RSS
 

Nie każdy uśmiech jest dowodem szczęścia. Bycie miłym to…

15 lip

No i kupiłam! Kupiłam ją! Nie, nie chodzi o najpiękniejszą sukienkę czy nową parę przepięknych bucików! O nie!

Bycie_milym_okladka

www.charaktery.eu

Przede mną leży nabytek o którym jest ostatnio głośno – czyli książka Jacqui Marson „Bycie miłym to przekleństwo”. Wiem, że to przekleństwo. To, że jestem z gatunku „miłych” wiem nie od dziś. Przyklejony uśmiech do twarzy w każdej sytuacji. Jestem zła, w środku buzuje gniew a na ustach uśmiech. W oczach łzy, ale na ustach uśmiech. Nie zgadzam się na jakieś zachowanie, na obraźliwe słowa, na to żeby ktoś zajmował mój cenny czas, ale UŚMIECH. Przestępuję z nogi na nogę, zerkam na zegarek, krzywię się, spoglądam w dal, ale… no wiecie już co, to na uś… ech… Właśnie z piersi wyrywa się westchnienie. Ech… w mordę jeża. A gdyby tak zacząć krzyczeć, zabluzgać szpetnie, „przylutować” w te okropną facjatę – tylko czyją? Moją czy tego rozmówcy, z którym się nie zgadzam? Ale nie, tak nie można, przecież trzeba być miłym…

W wyobraźni pojawia się mała, grubiutka dziewczynka z mysimi warkoczykami. Ma pięć, może sześć lat. Uczy się żyć. Wszędzie jej pełno. Obserwuje swoich rodziców, przebywa z rodzeństwem. Kiedy zaczyna się zachowywać za głośno mama mówi: nie kłóć się, oddaj tę zabawkę siostrze/bratu, ustąp, pomóż, słuchaj mnie w końcu, jaka ty jesteś głupia, itp. Kiedy mała udaje, że nie słyszy wtedy dobiega ją krzyk: jesteś okropna, tak nie można, trzeba się dzielić, trzeba ustąpić, oni są starsi, oni są młodsi, itp. Dobra siostra zawsze pomaga, wspiera, nie krzyczy, dzieli się, NIE MA SWOJEGO ZDANIA, bo jest cieniem innego rodzeństwa i posłuszną córeczką. W oczach łzy a na buzi uśmiech, bo mama się nie myli, jest autorytetem, wzorem, tak głośno krzyczy i ma twardą rękę. Więc lepszy unik niż bolesny klaps, albo łzy w jej oczach i wyrzut w słowach: „Widzisz do czego mnie doprowadziłaś, znów przez ciebie płaczę. I tak mam ciężko a ty zamiast mi pomóc jeszcze przeszkadzasz”.

Mała dziewczynka prosi tatusia siedzącego przed telewizorem:

- Tatusiu chcę siku. W tamtym pokoju jest ciemno. Proszę, chodź ze mną! Proszę! – zbliża się ostrożnie do ojca – Tatusiu!

- Czeegoo!! – wrzeszczy rozgniewany ojciec – Czego chcesz!!! Nie przeszkadzaj!! – i padają niecenzuralne słowa zakończone zdaniem – z gnojami tylko same problemy!

Mała stoi struchlała ze strachu a dookoła maleńkich stópek rośnie mokra kałuża. Po buzi płyną łzy. Ojciec nie zwraca uwagi na „gnoja” a ona patrzy na niego szeroko otwartymi oczami, w których maluje się mieszanka strachu, bólu i czci dla „tatusia”, bo tatuś ją kocha a ona przeszkadza mu oglądać telewizję… Ona jest taka niedobra… Mała rośnie i staje się dorosła. Ziarno zasiane w dzieciństwie „plonuje” w dorosłości. Nauki rodziców płynące z ich postępowaniem nie poszły w las. Rodziców już dawno z nią nie ma, ale ona w dalszym ciągu boi się mieć własne zdanie, bo nie można nikogo denerwować, trzeba być uległym i uśmiechniętym, bo jak kogoś zdenerwuje to … A ona tak chce być kochana i czuć się potrzebna.

Tak. Bycie miłym to przekleństwo.  Przekleństwo uśmiechniętej „japy”. Mili nie potrafią reagować „umiarkowanie”. Jest albo „cud, miód” albo agresja. Agresja nie w sensie przemocy fizycznej, ale krzyku, w którym dominują wulgaryzmy. Ich emocjonalność to kocioł przykryty szczelnie pokrywą. Z zewnątrz piękna emalia, ale w środku się gotuje. Wytwarza się ciśnienie, które od czasu do czasu „zrzuca” pokrywę i wyłazi wrzeszczący, wulgarny, rozgniewany potworek, który z miłym nie ma nic wspólnego. I w tym momencie Jacqui Marson, czyli autorka książki przybywa z odsieczą i uczy w jaki sposób „uchylać” pokrywę powoli, aby „para” wydobywała się w sposób kontrolowany i nie robiła nikomu krzywdy. W książce jest mnóstwo wskazówek jak postępować, ćwiczeń, podpowiedzi jak panować nad „byciem miłym”.

A teraz ciekawostka. O czym świadczy, albo nie, inaczej – w jaki sposób ludzie odbierają uśmiech stale przyklejony do twarzy? Większość powie to: że jesteśmy mili, przychylni, pozytywni i wszyscy nas wtedy lubią! Otóż nie! Autorka książki tak to tłumaczy: Ewolucjonizm wskazuje na naczelnych (czyli małpy) jako protoplastów rodzaju ludzkiego. Co oznacza u małp człekokształtnych pokazanie uzębienia? Ni mniej ni więcej tylko: Wycofuję się! Nie jestem groźny! Uśmiech z pokazanymi zębami wcale nie oznacza radości. Może oznaczać strach. Uśmiech samymi wargami, bez odsłaniania zębów oznacza nawet poddaństwo. Atawizm przeniesiony na ludzi. No i wiadomo dlaczego ludzi uśmiechniętych postrzegamy jako słabszych, niekompetentnych, zagubionych, mniej ważnych. W niektórych sytuacjach lepiej się nie uśmiechać (i nie chodzi tu o pogrzeb), bo to będzie oznaką naszej słabości, niekompetencji i wycofania. Rada szczególnie ważna dla młodych nauczycieli „Nigdy nie uśmiechaj się przed Bożym Narodzeniem!” W pierwszym semestrze należy pokazać bardziej asertywną, ostrzejszą wersję siebie, aby zdobyć autorytet i szacunek. A później, w drugim semestrze można już spróbować być sobą i częściej się uśmiechać. Działa!!

Nasz uśmiech nikogo nie zmieni. Nie wpłynie cudownie na czyjeś postępowanie, niestety nie ma się co oszukiwać. Cudów nie ma! Sami też nie zmieniamy się od razu, ale ewoluujemy stopniowo, po trochu. Jest to ciężka, mozolna praca nad przemianą SIEBIE.

Oglądamy mnóstwo filmów, w których następuje cudowna, nagła przemiana kogoś. Ktoś był zły i nagle przeżywa moment oświecenia, cud i zmienia się diametralnie. Fabryka snów Hollywood nazywa to „klamrą odkupienia” i filmy z taką właśnie klamrą mają największą oglądalność. Na czym to polega? Klasyczna historia: chłopak spotyka dziewczynę, chłopak traci dziewczynę i w końcu ją odzyskuje. Odkupienie polega na tym, że jeden z bohaterów albo oboje diametralnie się zmieniają, bardzo często mają jakiś przebłysk w głowie, chwilę oświecenia czy zrozumienia, co doprowadza do szczęśliwego zakończenia. Film jest filmem a życie życiem. Jedyna prawdziwa zmiana postępowania jest tylko taka, którą wprowadzimy świadomie. Nie oczekujmy od innych, że staną się tacy, jakimi byśmy chcieli, żeby byli. To się nie uda!

Autorka podaje Kartę Osobistych Praw Podstawowych. Oto one:

  • Mam prawo wyrażać własne uczucia.
  • Mam prawo być sobą.
  • Mam prawo odmawiać.
  • Mam prawo do błędów.
  • Mam prawo do zmiany zdania.
  • Mam prawo powiedzieć, że czegoś nie rozumiem.
  • Mam prawo nie czuć się odpowiedzialna za problemy innych dorosłych.
  • Mam prawo stawiać siebie na pierwszym miejscu.
  • Mam prawo nie być zależną od aprobaty innych.

 

I teraz parę praktycznych metod, aby podkreślić ważność własnej osoby:

  • Zaneguj własne krytyczne myśli i dawne zasady.
  • Osłabiaj wewnętrzne głosy krytyczne.
  • Przestań mówić „muszę” i zamień je na „chcę” lub „mogę”

 

Tak wiele treści a książki nie doczytałam jeszcze do końca.  Marson podkreśla też wielkie znaczenie mowy ciała w kontaktach z innymi, ale o tym później. Na dzisiaj to i tak dużo…

Na podstawie książki Jacqui Marson „Bycie miłym to przekleństwo. Jak nauczyć się asertywności i z łatwością mówić nie.” Muza S.A. Warszawa 2015.

Fragment książki do przeczytania na stronie Charaktery.eu

 Kiedyś zrobiłam wpis o „Trzech dobrych rzeczach na dzień” – okazało się, że porada pochodzi z książki „Bycie miłym to przekleństwo”.  :-D

 
Komentarze (3)

Napisane przez w kategorii Książka, Życie

 

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~ag

    10 sierpnia 2015 o 14:51

    Od tak dawna mam ochotę przestać się uśmiechać do ludzi i okoliczności, którym należałoby raczej napluć w twarz.
    I przestanę. Bo mam prawo :)

     
  2. ~Ela

    30 marca 2016 o 14:01

    Wspaniala ksiazka a dla mnie kubel zimnej wody na glowe. Ten cholerny idiotyczny usmiech na twarzy. Pracuje dzielnie na tym ale to strasznie ciezka robota.Nawyk potezny. Najlepiej mi wychodzi rada autorki tj. usiasc na rekach , dosc wyreczania wszystkich we wszystkim. Czy starczy mi zycia aby tego wszystkiego sie nauczyc.

     
    • Anula

      30 marca 2016 o 19:14

      Starczy Elu :-) na pewno starczy :-)