RSS
 

Archiwum - Czerwiec 19th, 2014

„Spieszę się do domu, gdzie czeka na mnie S***”

19 cze

„S.

Dzień pracy, pełen biegania, hałasu i chaosu, dobiega końca. Kończę swoje sprawy, sprzątam papiery, wpisuję do kalendarza rzeczy, które muszę zrobić jutro. Dzwoni telefon – to mama, jak zwykle wesoła energiczna, pełna życia.
– Zbierasz się do domu? Chciałam cię zaprosić w gości, znajomi wpadli, upiekłam placek!
– Nie, mamusiu, jadę do domu.
– Do domu, do domu… – przedrzeźniała mnie mama, – Może byś się wybrała gdzieś, rozerwała. Całkiem stetryczałaś, praca-dom, dom-praca!
– Mamo, jestem dorosła! Sama zdecyduję, – bronię się niepewnie.
– Do kina idź może? Zwariujesz niedługo, masz tylko S… – mówi jeszcze mama, zanim brutalnie się rozłączam.
Nie, nie pójdę do kina. Innym razem. Spieszę się do domu, gdzie czeka na mnie S***. Jak zwykle. Codziennie wracam z pracy do S***, razem spędzamy też weekendy, święta i urlopy.
Nie, S*** nie jest despotą i nigdy nie ogranicza mojej wolności. Gdybym tylko chciała, to mogłabym dokądś pójść. Ale ja nie chcę.
Chcę siedzieć po ciemku przy oknie i patrzeć na zaśnieżone podwórko albo na wiosenne kałuże, albo na letnią zieleń… Chcę trwać w miękkich objęciach S*** – czuję się wtedy spokojnie i przyjemnie. Patrzymy w milczeniu, ale czuję obecność S*** każdą swoją komórką, każdym zakamarkiem duszy. Z S*** zawsze tak przyjemnie się milczy – rozumiemy się bez słów! Ale też dobrze mi się z S*** rozmawia o wszystkim – S*** nigdy się ze mną nie kłóci, nie zaprzecza, nie krytykuje, nie ustawia, nie uczy jak mam żyć. S*** potrafi słuchać bez narzucania się.

Czasem po pracy nie idę od razu do domu. Spotykam się z koleżankami, wpadam do krewnych, a nawet – Boże drogi! – biegam na randki. Tak, na randki też… Ale zawsze wracam do S***. Wiem, że nie będzie żadnych kłótni, wymówek, obrażania się. S*** wie, że prędzej czy później zawsze wrócę, bo nie istnieje nic lepszego. W każdym razie dla mnie – nie istnieje.

Jesteśmy od tak dawna razem, że nasze relacje można określić jako trwałe, a nawet stabilne. Tak bywa, gdy obie strony rozumieją się bez słów, troszczą się o siebie, znają się na wylot, wszystko o sobie wiedzą…
W każdym razie, dokładnie wiem, co oferuje mi S***. S*** to spokój, równowaga, bezpieczeństwo. To, czego mi brakowało w życiu. Dawniej mi brakowało, ale nie lubię tego wspominać – tamtych czasów, kiedy bardzo się bałam i bardzo bolało. Teraz, gdy w moim życiu jest S***, wszystko się zmieniło. Przy S*** nie boję się, że ktoś znów mnie skrzywdzi, odrzuci albo zada mi ból, pozostawiając niegojącą się ranę. S*** broni mnie przed brutalnością tego świata.
Czasem nachodzi mnie pomroczność i zaczynam się złościć na S***. Wydaje mi się, że S*** mnie hamuje, ogranicza moje możliwości, pozbawia mnie jakichś przygód… Wtedy zaczynam wariować, jestem złośliwa, postanawiam całkowicie zmienić swoje życie i odejść od S***. I robię to – odchodzę.
S*** nigdy mnie nie zatrzymuje. Nigdy. S*** wie, że to chwilowe. Dopóki starczy mi sił. Ponieważ tam, z innymi ludźmi, komfortowe samopoczucie nie trwa zbyt długo, przecież jestem bezbronna, nie mam tego przezroczystego klosza, który zapewnia mi S***. A bez klosza zaczynam się spinać i pomału wpadam w panikę. Panika narasta, a wówczas marzę tylko o tym, żeby wyrwać się z hałasu, chaosu, nieuporządkowanych relacji, niezrozumiałych cudzych oczekiwań i wymagań i wrócić do S***. Wiem, że wiernie czeka na mnie. Rzucam się w ramiona S*** jak w obłok, skarżę się, trzymam mocno jak tonący brzytwę. S*** nigdy nie zawodzi – obejmuje, uspokaja, przykrywa ciepłym kocem. Myślę, że S*** leczy moją duszę, która jest taka krucha… Każde nieostrożne spojrzenie, każde ostre słowo – tną jak nóż i rana długo się nie goi. Co bym zrobiła bez S***? Pewnie bym się wykrwawiła. Ale S*** zawsze mnie ratuje.
Czasem wydaje mi się, że mój związek z S** to ślepy zaułek. Za spokojnie, zbyt przewidywalnie, za bardzo… bezkonfliktowo. Kiedyś często usiłowałam uciekać do innego życia, ale teraz coraz rzadziej podejmuję takie próby. Wiem, że tylko S*** rozumie mnie taką, jaka jestem. Nie stara się mnie przerobić, zmienić na swoją modłę… Wiem, że S*** mnie kocha. Mówiąc szczerze – ja też kocham S***, nie wyobrażam sobie życia bez S***. Właściwie wyobrażam sobie, ale nie chcę. Musiałabym się zmienić, nauczyć się samodzielnie leczyć swoje rany. Ale po co, skoro jest S***?
– Odprowadzić cię? Może na kawę wpadniemy? – do pokoju zagląda mój kolega z pracy. Podrywa mnie, mieliśmy nawet mały romans. Ale przemyślałam wszystko i wybrałam S***. Kolega jeszcze ma nadzieję. Jestem zmęczona jego pytaniami, uporem. Nudzi mnie. Jeśli miałabym ponownie wybierać między nim a S***, to z pewnością go nie wybiorę.
– Spieszę się, innym razem, dobrze? Dziś jestem zajęta.
Naprawdę jestem zajęta. Stęskniłam się za S***.
Wbiegam na swoje czwarte piętro, wpadam do mieszkania, zamykam za sobą drzwi… Już! Jestem w domu. W progu czeka na mnie S***. Stoimy tak twarzą w twarz i patrzymy na siebie. Widzę zmarszczki na czole, worki pod oczami i spojrzenie pełne smutku. Znajoma twarz, szara i umęczona.
– Zestarzejesz się przy mnie. Wiele tracisz, rezygnując z życia poza granicami naszego światka.
– Każda utrata boli. Boje się kolejnych pomyłek. Nie chcę się znów rozczarować. Wolę zostać z tobą, tak jest prościej. Kocham cię, moja Samotność.
– Cóż, ty decydujesz. Nigdy nie porzucę cię z własnej woli, przecież wiesz. Tylko ty sama możesz w dowolnym momencie zrezygnować ze mnie, a ja się nie obrażę. Dostałaś mnie po to, by się ogarnąć, dojść ze sobą do ładu, pozbyć się swoich obaw i nauczyć się żyć w świecie ludzi. Samotność jest Błogosławieństwem, gdy pomaga odnaleźć siebie, ale szybko zamienia się w Przekleństwo, gdy czynisz z niej kryształową trumnę.

Stoję w przedpokoju przed lustrem i widzę w nim siebie, tylko siebie. Z lustra ze smutnym uśmiechem patrzy na mnie moje odbicie, moja bezpieczna Samotność.”

źródło: © Po Pierwsze Ludzie

Jak ja lubię te opowieści …

Wracam do domu, gdzie czeka S. Do mnie rodzice nie dzwonią – po prostu ich nie ma. Odwiedzam ich grób. Palę znicze, wyrywam chwasty, sadzę kwiaty. Zastanawiam się, co lepsze, ich święty spokój, czy moje użeranie, w sensie zmagania się z życiem. „Daję radę”…

W domu czekają na mnie dzieci dla których muszę być silna, muszę rozwiązywać ich problemy. Tłumaczyć, dlaczego nie ma tego, czy innego, dlaczego tak a nie inaczej. Nie denerwować się, uśmiechać, mieć odpowiedzi na wszystkie pytania i co najważniejsze mieć wyrzuty sumienia, że „taki zgotowałam im los”. Bo to był mój świadomy wybór. Nieważne, że ich ojciec okazał się psychicznie chory…

„Daję radę”….

Jedna tabletka wieczorem…

Wizyta u terapeuty…

Ogromna pustka…

Czasami ogromna niechęć do życia…

Daję radę…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet