RSS
 

Archiwum - Październik 10th, 2014

Powrót do przeszłości, bo trzeba wyczyścić pokoje.

10 paź

depression-72318_640

Rozpadam się, i zbieram. Z maleńkich, rozsypanych okruchów buduję całą siebie. Buduję siebie silniejszą…

Czyszczę pokoje, bo nie mam odwagi zajrzeć do szafy…

Tam jest przecież mój trup… a może kupka popiołu. Dla mnie to jeszcze trup, upiór, którego boję się panicznie, więc na razie sprzątam pokoje…

Siedziałam w gabinecie terapeuty i opowiadałam o swoim ojcu. Z ogromnym strachem w sercu. Z tak ogromnym, że ciało spinało się do ucieczki. Za plecami czułam miękkie oparcie fotela. Palce wbijały się w miękkie, skórzane podłokietniki. Trzymałam je mocno. Bałam się. Zamiast terapeuty „siedział” mój ojciec i bałam się, że zaraz wybuchnie, wyrzuci z siebie morze wulgaryzmów, rzuci się ze wściekłością w oczach do mnie. Skuliłam się, jakbym czekała na uderzenie. Jak zbity pies. Widziałam wykładzinę pod swoimi stopami a później wszystko się rozmazało. Pozostał ten strach i oczekiwanie na krzyk – jego krzyk.

Była cisza… Cisza… Cisza…

Mgła w oczach i moja spuszczona głowa.

- Przecież jest wielu ludzi, którzy nie mają wykształcenia i nie są źli. Nienawidzę go… Nienawidzę, za to że był takim s….nem, że terroryzował rodzinę. Przez niego matka miała nerwicę i zmarła na raka. Przez niego powiesił się brat a drugi cały czas przesiadywał w więzieniu. Nienawidzę go…

Cisza… Powoli podnosiłam głowę i spojrzałam w stronę terapeuty. Siedział i patrzył na mnie… Nie było już ojca. Nie było go…

Maleńki krok do przodu. Maleńki milimetr do przodu.

Roztrzaskałam się przed chwilą na małe kawałeczki. Tak jak kryształ. Na maleńkie szklane drobinki. 

- Powiedziałaś to – usłyszałam męski głos.

- Powiedziałam – potwierdziłam. W głowie szalał wicher strachu i myśli:

- Jak mogłaś! To twój ojciec!

- Mój ojciec potwór – toczył się wewnętrzny dialog.

Rozmawialiśmy jeszcze o czymś. Niewiele pamiętam. Czułam się jak po okropnej wizycie u dentysty. 

Wychodząc z gabinetu układnie i potulnie powiedziałam:

- Dziękuję i do zobaczenia! -  uścisnęłam rękę terapeucie.

- Widzimy się za dwa tygodnie? – zapytał, jakby wątpił czy przyjdę.

- Tak, za dwa tygodnie.

Mam czas na napisanie listu do ojca. Czas na ochłonięcie i poukładanie sobie emocji, przeżyć. Dwa tygodnie na budowanie nowej mnie ze starych, roztrzaskanych drobinek. 

Trochę wątpiłam w siłę takiego listu. I wtedy usłyszałam sarkastyczne stwierdzenie:

- Najgorsze to jak ktoś się za dużo naczyta i za dużo wie!

Trochę zabolało, ale ma rację. Nie będę więcej ignorować poleceń, albo krytykować. Poradziłam sobie z chorą relacją z matką za pomocą listu. Teraz też sobie poradzę… z ojcem.

Lubię wyrażać siebie przez słowa. Słowa przynoszą spokój. Emocje zamienione w słowa i przelane na papier nie są takie straszne. Pisanie daje ukojenie.

Następny pokój będzie posprzątany.

Przyszłam do domu. Cały dzień był ciężki, skąpany w smutku. Ciężko było nawet się uśmiechnąć.

Wieczorem poszłam do swojej sąsiadki. Rozmawiała przez telefon. Siedziałam obok niej na kanapie i bawiłam się z psem. Chciałam tylko porozmawiać. Ona skończyła rozmowę a ja wypaliłam:

-Czy mogę się do ciebie przytulić?

Wpadłam w jej objęcia i rozpłakałam się jak małe dziecko. Szlochałam głośno. Wtuliłam się w nią jak w matkę. Matka nigdy mnie zresztą nie przytulała, ale ja czułam się jak w ramionach matki. Nigdy tak nie płakałam i nigdy nie czułam takiej ulgi. W niej było tyle ciepła. Gładziła mnie po plecach i nie pytała o nic. Przytulała a ja wyłam jak pies…

Dziękuję Bogu, że ona jest. Człowiek w niektórych momentach życia nie powinien być sam…

Do przeczytania ciekawy artykuł: Dorośli, którzy nie zdążyli być dziećmi. i Jak uwolnić się od bolesnej przeszłości?

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie