RSS
 

„Charaktery” i ciekawy artykuł „Jak sobie szkodzimy”

03 lis

Ok. Mogłabym o sobie opowiedzieć w osobie trzeciej. Mogłabym dodać jakąś wyimaginowaną przyjaciółkę, koleżankę, wymyślić historię i w jej fabułę wpleść osobiste wątki. Mogłabym… ale po co? Mogłabym opowiadać o nieistotnych rzeczach, ubarwiać to humorem i cieszyć się, że potrafię „obśmiać” swój strach, złą sytuację – czytaj – mam poczucie humoru. Tylko po co? Ten blog powstał z nadmiaru złych emocji, które przepełniały wystraszoną głowę. Sporo „znajomych” wie o jego istnieniu. Usłyszałam nawet kiedyś słowa rzucone w gniewie, że mogę na swoim blogu wypisywać różne rzeczy o sobie. Wiem, że mogę i robię to. Jest to element terapii. Terapii bardzo trudnej i czasami bolesnej, bo przemiana z przerażonego szczeniaka, podkulającego ogon, w pewną siebie kobietę, nie jest łatwą metamorfozą.  Zaprogramowany umysł broni się przed nowymi informacjami. Iluzja jest bardzo mocna, wręcz schizofreniczna (a wiem o czym mówię) a obraz „nowego świata” zamiast cieszyć przeraża.  Nie jest łatwo.

Ten wpis powstawał w „ratach”.

@@@@@@@@@@@@

Zaduszki.

Dzień w pracy.

Informacje o mieszkaniu. Okazało się, że niepotrzebnie czekam na pozwolenie z „góry” . Niepotrzebne takie pozwolenie a z pracy poszła jedynie informacja o zamiarze udostępnienia mieszkania przez mojego pracodawcę. Jest problem. Problem dotyczący poprawienia instalacji wodnej i elektrycznej w nowym mieszkaniu.  Po moich „argumentacjach”, że mnie nie stać na takie remonty, bo to będzie wydatek rzędu 2 tyś. zł szef zgodził się na obejrzenie lokalu. Malutkie światełko w tunelu? Oby to nie były światła lokomotywy. Wszędzie schody (i nie chodzi o mieszkanie). Łatwo się mówi „Rzuć, odejdź, będzie ci lepiej samej, itd.”. Ok, rzuciłam. Wybrałam spokój , a w zamian mam … to co mam – ciągłą niepewność i strach w temacie mieszkania.

W internecie koleżanka na FB wyświetliła post o kobiecie, która mieszka w altance z trójką dzieci, bo uciekła od agresywnego męża. Polityka państwa – pisałam o niej wcześniej. Wszystko ładnie wygląda na papierze a w rzeczywistości wszyscy „olewają” takie matki jak ja i ta pani (a sądzę, że takich pań jest dużo). I nie chodzi tu o to, że jęczę nad dokonanym wyborem, ale doświadczam spychologicznego traktowania w moim życiu.. „Chciałaś to masz! Teraz sobie radź sobie sama a my popatrzymy a jak ci się nie uda, to powiemy – sama sobie winna!”

Po powrocie z pracy poszłam na kije. Zrobiłam z 10 km. Nic nie dało. Niepewność została.

Strach liże od wewnątrz. Strach i złość na siebie samą, dlaczego nie umiem wybrać dobrego wyjścia. Motam się… Odkładam wszystko na później, z nadzieją, że samo jakoś się rozwiążę. Hibernuje.

charakteryW listopadowych „Charakterach” zamieszczono ciekawy artykuł „Jak nie gmatwać sobie życia?” „Jak sobie szkodzimy”. Przeczytałam i zadumałam się. Artykuł jakby pisany o mnie. Ja wciąż postępuje destrukcyjnie. Nie umiem się odnaleźć w nowej sytuacji. Czuje się niepewnie, wciąż pełna lęku. Według artykułu sukcesem jest uświadomienie sobie tego stanu. Ok, uświadomiłam sobie a terapeuta pracuje nad budowaniem nowych neuroprzekaźników w moim mózgu, aby zaczął myśleć „po nowemu”, abym ja zaczęła postrzegać rzeczywistość inaczej.  Potrzeba czasu…

Osoby z „przemocowych” domów mają inaczej ukształtowane neuroprzekaźniki, inaczej myślą, inaczej odbierają rzeczywistość, wszystko jest postawione „odwrotnie”. Boją się normalnego życia, bo nie potrafią się w nim znaleźć. Oni/my nauczyliśmy się radzić sobie w tzw. „patologii”. Nieświadomie włącza się „ośrodek walki”. Bardzo ciężko nauczyć się normalnego życia i wygląda to tak: dwa kroki do przodu a trzy w tył, i jak tu iść do przodu? Za mało się staram? Nie staram się, jak potrafię…

Ale, oto co przeczytałam w artykule:

„Różne są przejawy autodestrukcji. Niektóre z nich wydają się całkiem niewinne, do tego przynoszą nam korzyści. Ale zarazem szkodzą.

Uporczywe trwanie w takich niezdrowych wzorcach zachowań pozwala zrozumieć koncepcja grupy z San Francisco, znana jako teoria panowania i kontroli. Jej fundamentem jest zaproponowane przez Josepha Weissa i Harolda Sampsona, psychoterapeutów i badaczy, pojęcie „patogennych przeświadczeń”. Powstają one w rezultacie dziecięcych przeżyć i służą przystosowaniu, bowiem dziecko potrzebuje rodziców, nawet jeśli je ranią. Dlatego rozwija takie spostrzeganie i rozumienie świata, które umożliwi mu przetrwanie w otoczeniu, mimo dziejących się tam traum. Na ogół nie zdaje sobie sprawy z tych przeświadczeń albo uznaje je za racjonalny światopogląd, na przykład, że warto zawsze ustępować innym, bo przecież „pokorne cielę dwie matki ssie”.
By zapobiec traumom (lub chociaż ograniczyć ich siłę), dziecko próbuje zrozumieć, jak przyczynia się do nich i przypisuje sobie odpowiedzialność za różne wydarzenia, często zupełnie niezależne od niego. Na przykład wierzy, że rodzice się kłócą, bo nie było dość grzeczne, albo godzi się rezygnować z ważnych dla siebie spraw, by nie sprawić im kłopotu. Psychoterapeuci w pracy z pacjentami odkrywają często ich patogenne przeświadczenia. Na przykład takie, że ich złość zniszczy osoby kochane, że tylko dramatyczne wyrażanie uczuć zapewni im miłość, że ich sukces skrzywdzi bliską osobę, że zasługują na złe traktowanie, że okazanie słabości czy miłości spotka się ze wzgardą i odrzuceniem, że bliskość nieuchronnie kończy się opuszczeniem, więc jeśli się zaangażują, to zostaną porzuceni itp. Nie zawsze są to proste dyrektywy, czasem te przeświadczenia mogą wyrażać konflikt, czego przykładem jest myślenie: „jak pozwolę się komuś zbliżyć,zostanę wykorzystana; jeśli nie pozwolę – już nikt mnie nie zechce”. Dotyczyć mogą nie tylko związków miłosnych, lecz potencjalnie każdej sfery życia. Ktoś nie decyduje się podjąć pracy, która nie daje mu pełnego poczucia stabilności (na początek będzie to umowa czasowa), ponieważ ma głęboko wpojone przekonanie, że taka decyzja jest nieodpowiedzialna, ryzykowna, i zostałby za nią słusznie ukarany przez los. W rezultacie od dwóch lat nie pracuje i jest coraz bardziej rozczarowany światem, który nie docenia jego uczciwości.

Czy jesteśmy skazani na bycie do końca życia we władzy patogennego przeświadczenia albo przymusu powtarzania szkodliwej relacji? Jak sugeruje Jon Fredericson, nie musi tak być. Możemy się zmieniać, choć w przypadku utrwalonych wieloletnich wzorców nie jest to łatwe. Pierwszym i bardzo ważnym krokiem jest dostrzeżenie ich u siebie. Ludzie stosują niezliczone manewry obronne, by nie zobaczyć własnego udziału w swym nieszczęściu. Nieświadomie bronią się przed konstatacją, że ich dziecięca strategia, kiedyś przydatna, w dorosłym życiu stała się źródłem bólu i częstych kłopotów. W dzieciństwie próbowali zobaczyć przyczynę po swojej stronie, bo to dawało choćby złudzenie wpływu na własny los. A teraz jako dorośli próbują umieścić wszystko na zewnątrz. Wierzą, że to nie oni sobie szkodzą sztywnymi i zupełnie już nieprzystającymi strategiami, lecz że świat jest wobec nich nie w porządku. Dla tych, którzy nie chcą tego zobaczyć, jakąś nadzieją jest psychoterapia, choć niełatwo się na nią decydują, bo niby dlaczego mieliby nad sobą pracować, skoro wina jest po stronie innych? Natomiast ci, którzy już dostrzegli, jak sobie szkodzą, mogą próbować skorzystać z tej samoświadomości. Nie jest to proste, bo nasz sposób wchodzenia w relacje z innymi budował się przez lata i korzystamy z niego automatycznie. To są pierwsze, najbardziej dla nas oczywiste, reakcje. Zmiana wymaga odejścia od tej oczywistości, dużej uważności na odczucia i zachowania. Trochę tak, jakbyśmy z autopilota mieli przejść na ręczne sterowanie. Ta nowa uważność może dotyczyć tego, jak w ogóle żyjemy, jak traktujemy siebie, swoje ciało. Wybitna współczesna psychoterapeutka psychodynamiczna Karen Maroda nie waha się zalecać pacjentom, by np. zmienili dietę czy podjęli aktywność fizyczną, i sądzi, że to może zainicjować głębsze zmiany psychologiczne. Czasem wystarczy wziąć udział w zajęciach w grupie o charakterze rozwojowym, które umożliwiają nam dostrzeżenie wzorca, w którym utknęliśmy. Dzięki dobrze prowadzonej grupie możemy odkryć, w jaki sposób uporczywie szkodzimy sobie, i sprawdzić, czy da się inaczej. Jeśli już zauważymy własny, niszczący nam życie mechanizm, nie warto wywierać na siebie presji, by zmiana zaszła natychmiast. Miejmy dla siebie trochę zrozumienia – ten mechanizm nie wziął się przecież z niczego. Kiedyś zapewnił nam przetrwanie i dlatego teraz tak kurczowo się go trzymamy. Ale świat wokół nas jest teraz inny, a nasze zasoby i możliwości są znacznie większe niż kilkuletniego dziecka. Jeśli to zobaczymy, otworzy się nowa perspektywa.”
ZOFIA MILSKA-WRZOSIŃSKA

Niech się więc otworzy ta nowa perspektywa. Mocno nad tym pracuję.

Już oczami wyobraźnie widzę budujące się nowe połączenia synaptyczne w moim mózgu. Hę, zbuduję sobie zamiast domu nowy mózg. Na razie i jedno i drugie idzie jak po grudzie :-(

@@@@@@@@@@@

Dzięki Ci Boże!

Warto mówić to, co się myśli! Warto powiedzieć, że coś przeszkadza, że jest niezgodne z oczekiwaniami i prosić o pomoc. Powiedziałam wczoraj i dziś zyskałam!

Instalacja elektryczna i wodna będą zrobione. Zmienią mi zlew i sedes w łazience. Zainstalują światło w pomieszczeniach. POMOGĄ MI! A ja muszę wziąć się za skrobanie ścian. Może zdążę do końca listopada. Dyrektor powiedział też coś o rozliczeniu w czynszu za koszty związane z remontem. Będzie dobrze!

Przydałaby się Katarzyna Dowbor i jej program :-D – Wyremontujemy twój dom! He he he!

A i nareszcie wysłałam pocztówki do Marty. Trochę późno, ale…

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Czasopisma, Życie

 

Tags: , , , , ,

Dodaj komentarz