RSS
 

Archiwum - Październik 19th, 2014

Czy to właściwe, czy nie? Piosenka o mnie, o tobie, o nas.

19 paź

 

„Czy to właściwe? (…)



On ma w swoim ręku pióro,
Kawałek papieru, jest wpatrzony w przeszłość
Mógłby jak mężczyzna napisać
Powieść własnego życia, zawrócić na właściwy tor

Może dramat lub wiersz
Ale nadal tego nie zrobił, o nie
Czas tyka mu w uchu
Święta cisza znika

Czy to właściwe, czy nie?
Nie mogę tak dalej, Ty nie możesz
Jeśli powiesz tak, a nawet jeśli powiesz nie
I tak nie wiesz jak ani dokąd pójść

Ona odwraca się i patrzy na niego
Ona próbuje czuć i nie może poczuć niczego
Ale tak trudno powiedzieć żegnaj
Nawet jeśli wiesz, że to właściwe

Więc kiedy wszystko jest nie tak jak myślałeś
A przyjaźń nie wystarcza
Kiedy tęsknisz do tego by poczuć się żywy
Korzystasz z szansy, żeby to rzucić

Czy to właściwe, czy nie?
Nie mogę tak dalej, Ty nie możesz
Jeśli powiesz tak, a nawet jeśli powiesz nie
I tak nie wiesz jak ani dokąd pójść

Aby znaleźć swoją własną drogę
Och, ryzyko jest wielkie
Ale nie możesz się ukrywać

No właśnie – nic nie jest łatwe. Łatwo przepadam w gmatwaninie myśli i zachowań – czy mi wypada, czy mogę tak zrobić i „święte” – a co inni powiedzą? Zupełnie jakbym żyła dla innych, jakbym moim życiem mogła zadowalać innych.

A to moje życie i tylko moje!

Nie jestem zdolna, nie mam możliwości uszczęśliwić innych. „Jeszcze się taki nie narodził, żeby wszystkim dogodził” Prawda?!

Przyjechałam w sobotę rano z pielgrzymki do Częstochowy. Pojechałam z młodzieżą. Maturzyści – kilkunastu chłopców i dwie dziewczyny. Wychowawczyni pełna obaw – to przecież chłopcy a wiadomo co robi młodzież na wycieczkach – tajemnicą poliszynela jest sposób zachowania młodzieży na różnego rodzaju wyjazdach. Większość, czując powiew swobody, sięga po alkohol i tego bała się wychowawczyni – że ich nie upilnuje, że może padną ofiarami innych pijanych w jakiejś burdzie. Jechała pełna obaw. I… i nic się nie stało. Panowie wiedzieli jak się zachować, co im wypada a co nie i po co pojechali na Jasną Górę. Zachowywali się wzorowo.

Towarzyszyłam im w tym wyjeździe. Miałam ich wspierać, być przykładem. Kontrolować i zabraniać, zakazywać, nakazywać, krzyczeć, kiedy będą robić coś źle i niestety, z punktu widzenia wychowawczyni, chyba zawiodłam. Postawiłam na ich dorosłość a nawet w pewnym momencie pokazałam za dużo emocji, które mnie ogarnęły. Ja się nimi nie zawiodłam, ale mam poczucie, że może oni zawiedli się mną. Nie wiem.  

W kaplicy Cudownego Obrazu obowiązkowo przeszliśmy wszyscy dookoła ołtarza na kolanach. Później oni zaczęli wypisywać woje prośby na małych karteczkach i wkładać je do skrzyneczek przed ołtarzem a ja rozryczałam się jak głupia. No nie wypada, żeby pani profesor tak płakała! Spuściłam głowę i „uciekłam” do ławki. Nie mogłam sobie poradzić z tym płaczem, dziecięco głośnym. Chowałam twarz w dłoniach.

- Nie wypada! Nie wypada! – powtarzałam sobie w duchu.

Podeszła do mnie wychowawczyni chłopców:

- Pójdziemy do kaplicy spowiedzi – powiedziała

- Dobrze, ja zaraz do was przyjdę! – wykrztusiłam.

Siedziałam jeszcze dobrych parę minut w ławce a później przeszłam bezpośrednio pod obraz i usiadłam na posadzce. Było mało ludzi. Za mną też pochlipywała jakaś pani. Siedziałam i wpatrywałam się w obraz i ogarniał mnie spokój. Przyjechałam do Matki, do Mamusi… Nie dbałam o to, czy wypada, czy nie zachowywać się w ten sposób. Było mi dobrze. Z prośbami w sercu, ale też z wielką wdzięcznością za Jej obecność w moim życiu. Ludzie wchodzili i wychodzili. Zaczynała się kolejna msza. Podniosłam się, uklękłam, przeżegnałam i wyszłam. Moi byli w kaplicy spowiedzi. Karnie czekali do konfesjonałów. Od pani, która przyjechała z nami usłyszałam:

- To nie wypada! Są przecież leki! Ja sama biorę coś na uspokojenie! Jestem po operacji guza! Bez leków uspokajających nie dałabym  rady! – i spojrzała na mnie z mieszaniną żalu i zdegustowania.

Nie wypada! Nie można! Co inni powiedzą! Jestem poważną panią „profesor”! Muszę sobie radzić i nie okazywać emocji! Praca to kolejne miejsce do zakładania maski z szerokim uśmiechem informującej „jestem szczęśliwa”. Znam wiele takich nauczycielek, ale czy one są szczęśliwsze i czy dobrze z nimi uczniom? Pytania retoryczne…

Żyję dla siebie, czy dla innych?

„Jestem sobą.
Na całym świecie nie ma drugiej takiej samej osoby. Istnieją ludzie, którzy są do mnie częściowo podobni, ale nikt nie jest dokładnie taki sam. Dlatego też wszystko, co ode mnie pochodzi, jest całkowicie moje, ponieważ to ja dokonuję wyborów.
Wszystko co mnie dotyczy należy do mnie: moje ciało, włączając w to wszystkie jego uczynki; mój umysł, oraz wszystkie moje myśli i przekonania; moje oczy wraz z wszelkimi obrazami, które spostrzegają; moje uczucia, jakiekolwiek by były: złość, radość, frustracja, miłość, rozczarowanie, podniecenie; moje usta i wszystkie słowa, które wypowiadają: uprzejme, miłe, czy szorstkie, poprawne i niepoprawne; mój głos, donośny lub łagodny; i wszystkie moje czyny w stosunku do innych i do mnie samej.
Do mnie należą moje fantazje, marzenia, nadzieje i lęki. Do mnie należą moje triumfy i sukcesy, moje porażki i błędy. Ponieważ to wszystko należy do mnie, jestem w stanie dogłębnie poznać siebie. A dzięki temu- darzyć siebie miłością i żywić przyjazne uczucia w stosunku do każdej swojej części. Mogę sprawić, aby wysiłek całej mojej osoby miał na celu moje dobro.
Istnieją takie aspekty mojej osobowości, które są dla mnie zagadkowe i nieznane. Ale dopóki darzę siebie miłością, mogę z odwagą i nadzieją próbować wyjaśniać to, czego nie rozumiem i poszukiwać sposobów lepszego poznania siebie samego.
Jakkolwiek wyglądam, brzmię, cokolwiek mówię i robię, myślę lub czuję w danym momencie, to jestem ja. Wszystko to jest autentyczne i ukazuje moją sytuację w danej chwili.
Kiedy spoglądam w przeszłość na to jak wyglądałam i brzmiałam, co robiłam i mówiłam, czułam i myślałam, mogę uważać, że niektóre elementy nie pasują do całości. Mogę je odrzucić i stworzyć w ich miejsce nowe.
Jestem w stanie patrzeć, słuchać, czuć, myśleć, mówić i działać. Mam narzędzia niezbędne, aby przetrwać, nawiązywać kontakty z innymi, aby być twórcza, wprowadzać sens i ład w świecie, wśród ludzi i rzeczy, które są na zewnątrz mnie. Należę do siebie i dlatego też mogę sobą kierować.
Jestem sobą i jestem w porządku”
Virginia Satir, „Rodzina. Tu powstaje człowiek”

Tekst ze strony: Laboratorium psychoedukacji

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka