RSS
 

Bajka o Smutku – bo smutek trzeba poznać i zaakceptować.

16 cze

0e7eaa29796796533f787619d1178d6e

Ostatnio pomimo „dobrych dni” odczuwam też duży smutek. Niby wszystko jest dobrze, ale mnie trapią dołujące myśli. Znalazłam na stronach internetowych ciekawą bajkę terapeutyczną dotyczącą smutku. Smutek trzeba przeżyć, „przetrawić”, jak ja to mówię. Smutek nie oznacza, że jesteśmy gorsi, nic nie warci, „rozlezieni”, że jesteśmy „sierotami” – NIE. W smutku też możemy siebie kochać  – możemy zaakceptować „smutny stan rzeczy”. Autorka artykułu – Renata Mazurowska podaje taką formułkę do powiedzenia sobie samemu:

„Akceptuję smutek, akceptuję siebie smutną, bo kocham siebie, także wtedy, gdy jest mi źle. Przyjmuję, nie oceniam. Nie odrzucam siebie smutnej”.

Ma rację. Zaakceptowanie pewnej sytuacji, stanu w jakim się znajdujemy,  oznacza powolne godzenie się , pozwala spojrzeć na taki stan z innej perspektywy i znalezienie dobrego rozwiązania. A dobre rozwiązanie oznacza uśmiech :-D na naszych twarzach i ulgę w duszy.  

Tomasz z Akwinu, średniowieczny filozof i teolog, który uważał rozum za zarządcę duszy, podawał pięć sposobów na smutek:

1. sprawić sobie przyjemność (byle godziwą),

2. wypłakać się,

3. porozmawiać z przyjacielem,

4. kontemplować prawdę (choć to może być trudne),

5. kąpiel i sen.

A teraz obiecana bajka:

Bajka terapeutyczna o zasmuconym smutku.

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała:

- Kim jesteś?

Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały:

- Ja…? Nazywają mnie Smutkiem.

- Ach, Smutek! – zawołała staruszka z  taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.

- Znasz mnie? – zapytał Smutek niedowierzająco.

- Oczywiście, przecież niejeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce.

- Tak sądzisz? – zdziwił się Smutek To dlaczego nie uciekasz przede mną? Nie boisz się?

- A dlaczego miałabym przed tobą uciekać, mój miły? Przecież dobrze wiesz, że potrafisz dogonić każdego, kto przed tobą ucieka. Ale powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny.

- Ja… jestem smutny – odpowiedział Smutek łamiącym się głosem.

Staruszka usiadła obok niego.

- Smutny jesteś… – powiedziała i ze zrozumieniem pokiwała głową. – A co cię tak bardzo zasmuciło?

Smutek westchnął głęboko. Czy rzeczywiście spotkał kogoś, kto będzie chciał go wysłuchać? Ileż razy już o tym marzył.

- Ach, wiesz… – zaczął powoli i z namysłem – najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przychodzę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy.

I znowu westchnął:

- Wiesz, ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I  dostają zawału. Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. I  rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: tylko słabi płaczą. I  zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byle tylko nie czuć mojej obecności.

- Masz rację – potwierdziła staruszka – ja też często widuję takich ludzi.

Smutek jeszcze bardziej się skurczył:

- Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy, gdy jestem przy nim, może spotkać się sam ze sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał. Wolą zasłaniać swoje blizny fałszywym uśmiechem. Albo zakładać gruby pancerz zgorzknienia.

Smutek zamilkł. Po jego smutnej twarzy popłynęły łzy: najpierw pojedyncze, potem zaczęło ich przybywać, aż wreszcie zaniósł się nieutulonym płaczem.

Staruszka serdecznie go objęła i przytuliła do siebie:

- Płacz, płacz, Smutku – wyszeptała czule – musisz teraz odpocząć, żeby potem znowu nabrać sił. Ale nie powinieneś już dalej wędrować sam. Będę ci zawsze towarzyszyć, a w moim towarzystwie zniechęcenie już nigdy cię nie pokona.

Smutek nagle przestał płakać. Wyprostował się i  ze zdumieniem spojrzał na swoją nową towarzyszkę:

- Ale… ale kim ty właściwie jesteś?.

- Ja? – zapytała figlarnie staruszka, uśmiechając się przy tym tak beztrosko, jak tylko małe dziecko potrafi – JA JESTEM NADZIEJA!.

(Autor anonimowy)

Bajka i rady według Św. Tomasza zaczerpnięte z artykułu Zwierciadło.pl – Jak radzić sobie ze smutkiem.

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Internet, Życie

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ML

    17 czerwca 2014 o 17:29

    Zwierciadło jest zdecydowanie najlepszym magazynem dostępnym na rynku! :)

     
    • Anula

      18 czerwca 2014 o 06:39

      To prawda, ale są jeszcze Charaktery. Pozdrawiam