RSS
 

Archiwum - Sierpień 1st, 2014

Uraza, małe zwierzątko, którego nie warto przygarniać do siebie.

01 sie

uraza-w-twoim-zyciu-photo

Dostałam maila od Macieja. Historia o Urazie. Wrzuciłam wiadomość do odpowiedniej „skrzynki” z myślą, że kiedyś ją wykorzystam. Nie wiedziałam, że ta okazja nadarzy się tak szybko, a wydarzyła się dzisiaj. 

Odezwał się mąż. Odebrałam telefon z nieznanym numerem (znów zmienił numer). Rozpoznałam jego głos. Chciał widzieć się z synem. Powiedział, że kupił dla niego ubrania. Rozmawiając widziałam reakcję syna, który nerwowo machał ręką i zaprzeczał ruchami głowy, że nie chce, że go nie ma, że w żadnym razie…

Spokojnie prowadziłem rozmowę. Zgodziłam się na spotkanie, ale w miejscu publicznym. Oczywiście syn ze mną nie poszedł.

Po powrocie długo mu tłumaczyłam, żeby nie czuł urazy do ojca, że wszystko co złego ojciec  robił, było skutkiem choroby. Syn słuchał, a po jego policzkach spływały łzy. Przytulił się do mnie. Mówiłam mu o nienawiści, urazie, złości – o wszystkich tych uczuciach, które nas niszczą. My je czujemy w stosunku do innej osoby, ale to nie ta osoba cierpi, tylko my, odczuwając negatywne emocje. Łzy są dobre, bo uwalniają nas z emocji. Gładziłam go po plecach i tłumaczyłam, pozwalałam płakać, nie uspakajałam.

Wypracowaliśmy sobie nasz azyl, który daje bezpieczeństwo. Nie zniszczę go tylko dlatego, że mąż kupił parę ubrań dla syna – tak właśnie zapewniałam syna – my nie wrócimy do tamtego domu. Nasze bezpieczeństwo i nasz spokój jest ważniejszy!

A teraz opowieść od Macieja o urazie, właśnie: 

„Uraza, małe zwierzątko, z wyglądu całkiem niewinne. Przy prawidłowym traktowaniu nie wyrządza żadnej szkody, pod warunkiem, że nie próbujesz jej udomowić i hodować. Uraza wspaniale radzi sobie na wolności i nikomu nie wadzi. Jednak wszystkie próby zatrzymania jej, kończą się tragicznie. Zwierzątko jest małe i zwinne, może zatem przypadkowo dostać się do wnętrza człowieka. Człowiek od razu to czuje i mówi wtedy, że jest urażony. Jest mu przykro i źle.
Zwierzątko zaczyna głośno krzyczeć:
– Wypuść mnie! Ja się przypadkiem tu znalazłam! Ciemno tu i strasznie! Puść mnie!
Ale ludzie dawno już nie rozumieją języka zwierząt. Są jednak tacy, co od razu wypuszczają Urazę – dopóki jest jeszcze malutka. To najlepszy sposób, aby zwrócić jej wolność, pożegnać się z nią na zawsze.
Są też tacy, co za żadne skarby nie chcą się z nią rozstać. Uważają, że należy do nich, jest ich własnością i obnoszą się z nią, dumnie pokazując innym. Stale o niej myślą, troszczą się, dbają, by rosła… Ale zwierzątku wcale nie jest dobrze w człowieku.
Uraza wierci się, chce się wydostać, podgryza. Ponieważ ma tylko jedno oko i słaby wzrok, to sama nie może znaleźć wyjścia. Takie z niej głupiutkie zwierzątko. Człowiek też jakiś dziwny… Mięśnie zaciska i za nic w świecie nie chce Urazy wypuścić…
A zwierzak przecież bywa głodny, więc zaczyna pomału zjadać wszystko, co znajdzie. Człowiek to czuje. Czasem w środku coś zaboli – to tu, to tam. Ale Urazy nadal nie wypuszcza, bo się już do niej przyzwyczaił. A Uraza je i rośnie… Znajduje wciąż w człowieku smaczne kąski i zajada się, obgryza, mlaszcze. Mówi się nawet: „Uraza mnie zżera”.

Przychodzi czas i Uraza przyrasta do jakiegoś miejsca w człowieku i – wbrew swojej woli – staje się jego częścią. Człowiek słabnie, choruje, a Uraza w środku rośnie, krzepnie. Człowiek sobie kompletnie sprawy nie zdaje, że trzeba tylko Urazę wypuścić! Niech sobie żyje na wolności. Uraza też woli żyć poza człowiekiem, a i człowiekowi łatwiej się bez niej żyje…

Uraza to stan ducha. A duch – to studnia, z której pijemy. Spokój ducha można osiągnąć i utrzymać różnymi sposobami. W gruncie rzeczy, nikt nie może Cię zranić ani urazić bez Twojego przyzwolenia. Kiedy po raz kolejny postanowisz poczuć się urażony, pomyśl czy chcesz być ofiarą? Drapieżniki napadają na najsłabszych. A na pochyłe drzewo i kozy skaczą.

Wypuść Urazę, niech sobie biegnie”.

Rozmawiałam z mężem. Nieźle sobie radzi. Chodzi na wizyty do lekarza. Przyjmuje zastrzyki – ma jeden zastrzyk co dwa tygodnie. Daje radę. Moje sumienie zostało uspokojone – nadal mam „ciągoty” do kontroli, kierowania jego życiem, magicznego myślenia. Otrzeźwił mnie sposób jaki ze mną rozmawiał – tylko on ma rację, nie ma kompromisów, inni knują przeciwko niemu. Zacięte usta i przymrużone oczy… 

Do tej rzeki nie ma powrotu. Zamknięty rozdział.

Z ulgą pomyślałam o powrocie do naszej Dziupli i doceniałam spokój, jaki tam mamy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie