RSS
 

Archiwum - Styczeń 12th, 2015

„Zamknij buzię”, czyli nie denerwuj Pana Właściciela.

12 sty

nie jestMinęły święta. Rodzinnie – tylko ja i dzieci. Pierwszy dzień u znajomej. Pojechaliśmy, żeby samotnie nie siedzieć w domu. Znajoma ma dzieci w wieku moich, więc pierwszy dzień świąt minął przyjemnie.

Później był sylwester  - też u tej samej znajomej. Choroba – same pary i tylko ja, samotna jak palma, ale było warto. Wytańczyłam się, wyskakałam, wypiłam szampana i usłyszałam mnóstwo życzeń. Oby się tylko spełniły!!!!

Zaraz po Nowym Roku odwiedziła mnie znajoma. Tak jak ja wynajmuje mieszkanie i miała bardzo podobną „przygodę” związaną z wizytą właściciela. A tak swoją drogą to zastanawia mnie dlaczego ludzie w niektórych przypadkach pokazują swoją wyższość. Niby wszyscy jesteśmy równi a okazuje się, że są jednak „równi i równiejsi”. To, że ktoś posiada więcej dóbr nie oznacza od razu, że jest lepszy. Może miał więcej szczęścia, sprytu, zaradnego współmałżonka, lepszą pracę. Niejeden powie, że ktoś taki lepiej potrafił się „ustawić”. Czasami jest tak, że im grubszy portfel, tym skąpszy właściciel. Niestety do kompletu dołącza również poziom kultury osobistej takiego „bogacza” a raczej brak jakiegokolwiek poziomu. Przypomina mi się sytuacja, kiedy pracowałam w pewnej dużej firmie, w recepcji.  Regułą było zachowanie prezesa tej firmy, nota bene bardzo szanowanej persony. Prezes podjeżdżał swoją „wypasioną bryką” (rano, bo później był wożony przez kierowcę), rzucał ostentacyjnie klucze od auta na kontuar recepcyjny i coś wywarkiwał pod nosem z groźną miną. Kiedyś ośmieliłam się poprosić o powtórzenie, tego co powiedział. Zawarczał wtedy:

-Pani jest głucha! Proszę zadbać o samochód!

- Ale… – nie wiedziałam o co chodzi, bo byłam nowa.

Popatrzył na mnie jak na okaz guźca afrykańskiego, który zaplątał się na salony i znów zawarczał (prezes oczywiście). Nie ośmieliłam się poprosić o powtórzenie. A o co mu chodziło, wytłumaczyły mi starsze koleżanki. Klucze należało przekazać kierowcy. Ale powróćmy do historii Hani.

Hania przyszła do mnie późnym popołudniem. Czasami do mnie „wpada”. Odeszła od męża, który pił i bił. Przeprowadziła się z dużego domu na wsi do miasta. Zabrała siebie, syna, swoje meble, wspomnienia i tęsknotę za miejscem, które miało być jej na zawsze, aż do śmierci. W mieście bardzo długo przeżywała to, że w wynajętym mieszkaniu jest tak mało miejsca, ale cieszyła się, że nareszcie ma święty spokój. Chwaliła sobie dobrą relację z właścicielem mieszkania, chociaż niepokoiło ją to, że nie chce podpisać z nią umowy najmu. Prosiła o to parę razy, ale on zawsze stawał się wtedy niemiły, krzykliwy i pytał, czy źle jej mieszkać. Ustępowała.

Po Nowym Roku zobaczyłam Hankę bardzo przygnębioną. Blada twarz i podkrążone oczy. Widać było, że płakała. Usiadła na kanapie w pokoju a ja zrobiłam kawę.

- No opowiadaj – rzuciłam – zobaczymy, czy możemy coś poradzić. W końcu ja miałam podobną sytuację po świętach. Jak to z siebie wyrzucisz będzie ci lżej – zachęcałam.

Hanka popatrzyła na mnie a w jej oczach pojawiły się łzy. Zaczęła:

- No i znów mam problem! A zaczęło się od nieodebranego telefonu.

- Kurcze, tak jak u mnie.

- W Sylwestra odebrałam parę sms-ów z życzeniami od znajomych. Sama też wysłałam kilka i nie odebrałam telefonu od znajomego, od którego wynajmuję mieszkanie. Zawiódł mnie w paru sprawach, zachowywał się parę razy niegrzecznie, więc nie zamierzałam odbierać tego telefonu. „Niech dzwoni” pomyślałam. Rachunki za mieszkanie mam popłacone, za światło też a jego życzeń nie chcę słyszeć. Co prawda przed świętami zaczepił mnie na ulicy i powiedział, że jednak zmienił zdanie, co do umowy i że kiedyś przyjdzie do mnie, aby ją podpisać, ale nie myślałam, że wybierze akurat koniec roku . Okazało się, że nie odbieranie jego telefonów było dużym błędem.

- Co? Dlaczego? – zapytałam zaskoczona i pomyślałam „Chyba mamy tego samego właściciela”.

- Po Nowym Roku „zaszczycił” mnie swoją obecnością. Od progu zaczął krzyczeć, że muszę odbierać jego telefony. Mieszkam w jego mieszkaniu i mam taki obowiązek. Roześmiałam się i odpowiedziałam, że nie muszę. Nie miałam ochoty. Rachunki są popłacone a z nim nie miałam ochoty rozmawiać w Sylwestra. Wykrzyknął,że dopóki tam mieszkam nie mam nic do gadania. 

Hanka popatrzyła na mnie umęczona i „przeszła” na dialog, jaki przeprowadziła z mężczyzną.

- Powiedziałam, że nie życzę sobie, żeby na mnie krzyczał a jeżeli nie, to niech wyjdzie.

- Nigdzie nie będę wychodził! Jestem u siebie! – wykrzyczał

- Nie życzę sobie rozmowy w takim tonie – odpowiedziałam hardo.

- Przyszedłem podpisać umowę na mieszkanie – oznajmił.

- Wcześniej kategorycznie nie chciałeś podpisywać umowy. Krzyczałeś, że jeżeli chcę mieszkać, to nie będę upierać się przy umowie a teraz zmieniłeś zdanie.

- Tak, zmieniłem!

- Umowa niczego nie zmieni. Opłaty robię regularnie, więc nie musisz się bać.

- Ja się nie boję a ty jeżeli chcesz mieszkać to podpiszesz umowę! – zaczął krzyczeć.

- Człowieku zdecyduj się wreszcie, czego chcesz i nie krzycz.

Nie dawałam za wygraną. Nie pozwoliłam się obrażać. To, że jest właścicielem mieszkania nie upoważnia go do traktowania mnie w taki sposób. Nie wchodzi się do kogoś i nie robi mu awantury z powodu nieodebranych telefonów. Zastanawiałam się o co mu chodzi? Pamiętam, jak wcześniej stałam przed nim i tłumaczyłam, dlaczego proszę o umowę. Ciskał się tak samo a ja potulnie starałam się tłumaczyć, słuchałam jego krzyków i bałam się jak cholera, że wyrzuci nas z mieszkania. Ustąpiłam… Teraz też się bałam. Widziałam jego zagniewaną twarz i słyszałam wiele złych słów, ale broniłam się. W końcu on widząc, że nie będę spokojnie stać i znosić jego krzyków, rzucił:

- Zamknij buzię!

Widziałam błysk w jego oczach. Miał zwężone źrenice. Pomyślałam, że gdybym była jego żoną, na pewno dostałabym po twarzy.

- Nie, nie zamknę! Nie masz prawa mnie obrażać!

- Zamknij, albo w nią dostaniesz! Podpisuj tą umowę, albo zaraz otworzę okno i zacznę wyrzucać twoje rzeczy.

Zobaczyłam, że mówi tak, jakby za chwilę miał to zrobić. Struchlałam. Żołądek skurczył się w bolesną kulę. Wzięłam do ręki kartki umowy. Nie byłam w stanie czytać liter. Pobieżnie przeleciałam wzrokiem po zadrukowanej kartce. On wypełniał moje dane z dowodu, którego kategorycznie zażądał. Nie dostałam czasu na zapoznanie się z umową. Musiałam podpisać, jeżeli chciałam mieszkać dalej.

- Nigdzie nie znajdziesz mieszkania na takich warunkach i radzę na przyszłość odbierać telefony.

- Nie mam zamiaru odbierać telefonów od ciebie. Wszystko, co dotyczy mieszkania można załatwić wtedy, kiedy przynoszę pieniądze za czynsz. Nie mieszkasz 200, czy 300 km stąd. Dbam o mieszkanie, nie niszczę go…

- Jeszcze by tego brakowało a telefony będziesz odbierać!

- To jest zapisane w umowie? W którym paragrafie? Jeżeli nie, to dopisz to! – nie wytrzymałam.

- Zamknij buzię! Dopóki wiąże nas umowa, nie masz nic do powiedzenia! Teraz po pieniądze będę przychodził sam!

Mówił coś jeszcze z wielką złością a ja poczułam się jak w pułapce. Znów „wyłuskałam” sobie faceta z ogromną agresją do kobiet. Na szczęście nie jestem jego żoną i nie muszę znosić jego humorów. Zawiódł mnie. Wykorzystywał moją dobroć i chęć niesienia pomocy. Użalałam się nad jego trudną sytuacją. Było mi go szkoda, bo tak rozpaczał po stracie żony. Starałam się pomóc a później wyszło na jaw, że nie jest taki samotny i opuszczony jakim się przedstawiał. Ma przyjaciółkę i mnóstwo innych „pocieszycielek”. Kiedy się dowiedziałam, odsunęłam się. Nie chciałam już słuchać telefonów z użalaniem, przestałam gotować obiadki, pomagać przy dzieciach. Po rozmowie wiosną odsunęłam się zupełnie. Bałam się tylko o mieszkanie, bo wiem w jaki sposób usunął lokatorów, którzy mieszkali przede mną – z dnia na dzień kazał im opróżnić mieszkanie. Mieli tydzień na znalezienie nowego. Dobrze, że to byli panowie a nie jakaś rodzina. Tak może być i w moim przypadku. Ten człowiek nie bawi się w jakieś sentymenty, jeżeli nie ma z tego żadnej korzyści a korzyści ze mnie się skończyły, więc wnioski nasuwają się same. Po jego wyjściu nie mogłam ochłonąć. Starałam się uspokoić. W głowie miałam totalną pustkę. Nie wiem co robić. Tysiące pytań i blokada w głowie. I poczucie winy – znów to poczucie winy. W poniedziałek poszłam do banku dowiedzieć się, czy mogę otrzymać kredyt. Mogę – na 25 lat! Długo! A odsetki, jakie będę musiała spłacić to 1/4 kredytu. Lichwa! Po tym, co przeszłam w domu na wsi nie mogę znów się bać. Nie po to uciekałam, żeby znów się bać. Jeżeli będzie trzeba, to wezmę ten lichwiarski kredyt. Obroniłam własną dumę, ale mieszkania muszę szukać. Nie mogę być zależna od kolejnego niezrównoważonego faceta!

Hanka skończyła swoje opowiadanie i popatrzyła na mnie smutnymi oczami. Po chwili dodała:

- Później na spokojnie przeczytałam podpisaną umowę i okazało się, że mam wpłacać pieniądze 1-go każdego miesiąca do rąk właściciela. Przecież on wie, że wypłatę mogę wziąć dopiero drugiego. Będzie miał kolejny pretekst do straszenia mnie. Nie chcę go widzieć! Boję się go.

- To prześlij pieniądze przekazem – podrzuciłam pomysł.

- Nie przyjmie ich.

- To idź z kimś znajomym i zapłać. Przy kimś nie będzie krzyczał.

- On ma przychodzić.

- To niech ktoś wtedy z tobą będzie. Ktoś z sąsiadów.

- Ja to mam szczęście – Hanka spuściła głowę.

- My to mamy szczęście! – dodałam – ale Hanka nie możemy pozwalać, żeby nas ktoś straszył, krzyczał, wykorzystywał.

- Łatwo ci mówić. Ja nie umiem się przeciwstawić. Nie mam na to odwagi. Wiem, że mogłam się postawić i nie podpisywać tej umowy, ale wtedy pomyślałam o synu i o tym, że znów go zawiodę i gdzie my pójdziemy. Pensji nie mam za wysokiej a kiedy zobaczyłam agresję tego faceta w stosunku do mnie, automatycznie „podkuliłam ogon”. Moja odwaga uleciała. Czy ja kiedyś nauczę się walczyć o swoje? Ja już nie chcę się bać!

- Haniu nauczysz się! Nauczymy się! Zobaczysz! Tyle lat ustępowałyśmy. Pozwalałyśmy na to, żeby ktoś używał siły przeciwko nam. Tyle lat… A ty chcesz nauczyć się odwagi przez rok. Dopiero rok jesteś sama. I tak dobrze, że miałaś odwagę powiedzieć, że nie życzysz sobie, aby ktoś na ciebie krzyczał. W twoim przypadku to dużo. Będzie dobrze. Musimy obie poszukać jakiegoś innego mieszkania. Uda się! Zobaczysz! Damy radę! Hanka! Kto jak nie my?!

Hanka popatrzyła na mnie a ja pomyślałam, jak ciężkie jest życie i na jakie próby wystawia czasami ludzi.

Jak wiele musimy się nauczyć, aby normalnie żyć…

I jak pieniądze zmieniają ludzi…

Tego wpisu można posłuchać w aplikacji Audiobog

logo_audioaudioblog_small_white1

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Audioblog, Wymyślone, Życie