RSS
 

Archiwum - Lipiec 1st, 2014

Festiwal młodych chrześcijan – zniewolenia duchowe i ja – poszukiwaczka odpowiedzi.

01 lip

10404265_688367564563729_1872951297111048637_nNiedawno brałam udział w festiwalu młodych chrześcijan.  Impreza organizowana na wzór Lednicy, ale w wydaniu kameralnym. Przyjeżdża młodzież z paru okolicznych parafii. Nie ma spędu, tłumów, wydeptanych pól, grupek młodzieży, którzy preferują swobodną zabawę gdzieś na uboczu. Było spokojnie i „klimatycznie”. W programie było spotkanie z dwiema „osobistościami” – Robertem Tekieli i Maćkiem Musiałem. Ten drugi nie dotarł z „ważnych powodów”. Szkoda, bo młodzież na niego czekała. Czekała zwłaszcza ta żeńska część młodzieży, która po otrzymaniu informacji, że Musiała nie będzie, nie kryjąc rozczarowania masowo usunęła się z pod sceny. Dla mnie nawet bez Musiała nie było nudno, ale wiadomo – ja nie jestem już młodzieżą.

Pojechałam tam z powodu tematu, który mnie osobiście bardzo zainteresował. TekieliZniewolenia duchowe i manipulacja – dlatego pojawił się Robert Tekieli. I to Tekieli zaczął spotkanie swoją konferencją. Po jego wystąpieniu poczułam niedosyt. Owszem opowiedział historię swojego barwnego życia i przedstawił czym zajmuje się obecnie, ale… Niedosyt pozostał. Jego sposób postrzegania zniewoleń jest bardzo powierzchowny, wręcz dziecinny. Młodzież zadawała pytania, na które pan Robert odpowiadał bardzo zdawkowo, „dyplomatycznie”. Jedna z dziewczyn zapytała o zagrożenia płynące z zabawy lalkami hello kitty. Zapamiętałam jedno z jej pytań:

- Czy pozdrawianie słowem hello też niesie ze sobą zagrożenie duchowe? Przecież mówimy hello a hell oznacza przecież piekło, więc mamy się tak nie pozdrawiać?

Pytanie śmieszne, ale młodzi ludzie bardzo poważnie podchodzą do takich tematów. Ich wiek sprzyja poszukiwaniom. Chcieliby dowiedzieć się czegoś konkretnego,a nie słyszeć odpowiedzi typu „nie, bo nie”. Duchowość ich pociąga, jak wszystkich, którzy poszukują jakiejś alternatywy dla swojej samotności, braku zrozumienia, częstego poczucia bycia gorszymi, brzydszymi, nierozumianymi. Poszukują czasami bardzo intensywnie i z różnymi skutkami. Odpowiedzi na pytania chyba rozczarowały nie tylko mnie. Udało mi się zadać pytanie dotyczące łączenia zasad religijności chrześcijańskich z filozofią zen. Zapytałam czy takie połączenie jest złe, czy może wywołać zagrożenia duchowe. Wielu duchownych chrześcijańskich mówi o medytacji, a zasady medytacji czerpane są z religii wschodu – buddyzmu, filozofii zen, hinduizm, itp. Pan Tekieli odpowiedział, że filozofia zen jest przykładem wielobóstwa, więc jest zła i nie powinna być brana pod uwagę. Bardzo ograniczone spojrzenie, bardzo średniowieczne. Dobrze, że są tacy ludzie jak de Mello (był), czy Rohr dla których medytacja była furtką do lepszego poznania człowieka i znalezienia oparcia w Bogu. Wiem, nie było czasu na lepszą odpowiedź, ale pan Robert mógł się lepiej postarać. W medytacji zen istnieje wiele podobieństw między buddyjskimi technikami medytacyjnymi a mistyką chrześcijańską (np. duchowość  św. Jana od Krzyża). Medytacja wzorowana na zen sprzyja rozszerzeniu horyzontów duchowych i moralnych człowieka, otwierając go na nowe obszary doświadczeń. Świadomy chrześcijanin nie będzie hermetyczny, ale będzie czerpał z tego, co może go wzbogacić mentalnie, moralnie i duchowo. Mamy XXI wiek i nikt w smoki już nie wierzy a pan Robert nieświadomie każe nam wracać w ciemne średniowiecze.   Zakupiłam reklamowaną przez niego książkę, której jest autorem, ale nie zachwyciła mnie. Zbyt powierzchowna, mało rzeczowa i czasami miałam wrażenie, że pisana na ilość a nie na jakość a szkoda. Znalazłam recenzję książki i podaje link do strony, bo zgadzam się z recenzentem: racjonalista.pl

   10340153_688370684563417_3278037951389323069_nNie zawiódł za to ksiądz Kralka. Całe spotkanie w Płonce poprowadził w mistrzowski sposób. Młodzież słuchała go z ciekawością. Adoracja Najświętszego Sakramentu, modlitwy o uwolnienie i nałożenie krzyża świętego Benedykta pełne mistyki i przeżyć. Uczta duchowa. Później msza św. i piękne kazanie ks. Kralki. W kościele młodzi ludzie siedzieli zasłuchani. Z przodu, przede mną jakaś młoda dziewczyna zaczęła głośno szlochać. Siedziała na podłodze i zanosiła się płaczem. Podeszłam do niej, położyłam swoją prawą dłoń na jej głowie a lewą na ramie. Przyciągnęła moją dłoń do mokrego policzka. Nie wiem dlaczego do niej podeszłam. Jakaś siła mnie do niej pchała. Nie znałam jej. Myślałam, że odepchnie moje ręce. W pewnym momencie odwróciła zapłakaną twarz w moim kierunku. Popatrzyłyśmy na siebie. Nie odsunęła moich dłoni. Przytuliła się mocniej. Miałam łzy w oczach. Trzymałam dłonie na jej głowie a ona powoli się wyciszała.   Dziwnie to wyglądało. Ona siedziała na podłodze a ja stałam za nią i trzymałam jej głowę. Ksiądz Kralka też powoli kończył kazanie. Homilia się skończyła. Wszyscy wstali do modlitwy. Ona też wstała, odwróciła się i mocno się do mnie przytuliła. Jak bardzo młodzież czuje się dziś samotna, jak bardzo potrzebują ciepła i zrozumienia i jak bardzo my, dorośli im tego ciepła żałujemy „zasłaniając się” przemowami na temat właściwego zachowania a wystarczy czasami przytulić. Takie łatwe a takie trudne.

krzyż św. Benedykta

Medalik św. Benedykta, który dostaliśmy w pakiecie startowym noszę na szyi.

Ma chronić przed złym.

Może dzięki niemu śpię spokojniej …

zdjęcia ze strony: KSM Diecezji Łomżyńskiej

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Życie

 

„Medytacja z książką” i „Ślady” – czym jest religijność a czym wiara?

01 lip
big_medytacja_815x315

foto: sklep.charaktery.eu

Medytacja z książką „H.M. Enomiya-Lasalle. Jezuita i nauczyciel zen”  

~   Pamiętam doskonale słowa wypowiedziane blisko pół wieku temu przez starego już wtedy księdza Witolda Pietkuna, Wilniuka osiadłego w Białymstoku. Pięknie ubrany, sunął w procesji Bożego Ciała, lecz porzucił orszak, podszedł do mnie i tuląc, powiedział mi do ucha: Oto tam – wskazał na procesję – jest religia. Tutaj – wskazał na moje serce – masz wiarę. Niech ci się to nigdy w życiu nie myli.

Nierzadko mi się to myliło… Różnica między religią a wiarą być może polega na tym, że wiara przemienia. Religia – niekoniecznie. Wiara jest mistyką. Religia – niekoniecznie.

~   Prawdziwa mistyka jest zwyczajną codziennością. Jeśli coś łączy wszystkie religie świata i wszystkie nie-religie, przełamuje napięcie między wiarą a religią, to tym właśnie jest mistyka. Czyli zwyczajna codzienność.

Co tak naprawdę łączy wszystkich ludzi na świecie – bez względu na wyznanie? Wydaje mi się, że to stosunek do drugiego człowieka, pełne przyjęcie jego niepowtarzalności. Nie mam na myśli tolerancji lub akceptacji, lecz pełną afirmację, czyli pełną zgodę na odrębność – pozbawioną napięcia wewnętrznego, warunków i zastrzeżeń.

Tak, wierzę, że pełnia wiary, doświadczenie Boga wyraża się tylko i wyłącznie w miłosnej, afirmacyjnej postawie
wobec drugiego człowieka, który zawsze jest Inny. Ta postawa zaś to zdolność wsłuchiwania się w drugiego, wsłuchania
się w jego inność.

Prawdziwa mistyka, wiara przemieniająca, wyraża się w tym, że przestajemy źle mówić o innych. A jeśli nam się zdarza, to odczuwamy wstyd, mamy poczucie grzechu, czujemy, że zrobiliśmy coś niewłaściwego. Chcemy to naprawić.

~   Tak, wiara powinna wyrażać się przede wszystkim poprzez stosunek do drugiego człowieka. Do innego. Wiara powinna być raczej kontemplacją tajemnic, w tym tajemnicy, jaką jest drugi człowiek. Przez to zapewne wiara nie jest źródłem pocieszenia.

Simone Weil pisała: „Religia jako źródło pociechy jest przeszkodą w prawdziwej wierze: w tym sensie ateizm jest oczyszczeniem. Z dwóch ludzi, którzy nie mają doznania Boga, ten, który przeczy jego istnieniu, jest być może najbliżej Boga. Degraduje się tajemnice wiary, czyniąc z nich przedmiot afirmacji czy negacji, podczas gdy powinny być one przedmiotem kontemplacji”.

~ W przeróżnych tzw. poszukiwaniach warto zachować szczególną uważność, by nie wpaść w otchłań. „Nie szukaj za bardzo, bo wpadniesz w otchłań myśli, a nie bytu”, przestrzegał Andrzej Jawień (Karol Wojtyła). Nie szukaj, bo wszystko jest obok ciebie – to drugi człowiek, być może kładziesz się z nim co noc do łóżka. Wszystko, czego chcesz się dowiedzieć o sobie, o Bogu, znajdziesz w drugim człowieku, tuż obok. Chcesz poznać siebie? Przyjrzyj się swoim relacjom z ludźmi.

~ Chcesz nauczyć się modlić? Módl się – pisała św. Teresa z Ávili. Choćby tak: Panie Boże/ o zielonych oczach/ z cukierkowych obrazków/ z migdałowych litanii/ Boże/ ślepców/ Boże/ głupców/ – trzepnij mnie porządnie w łeb (Moleben, Tomasz Mames) ~ Gdy Bóg wysłucha tej modlitwy, zapewne trzepnie w łeb, aż zaboli. Wiara powinna boleć. Inni ludzie bolą.
I ich cierpienia. Oni bolą – gdy zadają cierpienie. Gdy rozczarowują. Gdy są rozczarowani. Gdy denerwują. Są zdenerwowani.

Wrażliwość i czułość przynosi ból.

Przynoszą też radość. Spełnienie. Przyjemność.

„Za każdy wzrost w świadomości trzeba zapłacić pewną cenę. Nie możemy stać się bardziej wrażliwi na przyjemność, bez bycia bardziej wrażliwymi na ból” – pisał Alan Watts.

~ Dobrze mieć świadomość istnienia innych ludzi. Tuż obok. Swojej od nich zależności i ich zależności od nas. To jest mistyka. Zwyczajna codzienność. Wiara w Boga to także (a może przede wszystkim?) wiara w człowieka. W każdego człowieka.

Wiara jest trudna, bo ludzie są trudni. Bo bardzo, bardzo różni. Nie mniej niż ja jestem różny. I ty.

 

Medytacja z książką
 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Czasopisma, Książka