RSS
 

Warszawa i jej klimat oczami prowincjuszki ;-)

29 lis

Wczoraj cały dzień w warszawce.

Wykłady.

Fajna ta moja grupa. Dużo śmiechu, fajna atmosfera, dobrze się ze sobą czujemy. Czarnoskóry Ramsy ma ogromne poczucie humoru. Potrafi nas wkręcić w jakąś historię, którą opowiada z poważną miną a później okazuje się, że żartował. Jedna z koleżanek ma kłopot z nastoletnią (dorosłą) córką, która uzależniła się od środków psychoaktywnych. Opowiada o niej, o swojej sytuacji, swoim strachu, relacjach z drugą córką. Opowiada to z bólem na twarzy i strachem w oczach. Jest zagubiona, nie wie jak ma reagować. Mówi, że córka zgłosiła się do ośrodka monarowskiego, ale nimi manipuluje – tam w ośrodku i rodzicami. Młoda sama nie wie, jak ma postępować. Może ośrodek jest po to, żeby uspokoić rodziców, żeby jej na tyle zaufali, wzięli ją z powrotem do domu a tam znów „wsiąknie” w swoje towarzystwo. Koleżanka nie wie co ma robić. Kocha córkę, miała z nią jakieś plany, które teraz legły w gruzach. Przeżywa wiele negatywnych emocji. Przeżywa a właściwie przeżywają – cała rodzina. Koleżance jest na pewno lżej, kiedy może się przed nami otworzyć. Ja zawsze w takich sytuacjach zastanawiam się, czego w takich rodzinach jest brak – jakiego uczucia i postawy ze strony rodziców. Czego zabrakło, albo czego było ponad miarę?

warszawaPo zajęciach wizyta w Empiku i zakup nowych „Charakterów” i „Medytacji”.  Z czasopismami powędrowałam do Starbucksa. Zaszyłam się tam z wielkim kubkiem grzańca, w miękkim fotelu, gdzieś w kącie i zaczęłam czytać „Medytacje”. Fajny artykuł na temat modlitwy autorstwa Thomasa Mertona – kiedyś się podzielę wrażeniami na temat tego tekstu. W tle słychać bożonarodzeniowe piosenki. Klimacik świąteczny. Na przeciwko mnie usiadła młoda, śliczna dziewczyna. Drobna blondyneczka.  Zaraz pojawił się też młody chłopak. Miejsce na przeciwko niej było puste. Błyskawicznie znaleźli wspólny język – angielski. Przedstawili się sobie i zaczęli rozmowę – o niczym – o pogodzie, skąd są, trochę o rodzinie i rodzeństwie. Piękna ona i piękny on – śmiało, na luzie, o niczym. Takie ple, ple, ple. Ona przyjechała do Warszawy z Anglii a on tu studiuje. Jest Polakiem. Zadzwonił do kolegi a po chwili kumpel był na miejscu. Obaj wpatrzeni w dziewczynę jak w obrazek. Rozmowy, śmiech, wesoła paplanina, bez zobowiązań i bez jakiegoś wielkiego skrępowania, dystansu, nachalności. Jakby się znali od wieków. Podobało mi się. Siedziałam wpatrzona w kartkę czasopisma, czytałam, ale uszami wyławiałam kolejne słowa. Popijałam grzaniec, niestety coraz chłodniejszy, wtopiona w atmosferę Starbucksa. O 19.45 miałam autobus, więc musiałam opuścić „moje” towarzystwo. Myślałam o sobie w ich wieku i o tym jakim byłam dzikusem. To było lata świetlne temu.

Autobus miał godzinne opóźnienie. Mogłam jeszcze posiedzieć i poobserwować, w ciepłej atmosferze Starbucksa, a na placu marzłam, w wietrznej i mroźnej atmosferze placu przed Pałacem Kultury. Zmarzły mi stopy i ręce.

W autobusie cały czas obserwowałam zmagania znajomego w programie muzycznym. Facebook w telefonie i wciąż nowe wpisy dotyczące wydarzenia. Znajomy szedł jak burza. Byłam pewna jego wygranej. Wysłałam trzy sms-y. „Idą” do dzisiaj. Zawiesiły się gdzieś w tej wirtualnej rzeczywistości. Gdzie jest „prawda” takich programów. Wyścigów, w których nie wiadomo do końca, kto decyduje o wygranej. Tobiasz to muzyk z krwi i kości.

W domu byłam dopiero koło 23. U nas na ulicach leżała cienka warstewka śnieżku.

Znajomy Tobiasz niestety nie wygrał w Voice. Program wygrał chłopak, który ma jakąś dziwna manierę w śpiewaniu, którego wykonania na początku całkiem prawidłowe, później przeradzają się w męczące zawodzeniem dłużyzny. Musi jeszcze dużo nad sobą pracować. Oglądałam parę filmików – wywiady z Krzysztofem. To jeszcze dzieciak, który szuka swojego miejsca w życiu. Wie, co chce robić, ale musi do tego jeszcze dojrzeć. Tobiasz to dojrzały muzyk, ze swoim stylem, smakiem, pięknym aksamitnym głosem, spokojem, głębią. Dla mnie wygrał, chociaż zajął drugie miejsce. Jego „Piure” to mistrzostwo świata. Mogłabym słuchać tego utworu bez końca.



Czekam na płytę, którą kupię, nie patrząc na cenę!

Znajomi, którzy „pokazali” nam Tobiasza i dzięki którym mogliśmy go parę razy posłuchać na żywo, niedługo otwierają klub muzyczny. W czwartek wielkie otwarcie. Czekam na nie z niecierpliwością.

Czekam. Czyżby całe moje życie było czekaniem?

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Życie

 

Tags: , , ,

Dodaj komentarz