RSS
 

Archiwum - Kwiecień 26th, 2015

W Warszawie kwitną kasztany…

26 kwi

Rok szkolny dla maturzystów dobiegł końca. W piątek moja szkoła ich pożegnała. Od 4 maja zacznie się maraton maturalny. Kwitnące kasztany stały się symbolem matur. U nas te drzewa nawet nie rozwinęły dobrze liści a w stolicy już kwitną. Wczoraj, podczas spaceru po Starym Mieście z Dorotami nie mogłam się nadziwić tej różnicy. Odległość niewielka, ale jakie różnice w przyrodzie.

W przyrodzie, ale nie tylko. W wydarzeniach kulturalnych też.  Warszawa tętni życiem. W tygodniu inna z moich „studyjnych” znajomych Ewa (mieszkanka Warszawy) zamieściła zdjęcia na FB z obchodów 72 rocznicy powstania w Getcie Warszawskim. Akcja „Żonkil”. Młode dziewczyny przyklejały przechodniom żonkilemałe, papierowe żonkile. Przez ramię miały przewieszone płócienne torby  z napisem „Łączy nas pamięć”. W sobotę dostałam taką torbę od Ewy a w środku mnóstwo papierowych żonkili. Szkoda tylko, że po czasie. Nic to jednak nie szkodzi! W następnym roku akcja „Żonkil” trafi też do naszej szkoły! Warto! Pokazywać, to co nas łączy i wspólnie coś tworzyć, w zalewie tych kłótni dookoła. Wspaniała akcja!

W ogóle ta Ewcia to bardzo „kręcony” człowiek. Włącznie z głową (pani z dredami). Wszędzie jej pełno! Gdzie coś się dzieje w Warszawie, tam można spotkać Ewę – panią z kasztanowymi dredami, uśmiechniętymi oczami, pozytywnie zakręconą. Już z wyglądu widać, że to typ niepokorny. Ewcia jest wszędzie: w kancelarii premiera, na konferencji gender, na manifie, w Feminotece, na pikiecie, w Stowarzyszeniu Inicjatyw Kobiecych,  z Zygmuntem Miłoszewskim. Ta kobieta to dynamit. Wczoraj też „zerwała” się z ostatnich zajęć i pobiegła z aparatem robić zdjęcia, bo była akcja. Charytatywny marszobieg „Biegam, Bo lubię Pomagam” . W tej akcji wzięła też udział inna moja znajoma – Dorota – jako uczestnik. Kobiety pozytywnie zakręcone, z pasją. Super!

Dobrze, że zaczęłam te studia!!!!! Poznałam ciekawych ludzi. Innych, roześmianych, pozytywnych a przy okazji wyszłam z tego swojego osobistego „grajdołka” pełnego depresyjnego strachu.

Wczoraj z Dorotami spacer po Starym Mieście. Rozmowy. Śmiech i słońce. Jedna z nich poszła na marszobieg, ale druga została. Przechadzałyśmy się po uliczkach. Na jednej z nich zobaczyłyśmy Gienka Loskę. Swego czasu było o nim głośno. Uczestnik „X-Faktora” ( zajął I miejsce). Stał z gitarą i próbował coś śpiewać.  Nie bardzo mu to wychodziło. Nikt nie słuchał. Wszyscy przechodzili, patrzyli i szli dalej. To Dorota zwróciła na niego uwagę. Facet z dobrym, mocnym głosem, któremu nawet taka promocja niewiele pomogła. Mógł nagrać wiele dobrych płyt, ale „czegoś” zabrakło. Żałośnie to wyglądało…

Wracając na wykłady spotkałyśmy profesora filozofii. Następna pozytywnie zakręcona postać. Jego wykłady z historii filozofii to czas pełen humoru, śmiechu i wiedzy o filozofach starożytnych. Wiedzy, ale jak podanej! Z dygresjami do teraźniejszości, śmiesznymi anegdotami i niespodziankami. Na jednych zajęciach mieliśmy możliwość posmakowania musu gruszkowego na ostro, do mięs białych (jak podkreślił profesor). Przyznam, był pyszny! Mieliśmy dostać przepis, ale chyba pan zapomniał  :-(

AAAA super! Ewcia pozwoliła mi wykorzystać jej zdjęcia na blogu a więc Wy też możecie poznać pozytywnie zakręconą kobietę! A oto ona:

Ewa

Te studia warto było zacząć! Nie tylko ze względu na wiedzę, ale ze względu na ludzi, jakich tam poznałam!

Przeczytałam na FB opowieść o zaczynaniu czegoś, czego nie znamy. Niektórzy z nas mają „skrzydła”, ale z nich nie korzystają, bo o nich nie wiedzą. Albo  wiedzę, że je mają, ale boją się ryzyka. Nie ma się czego bać!

„- Synu mój, nie wszyscy rodzimy się ze skrzydłami. Prawdą jest, że nie masz obowiązku latania, ale myślę, że szkoda by było, abyś ograniczył się wyłącznie do chodzenia, posiadając skrzydła, które dobry Bóg ci dał.

- Ale ja nie umiem latać – odpowiedział syn.
- To prawda… – rzekł ojciec. Wszedł z nim na górę i stanął nad przepaścią. – Widzisz, synu? To jest próżnia. Kiedy zechcesz latać, przyjdziesz tutaj, nabierzesz powietrza, skoczysz w otchłań, rozłożysz skrzydła, polecisz.
Syn zwątpił.
- A jak spadnę?
- Chociaż spadniesz, nie umrzesz. Będziesz miał tylko parę zadraśnięć, które uodpornią cię na kolejną próbę. – odparł ojciec.
Syn wrócił do wioski, aby spotkać się ze swoimi kompanami. Ci, z najbardziej ograniczoną zdolnością myślenia powiedzieli mu:
- Zwariowałeś? Po co? Twój ojciec oszalał do reszty… Do czego potrzebne ci latanie? Nie wygłupiaj się! Komu potrzebne jest latanie?
Najlepsi przyjaciele doradzili mu:
- A jeśliby to było prawdą? Czy to nie jest niebezpieczne? Czemu nie zaczniesz stopniowo? Spróbuj skoczyć z drabiny albo z korony drzewa. Ale… ze szczytu?
Młodzieniec posłuchał rady tych, co go kochali. Wszedł na wierzchołek drzewa i nabrawszy odwagi, skoczył. Rozwinął skrzydła, potrząsał nimi z całej siły, ale niestety runął na ziemię.
Z wielkim guzem na czole spotkał się ze swoim ojcem.
- Okłamałeś mnie! Nie mogę latać. Spróbowałem i zobacz, jak się uderzyłem! Nie jestem taki jak ty. Moje skrzydła są do ozdoby.
- Synu mój – rzekł ojciec. – Żeby latać, trzeba stworzyć sobie przestrzeń wolnego powietrza do rozłożenia skrzydeł. Podobnie jest ze spadochronem: potrzebujesz pewnej wysokości, zanim skoczysz.

Aby latać, trzeba zacząć brać na siebie ryzyko. Jeśli nie chcesz, to może lepiej zrezygnować i na zawsze chodzić”

Źródło opowieści: Po pierwsze ludzie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie