RSS
 

Archiwum - Sierpień 31st, 2014

Superwoman, czyli słodko-gorzki smak miłości doprawiony ostro sarkazmem (moim).

31 sie

superwomanKiedyś pisałam o tym, dlaczego mężczyźni kochają zołzy. Pisałam, ale z obserwacji wiem, że kobiety wcale nie chcą być zołzami. Wolą być układne, miłe, opiekuńcze, wspierające, kochające, wyręczające, wybaczające. Wolą traktować swojego wybrańca jak dziecko, które mocno potrzebuje ich macierzyńskiego ciepła i opieki. Uważają, że tak jest a nawet będzie lepiej i że to one są odpowiedzialne za jakość ognia w ognisku domowym. Kiedy coś im nie pasuje do sielankowej układanki pojawia się złość, zawód i łzy. Wypłakują się do swoich mam i przyjaciółek, że on ich nie rozumie, nie interesuje się domem, nic nie umie zrobić. Szlochają, że on nawet jeść sobie sam nie zrobi, nie mówiąc o wstawieniu prania, czy opiekowaniu się dzieckiem. A dlaczego? Wpadamy we własną pułapkę! Bo my kobiety superwoman, kobiety wszechmogące mu na to nie pozwalamy, bo ograniczamy jego inwencję twórczą naszą wszechogarniającą miłością. Koło się zamyka. On nic nie robi, bo my go we wszystkim wyręczamy a ile się przy tym napłaczemy, najęczymy, nagadamy. Poezja! Dobrze, że nie wszystkie tak mają, bo są i zdrowo postępujące zołzy 8-O i chwała im za to!

To tyle tytułem wstępu!

Chcę opowiedzieć kolejną historię o biednej i pokrzywdzonej kobiecie i złym mężczyźnie. Sorry panowie! Niestety mam dar do „wyłapywania” w swoim życiu panów z defektami. Wiem, że są też panowie, tak zwani super modele, niezastąpione egzemplarze, książęta na białych rumakach, kochani mężowie, dzióbusie, misie, wrrr… Są. Z tym się zgodzę, tylko że ja cholera, swój osobisty sonar ustawiłam na inny odbiór, albo ja nie należę do zbioru z napisem „Zołze”  tylko „Wspierająca mamusia”. I czego tu się spodziewać?

Zaczęłam sarkastycznie, ale dalej niestety też tak będzie  :-x , bo temat jest z tych ciężkich gatunkowo. W grę wchodzi czyjeś cierpienie w imię miłości i czyjeś zaślepienie pewną osobą w postaci osobistej rodzicielki, mamusi, czytaj ekspansywnej teściowej – niestety. Cierpi żona a zaślepiony jest on – mąż. On, księciunio, hołubiony przez dwie damy, ale organicznie połączony kilkudziesięcioletnią pępowiną z mamusią. Zamiast komedii mamy dramat – dramat żony, która w desperacji i chęci ratowania małżeństwa postawiła ultimatum mężowi i straciła wszystko. Próbowała być zołzą, ale poddała się i nie wychodzi na tym najlepiej.

Paweł był miłością życia Ewy. Ona pielęgniarka o on pan profesor w dodatku z dobrej, bardzo „wierzącej” rodziny. Oboje dojrzali i samotni. Pasowali do siebie nie tylko charakterami, ale też wyglądem – oboje puszyści, radośni i zakochani w sobie. Ewunia świata nie widziała poza Pawełkiem a Pawełek poza Ewunią i … mamusią. Cóż miłość ma to do siebie, że na początkowym etapie zasłania oczy zakochanym, czyli mówiąc bardziej dosadnie zaślepia inni mówią, że jest ślepa, ale…

Po okresie narzeczeństwa odbyło się huczne wesele i młodzi zamieszkali u mamusi Pawełka. Mamusia była taka dobra, opiekuńcza, troskliwa. Nie mogła pozwolić, aby działa się krzywda synkowi więc regularnie robiła naloty na synową. Niby mieszkali oddzielnie – młodzi mieli pokoje na górze a mamusia na dole, ale co to dla mamusi. Pod etykietką troski o młodych sprawdzała, czy zupa nie za słona, czy okna mają odpowiednią przejrzystość, czy kwiaty w doniczce mają wilgotną glebę. Była zawsze i wszędzie. Dbała o swoją latorośl mocno upokarzając synową. Ewunia długo walczyła z niechęcią do mamusi, aż któregoś dnia postawiła sprawę na ostrzu noża – albo ja, albo ona – spakowała swoje rzeczy i wyniosła się do rodziców. Po jakimś czasie Pawełek zatęsknił za swoją ślubną i poprosił ją o powrót. Takich ucieczek i powrotów było jeszcze parę, bo teściowa w swoich zapędach macierzyńskich względem synka też nie ustępowała, więc najpierw był powrót żony, później troska mamusi, wyprowadzka, itd. W końcu Ewa wyniosła się na dobre, ale czy zapomniała o Pawełku? Nie! Obrała inną taktykę! Walczy o niego w inny sposób i kiedy to widzę to jest mi jej szkoda. Ewa jest osobą mocno wierzącą i praktykującą – podobnie jak rodzina Pawła. Obmyśliła inny plan, który ma doprowadzić do scalenia rozbitego małżeństwa. Paweł ma konto na popularnym portalu społecznościowym, FB, i jest wśród znajomych Ewy więc ona zamieszcza tam artykuły o: wadze sakramentu, odpowiedzialności małżeńskiej, cytaty i demotywatory o miłości, wierze, Bogu, oczekiwaniu i oddaniu, szczęściu płynącego z udanego małżeństwa. Zamieszcza wpisy o macierzyństwie i oczekiwaniu na dziecko. Publikuje swoje zdjęcia, na których jest coraz chudsza. Zmienia zdjęcia profilowe wraz ze zmianą fryzury. Z tych zdjęć spogląda smutnymi oczami i czeka… i chudnie… i publikuje, ale nie tylko. W kościele siedzi w takim miejscu, aby Paweł ją widział. Działa w grupie kościelnej, do której należy teściowa. Chodzi na spotkania partii politycznej, do której należy Paweł – czyli stara się być wszędzie, gdzie on i być widoczna tam, gdzie może być jego rodzina. Ale to nie działa! On jest odporny na takie podchody i udaje, że jej nie widzi. Sorry panowie, ale ten osioł jest ślepy i głuchy i tak zaimpregnowany przez mamusię, że ma w nosie miłość Ewy do niego. Szkoda tylko dziewczyny! Czasami jak widzę zachowanie Ewy to chciałabym nią potrząsnąć i wykrzyczeć:

- Bądź zołzą! Szanuj się! On ma w nosie twoje poświęcenie i twoją miłość. Nie warto tracić czasu i uczuć na takiego pustaka!

Ale miłość jest ślepa a Ewa karmi się złudzeniami, nadzieją, wspomnieniami, modlitwą. Ma nadzieję, że Bóg „załatwi” jej powrót męża, ale tu nie Boga trzeba, ale ciężkiego młota, który wbiłby facetowi do głowy prawdę, że po ślubie to żona jest najważniejsza a do mamusi można wpaść na niedzielny obiadek.

Kobiety bądźmy zołzami! Mężczyźni nie mają oporów z podkreślaniem swojego ego. Egoiści?! Raczej realiści. Bądźmy i my egoistkami a nie altruistkami a będziemy wtedy o wiele szczęśliwsze! Gwarantuję!

 
Komentarze (72)

Napisane w kategorii Życie