RSS
 

Archiwum - Sierpień 10th, 2014

„Kto jak nie ja?” – opowieść o „przyszywanym” macierzyństwie.

10 sie

Okres wakacyjny sprzyja czytaniu książek – przynajmniej w moim przypadku. Syn tego syndromu nie przejawia a córka w stopniu bardzo umiarkowanym, można powiedzieć, że znikomym. Ja nadrabiam za wszystkich mieszkańców Dziupli na czwartym piętrze.

Sąsiadka posunęła mi lekturę na lato.

- Nie lubię romansów – skrzywiłam się, z góry plasując sąsiadkę jako miłośniczkę lukrowanych historyjek o miłości.

- To nie jest romans. To historia o samotnej kobiecie, alkoholiczce, która podejmuje się opieki nad trzyletnim dzieckiem – odpowiedziała.

- Aha, to… wezmę, przeczytam…

- Tylko szybko, bo muszę ją odnieść do biblioteki.

- Postaram się – odmruknęłam i z książką w ręce podążyłam do mojej podniebnej rezydencji.

Książka objętościowo „cegłowa”, tj.około 480 stron – jest co poczytać.  :-D

Kto-jak-nie-ja_Katarzyna-Kolczewska „Kto jak nie ja?” autorka Katarzyna Kołaczewska

 

Na okładce – jak widać – mała dziewczynka z misiem. Czytając, dowiemy się, że mała ma na imię Ola a ta maskotka to Hau-hau.

Zaciekawiło mnie zdjęcie autorki umieszczone na wewnętrznej stronie obwoluty. Ze zdjęcia spogląda ładna, ciemnowłosa kobieta. Spogląda gdzieś w dal, lekko się przy tym uśmiechając. Z króciutkiej notki biograficznej dowiaduję się, że jest starsza ode mnie o rok. Z wykształcenia jest lekarzem a zamiłowania pisarką. Mieszka z córką i psem w Warszawie. Poszperałam trochę w internecie i znalazłam wywiad przeprowadzony z panią Katarzyną przez Jakuba Winiarskiego. Tam też jest zdjęcie pisarki, a właściwie nawet dwa piękne zdjęcia, na których pani Kasia radośnie się uśmiecha.

Tytuł wywiadu brzmi:   „Ten haj, to zapamiętanie…”. O pisaniu, napisaniu i wydaniu książki rozmowa z Katarzyną Kołczewską, uczestniczką warsztatów pisarskich, autorką „Kto jak nie ja?”. - warto przeczytać.

K.Kołczewska3

I słowa pani Katarzyny: „Pisanie oczyszcza, pomaga wyrzucić z siebie, przemyśleć problem i nabrać do niego dystansu.” – resztę przeczytajcie w wywiadzie  :-P

Książka „Kto jak nie ja?” jest jej debiutem literackim. Przyznam, że bardzo udanym debiutem.

Książka opowiada o dużym „fragmencie” życia pani o wdzięcznym imieniu Ania. Poznajemy ją kiedy ma pięćdziesiąt parę lat, mieszka na wsi, w domu po swoich rodzicach, jest na urlopie bezpłatnym, z zawodu jest lekarzem ginekologiem i ma ogromny problem… ze sobą – jest alkoholiczką. Nie wiadomo, kiedy zaczęła pić, ale pije ostro. Gdzieś, w odległej Warszawie ma siostrę i od tej siostry dostaje zaproszenie na wigilię.  Mają po nią przyjechać siostrzenica z mężem. Młodzi nie docierają na wieś, bo giną w wypadku samochodowym. Anna dowiaduje się o przykrym wydarzeniu telefonicznie – od siostry. W szpitalu następuje dalszy ciąg przykrych zdarzeń – siostra Ani dostaje zawału a główna bohaterka dowiaduje się, że dostaje pod opiekę małą dziewczynkę – trzylatkę,  córeczkę siostrzenicy. Dziewczynką nie ma kto się zająć i ten obowiązek spada na Annę. Tak, spada, bo kobieta bardzo się broni przed małą. Ma swoje lata. „Młoda nie jestem” – mówi, nie ma żadnego doświadczenia (własnych dzieci nie ma), a i jej „hobby” też tej opieki jej nie będzie ułatwiać. Pomimo oporów mała Ola zostaje ze „starą ciotką”. Czytając, jak wyglądała ta opieka, czasami można się przerazić, czasami uśmiać, ale nie nudzić.  Całej  książki nie będę opowiadać, ale małe co nieco mogę zdradzić. Historia opowiadana jest przez panią Anię – czytając mamy wrażenie, że zaglądamy do jej pamiętnika. Towarzyszymy bohaterce przez kilka ładnych lat i nie są to lata spokojne, pełne radości i szczęścia z odkrycia, czym jest wychowanie dziecka. Tego w książce nie znajdziecie. Znajdziecie natomiast opowieść o prawdziwym życiu – o walce z uzależnieniem, o rodzącej się miłości i sile jaką daje to uczucie do walki z przeciwnościami losu, o trudnych losach dzieci, które zostają bez rodziców ( w pewnym momencie mała Ola trafia do pogotowia opiekuńczego) – czyli jak to mówią: „będzie pot, krew i łzy”.  Dowiecie się dlaczego Ania stała się alkoholiczką i czy z tego wyszła, dowiecie się co się działo z Olą – a będziemy jej towarzyszyć aż do dwudziestych urodzin, jaką rolę w życiu obu kobiet odegrał Juliusz Cezar i czym, albo kim dla Ani była Mucha. Trochę skomplikowałam? To działanie celowe!

Anka Słabkowska to twarda babka ze specyficznym poczuciem humoru i dużym dystansem do samej siebie. Można się uśmiać, kiedy się czyta o jej spotkaniach z patrolami policyjnymi, o tym jak wybierała się do szpitala przyklejając kapeć do stopy brązową taśmą, ale można też płakać, kiedy opowiada o sytuacji w pogotowiu opiekuńczym i przeżywać, kiedy walczy o Olę. Bohaterka wszystko opowiada z dystansem, czasami z zimną autoironią, jakby lekceważyła swoją osobę w całym tym „ambarasie” a przecież w sumie jest tam najważniejsza i jest prawdziwą siłaczką. Śmiech przeplata się ze łzami, walka z miłością, uzależnienie z poczuciem odpowiedzialności. Wspaniała lektura.

W pamięci został mi jeden z fragmentów książki. 

„- Ciociu?!

- Tak, dziecko?

- Ile ty masz lat? (…)

- Bardzo dużo kochanie! Pięćdziesiąt osiem. (…)

- A moja mama była stara, jak się urodziłam?

- Oj nie, mama była młoda i zdrowa. (…)

- A dlaczego umarła?

- Kochanie mama umarła w wypadku. To był nieszczęśliwy wypadek. Mama była młoda i zdrowa. (…)

- Nie pamiętam już mamy – powiedziała bardzo smutno i cicho.

- No co ty, na pewno pamiętasz! – próbowałam ją przekonać. Przestraszyła mnie. – Są przecież jej zdjęcia (…) 

- Tak, ja wiem, ciociu. Wiem, że to mama na tych zdjęciach. Ale jej nie pamiętam ciociu! – zaczęła cichutko chlipać. – I taty też nie pamiętam, jak to było kiedy oni żyli.

Po chwili płakałyśmy obie. A wieczór zapowiadał się tak miło! Za chwilę miało być jeszcze gorzej.

- Ciociu?! – wykrztusiła Ola przez łzy. (…)

- Czy mogę do ciebie mówić „mamo”?

- O rany! – Poczułam, jak serce rozpada mi się na kawałki. – Olcia! Moja Olcia – powtarzałam przez łzy. Już kiedyś próbowała mnie nazwać mamą.- Olu, nie możesz. Przykro mi, ale nie jestem twoją mamą – powiedziałam i poczułam, jak tamte kawałki serca pękają na jeszcze mniejsze kawałeczki. 

- Ciociu… Proszę! Ja i tak nie pamiętam mamy! – błagała Ola szlochając głośno.

- Wiem kochanie, wiem. Ale nie mogę być twoją mamą. Ty miałaś swoją mamę, ja nią nie jestem. Cicho, ciiiiiiiiiii… Już dobrze… – powtarzałam, gładząc ją po plecach.

- Ciociu, proszę, udawajmy, że jesteś moją mamą! Proszę! Każdy ma mamę, tylko ja nie… Proszę, ciociu…

- Olu! Nie! Tak nie można. Tak nie można… Tak się nie robi… – próbowałam przekonywać ją i samą siebie.

Kawałeczki kawałków mojego serca topiły się boleśnie za moim mostkiem. Ola płakała tak gwałtownie, że już nie była w stanie mówić. Ja nie mogłam zrobić nic innego, tylko trzymać ją w ramionach, tulić, całować po włosach i głaskać po plecach. Siedziałyśmy tak bardzo długo.”

Takich fragmentów łapiących za serce w książce jest bardzo dużo i nie wszystkie dotyczą Oli. 

Warto przeczytać! Oj, warto! Myślę, że powstałby niezły film na podstawie książki. A tym czasem poszukam następnej powieści pani Katarzyny Kołaczewskiej (podobno już jest) „Idealne życie” – widziałam nawet okładkę, więc wam też udostępnię:

http_extraprodukt_pl_img_2014_03_Idealne_zycie

Zapraszam do czytania!

 Zamieszczony fragment pochodził z książki „Kto jak nie ja?”, Katarzyna Kołaczewska, Pruszyński Media Sp. z o.o., Warszawa 2013, s. 449-453.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka