RSS
 

Jak dobrze mieć sąsiada! Czy aby na pewno?

07 wrz

Kiedyś był taki zespół śpiewających pań, który nazywał się Alibabki.Panie zaśpiewały piosenkę „Jak dobrze mieć sąsiada”. Piosenkę śpiewała też Halina Kunicka, ale nie o piosence chce napisać. Chciałam napisać o relacjach między sąsiedzkich. Relacjach z sąsiadem ( nie z sąsiadką). Uwaga może być śmiesznie (chociaż niekoniecznie). Słuchając piosenki oczyma wyobraźni widzę seksownego pana – jak to mówią teraz „niezłe ciacho”, który jest antidotum na wszystkie moje bolączki, który leci mi na pomoc niczym rycerz damie w opresji. A tu rzeczywistość skrzeczy…



Pewnego dnia wstałam rano, aby pobiec po świeże i chrupiące pieczywko. Ranek był piękny – słoneczny i cieplutki. Leciałam więc po te bułeczki prawie metr nad ziemią. Nagle widzę, jak w wejściu do klatki pojawia się mój sąsiad. Sąsiad jest panem w wieku emerytalnym, trochę sponiewierany wiekiem i życiem, poszukujący ukojenia w napojach ulegających fermentacji, albo niespasteryzowanych, ewentualnie wymagających leżingu, albi stoingu (najczęściej w dolnej partii klatki prowadzącej do piwnic). Więc widzę mojego zmęczonego sąsiada z ogromnym opatrunkiem na szyi, przyklejonym długimi taśmami przylepca. W moim sercu rodzi się współczucie, więc ubolewającym głosem mówię:

- Co się stało drogi sąsiedzie? Wrzód?

- Taaa wrzód! Rak! – odburkuje sąsiad.

- Rak?

- Tak! Rak!

- Zaraz tam rak! U lekarza pan był? – nie ustępuję.

- I tak do doła i tak do doła! 

- To mi wygląda na wrzód! – stwierdzam – spuchł  pan na buzi – nie daje za wygraną.

- Wrzód to może być na dupie a to jest rak! – słyszę zdenerwowanie w głosie sąsiada.

- No, na dupie też może być – kończę rozmowę, dusząc się ze śmiechu. 

Sąsiad niestety mojego poczucia humoru nie podzielał, bo zdenerwowany mozolnie zaczął wdrapywać się po schodach na górę. 

To jedna historia z sąsiadem w roli głównej, ale jest i druga:

Przeprowadziliśmy się do bloku ze wsi. Kiedyś (czytaj na wsi) było więcej miejsca na różne rzeczy, w tym na rowery. Mieliśmy osobny garaż, aby wstawić nie tylko rowery, ale i samochód. Teraz tego komfortu nie ma. Samochód ma garaż pod chmurką, a rowery zalegają w małym korytarzyku piwnicznym, bo do piwnicy nie dostałam kluczy. Te rowery właśnie są solą w oku drugiego mojego sąsiada. Ile to on się najęczy, nastęka, nadziwi, że jedna rodzina ma trzy rowery – poezja. Sąsiad też jest amatorem napojów sfermentowanych i często przesiaduje ze swoimi kompanami właśnie w piwnicy, racząc się ognistą wodą, albo innym napitkiem zmieniającym stan świadomości. Kiedyś natknęłam się na wesołych kompanów okupujących piwniczne pomieszczenie i oczywiście usłyszałam:

- Czy sąsiadka nie może zrobić porządku z rowerami? Stoją tu i przeszkadzają!

- Aha, przeszkadzają! Pewnie koło uwiera w plecy? – pomyślałam, ale głośno powiedziałam – przecież kochany sąsiad wie, że nie mam klucza do piwnicy i nie mogę wstawić rowerów. Muszą tu stać, nic na to nie poradzę.

- A możżeee jaa, bymmm pomógłł – przeciągle odezwał się jeden z kompanów sąsiada – takiej ładnej kobiecieee…

- Oho księżycowa działa. Kompan przechodzi do innego wymiaru – pomyślałam.

- Ja mam piwnicę, taaaką dodatkowąąą – czknął z przejęcia – mogę dać klucz! No, co sąsiadka na to? – popatrzył powłóczystym spojrzeniem a po chwili dodał:

- Moja stara w następnym tygodniu wyjeżdża do sanatorium, tooo sąąąsiadka się zgłosi. Dammm!

- Zależy co? – pomyślałam – nie jesteś w moim typie a i na flachę nie dam, bo nie wspieram amatorów napojów wyskokowych – ale głośno powiedziałam:

- Dziękuję za troskę! Jak dobrze mieć takich sąsiadów! 

Lepiej nie zadzierać, bo gotowi w nerwach dętkę przebić. A jak jeździć na kapciu? W pośpiechu opuściłam pieczarę ciągnących smoków.

Szkoda, że ja nie mam takiego sąsiada o jakim śpiewały Alibabki. Przydałby się, chociaż węgla i koksu też nie mam, ale coś by się wymyśliło…

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Życie

 

Tags:

Dodaj komentarz