RSS
 

„Rycz mała rycz, płacz maleńka płacz, masz to u mnie od dziś”.

15 lip

Tytuł może niezbyt trafny, ale dziś opowieść o kobiecej wierze w miłość.  Wierze w to, że ktoś sprawi, że staniemy się szczęśliwi. Gdzieś, z tyłu głowy rozbrzmiewa głos: „Jeżeli sam nie znajdziesz szczęścia w sobie, nikt ci go nie da. Szczęście jest w tobie.” – to tak w klimacie de Mello. Czy szczęście daje nam człowiek z którym jesteśmy? Nie. Odczuwamy szczęście, bo cieszy nas czyjaś obecność, możliwość szczerej rozmowy. Cieszy nas zachwyt nad nami, który widzimy w oczach rozmówcy. Czy ten sam człowiek zarzucający nam coś, dwulicowy, agresywny będzie nam dawał szczęście? Nie, ale to nadal ten sam człowiek. Zmienia się tylko nasze spojrzenie na niego. Odkrywamy jakąś prawdę, której nie widzieliśmy, bo… nie chcieliśmy zobaczyć.

 Temat „zilustruję” piosenką: VOX „Rycz mała rycz…”

To miała być zwykła wizyta. Zwykłe odwiedziny. Zrobiłam kawę, postawiłam ciasto. Najpierw był śmiech, żarciki, wesołe historie, jakieś wesołe uwagi. Dużo śmiechu. Nagle Anka skurczyła się w sobie. Szczupłe ramiona zaczęły się trząść a z oczu popłynęły łzy.

- No ładne kwiatki – pomyślałam. Nie wiedziałam, jak się odezwać, co powiedzieć, jak reagować.

- Aniu o co chodzi? Mogę w czymś pomóc?

- Raczej nie! – załkała.

Odetchnęłam, trochę egoistycznie pocieszyłam się, że może tym razem nie będę robić za pogotowie terapeutyczne, ale to przecież najlepsza koleżanka. Muszę się dowiedzieć, o co chodzi. Pomóc. Przynajmniej wysłuchać.

Ankę dwa lata temu zostawił mąż. Tak z dnia na dzień. Pewnego dnia przyszedł z pracy, spakował się i wyszedł. Po miesiącu przyszło zawiadomienie z sądu o sprawie rozwodowej.Anka została sama z dwójką dzieci. Tak jak ja, tylko w moim przypadku to ja zdecydowałam o odejściu. Zbierała się przez rok. Mocno przeżywała sprawy rozwodowe. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Piotr ją zostawił. Wszystko było dobrze – albo tak się jej wydawało, aż tu nagle taki pogrom. Przyczyna była trywialna – inna kobieta – ani starsza, ani młodsza – po prostu inna. Dziesięć lat małżeństwa – pstryk – i przeszło do historii. Anka się pozbierała. Nie wiem, czy pogodziła, ale wyszła na prostą. A tu taka sytuacja.

- Co się stało?

- Wszystko jest do niczego!

- No, nie mów. Nie ma co tragizować.

- Ty nic nie wiesz!

No tak, ja nic nie wiem. Może jest chora, może coś nie tak z dziećmi. Jestem okropna! Ale przecież nic nie mówiła o chorobach, wręcz przeciwnie. Anka ostatnio odżyła. Zaczęła dbać o siebie. Oczy znów zaczęły jej błyszczeć. Plotki „głosiły”, że kogoś ma. Pomyślałam, że dobrze. Ciężko jest samotnej kobiecie i to z dwójką dzieci. Ona nie chciała nic mówić. Śmiała się tylko, albo odpowiadała wymijająco a tu proszę – teraz rozpacz. Ja to mam szczęście. Ekspert od trudnego życia…

- Co tam Aniu?

Anka popatrzyła na mnie z pod mokrych rzęs i zaczęła:

- Oszukał mnie…

- Kto?

- No on…

On a więc ten, z którym się spotykała.

- Oj Anka, przecież ty z nim nie byłaś na poważnie. Tak myślę… – dodałam niepewnie.

- A co to znaczy na poważnie?

- No wiesz – deklaracje, mieszkanie razem, wspólne sprawy – cały ten galimatias.

- Ale byliśmy ze sobą blisko!

- Oj tam, zaraz blisko!

- Owszem nie było żadnych deklaracji, ale były miłe słowa, długie rozmowy, zachwyt w jego oczach, przytulania. popłynęłam…

- Anka ile ty masz lat? 16, czy trochę więcej?

- Trochę więcej… – uśmiechnęła się przez łzy.

- I taka doświadczona babka nabrała się na piękne gadki i tanie komplementy. Jak mucha na lep! Kobieto…

- A ty byś się nie nabrała? Myślałam, że jest między nami jakaś bliskość. Pragnęłam bliskości, ciepła, męskich ramion a on mi to wszystko dawał, aż w końcu doszedł do wniosku, że trzeba to zakończyć. Posypały się jakieś głupie wymówki, brak czasu, dziwne telefony, które odbierał jak najdalej ode mnie. Już nie przytulał. Zaczęły się uniki, wykręty. Jaka ja jestem głupia… – i znów szloch.

- I okazało się, że kogoś ma, że z kimś cały czas był?

- A skąd wiesz? – popatrzyła zdziwiona – wszyscy wiedzieli, tylko nie ja!

- Proste. Szablon. Daj spokój z tymi chłopami.

- Ale ja się boję być sama!

- Każdy się boi – ja też, ale nie można pozwolić na to, żeby ktoś tobą manipulował. Bądź silną babką – przecież potrafisz.

Anka popatrzyła na mnie z wyrzutem – chyba niewiele jej pomogłam.

- Aniu nie ma co się szarpać. Na wszystko przyjdzie czas, na miłość też.

A tak swoją drogą chciałabym usłyszeć kiedyś opowieść o pięknej miłości, takiej co to dech zapiera, co uszczęśliwia, daje poczucie bezpieczeństwa , niczego nie wymaga – albo sama taką miłość przeżyć. Przeżyć coś, co nie skończy się łzami, depresją, rezygnacją, odejściem. To by dopiero był temat! To by dopiero była miłość – prawie jak u Daniel Steel.

A tak z innej beczki. Wczoraj usłyszałam najpiękniejszy komplement pod słońcem. Od 2001 roku pracuję z młodzieżą. Jest różnie, ale swojej pracy nie zamieniłabym na żadną inną. Jestem „zadziwioną” obserwatorką zmian, jakie w nich zachodzą. Zaczynam od zbuntowanej, trudnej do ogarnięcia młodzieży a żegnam się z ułożonymi, młodymi ludźmi. Zawsze żegnamy się ze łzami w oczach a witamy, po kilku latach w uściskach i miłej rozmowie. I wtedy wiem, że ta moja praca ma sens.

Spotkałam uczennicę, która szkołę skończyła 9 lat temu i to od niej usłyszałam te słowa:

- Pani była jedyną osobą, która nas słuchała. Inni krzyczeli, wymagali, krytykowali, wychowywali, a tych opornych usuwali a tylko pani nas broniła, słuchała, tłumaczyła, miała dla nas czas. Ogarnąć taką klasę, jak nasza – to była sztuka a pani się udało! Lekcje z panią to była przyjemność!

Zakręciły mi się łzy w oczach. Usłyszeć coś takiego – bezcenne…

 
Komentarze (5)

Napisane przez w kategorii Życie

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~karol34

    21 lipca 2014 o 07:51

    ot i cała męska natura… dziesięć lat małżeństwa przekreślić w jeden dzień, bo na horyzoncie pojawiła się inna…

     
  2. ~zosia

    21 lipca 2014 o 10:10

    dzielna, silna KOBIETO jestem pod wrażeniem ! nawet jesli nie znajdziesz swojej miłosci, zawsze masz kogoś do kochania – masz ” Ich ” i to jest piękne, szacun

     
  3. ~Chojnik

    21 lipca 2014 o 10:53

    Zdecydowanie za rzadko spotyka się takich nauczycieli jak Ty. Moja Pani uczy biologii i też stara się nawiązywać kontakt z młodzieżą i w sumie to fajne jak po kilku latach ktoś podchodzi, żeby się przywitać i podziękować. :)

     
  4. ~EGOISTKA

    21 lipca 2014 o 12:04

    Wiesz, masz rację, trudno jest znaleźć taką miłość idealną, a nawet mam wrażenie, że jest to niemożliwe. Nie ma miłości bez bólu, bez poświęceń, bez wysiłku, taką o po prostu. Chyba można ją znaleźć jedynie w książkach i to bardzo nierealistycznych ;)
    Mam 22 lata jeden jedyny związek na kącie, wciąż trwający i zmierzający do obrączek, ale wiem, że bywa cięzko. Bardzo. Cóż, wydaje mi się, że warto się starać zawsze, a co z tego wyjdzie, zobaczymy ;) Pozdrawiam i ściskam kciuki za was obydwie.

     
  5. ~lala zając

    21 lipca 2014 o 13:01

    No nie mów, że „dzieciata” baba dała się tak omotać facecikowi … zdradził raz – zrobi to kolejny … to źle wróży tej nowej ;D tak mówią bo karma wraca … gorzej jak w tym przypadku nie wróci … tak też bywa …