 07:48

      Masz rację, ale depresja nie dotyka tylko chorej osoby, ale całą rodzinę i w tym jest problem.

       
  12. ~mi;ro

    17 maja 2014 o 00:30

    Powiem tak,,,, Ja bym chcial byc dopieszczany jak twoj maz,,,albo ty masz faceta albo placzece i sliniace sie dziecko,,, twoje zycie nic nie bede ci doradzal,,ale powiem ci tak??,,, wystaw walizki za drzwi albo znajdz sobie drugiego faceta,,,,

     
  13. ~Rafał

    17 maja 2014 o 00:44

    Gdyby był tylko szantażystą, to prędzej czy później posunąłby się krok za daleko. A tak? W moim skromnym (zastrzegam, żaden ze mnie psycholog) facet ma DUŻY problem z samym sobą. Jeśli nie chce iść do psychologa, to znaczy, że coś nie halo. Bo jak nie masz z czymś problemu, to nie sprawi Ci żadnego kłopotu pójście do speca w danej dziedzinie i przebadania się – przecież i tak wiesz, że jesteś „czysty”.
    Twoja koleżanka też nie może być zbyt stanowcza – są takie rzeczy, których utrata u samca powoduje POTĘŻNY ból, który nie bardzo da się czymkolwiek wypełnić. A że facet ma problem rozmawiać o uczuciach (testowałem, to niestety na serio tak działa), to łatwo mu wyrządzić krzywdę. Nie oczekujcie, że zawsze sobie samiec poradzi, no matter what – są po prostu sytuacje, gdy nie wiadomo. I mamy do tego, jako męska część świata takie same prawo, jak Wy.
    Obojętnie od tego, na co się zdecyduje Twoja koleżanka, dobrze byłoby zacząć od odnowienia kontaktu między małżonkami – chłop czuje też pewno samotność i ogromny zawód z powodu tego, że nie spełnia swojej roli społecznej. A jakby tak mu pokazać, że nadal jest jej bliski i że kaska to nie wszystko?

     
  14. ~Piotr

    17 maja 2014 o 06:16

    Mąż koleżanki ma Depresję to trzeba leczyć .
    Sam utraciłem pracę będąc już w małżeństwie na szczęście nie mieliśmy jeszcze dzieci więc było troszke łatwiej. Byłem zadowolony , pewny siebie z dużym poczuciem swojej wartości.Grupowe zwolinienia i pa pa z dnia nadzień bez ostrzeżenia. Mineło prawie 10 lat mi nadal nie przeszło, każdego dnia boję się że utracę pracę i nadal czuję sie zerem nie ufam w pracy nikomu, nie mam tam przyjaciół. Strach mnie paraliżuje i dochodzi do absurdalnej sytuacji gdy muszę coś wykonać na wczoraj wiem ze to ważne ale stres nie pozwala się mi skupić i siedzę jak ostatnia ofiara i stresuje się jeszcze bardziej ze siedzę i się stresuje a powinienem to zrobić. Boję się że moja praca nie podoba się szefom, nie jestem pewien swoich decyzji i nie czuje się facetem. Chłop jest twardy i nie biadoli. tylko działa. Więc stwarzam pozory ale również ta czynność mnie stresuje !!!!!!! Mam żonę i dwie cudowne córki które kocham nad życie, córeczki kochają mnie ale jaki przykłąd da im taki popapraniec jak ja.

     
    • ~M@jka

      17 maja 2014 o 08:01

      Czlowiek musi być blisko drugiego czlowieka i się wzajemnie wspierać i to dodaje sił do życia – a tą siłą jest RODZINA.

       
  15. ~PRZEDiPO

    17 maja 2014 o 07:44

    Mój były też mnie szantażował samobójstwem. To jeszcze nic. O tym, że popełni samobójstwo mówił też mojej 10 letniej córce, o czym ona mi nie mówiła. Te chore relacje z córką odbiły się na jej późniejszych relacjach z ojcem i jej zdrowiu. Nienawidzi ojca.

     
  16. ~maria

    17 maja 2014 o 10:28

    to nie wygląda na depraesje…..to JEST DEPRASJA!!!!
    i to bardzo głeboka
    ale dopóki mąż nie zrozumie,że jest chory, nie podejmie leczenia,wiem to z własnego doświadczenia – najpierw mąż,który stracił dwa razy pracę, teraz Syn,który dodatkowo choruje na schizofrenie…..no i skończyło się tym,że ja również leczę się na depresję…….

     
  17. ~Buba

    17 maja 2014 o 10:37

    Miałam takiego ancymonka w domu, siedział 8 lat i nie pracował , trzy razy starał ię o rentę, ajak ją juz dostał to mu ją odebrali. Od nowa zaczęły sie odwołania, sąd itp. A ja sama pracowałam i utrzymywałam jego i dwoje dzieci. Jak się to skończyło pochorowałam się, straciłam pracę i miałam dużo czasu na myślenie. Wniosłam o alimenty, potem o rozwód. Po trzech latach byłam wolna :) Jak mnie pytaja o stan cywilny odpowiadam :”szczęśliwie rozwiedziona” :))

     
  18. ~Ja

    17 maja 2014 o 21:43

    …czytając …miałam wrażenie ,ze to o nas..o mnie i o moim mężu…proszę .. …zrób wszystko by mąż podjął…leczenie…..mój ukochany, powiesił się…. próbował, straszył,nie miałam sił prosić…nie zmusiłam go do leczenia ….był bardzo chory…..teraz ciężko….

     
  19. ~Anki

    18 maja 2014 o 22:23

    Dziewczyny ten gościu to manipulant. Przecież ta Zosia to mu sama prace wynajdywała a on ją zawalał specjalnie żeby móc siedzieć na kanapie i tv oglądać. A te szopki z wieszaniem i chowaniem po działkach miały na celu zastraszyć ja żeby go już o nic nie męczył i dała mu święty spokój. Tez mi mój facet raz chciał takie szopki odstawić. Z 6 piętra chciał skakać to go wyśmiałam. Otworzyłam drzwi balkonowe na oścież i mówię skacz pasożyt mi w domu nie potrzebny. Jesteś ubezpieczony wiec zgarne kasę i się ciebie pozbęde. Super… od razu zmienił gadke. Wiec ryķłam ze jutro rano wychodzi razem ze mną z ddomu zabieram mu klucze i niech nawet nie wraca póki tej pracy nie znajdzie.Przyszedł o 17.00 z kontraktem w łapkach i z kwiatami. Przepraszał że taka z niego ciotka była te ostatnie miesiące. Terapia szokowa działa najlepiej i najszybciej. Wiec nie dajcie się nabierać na te ich gierki. Przestańcie się wstydzić I myśleć bo co ludzie powiedzą jak się powiesi itp. Jak głupi to niech sie wiesza a wy sobie tym głowy nie zawracajcie. Tylko papa

     
  20. ~Lunka1969

    5 sierpnia 2014 o 13:32

    Już na pierwszy rzut oka widać, że koleżanka powinna bez zwlekania poradzić się u dobrego specjalisty. Szkoda Życia. To klatka a nie życie.Jak koleżanka w ogóle wytrzymuje> Współczuję jej ….

     
  21. ~Kazik

    7 kwietnia 2017 o 17:25

    Trudna sprawa.
    Najważniejsze trzeba ostrożnie.
    Przydałaby się osoba niezwiązana emocjonalnie z nimi, która pomogłaby zrobić krok do przodu.