RSS
 

„Potęga wybaczania”. Łaska dla tego, kto wybacza.

25 lut

ojciecO wybaczaniu już pisałam. Pisałam, że wybaczanie należy zacząć od siebie i przytoczyłam opowieść o mnichach. O przebaczeniu pisałam też w związku z książka Augustyna Pelanowskiego „Wolni od niemocy”. Pisałam też o przebaczaniu po przeczytaniu książki Jerzego Mellibrudy „Pułapka nie wybaczonej krzywdy”. Ufff nazbierało się tego trochę!

Jeszcze raz o wybaczaniu a dlaczego? Napiszę na końcu.

W życiu spotyka nas wiele rzeczy zarówno dobrych jak i tych mniej przyjemnych. Co zazwyczaj robimy? Roztrząsamy sprawy sprzed lat, jak na przykład żal do rodziców, bo traktowali nas z większą surowością niż nasze rodzeństwo. Musieliśmy robić więcej i lepiej, aby zaskarbić sobie ich przychylność. Myślimy, że kochali nas mniej, nie tak, jak tego potrzebowaliśmy. Czasem uważamy, że inni nas wykorzystują. Czy to rodzina, czy przyjaciele. Że pamiętają o nas, kiedy potrzebują pomocy albo pieniędzy, a zapominają o nas, gdy nie mamy z kim spędzić świąt. My za to pamiętamy każde imieniny, urodziny, dzwonimy… . Trwamy często w smutku i żalu, wracając myślami do każdego kłamstwa, kłótni, złości i nieprzyjemnych zdarzeń. Zadajemy sobie pytania: dlaczego on/ona tak postąpił? Dlaczego mnie skrzywdził? Dlaczego to powiedział? Czym na to zasłużyłam/em? Przecież zrobiłam tyle dla niego/niej! Dlaczego tak jest?

Dalej, tkwimy w relacjach, które zupełnie nam nie służą. Na przykład w związkach, które są tak naprawdę martwe, gdzie jedna strona poświęca wszystko, jest typowym dawcą, a druga, tylko i wyłącznie biorcą. Naturalną kolej rzeczy stanowi popadanie w depresję i totalne wyczerpanie, poczucie niedocenienia, odrzucenia, braku uczucia i wsparcia ze strony „biorcy”. Co się dzieje w sytuacji, kiedy nasza ukochana połowa nadużywa alkoholu? Chcemy pomóc, ale ona nie widzi problemu. Popadamy we współuzależnienie, nie potrafimy odejść. Boimy się tego, co czeka nas za murem utkanym ze znaków zapytania. A jeśli nic nas nie czeka? Lepsze znane zło, niż nieznany raj. Dopuszczamy do takiej sytuacji, w której zakończenie może być dramatyczne. Rozdarcie, pretensje, doprowadzają do ruiny i rozpadu. Żal i poczucie krzywdy zostają.

Niestety, są tacy wśród nas, których krzywda ze strony innych dotyka w sposób dużo bardziej bolesny. Istnieje wiele związków, w których pojawia się przemoc. Najczęściej to jednak kobiety są ofiarami. Może to być przemoc psychiczna, polegająca na szantażu emocjonalnym i nieustannym zastraszaniu. Wyzywanie, krzyki, groźby, kłamstwa, nieustanne pretensje i wymagania. Zamykanie na klucz w pokoju, pozbawienie pożywienia, środków do życia. A w końcu przemoc fizyczna, rozpoczynająca się od szarpanin, kuksańców, kończąc na poważnych obrażeniach, złamaniach czy wstrząśnieniach mózgu. Potem następują przeprosiny i zapewnienia, że to już nigdy się nie powtórzy. A kobieta w to wierzy, bo przecież on mówi, że mnie kocha. On się zmieni, bo ja go kocham. Zasługuje na szansę. I daje ją w nieskończoność. Cierpi, ale nie robi z tym nic. Albo dochodzi do kolejnych tragedii a w konsekwencji do ruiny psychicznej.

Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Sprowadzają się one jednak do tkwiącego w nas nieustannego poczucia krzywdy, którego nijak nie możemy się pozbyć. Dlaczego ciągle wracamy do dawnych wydarzeń? Rany się jątrzą a my nie pozwalamy, aby się zagoiły. Nie potrafimy wybaczyć i zapomnieć.

Jednak trwanie w żalu, złości, gniewie i krzywdzie, to jak picie trucizny i oczekiwanie, że umrze ktoś inny. To co się wydarzyło, choćby nie wiem jak straszne, nie wróci, jest już przeszłością, o ile pozwoliliśmy sobie na odejście. Osoba, która cię skrzywdziła, nie potrzebuje twojego wybaczenia. To ty go potrzebujesz, aby móc żyć w spokoju ducha. Wybaczenie tak naprawdę jest proste, osiągalne i jest największym darem, który dajesz sobie.

Jak to zrobić? Jest na to zapewne wiele sposobów. Podaję swój własny i sprawdzony.

Po pierwsze, postaw się po drugiej stronie. Co ta osoba mogła myśleć, czuć? Może jej historia była na tyle przykra, że tylko tak potrafi postępować? Zastanów się, czego ta osoba doświadczyła, czego nauczyło ją życie, że zrobiła to, co zrobiła. Może, kierowały nią zupełnie inne pobudki, niż myślisz? Jeśli ktoś bardzo Cię skrzywdził, wyobraź sobie, jak bardzo musi nienawidzić samego siebie, żeby poczuć się lepiej krzywdząc innych? Jak wiele lęku musi być w tej osobie, ile smutku, braku miłości? Może nigdy tego nie zaznała, może nie potrafi, nie umie okazać szacunku, miłości, bo nie wie jak. Zapomnij na chwilę o swojej krzywdzie i spróbuj zrozumieć tę osobę. Jej świat jest zupełnie inny niż twój. To co ona widzi, słyszy i doświadcza, interpretuje na swój sposób. I zadaj sobie pytanie: czy mogę to wszystko wybaczyć i żyć swoim życiem?

Po prostu poczuj to głęboko w sobie, bo możesz. Nawet jeśli tę osobę zupełnie nie obchodzi, co czujesz i myślisz, wybacz jej. Zrozum, że taka po prostu jest, to jest jej droga i wybór. Jeśli nie rozumie, ty nic nie możesz na to poradzić, naprawić kogoś na siłę. Aby się zmienić, trzeba tego głęboko chcieć.

Po drugie, zastanów się, dlaczego doszło do takiej sytuacji? Gdzie tkwi jej źródło? Zapewniam cię, że znajdziesz odpowiedź. Ale nie pytaj o tę drugą stronę, ale o siebie. Dlaczego ty w tej sytuacji postąpiłeś tak, a nie inaczej? Wszystko wynika z tego, co ty sam o sobie myślisz. Zapytaj siebie, co myślałeś? I czy to na pewno jest prawda? I bądź ze sobą szczery. Nawet, jeśli to boli. I wybacz sobie, bo ty też wziąłeś w tym udział. Zamknij przeszłość, niech będzie lekcją. Wyciągnij wnioski i buduj swoją przyszłość na nowym fundamencie.

Pamiętaj, aby nie powtarzać dawnych błędów, bo każdy kolejny raz już nie jest błędem, ale świadomym wyborem. Podaruj sobie wolność. Wybaczając innym i sobie, doświadczysz ogromnej wewnętrznej przemiany. Niech to będzie początek Twojego Nowego Życia. Tego ci życzę z całego serca.

Źródło: Czarna Pantera

Znalazłam ten tekst po wizycie u terapeuty. Na „tapecie” moja relacja z ojcem.  Mentalna podróż do domu. Do poranionych relacji, które wytyczyły sposób mojego zachowania w  całym życiu. To takie banalne! Prawda? Takie przewidywalne, że aż śmieszne. Szablonowe! Nie dla mnie. O tym, że to takie szablonowe dowiedziałam się czytając o metodach terapii i w wywiadach z terapeutami. Co innego czytać a co innego doświadczać samemu.

 

Porządkowanie zaczęłam w październiku. Idzie opornie. Miałam napisać list do ojca. Napisałam. Miałam przeczytać w gabinecie i … nie przeczytałam do tej pory. Zawsze jest coś ważniejszego. Ciągle rzucam inne problemy do rozwiązania. Zmieniam temat rozmowy, kiedy jest on niebezpiecznie blisko tematu „Taty”. Bronię się.

 

W międzyczasie obejrzałam film na podstawie powieści Jerzego Pilcha „Pod mocnym aniołem” i zobaczyłam, że pisanie listów i ich czytanie to metoda zaczerpnięta z terapii uzależnień. Tam pacjenci ośrodka odwykowego też pisali listy i wpadli na „wspaniały” pomysł, żeby te listy pisał jeden z pensjonariuszy ,bo był pisarzem.

 

Ja swój napisałam już dawno. Noszę go w kieszeni kurtki. Papier się pogniótł, powycierał na zgięciach. Czuję go, kiedy wkładam rękę do kieszeni. Czasami rozkładam zmięty papier i czytam fragment. Składam ponownie a wręcz zwijam w rulon i znów kryję na dnie kieszeni. „Tatuś” jest blisko.

 

Od jakiegoś czasu śni mi się dom rodzinny. Nie śni się spokojnie. Wciąż uciekam, kryję się za szarą ścianą naszego domu, z policzkiem dotykającym szorstkiego tynku. Widzę rodziców o zagniewanych twarzach. Coś krzyczą, więc chowam się za murami. Próbuję uciekać, ale wciąż wracam. Topię się w mętnych wodach, albo stoję nad stawem z czystą krystaliczną wodą i nagle obsuwam się do wody, która staje się brudna i lepka od zgniłej trawy.  Koszmar… Chcę uciec a wciąż trzymam się tamtego miejsca.

Sny są zniekształconym odbiciem rzeczywistości i naszych lęków…

 

Mój ojciec miał ciężkie życie. Matka zmarła, kiedy był mały. Wychowywała go macocha razem z gromadką przyrodniego rodzeństwa. O swoim ojcu nigdy nie mówił, nie mówił też nigdy o matce. Kiedy wybuchła wojna miał 10 lat. Skończył tylko trzy klasy szkoły podstawowej. Po wojnie nie było mowy o szkole. Musiał pracować.

Kiedy jechaliśmy do pracy na polu, mama zawsze pokazywała stary, drewniany domek w którym wychowywał się tata. Kochał moją matkę (tak zawsze mówiła moja siostra) i był dla niej dobry – przynajmniej na początku. Ja tego nie pamiętam. W mojej pamięci zostały inne wspomnienia. Lubiłam, kiedy mówił do niej Stacha, ale matka zawsze wtedy „fukała”. Był bardzo pracowity. Własnymi rękami zbudował dom – mały, ale żeby go zbudować ciężko pracował. Siostra zawsze przytacza opowieść, jak to ojciec woził cegły na budowę domu na rowerze, bo nie stać go było na transport. Nie dojadał. Wolał oddać jedzenie dzieciom i kłamać, że sam już jadł.

Ja swoich rodziców pamiętam już w tych „gorszych” czasach. Rodzeństwo było już dorosłe a rodzice przestali się rozumieć. Zamiast spokoju królował chaos. Nie było miejsca na jeszcze jednego „wyskrobka”, czyli mnie.

Żal mi ich. Nie umieli się porozumieć. Nikt ich nie nauczył rozwiązywania swoich problemów, więc szarpali siebie i innych. Zapiekli w swoich żalach, nerwach, chęci kierowania innymi, uczuciach porażki i odrzucenia.

 

 Mówią – piekło czeka nas po śmierci. Nie. Piekło tworzymy dla siebie na ziemi, żyjąc w poranionych relacjach z innymi.

 

Dlatego ważne jest wybaczenie.

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Internet, Życie

 

Tags: ,

Dodaj komentarz