RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2014

„Testament” Gabriel Garcia Marquez – pięknie powiedziane.

29 cze

237983_5_   ”Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię. Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.

Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie.

Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią.

Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę.

Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości!

Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie.

Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).

(…)

Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.

Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył.

Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.

Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem.

Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym „kocham cię”, a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.

Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.

Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.

Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć „jak mi przykro”, „przepraszam”, „proszę”, dziękuję” i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.

Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni”.

/Gabriel Garcia Marquez “Testament”/

Więcej na stronie: Żyj świadomie

 

Żyjmy świadomie. Kochajmy. Cieszmy się życiem, bo mamy je tylko jedno. Takie proste a takie trudne.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Wakacje, wakacje, wakacje.

27 cze

wakacje

Ostatni dzwonek w szkole! 

Mamy wakacje – ja i dzieci – nareszcie! W planach wyjazd w góry. Mam nadzieję, że w tym roku dotrzemy tam bez przygód. W zeszłym roku, po 100 km drogi coś zaczęło nam łomotać w prawym kole. W samochodzie czworo dzieci i ja, tzw. baba, ale baba z tych upartych. Zjechałam do pierwszej stacji benzynowej i zaczęłam rozpytywać o najbliższy warsztat. Okazało się, że był niemal za stacją. Zjechaliśmy do pana mechanika. Pan obejrzał, zdjął koło i okazało się, że z tarczy hamulcowej „odpadł” kawał metalu. Co robić? Wracać? Oczywiście, że NIE! Nie po to jechaliśmy 100 km, żeby się wracać, chociaż przed nami ponad 400 km. Mechanik oddał tarczę do przetoczenia, założył w koło i w drogę. Mnie interesowało jedynie, czy na takiej tarczy mogę jechać w góry i czy dam radę tam jeździć, bez strachu, że coś się stanie.

- Oczywiście. Może pani jeździć, tylko po przyjeździe do domu proszę to jak najszybciej zrobić.

Hurra! No to w drogę – do Gliczarowa Dolnego, do najpiękniejszej i najlepszej Józi. Do widoków, górskich wędrówek, pysznego jedzenia i rodzinnej atmosfery. Już tęsknię za tamtymi klimatami. Już tęsknię…

P1020286

P1020279

P1020287

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Życie

 

Chronologia według Anuli. Moja mała rocznica.

23 cze

26 czerwca 2013 roku w nocy urodziłam się na nowo.  

28 czerwca 2013 roku zamieszkałam w Dziupli na czwartym piętrze.

Jak ten rok szybko minął.

Czerwiec 2014 

Jak dziecko uczyłam się (i uczę się) wszystkiego od nowa. Ponieważ nie lubię nagłych zmian, do wszystkiego długo się przygotowuję to ta zmiana była dla mnie szokiem. Bez wsparcia rodziny. Tylko ja i dzieci. Słyszałam krytykę od osób, które wydawały mi się bliskie. Miałam ogromne poczucie winy. Słyszałam, że nie cieszę się z przeprowadzki, że za dużo płaczę, ktoś oczekiwał innej reakcji po mnie. Więc się starałam. Ogarniałam. Miało być lepiej… Zostałam sama z dziećmi. Ta samotność mnie przerażała.

Planowałam to odejście dużo wcześniej. Wygrywało poczucie obowiązku, wdrukowane wzorce zachowań, wiara w zmianę ludzi i ich zachowań (mąż i jego rodzina,moja rodzina), religia. Mnóstwo rzeczy trzymało mnie w starym „ciepełku” i gdyby nie zwierzęcy instynkt przetrwania i chronienia dzieci dalej bym tkwiła w starym. Ktoś może powiedzieć – wytrzymałaś 15 lat i co, tak nagle zdecydowałaś, że już dość. Tak. Już dość. Jest niepewność, jakieś lęki, ale nasza trójka nareszcie jest bezpieczna.

Planowałam to odejście. Planowałam od pierwszego epizodu schizofrenicznego męża w 2004 roku. Planowałam, kiedy zobaczyłam, że mąż przestał brać leki. Kolejna „polka galopka” miała się rozegrać.Trzy miesiące nieprzespanych nocy, ogromnego lęku, szukania pomocy i oczekiwania na najgorsze.

Rozpytywałam o mieszkanie. Uprzedziłam drugiego pracodawcę o moich zamiarach – taką mam pracę, że muszę się nienagannie „prowadzić”, być przykładem moralności a tu konsternacja – zostawiam chorego męża, ojca dwójki dzieci. Jak mogę?! Przeczytałam wtedy artykuł w gazecie i zapamiętałam słowa: „Nie ma takiej miłości, czy wiary, w imię której mamy być poddani przemocy.” Powtarzałam to jak mantrę. Już dość…

Pytałam jednego ze swoich znajomych o wynajem:

- Może coś wiesz? Potrzebuję mieszkania.

Ot tak, na razie niezobowiązująco. Tydzień później, we wtorek po świętach wielkanocnych poszłam do tego znajomego z córką. Obydwie przerażone. Ona usiadła na krześle pod ścianą a ja z przerażeniem w oczach wykrztusiłam:

- Pomódl się za mnie!

- A o co chodzi? – zapytał z kpiącym uśmiechem, jakbym opowiedziała dobry żart.

- Pomódl się za mnie! Mąż przestał brać leki! Boję się…

Spoważniał. Spojrzał na mnie i na córkę.

- Mam mieszkanie. Mogę ci udostępnić.

Zaniemówiłam. Poczułam się , jakby mi złożył niemoralną propozycję, a w głowie pojawiła się myśl:

- Nie mogę, przecież jestem mężatką. Zostawić chorego męża…

- Nie wiem… – wykrztusiłam.

- Pomyśl. Mieszkanie będzie czekać.

- Proszę pomódl się za mnie – wymamrotałam i wycofałam się do córki. Złapałam ją za rękę i pociągnęłam do wyjścia.

- Pomyśl o tym mieszkaniu – zawołał za nami znajomy.

- Pomyślę… nie wiem… boję się… – mamrotałam.

Czułam się tak, jakbym zdradzała męża. Wstyd, strach, wina i chęć normalnego życia. Jak w matni.

Nie zrozumie tego nikt, kto przez to nie przeszedł.

Przez ostatnie dni przeżywam „ostrą melancholię”. Siadam w kuchni i spoglądam przez okno. Na parapecie stoją moje ulubione (po fiołkach oczywiście) orchidee. Zakwitły…

Za oknem kępa zielonych drzew – klon i trzy brzozy. Podobno kolor zielony jest kolorem nadziei…

Jest dobrze i niech tak zostanie.   P1030145

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Życie

 

Wskazówki na życie według Dalaj Lamy.

20 cze

Dalaj Lama

Wskazówki na życie

Dalaj Lama


    1. Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia zawierają w sobie wielkie ryzyko.
    2. Gdy coś tracisz, nie trać tej lekcji.
    3. Stosuj zasadę SSS:
      • Szacunek dla siebie,
      • Szacunek dla innych,
      • Stuprocentowa odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny.
    4. Pamiętaj, że nie otrzymanie tego co chcesz, jest czasami cudownym łutem szczęścia.
    5. Naucz się zasad, tak abyś wiedział jak je właściwie łamać.
    6. Nie pozwól, aby mała niezgoda zaburzyła wielką przyjaźń.
    7. Kiedy zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd, natychmiast podejmij kroki, aby go naprawić.
    8. Spędzaj trochę czasu samotnie każdego dnia.
    9. Bądź otwarty na zmiany, ale nie porzucaj swoich wartości.
    10. Pamiętaj, że cisza jest czasami najlepszą odpowiedzią.
    11. Prowadź dobre, honorowe życie. Kiedy się zestarzejesz i będziesz je wspominał, przeżyjesz je z radością jeszcze raz.
    12. Atmosfera miłości w twoim domu jest podstawą twojego życia.
    13. Podczas kłótni z kochanymi osobami, zajmuj się tylko bieżącą sprawą. Nie przywołuj przeszłości.
    14. Dziel się swoją wiedzą. To sposób na osiągnięcie nieśmiertelności.
    15. Szanuj naszą planetę Ziemię.
    16. Raz w roku pojedź do miejsca, w którym jeszcze nie byłeś.
    17. Pamiętaj, że najlepsze partnerstwo to takie, w którym wasza wzajemna miłość przewyższa wasze wzajemne potrzeby.
    18. Oceniaj swój sukces poprzez to, z czego musiałeś zrezygnować, aby go osiągnąć.
    19. Podchodź do miłości i gotowania z beztroskim zaniedbaniem.

ze strony: wiersze.doktorzy.pl

 

DALAI LAMA JOHN PAUL II

„Nadszedł nowy dzień(…)

Długo czekałam
Na nadejście cudu
Wszyscy mówili mi, że mam być silna
Czekać i nie ronić łez
Poprzez ciemność i dobre czasy
Wiedziałam, że uda mi się przetrwać
A świat myślał, że miałam wszystko (…) „

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Muzyka

 

„Spieszę się do domu, gdzie czeka na mnie S***”

19 cze

„S.

Dzień pracy, pełen biegania, hałasu i chaosu, dobiega końca. Kończę swoje sprawy, sprzątam papiery, wpisuję do kalendarza rzeczy, które muszę zrobić jutro. Dzwoni telefon – to mama, jak zwykle wesoła energiczna, pełna życia.
– Zbierasz się do domu? Chciałam cię zaprosić w gości, znajomi wpadli, upiekłam placek!
– Nie, mamusiu, jadę do domu.
– Do domu, do domu… – przedrzeźniała mnie mama, – Może byś się wybrała gdzieś, rozerwała. Całkiem stetryczałaś, praca-dom, dom-praca!
– Mamo, jestem dorosła! Sama zdecyduję, – bronię się niepewnie.
– Do kina idź może? Zwariujesz niedługo, masz tylko S… – mówi jeszcze mama, zanim brutalnie się rozłączam.
Nie, nie pójdę do kina. Innym razem. Spieszę się do domu, gdzie czeka na mnie S***. Jak zwykle. Codziennie wracam z pracy do S***, razem spędzamy też weekendy, święta i urlopy.
Nie, S*** nie jest despotą i nigdy nie ogranicza mojej wolności. Gdybym tylko chciała, to mogłabym dokądś pójść. Ale ja nie chcę.
Chcę siedzieć po ciemku przy oknie i patrzeć na zaśnieżone podwórko albo na wiosenne kałuże, albo na letnią zieleń… Chcę trwać w miękkich objęciach S*** – czuję się wtedy spokojnie i przyjemnie. Patrzymy w milczeniu, ale czuję obecność S*** każdą swoją komórką, każdym zakamarkiem duszy. Z S*** zawsze tak przyjemnie się milczy – rozumiemy się bez słów! Ale też dobrze mi się z S*** rozmawia o wszystkim – S*** nigdy się ze mną nie kłóci, nie zaprzecza, nie krytykuje, nie ustawia, nie uczy jak mam żyć. S*** potrafi słuchać bez narzucania się.

Czasem po pracy nie idę od razu do domu. Spotykam się z koleżankami, wpadam do krewnych, a nawet – Boże drogi! – biegam na randki. Tak, na randki też… Ale zawsze wracam do S***. Wiem, że nie będzie żadnych kłótni, wymówek, obrażania się. S*** wie, że prędzej czy później zawsze wrócę, bo nie istnieje nic lepszego. W każdym razie dla mnie – nie istnieje.

Jesteśmy od tak dawna razem, że nasze relacje można określić jako trwałe, a nawet stabilne. Tak bywa, gdy obie strony rozumieją się bez słów, troszczą się o siebie, znają się na wylot, wszystko o sobie wiedzą…
W każdym razie, dokładnie wiem, co oferuje mi S***. S*** to spokój, równowaga, bezpieczeństwo. To, czego mi brakowało w życiu. Dawniej mi brakowało, ale nie lubię tego wspominać – tamtych czasów, kiedy bardzo się bałam i bardzo bolało. Teraz, gdy w moim życiu jest S***, wszystko się zmieniło. Przy S*** nie boję się, że ktoś znów mnie skrzywdzi, odrzuci albo zada mi ból, pozostawiając niegojącą się ranę. S*** broni mnie przed brutalnością tego świata.
Czasem nachodzi mnie pomroczność i zaczynam się złościć na S***. Wydaje mi się, że S*** mnie hamuje, ogranicza moje możliwości, pozbawia mnie jakichś przygód… Wtedy zaczynam wariować, jestem złośliwa, postanawiam całkowicie zmienić swoje życie i odejść od S***. I robię to – odchodzę.
S*** nigdy mnie nie zatrzymuje. Nigdy. S*** wie, że to chwilowe. Dopóki starczy mi sił. Ponieważ tam, z innymi ludźmi, komfortowe samopoczucie nie trwa zbyt długo, przecież jestem bezbronna, nie mam tego przezroczystego klosza, który zapewnia mi S***. A bez klosza zaczynam się spinać i pomału wpadam w panikę. Panika narasta, a wówczas marzę tylko o tym, żeby wyrwać się z hałasu, chaosu, nieuporządkowanych relacji, niezrozumiałych cudzych oczekiwań i wymagań i wrócić do S***. Wiem, że wiernie czeka na mnie. Rzucam się w ramiona S*** jak w obłok, skarżę się, trzymam mocno jak tonący brzytwę. S*** nigdy nie zawodzi – obejmuje, uspokaja, przykrywa ciepłym kocem. Myślę, że S*** leczy moją duszę, która jest taka krucha… Każde nieostrożne spojrzenie, każde ostre słowo – tną jak nóż i rana długo się nie goi. Co bym zrobiła bez S***? Pewnie bym się wykrwawiła. Ale S*** zawsze mnie ratuje.
Czasem wydaje mi się, że mój związek z S** to ślepy zaułek. Za spokojnie, zbyt przewidywalnie, za bardzo… bezkonfliktowo. Kiedyś często usiłowałam uciekać do innego życia, ale teraz coraz rzadziej podejmuję takie próby. Wiem, że tylko S*** rozumie mnie taką, jaka jestem. Nie stara się mnie przerobić, zmienić na swoją modłę… Wiem, że S*** mnie kocha. Mówiąc szczerze – ja też kocham S***, nie wyobrażam sobie życia bez S***. Właściwie wyobrażam sobie, ale nie chcę. Musiałabym się zmienić, nauczyć się samodzielnie leczyć swoje rany. Ale po co, skoro jest S***?
– Odprowadzić cię? Może na kawę wpadniemy? – do pokoju zagląda mój kolega z pracy. Podrywa mnie, mieliśmy nawet mały romans. Ale przemyślałam wszystko i wybrałam S***. Kolega jeszcze ma nadzieję. Jestem zmęczona jego pytaniami, uporem. Nudzi mnie. Jeśli miałabym ponownie wybierać między nim a S***, to z pewnością go nie wybiorę.
– Spieszę się, innym razem, dobrze? Dziś jestem zajęta.
Naprawdę jestem zajęta. Stęskniłam się za S***.
Wbiegam na swoje czwarte piętro, wpadam do mieszkania, zamykam za sobą drzwi… Już! Jestem w domu. W progu czeka na mnie S***. Stoimy tak twarzą w twarz i patrzymy na siebie. Widzę zmarszczki na czole, worki pod oczami i spojrzenie pełne smutku. Znajoma twarz, szara i umęczona.
– Zestarzejesz się przy mnie. Wiele tracisz, rezygnując z życia poza granicami naszego światka.
– Każda utrata boli. Boje się kolejnych pomyłek. Nie chcę się znów rozczarować. Wolę zostać z tobą, tak jest prościej. Kocham cię, moja Samotność.
– Cóż, ty decydujesz. Nigdy nie porzucę cię z własnej woli, przecież wiesz. Tylko ty sama możesz w dowolnym momencie zrezygnować ze mnie, a ja się nie obrażę. Dostałaś mnie po to, by się ogarnąć, dojść ze sobą do ładu, pozbyć się swoich obaw i nauczyć się żyć w świecie ludzi. Samotność jest Błogosławieństwem, gdy pomaga odnaleźć siebie, ale szybko zamienia się w Przekleństwo, gdy czynisz z niej kryształową trumnę.

Stoję w przedpokoju przed lustrem i widzę w nim siebie, tylko siebie. Z lustra ze smutnym uśmiechem patrzy na mnie moje odbicie, moja bezpieczna Samotność.”

źródło: © Po Pierwsze Ludzie

Jak ja lubię te opowieści …

Wracam do domu, gdzie czeka S. Do mnie rodzice nie dzwonią – po prostu ich nie ma. Odwiedzam ich grób. Palę znicze, wyrywam chwasty, sadzę kwiaty. Zastanawiam się, co lepsze, ich święty spokój, czy moje użeranie, w sensie zmagania się z życiem. „Daję radę”…

W domu czekają na mnie dzieci dla których muszę być silna, muszę rozwiązywać ich problemy. Tłumaczyć, dlaczego nie ma tego, czy innego, dlaczego tak a nie inaczej. Nie denerwować się, uśmiechać, mieć odpowiedzi na wszystkie pytania i co najważniejsze mieć wyrzuty sumienia, że „taki zgotowałam im los”. Bo to był mój świadomy wybór. Nieważne, że ich ojciec okazał się psychicznie chory…

„Daję radę”….

Jedna tabletka wieczorem…

Wizyta u terapeuty…

Ogromna pustka…

Czasami ogromna niechęć do życia…

Daję radę…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Film z cyklu „Grzeczna babeczka”

18 cze

 

 

 

Grzczna Babeczka ;-D - zobacz inny film o Grzecznej Babeczce.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Bajka o Smutku – bo smutek trzeba poznać i zaakceptować.

16 cze

0e7eaa29796796533f787619d1178d6e

Ostatnio pomimo „dobrych dni” odczuwam też duży smutek. Niby wszystko jest dobrze, ale mnie trapią dołujące myśli. Znalazłam na stronach internetowych ciekawą bajkę terapeutyczną dotyczącą smutku. Smutek trzeba przeżyć, „przetrawić”, jak ja to mówię. Smutek nie oznacza, że jesteśmy gorsi, nic nie warci, „rozlezieni”, że jesteśmy „sierotami” – NIE. W smutku też możemy siebie kochać  – możemy zaakceptować „smutny stan rzeczy”. Autorka artykułu – Renata Mazurowska podaje taką formułkę do powiedzenia sobie samemu:

„Akceptuję smutek, akceptuję siebie smutną, bo kocham siebie, także wtedy, gdy jest mi źle. Przyjmuję, nie oceniam. Nie odrzucam siebie smutnej”.

Ma rację. Zaakceptowanie pewnej sytuacji, stanu w jakim się znajdujemy,  oznacza powolne godzenie się , pozwala spojrzeć na taki stan z innej perspektywy i znalezienie dobrego rozwiązania. A dobre rozwiązanie oznacza uśmiech :-D na naszych twarzach i ulgę w duszy.  

Tomasz z Akwinu, średniowieczny filozof i teolog, który uważał rozum za zarządcę duszy, podawał pięć sposobów na smutek:

1. sprawić sobie przyjemność (byle godziwą),

2. wypłakać się,

3. porozmawiać z przyjacielem,

4. kontemplować prawdę (choć to może być trudne),

5. kąpiel i sen.

A teraz obiecana bajka:

Bajka terapeutyczna o zasmuconym smutku.

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:

- Kim jesteś?

Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:

- Ja…? Nazywają mnie Smutkiem.

- Ach, Smutek! – zawołała staruszka z  taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.

- Znasz mnie? – zapytał Smutek niedowierzająco.

- Oczywiście, przecież niejeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.

- Tak sądzisz? – zdziwił się Smutek To dlaczego nie uciekasz przede mną? Nie boisz się?

- A dlaczego miałabym przed tobą uciekać, mój miły? Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed tobą ucieka. Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny.

- Ja… jestem smutny – odpowiedział Smutek łamiącym się głosem.

Staruszka usiadła obok niego.

- Smutny jesteś… – powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. – A co cię tak bardzo zasmuciło?

Smutek westchnął głęboko. Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? Ileż razy już o tym marzył.

- Ach, wiesz… – zaczął powoli i z namysłem – najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przychodzę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy.

I znowu westchnął:

- Wiesz, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I  dostają zawału. Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. I  rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: tylko słabi płaczą. I  zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle tylko nie czuć mojej obecności.

- Masz rację – potwierdziła staruszka – ja też często widuję takich ludzi.

Smutek jeszcze bardziej się skurczył:

- Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy, gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.

Smutek zamilkł. Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.

Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie:

- Płacz, płacz, Smutku – wyszeptała czule – musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. Będę ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy cię nie pokona.

Smutek nagle przestał płakać. Wyprostował się i  ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:

- Ale… ale kim ty właściwie jesteś?.

- Ja? – zapytała figlarnie staruszka, uśmiechając się przy tym tak beztrosko, jak tylko małe dziecko potrafi – JA JESTEM NADZIEJA!.

(Autor anonimowy)

Bajka i rady według Św. Tomasza zaczerpnięte z artykułu Zwierciadło.pl – Jak radzić sobie ze smutkiem.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

Konwersacja trochę nerwowa… cz.5, czyli o odnajdywaniu siebie.

13 cze

„Chciałabym (móc) zapomnieć czas
Na jedno westchnienie, na jedną chwilę,
Wytchnienie po biegu…
I ruszyć, gdzie mnie serce pchnie.

Chciałabym odnaleźć moje ślady,
Gdzie jest moje życie, gdzie jest moje miejsce. (…)

Chciałabym przebyć ocean, przeciąć lot mewy,
Myśleć o wszystkim, co widziałam lub wręcz iść w nieznane.
Chciałabym ściągnąć księżyc, a nawet ocalić ziemię, (…)

Chciałabym zwolnić, aby usiąść, 
Znaleźć w zakamarkach pamięci
Głosy tych, którzy mnie nauczyli, 
Że nie ma zakazanego marzenia.

Chciałabym znaleźć w sercu kolory, obrazy (…)

Chciałabym (móc) zapomnieć czas
Na jedno westchnienie, na jedną chwilę,
Wytchnienie po biegu…
I ruszyć, gdzie mnie serce pchnie.

Chciałabym odnaleźć moje ślady, 
Gdzie jest moje życie, gdzie jest moje miejsce. (…)”

@@@@@

Przyszła całkiem inna. Odmieniona. Fizycznie się nie zmieniła, ale coś w niej było innego -  spokój, pewność siebie… Zaraz się dowiem z czym przychodzi.

- Kawa?

- No, może…

- Zaparzę – podszedłem do ekspresu.

- Poczekaj może herbata – zielona – ostatnio taką zaczęłam pić. Więc może…

- Dobrze. Zaraz zaparzę.

Siedziała na krześle. Nie odzywała się.  Cisza, ta z tych niepotrzebnych zaczęła przeszkadzać. Przyszła pełna energii a teraz – nic.

- Co tam?

- Wiesz, tak jakoś …

- ?

- Wiem. Znów marudzę.  Obudziłam się dzisiaj o czwartej rano i zaczęłam rozmyślać. No, nie patrz tak, jakby rozmyślanie było zbrodnią. Robię pewnego rodzaju podsumowanie. Chyba mogę? – spojrzała na mnie zaczepnie.

- Możesz. I jakie wnioski?

- Przez piętnaście lat byłam w chorej relacji z drugą osobą. Żebrałam o uczucie. Szukałam uczucia u osoby chorej psychicznie, bo w głowie miałam mnóstwo banałów, bo czułam się silna. Może wierzyłam w romantyczną miłość? Wierzyłam, że miłość może wszystko. „Gdybym miłości nie miał… i tak dalej. Miałam  w sobie dużo miłości, ale „byłam jak ten cymbał brzmiący, albo miedź brzęcząca” – grałam nie swoją muzykę. Podporządkowałam się…

- Ho, ho znów filozoficznie.

- Wkurza mnie ten twój sarkazm. Może już pójdę!

- Poczekaj, no dobra, nie będę przeszkadzał. Zaraz będzie herbata – rozlałem gorącą wodę do filiżanek z herbatą i postawiłem je na stoliku.

- No mów – zachęciłem.

- Skończyłam jeden etap w życiu. Miało być dobrze i… Rozpoczęłam drugą znajomość z osobą w głębokiej depresji. Tak mi się przynajmniej wydawało. Był tak samo nieszczęśliwy jak ja. Moje odbicie lustrzane. Znów zastosowałam stary schemat – oparłam uczucie na wyobrażeniu a nie na prawdzie. Dawałam dużo z siebie, niczego nie oczekując. Czułam się zakłopotana, kiedy sama otrzymywałam coś od niego. Dlaczego? Bo tkwi we mnie niskie poczucie wartości – myślę, że nie zasługuje na nic dobrego, bo jestem brzydka, gruba, głupia, nic nie warta…

- Nie jesteś!

- Nie przerywaj! Myślałam jestem gorsza, więc to ja muszę nadskakiwać każdemu. Pomagałam. Czekałam na miłe słowa, na rozmowy, na wymówienie nawet mojego imienia. Chore nie?

- Dlaczego od razu chore. Nie miałaś tego w małżeństwie.

- Dałam sobą manipulować. Bez sensu. Uciekłam z jednej chorej relacji a wpakowałam się w następną i jeszcze byłam z tego zadowolona.

- A więc to dlatego kiedyś powiedziałaś, że się zakochałaś?

- Tak wtedy czułam. Tylko oprócz tego czułam też przygnębienie, osamotnienie, bezradność, chęć ucieczki, niepewność i często płakałam. Męczyłam się tą znajomością.

- To na cholerę ci taka miłość? Kobieto ogarnij się!

- No! I znów – kobieto ogarnij się, ale ja się właśnie ogarnęłam. Skończyłam to.

- Czyżby?

-Okazało się, że nie mówił mi całej prawdy – mówiąc jego słowami. Czasami czułam, że coś jest nie tak, coś jest na rzeczy, ale pomagałam, słuchałam, pocieszałam, pozwalałam się przytulać i okazało się, że całkiem niepotrzebnie, bo on jest w związku – ma kogoś. Prozaiczne. Nie? Poczułam się oszukana, ale nie ma tego złego… Popatrzyłam na siebie i wiesz kogo zobaczyłam – kogoś, kto jest mega silny, wartościowy, mądry, zaradny. I wiesz co ci jeszcze powiem zasługuję na taką prawdziwą miłość i spotkam kogoś, kto mi ją ofiaruje bez żadnych granic, barier, oczekiwań, uprzedzeń i kłamstw. A jeżeli nie, to też dobrze. Nareszcie doceniam wartość życia w spokoju i bezpieczeństwie. Samotność też może być dobra…

- Kogo chcesz przekonać do samotności – siebie, czy mnie?

- Ty i te twoje pytania.

- No dobrze, brakuje mi bliskości z drugą osobą,no wiesz, z facetem, zwykłej wymiany zdań i tak dalej. Nigdy takiej relacji nie doświadczyłam. Wyobrażam ją sobie a później sam wiesz… Później jest proza życia…

- Wiem, rozczarowanie, łzy, rezygnacja.

- No właśnie!

- To przestań sobie wyobrażać. Odbieraj życie i ludzi takimi, jacy są – bądź obiektywna.

- Męski punkt widzenia.

- Męski, czyli praktyczny.

Roześmiała się.

- Wiesz, kiedyś spotkałam pewną kobietę. Była roześmiana, żartowała a kiedy zaczęłiśmy rozmawiać o konkretach, z płaczem oznajmiła, że leczy się na depresję, że nie radzi sobie z życiem. Nie mówiła, o jakie życie chodzi. Pamiętam  te jej przerażająco smutne oczy, tą nagłą zmianę, z radości w rozpacz.  Zawsze tęsknimy za czymś, czego nie mamy a nie umiemy się cieszyć tym, co jest. Jesteśmy pełni lęku…

- Za dużo myślisz. Pij herbatę…

- Dobrą herbatę robisz.

- Dzięki.

Patrzyłem, jak zamyślona powoli podnosi filiżankę do ust i pije małymi łyczkami. Nie odzywała się. Zmieniła się.  Ciekawe, co wymyśli następnym razem. A tak swoją drogą, to dlaczego wybrała do rozmowy właśnie mnie? Może kiedyś mi powie.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Wymyślone

 

„Perełki śmiechu” – czyli Pan Kotek ;-) choruje i list do syna.

11 cze

kotek2

Pan Kotek był chory…

Autor nieznany



Pan Kotek, choć chory, nie leżał w łóżeczku,
bał się stracić pracę, bo skąd wziąć na mleczko.
Dzień cały harował (nikt nie chce być głodny),
pod wieczór cichaczem poszedł do przychodni.
W przychodni mu dali numerek z terminem;
termin nieodległy, miesiąc szybko minie.
nic wyskokowego przez miesiąc nie pijał,
mimo to choroba jakby się rozwija.
Opadły mu wąsy, nos na kwintę zwiesił,
nadal gorączkuje, życie go nie cieszy,
czka, kaszle, bojowe na rząd puszcza gazy,
z wściekłości o bliskim końcu rządu marzy,
lecz sam bliższy końca z dniem każdym jest kotek.
Miesiąc jakoś wytrwał, lecz co będzie potem?
Lekarz go wysłuchał i westchnął; „Na Boga!
Idź kotku czym prędzej do laryngologa!”.
Na wizytę czekał kolejne pół roku,
chudł, marniał, coś w płucach go kłuło i w boku,
lecz doktor do gardła mu nawet nie zajrzał:
„Nie tego, koteczku, wybrałeś lekarza.
Nie z gardła ten kaszel, on z płuc się dobywa,
do pulmonologa idź!- Śmierć zbiera żniwo!”.
Kolejne pół roku. Doktor mięsem rzucał:
„Diagnozę postawię jak prześwietlisz płuca.
Niech lekarz rodzinny da ci skierowanie.
Do diabła koteczku, lecz się, skończysz marnie!”.
Na wizytę czekał koteczek znów miesiąc
i na prześwietlenie dni jeszcze pięćdziesiąt,
aż dzień wreszcie nadszedł, czas iść do rentgena.
Jest termin, jest rentgen, lecz… koteczka nie ma.
Kotek nie doczekał. Już leży w mogile
a dusza do Boga uśmiecha się mile:
„Najwyższy Doktorze, znajdź miseczkę mleczka,
w rajskim sanatorium dla mnie, dla koteczka.
Będę Tobie mruczał i grzał Twoje kości,
tylko mnie w Twym Raju chciej u siebie gościć”.
„Cóż mogę, koteczku – rzekł Bóg – wobec faktu;
nie chciał ze mną zawrzeć NFZ kontraktu”.
A morał? Morału napisać nie zdążę,
bo też za koteczkiem niedługo podążę.
Lecz mnie nie żałujcie, wszak byłem ladaco -
choć żal, że nie dowiem się: umarłem na co?

List do syna

Autor nieznany


Drogi Synku,

   piszę do Ciebie tych kilka linijek, żebyś wiedział, że do Ciebie piszę. Więc, jeżeli otrzymasz ten list to znaczy, że dobrze do Ciebie dotarł. Jeśli go nie otrzymasz, to poinformuj mnie o tym, wyślę go jeszcze raz.
   Piszę do Ciebie wolno, bo wiem, że nie potrafisz szybko czytać. Ostatnio ojciec przeczytał w pewnej ankiecie, że najwięcej wypadków zdarza się kilometr od domu, dlatego zdecydowaliśmy się przeprowadzić dalej. Dom jest wspaniały; jest tu pralka, chociaż nie jestem pewna czy jest sprawna. Wczoraj, włożylam do niej pranie, pociągnęłam za sznurek i pranie gdzieś wsiąkło, no ale cóż…
   Pogoda nie jest tu najgorsza. W tamtym tygodniu padało tylko dwa razy. Pierwszy raz padało 3 dni, drugim razem cztery.
   Jeśli chodzi o tę kurtkę, którą chciałeś, wujek Piotr powiedział, że jeśli ci ją wyśle z guzikami, które są ciężkie, to będzie drogo kosztowało, więc oderwałam guziki i włożyłam je do kieszeni.
   Ojciec dostał pracę, jest bardzo dumny, ma pod sobą jakieś 500 osób. Kosi trawę na cmentarzu… Twoja siostra Julia, ta która wyszła za swojego męża, wreszcie urodziła, nie znamy jeszcze płci, dlatego ci nie powiem jeszcze czy jesteś wujkiem czy ciocią. Jeśli to dziewczynka, twoja siostra chce nazwać ją po mnie, ale to będzie dziwne nazwać swoją córkę „mama”. Nie widzieliśmy za to wujka Izydora, tego który umarł w tamtym roku…
   Gorzej jest z twoim bratem Jasiem. Zamknął samochód i zostawił w środku kluczyki, musiał iść do domu po drugi komplet, żeby nas wyciągnąć z auta. Jeśli będziesz się widział z Małgosią pozdrów ją ode mnie, jeśli jej nie będziesz widział, to nic jej nie mów.

Twoja Mamusia.

PS. Chciałam Ci włożyć parę groszy do listu, ale zakleiłam już kopertę.

Teksty ze strony wiersze doktorzy.pl

Wczoraj, korzystając z pięknej pogody pojechałam z córką na przejażdżkę rowerową. Miałyśmy tylko „pojeździć” a skończyło się na tym, że zrobiłyśmy ok. 36 km. Pojechałyśmy za miasto :lol:  nad rzekę. Fakt, do rzeki jest 17 km, ale pogoda była taka piękna…

Bug

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Internet

 

Własne życie moich artykułów.

10 cze

Wczoraj poszperałam trochę w sieci i znalazłam mój wpis  skopiowany w całości, dotyczący książki „Moc uwielbienia” - oczywiście dodano mój adres bloga – czyli autora wpisu, czyli mnie :-)  . Miło, że komuś podobają się moje wpisy.

Zajrzałam oczywiście na stronę główną kościoła w Przeworsku. Bardzo ładny kościół.

x1      x3

 

 

 

Dowiedziałam się, że 13 czerwca będzie Wieczór Uwielbienia. Księże Piotrze proszę się za mnie pomodlić!

Obrazek informujący o Wieczorze Uwielbienia jest mi szczególnie bliski.

Nie byłam nigdy w Przeworsku, ale teraz czuję się tak, jakbym tam już była.

Pozdrawiam!

A to tak ode mnie – ksiądz Kralka poprowadził u nas rekolekcje dla młodzieży z wieczorem adoracji Najświętszego Sakramentu. Na rekolekcje mogli przyjść też dorośli a poniżej piękna piosenka o ufności Bogu.

 

Parafia Chrystusa Króla w Przeworsku.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie