RSS
 

Archiwum - Sierpień 8th, 2014

Być kobietą po czterdziestce…

08 sie

Kiedyś znajomi zabrali mnie na przedstawienie „Klimakterium” a podczas przerwy kupili dla mnie płytę pod tym samym tytułem. Na płycie Elżbieta Jodłowska śpiewa piosenki ze spektaklu. Jest czego posłuchać, bo piosenek jest 18 a wszystkie w klimacie radosnego nastawienia do czegoś, co nas kobiet nie ominie – czyli tematy o przemijaniu, wieku dojrzałym, utrapieniu z wyglądem, samopoczuciem i pogodzeniu się z tym wszystkim. „Klimakterium” to wspaniała sztuka, która w humorystyczny sposób skłania do optymistycznego nastawienia na zmiany, jakie zachodzą w naszym wyglądzie i w naszym życiu. Na widowni wciąż słychać było salwy śmiechu…

Dlaczego taki wpis?

Otóż… po pierwsze wczoraj u swojej dentystki usłyszałam pewną historię a po drugie media bombardują nas zdjęciami pań po czterdziestce z komentarzami: „po czterdziestce – na plaży pokazała wspaniałe ciało”; „czas się dla niej zatrzymał”; „wiecznie młoda” ; „wspaniała figura”; „pomimo 40 lat…” itd. i w ten deseń! Matko jedyna, czy kobieta po czterdziestce to kobieta stracona? Czy naprawdę trzeba się dziwić, że dobrze wygląda, że na jej twarzy nie ma zmarszczek, że ma niezłą figurę. Czy te walory są zastrzeżone tylko dla kobiet do 30-tki a te po to już tak zwane „pasztety”. Nic dziwnego, że młode dziewczyny tak panicznie boją się wieku 30 lat i więcej. Patrzę na te „piękne” aktorki, prezenterki, kardiszanki czy inne silikonowe lale – wszystkie jednakowe – twarz robiona pod tę samą matrycę (może przez tego samego lekarza plastycznego?) i czy one są szczęśliwsze od tych naturalnych, pięknych kobiet? Widzę, że nie, bo jeszcze czegoś im brakuje a czego – one dobrze wiedzą, ja nie będę zgadywać. Wszyscy wiemy! Nasuwa się stwierdzenie – ideał piękna. O kant … sobie potłuc taki ideał, jeżeli on nic nie daje, oprócz rozgłosu w mediach, dobrej roli, paru ulotnych zdjęć. Dla popularności niszczyć naturalną urodę a później płakać, że efekt nie taki, jak by się chciało. Po co?

Moja znajoma, pani w moim wieku, czyli pani po czterdziestce, wczoraj uskuteczniła ze mną taką rozmowę:

- Kurcze, Anka, mam 42 lata!

- I co z tego, ja też!

- Nie o to mi chodzi. Syn zauważył, że zaczęłam chodzić w krótkich spódnicach, w ogóle ubieram się młodzieżowo a kiedyś garniturki, spódnice za kolano, rajstopy na nogach, nawet w największe upały…

- Przeszkadza ci to?

- Nie o to chodzi…

- Pewnie, że nie o to. Kobieto, jaką ty masz figurę – niejedna osiemnastka może zazdrościć. Według mnie jesteś trochę za chuda, ale nogi masz niezłe…

Renia pokazywała mi swój nowy nabytek – śliczne sandałki na wysokich koturnach. Założyła je na swoje maleńkie stopy (rozmiar 36 – marzenie przy moich 39 :-? ) a że była w króciutkich szortach jej nogi były dłuuuuugie. Zauważył to jej mąż, który akurat wszedł do pokoju:

- Oj kobieto! Zdejmij te buty, boooo – i zmierzył ją zabójczym wzrokiem, od tych maleńkich stópek, aż do pięknej buzi.

Można być piękną bez tony makijażu, bez silikonów, botoksów i tych wszystkich czary mary… Można!

Wróćmy jeszcze do rozmowy z moją dentystką – kobietą, która zbliża się do tej magicznej czterdziestki. Kobiety zadbanej i pięknej.

Czasami, jak patrzę na te moje znajome, to chciałabym być facetem. Wiem! Zaraz odezwą się głosy o gender. A kysz! Ja nie w tym sensie! Ja w sensie ich piękna, podziwiania, ale zaraz, zaraz… może ze mną coś nie tak… oczywiście, potrafię się też zachwycić przystojnymi facetami, ale dzisiaj chciałam napisać o kobietach a może nie tylko…

A więc historia opowiedziana przez piękną panią doktor (nadaje się na modelkę jak nic, urodą przypomina Hunter Tylo – ale przed tymi wstrętnymi operacjami). Przejdziemy teraz na „poletko” panów po czterdziestce i ich kryzysu wieku średniego. Panowie po czterdziestce , znudzeni, albo rozczarowani dotychczasowym życiem – bo w życiu im nie wyszło, bo żona się nie rozwija, nie spełnia ich oczekiwań, nie takie stanowisko, majątek nie tak duży, jak planowali. Chcieli dużo a tu rzeczywistość skrzeczy, więc próbują zmiany i zaczynają, niestety, od zakończenia swojego małżeństwa. Głowa siwieje a d…. szaleje – jak mawiała moja siostra. (Niestety tak też mają niektóre panie :cry:  ) – no dobra, bo wyjdę na strasznie wredną babę – więc do meritum, czyli do opowieści.

- Miałam kiedyś pacjentkę, która była w trudnej sytuacji życiowej – opowiadała pani doktor – mąż postanowił o rozwodzie, bo… przeżywał trudny czas po czterdziestych urodzinach, tzw. kryzys. Borowałam akurat a tu w pewnym momencie ona złapała mnie za rękę i przerywając, z trwogą w oczach, zapytała – a ile pani mąż ma lat? Odpowiedziałam, że 36 a ona – to ma pani jeszcze cztery lata spokoju a później będzie jak z moim. Niech pani uważa! – podkreśliła z troską.

Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.  Nie każdy musi przechodzić kryzys i być znudzonym, czterdziestoletnim żonkosiem, który nieustannie będzie planował rozwód. 

Elżbieta Jodłowska śpiewa:

„Po czterdziestce życie jest dopiero piękne

Dzieci dawno odchowane

Egzaminy wszystkie zdane

I nie muszę się już męczyć z tym nudziarzem i tyranem

Mogę nagle rzucić wszystko, zacząć życie od początku

Może znajdę jakąś miłość gdzieś w Krynicy, albo w Lądku… Zdroju…”

Ech być kobietą po czterdziestce… to wcale nie jest koniec wszystkiego, to może być początek czegoś niezwykłego. 

Wszystko zależy od naszego nastawienia  :-D i niekoniecznie trzeba zaraz myśleć o rozwodzie! 

jeszcze, na koniec,  nagranie o intrygującym tytule : „Dlaczego mężczyźni są niezadowoleni z małżeństwa?” . Warto obejrzeć. I następny film: „Dlaczego kobiety są niezadowolone z małżeństwa?”

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Muzyka, Życie