RSS
 

Archiwum - Styczeń 23rd, 2015

Marazm, czy normalność? O tym co tu i teraz.

23 sty

P1020187_crMarazm, czy normalność?

Zaglądam na bloga codziennie. Onet wypromował kolejny wpis o moich perypetiach z właścicielem mieszkania. Syn z uśmiechem na ustach uścisnął mi rękę i wypowiedział:

- No, mamo, gratuluję!

Maleństwo ma głowę zaprzątniętą… tabletem, a właściwie jego brakiem, więc „sukcesy” mamy nie są zbyt interesujące. 

A ja? Żyję… Bardzo poważnie rozważam wzięcie kredytu na NASZE MIESZKANIE, chociaż boję się jak cho..ra. W perspektywie (gdzieś około października) mieszkanie z pracy – tyle „wywojowałam” z moim pracodawcą.  A gdyby coś się działo (w sensie wyrzucenia z obecnego miejsca) doraźne lokum, też u tego samego pracodawcy, ale na dwa, góra trzy miesiące. Wiele i niewiele… Po rozmowie z szefem powiedziałam:

- Niech się pan nie zdziwi, kiedy któregoś dnia przyjdziemy z walizkami do pana.

Znajomi doradzają kredyt, ale znajomi nie są w mojej sytuacji. Ja jestem totalnie sama – bez męża, rodziców, rodzeństwa, z dwójką dzieci. Nie chcę się użalać, bo radzę sobie bardzo dobrze. Jestem super silną babą, ale życie jest życiem i nie chciałabym zostać z ogromnym kredytem, bez pracy, albo zostawić z nim dzieci. To taka seria moich czarnych myśli  :-( . Wiem, to nie musi się zdarzyć, ale co by było gdyby… Jak na złość w pozytywnym myśleniu o kredycie nie pomagają ostatnie złe wiadomości o „frankowych” kredytobiorcach i ich problemach. 

Szarzyzna życia…

Próbuję nadrobić zaległości w lekturach z historii idei etycznych. Cięęęęężko idzie. Głowa zaprzątnięta innymi ideami, też z pogranicza etycznych , albo raczej egzystencjalnych, związanych z postrzeganiem siebie tu i teraz, ale też co by było gdyby.

Znów telefon ze wsi. W tym tygodniu. Z miejsca, gdzie kiedyś mieszkałam. Kiedyś? Niecałe dwa lata temu. Po co dzwonią? Niepewność. Rozdarcie… Tam cały czas jest pół mojego serca… i cały mój piętnastoletni dorobek małżeński. Spłacane pożyczki, bo trzeba było remontować dom. On nie pracował a ja każdy zarobiony grosz inwestowałam w dom. To była zła inwestycja. Dom był przepisany tylko na niego. Wyremontowałam i zostawiłam. Nie wrócę! Siostry jak psy ogrodnika – nie mogą sprzedać, bo brat żyje, więc nie będą się zajmować, bo nie mają z tego zysku. Niech wyszarpują złodzieje, co tylko można. Do czego on wróci?

Do mnie dochodzą pogłoski. Sąsiedzi dzwonią z informacjami, co skradziono i jak to teraz wygląda. Siostry odwróciły się od brata. Znajoma opowiedziała mi, że jedna z sióstr nie może się pozbierać po tym, co się stało. Podupadła na zdrowiu, źle wygląda.  Pamiętam, jak prosiłam je o pomoc, kiedy on nie brał leków i był agresywny. Pamiętam wszystkie złe sceny i ich postawę: brak zrozumienia, pogardę, śmiech i słowa skierowane do niego: „Ona cię truję tymi lekami! Nie bierz ich! Po nich jesteś ospały! To nie ty! Kiedyś byłeś inny” i kolejne spotkania mocno zakrapiane alkoholem. On wracał do naszego domu a mi pozostawała modlitwa, żeby jednak zaczął brać leki, bo będzie z nami źle. Dlaczego mi teraz nie żal tych sióstr? Zrobiłam się wredna? 

Marazm. Szarzyzna życia. Kiedyś bałam się o życie, teraz o mieszkanie. Życie podszyte lękiem. Zdanie jak napisane przez Yaloma. A tak a propos fragment z jego książki:

„Nie może w twoim życiu zajść żadna pozytywna zmiana, dopóki jesteś przywiązany do myśli, że masz żyć dobrze z jakiegoś powodu, który jest poza tobą. Dopóki przerzucasz całą odpowiedzialność na innych, którzy traktują cię niesprawiedliwie  i krzywdzą – na męża-prostaka  , zbyt wymagającego i niewspierającego szefa, złe geny, nieodparty przymus – dopóty nie wyjdziesz z impasu. Ty i tylko ty odpowiadasz za kluczowe aspekty swojej życiowej sytuacji i tylko ty dysponujesz mocą, która może je zmienić. Nawet więc kiedy stajesz przed przytłaczającymi zewnętrznymi ograniczeniami, wciąż masz swobodę wyboru: możesz przyjąć różne postawy wobec tych ograniczeń.” (s. 90)

Jedna z ulubionych fraz Nietzschego to „amor fati” (kochaj swój los), innymi słowy : „Stwórz los, który możesz pokochać”. „

Ja już wiem, że wszystko, co mnie spotkało i spotyka zależy od mojej postawy. To ja stworzyłam sobie taki świat, jaki mam. Ostrożnie buduję nową rzeczywistość, ale niektórych rzeczywistości nie przeskoczę, np. ograniczeń w sferze materialnej.

Yalom podaje taką propozycję rozwiązania problemu przeżywania wciąż powtarzających się złych sytuacji w życiu:

„Nie jest moim celem pogrążanie kogokolwiek w morzu żalów dotyczących przeszłości, chciałbym natomiast odwrócić jego lub jej spojrzenie w stronę przyszłości i tego pytania, które jest zdolne zmienić życie: co możesz teraz zrobić w swoim życiu, żeby za rok, czy za pięć lat, patrząc wstecz, nie wpadać w podobną konsternację z powodu żalów, które nagromadziłeś? Innymi słowy, czy możesz znaleźć taki sposób życia, który nie powodowałby dalszego zbierania się żalów?” (s. 91)

Czy mogę?

Oczywiście, że tak! 

Miało być krótko, w sensie wpisu a wyszło jak zwykle.  :-o

Do posłuchania Bracia:

Fragmenty tekstu z książki: Patrząc w słońce. Jak przezwyciężyć grozę śmierci. Irvin D. Yalom, Instytut Psychologii Zdrowia,  Warszawa 2008.

Tego wpisu można posłuchać w aplikacji Audioblog

logo_audioaudioblog_small_white1-300x102.png

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Audioblog, Książka, Muzyka, Życie