RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2014

Rekolekcje w Zambrowie z ojcem Bashobora – trzy cudowne dni.

20 lip

BashoboraMiałam jechać tylko na jeden dzień – na piątek. Nie chciałam na trzy dni.

- A po co – myślałam z niechęcią. Ja myślałam a Ten wyżej jak zwykle miał dla mnie inny plan. Pojechałam na trzy dni i nie pojechałam sama – nasza grupa liczyła  w sumie osiem osób. Chyba Najwyższy wiedział, że gdybym była sam, to nie pojechałabym w ogóle. Wycofałabym się.

Trzy dni pełne radości, obecności wśród wielu ludzi pod przewodnictwem charyzmatyka z Ugandy – ojca Johna Bashobora.

Ojciec John jest drobny, niski, niepozorny. Cicho i skromnie przechodzi obok ludzi. Nie chce zwracać na siebie uwagi, ale ludzie do niego „lgną”. Mam wrażenie, że nie lubi rozgłosu wokoło siebie, bo tych, którzy chcą go dotknąć w sposób szorstki i energiczny odpycha. Nie pozwala. Na ołtarzu (scenie) zmienia się. Tam wydaję się postawny, jasny, przyciąga uwagę.

Trzy wspaniałe dni podczas których uczyliśmy się otwierać na wspólnotę, radość, miłość i wiarę. Uczyliśmy się korzystać z Pisma Świętego.

- Gdzie wasze Pismo św. , gdzie wasza broń! – grzmiał Bashobora, kiedy zobaczył, jak niewielu ludzi przywiozło ze sobą Biblię.

- Do domu – karcił po polsku i zrobił wtręt o żołnierzach, którzy zostali wysłani na misję obrony granic swojego kraju przed zagrożeniem ze strony wroga a na granicy okazuje się, że nie wzięli karabinów. Nie mają broni.

- Do domu – grzmiał, pokazując jak bardzo jesteśmy teraz bezbronni, bezużyteczni, odsłonięci na ataki złego. Dał nam lekcję – pierwszą – Biblia jest wspaniałą bronią przed złem, depresją, odtrąceniem, poniżeniem, samotnością. Wystarczy ją otworzyć i zacząć czytać. Tam znajdziemy klucz do rozwiązywania naszych problemów – każdego rodzaju, na każdą sytuację życiową mamy tam rozwiązanie, ale niestety jesteśmy zbyt leniwi, aby korzystać z tego klucza. Zbyt egoistycznie chcemy budować życie po swojemu, według swojej biblii, swoich zasad i wychodzimy na tym wiadomo jak… Ojciec często sięgał po Biblię – słuchaliśmy różnych jej fragmentów, np. fragment, który był mottem przewodnim spotkania Mk 16,16 ze słowem często powtarzanym podczas rekolekcji „idźcie”następny fragment Mt 28za ołtarzem zawieszony był baner z hasłem: Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie.  Spotkanie było często porównywane do sytuacji apostołów w Wieczerniku i słowo wieczernik było często powtarzane, w związku z tym przeczytany był fragment z Ewangelii św. Jana. Była też mowa o mocy Ducha Świętego we Fragmencie Dziejów Apostolskich, a także fragment z Księgi Izajasza – fragment o chorobie i uzdrowieniu Ezechiasza. Biblia towarzyszyła nam przez trzy dni.

Ojciec John potrafił nas też zawstydzić krytykując naszą postawę wobec premiera i prezydenta.

- Dlaczego, kiedy mówię „premier Tusk” albo prezydent wy krytycznie kręcicie głowami, albo mówicie „yyy”. Nie możecie krytykować premiera Tusk, bo on reprezentuje naród, reprezentuje was. To wy go wybraliście a więc krytykujecie samych siebie, mówicie źle o samych sobie. Możecie go krytykować kiedy mówicie „pan Tusk”, bo wtedy jest to osoba prywatna, taka jak wy, ale głowy państwa się nie krytykuje, bo to uderza w was – dał nam lekcję drugą.

Pierwszy dzień był bardzo trudny. Dużo osób na konferencji odczuwało zmęczenie, ospałość, trudność z koncentracją, ale drugi dzień przebiegał w radości, przebudzeniu i uwadze. Z drugiego dnia w pamięci została lekcja trzecia – historia o kobiecie (o nas), która nie chciała zostać uzdrowiona. Ojciec John na jednej ze swoich mszy spotkał kobietę na wózku inwalidzkim. Na pytanie (stwierdzenie), że Bóg ją uzdrawia kobieta szybko odpowiedziała:

- Nie, nie, nie. Ja nie chcę być uzdrowiona. Ja muszę cierpieć! Muszę cierpieć za moje córki, które odeszły od Kościoła, przestały wierzyć w Boga!

- Chcesz być jak Jezus? – zapytał

- Tak, tak. Może wtedy się nawrócą. Ja muszę cierpieć.

- A może nawrócą się, kiedy zobaczą cud uzdrowienia, zobaczą twoją radość a nie smutek.

Kobieta została uzdrowiona a córki nawróciły się. Taka jest wiara płynąca z radości i takiej wiary oczekuje od nas Chrystus. Wiary radosnej.

Tego dnia na zakończenie wystawiony był Najświętszy Sakrament i odbyła się adoracja z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Ciekawskich muszę rozczarować. Nie działo się nic spektakularnego – niewidomi nie zaczęli widzieć, ludzie na wózkach nie wstawali i nie chodzili, złamane kończyny nie zrastały się cudownie,opętani nie wili się w konwulsjach po trawie. NIE! To co najważniejsze działo się w naszych sercach i w naszych umysłach. Pod namiotem powstała jedna wielka rodzina, jedna wielka wspólnota, gdzie jeden troszczył się o drugiego. Zwracaliśmy się w kierunku obcych nam osób.Patrzyliśmy na siebie, patrzyliśmy sobie w oczy, dotykaliśmy nawzajem głów, dłoni, ramion. Dotykaliśmy z wielką troską, uwagą, miłością, uśmiechem. Z oczu płynęły łzy. Staliśmy się  jedną wielką rodziną, wspólnotą, Kościołem. Stał się cud. Lekcja czwarta – w Kościele stajemy się rodziną, troszczymy się o siebie z miłością i otwartością ( na co dzień trudne i widać to w kościele podczas „normalnej” mszy, gdzie każdy broni dostępu do siebie, mówi „pokój z tobą” a myśli „pokój ze mną”).

Modlitwa – czuwanie – zakończyła się salwami śmiechu. Ojciec John modlił się a z ludzi spadał „pancerz sztywności”. Najpierw dało się słyszeć pojedyncze śmieszki, później odważniejszy śmiech, aby w końcu usłyszeć ogólny, zaraźliwy, radosny i głośny śmiech. Nikt nie mówił kawałów, nikt nikogo nie próbował rozbawić a śmiali się wszyscy. Otworzyliśmy się na radość, na radość bycia dzieckiem Bożym. Nie śmiałam się tak od dawna. W głos, z całych sił, aż bolał brzuch. Ta radość nie uleciała. Pozostała we mnie. Radość i spokój, lekkość. Kiedy trzeciego dnia składałam świadectwo jak te rekolekcje wpłynęły na mnie powiedziałam o tej radości. Stojąc na scenie oczywiście chciałam się rozgadać. Przygotowałam nawet tekst, ale do akcji wkroczył ojciec Bashobora z pytaniem:

- Co te rekolekcje dały tobie? Tobie…

Aby przerwać mój słowotok ojciec mnie dotknął (tak myślałam), ale dopiero na filmie zobaczyłam, że to ja trzymałam go za rękę, patrzyłam mu w oczy i mówiłam o wielkiej radości, spokoju, o swoim oczyszczającym śmiechu. On miał oczy spuszczone. Szybko skończyłam swoje słowa, ale w myślach dodawałam słowa „radość po depresji, pustce, strachu, po ciężkich przejściach”. Nie przeczytałam wszystkiego co miałam na kartce, ale to dobrze, bo nie to było najważniejsze. Ważne było moje wyjście, wyjście z „pustyni”.

Ojciec podczas rekolekcji często powtarzał słowa „Wieczernik” i słowo „idźcie”. Zwracał uwagę na to, że jesteśmy apostołami i mamy do wykonania misję – misję zbliżania ludzi do Boga, misję Ewangelizacji.

- Idźcie – powtarzał i uczył nas płynącej z wiary radości i bycia we wspólnocie.

I na koniec to, co napisałam w sobotę rano po piątkowym wieczorze. Wieczorze pełnym radości.

Jak wielu ludzi żyje w grobach. Żyją, mają Bożą miłość, „mają oczy, ale nie widzą, mają uszy, ale nie słyszą”. Wolą swoje groby: groby smutku, przygnębienia, poczucia bycia gorszymi, kompleksów, żalów, zazdrości, pogoni za pieniędzmi, bycia najlepszymi, najpiękniejszymi i te najgorsze groby, bolesne groby utraty kogoś, lub czegoś. Utraty, z którą nie potrafią się pogodzić, która dla nich staje się bogiem, staje się najważniejsza.

W Biblii jest napisane „Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń.  Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa”, ale ludzie  wolą swoje groby żalu i smutku a o radości nie chcą słyszeć. „Mają uszy, ale nie słyszą”. Jesteśmy w Wieczerniku, a wiadomo co działo się z uczniami w Wieczerniku po śmierci Chrystusa. Pora wyjść!

Gdybyście wiedzieli, jak bardzo kocha was Bóg, tańczylibyście z radości, śpiewali, śmiali się, lecieli na skrzydłach do nieba. Jezus do uczniów powiedział „O nierozumni, dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych”.

Ludzie czemu schodzicie do grobów?

Czemu się smucicie?

Jezus żyje!

Nie ma Go wśród umarłych!

Radujcie się!

Miłość Boża jest wielka!

Wszechogarniająca!

Darmowa!

Chodźcie do tej Studni i  niech każdy wody życia darmo zaczerpnie!

Za darmo! Bez pieniędzy!

Czerpcie Bożą miłość cieszcie się miłosierdziem!

To wszystko jest darmowe, wieczne, nieprzemijające!

Dlaczego nie chcecie? Dlaczego podobają się wam wasze groby? Tam jest zimno i ciemno. Tam są wasze kompleksy, depresje, choroby. A tu jest Światło, szczęście za darmo. Dlaczego tego nie chcecie? Myślicie – jest darmowe – więc nic nie warte. A tam jest grób „wybudowany” za ogromną „kasę”, wartościowy.

O nierozumni!

Tak, to napisałam ja – osoba, która zadeklarowała się jako agnostyk. Mam nadzieję, że nie zwariowałam :-). Nadal nie chcę nikogo nawracać i wtykać wiary na siłę. NIE CHCĘ! Każdy wybiera sam a ja szanuję wybór każdego. Możecie krytykować, śmiać się, nie zgadzać. Możecie – jesteście wolni. Wszystko co opisałam to moje subiektywne odczucia. Spojrzenie obiektywne zawsze będzie inne.

Powiem jedno – te rekolekcje były cudowne!

Podaję stronę o. Johona Baschobora: www.ojciecjohnbashobora.pl.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Życie

 

„Rycz mała rycz, płacz maleńka płacz, masz to u mnie od dziś”.

15 lip

Tytuł może niezbyt trafny, ale dziś opowieść o kobiecej wierze w miłość.  Wierze w to, że ktoś sprawi, że staniemy się szczęśliwi. Gdzieś, z tyłu głowy rozbrzmiewa głos: „Jeżeli sam nie znajdziesz szczęścia w sobie, nikt ci go nie da. Szczęście jest w tobie.” – to tak w klimacie de Mello. Czy szczęście daje nam człowiek z którym jesteśmy? Nie. Odczuwamy szczęście, bo cieszy nas czyjaś obecność, możliwość szczerej rozmowy. Cieszy nas zachwyt nad nami, który widzimy w oczach rozmówcy. Czy ten sam człowiek zarzucający nam coś, dwulicowy, agresywny będzie nam dawał szczęście? Nie, ale to nadal ten sam człowiek. Zmienia się tylko nasze spojrzenie na niego. Odkrywamy jakąś prawdę, której nie widzieliśmy, bo… nie chcieliśmy zobaczyć.

 Temat „zilustruję” piosenką: VOX „Rycz mała rycz…”

To miała być zwykła wizyta. Zwykłe odwiedziny. Zrobiłam kawę, postawiłam ciasto. Najpierw był śmiech, żarciki, wesołe historie, jakieś wesołe uwagi. Dużo śmiechu. Nagle Anka skurczyła się w sobie. Szczupłe ramiona zaczęły się trząść a z oczu popłynęły łzy.

- No ładne kwiatki – pomyślałam. Nie wiedziałam, jak się odezwać, co powiedzieć, jak reagować.

- Aniu o co chodzi? Mogę w czymś pomóc?

- Raczej nie! – załkała.

Odetchnęłam, trochę egoistycznie pocieszyłam się, że może tym razem nie będę robić za pogotowie terapeutyczne, ale to przecież najlepsza koleżanka. Muszę się dowiedzieć, o co chodzi. Pomóc. Przynajmniej wysłuchać.

Ankę dwa lata temu zostawił mąż. Tak z dnia na dzień. Pewnego dnia przyszedł z pracy, spakował się i wyszedł. Po miesiącu przyszło zawiadomienie z sądu o sprawie rozwodowej.Anka została sama z dwójką dzieci. Tak jak ja, tylko w moim przypadku to ja zdecydowałam o odejściu. Zbierała się przez rok. Mocno przeżywała sprawy rozwodowe. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Piotr ją zostawił. Wszystko było dobrze – albo tak się jej wydawało, aż tu nagle taki pogrom. Przyczyna była trywialna – inna kobieta – ani starsza, ani młodsza – po prostu inna. Dziesięć lat małżeństwa – pstryk – i przeszło do historii. Anka się pozbierała. Nie wiem, czy pogodziła, ale wyszła na prostą. A tu taka sytuacja.

- Co się stało?

- Wszystko jest do niczego!

- No, nie mów. Nie ma co tragizować.

- Ty nic nie wiesz!

No tak, ja nic nie wiem. Może jest chora, może coś nie tak z dziećmi. Jestem okropna! Ale przecież nic nie mówiła o chorobach, wręcz przeciwnie. Anka ostatnio odżyła. Zaczęła dbać o siebie. Oczy znów zaczęły jej błyszczeć. Plotki „głosiły”, że kogoś ma. Pomyślałam, że dobrze. Ciężko jest samotnej kobiecie i to z dwójką dzieci. Ona nie chciała nic mówić. Śmiała się tylko, albo odpowiadała wymijająco a tu proszę – teraz rozpacz. Ja to mam szczęście. Ekspert od trudnego życia…

- Co tam Aniu?

Anka popatrzyła na mnie z pod mokrych rzęs i zaczęła:

- Oszukał mnie…

- Kto?

- No on…

On a więc ten, z którym się spotykała.

- Oj Anka, przecież ty z nim nie byłaś na poważnie. Tak myślę… – dodałam niepewnie.

- A co to znaczy na poważnie?

- No wiesz – deklaracje, mieszkanie razem, wspólne sprawy – cały ten galimatias.

- Ale byliśmy ze sobą blisko!

- Oj tam, zaraz blisko!

- Owszem nie było żadnych deklaracji, ale były miłe słowa, długie rozmowy, zachwyt w jego oczach, przytulania. popłynęłam…

- Anka ile ty masz lat? 16, czy trochę więcej?

- Trochę więcej… – uśmiechnęła się przez łzy.

- I taka doświadczona babka nabrała się na piękne gadki i tanie komplementy. Jak mucha na lep! Kobieto…

- A ty byś się nie nabrała? Myślałam, że jest między nami jakaś bliskość. Pragnęłam bliskości, ciepła, męskich ramion a on mi to wszystko dawał, aż w końcu doszedł do wniosku, że trzeba to zakończyć. Posypały się jakieś głupie wymówki, brak czasu, dziwne telefony, które odbierał jak najdalej ode mnie. Już nie przytulał. Zaczęły się uniki, wykręty. Jaka ja jestem głupia… – i znów szloch.

- I okazało się, że kogoś ma, że z kimś cały czas był?

- A skąd wiesz? – popatrzyła zdziwiona – wszyscy wiedzieli, tylko nie ja!

- Proste. Szablon. Daj spokój z tymi chłopami.

- Ale ja się boję być sama!

- Każdy się boi – ja też, ale nie można pozwolić na to, żeby ktoś tobą manipulował. Bądź silną babką – przecież potrafisz.

Anka popatrzyła na mnie z wyrzutem – chyba niewiele jej pomogłam.

- Aniu nie ma co się szarpać. Na wszystko przyjdzie czas, na miłość też.

A tak swoją drogą chciałabym usłyszeć kiedyś opowieść o pięknej miłości, takiej co to dech zapiera, co uszczęśliwia, daje poczucie bezpieczeństwa , niczego nie wymaga – albo sama taką miłość przeżyć. Przeżyć coś, co nie skończy się łzami, depresją, rezygnacją, odejściem. To by dopiero był temat! To by dopiero była miłość – prawie jak u Daniel Steel.

A tak z innej beczki. Wczoraj usłyszałam najpiękniejszy komplement pod słońcem. Od 2001 roku pracuję z młodzieżą. Jest różnie, ale swojej pracy nie zamieniłabym na żadną inną. Jestem „zadziwioną” obserwatorką zmian, jakie w nich zachodzą. Zaczynam od zbuntowanej, trudnej do ogarnięcia młodzieży a żegnam się z ułożonymi, młodymi ludźmi. Zawsze żegnamy się ze łzami w oczach a witamy, po kilku latach w uściskach i miłej rozmowie. I wtedy wiem, że ta moja praca ma sens.

Spotkałam uczennicę, która szkołę skończyła 9 lat temu i to od niej usłyszałam te słowa:

- Pani była jedyną osobą, która nas słuchała. Inni krzyczeli, wymagali, krytykowali, wychowywali, a tych opornych usuwali a tylko pani nas broniła, słuchała, tłumaczyła, miała dla nas czas. Ogarnąć taką klasę, jak nasza – to była sztuka a pani się udało! Lekcje z panią to była przyjemność!

Zakręciły mi się łzy w oczach. Usłyszeć coś takiego – bezcenne…

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Życie

 

Przechodzień – Prawo Wzajemnego Przyciągania i Prawo Balonika.

12 lip

  balonik„Przechodzień.

- Cześć!
- Cześć..
- No proszę, spotkaliśmy się jednak.
- Owszem. Inni przychodzą i odchodzą, a ty jesteś na zawsze…
- Masz z tym problem?
- Nie. Przyzwyczaiłem się.
- Kiepskie przyzwyczajenie. Jestem zmęczona. Tak długo już jesteśmy razem!
- Taaak… Zbyt długo. Po zimie przychodzi wiosna, jesień, lato… Krąg się domyka, kolejne kręgi, raz za razem…
- Chcę, żebyś odszedł z mojego życia. Na zawsze!
- Nie mogę. Nie chcesz mnie puścić.
- Puszczam. Idź. 
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Bo kłamiesz. Nawet nie mnie, a sobie.
- Mówię prawdę. Odpuściłam.
- Wcale nie odpuściłaś. Gdyby to była prawda, to mnie by tutaj po prostu nie było.
- Co za męka!!! Co ja mam robić?
- Odpuścić. W końcu odpuścić.
- Posłuchaj, modliłam się. Modliłam się tak długo, że starczy na mały klasztor. Medytowałam. Wybaczałam! Uczciwie wybaczałam!!! W swojej głowie już dawno wybaczyłam! Dlaczego, dlaczego ciągle mnie nawiedzasz???
- To chyba się modliłaś nie o to, o co trzeba. I wybaczałaś nie to, co powinnaś. Dlatego jestem wciąż do ciebie uwiązany.
- Jak to nie o to, co trzeba? Co ty gadasz?! Przecież dobrze wiemy, co między nami zaszło. Już to przeanalizowałam setki razy, rozmieściłam na półeczkach, przyczepiłam metki…
- Fatalne zajęcie, moja droga, patologiczne… Owszem, narobiłaś się, a ja sobie chodzę i nie leżę na żadnych półeczkach i metek też nie mam. Oto jestem – twój oskarżyciel.
- O co mnie oskarżasz?
- Rozmieściłaś na półeczkach samo wydarzenie, ale zostawiłaś sobie na pamiątkę Ból i Urazę.
- Na pamiątkę?
- No tak – skoro wciąż o tym pamiętasz… Powiedz, moja droga, a po co musisz się męczyć? Przecież się męczysz?
- Męczę. Bardzo. Jeśli mam być szczera, to cię nienawidzę.
- Oooooo! Tak już lepiej. Przestajesz kłamać! Zaczął się właściwy proces.
- Nienawidzę cię za to, że wciąż zajmujesz miejsce w mojej pamięci. W moim sercu. Przeszkadzasz, niepokoisz, przypominasz mi o sobie. Czasem wydaje mi się, że już cię nie ma, że to koniec, ale wtedy zawsze skądś wyleziesz i wszystko zaczyna się od początku…
- Do czego jestem ci potrzebny?
- Do czegoś jesteś…
- Po co? Powiedz, po co?
- Mam taką wizję: chodzę w kółko z rękami splecionym z tyłu – jak więzień. A ty wisisz nade mną, wielki jak słońce. Uśmiechasz się ironicznie, patrzysz z góry z pogardą. Wtedy zżera mnie złość! Bo się wywyższasz! A ja mam wrażenie, że jestem na kolanach – taka malutka przy tobie…
- Stop! Mówisz „taka malutka”. Przecież jesteś dorosła! O co chodzi?
- Nie wiem, o co chodzi. Czuję się jak ukarana niesprawiedliwie mała dziewczynka, obrażona, zła, ale zbuntowana. Niezłomna! Owszem, rzucili mnie na kolana, ale się nie poddam! Bo to ja mam rację, a to co zrobili – jest niesprawiedliwe!
- Czy dorośli kiedykolwiek cię skrzywdzili?
- Tak… Starałam się o tym zapomnieć. To było bardzo poniżające. Do dziś ich nienawidzę! Za ból, za poniżenie, za kłamstwa.
- A mnie?
- A co ty masz z tym wspólnego?! Zaraz, zaraz… Rzeczywiście – przecież nic nie masz… A ja najpierw myślałam o tobie, a teraz nie ma cię w mojej wizji…
- Moja droga, po to właśnie przydarzyłem ci się w twoim życiu. Żeby ci przypomnieć to, o czym zapomniałaś. Czy teraz już wiesz, dlaczego nie możesz mi wybaczyć?
- Nie wiem. Wytłumacz.
- To nie mnie masz wybaczyć, tylko tym, którzy zasiali w tobie ten ból i tę urazę i ten bunt! Ja po prostu wyzwalałem w tobie podobne emocje. Ale kim ja jestem? Tylko przechodniem. A oni byli kimś bardzo ważnym w twoim życiu – jak bogowie. Nie dajesz sobie prawa złościć się na nich i dlatego złościsz się coraz bardziej. Uczyniłaś mnie winnym właśnie z tego powodu.
- Co ja mam robić???
- Wrócić tam, gdzie oni są ogromni jak słońce. A ty jesteś mała, ale niezłomna. Idź tam w swojej postaci – jesteś dorosła i mądra. Podnieś dziecko z kolan! Teraz jesteś duża i dasz radę. Przytul je, powiedz, że dorosłaś i zmądrzałaś. Powiedz: „kocham cię, słoneczko i nigdy przenigdy nie pozwolę cię skrzywdzić, potrafię cię obronić”. Niech dziewczynka się wypłacze, jeśli zechce. Zabierz ją z tego zamkniętego kręgu. To Przeszłość. Wszystko dawno się skończyło! Uwolnij ją… To znaczy – uwolnij siebie…
- Już płaczę… Powiedz – za co?
- Nie „za co” tylko „po co”. Po to, żebyś to zrobiła, żebyś przeszła własną drogę poznania i rozwoju. I żebyś wreszcie zrozumiała, że dorośli nie zawsze mają rację i też popełniają błędy – podobnie jak ty teraz. Jednak błędy zawsze można naprawić. 
- Skąd ty to wszystko wiesz?
- Stara Dusza ze mnie… sporo się działo, to i sporo wiem.
- Zostaniesz? O tak wiele chciałabym cię spytać…
- Przecież chciałaś, żebym zniknął w twojego życia na zawsze?
- A teraz już nie chcę… Coś się zmieniło.
- Ty się zmieniłaś. Teraz dostrzegasz we mnie przyjaciela, a nie wroga.
- Tak… Przyjaciela. Jesteś mi potrzebny!
- Wszyscy jesteśmy sobie potrzebni, uwierz mi!
- Kocham cię, Duszo!
- Ja też zrobiłem dla ciebie wszystko z miłości.
- Jak mogę ci się odwdzięczyć?
- To proste. Jeśli ujrzysz kogoś, komu jest ciężko – wyślij mu promień miłości. Jeśli poprosi o pomoc – pomóż. Wówczas będziemy kwita.
- Nie odlatuj, dobrze?
- Nie mogę. Przecież mnie uwolniłaś! Teraz jestem jak balonik – coraz wyżej i wyżej… Nie jestem już przywiązany do ciebie. Jesteś wolna!
- A mówiłeś, że na zawsze! Że jesteś przywiązany!
- Nie przywiązuj się nigdy, do nikogo. Wówczas będziecie po prostu obok, razem. Znasz Prawo Wzajemnego Przyciągania? Jeśli się natomiast przywiązujesz, a potem nitka się zerwie – to pojawia się inne Prawo. Prawo Balonika.
- Dziękuję ci, Stara Duszo! Nigdy cię nie zapomnę!
- Daruj sobie. Lepiej pamiętaj o tych, co są blisko ciebie. A ja? Cóż… Jestem zwykłym przechodniem…”

Na motywach opowiadania Iriny Sieminoj. Przekład I.Z. jest objęty prawem autorskim.

Źródło: Po pierwsze ludzie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Dlaczego życie jest takie trudne?

11 lip

trydne

Młody mężczyzna zapytał swojego dziadka, dlaczego życie bywa takie trudne. Oto, jaka była odpowiedź starego człowieka.

W życiu występuje smutek, tak samo jak istnieje w nim radość. Przegrywanie jest równie obecne, jak wygrywanie, upadanie – jak stanie, głód – jak obfitość, zło – jak dobro. Nie mówię tego, żeby cię zmartwić, ale by ukazać ci rzeczywistość. Życie jest podróżą, którą czasami przemierzamy w świetle, a czasami w mroku.

Nie prosiłeś o narodziny, a jednak tutaj jesteś. Masz w sobie zarówno słabości, jak i siłę. Masz je w sobie, ponieważ uosabiają one dualizm życia. Wszystko występuje w dwóch formach.

Masz w sobie zarówno wolę zwycięstwa, jak i chęć porażki.

W twoim sercu jest zarówno możliwość odczuwania współczucia, jak i małość bycia aroganckim.

Jest w tobie odwaga stanięcia twarzą w twarz z życiem, jak i strach skłaniający do odwrócenia się i ucieczki od niego.

Życie może dać ci siłę. Siła może wziąć się ze stawiania czoła sztormom codzienności, ze świadomości straty, poczucia złamanego serca i smutku oraz z wpadnięcia w najgłębsze odmęty smutku.

Musisz sprostać wszystkim burzom. Musisz stawić czoło zimnu, wiatrom i ciemności. Kiedy sztorm dmie wprost na ciebie, musisz stać wyprostowany. Jego celem nie jest bowiem powalenie cię na ziemię, ale nauczenie cię bycia silnym.

Bycie silnym oznacza stawianie kolejnego kroku w drodze na szczyt, niezależnie od tego, jak jest się wyczerpanym. Oznacza ono pozwolenie łzom popłynąć na znak żałoby. Oznacza ciągłe poszukiwanie odpowiedzi i podążanie za nią poprzez mroki otaczającej cię rozpaczy.

Bycie silnym oznacza uczepienie się nadziei na jeszcze jedno uderzenie serca i jeszcze jeden wschód słońca.

Każdy niezależnie, jak trudny do wykonania, krok jest kolejnym krokiem w kierunku ujrzenia kolejnego wschodu słońca, a tym samym stanowi obietnicę nowego dnia.

Najsłabszy krok w kierunku szczytu wzgórza, w kierunku wschodu słońca i nadziei jest silniejszy niż najpotężniejszy sztorm.

Dziadek powiedział. Idź dalej.

/Joseph M. marshall III, Życiowa mądrość starego Indianina/

Źródło: Żyj świadomie.

 

Do posłuchania : Chris Botti

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Internet

 

Szwagier mnie „żeni” ;-D

08 lip

BlueberriesSezon jagodowy trwa. Uwielbiam zbierać jagody. Jedziemy z córką do lasu rowerami, pojeździć po ścieżkach  a przy okazji zbieramy jagody. Ona „na zarobek” – podobno na coś zbiera a ja na pierogi, bułeczki – czyli niech „idzie w boczki”. No, ale nie o zbieraniu jagód chce pisać, chociaż pośrednio też.

Nazbierałam jagód, narobiłam pierogów i bułeczek i pojechaliśmy w odwiedziny do siostry. Siostra jest po udarze, więc sama nie dałaby rady takich rzeczy zrobić. Męczy się z tą chorobą – niesprawna ręka i noga przeszkadzają normalnie funkcjonować. Nie pomagają nawet kolejne rehabilitacje. Jest bardzo dzielna (chociaż usposobienie choleryczne bardzo daje się we znaki szwagrowi), nie poddaje się. W chorobie wspiera ją „rodzony” małżonek – ten sam od 44 lat Piotruś. Może ktoś powiedziałby „pantoflarz”, bo ustępuje jej we wszystkim, ale… Najbardziej rozbraja mnie sytuacja, kiedy ona się denerwuje, bo on znów zrobił coś nie tak. Ona krzyczy, marudzi, narzeka, pośle niewyszukany epitet a on patrzy na nią z uśmiechem i mówi:

- Kochanie jak ty pięknie wyglądasz, kiedy się złościsz.

A kiedy już nie może wytrzymać jej marudzenia wychodzi, ustępuję. Dyplomacja przede wszystkim. Wytrzymać z taką kobietą, z takim temperamentem i przez tyle lat to mistrzostwo świata. No, dobra, wróćmy do głównego tematu – czyli mojej „żeniaczki”. 

Siostra zamieszkała na wsi. Po wielu latach spędzonych w mieście zapragnęła ciszy i spokoju. Kupiła mały domek. Odremontowała go i na stałe osiadła w zacisznym, wiejskim zakątku. Chowa kury a od sąsiadów bierze dobre, wiejskie mleko. Na to mleko skusiłam się i ja. Pojechaliśmy z Piotrusiem do gospodarza i zakupiłam całe 5 litrów. Gospodarz zerkał na mnie z ciekawością a Piotruś niewiele myśląc wypalił:

- Nie ma jakiego kawalera dla tej panny?  Samotna i zdatna dziewczyna.

- No widać, że niczego sobie. Tam gada, że samotna. Pewnie przebiera w chłopach, jak w ulęgałkach.

Wczoraj zadzwoniła siostra z informacją:

- Ta moja cholera cię żeni. Naopowiadał chłopu, że ty panna a on ma syna na gospodarstwie. Podobałaś się i staremu i młodemu. Synowi trudno znaleźć żonę na gospodarkę. Powiedział jeszcze, że masz 18 lat…

- No, bajki, tylko kto w to uwierzy. 18 lat plus VAT. I niech Piotruś powie, że jestem panną z dwójką dzieci. Niech nie miesza w głowie chłopakowi. 

Och, gdybym miała te 18 lat a nawet dwadzieścia parę i możliwość przeżycia tego „watu” spokojniej, inaczej, mądrzej…

Ale to se ne vrati.

Mój czas minął. 

Do posłuchania Maryla Rodowicz:

       ”Ale to już było”

„Ech mała” 

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Czas na oddech, na wypoczynek, na zmianę…

06 lip

Rok szkolny zakończony. Pora wakacji.  Zanim pójdę na zasłużony urlop muszę jeszcze trochę popracować. Praca do południa a później czas na rodzinę. Córka „wyciąga” mnie na rower. Dziennie robimy ok. 20 km. Ona cieszy się, że schudnie a ja cieszę się ze świeżego powietrza, oderwania od codziennych „czarnych”  myśli (czasami denerwuje mnie, że tak dużo ich w mojej głowie). Mam świadomość tego, że przeważa we mnie chęć kontroli ludzi, zdarzeń, sytuacji. Gubię się kiedy tej kontroli nie mogę użyć. Wiem – świat będzie istniał, nawet wtedy, kiedy ja nie będę go kontrolować. Stare przyzwyczajenia nie dają się szybko usunąć. Kiedyś odejdą i nie będzie ich wcale. Zawsze jest jakieś „kiedyś” a dlaczego nie „już”. Przychodzi do głowy jeden z pierwszych wpisów i tekst:  ”Przestałam cierpieć. Moje życie jest pełne radości, spełnienia i powodzenia” . Dużo w tym wpisie mądrych porad. Pamiętam jeszcze jedno powiedzenie z innego wpisu: 

W tej chwili czujesz się dobrze. Wszystko jest tak, jak powinno i musi być. Wszystko będzie dobrze – lepiej niż myślisz - daj działać Bogu, powoli. Wszystko powinno i musi być dobrze.

„Jeśli coś ma się wydarzyć, to wydarzy się, kiedy przyjdzie na to pora. Zaufaj sobie i Bogu”

„Bądź cierpliwy, zaufaj Bogu – wszystko zdarzy się w swoim czasie. (…) Wszystko zdarzy się wtedy, kiedy nadejdzie odpowiedni czas – kiedy my jesteśmy na to gotowi, kiedy jest na to gotowy Bóg i świat. Zaniechaj daremnych wysiłków, żeby to przyspieszyć, ale z niczego nie rezygnuj”. 

Muszę, nie, chcę sobie to powtarzać zwłaszcza wtedy, gdy nadciągają „czarne chmury”. 

Zapisałam się na studia podyplomowe! Robię coś dla siebie, coś co lubię! Przez te 15 lat żyłam w jakimś odrętwieniu, w permanentnym strachu i chęci przetrwania. Znów wtręt do starego, bo tak trudno porzucić „starą skórę”. Czuję czasami taki cholerny lęk, lęk przed nowym. Minął dopiero rok spokoju – mojej rekonwalescencji po traumach. Teraz wiem dlaczego żałoba trwa rok. Rok jest czasem na ochłonięcie po najgorszym. W następnych latach będę budować na moich warunkach – bez podporządkowania się innym i stawiania ich na pierwszym miejscu – bo ja jestem najważniejsza – ja i moje szczęście i mój spokój. Najtrudniej będzie z moją chęcią kontroli innych :-) Porządkuję, układam, buduję coś innego, coś wartościowego. Jestem dojrzałą kobietą, która wie, czego chce. Liczy się jakość a nie ilość.

A tak a propos ilości i jakości. Wczoraj na ryneczku kupowałam ziemniaki na placki (uwielbiam placki ziemniaczane) i od słowa do słowa zaczęliśmy rozmowę o wyższości smakowej placków smażonych z ziemniaków tartych ręcznie nad ziemniakami tartymi w maszynie :-) . Pani sprzedająca ziemniaki stwierdziła:

- Kiedyś można było kupić takie maszyny od ruskich, które tarły tak miałko, jak ręcznie. Te dzisiejsze robią grudki i placki już tak nie smakują. Maszyna jest lepsza, bo utrze szybko a i palce są całe! Tylko jakość ma wiele do życzenia…

- Dzisiaj wszystko idzie na ilość a nie na jakość – przytaknęłam ze smutkiem, kiedy nagle, gdzieś z boku usłyszałam męski głos:

- Jak patrzę na panią, to widzę, że jednak idzie na jakość a nie na ilość…

Tani komplement, ale… Miałam na sobie śliczną, fioletową sukienkę, białe sandałki i akurat wyszłam od fryzjera. Gdybym była facetem też bym siebie podziwiała, ale jestem kobietą i nie powiem, ale niezła ze mnie babka. ;-) 

I jeszcze odnośnik do ciekawej publikacji na temat  kobiecego piękna i mnogości kompleksów na temat naszego wyglądu. Artykuł o pani w czerwonej sukience„Co mam pod czerwoną sukienką”

sukienka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

Wyrzućmy wszystko to, co nam „uwiera”!

04 lip

Wyrzuć to, co nie działa.

stareWyrzuć wszystko, co nie działa. Teraz. Weź i wynieś na śmietnik.

Buty, dajmy na to, w których się potykasz, jest ci niewygodnie – na śmietnik. Talerz ze starego serwisu, na którym już nic nie podasz – wystaw przed drzwiami, może ktoś weźmie. 
Karteczkę z dietą, przyczepiona na drzwiach lodówki (to już nawet nie jest śmieszne!!!)

Codzienne wieczorne rozmowy telefoniczne: „wyobrażasz sobie, co za koszmar!”, a ty: „Uhm! Koszmar!”, a sama przestępujesz z nogi na nogę, bo twój ulubiony serial zaraz się zacznie, kąpiel stygnie (pachnąca kąpiel po ciężkim dniu). Twoja znajoma (ta od telefonu) ma codziennie koszmar – po co ci to?

Wyrzuć słowa, które wypowiadasz rano do budzika: „jeszcze pięć minut”. Albo wstań od razu, albo ustaw pobudkę dla siebie, a nie dla sumienia. Nie działa!

Wyrzuć zwyczaj pocierania oczu, gdy są umalowane – albo się nie maluj, albo nie pocieraj – przecież oczy to boli!
Wyrzuty z powodu tego, czego dziś nie zdążyłaś zrobić – won. Nobody is perfect – powieś sobie na lodówce zamiast diety.

Wyrzuty z powodu przeszłych czynów, stosunków, znajomości, wyborów, które kiedyś zrobiłaś… Wyrzuty – won do diabła. Wszystko się zgadza. Co by się nie zdarzyło, to był jedyny prawidłowy wybór wtedy, w tamtej sytuacji. Żadnego żalu – tylko doświadczenie i wdzięczność. Żadnego rozmyślania „co by było, gdyby…” – albo rób, albo nie myśl. Spróbuj – jak się spodoba, to idź dalej. Lodowisko, nauka japońskiego, poznać kogoś, nowa praca, nowa fryzura, teatr… Jutro, dobrze? Choć jedną rzecz, ok? Zamiast rozmyślania, które trzeba wyrzucić.

Wyrzuć zwyczaj przepraszania po kilka razy. Wystarczy jedno szczere „przepraszam”, jeśli jest powód. Reszta to śmieci, balast.

Swetry, sukienki, dżinsy i inne badziewie, które ci nie pasuje, pogrubia, postarza – won! Żadnych „na działkę”, żadnego „do lasu”! Na przemiał! Przecież nie znalazłaś siebie na śmietniku – masz być zawsze piękna!

Wyrzuć „walizkowe relacje”, które są jak walizka bez rączki, co to i nieść ciężko i wyrzucić szkoda. Ręce ci jeszcze nie odpadły? Zdecyduj się i zamień je na eleganckie, z kółeczkami, takie, co same jadą ku radości wszystkich. Zrozumiałaś metaforę? Pięknie, lekko, komfortowo, pewnie.

Resztki kosmetyków, zbędne lekarstwa, przeterminowane kremy – won! Zasługujesz na świeże, dobre, najlepsze.
Obietnice, że „kiedyś” napiszesz, zadzwonisz, zrobisz, zaniesiesz, kupisz – jeśli wiszą ponad tydzień (no dobrze – dwa!) i nikt nie umarł, to znaczy, że są zbędne. Wykreśl. 

Słowa „nie umiem”, „nie znam się” – nie działają. Dowiedz się, naucz, poznaj albo zapłać temu, co umie. Przecież nie prowadzisz hodowli kompleksów, tylko chcesz żyć wygodnie, prawda?

Wspomnienia, z powodu których trzęsą ci się ręce i masz łzy w oczach – won! Jak wrócą – ponownie delete. Nie zatruwaj sobie życia. Było – minęło. 

Zwyczaj ciągłego ustępowania, bycia „grzeczną dziewczynką”, przemilczania, nawet gdy czegoś bardzo potrzebujesz, ale „co ludzie powiedzą” – wyrwij z korzeniami! Mów, proś, komentuj, wypowiadaj się – grzecznie i taktownie, ale zgodnie z własną wolą i o swoich potrzebach.

Strach przed starością, chorobą, przed nowym, wątpliwości co do swojej urody i wdzięku, brak wiary we własne szczęście – spakuj i spal, a popiół – na wiatr. To nie działa, nie pomaga. Przeszkadza żyć po ludzku.
Zepsute zapalniczki, długopisy, czajnik, kuchenkę – won. Kupisz nowe.

Zwyczaj przepieprzania czasu w internecie – wywal już teraz, zaraz, natychmiast!

Skończysz czytać – idź na spacer. Tam jest dobrze, jest świeży podmuch powietrza, słońce albo deszcz, zieleń albo śnieg. Przejdź się, pooddychaj, popatrz, posłuchaj, powąchaj.

To żyje.

To działa.

źródło: Po Pierwsze Ludzie

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet, Życie

 

Festiwal młodych chrześcijan – zniewolenia duchowe i ja – poszukiwaczka odpowiedzi.

01 lip

10404265_688367564563729_1872951297111048637_nNiedawno brałam udział w festiwalu młodych chrześcijan.  Impreza organizowana na wzór Lednicy, ale w wydaniu kameralnym. Przyjeżdża młodzież z paru okolicznych parafii. Nie ma spędu, tłumów, wydeptanych pól, grupek młodzieży, którzy preferują swobodną zabawę gdzieś na uboczu. Było spokojnie i „klimatycznie”. W programie było spotkanie z dwiema „osobistościami” – Robertem Tekieli i Maćkiem Musiałem. Ten drugi nie dotarł z „ważnych powodów”. Szkoda, bo młodzież na niego czekała. Czekała zwłaszcza ta żeńska część młodzieży, która po otrzymaniu informacji, że Musiała nie będzie, nie kryjąc rozczarowania masowo usunęła się z pod sceny. Dla mnie nawet bez Musiała nie było nudno, ale wiadomo – ja nie jestem już młodzieżą.

Pojechałam tam z powodu tematu, który mnie osobiście bardzo zainteresował. TekieliZniewolenia duchowe i manipulacja – dlatego pojawił się Robert Tekieli. I to Tekieli zaczął spotkanie swoją konferencją. Po jego wystąpieniu poczułam niedosyt. Owszem opowiedział historię swojego barwnego życia i przedstawił czym zajmuje się obecnie, ale… Niedosyt pozostał. Jego sposób postrzegania zniewoleń jest bardzo powierzchowny, wręcz dziecinny. Młodzież zadawała pytania, na które pan Robert odpowiadał bardzo zdawkowo, „dyplomatycznie”. Jedna z dziewczyn zapytała o zagrożenia płynące z zabawy lalkami hello kitty. Zapamiętałam jedno z jej pytań:

- Czy pozdrawianie słowem hello też niesie ze sobą zagrożenie duchowe? Przecież mówimy hello a hell oznacza przecież piekło, więc mamy się tak nie pozdrawiać?

Pytanie śmieszne, ale młodzi ludzie bardzo poważnie podchodzą do takich tematów. Ich wiek sprzyja poszukiwaniom. Chcieliby dowiedzieć się czegoś konkretnego,a nie słyszeć odpowiedzi typu „nie, bo nie”. Duchowość ich pociąga, jak wszystkich, którzy poszukują jakiejś alternatywy dla swojej samotności, braku zrozumienia, częstego poczucia bycia gorszymi, brzydszymi, nierozumianymi. Poszukują czasami bardzo intensywnie i z różnymi skutkami. Odpowiedzi na pytania chyba rozczarowały nie tylko mnie. Udało mi się zadać pytanie dotyczące łączenia zasad religijności chrześcijańskich z filozofią zen. Zapytałam czy takie połączenie jest złe, czy może wywołać zagrożenia duchowe. Wielu duchownych chrześcijańskich mówi o medytacji, a zasady medytacji czerpane są z religii wschodu – buddyzmu, filozofii zen, hinduizm, itp. Pan Tekieli odpowiedział, że filozofia zen jest przykładem wielobóstwa, więc jest zła i nie powinna być brana pod uwagę. Bardzo ograniczone spojrzenie, bardzo średniowieczne. Dobrze, że są tacy ludzie jak de Mello (był), czy Rohr dla których medytacja była furtką do lepszego poznania człowieka i znalezienia oparcia w Bogu. Wiem, nie było czasu na lepszą odpowiedź, ale pan Robert mógł się lepiej postarać. W medytacji zen istnieje wiele podobieństw między buddyjskimi technikami medytacyjnymi a mistyką chrześcijańską (np. duchowość  św. Jana od Krzyża). Medytacja wzorowana na zen sprzyja rozszerzeniu horyzontów duchowych i moralnych człowieka, otwierając go na nowe obszary doświadczeń. Świadomy chrześcijanin nie będzie hermetyczny, ale będzie czerpał z tego, co może go wzbogacić mentalnie, moralnie i duchowo. Mamy XXI wiek i nikt w smoki już nie wierzy a pan Robert nieświadomie każe nam wracać w ciemne średniowiecze.   Zakupiłam reklamowaną przez niego książkę, której jest autorem, ale nie zachwyciła mnie. Zbyt powierzchowna, mało rzeczowa i czasami miałam wrażenie, że pisana na ilość a nie na jakość a szkoda. Znalazłam recenzję książki i podaje link do strony, bo zgadzam się z recenzentem: racjonalista.pl

   10340153_688370684563417_3278037951389323069_nNie zawiódł za to ksiądz Kralka. Całe spotkanie w Płonce poprowadził w mistrzowski sposób. Młodzież słuchała go z ciekawością. Adoracja Najświętszego Sakramentu, modlitwy o uwolnienie i nałożenie krzyża świętego Benedykta pełne mistyki i przeżyć. Uczta duchowa. Później msza św. i piękne kazanie ks. Kralki. W kościele młodzi ludzie siedzieli zasłuchani. Z przodu, przede mną jakaś młoda dziewczyna zaczęła głośno szlochać. Siedziała na podłodze i zanosiła się płaczem. Podeszłam do niej, położyłam swoją prawą dłoń na jej głowie a lewą na ramie. Przyciągnęła moją dłoń do mokrego policzka. Nie wiem dlaczego do niej podeszłam. Jakaś siła mnie do niej pchała. Nie znałam jej. Myślałam, że odepchnie moje ręce. W pewnym momencie odwróciła zapłakaną twarz w moim kierunku. Popatrzyłyśmy na siebie. Nie odsunęła moich dłoni. Przytuliła się mocniej. Miałam łzy w oczach. Trzymałam dłonie na jej głowie a ona powoli się wyciszała.   Dziwnie to wyglądało. Ona siedziała na podłodze a ja stałam za nią i trzymałam jej głowę. Ksiądz Kralka też powoli kończył kazanie. Homilia się skończyła. Wszyscy wstali do modlitwy. Ona też wstała, odwróciła się i mocno się do mnie przytuliła. Jak bardzo młodzież czuje się dziś samotna, jak bardzo potrzebują ciepła i zrozumienia i jak bardzo my, dorośli im tego ciepła żałujemy „zasłaniając się” przemowami na temat właściwego zachowania a wystarczy czasami przytulić. Takie łatwe a takie trudne.

krzyż św. Benedykta

Medalik św. Benedykta, który dostaliśmy w pakiecie startowym noszę na szyi.

Ma chronić przed złym.

Może dzięki niemu śpię spokojniej …

zdjęcia ze strony: KSM Diecezji Łomżyńskiej

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Życie

 

„Medytacja z książką” i „Ślady” – czym jest religijność a czym wiara?

01 lip
big_medytacja_815x315

foto: sklep.charaktery.eu

Medytacja z książką „H.M. Enomiya-Lasalle. Jezuita i nauczyciel zen”  

~   Pamiętam doskonale słowa wypowiedziane blisko pół wieku temu przez starego już wtedy księdza Witolda Pietkuna, Wilniuka osiadłego w Białymstoku. Pięknie ubrany, sunął w procesji Bożego Ciała, lecz porzucił orszak, podszedł do mnie i tuląc, powiedział mi do ucha: Oto tam – wskazał na procesję – jest religia. Tutaj – wskazał na moje serce – masz wiarę. Niech ci się to nigdy w życiu nie myli.

Nierzadko mi się to myliło… Różnica między religią a wiarą być może polega na tym, że wiara przemienia. Religia – niekoniecznie. Wiara jest mistyką. Religia – niekoniecznie.

~   Prawdziwa mistyka jest zwyczajną codziennością. Jeśli coś łączy wszystkie religie świata i wszystkie nie-religie, przełamuje napięcie między wiarą a religią, to tym właśnie jest mistyka. Czyli zwyczajna codzienność.

Co tak naprawdę łączy wszystkich ludzi na świecie – bez względu na wyznanie? Wydaje mi się, że to stosunek do drugiego człowieka, pełne przyjęcie jego niepowtarzalności. Nie mam na myśli tolerancji lub akceptacji, lecz pełną afirmację, czyli pełną zgodę na odrębność – pozbawioną napięcia wewnętrznego, warunków i zastrzeżeń.

Tak, wierzę, że pełnia wiary, doświadczenie Boga wyraża się tylko i wyłącznie w miłosnej, afirmacyjnej postawie
wobec drugiego człowieka, który zawsze jest Inny. Ta postawa zaś to zdolność wsłuchiwania się w drugiego, wsłuchania
się w jego inność.

Prawdziwa mistyka, wiara przemieniająca, wyraża się w tym, że przestajemy źle mówić o innych. A jeśli nam się zdarza, to odczuwamy wstyd, mamy poczucie grzechu, czujemy, że zrobiliśmy coś niewłaściwego. Chcemy to naprawić.

~   Tak, wiara powinna wyrażać się przede wszystkim poprzez stosunek do drugiego człowieka. Do innego. Wiara powinna być raczej kontemplacją tajemnic, w tym tajemnicy, jaką jest drugi człowiek. Przez to zapewne wiara nie jest źródłem pocieszenia.

Simone Weil pisała: „Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą w prawdziwej wierze: w tym sensie ateizm jest oczyszczeniem. Z dwóch ludzi, którzy nie mają doznania Boga, ten, który przeczy jego istnieniu, jest być może najbliżej Boga. Degraduje się tajemnice wiary, czyniąc z nich przedmiot afirmacji czy negacji, podczas gdy powinny być one przedmiotem kontemplacji”.

~ W przeróżnych tzw. poszukiwaniach warto zachować szczególną uważność, by nie wpaść w otchłań. „Nie szukaj za bardzo, bo wpadniesz w otchłań myśli, a nie bytu”, przestrzegał Andrzej Jawień (Karol Wojtyła). Nie szukaj, bo wszystko jest obok ciebie – to drugi człowiek, być może kładziesz się z nim co noc do łóżka. Wszystko, czego chcesz się dowiedzieć o sobie, o Bogu, znajdziesz w drugim człowieku, tuż obok. Chcesz poznać siebie? Przyjrzyj się swoim relacjom z ludźmi.

~ Chcesz nauczyć się modlić? Módl się – pisała św. Teresa z Ávili. Choćby tak: Panie Boże/ o zielonych oczach/ z cukierkowych obrazków/ z migdałowych litanii/ Boże/ ślepców/ Boże/ głupców/ – trzepnij mnie porządnie w łeb (Moleben, Tomasz Mames) ~ Gdy Bóg wysłucha tej modlitwy, zapewne trzepnie w łeb, aż zaboli. Wiara powinna boleć. Inni ludzie bolą.
I ich cierpienia. Oni bolą – gdy zadają cierpienie. Gdy rozczarowują. Gdy są rozczarowani. Gdy denerwują. Są zdenerwowani.

Wrażliwość i czułość przynosi ból.

Przynoszą też radość. Spełnienie. Przyjemność.

„Za każdy wzrost w świadomości trzeba zapłacić pewną cenę. Nie możemy stać się bardziej wrażliwi na przyjemność, bez bycia bardziej wrażliwymi na ból” – pisał Alan Watts.

~ Dobrze mieć świadomość istnienia innych ludzi. Tuż obok. Swojej od nich zależności i ich zależności od nas. To jest mistyka. Zwyczajna codzienność. Wiara w Boga to także (a może przede wszystkim?) wiara w człowieka. W każdego człowieka.

Wiara jest trudna, bo ludzie są trudni. Bo bardzo, bardzo różni. Nie mniej niż ja jestem różny. I ty.

 

Medytacja z książką
 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czasopisma, Książka