RSS
 

Archiwum - Kwiecień 12th, 2015

Susan Boyle, czyli nie należy oceniać książki po okładce!

12 kwi

„Filmik wstawiony do Internetu 11 kwietnia przez dwa dni obejrzało prawie trzy miliony widzów, po kilkunastu dniach już… 100 milionów. Julie Supan, rzecznik prasowy serwisu YouTube powiedziała, że w czasie czterech lat pracy nie widziała video szybciej zdobywającego popularność.

Kopciuszek nazywa się Susan Boyle. Pochodzi z religijnej katolickiej rodziny. Jest najmłodszym z dziewięciorga rodzeństwa. Przez kilka lat przed telewizyjnym show opiekował się chorą matką. Czuwał przy niej aż śmierci w 2007 roku. Jest samotny. Jak sam mówi, ze względu na wygląd dokuczano mu w szkole i życiu dorosłym. – Pomagała mi się z tym uporać wiara – opowiada bez skrupułów. W ciągu 14 miesięcy sprzedał… 14 milionów płyt.

Susan ujawniła w swej autobiografii, że lekarze namawiali jej matkę, by ją zabiła, ponieważ jej ciąża była zagrożona. Bridget Boyle zrobiła „życzliwym” primaaprilisowy żart. 1 kwietnia 1961 r. urodziła córkę. „Najlepiej od razu pogodzić się z tym, że Susan nigdy nie będzie kimś, więc niech Pani nic po niej nie oczekuje” – powiedziano mojej matce. – Nie wiedzieli jednak, że jestem fighterem, wojownikiem – wyznaje Szkotka, której pierwszy album sprzedał się w 9 milionach egzemplarzy w ciągu pierwszych 6 tygodni i był najlepiej sprzedającym się albumem muzycznym roku.” Źródło:
http://gosc.pl

Wpadłam dziś na taki artykuł.

Wczoraj dzień w Warszawie. Podyplomowe. Grupa coraz bardziej się integruje.

Znów z koleżankami poszłyśmy na Stare Miasto. Pyszna kawa w maleńkiej kawiarence i rozmowa…

No właśnie – rozmowa  :-(   . Między nami nauczycielkami. Oj, nie było optymistycznie! Nie! I nie chodzi tu o uczniów! Nie tym razem. Chodzi o atmosferę w pracy. Uczniowie w tym przypadku to strefa odpoczynku i to bez przesady.

Dziewczyny opowiadały o tym, jaka atmosfera panuje w ich miejscach pracy. Nie jest dobrze! Obydwie pracują w dużych szkołach i wydawałoby się, że są tam bezpieczne, w sensie nie są zagrożone zwolnieniem a to niestety są pozory. Ile ja się wczoraj nasłuchałam! U jednej szkoła ponadgimnazjalna – klasy są łączone (dla oszczędności), tj. z dwóch robi się jedną ok. 40 osobową. Jak ogarnąć taki moloch?! Paranoja. Nie wyobrażam sobie „zawodówki” 38 osobowej!!!! Przecież tam trwa walka o przetrwanie. Sajgon! Jak ogarnąć taką masę przez 45 min. Zlepek różnych osobowości, różnych temperamentów. Prowadzenie lekcji to survival. A u niej w szkole tak się robi. Oszczędności. Organ prowadzący szkołę w taki sposób chce zaoszczędzić wydatki na szkołę. Koleżance zagraża zwolnienie – redukcja etatów. Mniej klas – mniej nauczycieli. Ona na skraju wyczerpania nerwowego. Ma ochronę prawną ze związków, ale dyrektor stosuje książkowy mobbing przeciwko niej. Dziewczyna zaczęła studia podyplomowe, bo zagroził jej zwolnieniem a teraz grozi jej zwolnieniem, bo studiuje a on dofinansowuje jej naukę. Dokłada jej pracy i za wszystko krytykuje. Stawia jej kolegów w niezręcznej sytuacji namawiając ich do głosowania za usunięciem, bo nie może jej „ruszyć” w inny sposób  (jest chroniona przez związek zawodowy).  Druga uczy w zespole szkół (podstawówka i gimnazjum). Też nie jest różowo. Tam dla odmiany panuje wyścig szczurów. Dyrekcja stawia na rankingi – szkoła ma być najlepsza pod względem dydaktycznym. Liczą się pierwsze miejsca w konkursach i olimpiadach. Dzieci traktuje się jak „pole uprawne” z którego wszelkimi sposobami mają wycisnąć jak najlepszy „plon”. Zlikwidowano klasy integracyjne – nie rokują sukcesów a i oszczędność jaka! Szkoła stała się fabryką, gdzie nauczyciele to robotnicy a dzieci to materiał produkcyjny. Nauczyciel ma się wykazać „produktwnością” – liczbą przeprowadzonych konkursów, pierwszymi miejscami w olimpiadach. Liczą się statystyki. Słupki wzrostu, broń Boże spadku. A gdzie miejsce dla dzieci i ich potrzeb?!!!!! Jeżeli nauczyciel się nie wykazuje jest zwalniany, a gdzie ja teraz znajdę pracę – zastanawiała się koleżanka. U niej też są klasy łączone – przez oszczędności.  Do cholery! Dlaczego zawsze najbardziej oszczędza się na oświacie i kulturze a później w kolejności jest ochrona zdrowia itd. Naród ma być ciemny, niewykształcony i chory. Wrrrrr

No nie, ta wczorajsza rozmowa nie była przyjemna. Siedziałam i słuchałam a w duchu myślałam sobie: ja mam komfortową sytuację w pracy. Przynajmniej tyle! W życiu osobistym gradobicie, ale w pracy oaza spokoju. Miła atmosfera, klasy do 25 osób (są i mniejsze), obawa o pracę tylko w maju i czerwcu – przed naborem nowych uczniów. Nie ma wyścigu szczurów a rankingi i tak mamy wysokie. Mamy jedną z najwyższych wyników „zdawalności” egzaminów zawodowych w Polsce (oczywiście w branży rolniczej).  Do pracy przychodzę chętnie  a praca w klasie to przyjemność. Każdemu bym życzyła takiego miejsca pracy!

No i tak od Susan Boyle „odeszłam” do tematu szkoły. Może dlatego, że szkoła jest kojarzona z bezpiecznym miejscem dla uczniów i nauczycieli a jak jest naprawdę, każdy widzi…

Dziewczyny narzekały a ja siedziałam i słuchałam i niestety nie byłabym sobą, gdybym też w tym konkursie „kto ma najgorzej” nie wzięła udziału. Dzisiaj mam kaca moralnego. One o pracy a ja o życiu. One, że stres w pracy je zabija i zaczynają się choroby. Pierwsza ma kołatania serca, ucisk w klatce piersiowej. Oczywiście ja „wyskoczyłam” z tym sławnym „u mnie też tak jest, ale u mnie dlatego, że miałam tragiczne przejścia życiowe”. Zobaczyłam pytające spojrzenia i popłynęłam…

- Prawie dwa lata temu uciekłam od męża schizofrenika. To długa historia. Nie chcę jej opowiadać. Jestem sama z dwójką dzieci i mam kłopoty mieszkaniowe, po świętach Bożego narodzenie omal nie wyrzucono mnie z mieszkania, ale kiedy słyszę o waszych problemach to pocieszam się, że chociaż w pracy mam spokój.

Spojrzały na mnie zdziwione.

- Wyglądasz na taką spokojną i szczęśliwą osobę.

Książką z pięknymi okładkami nie musi kryć szczęśliwej historii.

Jestem zła na siebie, że znów mnie poniosło. Nie każdy musi znać historię mojego życia. Wrrrr

P.S. zapomniałam dodać – w Warszawie zakwitły dzikie śliwy. Piękne, białe chmury drzewek śliwkowych – mirabelek i żółte „obłoki” forsycji. Było dużo słońca!!!! Cudnie!!!!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet, Życie