RSS
 

Archiwum - Luty, 2015

Nie wiem co dalej…

28 lut

Chciałabym oszczędzić nerwów ludziom o słabej strukturze psychicznej, więc denerwującą część wpisu ukrywam. Nie będzie optymistycznie! Oj nie! Nie będzie religijnie! Oj nie! Będzie o desperacji i nieradzeniu sobie. Będzie miejscami strasznie a nawet wulgarnie! Stracę czytelników! Jak nic! Bo musi być poprawnie politycznie, religijnie, optymistycznie, afirmacyjnie a niestety nie będzie, bo mam dość, bo nie mam już siły na bycie ułożoną, pozytywną, patrzącą w przyszłość z nadzieją, bo życie jest życiem, yyyyyy, oj!

reading-297450_1280Zapisałam się na studia. Fajny kierunek – etyka. Pomyślałam, że będę miała swoją odskocznię. Nie będę tyle myśleć o tym co się dzieje dookoła mnie. I co? Ano Przeczytaj resztę notki »

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Życie

 

Twoja Biblia – ciekawa strona z cytatami.

27 lut

dowykucia

 

Zaufać?

Oto jest pytanie…

Źródło: komentarze.twojabiblia.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

„Potęga wybaczania”. Łaska dla tego, kto wybacza.

25 lut

ojciecO wybaczaniu już pisałam. Pisałam, że wybaczanie należy zacząć od siebie i przytoczyłam opowieść o mnichach. O przebaczeniu pisałam też w związku z książka Augustyna Pelanowskiego „Wolni od niemocy”. Pisałam też o przebaczaniu po przeczytaniu książki Jerzego Mellibrudy „Pułapka nie wybaczonej krzywdy”. Ufff nazbierało się tego trochę!

Jeszcze raz o wybaczaniu a dlaczego? Napiszę na końcu.

W życiu spotyka nas wiele rzeczy zarówno dobrych jak i tych mniej przyjemnych. Co zazwyczaj robimy? Roztrząsamy sprawy sprzed lat, jak na przykład żal do rodziców, bo traktowali nas z większą surowością niż nasze rodzeństwo. Musieliśmy robić więcej i lepiej, aby zaskarbić sobie ich przychylność. Myślimy, że kochali nas mniej, nie tak, jak tego potrzebowaliśmy. Czasem uważamy, że inni nas wykorzystują. Czy to rodzina, czy przyjaciele. Że pamiętają o nas, kiedy potrzebują pomocy albo pieniędzy, a zapominają o nas, gdy nie mamy z kim spędzić świąt. My za to pamiętamy każde imieniny, urodziny, dzwonimy… . Trwamy często w smutku i żalu, wracając myślami do każdego kłamstwa, kłótni, złości i nieprzyjemnych zdarzeń. Zadajemy sobie pytania: dlaczego on/ona tak postąpił? Dlaczego mnie skrzywdził? Dlaczego to powiedział? Czym na to zasłużyłam/em? Przecież zrobiłam tyle dla niego/niej! Dlaczego tak jest?

Dalej, tkwimy w relacjach, które zupełnie nam nie służą. Na przykład w związkach, które są tak naprawdę martwe, gdzie jedna strona poświęca wszystko, jest typowym dawcą, a druga, tylko i wyłącznie biorcą. Naturalną kolej rzeczy stanowi popadanie w depresję i totalne wyczerpanie, poczucie niedocenienia, odrzucenia, braku uczucia i wsparcia ze strony „biorcy”. Co się dzieje w sytuacji, kiedy nasza ukochana połowa nadużywa alkoholu? Chcemy pomóc, ale ona nie widzi problemu. Popadamy we współuzależnienie, nie potrafimy odejść. Boimy się tego, co czeka nas za murem utkanym ze znaków zapytania. A jeśli nic nas nie czeka? Lepsze znane zło, niż nieznany raj. Dopuszczamy do takiej sytuacji, w której zakończenie może być dramatyczne. Rozdarcie, pretensje, doprowadzają do ruiny i rozpadu. Żal i poczucie krzywdy zostają.

Niestety, są tacy wśród nas, których krzywda ze strony innych dotyka w sposób dużo bardziej bolesny. Istnieje wiele związków, w których pojawia się przemoc. Najczęściej to jednak kobiety są ofiarami. Może to być przemoc psychiczna, polegająca na szantażu emocjonalnym i nieustannym zastraszaniu. Wyzywanie, krzyki, groźby, kłamstwa, nieustanne pretensje i wymagania. Zamykanie na klucz w pokoju, pozbawienie pożywienia, środków do życia. A w końcu przemoc fizyczna, rozpoczynająca się od szarpanin, kuksańców, kończąc na poważnych obrażeniach, złamaniach czy wstrząśnieniach mózgu. Potem następują przeprosiny i zapewnienia, że to już nigdy się nie powtórzy. A kobieta w to wierzy, bo przecież on mówi, że mnie kocha. On się zmieni, bo ja go kocham. Zasługuje na szansę. I daje ją w nieskończoność. Cierpi, ale nie robi z tym nic. Albo dochodzi do kolejnych tragedii a w konsekwencji do ruiny psychicznej.

Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Sprowadzają się one jednak do tkwiącego w nas nieustannego poczucia krzywdy, którego nijak nie możemy się pozbyć. Dlaczego ciągle wracamy do dawnych wydarzeń? Rany się jątrzą a my nie pozwalamy, aby się zagoiły. Nie potrafimy wybaczyć i zapomnieć.

Jednak trwanie w żalu, złości, gniewie i krzywdzie, to jak picie trucizny i oczekiwanie, że umrze ktoś inny. To co się wydarzyło, choćby nie wiem jak straszne, nie wróci, jest już przeszłością, o ile pozwoliliśmy sobie na odejście. Osoba, która cię skrzywdziła, nie potrzebuje twojego wybaczenia. To ty go potrzebujesz, aby móc żyć w spokoju ducha. Wybaczenie tak naprawdę jest proste, osiągalne i jest największym darem, który dajesz sobie.

Jak to zrobić? Jest na to zapewne wiele sposobów. Podaję swój własny i sprawdzony.

Po pierwsze, postaw się po drugiej stronie. Co ta osoba mogła myśleć, czuć? Może jej historia była na tyle przykra, że tylko tak potrafi postępować? Zastanów się, czego ta osoba doświadczyła, czego nauczyło ją życie, że zrobiła to, co zrobiła. Może, kierowały nią zupełnie inne pobudki, niż myślisz? Jeśli ktoś bardzo Cię skrzywdził, wyobraź sobie, jak bardzo musi nienawidzić samego siebie, żeby poczuć się lepiej krzywdząc innych? Jak wiele lęku musi być w tej osobie, ile smutku, braku miłości? Może nigdy tego nie zaznała, może nie potrafi, nie umie okazać szacunku, miłości, bo nie wie jak. Zapomnij na chwilę o swojej krzywdzie i spróbuj zrozumieć tę osobę. Jej świat jest zupełnie inny niż twój. To co ona widzi, słyszy i doświadcza, interpretuje na swój sposób. I zadaj sobie pytanie: czy mogę to wszystko wybaczyć i żyć swoim życiem?

Po prostu poczuj to głęboko w sobie, bo możesz. Nawet jeśli tę osobę zupełnie nie obchodzi, co czujesz i myślisz, wybacz jej. Zrozum, że taka po prostu jest, to jest jej droga i wybór. Jeśli nie rozumie, ty nic nie możesz na to poradzić, naprawić kogoś na siłę. Aby się zmienić, trzeba tego głęboko chcieć.

Po drugie, zastanów się, dlaczego doszło do takiej sytuacji? Gdzie tkwi jej źródło? Zapewniam cię, że znajdziesz odpowiedź. Ale nie pytaj o tę drugą stronę, ale o siebie. Dlaczego ty w tej sytuacji postąpiłeś tak, a nie inaczej? Wszystko wynika z tego, co ty sam o sobie myślisz. Zapytaj siebie, co myślałeś? I czy to na pewno jest prawda? I bądź ze sobą szczery. Nawet, jeśli to boli. I wybacz sobie, bo ty też wziąłeś w tym udział. Zamknij przeszłość, niech będzie lekcją. Wyciągnij wnioski i buduj swoją przyszłość na nowym fundamencie.

Pamiętaj, aby nie powtarzać dawnych błędów, bo każdy kolejny raz już nie jest błędem, ale świadomym wyborem. Podaruj sobie wolność. Wybaczając innym i sobie, doświadczysz ogromnej wewnętrznej przemiany. Niech to będzie początek Twojego Nowego Życia. Tego ci życzę z całego serca.

Źródło: Czarna Pantera

Znalazłam ten tekst po wizycie u terapeuty. Na „tapecie” moja relacja z ojcem.  Mentalna podróż do domu. Do poranionych relacji, które wytyczyły sposób mojego zachowania w  całym życiu. To takie banalne! Prawda? Takie przewidywalne, że aż śmieszne. Szablonowe! Nie dla mnie. O tym, że to takie szablonowe dowiedziałam się czytając o metodach terapii i w wywiadach z terapeutami. Co innego czytać a co innego doświadczać samemu.

 

Porządkowanie zaczęłam w październiku. Idzie opornie. Miałam napisać list do ojca. Napisałam. Miałam przeczytać w gabinecie i … nie przeczytałam do tej pory. Zawsze jest coś ważniejszego. Ciągle rzucam inne problemy do rozwiązania. Zmieniam temat rozmowy, kiedy jest on niebezpiecznie blisko tematu „Taty”. Bronię się.

 

W międzyczasie obejrzałam film na podstawie powieści Jerzego Pilcha „Pod mocnym aniołem” i zobaczyłam, że pisanie listów i ich czytanie to metoda zaczerpnięta z terapii uzależnień. Tam pacjenci ośrodka odwykowego też pisali listy i wpadli na „wspaniały” pomysł, żeby te listy pisał jeden z pensjonariuszy ,bo był pisarzem.

 

Ja swój napisałam już dawno. Noszę go w kieszeni kurtki. Papier się pogniótł, powycierał na zgięciach. Czuję go, kiedy wkładam rękę do kieszeni. Czasami rozkładam zmięty papier i czytam fragment. Składam ponownie a wręcz zwijam w rulon i znów kryję na dnie kieszeni. „Tatuś” jest blisko.

 

Od jakiegoś czasu śni mi się dom rodzinny. Nie śni się spokojnie. Wciąż uciekam, kryję się za szarą ścianą naszego domu, z policzkiem dotykającym szorstkiego tynku. Widzę rodziców o zagniewanych twarzach. Coś krzyczą, więc chowam się za murami. Próbuję uciekać, ale wciąż wracam. Topię się w mętnych wodach, albo stoję nad stawem z czystą krystaliczną wodą i nagle obsuwam się do wody, która staje się brudna i lepka od zgniłej trawy.  Koszmar… Chcę uciec a wciąż trzymam się tamtego miejsca.

Sny są zniekształconym odbiciem rzeczywistości i naszych lęków…

 

Mój ojciec miał ciężkie życie. Matka zmarła, kiedy był mały. Wychowywała go macocha razem z gromadką przyrodniego rodzeństwa. O swoim ojcu nigdy nie mówił, nie mówił też nigdy o matce. Kiedy wybuchła wojna miał 10 lat. Skończył tylko trzy klasy szkoły podstawowej. Po wojnie nie było mowy o szkole. Musiał pracować.

Kiedy jechaliśmy do pracy na polu, mama zawsze pokazywała stary, drewniany domek w którym wychowywał się tata. Kochał moją matkę (tak zawsze mówiła moja siostra) i był dla niej dobry – przynajmniej na początku. Ja tego nie pamiętam. W mojej pamięci zostały inne wspomnienia. Lubiłam, kiedy mówił do niej Stacha, ale matka zawsze wtedy „fukała”. Był bardzo pracowity. Własnymi rękami zbudował dom – mały, ale żeby go zbudować ciężko pracował. Siostra zawsze przytacza opowieść, jak to ojciec woził cegły na budowę domu na rowerze, bo nie stać go było na transport. Nie dojadał. Wolał oddać jedzenie dzieciom i kłamać, że sam już jadł.

Ja swoich rodziców pamiętam już w tych „gorszych” czasach. Rodzeństwo było już dorosłe a rodzice przestali się rozumieć. Zamiast spokoju królował chaos. Nie było miejsca na jeszcze jednego „wyskrobka”, czyli mnie.

Żal mi ich. Nie umieli się porozumieć. Nikt ich nie nauczył rozwiązywania swoich problemów, więc szarpali siebie i innych. Zapiekli w swoich żalach, nerwach, chęci kierowania innymi, uczuciach porażki i odrzucenia.

 

 Mówią – piekło czeka nas po śmierci. Nie. Piekło tworzymy dla siebie na ziemi, żyjąc w poranionych relacjach z innymi.

 

Dlatego ważne jest wybaczenie.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie

 

Maciej Sthur jest the best!

23 lut

Na poprawienie nastroju  i tak a porpos gali oskarowej i wygranej polskiego filmu „Ida” Pawła Pawlikowskiego.

Niezrównany Maciej Sthur  :-D jako Bezwzględny Wacek.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Film

 

Czasami tęsknię za dawnymi miejscami.

22 lut

„Dla przeciwwagi wielu uciążliwości życia niebo ofiarowało człowiekowi trzy rzeczy: nadzieję, sen i śmiech.” Immanuel Kant

sunrise-373102_640

Czasami ogarnia mnie wielka tęsknota za miejscami, do których już nie wrócę. Za miejscami, za czasem a niekiedy za ludźmi z którymi wtedy byłam. Wiem, że już tam nie wrócę. „Tam” to znaczy do tego czasu, który minął.  Jestem tu i teraz. W nowym tu i w nowym teraz. Innym…

W nowym…

Brakuje mi tych lasów, przestrzeni. Brakuje mi wsi. Tu jestem zamknięta jak w więzieniu. Kiedy w moim pokoju rozkładam łóżko do spania odległość do szafy jest tak mała, że ledwie się przeciskam. Wiem inni i tego nie mają. Marzą, aby mieć własny kąt…

Wiem i cieszę się z tego co mam. Cieszę się, że jestem taka zaradna. Daję sobie radę. Nie siedzę na zasiłku, nie biegnę do banku po następny kredyt, nie wiszę na szyi jakiegoś faceta i od niego nie zależę. To akurat mnie cieszy. Nie miałam planu na swoje życie. Dryfowałam. „Dopłynęłam” do obecnego miejsca. Czy jest lepsze? Pod wieloma względami tak! Układa się. Byłoby spokojniejsze, gdyby nie wiele zdarzeń, które teraz się porządkują i niestety wprowadzają wiele niepokoju, zamieszania i strachu. Niestety. Ale żeby było lepiej, najpierw musi być gorzej, żeby zapanował porządek najpierw musi zaistnieć bałagan. :-)

Dostałam pismo z sądu. Sąd postanawia:

- dopuścić dowód z opinii biegłego lekarza psychiatry, który wypowie się czy mąż w skutek choroby psychicznej jest w stanie wyłączającym świadome i swobodne powzięcie decyzji i wyrażenie woli, nie jest w stanie  kierować swoim postępowaniem;

- udzielić biegłemu terminu 1 miesiąca na sporządzenie opinii.

Tyle ze strony sądu a niepokój jest mój.

Po co ta opinia? Przecież mąż jest w szpitalu psychiatrycznym, więc „jest w stanie wyłączającym świadome i swobodne podejmowanie decyzji i wyrażanie woli”. Potrzebny do tego biegły? Na chłopski/babski rozum – zbędny, ale sąd wie lepiej.

Choruję. Znów jakieś dziwne przeziębienie z guzami na śliniankach i węzłach chłonnych. Po nerwach w sądzie, stresach, znów choroba. Organizm  broni się przed nadmiarem emocji.

 

Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych

pozwól mi wybaczać innym i sobie, bo świat niekoniecznie

jest sprawiedliwy, dobro często nie popłaca,

a za nieszczęścia nie ma rekompensaty.

Pozwól mi wierzyć, że żyję w świecie, któremu sama nadaję znaczenie.

Pozwól mi być silną, aby umieć żyć ze swoją bezsilnością i naiwnością.

Pozwól mi nie tracić energii na podtrzymywanie iluzji.

Pozwól mi być, kim jestem, i robić, co robię.

Pozwól mi wziąć za to odpowiedzialność.

Pozwól mi być dobrą.

Pozwól mi wierzyć.

Mieć nadzieję.

Kochać.

Modlitwa z książki: Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, Marta Fox, Siedmioróg, Wrocław 2012, s. 218

Jednak najładniej modlą się ateiści!  ;-) Przypadek?  Nie sądzę!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Poezja, Życie

 

Moje ciekawe życie. Bo grunt to się nie poddawać!

21 lut

Od jakiegoś czasu… Nie właściwie od bardzo dawna wiem, że kiedy mówię „muszę…” a nie chcę, robię coś czego nie chcę, ale czego chcą inni i wcale mnie to nie cieszy. Chcę być szczęśliwa a tymczasem nie jestem, bo zamiast uszczęśliwiać siebie, uszczęśliwiam innych. 

Cały czas myślę, co w swoim życiu poprawić, bo mnie to nie uszczęśliwia. Dumam, dumam i dumam. W wyobraźni poprawiam, planuję, czuję się winna, smutnieję i co … nie jestem szczęśliwa. Do kitu z tym szczęściem! Wymyślonym, wywalczonym, zdobytym. Do bani! Im bardziej się napinam, tym bardziej nie wychodzi! Niech się dzieje, co ma się dziać! Dobre, czy złe. Nerwowe, czy spokojne. Smutne, czy szczęśliwe. Niech będzie! I niech będzie moje, dla mnie, tylko i wyłącznie! Chcę żyć tylko dla siebie! Smutek też jest potrzebny! Potrzebne są nerwy i niepewność, bo daję sygnał do wykonania jakiej pracy nad sobą!

Terapia – w momencie kiedy najbardziej jej potrzebowałam została odłożona na miesiąc. Byłam wściekła! Akurat po tej ohydnej sprawie w sądzie o zawieszenie praw rodzicielskich. Nie wiedziałam czy dam sobie radę z emocjami. Na początku chciałam napisać do terapeuty z pytaniem: dlaczego? Przecież tak potrzebuję pomocy. Nie zrobiłam tego. Po raz pierwszy posłuchałam intuicji, która podpowiadała cicho: „To dobrze. Postaraj się sama rozwiązywać swoje problemy. I tak w efekcie zostaniesz sama. Nie ma przy tobie nikogo.” Przeczekałam najgorsze i … żyję. Przez miesiąc miałam polegać na własnych siłach a nie na terapeucie. I bardzo dobrze. Jestem mu za to wdzięczna. Wiem, że po terapii będę umiała sobie radzić z uczuciami i stanami depresyjnymi lepiej. Już to umiem. Oczekiwałam fajerwerków – nie było i nie będzie. Jest za to ciężka, mozolna praca. 

Ostatnio moja sąsiadka zabrała mnie na spotkanie modlitewne z pewnym znanym małżeństwem. W domu tych ludzi jest kaplica z cudownym krzyżem z Limpias. Poszłam z ciekawości. Małżeństwo – oboje już koło 60-tki. Ona obdarzona charyzmatem proroctwa a on uzdrawiania. Oboje bardzo uduchowieni. Spotkanie miało miejsce w jednym z okolicznych bloków. W jednym mieszkaniu spotkało się kilkanaście kobiet, które przyszły po poradę ( ok. 12, razem z nami).

Spóźniłyśmy się, więc rozważanie nad Pismem Świętym nas ominęło. Później kobiety kolejno mówiły numer i pani coś czytała a później tłumaczyła. Nie wiedziałam o co chodzi. Kiedy przyszła moja kolej nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Zapytałam siedzącą najbliżej kobietę:

- O co chodzi?

- Podaj numer strony.

- Jakiej strony?

- Może ja pani coś wybiorę? – zaproponowała prowadząca.

- Proszę niech pani coś wybierze – odpowiedziałam.

Pani spojrzała do książki i zaczęła czytać. Usłyszałam coś, o czym wiedziałam i co mnie rzeczywiście trapiło od dawna. Wykonywany zawód i zawirowania w życiu są źródłem bezustannych tarć wiara-życie. Tekst dotyczył modlitwy.

- Za mało się modlisz. Zapominasz o modlitwie. Módl się więcej – popatrzyła na mnie uważnie.

Pokiwałam głową. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Wiedziałam, że kiedy zaprzeczę i powiem, że się modlę, ona zacznie dyskusję i uświadamianie mnie a ja to wszystko wiem, więc nie odzywałam się. Rzeczywiście ostatnio nie modliłam się, unikałam wizyt w kościele i byłam bardzo przygnębiona. Ogarnęły mnie „czarne myśli” z tych najgorszych, aż zaczęłam się bać. Zdołowana i przestraszona nie wiedziałam, co robić. Pewnej nocy, przed snem złapałam za różaniec. Tylko taką metodę terapii doraźnej znam. Tylko taka przyszła mi do głowy. Modlitwa uspakaja, wycisza. Zrobiło się lżej. Usnęłam… Teraz to dziwne spotkanie.

Pani nie skończyła na upomnieniu z modlitwą. Popatrzyła w książkę i przeczytała znów jakiś tekst. Usłyszałam to samo, co w Zambrowie, na spotkaniu z Bashoborą. 

- Masz ogromny dar. Jesteś bardzo dobra. Będziesz święta…

Pokiwałam przecząco głową. Na moich ustach wykwitł wątpiący uśmieszek.

- Dlaczego zaprzeczasz – obruszyła się pani – nie chcesz być święta? Wszyscy by chcieli… A ja widzę nad twoją głową aureolę…

Popatrzyłam na nią. Nic nie mówiłam. Co miałam powiedzieć. Po co prowokować dyskusję.

- Przyjedź do T. Ty przyjedziesz…

Zapamiętałam proroctwo o świętości i braku modlitwy. Dwie przeciwstawne rzeczy. Jak to pogodzić? I jak pogodzić to, że w wielkich nerwach klnę jak szewc. Święci nie przeklinają a ja tak, więc nici, droga pani, ze świętości. Przynajmniej teraz…

Pani jeszcze zwracała się do innych kobiet, coś im tłumacząc i widziałam, że mówiła do nich tak, jakby je znała, jakby to nie było pierwsze spotkanie, a one słuchały, potakiwały i zgadzały się z nią. Niektóre były tam po raz pierwszy. Tylko ja dostałam proroctwo o świętości. Każdy może się pomylić. Pani też się pomyliła.

Na zakończenie spotkania starszy pan podchodził do każdej kobiety i nakładał na nią ręce. Dotykał swoimi dłońmi głowy, ramion, piersi, brzucha. Przypomniał mi się bioenergoterapeuta, który „leczył” moją mamę. On też nakładał na nią ręce i modlił się.

Nie wiem po co są te spotkania – dla modlitwy, czy dla wysłuchania „proroctw” i kierowania życiem każdej słuchającej pani, a może w celu uzdrawiania z chorób. Nie wiem…

Nie wiem też, czy pojadę do T. Może… Kiedyś… Co ma być dla mnie, to będzie. Po tym spotkaniu nie mogłam spać w nocy. Obudziłam się o trzeciej nad ranem, wystraszona. Trudno mi było później usnąć. 

Co ma być, to będzie.

MATRIOSZKA_WA__K_50295de58101d

Trudno to wyjaśnić, ale zapanował we mnie jakiś spokój. Być może na krótko. Często tak mam, że najpierw spokój, stagnacja a później ostry zjazd w dół i rozpacz powodowana przeciwnościami losu, bo coś zaczyna się dziać, i to coś złego. Już myślę, że to co najgorsze mam a sobą a to była tylko cisza przed burzą. 

Kiedyś zaśmiałam się u mojej znajomej R. i porównałam się do rosyjskiej matrioszki, wańki-wstańki. Wszyscy wiedzą, jak wyglądają takie laleczki. Pękate, z krasnymi policzkami i czerwonymi usteczkami. Zamiast nóg mają okrągłe dno i kiedy się je przewraca one same wstają. Jestem do nich podobna. Życie mnie przewraca a ja wstaję z uśmiechem. I tej opcji będę się trzymać… Optymistycznej opcji.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

„Bóg nie umarł” – film dla ateistów.

18 lut
gods-not-dead-movie

Foto: kulturadobra.pl

Przypadkowo „wpadłam” na film o takim tytule.

Josh Wheaton (Shane Harper) , młody chrześcijański student w trakcie zajęć z filozofii trafia na zażarcie ateistycznego profesora Radisson (Kevin Sorbo), który domaga się od swych uczniów, by na kartce papieru napisali: „God is dead” (czyli „Bóg jest martwy”).  Josh nie chce jednak tego zrobić, więc profesor rzuca mu wyzwanie – w trakcie następnych zajęć ma stoczyć z nim debatę na temat istnienia Boga. Od wyniku tej dyskusji ma zależeć to, czy dostanie on zaliczenie z filozofii.

„Bóg nie umarł” to, technicznie rzecz biorąc, dobrze nakręcony film z jednocześnie bardzo  silnym i wyrazistym pro-chrześcijańskim i ewangelizacyjnym przesłaniem.

Film „Bóg nie umarł” nie zawiera też żadnych wulgarnych słów, obscenicznych aluzji, scen seksu oraz nie eksponuje przemocy i nieskromności. Spokojnie można go zatem polecać do obejrzenia całym rodzinom na nadchodzące długie jesienne i zimowe wieczory.

Źródło: kulturadobra.pl

Link do filmu: Bóg nie umarł.

Parę tekstów z filmu:

“Jeśli Boga nie ma, to wszystko jest dozwolone” Fiodor Dostojewski

“Jak można nienawidzić Kogoś, kto nie istnieje?”

I dialog syna z matką. Syn, pnący się po szczeblach kariery szef korporacji, przyjeżdża do matki, do domu opieki. Matka cierpi na zaawansowaną demencję. Nie rozpoznaje najbliższych. Syn pewny siebie, mówi do matki:

- Nawet nie wiem, co ja tu robię, przecież ty nawet nie wiesz, kim jestem. Modliłaś się i wierzyłaś przez całe życie. Nigdy nie zrobiłaś nic złego. No i proszę… Jesteś najmilszą osobą, jaką znam a ja jestem najgorszy. Ty masz demencję… Moje życie jest idealne… Wyjaśnij mi to.

Czasami diabeł pozwala ludziom wieść życie wolne od kłopotów, bo nie chce by zwrócili się do Boga. Twój grzech jest jak więzienna cela, ale miła i przyjemna, a tobie wydaje się, że nie ma potrzeby z niej wychodzić. Drzwi są szeroko otwarte, aż pewnego dnia czas się skończy, drzwi celi zamkną się z hukiem i nagle będzie za późno.

Kobieta skończyła mówić i spojrzała w stronę syna jak na obcego mężczyznę, a po chwili zapytała:

- Powtórzy pan, kim pan jest?

 

Film bardzo mi się podobał. Czy istnieje dowód na istnienie Boga? Odpowiedź zobaczycie w filmie  :-D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Film

 

W oparach gorączki. Tłusty czwartek, walentynki i chęć kontroli wszystkiego i wszystkich.

15 lut

Od soboty trawi mnie gorączka! 38,6 !kto_kocha_naprawde

Syn przyciągnął do domu wirusa! Wolałabym, żeby przyciągnął jakąś ładną dziewczynę, bo przynajmniej byłby z tego jakiś pożytek! Co ja plotę? On miałby pożytek, a ja jaki? Chyba tylko wizualny…

Co ja plotę? A tak, mam gorączkę… racja… Odjazdowo… Przy 38,0 zaczynam płakać  a powyżej 38 zaczynam pleść głupoty!

 Wczoraj sąsiadki przyszły z odsieczą. A. zaaplikowała mi końską dawkę witamin. Dzisiaj niedziela – trochę lepiej. Zasiadłam przed laptopem i znalazłam tekst dotyczący naszej skłonności do kontrolowania innych i do narzucania im swojego punktu widzenia, bo „jest lepszy”, ale czy aby na pewno? 

Dwie połówki w związku

W każdym związku są dwie połówki. Jedną połówką jesteś ty, a drugą twój syn, twoja córka, twój ojciec, matka, przyjaciel czy partner. Z tych dwóch połówek odpowiadasz tylko za swoją połowę. Nie odpowiadasz za tę drugą. To nieważne, na ile bliska, jak ci się wydaje, jest ci ta osoba, czy jak bardzo ją kochasz. Po prostu nie ma możliwości, abyś mógł odpowiadać za coś, co jest w głowie drugiej osoby. Nigdy nie wiesz do końca, co ona czuje, w co wierzy, z jakich wychodzi założeń. Nie wiesz o niej niczego. Nie potrafimy zrozumieć takiej prostej i w gruncie rzeczy oczywistej prawdy. Ciągle próbujemy przejąć odpowiedzialność za drugą połowę i dlatego związki w piekle są oparte na lęku, nieszczęściu, walce o władzę.
Jeśli walczymy o sprawowanie kontroli, wynika to z braku szacunku. Tak naprawdę wcale nie kochamy. To egoizm, a nie miłość. Chodzi nam tylko o te małe dawki, które sprawiają, że czujemy się dobrze. Kiedy nie mamy szacunku, zaczyna się wojna o władzę, ponieważ każdy chce odpowiadać, czyli decydować za drugiego. Muszę cię kontrolować, ponieważ cię nie szanuję. Muszę odpowiadać za ciebie, bo jeśli coś ci się stanie, zrani to i mnie, a ja nie chcę bólu. Zresztą jeśli zobaczę, że jesteś nieodpowiedzialny, będę cię przez cały czas poszturchiwać, żeby przypomnieć ci o odpowiedzialności. Odpowiedzialności z mojego punktu widzenia. Choć to wcale nie oznacza, że mam rację.
Oto co się dzieje, kiedy przychodzimy ze ścieżki lęku. Ponieważ nie mam dla ciebie szacunku, postępuję tak, jakbyś nie był wystarczająco dobry albo wystarczająco inteligentny, żeby wiedzieć, co jest dla ciebie dobre, a co złe. Wychodzę z założenia, że nie jesteś wystarczająco silny, aby podjąć wyzwanie i zadbać o siebie. Muszę przejąć kontrolę, więc mówię: „Pozwól, że zrobię to za ciebie” albo: „Nie rób tego”. Staram się podporządkować sobie twoją połowę związku i zapanować nad całością. Jeśli przejmę kontrolę nad całym naszym związkiem, co się stanie z twoją rolą? Zniknie.
Tylko z drugą połową możemy dzielić się przeżyciami, cieszyć się, tworzyć razem najpiękniejszy sen.
Tymczasem druga połowa ma zawsze swój własny sen, swoją własną wolę, nigdy nie zawładniemy owym snem, choćbyśmy nie wiem jak się starali. Mamy więc wybór: możemy działać przeciwko sobie i walczyć o władzę albo stworzyć drużynę. W drużynie zawsze gra się ze sobą, a nie przeciwko sobie.
Jeśli grasz w tenisa, masz partnera i jesteście drużyną. Nigdy nie występujecie przeciwko sobie. Nigdy. Nawet jeżeli różnicie się stylem gry, macie ten sam cel: bawić się razem, razem grać, być kumplami. Jeśli masz partnera, który narzuca ci swój styl gry i mówi: Nie, nie graj w ten sposób, graj tak! Nie, źle to robisz!” – gra przestaje być dla ciebie zabawą. W końcu w ogóle nie chcesz grać z takim partnerem. Zamiast tworzyć drużynę, twój partner chce ci narzucić sposób gry. Brak myślenia zespołowego zawsze powoduje konflikty. Jeśli popatrzysz na swoje partnerstwo, swój romantyczny związek, jak na drużynę, wszystko samo się naprawi. W związku, tak jak w grze, nie chodzi o wygrywanie i przegrywanie. Chodzi o samą grę. Grasz, ponieważ chcesz się bawić.
Uświadomiwszy sobie, że nikt nie może sprawić, że będziesz szczęśliwy, ponieważ szczęście jest rezultatem miłości emanującej z ciebie, posiądziesz wiedzę o Sztuce Miłości i staniesz się Mistrzem.

Na ścieżce miłości dajesz więcej, niż bierzesz. I oczywiście kochasz siebie samego na tyle, by nie pozwolić wykorzystywać się egoistom. Nie szukasz odwetu, ale podajesz jasne komunikaty. Możesz powiedzieć: „Nie podoba mi się, że próbujesz mnie wykorzystywać, że mnie nie szanujesz, że jesteś dla mnie niegrzeczny. Nie potrzebuję kogoś, kto mnie będzie obrażał słownie, emocjonalnie, fizycznie. Nie muszę bez przerwy słuchać twoich narzekań. Nie chodzi o to, że jestem lepszy od ciebie, lecz o to, że kocham piękno. Kocham śmiać się. Kocham bawić się. Kocham kochać. To nie znaczy, że jestem egoistyczny, po prostu nie potrzebuję obok siebie kogoś, kto czuje się ofiarą. To nie znaczy, że cię nie kocham, ale nie mogę brać na siebie odpowiedzialności za twój sen. Jeśli zwiążesz się ze mną, będzie to bardzo trudne dla twojego Demona, ponieważ w ogóle nie będę reagować na twój “balast ran”. To nie jest egoizm, to miłość i szacunek dla nas samych. Egoizm, władczość i lęk zniszczą niemal każdy związek. Szlachetność, wolność i miłość są zaczynem najpiękniejszych związków – niekończącego się romansu…

Ruiz Don Miguel – Ścieżka Miłości. Sztuka budowania związków.

Źródło: Po pierwsze ludzie

Przeczytałam i pomyślałam, że ktoś mi to już mówił. Wkurzało mnie to! I to jak bardzo wkurzało! Nie mogłam zrozumieć, że „upominanie”, „opieka”, „mówienie, co jest dobre” – może być kontrolą innych. 

- Ja chcę ich tylko ustrzec przed popełnianiem błędów – oponowałam.

- Czy takie postępowanie ustrzegło cię przed popełnianiem błędów? 

- Nie.

- Więc widzisz. Twoja kontrola do niczego nie prowadzi. Chcesz im narzucić swój świat, ale czy on jest taki dobry?

- Nie, nie jest. Jest okropny…

Był okropny…

A to wyłowione z sieci

Filmik, który można oglądać z „przymrużeniem oka”. „Bez złożonych teorii, duchowych ćwiczeń, czegoś wypracowanego”.



W tytule sugerowałam, że będzie coś o tłustym czwartku… Umknęło mi! Gorączka robi swoje. Dobrze, że chociaż o miłości coś było. Bo chyba było? Było? … 

Idę coś wziąć na gorączkę…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie

 

30 cennych rad, aby kochać siebie samego jeszcze bardziej :-)

10 lut
skała

foto: popularne.pl

Na FB :-o  wypatrzyłam kolejne porady – jakich rzeczy nie należy sobie robić z uwagi na naszą ważność, cenność, niepowtarzalność. Powiem szczerze, czytałam kolejne punkty a łzy spływały mi po policzkach. Swoiste podsumowanie tego, co dla siebie zrobiłam, czego nauczyłam się na terapii, tego co wprowadzam w życie. Ja już znam swoją wartość i cenność. Sama tego lepiej bym nie sformułowała, więc przepisuję i udostępniam dalej. 

 1. Przestań spędzać czas z niewłaściwymi ludźmi. Życie jest zbyt krótkie, aby poświęcać czas ludziom, którzy wysysają z Ciebie szczęście. Jeśli ktoś chce Cię w swoim życiu, zrobi dla Ciebie w nim miejsce. Nie musisz o to walczyć. Nigdy nie poświęcaj się dla kogoś kto Cię nie docenia. I pamiętaj – prawdziwymi przyjaciółmi są ci, którzy wspierają Cię w najgorszych chwilach, a nie w najlepszych.

2. Przestań uciekać od problemów. Staw im czoła. Nie, to nie będzie łatwe. Nie ma na świecie osoby, która radzi sobie świetnie z każdą przeszkodą. Nie jesteśmy zaprogramowani by natychmiast rozwiązywać każdy problem. W gruncie rzeczy jesteśmy stworzeni do tego, aby być smutnymi, nieszczęśliwymi i zranionymi. Tak właśnie skonstruowany jest świat – nauka, adaptacja i rozwiązywanie kłopotów. To kształtuje naszą osobowość.

3. Przestań się okłamywać. Możesz okłamywać każdego, ale nigdy nie rób tego sobie. Nasze życie poprawia się wtedy kiedy wykorzystujemy dane nam szanse. Pierwsza i najważniejsza z nich jest bycie szczerym względem samego siebie.
4. Przestań spychać swoje potrzeby na dalszy plan. Najbardziej bolesna jest utrata siebie w procesie kochania drugiej osoby. Zapominamy o własnej wyjątkowości. By pomóc obojgu, musimy pomóc najpierw sobie. Właśnie teraz jest najlepszy moment na spełnianie swoich marzeń.

5. Przestań próbować być kimś kim nie jesteś. Jednym z największych wyznań jest bycie sobą w świecie, gdzie wszyscy chcą być jednakowi. Ktoś zawsze będzie ładniejszy, mądrzejszy, młodszy, ale nigdy nie będzie Tobą. Nie zmieniaj się by inni Cię polubili. Bądź sobą, a odpowiednie osoby Cię pokochają.

6. Przestań trzymać się przeszłości. Nie możesz zacząć nowego rozdziału w swoim życiu jeśli wciąż przeglądasz poprzedni.

7. Przestań bać się popełniania błędów. Zrobienie czegoś i przeżycie 10 kolejnych porażek jest bardziej produktywne niż bezczynność. Za każdym sukcesem ciągnie się sznur porażek, każda porażka zbliża nas do sukcesu. Ostatecznie będziesz bardziej żałował rzeczy, których nie zrobiłeś, niż tych, które nie wyszły.

8. Przestań się obwiniać za stare błędy. Mogliśmy kochać nieodpowiednią osobę, płakać nad drobnostkami, ale to jedynie zbliżyło nas do miejsca, w którym jesteśmy. Wszyscy popełniamy błędy, mamy rozterki i żale z przeszłości. Ale każdy z nas ma siłę by ukształtować nowe dni i swą przyszłość. Każda rzecz, która przytrafia nam się w życiu przygotowuje nas do tego, co ma jeszcze nadejść.

9. Przestań kupować „szczęście”. Wiele rzeczy, których pragniemy są drogie, ale tak naprawdę jedyne satysfakcjonujące rzeczy są za darmo – miłość, śmiech i praca będąca pasją.

10. Przestań szukać szczęścia w innych. Jeśli nie jesteś zadowolona z osoby, którą jesteś w środku to nigdy nie będziesz zadowolony będąc z kimkolwiek. Musisz ustabilizować własne życie zanim zaczniesz je z kimś dzielić.

11. Przestań siedzieć bezczynnie. Nie myśl za dużo, inaczej sam stworzysz problemy, których nie ma. Oceń sytuację i podejmij odpowiednie działania. Nie możesz zmienić tego z czym musisz się zmierzyć. Postęp wiąże się z ryzykiem. Nie możesz zrobić kroku, nie odrywając stóp od ziemi.

12. Przestań myśleć, że nie jesteś gotowy. Nikt nigdy nie czuł się w 100% gotowy, kiedy napotykał swoją szansę. Większość wspaniałych okazji w naszym życiu wykracza poza naszą sferę komfortu, więc z początku nigdy nie będziemy całkowicie pewni naszych decyzji.

13. Przestań angażować się w związki ze złych powodów. Związek musi powstać rozważnie. Lepiej być samotnym niż w złym towarzystwie. Nie ma pośpiechu. Jeśli coś jest nam przeznaczone, wydarzy się – we właściwym czasie, z odpowiednią osobą i z dobrych powodów. Zakochaj się gdy będziesz gotowy, a nie samotny.

14. Przestań odrzucać nowe związki, bo poprzednie nie wyszły. Zrozumiesz, że istnieje powód spotkań kolejnych osób w Twoim życiu. Niektóre Cię przetestują, inne wykorzystają, a kolejne nauczą czegoś nowego. Ale najważniejsze – znajdą się takie, które obudzą w Tobie to, co najlepsze.

15. Przestań rywalizować ze wszystkimi. Nie przejmuj się tym, że inni są w czymś lepsi od Ciebie. Skoncentruj się na pokonywaniu własnych rekordów każdego dnia. Sukces to walka jedynie z samym sobą.

16. Przestań być zazdrosnym. Zazdrość to sztuka liczenia dorobku innych zamiast własnego. Zapytaj sam siebie co masz takiego, co wszyscy inni chcieliby mieć.

17. Przestań narzekać i użalać się nad sobą. Życiowe zakręty kierują Cię na Twoją ścieżkę. Możesz nie widzieć lub nie rozumieć wszystkiego, co się wydarzy, to może być trudne. Jednak gdy spojrzysz na to z perspektywy czasu dostrzeżesz, że doprowadziło Cię to do lepszego miejsca, ciekawszych osób, czy sytuacji, więc uśmiechnij się! Niech wszyscy uwierzą, że dziś jesteś silniejszy niż wczoraj, a tak się stanie.

18. Nie trzymaj urazy. Nie żyj z nienawiścią w sercu. Bardziej będziesz krzywdzić samego siebie niż ludzi, których nie lubisz. Przebaczanie to nie zwrot, „To, co mi zrobiłeś jest okej.” To umiejętność wypowiedzenia przed samym sobą słów, „Nie pozwolę na to, aby to co mi zrobiłeś, zrujnowało moje szczęście na zawsze.” Przebaczenie jest odpowiedzią. Odpuść, znajdź spokój, a to Cię wyzwoli. I pamiętaj, że przebaczenie nie jest na pokaz dla innych ludzi, ma pomóc Tobie.

19. Nie pozwól innym, aby ściągali Cię w dół do ich poziomu. Nie pozwalaj na to, aby się uwsteczniać. Nie rób kroków w tył. Nie wybieraj sobie znajomych, którzy obniżają Twój poziom.

20. Przestań marnować czas na tłumaczenie się przed innymi osobami. Twoi przyjaciele tego nie potrzebują, a wrogów to i tak nie interesuje. Po prostu rób to, co uważasz za słuszne i zgodne z Twoimi przekonaniami.

21. Przestań robić w kółko te same rzeczy, bez chwili przerwy. Czas wziąć głęboki oddech. Jeśli będziesz dalej robić to, co robisz, będziesz trzymać się tego, co dostajesz. Czasem trzeba zdystansować się do siebie, aby obiektywnie i jasno spojrzeć na sytuację.

22. Przestań pomijać drobne rzeczy. Ciesz się z małych rzeczy, bo po jakimś czasie spojrzysz w przeszłość i zorientujesz się, że to były naprawdę istotne chwile. Najważniejsze wydarzenia z Twojego życia będą małe, ale spędzone z kimś, komu na Tobie zależy.

23. Przestań dążyć do ideałów na każdym polu. Prawdziwy świat nie nagradza perfekcjonistów tylko ludzi pracowitych, którzy umieją doprowadzić sprawę do końca.

24. Nie próbuj iść najłatwiejszą i najkrótszą drogą. Nie idź na łatwiznę. Zrób coś niezwykłego.

25. Przestań udawać, że wszystko jest w porządku, jeśli nie jest. Naprawdę czasem dobrze jest rozpaść się na kawałki. To normalne. Każdy z nas tak ma. Nie zawsze trzeba udawać, że jest się silnym. Nie musimy udowadniać cały czas, że wszystko jest w porządku. Nie należy się martwić o to, co myślą inni. Jeśli masz ochotę płakać, po prostu to zrób. Im szybciej wyrzucisz to z siebie, tym lepiej dla Twojego zdrowia.

26. Przestań obwiniać innych za swoje problemy. Wielkość marzeń, które możesz osiągnąć zależą od stopnia, w jakim możesz wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Kiedy obwiniasz innych za to, co przechodzisz zaprzeczasz pojęciu odpowiedzialności. Pozwalasz innym mieć władzę nad częścią Twojego życia.

27. Przestań być wszystkim dla wszystkich. Jeśli będziesz starał się być dla wszystkich może Cię to zniszczyć. Ale uśmiech jednej osoby może zmienić świat, może niekoniecznie cały, ale z pewnością jakiś fragment.

28. Przestań się zamartwiać. Zamartwianie nie naprawi Twojej przyszłości, a zniszczy jedynie Twoją teraźniejszość. Jedynym słusznym rozwiązaniem w takiej sytuacji jest postawienie sobie pytania, „Czy ta sprawa jest ważna w tym roku i czy coś zmieni? Jeśli nie, to nie warto się nią martwić.”

29. Przestań skupiać się na tym, co nie chcesz, aby się wydarzyło. Skoncentruj się na tym, co chcesz, aby się wydarzyło. Pozytywne myślenie jest w czołówce każdego wielkiego sukcesu. Jeśli będziesz się budzić każdego ranka z myślą, że wydarzy się coś cudownego i będziesz pielęgnował tę myśl, zobaczysz, że częściej będziesz szczęśliwy.

30. Przestań być niewdzięcznym. Nie ma znaczenia, jak bardzo zły dzień miałeś. Zawsze dziękuj za swoje życie, bo gdzieś na świecie ktoś oddałby życie, aby być na Twoim miejscu. Zawsze myśl o tym, co tracisz, próbując myśleć o tym, co mają inni.

Żródło: popularne.pl

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Pozytywnie – gdy wszystko idzie źle. Kryzys jako przełom życiowy.

09 lut

kryzys-psychicznyJeśli wydaje ci się, że wszystko idzie źle – po prostu przypomnij sobie 8 zasad. Będzie lżej.

„Siedzę na swoim łóżku szpitalnym czekając na operację – obustronną radykalną mastektomię. Dziwne, ale czuję się szczęśliwa. Do tej pory nie miałam kłopotów ze zdrowiem. Mam 69 lat… W ciągu kilku godzin zobaczyłam kilkadziesiąt osób chorych na raka na wózkach inwalidzkich. Żadna z tych osób nie miała więcej, niż 17 lat…”

„To fragment pamiętnika mojej babci z 16 września 1977 roku. Ten fragment przypomina mi każdego dnia, że zawsze jest coś, za co należy być wdzięcznym. Niezależnie od tego jak się czuję – dobrze czy źle – każdego dnia po przebudzeniu powinienem podziękować za życie, ponieważ ktoś gdzieś tam właśnie w tej chwili rozpaczliwie o nie walczy” – pisze na swoim blogu Mark Czernov.

***************************
Prawdziwe jest stwierdzenie, że szczęście nie polega na braku problemów tylko na umiejętności radzenia sobie z nimi. Dlatego – dla przypomnienia:

1. Ból jest częścią wzrastania.

Czasem życie zamyka drzwi, bo czas ruszyć tyłek. To dobrze, bo często nie zaczynamy się poruszać, dopóki okoliczności nas do tego nie zmuszą. Gdy przychodzi ciężki czas, przypomnij sobie, że nie ma bezcelowego bólu. Ruszaj się OD tego, co sprawia ci ból, ale nigdy nie zapominaj lekcji, jaką on niesie. To, że walczysz, nie oznacza, że odnosisz porażkę. Każdy wielki sukces wymaga godnej walki. Pozostań cierpliwy i pewny siebie. Wszystko się ułoży – może nie w mgnieniu oka, ale się ułoży. Pamiętaj, że są dwa rodzaje bólu: ból, który sprawia ból oraz ból, który cię zmienia. Zamiast stawiać opór bólowi, pozwól mu sobie pomóc.

2. Wszystko w naszym życiu jest czasowo ograniczone i przemija.

Zawsze, gdy pada deszcz, wiemy, że się skończy. Za każdym razem, gdy boli – rana się w końcu zagoi. Każdy nowy dzień przypomina, że po ciemności przychodzi światło, tym niemniej zapominamy o tym i wydaje nam się, że noc będzie trwała wiecznie. Nic nie trwa wiecznie. TO TEŻ MINIE. Jeśli teraz jest ci dobrze – rozkoszuj się tym, bo to nie będzie trwało w nieskończoność. Jeśli jest ci źle – to też minie. To, że życie w danym momencie jest trudne nie oznacza, że nie możesz się z tego śmiać. Jeśli cokolwiek cię niepokoi, nie znaczy, że nie masz prawa się uśmiechnąć. Każda chwila darowuje ci nowy początek i nowe zakończenie. Co sekundę otrzymujesz drugą szansę. Po prostu zechciej ją wykorzystać.

3. Nerwy i narzekania niczego nie zmienią.

Ci, którzy narzekają, otrzymują najmniej. Nic nie jest przesądzone, jeśli przegrałeś, ale wszystko jest przesądzone, jeśli tylko narzekasz bez podejmowania żadnych działań. Jeśli w cokolwiek wierzysz – nie rezygnuj z prób. Nie pozwól cieniom przeszłości spieprzyć sobie teraźniejszość i tym samym – przyszłość. Wykorzystaj swoje doświadczenie, by się z niego uczyć zamiast na nie utyskiwać. Niezależnie od tego, co się stanie w efekcie – prawdziwe szczęście przyjdzie wtedy, gdy przestaniesz skarżyć się na swoje problemy, a zaczniesz być wdzięczny za wszystkie te problemy, których nie masz.

4. Twoje blizny są świadectwem Twojej mocy.

Nigdy nie wstydź się blizn, jakie zostawiło na tobie życie. Blizna oznacza, że już nie boli, że rana się zagoiła. To oznacza, że zwyciężyłeś ból, że odrobiłeś lekcję, że jesteś silniejszy i posunąłeś się przynajmniej krok naprzód w swoim rozwoju. Blizna to tatuaż tryumfu. Nie pozwól, by twoje blizny zrobiły z ciebie swojego zakładnika. Nie pozwól, by zmusiły cię do życia w strachu. Nie możesz spowodować, by zniknęły, ale możesz rozpatrywać je jako źródło mocy.

„Rana jest miejscem, w którym Światło wnika w ciebie”. Rumi

Spójrz na swoje blizny jak na komunikat: „TAK! DOKONAŁEM TEGO! Przeżyłem i mam blizny, by to udowodnić! Teraz mam szansę, by stać się silniejszy!”

5. Każdy niewielki ruch jest ruchem naprzód.

Cierpliwość nie polega na wiecznym oczekiwaniu na cud. Cierpliwość polega na umiejętności zachowania dobrego samopoczucia przez całą drogę do realizacji swoich marzeń. Jeśli rozpoczynasz drogę – idź do samego końca, bo inaczej po co zaczynać? To może być równoznaczne z utratą stabilizacji i komfortu przez jakiś czas. Możliwe, że będziesz potrzebował zrezygnować z ulubionych dań lub przeformułować cały swój tryb życia – to oznacza wyjście ze swojej strefy komfortu. Możliwe, że zaryzykujesz utratę relacji i wszystkiego, co tak dobrze znasz. Możliwe, że przez jakiś czas będziesz samotny. Możliwe, że właśnie samotność przyniesie ci wiele nieznanych dotąd szans. To jest – w jakimś sensie – dobry test na to, czy rzeczywiście zależy ci na realizacji swojego marzenia. Wówczas zrozumiesz, że momenty walki nie są przeszkodą, że są drogą samą w sobie. I że ta droga jest tego warta. Nie ma wspanialszego uczucia na świecie, niż świadomość tego, że ŻYJESZ.

6. Negatywizm innych nie jest Twoim problemem.

Zachowaj pewność siebie, gdy otacza cię negatywna energia. Uśmiechaj się, gdy chcą cię pokonać. To łatwy sposób na podtrzymanie własnego entuzjazmu. Gdy ludzie źle o tobie mówią – pozostań sobą, nie pozwól, by cię zmieniali na swoją modłę. Nie myśl, że ludzie robią coś dla ciebie czy z twojego powodu – oni robią to wyłącznie dla siebie.

Przede wszystkim – nigdy nie zmieniaj się po to, by wywrzeć wrażenie na kimkolwiek, kto twierdzi, że nie jesteś dość dobry. Zmieniaj się jedynie wtedy, gdy czujesz, że to uczyni cię lepszym człowiekiem i doprowadzi do lepszej przyszłości (twojej przyszłości – nie ich). Ludzie będą gadać niezależnie od tego, co robisz i jak dobrze to robisz. Żarty na bok – masz tylko JEDNO życie. Czyń zatem tak, by być szczęśliwym i bądź z tymi, z którymi czujesz się dobrze.

7. Co ma być – będzie.

Nabierasz mocy, gdy zamiast krzyczeć i narzekać – uśmiechasz się i doceniasz życie. Bądź jednak zawsze gotów do otwarcia serca i rozumu, by pojąć, że nie zawsze możesz zmusić rzeczy do tego, aby się działy. Czasem trzeba odpuścić i pozwolić, by stało się to, co miało się stać.

Kochaj swoje życie, ufaj swojej intuicji, ryzykuj, trać i znajduj, ucz się doświadczając. To długa podróż. Przestań wciąż się denerwować, wątpić, przestań się bać. Śmiej się, żyj w każdej sekundzie i ciesz się życiem – choćby samą tego życia obecnością. Możesz nie wiedzieć dokładnie, dokąd zamierzałeś pójść, ale w rezultacie i tak przybędziesz tam, gdzie powinieneś się znaleźć.

Nie bój się zezłościć. Nie bój się znów pokochać. Nie pozwól, by pęknięcia w twoim sercu zamieniły się w niegojące się, rozdrapywane rany. Twoja moc zwiększa się każdego dnia. Zrozum, że odwaga jest piękna. Znajdź w swoim sercu to, co powoduje uśmiech na twarzach innych ludzi. Pamiętaj, że nie potrzebujesz akceptacji „wszystkich” ludzi na świecie, starannie dobieraj przyjaciół – nie ilość, a jakość. Bądź silny, gdy będzie trudno, ciężko, źle. Zawsze możesz spojrzeć wstecz, zobaczyć ile zrobiłeś, ile osiągnąłeś. Bądź z tego dumny, bądź dumny z siebie. Działaj, idź, rób więcej. Żyj prościej.

Po prostu pozostań sobą.
Rośnij. Ruszaj się.

Źródło: Po Pierwsze Ludzie

 

O kryzysie ks. Augustyn Pelanowski

Tego wpisu można posłuchać w aplikacji Audioblog

logo_audioaudioblog_small_white1-300x102.png

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Audioblog, Internet