RSS
 

Romantyczna miłość, czy szarzyzna życia? Co wybierasz…?

15 sie

paraOstatnio oglądałam film „Świat według Garpa” (miałam przeczytać książkę, ale poszłam na skróty). W roli głównej Robin Wiliams jako Garp, Glenn Klose w roli jego matki – nieustraszonej pielęgniarki, która sama zdecydowała o tym, że chce mieć dziecko i sama napisała książkę, która stała się manifestem niezależności kobiet, Mary Beth Hurt w roli żony Garpa i wspaniała rola Johna Lithgow – sportowca, który postanowił zostać kobietą. Film znakomity, pełen humoru, skłaniający do zastanowienia się nad sensem życia, nad tym co daje nam radość, albo powoduje smutek. Zapamiętałam dialog między Garpem a jego żoną:

- Wiesz, co kocham najbardziej? Wspomnienia. Jak się poznaliśmy i tak dalej…

- Nie możesz żyć przeszłością!

- Wiem, ale możemy ją wspominać.

- To rola dla staruszków.

- Do diabła z tym. Jak będę stary i siwy nie będę nic pamiętał. Żeby wspominać trzeba być młodym – wtedy to takie miłe. Móc spojrzeć wstecz i przemyśleć własne życie – wszystko się ze sobą łączy – jak przechodzi z punktu do punktu, dostrzec zależności…

Film skłonił mnie do zastanowienia się nad romantyczną miłością. Nie, tam nie ma nic o romantycznej miłości. Jest postać  Garpa (Williamsa) – faceta o łagodnych, trochę przestraszonych oczach, trochę zagubionego, nieporadnego, biorącego życie takim, jakim jest. Idzie z prądem oddając pierwsze miejsce kobietom – najpierw matce a później żonie. Oczywiście buntuje się, ale woli jednak wygodne życie, przy boku swoich kobiet…

Czy naprawdę wierzymy w romantyczną miłość? Wszystkie te achy i ochy. Klimat dobry dla nastolatków. Czy my, dorośli za dużo wiemy i jesteśmy za starzy na takie uniesienia? Romantyzm zawsze przechodzi w realne życie. Ona się starzeje, przestaje dbać o siebie, bo jest za bardzo zajęta domem i dziećmi, obowiązkami a on jej w niczym nie pomaga. Już nie liczą się uniesienia, gwiaździste noce z księżycowym blaskiem, bo przytłacza proza życia. Różowe okulary są odkładane w kąt i zaczynają się kurzyć a rzeczywistość wyłazi z każdej dziury. Pojawiają się braki, niedociągnięcia, samotne borykania się z życiem, chociaż obok jest osoba, którą kochamy, albo kochaliśmy, ale ta osoba nas nie rozumie, nie pomaga, okazała się zupełnie inna niż myśleliśmy.

Zapytałam kiedyś pewnego pana:

- Dlaczego wziąłeś ślub? Byłeś zakochany?

- Nie, nie byłem.

- To dlaczego się ożeniłeś?

- Poznaliśmy się kiedy oboje byliśmy bardzo młodzi. Byłem w sanatorium. Chorowałem. Ona też. Była taka młoda i taka chora. To ona pierwsza zaczęła tę znajomość. Zaprosiła mnie do swoich rodziców, więc pojechałem. Ona zadecydowała o ślubie. Ona mi się oświadczyła – zaśmiał się, jakby powiedział dobry żart – wybrała mi szkołę i zawód, który dzisiaj wykonuję. Nie bardzo go lubię, ale nie umiem robić nic innego, więc co mi pozostaje? To dzięki niej mam dzisiaj chleb. Ona była zakochana, ja nie…

- Więc po co zgodziłeś się na ślub?

- A co innego miałem zrobić? Podobała mi się. Młodość ma swoje prawa. Seks był gorący jak ogień. Ona miała plan na moje i swoje życie. Na początku było ciężko. Mieszkanie u teściów i dorabianie się. Później wyjazd do dużego miasta i praca. Ja na dwóch etatach, ona w domu z dzieckiem. Ona miała marzenie – własny zakład. Mnie było dobrze. Przyjechaliśmy tutaj . Najpierw praca w wynajętych lokalach – jakieś zatęchłe klitki w brudnych podwórkach, ale ludzie przychodzili. Później otworzyliśmy dwa zakłady – ona i ja oddzielnie. Było więcej pieniędzy. Kupiliśmy mieszkanie. Urodziło się jeszcze dwoje dzieci. Ona ich nie chciała. Płakała, że teraz na dobre utknie w domu a chciała się rozwijać. Chciała mieć własny zakład. Krzyczała, że jej nie rozumiem, nie pomagam, ze jest ze wszystkim sama. Zaczęły się nerwy, kłótnie… Nadarzyła się okazja kupna dużego domu w centrum miasta. Dom był duży i zaniedbany, ale lokalizacja wspaniała. Nareszcie perspektywa rozwoju – dla niej, mnie było dobrze jak było. Szalona inwestycja. Ja miałem wiele wątpliwości, ale ona rzuciła się na głęboką wodę. Zaczęła studia, wzięła ogromny kredyt i kupiła ten dom. Zaczęły się nerwy. Trójka dzieci, kredyt i remont domu kosztowały ją wiele nerwów. Trafiła do szpitala z podejrzeniem zawału. Na szczęście okazało się, że to były objawy nerwicy. Przeleżała całą noc. Rano przyjechała taksówką. Miała do mnie żal, że po nią nie przyjechałem, ale przecież musiałem otworzyć zakład, pracować. Nie zostawię klientów. Potrzebne były pieniądze. To były nerwowe czasy. Nerwowe dla niej… Często powtarzała, że szkoda, że nie ma stałego etatu i wypłaty co miesiąc. Bała się braku klientów i  braku pieniędzy. Był dom do wykończenia i kredyt, trójka dzieci a usługi, wiadomo – dochód zależy od tego, czy jest klient. Było coraz więcej stresów i nerwów. Często płakała, krzyczała, robiła mi wyrzuty. Dochodziło do kłótni, aż w końcu dostała zawału. Umarła. Zostałem sam z dziećmi.

- Kochałeś ją?

- Nie. Właściwie, to nie. Może coś czułem na początku. Podobała mi się a później został obowiązek i przyzwyczajenie. Byliśmy małżeństwem tyle lat. Mieliśmy dzieci…

- Ale miłość?

- Nie ma miłości. Nie umiem kochać. To dobre dla nastolatków…

- Ale spotykasz się z kimś. Jesteś w niej zakochany?

- Ja – zaśmiał się – myślę, że człowiek nie powinien być sam. Samotność jest straszna. Czasami wyobrażam sobie, jak zostaje w tym domu sam, stary, schorowany i wyglądam przez okno… Boję się wtedy… Człowiek nie powinien być sam.

- Ale czy ją kochasz, tę nową kobietę?

- Rozmawiamy. Chodzimy na spacery, do kina, do kościoła. Jest dobrą dziewczyną. Spokojną…

- I jest mocno zaangażowana w ten związek.

- W jaki związek? Nie jesteśmy razem. My tylko rozmawiamy. Ja czuję, że zawsze będę sam…

- To jest związek. Ona cię kocha. To widać… a ty?

- Ja nie umiem kochać.

- Powiedz jej to…

Nie powiedział. Są razem. Wprowadziła się do niego. Ma dobrą pracę – stały etat i wysokie wynagrodzenie – co miesiąc. Jest panną, niektórzy złośliwie dodają, że starą. Nie ma dzieci, ale wysoki instynkt opiekuńczy – w pracy zajmuje się dziećmi – więc macierzyństwo ma we krwi, usługiwanie i chęć niesienia pomocy też. Wymarzona… służąca. 

Pragmatyzm przede wszystkim.

I jak tu wierzyć w romantyczną miłość ?

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Film, Życie

 

Tags: ,

Dodaj komentarz