RSS
 

Archiwum - Lipiec 20th, 2014

Rekolekcje w Zambrowie z ojcem Bashobora – trzy cudowne dni.

20 lip

BashoboraMiałam jechać tylko na jeden dzień – na piątek. Nie chciałam na trzy dni.

- A po co – myślałam z niechęcią. Ja myślałam a Ten wyżej jak zwykle miał dla mnie inny plan. Pojechałam na trzy dni i nie pojechałam sama – nasza grupa liczyła  w sumie osiem osób. Chyba Najwyższy wiedział, że gdybym była sam, to nie pojechałabym w ogóle. Wycofałabym się.

Trzy dni pełne radości, obecności wśród wielu ludzi pod przewodnictwem charyzmatyka z Ugandy – ojca Johna Bashobora.

Ojciec John jest drobny, niski, niepozorny. Cicho i skromnie przechodzi obok ludzi. Nie chce zwracać na siebie uwagi, ale ludzie do niego „lgną”. Mam wrażenie, że nie lubi rozgłosu wokoło siebie, bo tych, którzy chcą go dotknąć w sposób szorstki i energiczny odpycha. Nie pozwala. Na ołtarzu (scenie) zmienia się. Tam wydaję się postawny, jasny, przyciąga uwagę.

Trzy wspaniałe dni podczas których uczyliśmy się otwierać na wspólnotę, radość, miłość i wiarę. Uczyliśmy się korzystać z Pisma Świętego.

- Gdzie wasze Pismo św. , gdzie wasza broń! – grzmiał Bashobora, kiedy zobaczył, jak niewielu ludzi przywiozło ze sobą Biblię.

- Do domu – karcił po polsku i zrobił wtręt o żołnierzach, którzy zostali wysłani na misję obrony granic swojego kraju przed zagrożeniem ze strony wroga a na granicy okazuje się, że nie wzięli karabinów. Nie mają broni.

- Do domu – grzmiał, pokazując jak bardzo jesteśmy teraz bezbronni, bezużyteczni, odsłonięci na ataki złego. Dał nam lekcję – pierwszą – Biblia jest wspaniałą bronią przed złem, depresją, odtrąceniem, poniżeniem, samotnością. Wystarczy ją otworzyć i zacząć czytać. Tam znajdziemy klucz do rozwiązywania naszych problemów – każdego rodzaju, na każdą sytuację życiową mamy tam rozwiązanie, ale niestety jesteśmy zbyt leniwi, aby korzystać z tego klucza. Zbyt egoistycznie chcemy budować życie po swojemu, według swojej biblii, swoich zasad i wychodzimy na tym wiadomo jak… Ojciec często sięgał po Biblię – słuchaliśmy różnych jej fragmentów, np. fragment, który był mottem przewodnim spotkania Mk 16,16 ze słowem często powtarzanym podczas rekolekcji „idźcie”następny fragment Mt 28za ołtarzem zawieszony był baner z hasłem: Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie.  Spotkanie było często porównywane do sytuacji apostołów w Wieczerniku i słowo wieczernik było często powtarzane, w związku z tym przeczytany był fragment z Ewangelii św. Jana. Była też mowa o mocy Ducha Świętego we Fragmencie Dziejów Apostolskich, a także fragment z Księgi Izajasza – fragment o chorobie i uzdrowieniu Ezechiasza. Biblia towarzyszyła nam przez trzy dni.

Ojciec John potrafił nas też zawstydzić krytykując naszą postawę wobec premiera i prezydenta.

- Dlaczego, kiedy mówię „premier Tusk” albo prezydent wy krytycznie kręcicie głowami, albo mówicie „yyy”. Nie możecie krytykować premiera Tusk, bo on reprezentuje naród, reprezentuje was. To wy go wybraliście a więc krytykujecie samych siebie, mówicie źle o samych sobie. Możecie go krytykować kiedy mówicie „pan Tusk”, bo wtedy jest to osoba prywatna, taka jak wy, ale głowy państwa się nie krytykuje, bo to uderza w was – dał nam lekcję drugą.

Pierwszy dzień był bardzo trudny. Dużo osób na konferencji odczuwało zmęczenie, ospałość, trudność z koncentracją, ale drugi dzień przebiegał w radości, przebudzeniu i uwadze. Z drugiego dnia w pamięci została lekcja trzecia – historia o kobiecie (o nas), która nie chciała zostać uzdrowiona. Ojciec John na jednej ze swoich mszy spotkał kobietę na wózku inwalidzkim. Na pytanie (stwierdzenie), że Bóg ją uzdrawia kobieta szybko odpowiedziała:

- Nie, nie, nie. Ja nie chcę być uzdrowiona. Ja muszę cierpieć! Muszę cierpieć za moje córki, które odeszły od Kościoła, przestały wierzyć w Boga!

- Chcesz być jak Jezus? – zapytał

- Tak, tak. Może wtedy się nawrócą. Ja muszę cierpieć.

- A może nawrócą się, kiedy zobaczą cud uzdrowienia, zobaczą twoją radość a nie smutek.

Kobieta została uzdrowiona a córki nawróciły się. Taka jest wiara płynąca z radości i takiej wiary oczekuje od nas Chrystus. Wiary radosnej.

Tego dnia na zakończenie wystawiony był Najświętszy Sakrament i odbyła się adoracja z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Ciekawskich muszę rozczarować. Nie działo się nic spektakularnego – niewidomi nie zaczęli widzieć, ludzie na wózkach nie wstawali i nie chodzili, złamane kończyny nie zrastały się cudownie,opętani nie wili się w konwulsjach po trawie. NIE! To co najważniejsze działo się w naszych sercach i w naszych umysłach. Pod namiotem powstała jedna wielka rodzina, jedna wielka wspólnota, gdzie jeden troszczył się o drugiego. Zwracaliśmy się w kierunku obcych nam osób.Patrzyliśmy na siebie, patrzyliśmy sobie w oczy, dotykaliśmy nawzajem głów, dłoni, ramion. Dotykaliśmy z wielką troską, uwagą, miłością, uśmiechem. Z oczu płynęły łzy. Staliśmy się  jedną wielką rodziną, wspólnotą, Kościołem. Stał się cud. Lekcja czwarta – w Kościele stajemy się rodziną, troszczymy się o siebie z miłością i otwartością ( na co dzień trudne i widać to w kościele podczas „normalnej” mszy, gdzie każdy broni dostępu do siebie, mówi „pokój z tobą” a myśli „pokój ze mną”).

Modlitwa – czuwanie – zakończyła się salwami śmiechu. Ojciec John modlił się a z ludzi spadał „pancerz sztywności”. Najpierw dało się słyszeć pojedyncze śmieszki, później odważniejszy śmiech, aby w końcu usłyszeć ogólny, zaraźliwy, radosny i głośny śmiech. Nikt nie mówił kawałów, nikt nikogo nie próbował rozbawić a śmiali się wszyscy. Otworzyliśmy się na radość, na radość bycia dzieckiem Bożym. Nie śmiałam się tak od dawna. W głos, z całych sił, aż bolał brzuch. Ta radość nie uleciała. Pozostała we mnie. Radość i spokój, lekkość. Kiedy trzeciego dnia składałam świadectwo jak te rekolekcje wpłynęły na mnie powiedziałam o tej radości. Stojąc na scenie oczywiście chciałam się rozgadać. Przygotowałam nawet tekst, ale do akcji wkroczył ojciec Bashobora z pytaniem:

- Co te rekolekcje dały tobie? Tobie…

Aby przerwać mój słowotok ojciec mnie dotknął (tak myślałam), ale dopiero na filmie zobaczyłam, że to ja trzymałam go za rękę, patrzyłam mu w oczy i mówiłam o wielkiej radości, spokoju, o swoim oczyszczającym śmiechu. On miał oczy spuszczone. Szybko skończyłam swoje słowa, ale w myślach dodawałam słowa „radość po depresji, pustce, strachu, po ciężkich przejściach”. Nie przeczytałam wszystkiego co miałam na kartce, ale to dobrze, bo nie to było najważniejsze. Ważne było moje wyjście, wyjście z „pustyni”.

Ojciec podczas rekolekcji często powtarzał słowa „Wieczernik” i słowo „idźcie”. Zwracał uwagę na to, że jesteśmy apostołami i mamy do wykonania misję – misję zbliżania ludzi do Boga, misję Ewangelizacji.

- Idźcie – powtarzał i uczył nas płynącej z wiary radości i bycia we wspólnocie.

I na koniec to, co napisałam w sobotę rano po piątkowym wieczorze. Wieczorze pełnym radości.

Jak wielu ludzi żyje w grobach. Żyją, mają Bożą miłość, „mają oczy, ale nie widzą, mają uszy, ale nie słyszą”. Wolą swoje groby: groby smutku, przygnębienia, poczucia bycia gorszymi, kompleksów, żalów, zazdrości, pogoni za pieniędzmi, bycia najlepszymi, najpiękniejszymi i te najgorsze groby, bolesne groby utraty kogoś, lub czegoś. Utraty, z którą nie potrafią się pogodzić, która dla nich staje się bogiem, staje się najważniejsza.

W Biblii jest napisane „Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń.  Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa”, ale ludzie  wolą swoje groby żalu i smutku a o radości nie chcą słyszeć. „Mają uszy, ale nie słyszą”. Jesteśmy w Wieczerniku, a wiadomo co działo się z uczniami w Wieczerniku po śmierci Chrystusa. Pora wyjść!

Gdybyście wiedzieli, jak bardzo kocha was Bóg, tańczylibyście z radości, śpiewali, śmiali się, lecieli na skrzydłach do nieba. Jezus do uczniów powiedział „O nierozumni, dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych”.

Ludzie czemu schodzicie do grobów?

Czemu się smucicie?

Jezus żyje!

Nie ma Go wśród umarłych!

Radujcie się!

Miłość Boża jest wielka!

Wszechogarniająca!

Darmowa!

Chodźcie do tej Studni i  niech każdy wody życia darmo zaczerpnie!

Za darmo! Bez pieniędzy!

Czerpcie Bożą miłość cieszcie się miłosierdziem!

To wszystko jest darmowe, wieczne, nieprzemijające!

Dlaczego nie chcecie? Dlaczego podobają się wam wasze groby? Tam jest zimno i ciemno. Tam są wasze kompleksy, depresje, choroby. A tu jest Światło, szczęście za darmo. Dlaczego tego nie chcecie? Myślicie – jest darmowe – więc nic nie warte. A tam jest grób „wybudowany” za ogromną „kasę”, wartościowy.

O nierozumni!

Tak, to napisałam ja – osoba, która zadeklarowała się jako agnostyk. Mam nadzieję, że nie zwariowałam :-). Nadal nie chcę nikogo nawracać i wtykać wiary na siłę. NIE CHCĘ! Każdy wybiera sam a ja szanuję wybór każdego. Możecie krytykować, śmiać się, nie zgadzać. Możecie – jesteście wolni. Wszystko co opisałam to moje subiektywne odczucia. Spojrzenie obiektywne zawsze będzie inne.

Powiem jedno – te rekolekcje były cudowne!

Podaję stronę o. Johona Baschobora: www.ojciecjohnbashobora.pl.

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Życie