RSS
 

Superwoman, czyli słodko-gorzki smak miłości doprawiony ostro sarkazmem (moim).

31 sie

superwomanKiedyś pisałam o tym, dlaczego mężczyźni kochają zołzy. Pisałam, ale z obserwacji wiem, że kobiety wcale nie chcą być zołzami. Wolą być układne, miłe, opiekuńcze, wspierające, kochające, wyręczające, wybaczające. Wolą traktować swojego wybrańca jak dziecko, które mocno potrzebuje ich macierzyńskiego ciepła i opieki. Uważają, że tak jest a nawet będzie lepiej i że to one są odpowiedzialne za jakość ognia w ognisku domowym. Kiedy coś im nie pasuje do sielankowej układanki pojawia się złość, zawód i łzy. Wypłakują się do swoich mam i przyjaciółek, że on ich nie rozumie, nie interesuje się domem, nic nie umie zrobić. Szlochają, że on nawet jeść sobie sam nie zrobi, nie mówiąc o wstawieniu prania, czy opiekowaniu się dzieckiem. A dlaczego? Wpadamy we własną pułapkę! Bo my kobiety superwoman, kobiety wszechmogące mu na to nie pozwalamy, bo ograniczamy jego inwencję twórczą naszą wszechogarniającą miłością. Koło się zamyka. On nic nie robi, bo my go we wszystkim wyręczamy a ile się przy tym napłaczemy, najęczymy, nagadamy. Poezja! Dobrze, że nie wszystkie tak mają, bo są i zdrowo postępujące zołzy 8-O i chwała im za to!

To tyle tytułem wstępu!

Chcę opowiedzieć kolejną historię o biednej i pokrzywdzonej kobiecie i złym mężczyźnie. Sorry panowie! Niestety mam dar do „wyłapywania” w swoim życiu panów z defektami. Wiem, że są też panowie, tak zwani super modele, niezastąpione egzemplarze, książęta na białych rumakach, kochani mężowie, dzióbusie, misie, wrrr… Są. Z tym się zgodzę, tylko że ja cholera, swój osobisty sonar ustawiłam na inny odbiór, albo ja nie należę do zbioru z napisem „Zołze”  tylko „Wspierająca mamusia”. I czego tu się spodziewać?

Zaczęłam sarkastycznie, ale dalej niestety też tak będzie  :-x , bo temat jest z tych ciężkich gatunkowo. W grę wchodzi czyjeś cierpienie w imię miłości i czyjeś zaślepienie pewną osobą w postaci osobistej rodzicielki, mamusi, czytaj ekspansywnej teściowej – niestety. Cierpi żona a zaślepiony jest on – mąż. On, księciunio, hołubiony przez dwie damy, ale organicznie połączony kilkudziesięcioletnią pępowiną z mamusią. Zamiast komedii mamy dramat – dramat żony, która w desperacji i chęci ratowania małżeństwa postawiła ultimatum mężowi i straciła wszystko. Próbowała być zołzą, ale poddała się i nie wychodzi na tym najlepiej.

Paweł był miłością życia Ewy. Ona pielęgniarka o on pan profesor w dodatku z dobrej, bardzo „wierzącej” rodziny. Oboje dojrzali i samotni. Pasowali do siebie nie tylko charakterami, ale też wyglądem – oboje puszyści, radośni i zakochani w sobie. Ewunia świata nie widziała poza Pawełkiem a Pawełek poza Ewunią i … mamusią. Cóż miłość ma to do siebie, że na początkowym etapie zasłania oczy zakochanym, czyli mówiąc bardziej dosadnie zaślepia inni mówią, że jest ślepa, ale…

Po okresie narzeczeństwa odbyło się huczne wesele i młodzi zamieszkali u mamusi Pawełka. Mamusia była taka dobra, opiekuńcza, troskliwa. Nie mogła pozwolić, aby działa się krzywda synkowi więc regularnie robiła naloty na synową. Niby mieszkali oddzielnie – młodzi mieli pokoje na górze a mamusia na dole, ale co to dla mamusi. Pod etykietką troski o młodych sprawdzała, czy zupa nie za słona, czy okna mają odpowiednią przejrzystość, czy kwiaty w doniczce mają wilgotną glebę. Była zawsze i wszędzie. Dbała o swoją latorośl mocno upokarzając synową. Ewunia długo walczyła z niechęcią do mamusi, aż któregoś dnia postawiła sprawę na ostrzu noża – albo ja, albo ona – spakowała swoje rzeczy i wyniosła się do rodziców. Po jakimś czasie Pawełek zatęsknił za swoją ślubną i poprosił ją o powrót. Takich ucieczek i powrotów było jeszcze parę, bo teściowa w swoich zapędach macierzyńskich względem synka też nie ustępowała, więc najpierw był powrót żony, później troska mamusi, wyprowadzka, itd. W końcu Ewa wyniosła się na dobre, ale czy zapomniała o Pawełku? Nie! Obrała inną taktykę! Walczy o niego w inny sposób i kiedy to widzę to jest mi jej szkoda. Ewa jest osobą mocno wierzącą i praktykującą – podobnie jak rodzina Pawła. Obmyśliła inny plan, który ma doprowadzić do scalenia rozbitego małżeństwa. Paweł ma konto na popularnym portalu społecznościowym, FB, i jest wśród znajomych Ewy więc ona zamieszcza tam artykuły o: wadze sakramentu, odpowiedzialności małżeńskiej, cytaty i demotywatory o miłości, wierze, Bogu, oczekiwaniu i oddaniu, szczęściu płynącego z udanego małżeństwa. Zamieszcza wpisy o macierzyństwie i oczekiwaniu na dziecko. Publikuje swoje zdjęcia, na których jest coraz chudsza. Zmienia zdjęcia profilowe wraz ze zmianą fryzury. Z tych zdjęć spogląda smutnymi oczami i czeka… i chudnie… i publikuje, ale nie tylko. W kościele siedzi w takim miejscu, aby Paweł ją widział. Działa w grupie kościelnej, do której należy teściowa. Chodzi na spotkania partii politycznej, do której należy Paweł – czyli stara się być wszędzie, gdzie on i być widoczna tam, gdzie może być jego rodzina. Ale to nie działa! On jest odporny na takie podchody i udaje, że jej nie widzi. Sorry panowie, ale ten osioł jest ślepy i głuchy i tak zaimpregnowany przez mamusię, że ma w nosie miłość Ewy do niego. Szkoda tylko dziewczyny! Czasami jak widzę zachowanie Ewy to chciałabym nią potrząsnąć i wykrzyczeć:

- Bądź zołzą! Szanuj się! On ma w nosie twoje poświęcenie i twoją miłość. Nie warto tracić czasu i uczuć na takiego pustaka!

Ale miłość jest ślepa a Ewa karmi się złudzeniami, nadzieją, wspomnieniami, modlitwą. Ma nadzieję, że Bóg „załatwi” jej powrót męża, ale tu nie Boga trzeba, ale ciężkiego młota, który wbiłby facetowi do głowy prawdę, że po ślubie to żona jest najważniejsza a do mamusi można wpaść na niedzielny obiadek.

Kobiety bądźmy zołzami! Mężczyźni nie mają oporów z podkreślaniem swojego ego. Egoiści?! Raczej realiści. Bądźmy i my egoistkami a nie altruistkami a będziemy wtedy o wiele szczęśliwsze! Gwarantuję!

 
Komentarze (72)

Napisane przez w kategorii Życie

 

Tags: ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Natalia

    31 sierpnia 2014 o 10:40

    ” połączony kilkudziesięcioletnią pępowiną z mamusią ” Jakie to piękne… Jakie piękne.. :))

    Ano, zamieszkanie z teściową to chyba jedno z gorszych rzeczy jakie może człowieka spotkać. Chłopu oczywiście w to graj no bo jak to MAMMUUUUNNNIIAAAAA taka dobra.

    Miałam podobną sytuację ze swoim zakochanym w sobie narcystycznym ex, z tą różnicą że nie matka byla problemem (swoją drogą w chaupie też bywała rzadko) a jego babcia.

    Niby kochana kobitka, ale wszystko musiało być po JEJ, ciągłe przestawianie rzeczy na półkach, wywaliła mi wazon kwiatków, które trzymałam na półce itp itd :)

    W porę (po 5 ciężkich latach z tym imbecylem) w końcu się skapnęłam, że trzeba wiać, ale co dziwne za tą babcią jednak tęsknię hehe

    i tutaj nawiązuję do Twojego wpisu… tamten facet naprawdę potrzebował ZOŁZY, poniewierał mnie tyle czasu, a gdy postanowiłam z nim zerwać i byłam jakby wredna, pierwszy raz postawiłam na swoim bo to MOJE JEST WAŻNE on tak za mną bieeegał, bieeegał.. i rozwalił mnie pewnego dnia tekstem CZEMU DOPIERO TERAZ JESTES TAKA JAKĄ CHCIAŁEM ZAWSZE ZEBYS BYŁA….

    Zostałam zbita z tropu… TOTALNIE, On ewidentnie był zachwycony moim nagłym przemienieniem się w potwora!!! Czemuż to nie wpadłam na to wcześniej? Uniknęłabym tylu awantur, wyzwisk i siedzeń w koncie bo nie wolno się do jaśnie pana odezwać.

    Pozdrawiam serdecznie, jeszcze kiedyś odwiedzę,

     
    • Anula

      31 sierpnia 2014 o 19:27

      A nie mówiłam! Kobiety bądźmy ZOŁZAMI – to naprawdę się opłaca! Pozdrawiam serdecznie :-D

       
      • ~Anka

        4 września 2014 o 10:07

        widzisz też byłam zołzą i to fascynowało potem zrobiłam się pocieszycielką gdzie można było wygadać się a potem odpłymoł w siną dal bez słowa. A teraz znów stałam się zołzą i zemsta smajkuje najbardziej na chłodno :):):):)

         
    • ~Lunka1969

      2 września 2014 o 09:36

      Tak się dobrze złożyło, że zawsze mieszkaliśmy oddzielnie.To sa bardzo delikatne kwestie: trudno o wspólna harmonię, gdy zamieszkują pod jednym dachem dwa pokolenia, w tym synowa, pochodząca z rodziny o innej mentalności, tradycycjach itp. Wiele małżeństw rozpada się z powodu braku tolerancji na sytację zalezności wobec teściów. Tu potrzeba całą masę dobrej woli, taktu, umiaru, czasem odpuszczenia. Mówi się,że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane. Mówi się też,że mozna zagłaskac kota na śmierć. Tak się często dzieje w przypadku teśiowych, dla których np po śmierci małżonka całe życie zaczyna się koncentrowac wokół syna, jego potrzeb i jego domniemanych krzywd, na które jest „narażony” w małżeństwie. I można wyrządzić własnemu dziecku krzywdę, wchodząc z buciorami w jego dorosłe zycie, komentując, krytykując, dyskredytując synową. A żona to w końcu wybór dorosłego dziecka. Jeśli kochamy dziecko, należy zamknac bużkę, zyć swoim życiem i pozwolić żyć innym. Osobna kwestia: wielu młodych nie ma warunków lokalowych i materialnych do założenia rodziny i uważa,że moga przmieszkać kątem u rodziców przez całe zycie. Łożenie materialne na utrzymanie młodych i odstapienie im częśći domu przez rodziców nierozłącznie wiąże się z ingerencją w prywatność młodych0 taka sytuacja jest chyba nie do przeskoczenia. A rada? Wynajac choćby malutki pokoik ipóść na swoje”.Płacić własne rachunki i ponosić konsekwencje, wynikające z rodzicielstwa, tzn. nie podrzucac dzieci dziadkom każdego dnia, bo niania za droga, bo jesteśmy zmęczeni po prayc, bo idziemy do kina. Kązda wymówka bywa dobra, by wykorzytsac babcię i dziadka. Choć, oczywiście, nie w kazdej rodzinie tak być musi… Ale warto wiedzieć,że często angażowane do pomocy babcie często mają to do siebie,że są zrżedliwe, kłotliwe i będa sobie rościć prawo do wtrącania się w wasze życie. Sama pewnie zostanę teściowa za jakies 5-6 lat i musze przyznac, że myślę o tym z lekkim niepokojem. Czeka mnie pewnie mnóstwo pracy nad sobą:))) Pozdrawiam…

       
    • ~Tomek

      4 września 2014 o 14:13

      Nie wiem czy ktoś to zauważył, że to Kobiety mają problem z którym nie bardzo potraficie sobie poradzić.
      Wchodzicie w związek małżeński i narzekacie, że teściowa nie dobra, teściowa że synowa bylejaka a z czasem i Wy się starzejecie i jesteście takie same dla kobiet Waszych synów.
      Krąg się zamyka…Mężczyźni są bardziej ugodowi, widzieliście kiedyś żeby ojciec Waszego faceta sprawdzał czy kwiaty są dobrze podlane, czy okna umyte albo zupa dobrze posolona?
      Kobiety o co Wam chodzi????

       
      • ~elle

        4 września 2014 o 16:20

        Bez przesady. Moj ojciec komentuje wybor samochodu, ustawienie zmywarki, nasze wydatki, potrafi przekonywac godzinami do swoich racji, czym mnie do szalu doprowadza. Rozni sie to tylko zakresem tematow. Na szczescie moj maz to ignoruje (choc jak ojciec skomentowal, ze kupilismy g…no a nie samochod, to sie na prawde wkurzyl) , ale co by bylo, gdybym mu powiedziala „wiesz, tatus uwaza, ze nie powinnismy zmieniac samochodu, bo mamy kredyt na mieszkanie”, albo „tatus uwaza, ze powinienes zmienic prace, bo za malo zarabiasz”? Mezczyzni maja jednak wieksza sklonnosc do spolegliwosci wobec matek niz kobiety wobec ojcow..

         
    • ~Tomek

      4 września 2014 o 14:33

      Z tą Zołzą to tez jakaś bajka, żaden facet tego nie chce. To tak jaby napisać meżczyzni bądźcie ch… bo kobiety wasz nie szanują to delikatnie mówiąc przesadą…Kobieta ZOŁZA i Facet CHAM naprawdę pasują do siebie…Trzeba się czasami delikatnie odsunąć żeby ktoś się do nas przybliżył a czasami zbliżyć gdy ktoś się odsuwa, wszystko z umiarem…Myślicie, ze na pozerke złapiecie mężczyznę, może i tak ale potem PAN się Wam Znudzi bo będzie takim miękkim misiem bez swojego zdania

       
  2. ~Gaja

    4 września 2014 o 06:48

    a nie można było wygarnąć mamusi co się o niej myśli… kilka awantur i mamusia by ograniczyła się do parteru… czy by po katolicku jątrzyła… pewnie tak… ale mój dom- moja twierdza… czy Pawełek by odszedł od żony… może… a może nie…

     
    • ~Klara

      8 września 2014 o 14:00

      Można wygarnąć Mamusi ale to i tak nic nie zmieni… Niestety! Jak facet kocha bardziej mamusie niż żonę to niestety co byś nie robiła – nie zmienisz jego podejścia do matki. Znam to z autopsji. Ja z teściową nie mieszkanka na co dzień a i tak żyłam jakby w trójkącie. Mamusie do pracy trzeba zawieźć, mamusie z pracy trzeba przywieźć, z mamusią na zakupy trzeba pojechać, kilka razy do niej dziennie zadzwonić, czy coś jadła, czy coś zjadła, co robiła, czy się nie nudzi,czy czegoś nie potrzebuje it itd. Na urlop z mężem też pojechać nie mogłam, bo mamusia sobie nie życzyła aby jej syn z tą ( czyli mną, swoją żoną) na urlopy jeździł… Teściowa mieszkał w ogromnym domu 450 m a jak mieliśmy remont naszego małego M to i tak nas do domu nie wpuściła ( mimo, ze wcześniej obiecała, że możemy u niej pomieszkać – nadmienię że połowa tego domu była mojego męża, ale obietnicy nie dotrzymała i w czasie remontu mieszkaliśmy u mojej siostry i spaliśmy na podłodze, bo niestety nie było dla nas miejsca w 450 metrach) a synek się mamusi bał postawić, i wolał u kogoś na podłodze spać. ale i tak mamusie do pracy woził i ją niańczył – bo mamusia jest najważniejsza. Nie ma to jak wielka miłość synka do mamusi – np raczej mamusi miłości do synka nie zauważyłam praktycznie nigdy a 12 lat spędziłam z tą rodziną. Kobiety/Matki skupiają się na sobie i niszczą życie swoim dzieciom – myślę, że takich przypadków jak moja teściowa jest niewiele ( tzn mam nadzieję) Aczkolwiek z autopsji wiem, że trudno w takim związku emocjonalnie i psychicznie wytrzymać> Facet jest tak skupiony na swojej matce, ze nie potrafi swojego życia ogarnąć. Ja bym jeszcze rozumiała, ze teściowa jest chora czy coś ale to była i jest zdrowa kobieta…. Podsumowując – nigdy nie wiesz na jaka kobietę trafisz…

       
  3. ~Paweł

    4 września 2014 o 07:15

    Nie musisz apelować. Zołzami pełnymi pustych frazesów jesteście. Może nawet to wy tworzycie męskich egoistów, bo nieco uczynniejszych macie w tyle. Sorry, taki sonar.

     
    • ~Alicja

      4 września 2014 o 09:44

      Obrażony maminsynek się odezwał ;)

       
      • ~B.

        4 września 2014 o 12:15

        pozwoliłam sobie rozwinąć myśl „Pawła”, tak jak ja to rozumiem, proponuję przeczytać Ci to aż do zrozumienia, zamiast atakować człowieka, który ma dużo racji.
        PS. A artykuł nie jest moim zdaniem sarkastyczny, ale zaledwie złośliwy i niepogłębiony.
        „Walczy o niego” zdalnie krytykując.. Zamiast we trójkę ustalić granice i rozwiązanie, powołać na świat potomstwo, które będzie miało babcię.

         
    • ~B.

      4 września 2014 o 12:10

      No… tę kobietę „pełną frazesów” psiapsiółki utwierdzają w przeświadczeniu, że została poszkodowana.
      Złożyła przysięgę małżeńską, że nie opuści go; pisała o macierzyństwie – jednocześnie wyprowadziła się od męża..

       
  4. ~bora

    4 września 2014 o 08:14

    kontrolowala wszystko,poczawszy od finansow po mysli w jego glowie,wnuczki nie tolerowala,checi pomocy zero nawet w sytuacjach extremalnych gdy moj tata zachorowal na raka-ciagnelam mala ze soba na onkologie..slepa na moje wolanie o pomoc ze syn niedlugo sie zacpa i zapije,twierdzila ze to moje wymysly,nie pracowalam po porodzie zle,poszlam do pracy jeszcze gorzej..kiedy syn poszarpal mala powiedzialam dosc…odeszlam wzielam rozwod,,,zyje daleko ale wciaz czuje jej oddech na moich plecach..

     
  5. ~Michał

    4 września 2014 o 08:17

    typowe.. albo zołza albo zagłaskująca prawie na śmierć kobieta. a normalnie nie może być?

     
    • Anula

      4 września 2014 o 09:21

      Może i nawet powinna – ale temat miał zawierać dużą dawkę sarkazmu ;-)

       
  6. ~jula

    4 września 2014 o 08:35

    całkiem niedawno przerwałam taki właśnie związek (na szczęście nie byliśmy małżeństwem), bo zrozumiałam że w jego życiu zawsze najważniejsza będzie mamusia. do tego stopnia że to ją a nie mnie poinformował o swoich zawodowych zamiarach. ma 26 lat a ona mu: prasuje, pierze, gotuje, układa skarpetki, gacie, umawia do lekarza, fryzjera, dentysty, mówi mu co ma robić a najgorsze w tym wszystkim było to że mu to nie przeszkadza wręcz przeciwnie!! Panowie, jeżeli chcecie stworzyć kiedyś normalne, zdrowe związki trzeba kiedyś odciąć pępowinę.

     
  7. ~Sir Daban

    4 września 2014 o 08:47

    Co w tym dziwnego? Stary kawaler mieszkający z Mamusią, a oni po ślubie mieszkają u niej. Z automatu Żona staje się dodatkiem do mamy i nie ma mowy o tym aby ją traktował inaczej. To or raz rodzi patologię i nic nie pomoże i żadne obietnice – ona wkracza na ziemię na której styl życia i schematy są utarte od „kilkudziesięciu” lat. Same nawyki nie pozwolą na zmiany – dwie z trzech osób je znają i jest im z nimi dobrze, trzecia strona jest przegrana. Jeśli jej i jemu zależy aby być małżeństwem to powinni od razu zamieszkać osobno i budować swoje własne nawyki. Sądzenie że będzie inaczej jest głupotą – jeszcze przed małżeństwem można było to stwierdzić. Nie ma nic głupszego niż uważać ze 99% takich związków kończy się dominacją mamusi, ale w moim będzie inaczej… jasne

     
  8. ~Monika

    4 września 2014 o 08:48

    Witam,
    Z moim ukochanym jestem od 4 lat, za 3 tyg bierzemy ślub. Bardzo go kocham i wiem że mężczyźnie trzeba jasno określić potrzeby i oczekiwania wobec niego. Pierwszy rok po poznaniu teściowej było nawet dobrze. Miała jakieś uwagi ale nie zabardzo brałam je do siebie, tzn nie spierałam się z nią. Sądziłam że pozna mnie na tyle dobrze i że zobaczy jak bardzo mi zależy na jej synu i jak bardzo chce stworzyć z nim rodzinę. Niestety przyszła teściowa nie umie się odsunąć na bok. Mieszkamy w mieście a rodzice mojego narzeczonego na wsi ok 30 km od miasta. Oprócz tego że ciągle wypomina mi że mieszkamy razem to dogaduje mi tekstami „jak cię rodzice wychowali, jak ci nie wstyd mieszkać i spać z mężczyzną przed ślubem” Oczywiście do syna tak nie powie. Nie widzi tego że nasz związek prawie się rozpadł przez jej ciągłe dogadywania i że mój przyszły mąż sam podjął decyzje że chce byśmy razem mieszkali. Dogaduje mi że kobieta powinna prać sprzątać gotować itd.. ale nie widzi że pracujemy oboje i to ja wracam później do domu. Nie widzi że wszystko jest zrobione. Mówi mi jak mam się ubierać, jak jesteśmy u nich na weekend to planuje nam cały dzień, mówi mi że jestem rozrzutna… Mówi że kobieta powinna służyć mężowi…. jest masa sytuacji których nie warto opisywać. Już nie raz wychodziłam od niej z płaczem… nie jeździłam tam… ale kocham narzeczonego i nie wymagam od niego by też tam nie jeździł… Co robić dziewczyny???? ona niszczy nasz związek i tego nie widzi. Nie wiem jak dać jej dosadnie do zrozumienia że oprócz krzywdzenia mnie to krzywdzi swojego syna. Żeby odpuściła. Widzę że mój narzeczony się stara ale jego matka szantażuje go emocjonalnie. Spiera się z nią ale ona zaraz płacze i mówi że to ja źle zrozumiałam jej intencje… Trochę chaotycznie piszę ale jak myślę o tych wszystkich sytuacjach w których mi dopiekła….

     
    • ~Maja

      4 września 2014 o 10:45

      Moniko jesteś dobrą, wrażliwą dziewczyną.Nie daj się wmanipulować w sytuację gdy będziesz czuła się napiętnowana za NIC.W takim układzie tworzy się relacja kata i ofiary. Osoby pokroju Twojej teściowej uważają takie cechy jak wrażliwość, dobroć serca, delikatność za objawy SŁABOŚCI. Ja miałam ojca znęcającego się sadystycznie nad rodziną. Nie opiszę Ci traumy jaką przeszłam, ale powiem Ci jedno.Musisz zacząć walczyć o SIEBIE. Bądź stanowcza. Odsuń się emocjonalnie….nie DAJ SIĘ ZRANIĆ emocjonalnie. Gdy mówi Ci o Waszym wspólnym mieszkaniu odeślij ją do syna,by z Nim porozmawiała,bo to Wasza wspólna decyzja…używaj argumentów jakich Ona używa…jeśli mówi o zasadach wiary do znudzenia przypominaj jej słowa Chrystusa:” nie sądźcie by nie być sądzonymi”. ‚widzicie źdźbło w oku brata, a w swoim belki nie dostrzegacie”…itd….Gdy mówi CI:” z jakiego domu pochodzisz, i jak CIę wychowali”.Odpowiedz:’ pochodzę z takiego domu jak Pani syn. I wychowano mnie TAK SAMO jak Pani Syna, bo On ROBI TO SAMO i akceptuje to”. Odpowiadaj PEWNIE i stanowczo. Z RÓWNEJ pozycji….

       
      • ~Ida

        4 września 2014 o 11:34

        Święta racja,:))) nic dodać, nic ująć

         
    • ~Iwona

      4 września 2014 o 10:48

      nic nie zrobisz… jeśli nie zmienisz tej sytuacji…
      teściowa zniszczy twój związek
      jesli narzeczony- mąż jasno nie określi jej granic – to ty nie zrobisz NIC

       
    • ~Maja

      4 września 2014 o 10:58

      Moniko….poznaj Jej argumentację. Widzę, że Ona odwołuje się do Biblii. Przytaczaj jej może zatem słowa biblijne…owszem jest tam napisane, że kobieta ma być posłuszna mężowi pod WARUNKIEM, że mąż kocha swoją żonę jak własne ciało. Kobieta niejako zawsze w małżeństwie niejako ‚służy” mężczyźnie- gotując mu, piorąc, sprzątając….tylko, że przez 19 wieków kobiety miały tylko taką ‚służbę” a teraz dochodzi praca stąd mężczyzna winien odciążyć partnerkę. I jest to normalne.
      Nie możesz pozwolić na to by Cię nie szanowała. Spróbuj słownie STANOWCZO odpowiadać na jej przytyki. Powiedz jej, że bardzo cenisz jej rady, ale masz ochotę ubierać się tak a nie inaczej, i wydawać Wasze pieniądze w sposób jaki je wydajesz. I nie masz poczucia winy. I tłumaczysz jej to pierwszy i ostatni raz. A jak będzie dalej insynuować i jątrzyć to Ty także na to zareagujesz.Jak? Nie musisz jej tego mówić,ale MOŻESZ zasugerować. Powiedz po prostu, że jej zachowania i słowa są raniące i niesprawiedliwe więc Twoją odpowiedzią będzie ograniczenie kontaktów rodzinnych. Możesz jej napomknąć,że w przyszłości gdy pojawią się wnuki wpłynie to negatywnie na obraz rodziny.
      Pamiętaj, że nie musisz GODZIĆ się na TOKSYCZNE relacje. I poniżające traktowanie. Osoby znęcające się nad innymi szybciej zniszczą psychikę drugiej wrażliwszej i delikatniejszej strony niż się zmienią.

       
      • ~Ewa

        4 września 2014 o 16:04

        Oj,Maju młoda zapewne jesteś i wrazliwa społecznie… Twoje rady, niewątpliwie skądinąd piękne i madre, na nic się zdadzą w tym przypadku.I w nosie mam teraz poprawność polityczna i społeczną – koszmarem jest związek osób z krańcowo różnych srodowisk. Przemawiasz argumentami inteligenckimi,a po tamtej stronie inteligencji nie ma, jest tylko podział na „naszych” i „obcych” Każda inność w sferze obyczajowej, materialnej, od mieszkania i trybu zycia począwszy na sposobie nakrycia stołu skończywszy będzie wywoływała pretensje, bo „u nas inaczej robili” Nigdy dziewczyna nie zazna spokoju, a facet będzie się miotał pomiędzy zoną, a rodzina. Nastepnie dziecko dowie się, że „tatuś jest nasz, ty jesteś nasz, a mamusia to jest obca”.Uwierz mi, przerabiałam to bez mała 30 lat – wychowana w etosie pracy nad sobą i wymagania najpierw od siebie – wyszłam za mężczyznę z rodziny o wiejskich korzeniach, osiedlonej w miescie. Nic ze sobą nie zrobili od wojny, do wszystkich mieli pretensje o wykształcenie i inne obyczaje ( wcale nie kontrowersyjne) Od pierwszego dnia mieszkaliśmy osobno, co wtedy nalezało do rzadkości; ciągle miałam te babe w domu, wtracajacą się do mebli, firanek, dziecka, podsłuchującą, kontrolujaca mnie ( jak wyjeżdza, to znaczy ,że ma kochanka – a ja po prostu robiłam studia podyplomowe) Ja utrzymywałam dom w 70, a gdy w pewnym momencie mąż został bez pracy – w 100%.Ale byłam wrogiem, bo miałam wykształcenie i czytałam książki ( tak!) Starałam się przypodobać tym babsztylom na wszystkie sposoby- właśnie ze względu na taką specyficznie pojęta „wrażliwość społeczna” – jest to przez takich ludzi uznawane za słabość i frajerstwo. Stara sama mi kiedyś powiedziała, widzac, ze płacze: ” bo inne to pokrzyczą i od razu stawiają na swoim” Kilka razy chciałam odejść, ale zawsze jakas trudna życiowo sytuacja skłaniała mnie do pozostania, bo tak było „przyzwoicie” Dziś już mam spokój, ale jestem zmęczona i żałuję zmarnowanych lat. Moim zdaniem dziewczyna ma przechlapane, nic tego nie zmieni, chyba, ze wyjada do Australii

         
    • ~Ania

      4 września 2014 o 11:04

      poprostu, szczerze, bez emocji powiedz przyszlej mamusi jak Ty odbierasz jej intencje, i ze Ciebie to rani, ze czasy sie zmienily i Ty tez pracujesz zawodowo wiec synus ma pomagac w domu, ze jej syn tez mieszka z toba bez slubu, wiec wina jest po polowie. Nie daj sie stlamsic, to Ty masz racje, a nie ona wiec nie miej wyrzutow sumienia. Poczytaj o asertywnosci.
      Powodzenia.

       
    • ~aga

      4 września 2014 o 14:21

      Czesc Powiem Ci szczerze ze Ci wspolczuje.Zamiast myslec o swoich potrzebach ,swoim slubie i szczesciu zamartwiasz sie co o Tobie mysli przyszla tesciowa.Powiedz swojemu narzeczonemu co ona Ci wygaduje i jaka przykrosc Ci sprawia. Jego reakcja powie Ci kim tak naprawde jestes dla niego i jak bedzie wygladac wasze malżeństwo. Jakim prawem na dzien dzisiejszy obca osoba bo jeszcze z Toba nie spokrewniona robi Ci komentarze na tr=emat Twojego ubrania czy wydatkow. I jeszcze jedno .Ona nie odpusci .Jest z innego pokolenia.Z pokolenia w ktorym zony sluzyly mezom siedzialy w domu i wydawaly ich kase.Teraz sie zmienilo .Obydowoje zarabiacie pieniadze i obydwoje powinniscie sie dzielic obowiazkami.I jeszcze jedno ta kobieta jest swietna manipulatorka.Jak tylko Twoj narzeczony cos jej powie od razu placze.Wiadomo nie mozna placzacemu dokopywac. A teraz rozwiazanie.W miare mozliwosci przeprowadzka jak najdalej i jak najrzadsze kontakty z tesciowa. Ona nie zrozumie ze zle zrobi i sie nie zmieni.Ludzie sie nie zmieniaja. Niby drastyczne rozwiazanie ale uwierz mi jedyne skuteczne jakie mi przychodzi do glowy. Ty jej nie ustawisz ani Twoj narzeczony.Ona juz komentuje Twoj wyglad wydatki jak zyjesz.To pomysl sobie co bedzie po slubie kiedy juz bedziecie rodzina.Uciekajcie gdzie pieprz rosnie!!!

       
  9. ~samsara

    4 września 2014 o 08:58

    Liczba mnoga od rzeczownika „zołza” to „zołzy” (z igrek na końcu, a nie e).

     
  10. ~Nika

    4 września 2014 o 09:08

    A ja właśnie wczoraj usłyszałam najpiękniejsze słowa od męża „wolę mieć szczęśliwą żonę niż mamusię u boku”.
    To byłą ciężka orka i lata pracy. Kocham Cię Robaku.

     
    • Anula

      4 września 2014 o 09:17

      Cudnie! Dzięki za komentarz

       
  11. ~Emil

    4 września 2014 o 09:15

    Ciekawy artykuł i niestety prawdziwy, sporo małżeństw jak i związków wygląda w ten sposób. Niestety i jednocześnie na szczęście na razie jestem sam. Sam sobie gotuje, sam sprzątam i sam piorę i dodatkowo jestem niewierzący. Co do mieszkania z jej/jego rodzicami raczej podchodziłbym sceptycznie, ponieważ wcześniej czy później muszą z tego wyjść jakieś niechciane kwiatki.

    Pozdrawiam :)

     
  12. ~Rena

    4 września 2014 o 09:27

    Znamienne, że te nieszczęśliwe synowe są potem ekspansywnymi teściowymi. Relacje obu pań zależą od kultury jednej i drugiej strony.

     
  13. ~roman

    4 września 2014 o 09:45

    Pozwolicie Panie, że się wypowiem:)gdyż przeczytałem artykuł z wielkim zaciekawieniem. Zacznę może od tego, że mam 35 lat, nie jestem przysłowiowym „mamisynkiem”, mam żonę, córeczkę i mieszkamy w swoim chociaż niezbyt dużym mieszkaniu (bez dziadków). Nie chce tutaj pisac o sobie w samych superlatywach, bo nie o to mi chodzi jak każdy człowiek mam wady i zalety wiadomo. Popełniam różne błędy większe bądź mniejsze. Mam jednak pytanie skoro tak wiele z Was jest niezadowolonych ze swoich mężczyzn, ze swoich związków, to po pierwsze dlaczego w ogóle wchodziłyście z nimi w jakiekolwiek relacje? Czy brałyście „kota w worku”? Zawracacie najpierw głowę, a później niezadowolone.A jeśli już miłość zasłoniła Wam oczy to dlaczego teraz dalej w tym związku jesteście? Po co być zołzą? Wystarczy zrobić odwrót. Przecież żyjemy w wolnym kraju i nikt nikogo do niczego nie zmusza. Ja będąc kobietą po prostu bym spieprzał o niczym nie dyskutując i tyle:). A nie jakieś podchody i uczenie się bycia zołzą. Dajcie sobie z nimi spokój i po bólu. Możecie sobie przecież same żyć bez faceta prawda? Ewentualnie z innym czy inną to już wedle uznania. Po prostu nie rozumiem tego męczenia. Gdy kupujemy przykładowo jakiegoś ciucha, to jeśli jest wadliwy chodzimy w nim do końca aż się nie zedrze? Otóż NIE NO drogie Panie nie zawracajcie już dłużej gitary tym panom, tylko dajcie im spokój i tyle.

     
  14. ~Maks

    4 września 2014 o 09:49

    Ciekawe, że jak kobieta siedzi rok w domu bo nie chce jej się pracować to „jest zagubiona” a facet jak siedzi w domu przez rok to jest nierobem i trutniem…

     
  15. ~Arkadiusz

    4 września 2014 o 09:58

    Moje wspomnienia:własna mama była dla synowej bardziej wyrozumiała niż dla mnie;chwała jej za to.Chciała,żeby małżonka lepiej się czuła w „obcym” mieszkaniu.Mam swoje wspomnienia o teściowej;nie było najgorzej;wszystko się da załatwić;tylko trochę wyrozumiałości z dwóch stron :D .A teraz chciałbym się odnieść do początku artykułu.Małżonka studiowała,ja pracowałem;małżonka zaczęła pracować na 1/2 etatu,żeby tylko „nie wyjść z obiegu” ja za… po 12 – 14 godzin.Gotowałem,sprzątałem;pytałem się o jej potrzeby,spełniałem (w miarę możliwości) jej pragnienia i marzenia.I co ?Po 18 latach znalazła sobie nowszy model-swojego ucznia,20 lat młodszego…Ot i taki finał starań o dobre i udane małżeństwo…W lipcu wzięliśmy rozwód;a Pani A. została kopnięta w d… po wykorzystaniu przez młodszego pana.Życzę wszystkim cierpliwości.Pozdrawiam.

     
  16. ~r

    4 września 2014 o 10:00

    To są skutki mieszkania z teściami obojętnie jedną lub drugą.

     
  17. ~B.

    4 września 2014 o 10:03

    Wydaje mi się że takie sytuacje rozwiązuje się w inny sposób, nie zostawiając ukochanego mężczyzny. Nie miałam i nie mam osaczającej teściowej, ale z perspektywy kogoś, kto bardzo chciałby z ukochanym Mężczyzną zamieszkać, nie jestem w stanie zrozumieć załatwiania spraw za pomocą zostawienia partnera, którego się kocha i wyprowadzki bez niego.

     
  18. ~Internautka

    4 września 2014 o 10:10

    Stek bzdur. Bądźcie zołzami i nie myślcie i nie zastanawiajcie się potem niepotrzebnie dlaczego mężczyźni nawet na was nie chcą patrzeć. Gwarantuję ! jak to napisała blogera ;)

     
    • ~Anetta

      4 września 2014 o 14:28

      Jak nie jesteś zołzą to tylko patrzą, ale nie są skłonni do niczego, co przyniosłoby korzyśc Tobie, a nie tylko jemu…

       
  19. ~SzwagierkaMaminsynka :)

    4 września 2014 o 10:20

    Ja jestem szczęśliwą mężatką.Mój mąż ma jeszcze dwóch braci (jestem żoną najstarszego) Mój M jest osobą samodzielną, pracowitą i zaradną. Najmłodszy brat również dobrze sobie radzi ale średni…ma 30 lat i nadal przy spódnicy mamy. Zwolnili go z pracy, kto poszedł mu załatwiać nową ? MAMA. Kłopoty z dziewczyną ? MAMA.
    Nasze domy stoją blisko siebie więc jestem tam codziennie. Najbardziej lubię ten tekst : ”Mama nie wiesz gdzie są moje skarpetki ?” dobre kilka lat jestem w tej rodzinie i zawsze przeżywam ten sam szok :)

     
  20. ~Agnieszka

    4 września 2014 o 10:28

    10 lat byłam „miłą dziewczyną” … związek się skończył bo byłam zbyt miła … po rozstaniu dorwałam „poradnik” Argov Scherry „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?”… mistrzostwo. Zmieniłam swoje nastawienie… i jest super. Mężczyźni kochają „zołzy”, nie mylić z „suką”… absolutnie

     
  21. ~Iwona

    4 września 2014 o 10:52

    dorośli mężczyna i kobieta nie powinni mieszkać i uzależniać się od rodziców. dorosłośc jest wtedy kiedy odpowiadasz za siebie i o siebie dbasz.
    Matki, które dorosłym synom-córkom; piorą, gotują prasuja, sprzątają, współdecydują, uczestniczą w ich życiu codzienynym – popełniaja błąd który wcześniej czy później skrzywdzi wszystkich wokół

     
  22. ~Paweł

    4 września 2014 o 11:15

    Ostatnio takie farmazony czytałem w książce „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy”, powiem szczerze jak laska pozwoliła żeby mamusia weszła między nią a męża, to ma to czego nie chciała. Ten facet to też pierdoła bo mamusia najważniejsza, taki maminsynek, niestety drogie Panie jak wiążecie się z facetem który za najważniejszą kobietę uważa matkę to takie sytuacje są nagminne, bo nigdy z matka nie wygracie. Moj ojciec swojej matce, na ustawianie rzeczy w mieszkaniu, odpowiedział jedno „mamusia za 30 minut ma autobus do domu” proste postawił się matce i po problemie.

    A gadanie, że trzeba być zołzą, co to za brednie.
    Chcecie drogie Panie wiedzieć jak faceci okazują uczucia i czego potrzebują do udanego małżeństwa polecam książkę „Bądź damą myśl jak facet”
    książka o facetach napisana przez faceta. Sam czytałem i napisałbym wszystko identycznie jak autor. Nie czytajcie pierdół o facetach pisanych przez kobiety, za bardzo się różnimy, żeby wypowiadać się o stronie przeciwnej.

    Pozdrawiam wszystkie kochające i czułe kobiety, bo takich kobiet naprawdę potrzebuje prawdziwy mężczyzna.

     
    • ~Maja

      4 września 2014 o 12:17

      Zgadzam się z Pawłem. Myślę, że te rady w stylu bycia zołzą są idiotyczne…, by nie być osobą gołosłowną opowiem Wam o moim przypadku, Odniosę się także do sytuacji tzw. mamisynka. Otóż ja doświadczyłam w swoim życiu bardzo trudnej relacji z ojcem, który był tyranem, despotą, osobą znęcającą się psychicznie i fizycznie nad rodziną. Poniżenie, złe słowa, agresja, niechęć, nienawiść, manipulacja – doświadczyłam tego przez lata. Mogłabym być doskonałym materiałem na zołzę, ale ,że jestem wrażliwą dziewczyną postanowiłam ‚przepracować’ relacje z toksycznym rodzicem płci męskiej. Tak naprawdę Drogie Panie możemy ZMIENIĆ PRAWIE wszystko. Mój mąż jest przeciwieństwem mojego ojca.Jest moim najlepszym przyjacielem,kochankiem. Nie zawiódł mnie nigdy.Jest dla mnie wzorem męskości. Ogólnie podziwiam Go, Imponuje mi nie tylko jako mężczyzna,ale jako DOBRY człowiek…i żeby nie było.Nie zarabia super kasy….normalnie.Ale my chyba Oboje mamy dość ascetyczne podejście do życia-:)
      Moja rada. Nie wiążcie się z mamisynkami. Jak nie postawi się przed ślubem, to nigdy się nie postawi. Gdy mamisynek kocha nadmiernie mamusię to żony nie kocha w takim samym stopniu. Taka relacja jest patologią. Czystą patologią. To NIEDOJRZAŁOŚĆ do samodzielności, Nie mówiąc już o dojrzałości do małżeństwa.
      I zgadzam się z Pawłem….czułość, ciepło, miłość, harmonia to są cechy prawdziwej relacji między kochającymi się ludźmi., I SZCZEROŚĆ bez jakiejkolwiek manipulacji….gier…

       
      • ~Wojtek

        4 września 2014 o 14:20

        Zgadzam się z Tobą na 100%. Właśnie to jest w życiu najważniejsze: miłość, szacunek i zwykła ludzka dobroć. A nie kasa. Pozdrawiam

         
    • ~jakas

      4 września 2014 o 12:20

      a ja mam wrażenie że mężczyźni potrzebują kobiet które nimi manipulują…te szczere, czułe i kochające są odrzucane….
      są nudne bo za dobre

       
      • ~Paweł

        5 września 2014 o 11:36

        Jeśli znasz znaczenie słowa miłość dla mężczyzny to i taką mu okazujesz nigdy cię nie zostawi. Wy kobiety inaczej rozumiecie miłość romantyzm czułości dobre słówka itp.,
        dla faceta, to może prymitywne, ale znacznie łatwiejsze cechy, takie jak opiekuńczość , wsparcie … Pamiętajcie drogie Panie, że my w genach mamy utrzymywanie rodziny, jeśli wy będziecie to robić to facet poczuje się niepotrzebny i będzie szukał miejsca przy kimś kto będzie go potrzebował.
        Dlatego ja uważam osobiście, moje subiektywne zdanie, że role w związku powinny być odpowiednio podzielone kobieta troszczy się o dom, dzieci itp. sprawy,
        natomiast mężczyzna (prawdziwy) powinien zapewnić rodzinie bezpieczeństwo i środki do życia, delikatnie mówiąc dach nad głową.

         
        • Anula

          5 września 2014 o 13:17

          Paweł dzięki za ukazanie drugiej strony medalu, czyli jak to widzą mężczyźni. Fajnie, że się odezwałeś :-)

           
        • ~B.

          11 września 2014 o 19:30

          Wydaje mi się, że dla kobiet miłość to również wsparcie przede wszystkim, opiekuńczość, bliskość, cierpliwość, akceptacja, wiara w mądrość i dobroć swojej kobiety, trzymanie jej z dumą za rękę przed jego rodziną, patrzenie, że uszczęśliwia się mężczyznę, to że oboje mogą być sobą.
          Romantyzm chyba nie jest tak istotny… Wydaje mi się, że mężczyzna chyba wie, czego potrzebuje jego kobieta

           
      • ~B.

        27 marca 2015 o 18:00

        z moich obserwacji wynika, że kobiety można podzielić na dwie grupy: te które mówią że są dla swoich mężczyzn za dobre..
        i te, które mówią że mają wspaniałych mężczyzn.
        Sęk w tym co napisał „Paweł”, aby postrzeganie tego co uważa się za ‚dobro’ było realne..
        Sama robiłam pewne z założenia dobre, ale niepotrzebne, zbyteczne rzeczy, ale jednocześnie wiedziałam że to tylko dodatek i że najbardziej liczy się bliskość, wsparcie, lojalność, dotyk.. Człowiek się uczy..
        Czuję się dziwnie dojrzała, mimo 32 lat, gdy słyszę kobiety opowiadające że były ‚za dobre’…

         
  23. ~Jola

    4 września 2014 o 11:40

    Ja natomiast mam często do czynienie ze sytuacjami zgoła odmiennymi. Obserwując młode pokolenie dwudziestolatków mam wrażenie, że faceci są osobnikami bardziej odpowiedzialnymi i potrafiącymi wnieść wiele pozytywnych wartości do związku. Młode dziewczyny natomiast postrzegam jak królewny, które są oderwane od rzeczywistości, wychowywane na mitach, nastawione konsumpcyjnie. Jeden świat, a tak różne spostrzeżenia! Dziwne?

     
  24. ~ina

    4 września 2014 o 11:51

    Faceci oprucz mamusiek kochaja kobiety ktorych nie moga zdobyc !

     
  25. ~Oola

    4 września 2014 o 13:33

    „mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” ( Księga Rodzaju 2:23 – 24).

    Taki to wierzący ten mąż.

    Pozdrawiam!

     
  26. ~Olo

    4 września 2014 o 13:38

    Żal mi Was drogie PANIE. Skoro tak widzicie i postrzegacie mężczyzn, to faktycznie coś jest nie tak ale bardziej z Wami niż z nami. Wychodzi z WAS SZOWINIZM czystej krwi. A tak z doświadczenia, to powiem, że teraz kobieta, nie jest już kobietą taką jak kiedyś. Teraz tylko chcecie praw, które miałyście zawsze, równouprawnienia, które też zawsze było itd. Ale weźcie pod uwagę to, że my mężczyźni potrafimy i robimy wszystko, od prania, sprzątania, gotowania, zakupy, dzieci, lekcje z nimi itd. A Wy jakoś nie budujecie domów, nie harujecie w polu, nawet gotować już nie bardzo potraficie itd, itd. Ale chodzić po galeriach, stroić się, wydawać kasę potraficie PERFEKCYJNIE !!!
    Bardzo Was szanuję i nie róbcie wszystkiego abyśmy nie musieli zmienić o Was zdania…a właśnie ciągle to czynicie. Kiedyś w związku, m + k się uzupełniali, teraz każdy sobie robi wszystko sam… tak ma być ? Nie sądzę.

     
  27. ~robin

    4 września 2014 o 14:14

    wydaje mi sie, ze jak kobieta probuje byc zolza- a nie lezy to w jej naturze- to pozniej ma takie wyrzuty sumienia, ze rozpieszcza swojego pana jeszcze bardziej.

     
  28. ~xyz

    4 września 2014 o 14:18

    No dobra – jestem teściową , pewnie też zołzą.
    Kto napisze jaka powinna być matka syna ?
    Proszę wymieńce wszystko to, czego oczekujecie od
    teściowych.

     
    • Anula

      4 września 2014 o 14:43

      Dziękuję za głos

       
    • ~Paweł

      5 września 2014 o 11:39

      Podstawa jak to mi kiedyś powiedziała moja mama „kibic siedzi z dala i się nie wpie……” łagodnie mówiąc, teściowa nie powinna się wtrącać w sprawy młodych, służyć radą gdy zostanie o nią poproszona, ale nie wcinać się między przysłowiową „wódkę”, a „zakąskę”

       
  29. ~Anetta

    4 września 2014 o 14:26

    Tak, tylko problem polega na tym, że oni się wycwanili na tyle, że jak nie robi się wszystkiego za nich, to w ogóle jest się samotnym, bo dla nich małżeństwo, związek jest atrakcyjny wtedy, gdy coś konkretnego na tym zyskują. A sprawy seksu? A mało to wszędzie cichodajek? Coś takiego jak oddanie, opiekuńczość, ciepło mają dla nich wartość jak zeszłoroczny śnieg, bo nie reklamują tego w telewizorze…

     
    • ~jakas

      4 września 2014 o 15:08

      dokładnie… dla wielu ( nie piszę że wszystkich) mężczyzn ( a moze facetów) wartosc ma tylko wygoda, seks i święty spokój…takie banialuki jak miłośc, oddanie, troska, sie nie liczą…bo jak jedna nie spełnia wymagań to bedzie bez problemu kolejna…
      przechodzenie od niby uczuć i czułosci w cynizm i obojetnosc z dnia na dzień…. to mnie spotkało zostałam opuszczona jak zrobiło sie trudniej i teraz na moim miejscu jest własnie taka „łatwa” szybka, interesowna, bez skrupułów ktora widziała zysk więc daje to co on chce i mówi to co on chce usłyszeć, nie ma problemów, jest lajt

       
      • ~Paweł

        5 września 2014 o 11:45

        Ten kogo spotkałaś to rasowa sierota, która od problemów ucieka. Nie zgadzam się w 100%, ze ma być wygoda, seks, i święty spokój i że nie ma miłości oddania i troski.
        Mi osobiście szajba odwala gdy nie wiem co się dzieje z moją dziewczyną, nie potrafię usiąść na miejscu, bo wiem że nie mogę jej bronić. Może jestem nadopiekuńczy i zazdrosny ale kocham ją do szaleństwa, a jakby coś się stało to masakra. Drogie Panie są mężczyźni i są chłopcy, niestety kobietą bardziej imponują ci drudzy i przez to mężczyźni wartościowi są samotni albo mówi się ze ich w ogóle nie ma.

         
  30. ~Wojtek

    4 września 2014 o 14:35

    Moja dziewczyna czytała kiedyś tę właśnie książkę pt: „Dlaczego mężczyźni kochają zołzy”. Z ciekawości przeczytałem parę rozdziałów. I napiszę tu z całym szacunkiem dla wszystkich czytających tu Pań. Większych bzdur co w tych pseudo poradach nie słyszałem. Moim komentarzem było wtedy: „Gdybyś choć w 1/3 postępowała jak w tej książce, to na pewno nie bylibyśmy razem”. Popieram Pawła. Jak chcecie dowiedzieć się coś o facetach, to czytajcie książki napisane przez facetów. I tak jak mówi Maja: czułość, ciepło, harmonia i szczerość, to recepta na udany związek. A nie jakieś gierki i podchody.

     
    • ~jakas

      4 września 2014 o 15:10

      szczerośc???? ja przez ta szczerość zostałam opuszczona w trudnym momencie zycia , a czułośc sie nie liczyła…liczył sie świety spokój i lajtowe zycie bez zobowiązań

      szczerosc jest ostatnią rzeczą której chca faceci, nawet jesli mówia że jej chcą….

       
      • ~Wojtek

        4 września 2014 o 15:27

        Nie wiem co nawaliło w Twoim związku. Ale zauważyłem, że kobiety często wychodzą z założenia, że „jak facet kocha to się domyśli”. Albo, że „jak ja mu dzisiaj zrobię śniadanie, to on mi jutro kolację”. Otóż, guzik prawda!!! Jak facetowi pewnych rzeczy nie powiesz, to on się nigdy nie domyśli. To jest też rodzaj szczerości. Nie chodzi mi tu o wyjawianie wszystkich swoich tajemnic, bo nie o to chodzi.

         
        • ~Paweł

          5 września 2014 o 11:47

          Też to uwielbiam często się kłócę ze swoją dziewczyną o to, że się czegoś nie domyśliłem. Niestety nie jestem duchem świętym jak mi tego nie powie wprost to nie ma szans, że się sam z siebie domyśle. Już powoli się przyzwyczaja i po prostu przychodzi i mówi o wszystkim.

           
  31. ~Aga

    4 września 2014 o 14:44

    NIE INTERESUJĄ MNIE JAKIEKOLWIEK CHORE RELACJE MIĘDZYLUDZKIE .
    JESTEM SAMA I TO MI ODPOWIADA.

     
    • ~Aga

      4 września 2014 o 14:54

      ODCINAM SIĘ OD WYPOWIEDZI I ZACHOWAŃ SPOŁECZEŃSTWA -PLOTEK,WYZWISK,PROWOKACJI itp ,KTÓRE JAK DO TEJ PORY UDOWODNIŁO TO ,ŻE JEST
      EWENEMENTEM W SKALI KRAJU A MOŻE NAWET EUROPY….
      NA PYTANIE PEWNEJ PANI -CO SŁYCHAĆ ?
      ODPOWIADAM :-NIE TWOJA SPRAWA GAWIEDZI!

       
      • ~Wojtek

        4 września 2014 o 15:33

        Twoje oświadczenie charakterem przypomina mi coś takiego: „Jestem gejem”, albo „Jestem lesbijką”. A co nam wszystkim do tego??????? Jak głosi stare, dobre przysłowie: „Twój cyrk, Twoje pchły”. I żyj z tym, jak Ci dobrze.

         
  32. ~Nesene

    4 września 2014 o 15:28

    Nie pisze się: ‚dziubusie’ – kardynalny błąd! Powinno być: ‚dzióbusie’ od ‚dzioba’. Zachęcam do operowania poprawną polszczyzną. Popełniając błędy ortograficzne, szczególnie na ogólnodostępnych blogach przyczyniamy się do utrwalania niewłaściwej pisowni. Nie produkujmy wtórnych analfabetów, bo jest już ich wystarczająca ilość.

     
    • Anula

      4 września 2014 o 15:49

      Och, kardynalny! Sarkazm ma swoje prawa i lubi się nimi rządzić!Już śpieszęęęę poprawiiiiiić!Dzięki o Pani Nesene!

       
  33. ~marek

    5 września 2014 o 13:43

    Hmmm….nie twierdzę, że faceci są idealnie…nie absolutnie.Jednak denerwuje mnie podejście odmienne tzn, że wszyscy faceci są źli (mieszcząc w tym słowie wszelkie epitety, które można sobie wyobrazić), kobiety takie dobre,niewinne i pokrzywdzone ;)Otóż tak nie jest moje drogie Panie…Nie zdajecie sobie sprawy jak wiele kobiet jest zimnych,okrutnych,bezwzględnych i złych. I jak wielu facetów zostało przez nie skrzywdzonych….Różnica między facetami a kobietami jest tylko taka, że faceci nie użalaja się nad sobą i zwykle nie opowiadają tych historii wszem i wobec i komu popadnie;)