RSS
 

Archiwum - Czerwiec 13th, 2014

Konwersacja trochę nerwowa… cz.5, czyli o odnajdywaniu siebie.

13 cze

„Chciałabym (móc) zapomnieć czas
Na jedno westchnienie, na jedną chwilę,
Wytchnienie po biegu…
I ruszyć, gdzie mnie serce pchnie.

Chciałabym odnaleźć moje ślady,
Gdzie jest moje życie, gdzie jest moje miejsce. (…)

Chciałabym przebyć ocean, przeciąć lot mewy,
Myśleć o wszystkim, co widziałam lub wręcz iść w nieznane.
Chciałabym ściągnąć księżyc, a nawet ocalić ziemię, (…)

Chciałabym zwolnić, aby usiąść, 
Znaleźć w zakamarkach pamięci
Głosy tych, którzy mnie nauczyli, 
Że nie ma zakazanego marzenia.

Chciałabym znaleźć w sercu kolory, obrazy (…)

Chciałabym (móc) zapomnieć czas
Na jedno westchnienie, na jedną chwilę,
Wytchnienie po biegu…
I ruszyć, gdzie mnie serce pchnie.

Chciałabym odnaleźć moje ślady, 
Gdzie jest moje życie, gdzie jest moje miejsce. (…)”

@@@@@

Przyszła całkiem inna. Odmieniona. Fizycznie się nie zmieniła, ale coś w niej było innego -  spokój, pewność siebie… Zaraz się dowiem z czym przychodzi.

- Kawa?

- No, może…

- Zaparzę – podszedłem do ekspresu.

- Poczekaj może herbata – zielona – ostatnio taką zaczęłam pić. Więc może…

- Dobrze. Zaraz zaparzę.

Siedziała na krześle. Nie odzywała się.  Cisza, ta z tych niepotrzebnych zaczęła przeszkadzać. Przyszła pełna energii a teraz – nic.

- Co tam?

- Wiesz, tak jakoś …

- ?

- Wiem. Znów marudzę.  Obudziłam się dzisiaj o czwartej rano i zaczęłam rozmyślać. No, nie patrz tak, jakby rozmyślanie było zbrodnią. Robię pewnego rodzaju podsumowanie. Chyba mogę? – spojrzała na mnie zaczepnie.

- Możesz. I jakie wnioski?

- Przez piętnaście lat byłam w chorej relacji z drugą osobą. Żebrałam o uczucie. Szukałam uczucia u osoby chorej psychicznie, bo w głowie miałam mnóstwo banałów, bo czułam się silna. Może wierzyłam w romantyczną miłość? Wierzyłam, że miłość może wszystko. „Gdybym miłości nie miał… i tak dalej. Miałam  w sobie dużo miłości, ale „byłam jak ten cymbał brzmiący, albo miedź brzęcząca” – grałam nie swoją muzykę. Podporządkowałam się…

- Ho, ho znów filozoficznie.

- Wkurza mnie ten twój sarkazm. Może już pójdę!

- Poczekaj, no dobra, nie będę przeszkadzał. Zaraz będzie herbata – rozlałem gorącą wodę do filiżanek z herbatą i postawiłem je na stoliku.

- No mów – zachęciłem.

- Skończyłam jeden etap w życiu. Miało być dobrze i… Rozpoczęłam drugą znajomość z osobą w głębokiej depresji. Tak mi się przynajmniej wydawało. Był tak samo nieszczęśliwy jak ja. Moje odbicie lustrzane. Znów zastosowałam stary schemat – oparłam uczucie na wyobrażeniu a nie na prawdzie. Dawałam dużo z siebie, niczego nie oczekując. Czułam się zakłopotana, kiedy sama otrzymywałam coś od niego. Dlaczego? Bo tkwi we mnie niskie poczucie wartości – myślę, że nie zasługuje na nic dobrego, bo jestem brzydka, gruba, głupia, nic nie warta…

- Nie jesteś!

- Nie przerywaj! Myślałam jestem gorsza, więc to ja muszę nadskakiwać każdemu. Pomagałam. Czekałam na miłe słowa, na rozmowy, na wymówienie nawet mojego imienia. Chore nie?

- Dlaczego od razu chore. Nie miałaś tego w małżeństwie.

- Dałam sobą manipulować. Bez sensu. Uciekłam z jednej chorej relacji a wpakowałam się w następną i jeszcze byłam z tego zadowolona.

- A więc to dlatego kiedyś powiedziałaś, że się zakochałaś?

- Tak wtedy czułam. Tylko oprócz tego czułam też przygnębienie, osamotnienie, bezradność, chęć ucieczki, niepewność i często płakałam. Męczyłam się tą znajomością.

- To na cholerę ci taka miłość? Kobieto ogarnij się!

- No! I znów – kobieto ogarnij się, ale ja się właśnie ogarnęłam. Skończyłam to.

- Czyżby?

-Okazało się, że nie mówił mi całej prawdy – mówiąc jego słowami. Czasami czułam, że coś jest nie tak, coś jest na rzeczy, ale pomagałam, słuchałam, pocieszałam, pozwalałam się przytulać i okazało się, że całkiem niepotrzebnie, bo on jest w związku – ma kogoś. Prozaiczne. Nie? Poczułam się oszukana, ale nie ma tego złego… Popatrzyłam na siebie i wiesz kogo zobaczyłam – kogoś, kto jest mega silny, wartościowy, mądry, zaradny. I wiesz co ci jeszcze powiem zasługuję na taką prawdziwą miłość i spotkam kogoś, kto mi ją ofiaruje bez żadnych granic, barier, oczekiwań, uprzedzeń i kłamstw. A jeżeli nie, to też dobrze. Nareszcie doceniam wartość życia w spokoju i bezpieczeństwie. Samotność też może być dobra…

- Kogo chcesz przekonać do samotności – siebie, czy mnie?

- Ty i te twoje pytania.

- No dobrze, brakuje mi bliskości z drugą osobą,no wiesz, z facetem, zwykłej wymiany zdań i tak dalej. Nigdy takiej relacji nie doświadczyłam. Wyobrażam ją sobie a później sam wiesz… Później jest proza życia…

- Wiem, rozczarowanie, łzy, rezygnacja.

- No właśnie!

- To przestań sobie wyobrażać. Odbieraj życie i ludzi takimi, jacy są – bądź obiektywna.

- Męski punkt widzenia.

- Męski, czyli praktyczny.

Roześmiała się.

- Wiesz, kiedyś spotkałam pewną kobietę. Była roześmiana, żartowała a kiedy zaczęłiśmy rozmawiać o konkretach, z płaczem oznajmiła, że leczy się na depresję, że nie radzi sobie z życiem. Nie mówiła, o jakie życie chodzi. Pamiętam  te jej przerażająco smutne oczy, tą nagłą zmianę, z radości w rozpacz.  Zawsze tęsknimy za czymś, czego nie mamy a nie umiemy się cieszyć tym, co jest. Jesteśmy pełni lęku…

- Za dużo myślisz. Pij herbatę…

- Dobrą herbatę robisz.

- Dzięki.

Patrzyłem, jak zamyślona powoli podnosi filiżankę do ust i pije małymi łyczkami. Nie odzywała się. Zmieniła się.  Ciekawe, co wymyśli następnym razem. A tak swoją drogą, to dlaczego wybrała do rozmowy właśnie mnie? Może kiedyś mi powie.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Wymyślone