RSS
 

Z wizytą u Zosi – tej od „kochanie nie denerwuj się” ;-) – tym razem o ubiorze.

22 wrz

para-młoda-280x290Odwiedziłam niedawno  Zosię. Tę Zosię zawsze uśmiechniętą, pełną optymizmu i wyrozumiałości dla swojego męża i dorosłych dzieci. Kiedyś opowiadałam o niej i jej problemie z mężem. Jest jedna optymistyczna wiadomość – mąż Zosi poszedł do pracy. Rozwiązał się jeden z jej problemów.

- Aż boję się cieszyć, żeby nie zapeszyć. Nie chce mi się wierzyć. Pracuje już od trzech miesięcy. Będzie na spłatę długów – mówiła z roześmianymi oczami – przyjedź na kawę. Porozmawiamy…

Oczywiście znów spotkałyśmy się w sklepie, robiąc zakupy. Umówiłyśmy się na sobotę i w sobotę pojechałam do mojej Zosi. Na ploteczki.

Zosia zrobiła herbatkę. Siedzimy, rozmawiamy, śmiejemy się a po domu snuje się małżonek w negliżu, to jest ubrany niekompletnie, w rozdeptanych kapciach i  z pilotem w dłoni. My rozmawiamy a on uporczywie zmienia kanały. W końcu wyszedł a Zosia puściła do mnie oko:

- A pamiętasz profesora od niemieckiego w naszym ogólniaku?

- Taki starszy i wiecznie niezadowolony?  Zawsze z koleżanką wpadałyśmy na tego pana a on wiecznie wyrażał się o nas z wielkim niesmakiem i niezadowoleniem. Zawsze był opryskliwy i mówił, że jesteśmy gnojówy. Pamiętam…

- Kiedyś na lekcji mówił o ubiorach. Był na jakimś uroczystym spotkaniu a że było gorąco jedna z pań zdjęła żakiecik i okazało się, że  w bluzeczce, na plecach ma parę dziurek. Elegantka, psia jego mać – krzyczał. Odstroiła się w dziurawą bluzkę. Taka kultura: z wierzchu wersal a pod spodem dziadostwo…

Zaśmiałyśmy się.

- Wiesz, tak opowiadam, bo ten mój stary też nie przejmuje się ubiorem.

- Jest w domu – może chodzić jak chce – zaśmiałam się.

- Tak jest nie tylko w domu – spojrzała wymownie w stronę drzwi, czy jej kochanie nie wchodzi.

- Pół  roku temu dostaliśmy zaproszenie na prezentację garnków. Impreza w znanej restauracji, więc wszyscy wystrojeni, ogarnięci. Najlepsze garsonki, kościołowe garnitury. Full wypas. My też odstawieni. Siedzimy w tej restauracji i słuchamy jak prelegent zachwyca się jakością, wytrzymałością i innymi atutami metalowych garnków. W pewnym momencie mój wzrok pada na buty mojego małżonka. Spojrzałam i oniemiałam z wrażenia… Kochana! Do eleganckiego garnituru założył stare i rozdeptane pantofle. Tył jednego buta przydeptany do środka z odsłoniętą gołą piętą. Sznurowadło rozwiązane. Z drugim butem nie lepiej – w ogóle bez sznurowadła i te gołe stopy. Nie wiedziałam, gdzie oczy podziać. Przecież nie spieszyliśmy się z tym wyjściem…  A w domu powiedział: „Kto zwraca uwagę na nogi, aby góra wyglądała”. Wyobrażasz sobie…

- Siedział przy stoliku. Był długi obrus?

- Był.

- To kto patrzy na buty? – odparłam tak, jak jej mąż.

Jej „kochanie” weszło w tym momencie do pokoju a my wybuchnęłyśmy śmiechem.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Życie

 

Tags: ,

Dodaj komentarz