RSS
 

Proszę o receptę na dobre życie!!!

04 mar

directory_466935_128_5y_bigBardzo przeszkadza mi kilka osób – powiedziała pewna kobieta. Przeżyłam trochę lat na świecie i chciałabym już sobie spokojnie pożyć. Czy mógłbyś usunąć ich z mojej drogi?
– To nie jest możliwe, te osoby są i już – powiedział Wielki Duch.
– No ale mógłbyś coś zrobić, w końcu przecież jesteś Wielkim Duchem i możesz czynić cuda. Nie proszę cię o nic takiego, po prostu spraw, żeby one przestały istnieć w moim życiu. O wiem! Podam ci przykład. Wykasuj je, usuń z moich znajomych, zablokuj i będzie po sprawie.
– Dlaczego nie zrobisz tego sama?
– Ponieważ mam ograniczoną moc, to ty możesz wszystko, a zachowujesz się, jakbyś nie mógł, lub nie chciał – powiedziała pełna urazy kobieta do Wielkiego Ducha. I gdyby mogła jego również usunęłaby ze znajomych, tak naprawdę prawie jej się to udało…

Mijały lata. Denerwujące osoby nie znikały, zniknął natomiast w jej życiu Wielki Duch. Skruszona kobieta przyszła do lasu w którym miał siedzibę.
– Na szczęście nie zniknąłeś – powiedziała na dzień dobry. – Ale nie zniknęli też moi krzywdziciele. Nadal jednak żyję i jakoś sobie dałam radę. Już mnie tak nie dotyka to, co o mnie mówią i jak mnie traktują, pomyślałam, że było mi to dane z jakiegoś ważnego powodu.
- Gdyby nie oni, nie odszukałabyś mnie, nie zmieniłabyś się tak bardzo i nie miałabyś jednej z ważniejszych lekcji życia. To nie krzywdziciele, to nauczyciele…
I kobieta zrozumiawszy to, pogodziła się z losem, Wielkim Duchem i samą sobą. A jej krzywdziciele/nauczyciele byli następnymi w kolejce do Wielkiego Ducha, podobno potrzebowali się wyżalić…

Źródło: Wróżka drzew: Krzywdziciele? Nauczyciele?    Patrycja Cichy-Szept

 

Nie jest łatwo pogodzić się z losem. Żeby zrozumieć i zaakceptować to co było, potrzebna jest rozmowa. Rozmowa z kimś doświadczonym, mądrym, z kimś kto potrafi słuchać. Kobieta znów siedziała wbita w miękki fotel. Znów będzie opowiadać o tym, co wydarzyło się w ostatnim czasie. O swoich emocjach, odczuciach, całym tym pogmatwanym świecie. Nie uśmiecha się. Patrzy zdesperowana w stronę mężczyzny.
–  Nie jest dobrze. Nie ogarniam. Mam dość.

- …

- Proszę o jakiś przepis. Gotową formułkę, jak postępować, żeby mniej bolało. Chcę przepisu na życie. Nie wiem, co robić… Przecież mój przypadek jest szablonowy. Przecież nie jestem pierwsza ani ostatnia, która ma takie problemy. Proszę o jakąś wskazówkę, typu „Zrobisz tak a tak i to będzie dobrze. Nie zrobisz tak, to będziesz się mordować.”

- Przecież wiesz, że nie o to chodzi.

- Wiem, ale nie mam już siły. Wybrałam ciebie, bo umiesz słuchać. Lubię z tobą rozmawiać. Dlaczego nie możesz mi pomóc?

- Bo może chcę ograniczyć się tylko do rozmowy. Nie chcę ci dawać przepisów na życie, bo to by były przepisy na moje a nie twoje życie. Ty jesteś inna niż ja. Masz inne życie, inne problemy. Ja mogę cię wysłuchać.

- Tylko wysłuchać? Tylko? Jesteś taki  mądry- wykrztusiła zaskoczona – może jakaś mała rada… Proszę!

- …

- No tak! Dobra. Ok. Wiesz, napisałam list do ojca. Wyrządził wiele zła w moim życiu. Chciałabym go wykasować z pamięci a nie mogę, więc napisałam list. Umieściłam w nim wszystkie żale, oskarżenia. Całą swoją żółć do niego.  Zafiksowałam się na tym liście. Podeszłam do niego zadaniowo, jak do pracy domowej. Noszę go w kieszeni i nie mam odwagi przeczytać. List uwiera, parzy i przypomina to, co najgorsze. Chcę go przed kimś przeczytać. Przeczytam i uwolnię się od złości na mojego ojca.

- To na co czekasz? Czytaj…

- Czekam. Jednocześnie wątpię, jak przeczytanie listu może cokolwiek rozwiązać. Przypisałam mu jakąś magiczną moc. Przeczytam i pyk! Ktoś mnie pochwali , że dobrze „odrobiłam” pracę domową. Stanie się cud! Będzie lepiej! Alleluja! Życie w błękicie!

- Wiesz, że to tak nie działa. Musisz sama do czegoś dojść, bez czekania na ocenę, na kiwnięcie głową, że dobrze i że ekstra. Sama. 

- Nie umiem.

Kobieta poczuła ból w piersiach i niepewność. Rezygnację. Rozpacz i obwinianie siebie, że znów nie jest dość dobra, że nie dała rady. Jak długo jeszcze?

List nie został przeczytany. Pomyślała, że mężczyzna ma rację. Ona czeka na akceptację mężczyzny-ojca. Napisała list i oczekiwała pochwały. Spojrzała na zegar wiszący na ścianie.

- Czas się kończy. Muszę iść – rzuciła w przestrzeń. Koniec tej jałowej rozmowy.

- Może jeszcze przyjdę – rzuciła w stronę mężczyzny

- Ok. Do  widzenia.

Wyszła jakby ktoś ją gonił.  Zakładała kurtkę na zewnątrz. Było zimno. Padał śnieg z deszczem. Po twarzy spływały jej łzy.

Wbiegła do budynku. Szarpała się przez chwilę z drzwiami zanim je otworzyła. Wpadła do mieszkania jak bomba.  W mieszkaniu nie wytrzymała i zaniosła się głośnym szlochem.

- Mam dość. Dość! Tego listu też mam dość! Pieprzę cię tatusiu. Dość już napsułeś mi krwi. Nie chcę go czytać. Nie będę!

Wyjęła złożoną kartkę z kieszeni kurtki. Rozwinęła i zaczęła drzeć. Wzięła małą, szklaną miseczkę i zapałki. Wrzuciła podarte skrawki do szkła i podpaliła. Uniósł się wysoki płomień. Ogień szybko „zjadł” kartkę. Zostały jakieś zwęglone kawałki, które zalała wodą i wylała do sedesu. Spuściła wodę.

- Żegnaj tatusiu. Już nie chcę o tobie mówić.

Skończyło się zadanie. Nie będzie czytać jakiejś durnego listu. Świat się nie skończył.  Nie miała odwagi przeczytać, ale miała odwagę go spalić i spuścić w sedesie. Tej pracy domowej nie odda. I dobrze! 

Uwolniła się od niej, a właściwie uwolniła się od ogromnej złości i agresji ojca. To już było. Ta  jego złość popłynęła z wodą w białej muszli. Ulżyło jej. Poczuła lekki niepokój, o to, co teraz będzie.

Do rozmowy z mężczyzną może powrócić, przecież kiedy wychodziła on powiedział do widzenia.

On zrozumie.

Po raz pierwszy od dłuższego czasu spokojnie przespała noc.

Paul Sixtus – byłam na jego koncercie.  Znajomi zorganizowali małe, „klimatyczne” spotkanie w jednym z lokali. Przyjechał na ich zaproszenie. Było magicznie! Bardzo skromny człowiek o pięknym głosie. Było warto!

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Internet, Muzyka, Życie

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. Pieczarka

    10 marca 2015 o 14:03

    Wooow, geniusz…