RSS
 

Archiwum - Lipiec 6th, 2014

Czas na oddech, na wypoczynek, na zmianę…

06 lip

Rok szkolny zakończony. Pora wakacji.  Zanim pójdę na zasłużony urlop muszę jeszcze trochę popracować. Praca do południa a później czas na rodzinę. Córka „wyciąga” mnie na rower. Dziennie robimy ok. 20 km. Ona cieszy się, że schudnie a ja cieszę się ze świeżego powietrza, oderwania od codziennych „czarnych”  myśli (czasami denerwuje mnie, że tak dużo ich w mojej głowie). Mam świadomość tego, że przeważa we mnie chęć kontroli ludzi, zdarzeń, sytuacji. Gubię się kiedy tej kontroli nie mogę użyć. Wiem – świat będzie istniał, nawet wtedy, kiedy ja nie będę go kontrolować. Stare przyzwyczajenia nie dają się szybko usunąć. Kiedyś odejdą i nie będzie ich wcale. Zawsze jest jakieś „kiedyś” a dlaczego nie „już”. Przychodzi do głowy jeden z pierwszych wpisów i tekst:  ”Przestałam cierpieć. Moje życie jest pełne radości, spełnienia i powodzenia” . Dużo w tym wpisie mądrych porad. Pamiętam jeszcze jedno powiedzenie z innego wpisu: 

W tej chwili czujesz się dobrze. Wszystko jest tak, jak powinno i musi być. Wszystko będzie dobrze – lepiej niż myślisz - daj działać Bogu, powoli. Wszystko powinno i musi być dobrze.

„Jeśli coś ma się wydarzyć, to wydarzy się, kiedy przyjdzie na to pora. Zaufaj sobie i Bogu”

„Bądź cierpliwy, zaufaj Bogu – wszystko zdarzy się w swoim czasie. (…) Wszystko zdarzy się wtedy, kiedy nadejdzie odpowiedni czas – kiedy my jesteśmy na to gotowi, kiedy jest na to gotowy Bóg i świat. Zaniechaj daremnych wysiłków, żeby to przyspieszyć, ale z niczego nie rezygnuj”. 

Muszę, nie, chcę sobie to powtarzać zwłaszcza wtedy, gdy nadciągają „czarne chmury”. 

Zapisałam się na studia podyplomowe! Robię coś dla siebie, coś co lubię! Przez te 15 lat żyłam w jakimś odrętwieniu, w permanentnym strachu i chęci przetrwania. Znów wtręt do starego, bo tak trudno porzucić „starą skórę”. Czuję czasami taki cholerny lęk, lęk przed nowym. Minął dopiero rok spokoju – mojej rekonwalescencji po traumach. Teraz wiem dlaczego żałoba trwa rok. Rok jest czasem na ochłonięcie po najgorszym. W następnych latach będę budować na moich warunkach – bez podporządkowania się innym i stawiania ich na pierwszym miejscu – bo ja jestem najważniejsza – ja i moje szczęście i mój spokój. Najtrudniej będzie z moją chęcią kontroli innych :-) Porządkuję, układam, buduję coś innego, coś wartościowego. Jestem dojrzałą kobietą, która wie, czego chce. Liczy się jakość a nie ilość.

A tak a propos ilości i jakości. Wczoraj na ryneczku kupowałam ziemniaki na placki (uwielbiam placki ziemniaczane) i od słowa do słowa zaczęliśmy rozmowę o wyższości smakowej placków smażonych z ziemniaków tartych ręcznie nad ziemniakami tartymi w maszynie :-) . Pani sprzedająca ziemniaki stwierdziła:

- Kiedyś można było kupić takie maszyny od ruskich, które tarły tak miałko, jak ręcznie. Te dzisiejsze robią grudki i placki już tak nie smakują. Maszyna jest lepsza, bo utrze szybko a i palce są całe! Tylko jakość ma wiele do życzenia…

- Dzisiaj wszystko idzie na ilość a nie na jakość – przytaknęłam ze smutkiem, kiedy nagle, gdzieś z boku usłyszałam męski głos:

- Jak patrzę na panią, to widzę, że jednak idzie na jakość a nie na ilość…

Tani komplement, ale… Miałam na sobie śliczną, fioletową sukienkę, białe sandałki i akurat wyszłam od fryzjera. Gdybym była facetem też bym siebie podziwiała, ale jestem kobietą i nie powiem, ale niezła ze mnie babka. ;-) 

I jeszcze odnośnik do ciekawej publikacji na temat  kobiecego piękna i mnogości kompleksów na temat naszego wyglądu. Artykuł o pani w czerwonej sukience„Co mam pod czerwoną sukienką”

sukienka

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie