RSS
 

„JAK WSZYSTKO ZMIENIĆ NIE ZMIENIAJĄC NICZEGO” – Inga Zawadzka.

28 lis

zmianyWróciłam właśnie z cyklu szkoleń i postanowiłam raz na zawsze odpowiedzieć na pytanie, które zadają mi ludzie od 30 lat mojej pracy: jak zrobić, żeby wszystko się zmieniło w pożądanym przeze mnie kierunku, ale żebym ja sam nie musiał niczego zmieniać? Pytanie trudne, ciekawe, z pewnością stanowiące wyzwanie i dla mnie i dla uczestników warsztatów.

Menedżerowie mówią: chcemy, żeby nasi pracownicy byli tacy i owacy, pracowici, zaangażowani, zmotywowani, pozytywnie nastawieni, kompetentni, współpracujący i w ogóle naj.
– Ile jesteś gotów przemyśleć i zmienić w swoim zachowaniu, żeby to osiągnąć? – pytam.
– Ja??? A po co ja mam coś zmieniać, skoro zarządzam zespołem od 10 lat i jakoś idzie?
– Ponieważ chcesz, żeby było inaczej, niż jest, a żeby coś zmienić trzeba coś zmienić, – odpowiadam.

Handlowcy mówią: chcemy, żeby klienci kupowali, żeby nie marudzili, żeby byli zdecydowani i wiedzieli czego chcą.
– Czy jesteś gotów, by zrewidować swój sposób komunikacji z klientami i zacząć pewne rzeczy robić inaczej? – pytam.
– Ja??? Dlaczego ja mam coś zmieniać? Przecież sprzedaję od kilku lat i mam wyniki. Niech oni się zmienią.

Rodzice mówią: chcemy, żeby nasze dziecko było grzeczne, słuchało, dobrze się uczyło, sprzątało w domu, opiekowało się młodszą siostrą i nie sprawiało kłopotów.
– Czy jesteście świadomi, że potrzebna będzie zmiana waszego sposobu porozumiewania się z dzieckiem?
My mamy coś zmieniać??? My wszystko robimy tak jak robimy i jeszcze się z tego powodu nikomu krzywda nie stała!!!

Mogłabym tak długo, bo i pracy trenerskiej za sobą mam sporo, 27 lat. Moc przykładów, ale model zawsze, niezmiennie ten sam: niech to się zmieni bez mojego udziału, bez mojego wysiłku.

Mam przyjaciółkę, która chciała schudnąć, poprawić kondycję. Obiecałam jej, że będą z nią chodzić na siłownię, bo się sama nie mogła zebrać. Poszłyśmy. Ona wzięła sobie osobistego trenera, zapłaciła mu furę pieniędzy. Trener ułożył program ćwiczeń, pokazał na jakich przyrządach co i jak ma robić, ile powtórek. Wyliczył czas. Potem poszłyśmy do dietetyczki. Kolejna fura pieniędzy, kartka z rozpisanymi godzinami posiłków, tabela zalecanych, tabela zakazanych. Moja przyjaciółka na siłowni, rozglądając się czy jej osobisty trener akurat nie patrzy – udawała, że ćwiczy 5 powtórzeń, a robiła 3. Udawała, że jest na bieżni od 15 minut, a była od 7. Kiedy trener się pojawiał na horyzoncie – głośno jęczała ze zmęczenia, ocierała pot z czoła i wołała: „skończyłam!!!” choć była dopiero w połowie ćwiczenia…
– Kochana, po co ty tyle kasy wydajesz? – pytałam. – Przecież to nie jego oszukujesz, tylko siebie. Patrz, on ma płaski brzuch, ani grama nadwagi, zawiązuje sobie buty bez sapania. Co go obchodzi ile razy TY zrobisz brzuszki?
Podobna sytuacja ma się z dietą. Mam nie wspominać dietetyczce, że moja przyjaciółka wrąbała lody, popiła coca colą i przekąsiła chipsami…
– Dobra, – mówię, chociaż w głębi duszy wiem, że dietetyczka od tego nie przytyje.

Minęło parę miesięcy, a moja przyjaciółka nie schudła ani grama. Potworna frustracja, awantura z trenerem, narzekanie na niekompetentną dietetyczkę… Kolejny trener, kolejna dietetyczka i kolejna ściema. I tylko ja mam coraz lepszą kondycję, bo wciąż jej towarzyszę dwa razy w tygodniu…

Jesteśmy mistrzami strony biernej i trybu nakazowego:
– Niech to sadło sobie pójdzie z tego brzucha! – mówi gniewnie moja przyjaciółka, popijając hamburgera fantą.
– Niech, – przytakuję.
– Niech to dziecko zacznie się uczyć! – stanowczo oświadcza matka.
– Niech, – mówię.
– Niech ci pracownicy zaczną wreszcie kumać! – wykrzykuje menedżer.
– Niech, – kiwam głową.
– Niech ten pech mnie opuści! – stwierdza mój kolega.
– Niech… – podtrzymuję jego żądanie.

No bo co tu jeszcze? Dopóki ktoś nie przyjdzie i nie zapyta: co JA MAM ZROBIĆ, żeby pozbyć się sadła, żeby pomóc dziecku w nauce, żeby zaangażować pracowników, żeby mieć inne rezultaty, niż mam… – pozostajemy w świecie życzeń i zażaleń, poza granicą odpowiedzialności osobistej, a więc również poza granicą jakiegokolwiek wpływu.

Myślałam, myślałam i wymyśliłam. Wiem już jak wszystko zmienić, nie zmieniając niczego i teraz Wam tę receptę zdradzę. Należy po prostu usiąść i poczekać, aż zmieni się to, co chcemy, aby się zmieniło. Proste, prawda?

Inga Zawadzka.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Facebook.com

 

Tags:

Dodaj komentarz