RSS
 

Zaduma nad przemijaniem.

08 gru

kaliaTak to już jest – śmiech przeplata się ze łzami, dobro ze złem, radość ze smutkiem. U mnie lepiej a u mojej kochanej A. ogromny smutek. W piątek zmarł jej tata. Rano obudził mnie jej głośny płacz. Pobiegłam na dół przerażona, bo nie wiedziałam , co się dzieje. Zobaczyłam ją… Rozpacz ogromna. Serce się ściskało na sam widok.

W niedzielę był pogrzeb. Kościół wypełniony ludźmi po brzegi. Podczas mszy słuchaliśmy pięknej muzyki skrzypcowej granej przez panią stojącą wysoko, na chórze. Skrzypce potrafią mówić, śpiewać, brzmieć kobiecym głosem. Zawodzą tęskną melodią i tam też ten piękny, prawie ludzki głos unosił się w wypełnionym ludźmi kościele.

Dużo ludzi – tata A. był lubianym i poważanym człowiekiem. Piękna homilia a później następna część mszy św. – Eucharystia. I tu moment, który bardzo mną wstrząsnął. Znam prawo kościelne, przestrzegam go, ale w takich momentach zastanawiam się, czy okazanie chrześcijańskiego miłosierdzia nie byłoby lepsze od najpiękniejszego kazania.

A. nie może przystępować do komunii. Bardzo to przeżywa. Czuje się gorsza od innych. Podczas momentu przyjmowania komunii św. stoi wciśnięta gdzieś pod kolumnę i tęsknie patrzy za księdzem roznoszącym biały opłatek. W niedzielę też tak było. Stała z bladą, umęczoną twarzą. Obok niej mąż i dzieci. Przed ołtarzem trumna z ciałem jej ojca. Pomyślałam, że  w takich chwilach w Kościele powinna być stosowana dyspensa - pozwolenie na przyjęcie sakramentu przez osoby żyjące w związkach niesakramentalnych. W tak trudnych momentach dla takich ludzi to podwójna kara – umarła najbliższa im osoba a one nie mogą uczestniczyć w pełnej Eucharystii. Nie mogą się pożegnać do końca. Tracą możliwość pełnego przeżycia żałoby. Pozostaje im dojmujący żal po odejściu ukochanej osoby i jeszcze poczucie bycia gorszymi. Dzieci gorszego Boga?! A. nie jest gorsza – jest bardzo wartościowa, religijna, z mocnymi zasadami moralnymi. Niejeden „pełnowartościowy” chrześijanin mógłby się od niej dużo nauczyć a jej pozostaje „miejsce pod filarem”, z boku, w cieniu, bez sakramentów. Gdzie miłosierdzie w takiej chwili? Gdzie miłość chrześcijańska? Och życie…

A. pięknie pożegnała tatę na cmentarzu. Nie słyszałam wszystkich słów. Stałam daleko a mikrofon nie „zbierał” dobrze. Głos A. był cichutki, drżał, rwał się od emocji. Mówiła o wielkiej miłości ojca do nich. O jego zachowaniu, które nauczyło ich szanowania innych, okazywania pomocy słabszym, patrzenia sercem. Wspaniały ojciec i mąż. Utkwiły mi w pamięci słowa A.:

- Pokazywałeś nam jak wierzyć, jak szanować innych, jak się modlić. Zawsze się dziwiłam, że ty, taki silny mężczyzna, padasz przed tym Bogiem na kolana i jaki On musi być wielki, że ty klęczysz przed nim. Będzie mi ciebie brakować , tato!

A. zawsze martwiła się o ojca. Martwiła się, że nie bierze leków, że nie mówi o tym, co go boli, że trudno go namówić na badania. A na pytania jak się czuję, niezmiennie mówił:

- Dobrze córeczko! Dobrze!

Teraz też mówił, że dobrze się czuje…

Czytam (znów zbieg okoliczności) książkę Yaloma „Patrząc w słońce. Jak przezwyciężyć grozę śmierci”. Na pierwszej stronie wpis: „Nie możesz patrzeć w twarz słońcu ani śmierci”, bo pierwsze nas oślepia a drugie przeraża. Człowiek od początku swojego istnienia lękał się śmieci.

„Śmiertelność nie daje nam spokoju od zarania dziejów. Cztery tysiące lat temu bohater babilońskiego eposu Gilgamesz rozmyślania nad śmiercią swojego przyjaciela wyraził w słowach (…): Jakoż mą boleść przemilczeć? Jakoż mą boleść wykrzyczeć? Przyjaciel któregom miłował, stał się już prochem na ziemi! Zaliż nie muszę i ja – kiedyś, jak on, legnąć na wiekuiste odpocznienie? I z prochu już więcej nie powstać? [...] Teraz i ja śmierci się lękam”.

Można oswoić się z myślą o śmierci. Można pogodzić się z naszym przemijaniem, ale na wszystko trzeba czasu i wsparcia innych. W takich momentach nikt nie może zostać sam.

 

Na pocieszenie:

Chciałabym być teraz przy Tobie,
by Cię przytulić, uścisnąć, pocieszyć
choć nie znam sensownych słów,
które brzmią mądrze w obliczu śmierci…

Wiem jednak jaki to ból
gdy umiera ktoś tak ukochany,
wiem, że cząstka Ciebie umiera wraz z Nim,
wiem jak ta śmierć Ciebie rani…

Moje słowa nieporadne, banalne
niewiele zmienią gdy Ty tak cierpisz…
W pamięci zachowaj sobie ten obraz:
Twój ojciec pogodny i uśmiechnięty…

Zachowaj w sobie piękne wspomnienia,
te wspólne lata, to jak Cię kochał…
Są ludzie co ojców swych nie widzieli…
…Ty miałaś szczęście mieć swego choć trochę…

I chcę żebyś wiedziała, że ja też cierpię,
choć nie mam odwagi, by się odzywać..
Twój ból jest ze mną, Twój smutek we mnie…
… wszystko razem z Tobą przeżywam…

I wiedz, że zawsze będę przy Tobie,
zawsze możesz na mnie polegać,
na wiele osób możesz liczyć
gdy tylko zajdzie taka potrzeba !

Pamiętaj!

Wiersz ze strony: wiersze.kobieta.pl

Warto zajrzeć do: gdy-trudno.blog.onet.pl

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Książka, Poezja, Życie

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz