RSS
 

Trudny temat – „Feminoteka” i kultura, która kulturą nie jest.

24 cze

„Kiedy ktoś mnie wysłucha, mogę zobaczyć mój świat w całkiem nowym świetle i pójść dalej. To zdumiewające, jak na pozór nierozwiązywalne problemy nagle dają się rozwiązać, gdy ktoś Cię słucha.”

– Carl Rogers

Znam pewną kobietę. Ostatnio częściej rozmawiamy i dzięki temu mogłam poznać ją lepiej.  Na pierwszy rzut oka to zwyczajna pani, jakich wiele. Ma męża, dwoje dzieci,  pracę, radości, smutki – jak inne kobiety. Niczym się nie wyróżnia. Niczym… oprócz jednego – trzyma każdego na dystans. Lubi się śmiać, żartować, lubi towarzystwo innych, ale temu wszystkiemu towarzyszy wrażenie, że wszytko jest powierzchowne, płytkie, tymczasowe. Czasami podczas rozmowy wystarczy czyjeś niedomówienie, jakieś nieprzemyślane słowo, czy gest, albo spojrzenie a ona jak płochliwe zwierzątko wycofuje się, milknie a czasami wychodzi. Mnie w jakiś osobliwy sposób zaufała. Pewnego dnia poprosiła o spotkanie. Nie chciała spotkać się w domu. „Zbyt piękna pogoda” – powiedziała – „Spotkajmy się w parku. Dobrze?”. Dla mnie bez różnicy. Nawet lepiej, bo bardzo lubię przesiadywać „na łonie natury”.

bench-384611_640Siedziałyśmy w miejskim parku. Pod olbrzymią, zieloną lipą. Przed nami w piaskownicy bawiły się dzieci. Obce dzieci. Jej są już dorosłe. Jedno kończy studia a drugie zaczyna. Została z mężem i przeżywają „syndrom pustego gniazda”. Cisza i pustka w domu. Mąż na kolejnej delegacji, więc ona ma czas tylko dla siebie. Może posiedzieć i pogadać ze znajomymi.

Spokojne, ciepłe popołudnie. Zielony cień, dziecięce głosy, szelest wody w fontannie i my dwie na ławeczce.

- Super tak sobie posiedzieć. Prawda? Piękna pogoda i…

- Nie chciałam rozmawiać o pogodzie – przerwała mi.

- A widziałaś te super ciuchy w …

- Nie chcę rozmawiać o ciuchach. Ja… ja muszę ci coś powiedzieć! Muszę to z siebie wyrzucić! Już więcej tego nie zniosę! – wykrzykiwała kolejne słowa.

- Spokojnie. Nie krzycz. Zobacz, dzieci się odwracają i patrzą na ciebie wystraszone – uśmiechnij się do nich, bo inaczej będą myślały, że złościsz się na nie – desperacko chciałam zmienić temat. Nie udało się.

- Tylko tobie to mogę powiedzieć…

- Jeżeli to jakiś problem, to nie wiem, czy będę w stanie ci pomóc. Ja nie udzielam rad.

- Nie, chodzi tylko o wysłuchanie.

- A mąż?

- Nie… on nie może o tym wiedzieć.

- Jakaś zdrada? – zapytałam z głupkowatym uśmiechem.

- Nie. Tajemnica. Tajemnica, którą noszę w sobie już od bardzo dawna. Nikomu nie umiałam o tym powiedzieć, tak samo jak nie umiałam nikogo tak naprawdę pokochać i nikomu do końca zaufać.

- Przecież masz męża?! Nie mów, że nie jesteś z nim tak blisko, żeby nie gadać o wszystkim.

- Ja z nim byłam. Jestem przecież… Pozwalałam na zbliżenia. Oboje mamy dwoje wspaniałych dzieci. On mnie kocha, ale ja jego… Nie wiem? Nie wiem czym jest prawdziwa miłość. Jestem z nim. Nie, nie zdradzam go, ale jestem obok. Wiesz o co chodzi? On też wie… Mówi mi o tym i pyta co ma zrobić? Prosi, żebym powiedziała o co chodzi, ale nie naciska. Mówi, że przeszkadza mu ten mur między nami, ale kocha. Kocha za siebie i za mnie. Wiem, że nie jest mu łatwo. Wiem, ale nic nie mogę z tym zrobić. 

Słuchałam i nie mogłam się domyślić w czym tkwi problem. Co chce mi wyjawić?

- To się stało, kiedy miałam 13 lat…

Patrzyłam na nią bez słów. Siedziała skulona i patrzyła w ziemię. Po chwili usłyszałam cichy głos.

- Poszłam sama do lasu i tam spotkałam dwóch kolegów. Pierwszy był pełnoletni a drugi był starszy ode mnie o rok. Młodszego znałam ze szkoły. Bardzo mi się podobał. Podkochiwałam się w nim a tego starszego nie znałam. Później się dowiedziałam, że mieszkał w naszej wsi, ale wyjeżdżał do pracy w dużym mieście. Obaj zaczęli ze mną rozmowę. Żartowaliśmy, śmialiśmy się, szukaliśmy grzybów. W końcu młodszy powiedział, że musi już iść. Został starszy i zaczął głupio żartować. Zaczął coś mówić o mich piersiach. Zaczął dotykać moje włosy, ramiona i niby przypadkiem dłoń opadła na moją pierś. Odsunęłam się jak oparzona. Odtrąciłam jego ręką. Roześmiał się jakoś tak głupio i stwierdził, że właściwie to jestem dobrze rozwiniętą dziewczyną i pewnie też tego chcę. Nie rozumiałam o co chodzi. Czego niby mam chcieć? Zaczęłam się bać. On przestał być uprzejmy i uśmiechnięty. Jego ręka znów wylądowała w okolicy moich piersi. Szarpnęłam się do tyłu. Złapał mnie mocno za dłoń i wykręcił. Zabolało. Chciałam wyrwać wykręconą rękę, ale jedynie co zrobiłam, to upadłam na ziemię. Szarpałam się a on nie puszczał. Strasznie się bałam. Czułam jego ręce wszędzie. Zaczęłam krzyczeć a wtedy on zakrył moje usta dłonią i powiedział „Nie krzycz dziwko! Chcesz tego! Wszystkie tego chcecie!”. Ja nie chciałam. Nie rozumiałam, czemu on mi to robi.  Chciałam się wyrwać i nie mogłam. Gdzieś z boku zobaczyłam leżący nóż. Pomyślałam, że gdybym się do niego dostała, to wtedy mogłabym się przed nim obronić. Walczyłam. Próbowałam. W końcu udało mi się doszarpać do noża. Ostatkiem sił ujęłam za ostrze i przejechałam nim po jego dłoni. Zasyczał z bólu i krzyknął „nożem ty szmato!”. Rozluźnił uścisk i mogłam się wyszarpać z pod niego. Poderwałam się na nogi. Osłoniłam się porwaną bluzką i uciekałam najszybciej jak umiałam. Nie oglądałam się za siebie. Wpadłam do domu. Na szczęście nikogo nie było. Byłam brudna. Brudna na ciele i brudna w środku. Brudna… Nie rozumiesz o czym mówię! Ty nie wiesz na czym polega być brudnym, czuć się szmatą, nic nie wartą osobą. Dobrze, że nikogo nie było w domu. Mogłam spokojnie się umyć. Przebrać. Nikt się nie dowiedział. Nikt. Dalej byłam córką i siostrą. Taką fajną i uśmiechniętą. Pomocną, dobrą, grzeczną, cichą.  Od tamtej pory nie ufam nikomu. Staram się żyć normalnie, ale w środku siedzi lęk i przerażenie. Lęk przed mężczyznami. Lęk przed zbliżeniem seksualnym. Nie ufam ludziom. Nienawidzę mężczyzn. Widzę w nich tylko zagrożenie. Zaufałam tylko jednemu – mężowi. Jest bardzo spokojnym człowiekiem. Spokojny i cierpliwy. Czasami ma mi za złe tą moją oziębłość, ale nie dopytuje. Patrzy mi w oczy i mówi, że kocha za nas dwoje. Często wyjeżdża i nie ma go w domu. Rozumiem go. Wiem jak mu ciężko. Czasami sama bym od siebie uciekła, wyjechała, żeby  uciec od swoich wspomnień , ale nie da się. Wszystko siedzi w głowie… 

Zapadło milczenie. Ona mi zaufała a ja… Ja nie wiem, jak jej pomóc. Co zrobić? Co powiedzieć, żeby nie urazić? Jakich słów użyć?

- Myślałaś o terapii?

- Myślałam, ale najpierw dzieci były małe, później… Wiem, że to marne wymówki. Nie wiem, czy terapia coś pomoże? Wszyscy mają w nosie takie problemy. Nawet moja rodzina nie wie, co się stało. Mogliby powiedzieć, że sama się prosiłam, że mogłam nie iść sama do lasu, nie rozmawiać z tymi chłopakami i nie szczerzyć do nich zębów. Sama wiesz, jakie jest najczęstsze podejście do zgwałconych kobiet. Pogardliwe spojrzenie i powiedzenie „Sama tego chciała”. Nie wiem, czy terapia pomoże? Nie jest mi łatwo o tym mówić. Nie wiem…

- Pomoże. 

- Dziękuję, że mnie wysłuchałaś. Zrobiło mi się lżej. Nareszcie komuś opowiedziałam o mojej historii. Bardzo ciężko żyć z tym lękiem. Z takim ciężarem.

-Wiem, że ciężko żyć z lękiem, ale ja nie jestem w stanie ci pomóc. Ja mogę tylko wysłuchać, nic więcej. Wiesz, mam namiary na fajnych terapeutów. Może chcesz numer?

- Pomyślę. Jeszcze nie jestem gotowa,

- Myślę, że jesteś. Mnie zaufałaś a oni będą umieli ci pomóc. Życie z oswojonym lękiem jest zupełnie inne…

Popatrzyła na mnie i nic nie powiedziała. Siedziałyśmy dalej bez słów w tym zielonym cieniu wsłuchane w dziecięce głosiki dobiegające z piaskownicy…

Na stronie fundacji „Feminoteka” obejrzałam spoty reklamowe dotyczące przemocy wobec kobiet. Pierwszy:

Słowa też gwałcą:

Przemoc wobec kobiet:

i następny:

Płakałam, jak je oglądałam…

Na tej stronie zobaczyłam też sformułowanie „kultura gwałtu” i zaśmiałam się. Taki głupi oksymoron. Kultura ma pozytywne znaczenie a gwałt mocno negatywne. Ktoś połączył te dwa terminy. Zastanawiałam się, jak można mówić o kulturze w przypadku takiego postępowania? Na czym ta kultura ma polegać? Ma dotyczyć tego, kto stosuje przemoc? On ma ładniej gwałcić? Śmieszne i nielogiczne, pejoratywne. Kto to wymyślił? Przeczytałam wyjaśnienie i niestety musiałam się z nim zgodzić. Martha Burt opracowała 13 najczęściej wypowiadanych stwierdzeń na temat gwałtu na kobietach. Przeczytałam je. Niestety, słyszałam je wszystkie, wypowiadane przez różnych ludzi. 

Osoba, która doznała tego typu przemocy wymaga ochrony, specjalnego, delikatnego traktowania. Pozostaje w niej trauma na całe życie. Strach, który nie zniknie, uprzedzenie do ludzi a zwłaszcza do mężczyzn. O psychologicznych konsekwencjach gwałtu można przeczytać na stronie Instytutu Psychologii Zdrowia. To bardzo trudny temat, ale warto o nim mówić.

Od jakiegoś czasu po internecie krąży petycja do podpisania „Stop gwałtom”.  Ja już podpisałam. Jeżeli masz ochotę przeczytać i też podpisać klikaj na aktywny link.

 
Komentarze (19)

Napisane przez w kategorii Film, Internet, Życie

 

Tags: , , , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Lunka1969

    24 czerwca 2015 o 20:26

    Fajnie, Anula, że mogłaś ofiarować swoją uwagę osobie zagubionej.Warto by ta pani skorzystała z profesjonalnej pomocy i dąła sobie szansę na normalne życie.
    ps Trzymam kciuki za Twoje studia.Powodzenia!

     
    • Anula

      25 czerwca 2015 o 08:19

      Nie dziękuję za trzymanie kciuków (tak się mówi ;-) ) ! Egzamin z socjologii już mam za sobą!!!!! Zdałam!!!! I to na 4! A co do pani – zdecydowała się na terapię. Mówi, że jest bardzo ciężko, bo prowadzi ją terapeuta a jej trudno przełamać barierę psychiczną przed mężczyzną, ale nie zrezygnuje, bo chce zacząć normalne życie. Kobiety to silne istoty!!

       
    • ~OdchudzanieJestProste.pl

      29 czerwca 2015 o 07:57

      hm, „kultura gwałtu” – pierwszy raz się spotykam z takim okresleniem – gwałt jest zwyczajnie gwałtem a na młodej osobie jest druzgocący.
      Pozostawia ślady na całe życie.
      Kobieta miała szczęście że jej mężem jest porządny mężczyzna.
      Miała też szczęście, że się odkryła przed Tobą i zaczęła (jak czytam w odpowiedziach) terapię.
      Wszelka przemoc (nie tylko gwałt) jest czymś ohydnym i nie da się jej usprawiedliwić.
      Myślę, że tym postem podpowiedziałaś kobietom z traumatycznymi przeżyciami co mają zrobić :)
      Pozdrawiam

       
  2. ~Marian

    28 czerwca 2015 o 17:20

    A gdzie jest przemoc psychiczna i fizyczna wobec mężczyzn?! Bo kobiety przekonują, że wszystkie są aniołkami i nie istnieje?! To jest jedna wielka obłuda i zakłamanie ze strony egocentrycznych kobiet. Czemu nikt o tym nie mówi i nie mówi o fatalnych skutkach tego dla kobiet? Bo cicha niechęć, a nawet wrogość narasta i będzie bardziej narastać, i żadna ustawa tego nie powstrzyma. O tym się oficjalnie nie mówi ale to zjawisko narasta….

     
    • Anula

      29 czerwca 2015 o 12:47

      Pokazałam przemoc wobec kobiet, bo jest spotykana częściej. Istnieje przemoc wobec mężczyzn i dzieci. Jakikolwiek rodzaj przemocy, który zaistnieje jest zły i świadczy o wielkiej bezradności i braku argumentów osoby, która ucieka się do takiego typu działania. Większość myśli, że tylko siła może coś znaczyć. A co do ustaw antyprzemocowych – istnieją tylko na papierze. To najczęściej papierowe prawa o które kłócą się politycy, kiedy chcą odwrócić uwagę od tego, że nic konkretnego nie robią.

       
    • ~Stasia

      29 czerwca 2015 o 19:00

      Drogi Marianie,
      Myślę ,że to w ogóle chodzi o przemoc dotyczącą człowieka. Fakt , współczuje mężczyznom bardziej , ponieważ są bardziej bezbronni i w świetle prawa „gorsi „…wiem o czym piszę , bo dotknęło to mojego brata , który świata nie widzi poza swoim synem… i wiem do czego zdolne są kobiety. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy ,że takie dramaty dotyczą obu płci…po prostu nas, ludzi.

       
  3. ~Czesław

    28 czerwca 2015 o 19:19

    Kup sobie płytę z piosenką Anny German
    ” Uśmiechaj się, do każdej chwili uśmiechaj
    Na dzień szczęśliwy nie czekaj”.
    Będzie Ci lżej, Widzisz po własnym mężu, nie wszyscy mężczyźni są podli.

     
    • Anula

      28 czerwca 2015 o 20:17

      Słuchanie piosenek nie rozwiąże problemu.

       
  4. ~anais

    29 czerwca 2015 o 11:11

    Miałam 14 lat, ósma klasa. Z paczką z klasy umówiliśmy się na wspólną naukę u kolegi – miało nas być ośmioro, cztery dziewczyny i czterech chłopaków.
    Kiedy tam przyszłam, okazało się, ze dziewczyn nie ma – za to trzej koledzy, którym dotąd ufałam, zgwałcili mnie.
    Moja pamięć ukryła to przede mną, przez lata całe nie wiedziałam, co się ze mną dzieje, aż kilka lat temu nagle przypomniałam sobie wszystko…
    Odczuwam to samo, co bohaterka opowieści, i tak jak ona – mam już całkiem dorosłe dzieci.
    Rozmawiałam o tym z mężem – ale to tkwi we mnie nadal.
    Jeden z tych kolegów jest wziętym prawnikiem…

     
    • Anula

      29 czerwca 2015 o 12:26

      … i dlatego zrobiłam ten wpis. Po to, aby oswoić strach i zacząć mówić. Zacząć żyć…

       
  5. ~crx

    29 czerwca 2015 o 11:40

    Przemoc i gwałt dotyczą wyłącznie kobiet, rasizm wyłącznie czarnoskórych a przeżycia wojenne wyłącznie Izraelczyków. Wy nie walczycie z uprzedzeniami i nierównością. Wy je budujecie z korzyścią dla wybranych grup.

     
    • Anula

      29 czerwca 2015 o 12:31

      A może te anty nastawienie budują tacy jak Ty, czytelniku. O problemach trzeba mówić. Nauczyć się je rozwiązywać a nie zamiatać pod dywan i głośno krzyczeć, że ich nie ma. Bez względy kogo dotyczą i jak wielkiej grupy ludzi, jakiej nacji, koloru, czy statusu społecznego. Pozdrawiam

       
      • ~crx

        30 czerwca 2015 o 05:46

        Ależ to ty/wy tworzycie kampanie przeciw „przemocy wobec kobiet”, nie wobec ludzi. Tak naprawdę zgodnie z ustawa o równości rzecznik równego traktowania powinien polowe feministycznych organizacji zamknąć a takie kampanie obłożyć kara finansową. Tak na trzeźwo obejrzyj sobie spot „słowa tez gwałcą” i rozejrzyj się wokół jak zwracają się kobiety do facetów. Gdyby sprawy takie były zgłaszane przez męska stronę to byłoby więcej spraw przeciw kobietom niż mężczyznom.

         
        • Anula

          30 czerwca 2015 o 07:06

          Muszę Cię rozczarować – nie jestem feministką i nigdy nią nie zostanę z prostych przyczyn – w przyrodzie musi być równowaga. Mężczyzna i kobieta, ing i jang. Po internecie krążył film o tym, że kobiety próbowały mówić do mężczyzn tak jak oni do nich. Szeptały im na ucho wulgarne propozycje. I jaka była reakcja panów? Uśmiechali się jak przysłowiowy „kot na spyrkę” i patrzyli wyczekująco na kobiety, że te spełnią niemoralne propozycje. W rozmowach między ludźmi królują wulgaryzmy. Pamiętam kiedyś taką sytuację na warszawskiej ulicy. Przede mną szła śliczna dziewczyna. Podszedł do niej chłopak i półszeptem powiedział jej do ucha: „Cześć dziwko!” Zdębiałam. A ona odkręciła się z uśmiechem i odpowiedziała „Cześć”. Nikt nie powinien doznawać zła. Zależało mi na tym, żeby pokazać fakt przemocy i jakie ślady pozostawia w psychice ludzkiej. Wyluzuj crx ;-) femistki też ludzie. Któraś musiała Ci „zaleźć” za skórę. Pozdrawiam

           
  6. ~Luiza

    29 czerwca 2015 o 13:42

    To dobrze, że bohaterka wpisu wreszcie chce się uporać z nieprzyjemnymi doświadczeniami, ale chciałoby się zapytać, dlaczego dopiero teraz?
    Doświadczenie było nieprzyjemne, ale raczej powinna być z siebie dumna – wygrała z napastnikiem, zraniła go, NIE DAŁA SIĘ ZGWAŁCIĆ, okazało się, że w ekstremalnych sytuacjach nie traci głowy i może liczyć na siebie. Ona WYGRAŁA, a zachowuje się jakby przegrała…
    Poza tym takie przeżycie powinno nauczyć ostrożności, a nie skrajnej nieufności wobec całego świata.
    Jeśli chodzi o zaburzoną seksualność – szkoda, że decydując się na małżeństwo nie zdecydowała się na pomoc seksuologiczną, ta specjalizacja lekarska istnieje już od kilkudziesięciu lat.
    Dlaczego ludzie (już abstrahując od tej bohaterki) kiszą takie rzeczy w sobie latami? Dlaczego odbierają sobie szansę na dobre życie zamęczając się nieprzyjemnymi wspomnieniami? Czy naprawdę nie mają nikogo zaufanego? Dobrze jest budować takie więzi z ludźmi, żeby nie robić potem tajemnicy, tam gdzie trzeba raczej dostać wsparcie od bliskich bezpośrednio po zdarzeniu.
    Lepiej zaryzykować nawet plotki (jeśli ktoś okaże się nielojalny) niż dusić w sobie „tajemnice” bo to bardziej boli. A plotek nikt nie uniknie, nawet jeśli usiłuje wtopić się w jakąś (zwykle niewielką) społeczność – bo albo jest ładny i wtedy pusty, albo brzydki i wtedy nie dba o siebie, albo zbyt głupi, zbyt mądry,m albo taki nijaki… Bliscy mają nas właśnie wspierać w trudnych sytuacjach, albo nie są prawdziwie bliscy i warto to wiedzieć, żeby się od nich odciąć. A obcymi nie warto się przejmować. Najwyżej będą gadali.
    Największy problem jest w głowie osoby pokrzywdzonej, która demonizuje swoje przeżycia i rozdrapuje te rany wciąż na nowo. Dla innych to nie jest tak poruszające, ot komuś się coś stało, pomyślą o tym chwilę, a potem o czymś innym.
    Postawię tezę, że może chodzi o (dość obce mi osobiście) pojęcie kulturowe „wstydu”. Że ktoś się wstydzi i to go paraliżuje. Czyli myśli, że jak ujawni prawdę, to wszyscy go potępią. Dlaczego tak myśli? Tak go wychowali czy to taki rodzaj emocjonalności? A tymczasem idzie przez życie jako osoba zimna, oschła i zamknięta w sobie… i chyba nie zdaje sobie sprawy jak bardzo negatywne opinie zbiera za plecami (np. to ta zimna ryba, ona jest taka dziwna, niedostępna) ale takie osoby tego się już nie wstydzą. Taki paradoks.
    Inny wątek – zemsta. Można to zrobić nawet po latach i w białych rękawiczkach. Można dopiec komuś na wiele sposobów – mniej lub bardziej kosztownych i legalnych (bez przemocy fizycznej oczywiście).
    Pytanie ogóle: co sprawia, że niektórzy wracają do równowagi po takim zdarzeniu, a inni nie i męczą się latami?

     
    • Anula

      29 czerwca 2015 o 15:21

      Dziękuję za głos w temacie. Dawanie sobie rady z trudnymi rzeczami w naszym życiu zależy od naszego wychowania, od rodziny, od tzw. „korzeni”. Jeżeli coś zawiedzie na początku naszego życia, trudno dawać sobie radę w dorosłości. Będziemy albo zbyt agresywni, albo zbyt wycofani. Trzeba dużej pracy nad sobą i wielu przychylnych ludzi, aby iść przez życie z podniesionym czołem i niczego się nie bać. Pozdrawiam

       
  7. ~aigil

    29 czerwca 2015 o 17:27

    Też przez to przeszłam nie dałam się. Pamiętam wszystko jego oddech oczy i ten potworny strach. Zgłosiłam na policję dwóch fantastycznych młodych ludzi którzy pomogli. Pamiętam jak powiedzieli TO NIE PANI WINA I PROSZĘ O TYM PAMIĘTAĆ. Podniosłam głowę i stałam siè silna nie wstydziłam się i nie wstydzę tego co się stało. Raz u znajomych gdzieś mimo chodem ktoś rzucił że kobiety są same sobie winne. Pamiętam jak mąż złapał mnie za rękę a ja opowiedziałam swoją historię bo nie mam się czego wstydzić wstyd to było temu kretynowi ☺ . Dziewczyny walczcie ze stereotypami. Wzywacie policję tam pracują ludzie którzy naprawdę chcą pomóc

     
  8. ~Mad

    2 lipca 2015 o 23:37

    Dwie z moich koleżanek jako nastolatki zostały zgwałcone. Nikomu nie powiedziały, nie były na policji, gdy zapytałam dlaczego odpowiedziały tak samo: kto by uwierzył, pomyśleliby ze sama tego chciałam… Impreza alkohol i wystarczy ze napatoczy się taki zbok i nieszczęście gotowe. Czasem o tym myślę, szkoda mi ich. Zostały skrzywdzone i nie wierze że gdzieś w głębi serca nie cierpią z tego powodu

     
 

  • RSS