RSS
 

Archiwum - Marzec, 2015

Czy istnieje prawdziwa miłość? Kogo kochamy?

31 mar

Zastanawiałam się dzisiaj czy ludzi, którzy odegrali jakąś znaczącą rolę w moim życiu, naprawdę kochałam i czym jest miłość. Doszłam do niezbyt miłych wniosków. W głowie rozbrzmiewał fragment „Przebudzenia” A. de Mello „To co czujemy i myślimy stanowi iluzję wyprodukowaną przez nasze głowy”.

Albo inne zdanie: „Widzimy ludzi i rzeczy nie takimi, jakimi są, ale takimi, jakimi my jesteśmy” i to prawda. Boimy się kłamstwa, bo może sami za bardzo kłamiemy. Krytykujemy hipokryzję, bo sami wolimy w nią uciec, ale wymagamy od innych, aby tacy nie byli, bo my możemy, ale oni to już,  oooo nie, oni nie.

W dzieciństwie nie doświadczyłam miłości. W młodości wolałam o niej nie myśleć. Uciekałam w świat książek i nauki, bo tak było bezpieczniej. W dorosłości stworzyłam rodzinę, bo tak chciałam. Chciałam nadrobić brak miłości. To nie ja miałam kochać, to ten ktoś miał kochać za nas dwoje. Ja miałam pławić się w tym uczuciu, wygrzewać się i kwitnąć. Iluzja boleśnie zniknęła. Po iluzji pozostały dwa wspaniałe istnienia powołane do życia, za które jestem odpowiedzialna.

Czasami wątpię, czy potrafię kochać naprawdę, bezinteresownie, nie oczekując niczego. Wątpię…

Jestem towarzyszem istot, które są „krwią z mojej krwi i kością z mojej kości”. Szanuję je. Nie we wszystkim się zgadzamy. Czasami bardzo burzliwie rozmawiamy. Uczymy się normalnego życia…

Wiem, że są przy mnie na chwilę, że wyfruną ode mnie w świat i zaczną budować swój. Mam wiele fotografii z każdego etapu ich dzieciństwa, bo wiedziałam, że minie za szybko, że pamięć nie zatrzyma tego, jak wyglądali, zatrze z czasem obraz. Kiedy byli mali lubiłam im czytać bajki a oni słuchali z wytrzeszczonymi oczkami. Trzyletni syn kiedyś mi zaproponował:

- Mamo przeczytam ci bajeczkę!

- Czytaj – odpowiedziałam z uśmiechem.

Usiadł przed wersalką, na podłodze. Otworzył książeczkę z wierszykiem o lokomotywie i zaczął czytać:

- Stoi na stacji lokomotywa, ciężka ogromna i pot z niej spływa – i przeniósł wzrok na drugą kartkę czytając następne zwrotki. Później przewrócił kartkę i przeczytał kolejne wersy i tak do końca książeczki.

Patrzyłam oniemiała i szczęśliwa. Moje trzyletnie dziecko naprawdę czyta. Nauczyło się! Cud! Szybko przyniosłam następną książeczkę i wykrzyknęłam:

- Przeczytaj tą!

Mały popatrzył na mnie, na książeczkę, na mnie i w końcu wykrztusił:

- Mamusiu ja nie umiem! Tej nie umiem na pamięć!

Tak często mu czytałam o lokomotywie, że zapamiętał kolejność i później tylko powielił.

Maleńka była prześlicznym niemowlakiem. Każdy się nią zachwycał .  Aureola blond loczków i piękne, niebieskie oczka. 

Gdyby nie oni nie przetrwałabym tych 15 lat. Są moją „deską”, która utrzymuje mnie na powierzchni. Ich kocham i dziękuję za te chwile z nimi spędzone. Popadłam w patos… no cóż…

Syn zaskoczył mnie dziś kwiatami.

- Mamo spóźnione, ale serdeczne życzenia.

Zakręciły mi się łzy w oczach. Mocno go przytuliłam.

Córcia laurkę dała w sobotę. Własnej roboty. Ona stawia na kreatywność a kreatywna jest i to bardzo.

Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam zdjęcie, jak kreatywne są moje pociechy:

mama

 

Do przeczytania ciekawy artykuł „Relacje z innymi to tak naprawdę Twoja relacja z Tobą” 

a i jeszcze odpowiedź co przemycał Mwangi (ten od piasku) – rowery!

 

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie

 

Moje 43 urodziny.

29 mar

Polubiłam tzw. nordic walking. Polecam! Super sprawa! Ostatnie dwa tygodnie przez TE wtorki to emocjonalne wulkany. Chyba bym się udusiła od ich nadmiaru, gdybym „nie poszła” :-D  w aktywność fizyczną. Bieganie odpada, bo stawy kolanowe chrzęszczą niemiłosiernie i bolą. Rower zbyt łatwy, więc wybrałam marsz. Kije pożyczone od sąsiadki, buty na nogi i okoliczne polne drogi moje. Wychodzę na około godzinę i szybkim marszem przemierzam polne ścieżki. Dziennie robię około 15 km, ale jak później się czuję! Poezja!!!  Po bieganiu bolały stawy (zresztą po rowerze też) a tu same pozytywy. Stawy nie bolą, ale są rozruszane. Płuca dotlenione. Piękne widoki po drodze, zapach ziemi, świergot ptaków, przyroda budzi się do życia a ja … spokojniejsza, szczęśliwsza (endorfiny działają), pozytywnie nastawiona do nowych problemów. Mam więcej energii, chęci do życia i siły do walczenia z negatywnymi emocjami. Dzieci mają lżej. Zachęcałam do chodzenia Maleńką i Juniora, ale oni mają inne plany. Ok. Nic na siłę. Będą chciały i będą widziały pozytywne efekty, to same wybiorą.

Nowy dzień powitał mnie pięknym słońcem i świadomością, że wczoraj  skończyłam 43 lata – w młodości nawet nie śniłam, że do takiego wieku „dorosnę”. Zawsze wtedy (znaczy w młodości) myślałam o takich jak ja, że to już staruszki, a tu taka niespodzianka! Hej! W młodości żyć mi się nie chciało! Miałam dość tego, co działo się w domu i marzyłam o dobrym, spokojnym, szczęśliwym życiu a co otrzymałam w tej dorosłości? Co wybrałam?

Ale! Niech tam! Było minęło!  Mam 43 lata i zaczęłam nowe życie. Jestem bogatsza w różne doświadczenia. Mądrzejsza! Prawie spokojniejsza! Kurde! Jest dobrze!

Jest parę rzeczy do załatwienia, ale dam radę! Będę jęczała, płakała, klęła, załamywała się, ale dam radę! Obejrzę jakiś dobry film, posłucham muzyki, którą lubię, przeczytam dobrą książkę, podniosę głowę do góry, wystawię twarz do słońca, uśmiechnę się i pogonię do przodu. Będę szukać radości w drobiazgach, „gęsiej skórki” w muzyce, przepięknych widoków w przyrodzie. Wystawię „łeb do słońca”! – jak mawiała Magda Prokopowicz.

Póki oddycham, mam zdrowe ręce i nogi, w głowie względny porządek, nie jest źle!

Jest dobrze!

flowers-675949_640

No…

Mam samochód do zrobienie. Najpierw było stukanie w przednim prawym kole przy ostrym zakręcaniu. Później doszło jakieś szuranie i zaniepokojona pojechałam do mechanika. Nie do swojego brata, ale do obcego mechanika. Koniec z nepotyzmem i robieniem u rodziny „bo taniej”. Owszem taniej, ale za to z „dobrem inwentarza”, czyli marudzeniem, wypominaniem, itd. Z rodziną dobrze wychodzi się na zdjęciu. Niby bez robocizny, ale ile się człowiek nasłucha, to jego. Więc postanowiłam, że robię samochód u obcego.

Ów obcy wstawił auto na kanał. Obejrzał i wypisał… litanię. Z każdą linijką włączało się dzwoniące liczydło w mózgu.

- Trzeba wymienić to, to, to i to…

- Dobra, to było niedawno wymieniane – popatrzyłam z niedowierzaniem.

- Widzę, że pani nie wierzy. Zapraszam do kanału.

- Ok.

Weszłam i zobaczyłam mojego „skarba” od spodu. Rzeczywiście klocki hamulcowe zdarte do metalu a ten szoruje o tarcze, które też pięknie się już wyżłobiły. Tokarska robota! Zawieszenie, przeguby. O cholera do wymiany! Pirat drogowy ze mnie! Ja tylko się nie zużywam! Wciąż piękna i młoda a samochód… Samochód jaki jest… właśnie widzę! A tak się cieszyłam, że prawie rok jeżdżę bez napraw. To zakrawało na cud! Moje cudo więc potrzebuje wsparcia mechanika.

- No dobra! Licz pan i dlaczego tak drogo?

- … – widzę mechanikowy wzrok wlepiony we mnie.

- Wie pani… wymienić można na tańsze części…

- Nie tańsze, średnie. Na drogie mnie nie stać. Middle class…

- No dobra! – pan zaczął zamawiać a ja przeliczać  w duchu.

- Ile?!

- Tak ok 800 zł

- …. – a w myślach „O święta Panienko! Dlaczego ja tak mało zarabiam! Cuda kosztują! Nic za darmo! Ja chcę do Peru!”.

Kamienna twarz (moja):

- Ok. Niech będzie! – Ale w myślach „Kurde, facet kroisz kobietę z dójką dzieci, która sama się utrzymuje! Litości!”

Kamienna twarz:

- Dobra na kiedy można się umówić?

- Myślę, że jutro może pani zadzwonić i dowiedzieć się, czy jutro, czy w następnym tygodniu.

Zadzwoniłam w piątek po pracy. Zaszczebiotałam w słuchawkę:

- To ja! Kiedy można zostawić samochód?

- Myślałem, że pani zadzwoni rano, to już na popołudnie byłby zrobiony a tak… dopiero w poniedziałek.

- To żeśmy się nie zrozumieli.

- Na to wygląda.

- To do poniedziałku.

W poniedziałek będę lżejsza o osiem stówek. Dieta cud! Oj ty cudzie na czterech kołach! Ale to cudo nieźle wozi, zwłaszcza kiedy jedziemy  w góry! Co do ceny, będę się targować. Może coś wyrwę (oby nie guza).

 

Tego wpisu można posłuchać w aplikacji Audioblog  Zapraszam!logo

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Audioblog, Życie

 

O melancholii i nadziei według Tischnera.

28 mar

TischnerKs. Józef Tischner – ksiądz, którego cenię za mądrość, rozwagę, humor i filozofię.

Wśród ciekawych cytatów wyłuskałam na przykład takie:

„Ani katolik, ani Polak, ani nikt inny, nie mogą mieć w państwie większych praw, niż ma człowiek.”

„Ateizm często pokazuje nam, że wierzymy nie w Boga prawdziwego, a w bożka.”

„Bo jeśli nie przeszedłeś przez próbę smutku, nie zdobędziesz doświadczenia radości z tego, co wynikło z bólu.”

„Człowiek czasami nie wie, co w nim samym jest wiarą.”

„Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi.”

„Kto chce zrozumieć naturę wiary religijnej, niech będzie przygotowany na spotkanie z prostotą. Trudność rozumienia nie polega bowiem na tym, że wiara jest złożona, a my prości, ale na tym, że my powikłani, a wiara prosta.”

„Pobożność jest niezwykle ważna, ale rozumu nie zastąpi.”

Dobrze, starczy! Resztę cytatów można przeczytać na stronie: pl.wikiquote.org

Teraz rzecz o melancholii

i nadziei:

„Melancholia to doświadczenie czasu zamkniętego, czasu, w którym nie ma przyszłości. Człowiek, którego ogarnia melancholia, jest ofiarą wspomnień, własnej przeszłości. Te wspomnienia tak ciążą nad jego głową, że nie jest zdolny wyobrazić sobie przyszłości. Ten człowiek został pozbawiony nadziei. Melancholia to choroba beznadziejności. Człowiekowi wydaje się, że wszystko, co w życiu najpiękniejsze, już minęło. Człowiek ma już wszystko za sobą. Nie oczekuje już niczego ciekawego, niczego wartościowego. Każdy nowy dzień jest dla człowieka nowym nieszczęściem. Zamknięty czas [...] Melancholia to znak pogaństwa w duszy człowieka. To ociężałość duchowa, która nie pozwala człowiekowi na kroczenie naprzód. To choroba beznadziejności…

Nadzieja to niezwykła siła w człowieku. To siła, która pozwala mu myśleć o przyszłości, widzieć przyszłość, przeczuwać przyszłość. Która pozwala mu wierzyć, że jutro będzie piękniejsze, niż było wczoraj.”

Wiara ze słuchania, s. 304; w:  Wszystko będzie dobrze, ks. J. Stranz, Święty Wojciech, Kraków 2011. s. 362

I pięknie o miłości (Miłości) Anna Maria Jopek:

I jeszcze fragment filmu „Historia filozofii po góralsku” według ks. Tischnera

Tego wpisu można wysłuchać a aplikacji Audioblog

logo_audioaudioblog_small_white1

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Audioblog, Książka, Muzyka

 

Co czujesz? Bogactwo emocji i trudność w ich nazwaniu.

25 mar

emoticons-154050_640

Na wizytach często słyszę pytanie:

- Co czułaś, co czujesz, jak to nazwiesz?

W panice szukam nazwy dla przeżywanych emocji i czuję bolesną próżnię. Pustkę. Prof. Mellibruda wyjaśnił, dlaczego ludzie tacy jak ja nie potrafią nazwać emocji, które czują. Trudno zwerbalizować to co się czuje. Emocje objawiają się pustką w głowie, nerwobólami (można czuć bolesny ucisk w klatce piersiowej i panikować, że to zawał), bólami kręgosłupa, stawów, żołądka, napięciami mięśniowymi. Ufff, nazbierało się! Do tego można dorzucić wszelkiego rodzaju uczulenia i egzemy. Wiem to i doświadczyłam na sobie.

Nie umiem nazwać tego, co czuję. Mylę jedno uczucie/emocje z innym i dlatego poszperałam w internecie i znalazłam artykuł o rodzajach emocji. Ktoś mi podpowiedział, aby spisać je na kartce i w razie konieczności zerknąć do owej pomocy.

Barw, odmian, rodzajów i niuansów emocji są setki. Istnieje znacznie więcej subtelnych odcieni emocji niż słów na ich określenie.

Trwają dyskusje na temat tego jak klasyfikować emocje oraz które emocje uznać za podstawowe.

Generalnie rzecz biorąc emocje możemy podzielić na kilka podstawowych grup:

  • Złość: furia, wściekłość, uraza, gniew, irytacja, oburzenie, niechęć, obraźliwość, wrogość i będąca jej szczytem, patologiczna nienawiść i szał.
  • Smutek: żal, przykrość, melancholia, użalanie się nad sobą, zniechęcenie, przygnębienie oraz w postaci patologicznej – głęboka depresja.
  • Strach: niepokój, obawa, nerwowość, zatroskanie, konsternacja, zaniepokojenie, onieśmielenie, strachliwość, popłoch, przerażanie; w postaci psychopatologicznej – fobie i ataki lękowe.
  • Zadowolenie: szczęście, przyjemność, ulga, błogość, rozkosz, radość, uciecha, rozrywka, duma, przyjemność zmysłowa, miły dreszczyk, uniesienie, zaspokojenie, satysfakcja, euforia, zaspokojenie kaprysu, ekstaza – na samym końcu skali – mania.
  • Miłość: akceptacja, życzliwość, ufność, uprzejmość, poczucie bliskości, oddanie, uwielbienie, zaślepienie.
  • Zdziwienie: zaskoczenie, oszołomienie, osłupienie, zdumienie.
  • Wstręt: pogarda, lekceważenie, nieprzychylność, obrzydzenie, odraza, niesmak, awersja.
  • Wstyd: poczucie winy, zażenowanie, zakłopotanie, wyrzuty sumienia, upokorzenie, żal z powodu tego, co się zrobiło, hańba.

Ta lista nie jest w żadnym razie wyczerpująca, dlatego, że nie wiadomo na przykład gdzie można by umieścić taką emocję jak: zazdrość, która jest co prawda odmianą złości, ale zawiera też sporą domieszkę smutku i strachu (jest mieszaniną różnych emocji). Takich przykładów można wskazać wiele.

Paul Ekman odkrył, że wyraz twarzy zdradzający cztery emocje (strach, złość, smutek i zadowolenie) jest rozpoznawany we wszystkich kulturach na świecie (w tym przez ludy nie znające ani kina ani telewizji, tym samym nie dotknięte kulturą zachodu), co zdaje się świadczyć o tym, że są one uniwersalne (podstawowe).

Inna teoria na temat emocji dzieli je na dwie grupy – pierwotne i wtórne:

  • emocje pierwotne, 4 pary: smutek-radość, odraza-akceptacja, strach-złość, zdziwienie-oczekiwanie.
  • emocje wtórne (przeważnie wyuczone) to ich kombinacje i wariacje.

 

Źródło:  Podział emocji, w: emocje.arkt.pl  

Kilka ciekawostek, jak podejście emocjonalne może wpłynąć na zachowanie a nawet życie człowieka.

Do wiejskiego ośrodka zdrowia przywieziono ugryzionego przez węża człowieka. Jego stan był ciężki. Zaznaczały się objawy zatrucia jadem: zaburzenia krążenia i oddychania. Na szczęście dla niego przywieziono również zabitego węża wyglądu z przypominającego żmiję. Okazał się on jednak niejadowitym wężem „gniewoszem”. Lekarz podał pacjentowi silną dawkę środków uspokajających i ten zasnął po kilku minutach. W czasie snu wszelkie objawy zatrucia cofnęły się, Gdyby jednak ukąszonemu nie udzielono pomocy lekarskiej, najprawdopodobniej zmarłby po kilku godzinach.

W paryskim mieszkaniu znaleziono zwłoki związanego mężczyzny. Sekcja nie wykryła przyczyny śmierci. Jedynym obrażeniem było płytkie nakłucie skóry ramienia. Tajemnica tego przypadku przez wiele lat nie została wyjaśniona. Dopiero jej sprawca przed swoją śmiercią wyznał, co się wtedy wydarzyło. Obezwładnił ofiarę, zawiązał jej oczy, następnie ukłuł bardzo silnie w ramię mówiąc, że przecina jej   żyły i poczeka, aż ofiara się wykrwawi. Pojawiło się zaledwie kilka kropel krwi. Morderca zaczął polewać to miejsce ciepłą wodą. Ofiara sądziła, że to jej własna krew tak spływa i po upływie około 40 minut zmarła.

Wśród plemion, praktykujących obrzędy magiczne, znany jest efekt złamania tabu, czyli sprzeniewierzenia się zakazowi wykonania pewnych czynności. Plemienny szaman rzuca na winowajcę czary lub przekleństwo. Nie stosuje najczęściej żadnej przemocy fizycznej, mimo to ukarany popada w depresję i popełnia samobójstwo lub umiera w skutek niemożności przystosowania się do stresu, najczęściej na tzw. „stresowe owrzodzenie żołądka”. W przypadkach śmierci voodoo lub jej podobnych niezwy­kle silne przerażenie może prowadzić do gwałtownego wydzielania się adrenaliny, co wywołuje stan wstrząsu; w okolicznościach tego typu śmierć może też być spowodo­wana zbyt silnym podrażnieniem parasympatycznego układu nerwowego. Badania laboratoryjne i kliniczne wskazują na znaczącą rolę bezradności i poczucia beznadziejności w uruchamianiu tego mechanizmu.

Podobnie jak wiara, że się umrze, może spowodować śmierć zdrowej osoby, tak i wiara, że się wyzdrowieje, może spowodować cofnięcie się choroby. Zasugerowana wiara w skuteczność leczenia jest doniosłym czynnikiem warunkującym uzyskanie poprawy stanu zdrowia. Zjawisko to zostało nazwane „efektem placebo”. Definiuje się je jako podanie obojętnej farmakologicznie substancji lub zastosowanie obiektywnie nieskutecznej metody leczenia dla osiągnięcia efektu terapeutycznego. Przepisywanie substancji nieaktywnych, stosowanie dziwnych metod diagnostycznych lub terapeutycznych jest od wielu lat nieodłączną częścią wykonywania praktyki lekarskiej. Prowadzący farmakoterapię lekarze wiedzą, że pacjenci uważają lek zagraniczny (rzadki, drogi lub trudno dostępny) za skuteczniejszy od ogólnodostępnego krajowego lekarstwa .  (Augustynek A. Hipnoza – sugestia. Eureka, Kraków 1996. w Andrzej Augustynek, Emocje)

Emocje rządzą światem!

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Wtorek … znów ten wtorek.

24 mar

Trudny dzień a najgorsze, że nie miałam czasu wyruszyć w teren i wychodzić nagromadzonych emocji.

W domu włączyłam starą płytę Georga Michaela „Older”. Dostałam ją  w 1997 r. od koleżanek z pracy. Wciąż się nią zachwycam. Przyczepił się do mnie jeden utwór „You have been loved”. Nie będę tłumaczyła całego. Wyrwę małe fragmenty z kontekstu (chociaż tak się nie robi).

Potrzebny mi spokój. Za dużo emocji i to tych złych.

Tak wiele mamy do stracenia
A to, czego musimy się nauczyć
Tak rzadko wybieramy

Byłeś kochany

Jeśli byłem słaby, wybacz mi
Ale byłem przerażony
Przetarłeś moje oczy skrzydłami aniołów
Przepełnionymi miłością
Zmuszającą diabły do płaczu

I tak przez te dni
Moje życie zmieniło się
I będzie mi dobrze

Muzyka… tego mi trzeba i będzie mi dobrze…

No dobra. Nie mogłam się powstrzymać. Dodaję opowieść:

Mwangi zbliża się do granicy Kenii na rowerze. Na ramionach ma dwie duże torby. Strażnik zatrzymuje go i pyta:

- Co masz w tych torbach?

- Piasek – odpowiada Mwangi.

Strażnik mówi:

- Akurat! Zaraz się przekonamy… złaź z roweru.

Strażnik bierze torby i rozpruwa je – w środku nie ma nic prócz piasku. Zatrzymuje Mwangi na noc odsyłając piasek do analizy. Rano dowiaduje się, że w torbach nie było niczego innego, prócz piasku. Strażnik uwalnia Mwangi, wsypuje piasek do nowych toreb, zakłada mu je na ramiona i pozwala przekroczyć granicę. Tydzień później powtarza się to samo. Strażnik pyta: “Co tam masz”, “Piasek”, odpowiada Mwangi. Strażnik bada zawartość toreb i odkrywa, że znajduje się w nich jedynie piasek. Oddaje piasek Mwangi i pozwala mu przejechać granicę na rowerze. Powtarza się to co tydzień, przez trzy lata. W końcu Mwangi nie pojawia się więcej i pewnego dnia strażnik, gdy jest już na emeryturze spotyka go w kawiarni w Nairobi.

- Cześć stary – mówi strażnik – wiem, że coś szmuglowałeś. Dręczy mnie to. Nie mogę o niczym innym myśleć… nie mogę spać… Jestem już na emeryturze… Tak tylko między nami… powiedz, proszę… co szmuglujesz?

Popijając drinka Mwangi odpowiada:

- ….

- No jak myślisz? – zwracam się z pytaniem do syna, który wysłuchał przeczytanej opowieści.

- No, nie wiem, jakąś trawkę, kokainę?

- Przewoził piasek. Pomyśl.

- Mamo?!

- No?

Dobra, odpowiedzi udzielę w następnym wpisie. Chyba, że ktoś już zna odpowiedź  :-D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka

 

Meryl Streep – cudowna aktorka i mądra kobieta.

22 mar
Meryl StreepManifest Meryl Streep

“Nie mam już cierpliwości do pewnych rzeczy, nie dlatego, że stałam się arogancka, ale po prostu dlatego, że osiągnęłam taki punkt w moim życiu, gdzie nie chcę tracić więcej czasu na to, co mnie boli lub mnie nie zadowala. Nie mam cierpliwości do cynizmu, nadmiernego krytycyzmu i wymagań każdej natury.

 

Straciłam wolę do zadowalania tych, którzy mnie nie lubią, do kochania tych, którzy mnie nie kochają i uśmiechania się do tych, którzy nie chcą uśmiechnąć się do mnie. Już nie poświęcę ani minuty na tych, którzy chcą manipulować. Postanowiłam już nie współistnieć z udawaniem, hipokryzją, nieuczciwością i bałwochwalstwem. Nie toleruję selektywnej erudycji, ani arogancji akademickiej.

 

Nie pasuję do plotkowania. Nienawidzę konfliktów i porównań. Wierzę, też w świat przeciwieństw i dlatego unikam ludzi o sztywnych i nieelastycznych osobowościach. W przyjaźni nie lubię braku lojalności i zdrady. Nie rozumiem także tych, którzy nie wiedzą jak chwalić lub choćby dać słowo zachęty. Mam trudności z zaakceptowaniem tych, którzy nie lubią zwierząt. A na domiar wszystkiego nie mam cierpliwości do wszystkich, którzy nie zasługują na moją cierpliwość.“

Żródło: Manufaktura radości

TAK!!!!
Do posłuchania :Paul Sixtus „Darling” - ale głos!!!
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Facebook.com, Internet

 

Pierwszy dzień wiosny na Starym Mieście.

21 mar

PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY!

Zajęcia na studiach.

Z dwiema koleżankami zrobiłyśmy sobie dzień wagarowicza. Oceny z logiki mamy przepisane, więc hulaj dusza – poszłyśmy w miasto!

Nie znałam takiej Warszawy. Pięknej, słonecznej, urokliwej. Na Starym Mieście grupki ludzi, muzyka, młodzież , taniec.

Kolorowo.

Wszystko skąpane w pięknym, wiosennym słońcu.

Zadzierałam głowę do góry i podziwiałam piękną architekturę.

Obok szła koleżanka, która uczy historii i opowiadała ciekawostki dotyczące mijanych miejsc. Stare budynki, pomniki, mury, skarpa Gnojna Góra, kościoły, wąskie przejścia uliczek, kamienne schodki, kocie łby pod stopami wydeptane przez przechodniów . Dorota byłaby wspaniałym przewodnikiem.

Zjadłyśmy pyszne pierogi w jednej z restauracji.

Piękny dzień!!!!

 

Wiosna ma zapach żalu
I spalin na ulicach
I spóźnia się jak tramwaj
I ciągle każe czekać
Na pierwszy dotyk Słońca
Na kolor na ulicy
I na wiewiórki w parku
I szepty ciche

A ja mam dość,
Ja tańczę po niebieskim niebie
I szlaki już przecieram
Ode mnie do Ciebie
I niecierpliwie myśli zbieram do podróży
Żeby w podróży wolnością je odurzyć

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Bez tematu, ale wiosennie.

20 mar

zacmieniePrzeżyliśmy kolejne zaćmienie.

Dla ogółu było to zaćmienie słońca. Pamiętam zaćmienie z 1999 roku. Malutki, trzymiesięczny syn leżał w wózeczku i ja wychudzona chorobą, obserwowałam słońce. Popatrzyłam na zdjęcie, które wtedy zrobiłam. Gdyby to była „epoka komórek”, byłoby to selfie, a tymczasem był to aparat firmy Zenit z samowyzwalaczem. Wyglądam na tym zdjęciu jakbym wróciła z Oświęcimia, ale byłam szczęśliwą mamą z planami na przyszłość. Co pozostało? Szczęśliwe rodzicielstwo i poczucie „tu i teraz”. Nie planuje, aby nie rozśmieszyć Boga.

Później było inne zaćmienie, trwające trochę dłużej niż to słoneczne. Pora na słońce, nadzieję i na szczęście, które podobno jest jak okulary na nosie. Jest, tylko my go nie dostrzegamy.

P.S. Dzięki za wszystkie miłe i wspierające słowa, które otrzymuję od Was.

motyl

 
Komentarze (4)

Napisane w kategorii Życie

 

Złudne dobro i drapieżność w dobroci.

19 mar

animals-659711_1280Pobożny tygrys

Żył sobie raz tygrys, który udawał świętego, aby oszukiwać podróżnych. Przyzywał podróżnych mówiąc, że w ramach dobroczynności chce im dać naszyjnik ze złota. Podróżni, którzy zbliżali się do niego, pytali:

- Czyż mogę zaufać tak krwiożerczej bestii?

Tygrys zwykł odpowiadać:

- W młodości żyłem w sposób niegodziwy. Zabiłem wiele krów i wielu ludzi, ale potem spotkałem pewnego świętego, który doradził mi, abym rozdawał dobroczynne dary oraz żył pobożnie. Pisma Święte mówią, że istnieje osiem rodzajów pobożnych czynów: 1) ofiary, 2) studiowanie Pism, 3) dobroczynność, 4) pokuty, 5) mówienie prawdy, 6) cierpliwość, 7) przebaczanie oraz 8 ) brak pożądania. Pierwsze cztery z nich można łatwo praktykować na pokaz, podczas gdy drugie cztery znaleźć można jedynie u wielkich dusz, a udawać je jest bardzo trudno…

Tygrys przemawiał do podróżnych w taki sposób namawiając do przyjścia po piękny i cenny naszyjnik. Zbliżając się do tygrysa po naszyjnik podróżni utykali w błocie, gdzie tygrys dopadał ich, zagryzał i pożerał. (Hitopadeśa)

Komentarz: Ludzie którzy zwabiają cię do siebie pod pozorem ofiarowania dóbr materialnych, błyskotek, mogą jak ów tygrys mieć wobec ciebie niecne i przewrotne zamiary. Strzeż się i miej baczenie.

 

Człowiek dla człowieka… tygrysem?

Morał dosyć drapieżny.

A na dworze coraz więcej słońca. Przyroda budzi się do życia. Wczoraj wybrałam się na rower a dziś znów szybki marsz z kijkami przez godzinę. Mijałam dwie znajome, które były mocno  zdziwione moim widokiem. Lekko stremowana zakrzyknęłam:

- Zapraszam do towarzystwa!

- Nie, dziękujemy! Niesiemy zakupy!

- Noszenie toreb to też pewien rodzaj sportu, ale mój jest przyjemniejszy…- zaśmiałam się i pogoniłam przed siebie.

W głowie przetwarzam wtorkowe spotkanie. Myślę…

I cieszę się ze spokoju i z tego słońca i…

z tego, że coraz częściej mówię „nie” i wyraźnie informuję, że coś mi nie odpowiada, przeszkadza, drażni i ja tego nie chcę…

Może jeszcze za nerwowo, z wielką obawą, że kogoś urażę, ze strachem, ale informuję …

I podoba mi się !

A teraz piosenka o dziewczęciu  :lol:  Oj tak!

 

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Muzyka

 

Zakochałam się w Annie Marii Jopek ;-)

18 mar
Anna_Maria_Jopek_by_M_Kydrynski2

Foto by M. Kydryński

Od kilku dni nieustannie słucham Anny Marii Jopek.

Jazz i jej piękny, spokojny głos. Teksty piosenek pisane przez męża Marcina Kydryńskiego. Piękne teksty – widać  duszę romantyka i słychać piękny, aksamitny głos wokalistki.

Anna Jopek – córka tenora z Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”  Stanisława Jopka. Ogromny talent muzyczny. Gdzieś w pamięci został program wyemitowany w TVP 2 „Bezludna wyspa” Niny Terentiew i postać Stanisława Jopka.

Pamiętam też audycje radiowe ojca Marcina Kydryńskiego – Lucjana i jego aksamitny, ciepły głos, w programie I Polskiego Radia.  Jazz królował i króluje w tej rodzinie. W moim domu też ! W moich uszach i głowie.

Zaczął Paul Sixtus a teraz Jopek. Gdzieś w tle brzmi też Pat Metheny. Potrzeba mi spokoju. Wyciszenia…

Zafiksowałam się na jej piosenkach. Wybrałam trzy i słucham…  słucham… słucham…

Potrzeba mi spokoju.

Wtorkowe terapie to katharsis. Cierpię w 1000%. Emocje są ogromne. Na spotkaniach jestem tylko ja i moje emocje, ale jak to boli. Nie umiem o nich mówić. Określam: jest strach, jest wycofanie, jest… jakby to było obok mnie a nie we mnie. Jestem mocno zblokowana, ale mam cel – być szczęśliwa we własnej skórze, być dla siebie najlepszym przyjacielem i zacząć siebie szanować i kochać. Dla niektórych to może być śmieszne… ok. to racjonalizacja,  jakby powiedział Mistrz Prowokacji ;-) Mistrzu, uczę się!

Ważna jestem ja! Tu i teraz!

Kolejna piosenka Jopek, ale najpierw tekst:

Spróbuj mówić kocham każdym z twoich słów,
Nie bój się zdziwienia a świat cię zachwyci znów
I spiesz się z czułością ktoś czeka na nią wciąż
Wiele czasu do stracenia nie ma tu.
Spróbuj mówić szeptem, gdy wokoło zgiełk.
Prawda się nie zmienia, dobroć nie zużywa się.
I spróbuj zapomnieć, że wszystko ma swój kres,
Bo twój żal jest bez znaczenia chyba wiesz…  (…)
Spróbuj mnie zrozumieć, gdy mam pytań sto.
Twoje proste ścieżki dla mnie często kręte są,
I w chwilach zwątpienia, nim znajdę drogę swą
Będę błądzić zanim wrócę do twych rąk…
Tego wpisu można posłuchać przez aplikację Audioblog!
logo_audioexpress_6001.jpg
 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Audioblog, Muzyka, Życie