RSS
 

Archiwum - Maj, 2015

Słowo na niedzielę ;-)

31 maj

Trzy opowieści na niedzielę – nie moje niestety. Opowieści napisane duszą ;-) a jak wiadomo o duszy zaczął mówić już Platon, czyli czasy długo przed chrześcijaństwem. Opowieści o wierze, Bogu, byciu człowiekiem , ale dobrym człowiekiem.  Autorem opowieści nie jest chrześcijanin  :roll:

awakening-675330_640Przechodzimy do meritum, czyli do opowieści. Celowo ukryłam nazwy miejscowości i imiona, bo wtedy opowieść „robi” się bardziej uniwersalna. No dobra, a więc:

 

O soli i Bogu 

Mędrzec miał syna. Kiedy syn ukończył studia nad Pismami, dumny powrócił do domu. Jednak jego wiedza, chociaż opanował wszystkie przedmioty znakomicie, wciąż była niepełna. Mędrzec postanowił nauczyć syna, jak dostrzec Ducha w Materii. Uczynił to w następujący sposób. Pewnego dnia, wręczając synowi woreczek soli, rzekł:

- Wsyp sól do wody i przyjdź do mnie rano.

Młodzieniec uczynił to, o co poprosił go ojciec i rano przyszedł do niego. Ojciec rzekł:

- Daj mi proszę sól, którą wrzuciłeś wczoraj do wody.

- Nie ma jej – odrzekł młodzieniec – ponieważ się rozpuściła.

- Skosztuj wodę z tej strony naczynia – poprosił – Jaki ma smak?

- Słony.

- Skosztuj wody ze środka. Jaka jest?

- Słona.

- Skosztuj wody z drugiej strony naczynia. Jaka jest?

- Także słona.

- Wylej ją.

Młodzieniec uczynił to i zauważył, że kiedy woda wyparowała, sól znów się pojawiła. Wówczas mędrzec rzekł:

- Nie możesz, mój synu, dostrzec tutaj Boga, ale tak naprawdę On cały czas tutaj jest.

 

Bhakta w Watykanie – papież we Wrindawan

Pewnego razu Bhakta z Indii odwiedził Watykan, stolicę katolicyzmu. Spotkał się z Papieżem i został oprowadzony po jego rezydencji. W jednym z gabinetów zauważył rzucający się w oczy, złoty telefon. Zapytał uprzejmie cóż to za niezwykły aparat i dowiedział się, że przez ten telefon Papież konsultuje się z Panem Bogiem w ważnych sprawach. Bhakta wyraził chęć porozmawiania przez ten niezwykły telefon. Po naradzie kardynałów otrzymał zgodę i zostawiono go w gabinecie. Po kilku minutach Bhakta wyszedł i oznajmił zadowolony, że rzeczywiście linia działa i że rozmawiał z Bogiem. Sekretarz Papieża przedstawił mu rachunek za rozmowę, który wynosił kilka tysięcy Euro. Zaszokowany Bhakta zapytał, czemu tak drogo, na co usłyszał odpowiedź, że jest to linia zagraniczna bezpośrednio do samego Nieba, co nie jest tanie. Chcąc nie chcąc Bhakta uzbierał potrzebną kwotę i opuszczając Watykan zaprosił Papieża do Wrindawan, świętego miejsca pielgrzymek w Indiach.

Kiedy Papież przybył do Wrindawan, przywitał go wielki tłum śpiewających i grających na bębnach pielgrzymów. Było upalnie, w powietrzu unosił się kurz. Na ulicach Wrindawan widać było nędzę i biedę Indii tak, jak opisywana jest w gazetach czy pokazywana w telewizji. Papież patrzył z wielkim współczuciem na biednych, choć sprawiających wrażenie szczęśliwych mieszkańców Wrindawan. Na koniec wizyty ofiarował Bhakcie czek opiewający na wysoką sumę przeznaczoną na pomoc humanitarną głodującym mieszkańcom Indii. Żegnając się z Bhaktą Papież zapytał z ciekawością:

- Intryguje mnie jedno, macie tu taką biedę, a widziałem wiele osób korzystających z publicznych telefonów. Dokąd oni tak dzwonią? - Ach – odpowiedział Bhakta – mamy tutaj także bezpośrednią linię do Boga.

Zaintrygowany Papież wyraził chęć rozmowy z Bogiem. Zaprowadzono go do najbliższej drewnianej budki telefonicznej, gdzie zamknąwszy się, zaczął rozmawiać z ożywieniem z Bogiem. Po kilku godzinach z niechęcią odłożył słuchawkę i wyszedł z budki. - To niezwykłe. Cóż za doskonała jakość połączenia. I rozmawiało mi się całkiem inaczej… – Papież spojrzał na Bhaktę i zapytał – A ile będzie mnie kosztować ta rozmowa?

Bhakta zwrócił się do kogoś w języku hindi i po chwili powiedział: – Dziesięć rupii.

Papież był zaszokowany.

- Dziesięć rupii!? – powtórzył – Tylko dziesięć rupii!? Przecież rozmawiałem kilka godzin!

- Tak – odpowiedział Bhakta – Ale to było połączenie lokalne.

Morał: Nie bądź taki dumny ze swojej religii czy swojego kontaktu z Bogiem – inni mogą być bliżej Absolutu, niż ci się wydaje.

 

 

Dwóch braci i pastor 

Żyło sobie dwóch złych braci. Byli bogaci i używali pieniędzy, aby ukrywać swoje złe sprawki przed opinią publiczną. Uczęszczali regularnie do kościoła, aby pozować na przykładnych chrześcijan. Pewnego dnia ich proboszcz odszedł na emeryturę a, w jego zastępstwie, pojawił się nowy. Nie tylko przejrzał pozory, jakie stwarzali bracia, ale także potrafił wyrazić sprawiedliwą i prawdziwa opinię, co sprawiało, że wiernych zaczęło przybywać. Nowy proboszcz rozpoczął zbieranie funduszy na nowy kościół. W tym samym czasie jeden z braci umarł. Na dzień przed pogrzebem pojawił się u proboszcza drugi brat i wręczył mu czek opiewający na sumę brakująca do ukończenia nowego budynku kościoła.

- Mam tylko jeden warunek – powiedział – Na pogrzebie, musi proboszcz powiedzieć, że mój brat był świętym.

Ksiądz dał słowo, że tak zrobi i zrealizował czek. Następnego dnia na pogrzebie, pastor nie powstrzymywał się i mówił:

- Był złym człowiekiem; oszukiwał żonę i znęcał się nad rodziną.

Po całej litanii grzechów ksiądz zakończył mowę pogrzebową, mówiąc:

- Ale, w porównaniu do swojego brata, był to święty człowiek.

 

Źródło:  www.himavanti.org

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Internet

 

Mój osobisty crayzy life…

29 maj

Zastanawiam się co by było, gdybym zaczęła krzyczeć. Głośno, z całej siły. Wykrzyczeć całe zło, wszystkie złe lata, kiedy nie mogłam tego zrobić.

Boję się… To irracjonalny strach.

Wiem, nic by się nie stało. Nic. Ktoś popukałaby się w czoło a ktoś przestraszył. Powiedzieliby: wariatka! Popatrzyli i poszli dalej. Nic więcej.

Te szybkie spacery z kijami pozwalają na mnóstwo myślenia, przypominania tego co było. Nie jest przyjemnie. Czasami jestem bardzo zła, czasami wycieram „spocone” oczy i naprawdę mam ochotę krzyczeć i przeklinać i mam coraz więcej żalu dla siebie. Żalu i współczucia. Czułości i opiekuńczości dla siebie młodszej, zagubionej, przestraszonej, nieszczęśliwej, izolującej się od ludzi. Wiele współczucia i zrozumienia dla siebie teraźniejszej.

 

W nocy śnił mi się J. (dla tych, którzy nie wiedzą, były małżonek). Kochałam się z nim…animal-158236_640

 

Terapia otworzyła jakieś drzwi. Przypomniały się sytuacje, które były zepchnięte głęboko w podświadomość. Jak najgłębiej, żeby ich  nie pamiętać.  Teraz ten potwór wylazł i próbuje się panoszyć. Mendoza…

Emocje rządzą światem!

Sąsiadka wróciła w zagranicznych wojaży. Razem z mężem pojechała na Kretę. Przyjechała opalona, rozanielona i szczęśliwa. Jutro pojadę ja… Nie, właściwie pójdę w pola i łąki i poszukam jakiegoś kopca. Stanę na nim (znaczy na tym kopcu) i powiem: Ja też byłam na krecie! Tarrram!

A póki co posłucham Ani DąbrowskieJ

Póki mi starczy sił
Będę marzyć i będę żyć
Czasu jest coraz mniej
Więc wykorzystać chce każdy dzień

Nie umiem kłamać kiedy chce
Przed snem nie modle się o lepszy dzień
Różnych pokus wiele mam i rzadko kiedy mówię dość
Od lat wzbiera we mnie gorzka złość

Za wszelką cenę nie chce nic
Gdy żal nadejdzie będzie ze mnie drwił
Popołudniu zważę się z nadzieją na kilogram mniej
I znów niedoskonałość zmogę snem

Póki mi starczy sił
Będę marzyć i będę żyć
Czasu jest coraz mniej
Więc wykorzystać chce każdy dzień

Autorzy: muzyka Karolina Kozak;  tekst piosenki: Ania Dąbrowska.

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Poezja, Życie

 

Trzy dobre rzeczy na dzień. Dziennik wdzięczności.

28 maj

Już jest dobrze. Jest dobrze…

Obudziło mnie piękne słońce. Cudny dzień! Pełen słońca! Można zaśpiewać „Tyle słońca w całym mieście!”

Przeczytałam o „dzienniku wdzięczności”. Należy przez 8 tygodni, codziennie pisać trzy dobre rzeczy, które nam się przytrafiły. Tylko trzy i aż trzy.Warto spróbować!  A więc:

Trzy dobre rzeczy z wczoraj:

1. Mogłam iść na nordic.

2. Jadłam pyszne lody.

gwiazd-naszych-wina-film3. Obejrzałam piękny film „Gwiazd naszych wina”.

Piękna opowieść o młodych ludziach, którzy wiedzą, że mają niewiele życia. Ona rak tarczycy  a on mięsak kostno stawowy (czy coś podobnego) i na tym nieciekawym „gruncie” rodzi się piękna miłość. Oboje wiedzą, ile im zostało życia, ale nie rozpaczają. Jest nawet scena, gdzie piszą mowy pogrzebowe dla siebie nawzajem i czytają je w kościele „aby przeżyć własny pogrzeb”.

Dialog z filmu:

- O czym myślisz?

- O niepamięci. Wiem, że to dziecinada, ale zawsze chciałem być bohaterem. Dokonać wielkich rzeczy, żeby inni o mnie pisali w gazetach. Miałem być kimś wyjątkowym.

- Jesteś wyjątkowy…

- Wiesz o czym mówię…

- Wiem, tylko się z tobą nie zgadzam. Ta obsesja, żeby o tobie pamiętano!

- Nie złość się…

- Jestem zła! Bo ja uważam, że jesteś wyjątkowy. To za mało? Myślisz, że życie ma wartość, gdy wszyscy cię zapamiętają i wszyscy będą cię kochać? Ale wiesz co, to jest twoje życie! Masz tylko tyle! Masz mnie, swoją rodzinę, masz ten świat i nic więcej! Jeżeli ci mało, to przykro mi, ale to nie jest nic, bo cię kocham i będę o tobie pamiętać!

- Przepraszam! Masz rację.

- Chciałabym, żebyś się z tego cieszył.

- To piękne życie…

- Jeszcze się nie skończyło…

Właśnie! Korzystajmy z życia. Czy korzystamy?

Żyjemy tak, jakbyśmy mieli to robić w nieskończoność. Jakby dana nam była wieczność a nie określona liczba lat. Tracimy nasze życie na nieistotne pierdoły a ono nam ucieka. Żaden dzień się nie powtórzy – prawda? A nie pamiętamy o tym. Roztrwaniamy nasze cenne lata, miesiące, dni i godziny a nawet minuty i sekundy. Życie jest kruche i krótkie.

Racjonalizowanie…

Zastanawiam się, czy racjonalizowanie uchroniło moje życie od najgorszego. Jak to powiedział terapeuta „Dużo sytuacji racjonalizujesz”. Tak! Owszem! Wtedy jest łatwiej oswoić rzeczywistość!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Film, Życie

 

„Dzika droga” – życie jako najdziksza z dróg. Fenomen kobiecości.

25 maj

dzikaWiem. O filmie pisała autorka bloga „Poziomkowe wzgórze”. Nie będę opowiadać fabuły. Chętni mogą obejrzeć go klikając na link  „Dzika droga”. Nie mogłam zapomnieć tego tytułu i dzisiaj znalazłam go w internecie. Obejrzałam cały film.

 

Jest to ekranizacja bestsellerowej, autobiograficznej książki Cheryl Strayed. Reese Witherspoon w roli kobiety, która uświadamia sobie, że jej życie legło w gruzach i wyrusza na pieszą wędrówkę przez tysiące mil, by odnaleźć siebie i poczucie sensu życia.

 

Fragment tekstu z filmu: ”Zagubiłam się na pustyni rozpaczy, ale w końcu wyszłam na prostą drogę. Aż do ostatniego dnia nie wiedziałam dokąd zmierzam. Dziękuję! – powtarzałam w kółko – za wszystko, czego nauczył mnie szlak i czego jeszcze nie wiem. Moje życie, jak każde inne, jest zagadkowe, nieodwołalne i święte. Tak bliskie, tak dzisiejsze, tak bardzo moje. Dać mu się toczyć – to najdziksza droga!” – Warto zobaczyć ten film!

Życie to najdziksza droga a wszystko, co spotyka nas na tej drodze, czegoś uczy!

„- Oddychaj. Pamiętaj o oddechu. Głęboko, spokojnie, powoli. Wdech i powolny wydech… Jeszcze raz: wdech i powolny wydech… – promień słońca widząc smutną i napiętą Kobietę siedzącą na ganku postanowił nauczyć ją prawidłowego oddechu.

- Dlaczego to robisz? – spytała Kobieta – dlaczego mi pomagasz? Nie masz już dość moich zmian nastrojów? Dobrze wiem, że raz jestem zadowolona, mam poczucie, że panuję nad swoim życiem, podążam za głosem intuicji… ale są i takie dni jak dziś, kiedy świat mnie przerasta.

- Widzę Twoją wędrówkę do poznania samej siebie i podziwiam Cię za to, ile już osiągnęłaś – powiedział promień – cóż złego jest jeśli chcę pomóc przyjaciółce, jeśli ma gorszy dzień? Każdy ma prawo do gorszego samopoczucia. Ja sam czasem chowam się za chmurami…

Pamiętaj, że nawet jak masz gorszy dzień jesteś wspaniałą Kobietą. To czas trochę trudniejszy. Tylko pamiętaj wtedy o oddechu! Oddychaj głęboko, spokojnie i powoli. To oczyści umysł ze złych myśli i znowu będziesz szczęśliwą sobą.
To właśnie Fenomen Kobiecości.”

autorka: Monika Szadkowska – terapeutka.

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Film

 

Idziemy na pierogi :-)

24 maj

empanadas-592300_640W zeszłym roku, podczas wakacyjnego wypoczynku pojechaliśmy do Krakowa i tam na Rynku zobaczyliśmy ubrane w hinduskie stroje kelnerki. Były piękne. Niewiele myśląc zrobiłam im zdjęcie. Nie weszliśmy do kawiarni, przed którą stały. Zostało zdjęcie.

Wczoraj z dziewczynami poszłyśmy do warszawskiej pierogarni „Zapiecek”. Bardzo miła obsługa. Piękne dziewczyny w sukienkach uszytych z czerwonych, kwiecistych, góralskich chust. Dziewczyny w kwiecistych sukienkach o czerwonych ustach, soczystych i czerwonych jak wiśnie.  ;-). To brzmi jak slogan reklamowy! He… Przyciągały wzrok!

Czy można coś zjeść niedrogo w tym lokalu? Okazało się, że tak. Jest zestaw za ok. 15 zł – kompot i pierogi – smak do wyboru. Ja wybrałam z jabłkami, rodzynkami i cynamonem.  Pierogów było sporo. Mogłam się najeść. Kompot z suszu – mniam! A pierogiiii – mistrzostwo świata. Delikatne ciasto i farsz – poezja. Wszystko polane wspaniałym sosem waniliowym.  Matko! Szkoda, że litery, które to opisują nie mogą oddać smaku, który czułam. Mistrzostwo świata! Polecam to miejsce z całego serca!

Na tej samej ulicy znajduje się też manufaktura cukierków. Ręcznie robione cukierki, lizaki, cukiereczki. Kolorowe i słodkie. Można zobaczyć, jak panie wykonują te cukrowe wspaniałości i posmakować wyrobów na miejscy. Dwa tygodnie temu kupiłam dzieciakom po lizaku. Wczoraj zaszalałam – wzięłam lizaki i rożki pełne kolorowych cukiereczków. Przywiozłam słodkie gościńce do domu. 

Dostałam książkę do przeczytania. Opowieść o chłopcu, który wychowywał się w domu dziecka. Są fragmenty, które powodują „spocone” oczy, ale też historie, kiedy nie można powstrzymać się od śmiechu. Siedziałam w autobusie ze słuchawkami na uszach i trzęsłam się od tłumionego śmiechu. Autor mądrze dzieli złe i dobre opowieści tak, aby czytelnik miał czas na płacz, ale też po tym płaczu mógł się uśmiechnąć a nawet zaśmiać. Książkę dopiero zaczęłam czytać a już wyłowiłam fragment dla siebie. Bohater też poddaje się terapii. Idzie na nią jako dorosły człowiek. Terapeuta radzi mu, żeby opisywał trudne momenty ze swojego życia, wtedy będzie mu łatwiej o nich mówić. Zapisałam sobie ten fragmencik:

„Przecież to bez sensu pisać o sobie w ten sposób, jak o kimś innym. Albo odważnie i do końca szczerze, albo wcale. (…) Tylko to nie takie proste, jakby się mogło wydawać. „Weź kartkę papieru, usiądź, pomyśl i pisz po kolei, jak leci. Tylko szczerze, bo inaczej nie ma sensu”. Ale gdzieś głęboko w człowieku tkwią jakieś blokady. Jak niedrożne kanały, jak zamulone aorty. Lęk, że jak się dotknie, to zaboli, bo kiedyś bolało. Tak, to pamięć tamtego bólu. Poza tym jak o tym mówić? Cofnąć się do tamtego czasu czy opowiadać z dzisiejszej perspektywy? Co będzie szczere? Jak oddzielić fakty od interpretacji? Jak odnaleźć tamte emocje, myśli, wyobrażenia, słowa. Przecież to i tak musiałaby być rekonstrukcja. Czy to w ogóle możliwe?

A jednak ludzie w nadziei poprawy zdrowia poddaję się bolesnym operacjom. Chodzi o to samo. Trzeba spróbować. A nuż pomoże. Tylko trzeba odwagi. Skoro się zdecyduję, to nie ma sensu oszukiwać, coś pomijać, łagodzić, czy ubarwiać.Niech będzie jak było. Zgrzebnie, brzydko, byle prawdziwie. Na ile się da, na ile to możliwe.”

Lucjan Nowakowski, Mummi, Pax, Warszawa 2007, s.12-13.

Boże, jakie to jest mi bliskie! Na terapii często mówię, że łatwiej mi napisać niż mówić. Bliskie jest też spojrzenie na poddanie się terapii. 

Warto…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka, Życie

 

Schować się przed złem, którego pełna moja głowa.

22 maj

Codziennie widzę jak wychodzisz.

Dostrzegam z okna, że się boisz.
W wełniany szalik twarz swą wtulasz,

jakbyś chciał schować się przed złem, którego pełna twoja głowa.

Czy już stałeś się jednym z tych,

co nie marzą – po co im sny?
czasem tylko przemknie ci myśl, że czas mija wciąż i mijasz ty!

Chciałbyś zasnąć, lecz sen nie przychodzi.

Wstajesz by złość zgasić szklanką wody,

gdy obudzisz się to znów poczujesz, jakby ktoś cię okradł z krótkiej chwili szczęścia.

Tam byś wolał zostać.

Słowa i muzyka Ania Dąbrowska

Następna moja fascynacja podczas „chodu nordyckiego”. ;-)

Zdarłam już jedną parę butów sportowych. Fakt, nie były za wygodne – ocierały pięty. Mam teraz nowe – buty – oczywiście!

Czytam niezłą książkę ks. Kaczkowskiego „Szału nie ma, jest rak”. Niedługo się z wami podzielę moimi przemyśleniami  na jej temat. Kocham tego księdza! Platonicznie – oczywiście. Zauważyłam, że ostatnio poruszam tematy niezbyt optymistyczne – o chorobie. Ludzie, którzy ocierają się o śmierć mają wielkie pokłady mądrości życiowej. Dopiero w obliczu szybko zbliżającego się kresu życia doceniają jego piękno. Zastanawiam się, czy życie smakuje tylko w czasie ogromnych kryzysów egzystencjalnych a w innych przypadkach uznajemy je za nudne, miałkie, nic nie warte? Nie, nie będę pisać o raku – obiecuję!

Życie jest piękne…

a czas mija

nie pozwólmy okradać się z krótkich chwil szczęścia

a przede wszystkim nauczmy się je dostrzegać.

Hahahahaha! Filozoficznie

o ks. Janie Kaczkowskim we wpisie Religijność i wiara, czyli duchowość nam służy (na dole wpisu)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka

 

Głos serca.

20 maj

Przypowieść o głosie sercaheart-570962_640

Nie patrz z pogardą na owego człowieka: wielki jest wyczyn tego, kto zaczął zło w sobie w dobro przemieniać!

Żył raz sobie pewien człowiek. Niczym szczególnym nie różnił się on od ludzi  żyjących w okolicy. Nie był biedny, ale też nie był bogaty. Nie był już młody, ale też nie był jeszcze stary.

I nie był ów człowiek silny duchowo…

Chociaż były w duszy nasiona dobra, lecz nie kiełkowały…

Żył owy człowiek tak, jak wszyscy wokół niego żyli… Kierowały nim zachcianki i wady jego… Obezwładniały go lęki i słabości. I nie było mu dobrze w tym: szarością dni upływało mu życie… Nie było w nim ani radości, ani spełnienia…

Codziennie wieczorem ów człowiek myślał: „Od jutra będę postępował lepiej, nie ulegnę już więcej słabościom i wadom swoim!”.

Za każdym razem, gdy nadchodziło jutro, znów kierowały nim zachcianki i wady jego, obezwładniały go lęki i słabości jego…

Pewnego razu ów człowiek zamyślił się: „Czemu nie mogę żyć tak, jak sam bym tego chciał? Dlaczego nie postępuję tak, jak czynić się powinno? Dlaczego kierują mną wady i obezwładniają mnie lęki moje?”.

Zaczął on się zastanawiać i nie widział przyczyny, dla której miałby nie żyć tak, jak uważał za słuszne, nie postępować w sposób, który uważał za właściwy. Zapytał wówczas ów człowiek Boga:

- Ojcze mój i Stwórco! Czemu nie potrafię żyć tak, jakbym chciał, postępować tak, jak uważam za słuszne? Czemu stałem się niewolnikiem swoich wad, zachcianek, lęków i słabości? W czym tkwi przyczyna?

Odparł mu Bóg:

- Przecież nie ma tu żadnej przyczyny! Masz prawo postępować tak, jak sam chcesz postępować!

Mówi wówczas człowiek:

- Poradź, proszę, co począć, co zrobić, żeby wady moje i słabości przestały kierować mym życiem?

I odpowiedział Bóg:

- Za każdym razem zanim coś zrobisz lub powiesz — posłuchaj głosu swego serca duchowego i zrób tak, jak ono każe! Wówczas opanujesz słabości, lęki, pozbędziesz się wad i zachcianek!

Postanowił więc człowiek pójść za Bożą radą.

Wstał następnego ranka pełen zdecydowania za każdym razem radzić się serca duchowego — zanim jakiegoś czynu dokona, zanim słowo wypowie…

A każdego ranka jego stary ojciec mówił mu słowa niemiłe, marudził i zwymyślał. Mówił, że do niczego jego syn się nie nadaje, że całe pokolenie synów ludzkich żyje niewłaściwie i wymieniał wszystkie krzywdy, i smutki swoje. Oskarżał syna swego za wszystko, czego tamten był i nie był winien…

Oto zaczął ojciec syna ganić i mówić mu słowa przykre. I zakipiał gniew w człowieku od słów tych gorzkich, oskarżających…

Chciał już, jak zawsze ojcu w odpowiedzi słowa jadowite rzec, ale przypomniał sobie Bożą radę. A zdążyło serce jego wyszeptać:

- Powstrzymaj słowa obraźliwe, bowiem kocha cię ojciec twój. Przecież martwi się z powodu twoich kłopotów! I ty go kochasz! Powstrzymaj słowo gniewne  i poproś o wybaczenie!…

Więc w odpowiedzi na zwymyślanie ojcowskie ukłonił się ów człowiek i rzekł:

- Wybacz mi!

I zgasł gniew. Objął człowiek ojca i poszedł do swoich spraw. A ojciec jego zdziwił się i przestał odtąd go rugać …

Wieczorem wraca ów człowiek do domu po ciężkiej pracy. Kupił jedzenie rozmaite i myśli o tym, jak będzie kosztował przysmaki różne… A przejawiał on skłonność do obżarstwa…

I wstąpił do domu młodej wdowy, żyjącej z małymi dziećmi. Kobieta musiała mu dług oddać, ale wciąż nie mogła nazbierać pieniędzy…

Już od dawna miał zamiar powiedzieć, że chce darować jej dług. I postanowił, że dzisiaj wreszcie to zrobi. Wszedł zatem do domu biednej wdowy i oznajmił, że daruje jej dług. Wdowa nisko mu się kłaniała, dziękowała. Chciał już iść, a serce szepcze cichutko:

- Zostaw dzieciom to jedzenie, które sobie kupiłeś! Będą się cieszyły!

Człowiek ów z wielkim trudem nakaz serca wykonał. Ale gdy oddał przysmaki dzieciom, które z radości zatańczyły, to radość w nim wielka wezbrała! Idzie do domu z lekkością, przepełniony jest szczęściem. A serce w piersi jakby pieśń śpiewało! Nie zawsze udawało się człowiekowi usłyszeć głos serca, nie zawsze czynił on to, co mu szeptało. Jednak z dnia na dzień coraz bardziej starał się on żyć tak, jak kazało serce. Z każdym dniem coraz mniej kierowały nim jego zachcianki i wady, coraz mniej krępowały go jego lęki i słabości. Kiełkowały w jego duszy nasiona serdecznej miłości!

Pewnego razu zobaczył ów człowiek silnych i złych ludzi, którzy bili dobrego młodzieńca. Ludzie zaś, którzy obok przechodzili, tylko przyspieszali kroku, odwracali się, nie wtrącali — żeby im samym od tamtych złych nic złego się nie stało. A ów człowiek odwagą się nie odznaczał. Chciał także przejść obok, co go przecież obchodzi…

Serce zaś jego — nie szepcze, lecz krzyczy:

- Jeśli nie pomożesz, to zabiją dobrego człowieka! A ty uratować go możesz!

A ów człowiek boi się, nie jest w stanie pokonać swojego strachu. Ani pójść nie może, ani pomóc…

A serce nie ucisza się:

- Ratuj szybciej!

Zawołał wtedy człowiek Boga, ponieważ nie potrafił poradzić sobie ze strachem. I nie szeptem, nie w myśli, lecz na cały głos zakrzyczał:

- Boże! Przyjdź tutaj! Boże! Przyjdź tutaj!

Ludzie, którzy przechodzili obok, ze zdziwienia zatrzymali się. I ci, którzy mijali ich z daleka, też się zbliżyli. Zaczęli także inni ze wszystkich stron podbiegać do tego miejsca, zatrzymywać się i patrzeć: o co tu chodzi i gdzie tu jest Bóg? I taki tłum się zgromadził, że wystraszyli się źli ludzie, puścili młodzieńca i zniknęli czym prędzej. Młodzieniec wtedy podniósł się z ziemi i dziękował temu człowiekowi:

- Jaki jesteś odważny! Uratowałeś mnie!

Idzie człowiek do domu, a serce w piersi jak słoneczko świeci i mówi mu:

- Miłość jest silniejsza od wszelkich strachów!

… Mijał czas. Lżejsze i radośniejsze stawało się życie tego człowieka.

Pewnej niedzieli poszedł ów człowiek na spacer. Naprzeciw idzie wdowa — ta, której podarował on dług. Uśmiecha się do niego czule, kłania się nisko. I człowiek zapatrzył się na jej urodę. A miał on słabość do kobiet, choć uznawał swoje pożądanie za wielki grzech. Odwrócił wzrok swój, aby nie patrzeć na nią. Nagle przypomniał sobie o sercu i zapytał go o radę. A serce mu mówi:

- Popatrz lepiej i z uważnością duszy. Czy miła ci ta kobieta?

Spojrzał człowiek na nią i wszystko w nim od miłości się rozbłysło!

Mówi on do serca:

- Nie ma lepszej od niej! Wszystko bym jej dał!…

- Więc czym się martwisz? Nie jest żądzą to, czego pragniesz nie dla siebie, ale innemu chcesz dać! To właśnie miłość w tobie się obudziła! Idź i powiedz jej, że ją kochasz!

Człowiek tak właśnie zrobił. Podszedł i powiedział:

- Kocham cię! Bądź mi żoną!

Wszyscy znajomi i sąsiedzi wokół zaczęli mówić:

- Oto dureń! Dopiero wszystkie sprawy zaczęły mu się układać korzystnie i mógłby przecież sobie znaleźć bogatą narzeczoną! On natomiast wdowę z małymi dziećmi bierze sobie!… Przecież wdowa i tak, bez zamążpójścia, nie odmówiła by…

A człowiek pieśń serca słyszy:

- Kto szczęście daje, ten szczęście dostaje. Za pieniądze szczęście się nie sprzedaje!

I płonie serce coraz to jaśniej, coraz większą miłością! I przemienia ono słowa i czyny jego!

Wkrótce ożenił się ów człowiek z ową kobietą. Ich wzajemna serdeczna miłość życie im oświetlała, dom ogrzewała! Razem chowali dzieci i rodziców swoich czcili.

I dziękował człowiek Bogu:

- Ojcze mój i Stwórco! Rada twoja całe moje życie odmieniła, szczęście mi podarowała! Teraz przezwyciężyłem zachcianki swoje i wady swoje, pokonałem słabości swoje i lęki swoje!

Odpowiada mu Bóg:

- Ten, kto głos serca duchowego nauczył się słyszeć — ten jeszcze więcej może dokonać! Bowiem głos serca to głos Miłości! A wszystko, co przy pomocy mi- łości się tworzy i czyni, to ode Mnie pochodzi! Bowiem Ja jestem MIŁOŚCIĄ!

KONIEC

Anna Zubkowa „Boskie przypowieści”

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka

 

Ile może znieść człowiek?

19 maj

Ile może znieść człowiek? Człowiek – w tym przypadku to ja…

Miałam dodać post o miłości. Piszę go już bardzo długo. Wciąż coś poprawiam, dodaję, kasuję i wciąż nie jest gotowy.  Jakbym chciała się usprawiedliwić, fear-299679_640wytłumaczyć i powiedzieć, że ja też przeżyłam miłość. Miłość erotyczną, dającą spełnienie fizyczne, w pewnym sensie piękną. Dzięki niej pojawiły się moje dwa skarby.

Na terapii rozpoczęłam walkę z moim kolejnym demonem. Dla mnie temat trudny i bolesny. Nie mam siły o nim mówić. Jest dużo milczenia, cichej pustki, urywanych słów, niedomówień. Słów zawieszonych w przestrzeni gabinetu i mojego uporczywego wpatrywania się w widok za zakratowanym oknem. Widzę za nim blok, wejścia do klatek schodowych i jakieś krzewy. 

Miałam miesiąc na poukładanie i uporządkowanie wątków. Coś się przypomniało, coś „wskoczyło” na właściwe miejsce. Obraz stał się prawie ostry i wyraźny. Ja go widzę, ale tam w gabinecie słowa tak ciężko przechodzą przez gardło. Złośliwie siebie wyśmiewam i zadaje sobie pytanie: „Czy to nie za dużo jak na jedną osobę?” Z jednej strony jest mi siebie bardzo żal. W oczach pojawiają się łzy i czuję bezsilną złość. Złość na ludzi, na tamte sytuacje i jednocześnie złość na siebie, że mówię to wszystko, że pokazuję terapeucie jaka byłam głupia, beztroska, naiwna, słaba…

Powinnam być mocniejsza

Powinnam nie iść tam, gdzie poszłam… wtedy…

Powinnam nie dokonywać takich wyborów, jakich dokonałam później…

…………………………………………………. jestem tu i teraz …………………………………………….

on powiedział, że jest ze mnie dumny, bo…

      Ja nie rozumiem dlaczego? Wiele negatywnych emocji w mojej głowie.

Ja nie jestem… niestety… z siebie dumna.

Dzisiaj czułam ogromny wstyd…

Po cichu wyszłam z gabinetu.

Próbowałam szybko otworzyć zamknięte drzwi.

Głupawy uśmiech na ustach i szybki spacer, prawie ucieczka do domu.

Wciąż ten wstyd, 

i tylko trzyma mnie nadzieja, że robię to, aby później było lepiej. Jestem uparta… Jestem zawzięta i wciąż wchodzę w sytuację niekomfortowe dla siebie.  W sytuacje skrajne.

Niepewność…

W zaciszu gabinetu „przegadanych” tyle problemów, wiele pokoi wyczyszczonych .

Wiem, piszę chaotycznie… ale nie chcę wszystkiego opisywać dokładnie, tak jak było…

To nie jest odpowiednie miejsce.

Taką ekshibicjonistką nie jestem, 

nie tu i nie teraz…

To był trudny dzień. Dobrze, że mija.

Dobrze, że minął…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Muzyka, Życie

 

Motyl Still Alice – film o chorobie Alzheimera.

15 maj

„Życie dr Alice Howland (Julianne Moore), wykładowczyni Uniwersytetu Columbii, jest spokojne, ustabilizowane i szczęśliwe. Wraz z mężem (Alec Baldwin) ma troje dorosłych i dorastających dzieci – Annę (Kate Bosworth), Toma (Hunter Parrish) i najmłodszą – Lydię, w której postać wciela się Kristen Stewart. I kiedy wydaje się, że nic nie zmąci rodzinnego szczęścia, mająca drobne problemy z pamięcią Alice otrzymuje druzgocącą diagnozę – choruje na rzadką odmianę dziedzicznego Alzheimera. Dramat paraliżuje życie rodziny…” Tyle ze strony, na której można obejrzeć film.

Czy warto? W sensie obejrzeć? Warto! I zastanowić się nad tym, co mamy, co posiadamy. Nie chodzi tu o rzeczy materialne, ale o dorobek zbierany przez umysł. Alice jest naukowcem humanistą. Cały jej dorobek to słowa. Skrzętnie zdobywane, układane, spisywane, celebrowane. Słowa są jej siłą, wyznacznikiem jej wielkości. Jest dumna ze swojego dorobku.W filmie często widzimy ją jak sięga do telefonu z aplikacją scrabble i układa słowa. Kiedy umysł zaczyna szwankować w tym samym telefonie układa pytania dotyczące imion najbliższych osób. Pytanie i odpowiedź. Nie daje się. Walczy. Możemy ją zobaczyć w chwilach jej bezradności, zagubienia, wielkiego strachu i wielkiej złości, bo po ludzku nie może się pogodzić z postępującą demencją. 

Alice jest młodą kobietą. Za młodą na tak poważną chorobę, która rozwija się w jej przypadku bardzo szybko. 

Za serce łapie jej przemowa na konferencji dotyczącej choroby Alzheimera. Kobieta próbuje walczyć z objawami choroby, ale wie, że jej nie powstrzyma. Na swoim laptopie  nagrywa film i umieszcza go w pliku Motyl. Nosi również naszyjnik z motylem, który ma jej przypomnieć o pliku. Myśli o samobójstwie, kiedy choroba ją odczłowieczy, upodli, kiedy będzie jedynie ciężarem dla innych. Pewnego dnia przez przypadek odnajduje ukryty plik. Czy popełni samobójstwo? Zobaczcie…

Julianne Moor jest wspaniała w roli Alice.

Link do filmu:  Motyl Still Alice

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Film

 

De Mello z humorem :-)

13 maj

AKORDEONISTAaccordion-155413_640

Lekarz dokładnie zbadał pacjenta i powiedział:

- Miał pan zapalenie płuc? Jest Pan muzykiem, prawda?

- Tak – odparł zdziwiony mężczyzna.

- I gra pan na instrumencie dętym!

- Zgadza się. Skąd pan wiedział?

- Bardzo proste, mój drogi panie! Jest wyraźne przemęczenie płuc i krtań jest zaczerwieniona, bez wątpienia z powodu silnego ciśnienia. Proszę mi powiedzieć, na jakim instrumencie pan gra?

- Na akordeonie.

Niebezpieczeństwo nieomylności

 

stairs-735995_640PÓJŚĆ DO NIEBA PO ŚMIERCI

Ksiądz wkroczył do gospody oburzony, że znajduje tam tak wielu swych parafian. Zebrał ich razem i poprowadził do kościoła. Potem z namaszczeniem powiedział:

- Wszyscy ci, którzy chcą iść do nieba, proszę stanąć tutaj po lewej stronie.

Wszyscy przeszli na lewą stronę oprócz jednego mężczyzny, który uparcie nie ruszył się z miejsca. Ksiądz spojrzał na niego srogo i powiedział:

- Nie chcesz iść do nieba?

- Nie – rzekł mężczyzna.

- Masz zamiar tam stać i mówić mi, że nie chcesz po śmierci iść do nieba?

- Oczywiście, że po śmierci chcę iść do nieba. Myślałem, że idziecie teraz!

Jesteśmy gotowi iść na całość — tylko wtedy, gdy nie działają nasze hamulce.

 

coffee-335663_640JA TEŻ JESTEM TOBĄ ZMĘCZONA

… ale niestety, często nawet nie słyszymy, co ktoś mówi…

Było to ich złote wesele i małżonkowie byli cały dzień zajęci uroczystościami, tłumami krewnych i przyjaciół, którzy wpadali, by im pogratulować. Wdzięczni, więc byli, gdy pod wieczór, mogli zostać sami na werandzie, obserwując zachód słońca, odprężając się po męczącym dniu. Staruszek popatrzył czule na żonę i powiedział:

- Agato, jestem tobą zachwycony!

- Co mówiłeś? – zapytała staruszka – Wiesz, że słabo słyszę. Powiedz to głośniej!

- Powiedziałem, że jestem tobą zachwycony.

- Nie szkodzi – odpowiedziała machając ręką – Ja też jestem tobą zmęczona.

Doskonałe słuchanie to słuchanie nie tyle innych, co siebie samego. Doskonały wzrok to widzenie nie tyle innych, co siebie. Bo nie potrafią zrozumieć drugiego ci, którzy nie usłyszeli siebie i są ślepi na rzeczywistość drugich ci, którzy siebie nie zgłębili. Słuchacz doskonały słyszy cię nawet wtedy, gdy nic nie mówisz.

Żona do męża zatopionego w gazecie:

- Nie potrzebujesz już mówić «aha». Przestałam mówić dziesięć minut temu.

 

Historie z książki „Modlitwa żaby”

Foto: pixabay.com

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Książka