RSS
 

„Magda, miłość i rak” – towarzyszenie osobie chorej.

11 maj

W lutym dostałam wiadomość mailową  ze strony przeczytam.pl . Obszerny fragment książki Aliny Mrowińskiej „Magda, miłość i rak. Magdalena Prokopowicz o życiu, śmieci… i o nadziei”. Fragment można pobrać na własny komputer i przeczytać. Ja to zrobiłam. Przeczytałam.

O Magdzie Prokopowicz usłyszałam w telewizji. Obejrzałam wzruszający film o tym jak chorowała, jak urodziła dziecko i jak wiele miała nadziei na życie. Założyła fundację Rak’n'Roll. Prowadziła bloga. Była barwną, nietuzinkową postacią. Pomogła wielu kobietom borykającym się z rakiem piersi.

Kupiłam książkę Aliny Mrowińskiej. Kiedy czytałam fragmenty o Magdzie myślałam o swojej mamie, która zmarła na raka żołądka. Pamiętam jak siostra wymyśliła leczenie alternatywne, typu bioenergoterapia, zioła tybetańskie, homeopatia. Wielka nadzieja dla mamy. Niestety te „czary” nie pomogły. Mama zmarła. Myślałam też o mojej dobrej znajomej, u której stwierdzono raka jelita. Ona wybrała mądrze leczenie szpitalne – operację i chemię. Żyje. Cieszy się rodziną. Jest wspaniałą, uśmiechniętą kobietą. Jej radosne i pełne optymizmu spojrzenie na życie zaraża wszystkich, w tym też i mnie. Istna bomba energetyczna. Przeczytałam część o Magdzie i odłożyłam książkę na bardzo długo. Czytać dokończyłam wczoraj.

Autorka książki bardzo mądrze podzieliła ją na trzy części. Pierwsze cztery rozdziały to historia o Magdzie. Rozdział piąty to rozmowa z Bartkiem Prokopowiczem, mężem Magdy. A ostatni rozdział to rozmowa z psychoonkologiem dr Mariolą Kosowicz.  Wielkie  chapeau bas dla pani Mrowińskiej. Pokazała dwie strony medalu a właściwie trzy. Spojrzenie z perspektywy osoby chorej, współmałżonka i fachowej pomocy psychologicznej.  Książkę powinny przeczytać wszystkie osoby, którym temat raka nie jest obcy, ale osoby zdrowe też znajdą tam coś dla siebie.

magda

foto: kobieta.gazeta.pl

Magda była osobą bardzo medialną. Wiele zrobiła dla kobiet chorych na raka piersi , ale nie o niej chcę pisać. Chciałabym napisać o szarej eminencji Magdy, czyli o Bartku Prokopowiczu. Zwróciłam uwagę na jedno zdjęcie. Magda na pierwszym tle i za jej plecami, w cieniu, mąż. Na innych zdjęciach też pierwsza Magda, synek a za nimi on. To on robił jej zdjęcia, kiedy przechodziła różne fazy choroby. Był blisko niej, chociaż jak się okazało z książki, nie zawsze. Czytałam wywiad z Bartkiem i jego słowa coraz głębiej zapadały w moją pamięć. Opowiadał jak radził sobie po śmierci żony, jak przygotował synka na informację o tym, że mama umarła, ale też mówił o czasie, kiedy żyła a on nie dawał sobie rady z jej chorobą.

Fragment książki:

Jak sobie radziłeś ze swoimi uczuciami po śmierci Magdy?

Najpierw odetchnąłem… Każdy, kto długo żył z osobą przewlekle chorą, jeśli jest szczery i ma dostęp do emocji, powie, że najpierw czuję się ulgę. Byłem potwornie zmęczony i wypalony. Rzuciłem się w wir życia, w którym się zatraciłem. Chciałem dużo i szybko, tak jakbym próbował nadrobić stracony czas. Musiałem odreagować. Na szczęście to się skończyło.. Bardzo mnie bolało, kiedy różni ludzie, którzy nic albo niewiele o moim życiu wiedzieli, oceniali mnie, rościli sobie prawo do krytykowania. Dużo mogę znieść, jestem zahartowany, ale to czasem bardzo boli…

Od pół roku łapię kontakt ze sobą. I pojawia się masa ciepłych uczuć. Dzisiaj czuję, że mam pierwszy lepszy tydzień od dłuższego czasu. Chcę być szczęśliwy, zrobić porządek ze sobą i wokół siebie.

Chodzę na terapię. Tydzień temu terapeuta zdiagnozował mi zespół stresu pourazowego. Czasem budzi mnie w środku nocy lęk, że sobie nie dam rady z życiem. Czuję się wypalony w środku. Jeszcze jestem jak żołnierz, który wrócił z wojny w Afganistanie i nie potrafi się odnaleźć w normalnym, bezpiecznym świecie, tylko chce wracać na tę wojnę… Bo cały czas szuka negatywnych emocji… Bez tej adrenaliny nie potrafi żyć. Powtarzam sobie, że muszę być silny i dla siebie, dla Honoraty i dla Leosia. On jest tym, kim jestem ja. Szczęśliwy tata, szczęśliwy dom – równa się szczęśliwe dzieci.” (s. 174)

Teraz wiem, dlaczego zwróciłam na niego uwagę. On jest bardzo podobny do mnie. Wielka trauma i wielka chęć pracy nad sobą, bo trzeba żyć, bo trzeba dostrzec swoją wartość i być. Być dla swoich dzieci.

Bartek opowiada też o swoim zagubieniu, samotności przy boku żony. Mówi : „Magda w sprawach, które dotyczyły naszych relacji, zwolniła się z życia. Nigdy nie mogłem z nią porozmawiać o swoich problemach… Bo były nieistotne.” (s. 178).  ”Mój ból też był prawdziwy i nie miałem  z kim o tym pogadać. Dusiłem w sobie emocje i w pewnym momencie wybuchłem…

Miałeś do Magdy dużo żalu?

W tamtych czasie bardzo dużo.

Wkurzenia?

Złości, pretensji. Chciałem wykrzyczeć: <<Halo, ja też żyję, ja też mam uczucia, chodzę, oddycham, niech mnie ktoś przytuli, wysłucha>>. Był taki moment, że strasznie chciałem zachorować na raka…

Dlaczego?

Bo też chciałem być zwolniony z życia! Robić wszystko, co chcę, z nikim i niczym się nie liczyć. Powiedzieć całemu światu: <<Fuck you! Pierdolę wszystko, nic mnie nie obchodzi>>!” (s.179)

(…)Byliśmy oboje potwornie zmęczeni. Czasem jakaś głupota powodowała gigantyczną awanturę. Tak bardzo zazdrościłem wtedy ludziom, którzy potrafili ze sobą rozmawiać. Wielokrotnie mówiłem Magdzie:<<Puść to, nie kontroluj tak bardzo świata, oddaj wszystko Bogu, losowi…> I słyszałem: <<Chciałbyś…>>. Marzyłem, że któregoś dnia obudzi się i powie: <<Chodź, kochany, będziemy razem, przeprosimy się, otworzymy>>. Nie było takiego momentu (s. 180)

Czytam o Bartku i widzę siebie na froncie choroby męża. Ja też marzyłam, też czekałam, zazdrościłam ludziom. Nie doczekałam się… Choroba była inna…

Bartek dalej kocha Magdę. Kocha, chociaż jej już nie ma. O swojej sytuacji podczas jej choroby mówi: „Skończyła się dobra relacja w momencie, kiedy Magda zdecydowała się na leczenie. A zaczęło się chore współuzależnienie. (…) W tym czworokącie nie było już miejsca dla mnie. Była Magda, rak, myśl o Leosiu, a potem Leoś. Beze mnie…” (s. 181)

„W kuchni na lodówce Bartek powiesił tekst Desideraty, mówi, że lubi na chwilę się przy nim zatrzymać, pomyśleć albo w biegu wyłowić jedno zdanie.” (s. 186)

W mojej kuchni, na lodówce też jest  ten tekst…. Przypadek…

Dalej przeczytałam: „Dziś wiem, że osoba wspierająca musi przede wszystkim zadbać o siebie. O swoją siłę fizyczną i psychiczną, o pewnego rodzaju dobrostan. Wiedzieć, że moje życie też jest jedną wielką, niepowtarzalną wartością, jak życie osoby chorej, którą wspieram. Oboje potrzebujemy miłości, rozmowy i uwagi. Nie można zapomnieć o sobie. A ja o sobie zapomniałem, nie potrafiłem postawić granic, mieć kawałka tylko swojego świata… (…) Nie było przełomu w naszym życiu. A miałem ogromną nadzieję, że cud nadejdzie… Kolejny raz wierzyłem, że Magda zobaczy we mnie mężczyznę, który jest dla niej, który ją kocha… A Magda wkrótce założyła Fundację. Do niczego jej nie byłem potrzebny. Taki totalny balast. Śmieć, który ma uczucia, coś chce, staje jej na drodze  do bycia szczęśliwą. Przeszkadza. Magda mówiła swoim podopiecznym w Fundacji: <<Łeb do słońca>>… A ja nie widziałem przełożenia na nasze życie. U nas nie było: <<Żyj tu i teraz>>… To było w życiu samej Magdy z Leosiem… Ale nie w życiu ze mną…”(s. 188)

„Bardzo chciałem wtedy umrzeć. Wydawało mi się, że to jedyne wyjście. Dla nas obojga. W grudniu ubiegłego roku spotkałem się  z ojcem Johnem Bashoborą, charyzmatykiem z Ugandy. Długo rozmawialiśmy, zacząłem bardzo płakać. Powiedziałem mu: „Jak to możliwe, że taka piękna dusza, taki cudny człowiek, jakim jest Leoś, trafił do tak beznadziejnych egoistów, jak my…” Usłyszałem: „Bóg po coś tak wymyślił, coś na tym zbuduje. Zaufaj Panu Bogu i przeznaczeniu, temu, co się dzieje. Przyjmij, to co jest teraz, nie myśl o tym, co będzie za dziesięć lat”. (s. 189)

Na końcu wywiadu Bartek mówi: „Ja sobie taką Madzię wymarzyłem i ściągnąłem na siebie takie doświadczenie…” (s.194)

W trzeciej części są wypowiedzi psychoonkologa, pani dr Marioli Kosowicz. Rozmowa o tym dlaczego boimy się raka, co zrobić z emocjami po usłyszeniu diagnozy i w trakcie leczenia. O tym jaką „przysługę” robią fora internetowe, na które wchodzą chorzy i czy warto je czytać. Są też wskazówki dla bliskich choremu, w jaki sposób powinni z nim rozmawiać. Co chory ma powiedzieć znajomym? O tym, że leczenia nie należy odkładać na później ani wybierać leczenia alternatywnego, niekonwencjonalnego, bo chory traci szansę na dłuższe życie. Pani Kosowicz podkreśla ważną rolę pomocy psychologicznej. Mówi: „Paradoksalnie, trudne wydarzenia w naszym życiu pomagają niektórym ludziom przebudzić się z letargu, w którym żyli od lat. Pracując nad sobą, mamy szansę stać się mądrzejsi, silniejsi. Ale nie zgadzam się z powiedzeniem, że <<co nas nie zabije, to nas wzmocni>>. Za przewlekłą chorobę płaci się bardzo wysoką cenę. Wszystkie doświadczenia zostawiają w nas rany. I są takie, które nigdy się nie zabliźnią. Trzeba nauczyć się z nimi żyć, robić skuteczne opatrunki” (s. 216).

Autorka książki w rozmowie z panią doktor mówi: „Zawsze mnie denerwuje, kiedy umiera na raka ktoś znany, i słyszymy w mediach, że przegrał walkę z rakiem. Na co słyszy odpowiedź pani Kosowicz: „Niczego nie przegrał. Zmarł… I to nie była walka, nikt tu nie był na wojnie. Chcieliśmy widzieć w nich nadludzi… Magda niczego nie przegrała. Żyła pięknie, dobrze, dłużej niż sądzono. I to jest wygrana – dobre życie… Umarła, bo choroba się rozwinęła. Tak bardzo boimy się tej choroby, że chcielibyśmy, żeby komuś w bardzo zaawansowanym stanie udało się wyzdrowieć” (s. 222)

Wiele tekstów… Z jednej książki, którą warto przeczytać w całości. Ja umieściłam tu teksty tendencyjnie – bliskie mojemu myśleniu, mojej sytuacji, ale inni mogą znaleźć co innego, coś dla siebie.

Kiedy czytałam część o Bartku w radio usłyszałam piosenkę Perfektu „Niepokonani”. Jak bardzo pasowała do sytuacji między tą dwójka ludzi.

Gdy emocje już opadną,
Jak po wielkiej bitwie kurz.
Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów.
Czy w milczeniu białych haniebnych flag
Zejść z barykady?
Czy podobnym być do skały?
Posypując solą ból,
Jak posąg pychy samotnie stać.

Gdy ktoś, kto mi jest światełkiem
Gaśnie nagle w biały dzień.
Gdy na drodze za zakrętem
Przeznaczenie spotka mnie.
Czy w bezsilnej złości łykając żal
Dać się powalić?
Czy się każdą chwilą bawić?
Aż do końca wierząc, że
Los inny mi pisany jest (…)

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
Niepokonanym!

Nie wszyscy wiemy, kiedy możemy zejść „ze sceny”. Tkwimy na niej i często zostajemy pokonani, np. przez chorobę najbliższych. W korowodzie zmysłów, dla miłości. Zostajemy pokonani… aby zabłysnąć własnym światłem. Być jak diament…

 Fragmenty tekstu pochodzą z książki: Magda, miłość i rak. Magdalena Prokopowicz. O życiu, śmierci… i o nadziei; Alina Mrowińska, Zwierciadło, Sp. z o.o. Warszawa 2013.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Książka, Muzyka

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz